Home DuchowośćDuchowość, ezoteryka, New Age – czy to już rozwój czy bajki. Całuny, skale, strażnicy, Plejadianie, Akasza, cz.3

Duchowość, ezoteryka, New Age – czy to już rozwój czy bajki. Całuny, skale, strażnicy, Plejadianie, Akasza, cz.3

by nikom@tutamail.com

Zapraszam do trzeciej części opracowania. Poruszymy temat całunów, inicjacji w Chrystusa, skal, strażników, Plejad i Akaszy, czyli tego wszystkiego, co trochę działa jak wabik i rozmydlacz dla tego, co duchowe, czyli odciąga od tego, co ważne, pierwotne, prawdziwe.

I. Całuny i inicjacja w Chrystusa

W temacie wypracowania kompasu wewnętrznego, wspomniałem o mistrzach od teozofów (to zdjęcie). Widzimy dokładnie mistrzów od guru-jogi. Wszyscy oni emanują ujednoliconą energią chrystusową, mają silne, białe otoczki energetyczne. Ale kiedy popatrzymy w ich oczy, co widzimy? Nasi przodkowie mówili: „Oczy są zwierciadłem duszy”, „Temu człowiekowi źle z oczu patrzy”, „W tych oczach jest jakiś diabeł”. W jaki sposób widać duszę, jej wibracje, rdzeń? Dzięki głębokiemu spojrzeniu w oczy człowieka. Nie ma technik, które mogłyby zakrywać wibracje oczu – one zawsze pokazują prawdę. Widzenie i jasnowidzenie u wielu ludzi rozbija się niestety o wibracje całunów energetycznych wplecionych w poszczególne ciała subtelne. Widzimy również różne gatunki dusz.

Całuny oświeceniowe, całuny duchowe, wplecione w ciała subtelne i często nawet w rdzeń są tylko ubraniem, które przykrywa wibracje, imitując w ten sposób zmiany energetyczne. Często całun zakładany jest podczas inicjacji w danej ścieżce duchowej, religijnej, czy politycznej. Pomysł na całuny jest bardzo stary. Dzięki nim dusze „trzymały w ryzach” swoje energie. Później pojawiła się u dusz koncepcja programowania całunów wartościami przeciwnymi, np. kiedy taki całun zaprogramowany na białe wzorce oblepiał ciało subtelne lub rdzeń, wpływał na postawy zachowania duszy czy człowieka, który go przyjął. Obecnie całuny stosuje się do przykrycia swojej emanacji, zwiększenia (podniesienia) w sposób sztuczny swojej wibracji. Początkujący radiesteta czy jasnowidz może nabrać się na wibracje całunów i przypisać cechy danej istoty dopasowane do wibracji całunu, a nie jej prawdziwej lub pierwotnej emanacji energetycznej. Podobnie na całuny reaguje nasza podświadomość, bo ulega ich wibracji, zamiast popatrzeć głęboko w oczy i się zwyczajnie „odczarować” z iluzji, jaką dany całun tworzy. Wiele całunów widać wokół prawie wszystkich awatarów hinduskich. Tam zakładanych jest nawet kilka jednocześnie, bo na każde ciało subtelne. Całuny, podobnie jak krokodyle subtelne, mogą wzmacniać daną wibrację u człowieka, wspierać go energetycznie, ukrywać czy „sprawiać wrażenie”. Właśnie to „sprawianie wrażenia” jest najważniejsze w temacie całunów, bo nie mają one nic wspólnego z rzeczywistą, naturalną emanacją duszy.

Kolejnym przykładem inicjacji i wpływu całunu jest inicjacja chrystusowa w Chrystusa. Mamy muzyka Estasa Tonn’e, El Moryę (Szambala, Białe Bractwo) – obaj na zdjęciach – czy wspomnianych wcześniej mistrzów od teozofów. Inicjacja chrystusowa jest bardzo wymagająca i trudna do zdjęcia, ponieważ całun chrystusowy oplata jak siatka część ciała eterycznego, astralnego i mentalnego. Wpływa to nie tylko na wzorce zachowania, reagowanie podświadomości, ale daje odczucie innym, że jest się wcielonym Chrystusem. Na pewno pierwszym krokiem w pracy z tym rodzajem obciążeń (bo każda obca energia lub grupa energii jest wpływem) polegałaby na poszukaniu odpowiedzi:

  1. „Dlaczego chce być kojarzony z Jezusem?”.
  2. „Dlaczego upodobniam się do Jezusa?”.
  3. „Bycie podobnym do Jezusa daje mi zyski w postaci…?”.
  4. „Podtrzymuje wizerunek Jezusa w sobie, bo…?”.

Takie same pytanie możemy skierować do kobiet:

  1. „Dlaczego chce być kojarzona z Maryją?”.
  2. „Dlaczego upodobniam się do Maryi?”.
  3. „Bycie podobnym do Maryi daje mi zyski w postaci…?”.
  4. „Podtrzymuje wizerunek Maryi w sobie, bo…?”.

Czy nie byłoby tutaj odpowiedzi, np. czuje się lepszy, czuje się podobny do Boga, istoty idealnej, wszechmocnej? Jestem przykryty i nikt mnie nie rozpozna, nie ma mnie/nas? Czemu zmuszam się do bycia kimś innym? Upodobniam się, bo chce dostąpić jego chwały, wywyższenia, wybrania? Chce robić cuda, leczyć, ratować, ale także być opluwany, odrzucany, karany, nie szanowany jak Jezus?

Kiedy sobie odpowiesz na pytania zadaj ostatnie: „Kim byłbyś bez tej myśli?”. Proszę nie lekceważ tego tematu, bo archetyp Jezusa Chrystusa oraz Maryi jest mocno odciśnięty szczególnie w Europie. Podobnie jest z Buddą na Wschodzie oraz pozostałymi bóstwami hinduskimi, bo suma ich tworzy mechanizm superego. Mnie uwolnienie inicjacji chrystusowej wiele czasu.

II. Skale

Ostatnio popularna jest skala kinezjologiczna Hawkinsa. Za każdym razem, kiedy widzę ją wykonaną przez kogoś, jestem zaskoczony – po pierwsze tym, że ktoś stworzył kolejną skalę, a po drugie, że inni ludzie weszli w system przekonań tego człowieka. Leszek Żądło stworzył własną skalę ERD, która oznaczała Etap Rozwoju Duchowego. Znajdowała się w przedziale liczbowym od 0 do 36 i wynik 36 oznaczał oświecenie. Na forum Cudownyportal w 2008 roku był taki chłopak, który zadał Leszkowi pytanie: „Jeśli Twoja skala oznacza złączenie świadomości z wyższym ja (nadświadomością), czyli oświecenie, to co się stanie, jeśli to wyższe ja stale się rozwija, wzrasta mu świadomość?”. W jednym pytaniu podważył sens takiego badania, bo cała skala opierała się o zasadę stałości i doskonałości wyższego ja. Bierzesz to, co potrzebujesz, inne odrzucasz. A potem przychodzi praktyka i wszystkie wyobrażenia kasuje w pył. Na to też trzeba być gotowym.

Dlaczego jestem tak uważny wobec różnych skal, wykresów, badań radiestezyjnych i kinezjologicznych? Mój dziadek był radiestetą. Przykładał nam ręce do ciała, mówił o różnych rodzajach energii, pokazywał skalę Bovisa, opowiadał o różnych rodzajach wahadeł. Sam mierzył, badał, zliczał. Nietrudno się dziwić, że kiedy rozpocząłem temat rozwoju duchowego, od razu kupiłem drewniane wahadło Izis, z którego rok później zrezygnowałem – tak jak ze wszystkich narzędzi radiestezyjnych. Po prostu przez kolejny rok uczyłem się patrzeć na czakry, ciała subtelne, przemierzać przestrzeń subtelną swoją świadomością. Nie było to łatwe; nie raz ciągnęło mnie, żeby wrócić do wahadła, ale nigdy tego nie uczyniłem, bo odczyty, które zacząłem dzięki temu wykonywać, nie „pożerały” aż tyle mojej energii, były wolne od wpływu Hierarchii Światła, linek podczepionych do trzeciego oka, były szybsze i dokładniejsze. Tyle że potrzebowałem roku nauki i setek wykonanych analiz, za które nigdy nie wziąłem pieniędzy. Z kolei mój pradziadek był geodetą, więc mierzenie, odmierzanie i takie „przestrzenne spojrzenie” miałem już genetycznie uwarunkowane. Stąd moje analizy są tak dokładne i nietuzinkowe.

Wracając do Hawkinsa. Podobnie jak Hellinger wprowadził on do swojej nauki znane już psychologiczne, biologiczne i buddyjskie zasady. Co nie jest oczywiście złe. Wszystkie skale pochodzą jednak z umysłu, z ego, z potrzeby mózgu do selekcjonowania, oceniania, porównywania. Nie ma znaczenia, czy trzymamy wahadło w ręku, czy z ciała robimy antenę (odbiornik) – sama potrzeba zmierzenia i określenia jest cechą człowieka, który żyje w tych wymiarach.

Nie raz obserwowałem, jak różne dusze czy monady inaczej podchodzą do tematu samej miłości (energii miłości). Dla jednych miała ona taką amplitudę, dla innych trochę inną; dla kogoś wyższą, dla innego niższą. To było tak, jakby ta siła, mądrość miała w sobie pewną delikatność i wszystko zależało od naszej własnej świadomości, gotowości. Podobne obserwacje poczyniłem w przypadku Źródła dla nas wibrującego w trzynastej gęstości. Dla jednego źródło to źródło, ale dla innych to Bóg, a dla nas były to kolejne gęstości (przestrzenie), w których wibrowała cząstka/iskierka, która przeradzała się w Superaspekt. Czy nie jest więc tak, że to, co myśmy widzieli i odczuwali, jest tak samo prawdziwe jak to, co widzi „na swój sposób” rozwinięty człowiek? Pewnie kwestia odbioru zależy od indywidualnych przekonań, ale i pewnie od poziomu indywidualizacji ciał subtelnych. Dlatego zaskakujące jest, że kogoś „ciągnie” do osoby, która tworzy skale i tak chętnie idzie się tam mierzyć, badać, kalibrować lub Bóg wie, co jeszcze. Przecież to zawsze, ale to zawsze jest zamknięciem świadomości w astralu lub systemie przekonań danego człowieka i jego szkoły! I co się dzieje, kiedy ktoś bada lub cokolwiek innego mierzy w danej osobie? Tak naprawdę bada energetykę całunu, aktywnego wewnętrznego dziecka lub jest połączony z jakimś hologramem, klonem, a nie realną istotą lub, co gorsze, na jego odczyt wpływa jakiś byt, własna niechęć, zależność? Przecież to jest nagminne w każdym rodzaju badań. W człowieku jest zakodowana informacja, typowo zresztą gadzia, że rozwój następuje tylko przez porównanie z kimś, czyli w odniesieniu do czegoś zewnętrznego. A my mamy być tylko (lub aż) lepsi niż byliśmy wczoraj, a nie awansować na drabinkach w jakiejś skali, schemacie, liczbie, szczebelkach i przekonaniach kolejnego oświeconego guru.

Jeśli ktoś wierzy w daną skalę, miernik, zakres, liczbę, filozofię, szkołę (ja szkoły nazywam systemami przekonań), to ma do tego pełne prawo, bo nikomu nic do tego. Ale tworzenie z danej skali, zakresu czy własnego przekonania wykładni o rzeczywistości, przypomina tworzenie kolejnych wzorców archetypowych, które tworzą sztywne ramy. Dajmy w końcu polu kwantowemu coś do pracy! Jest taki kawał: „Ślepy i szczerbaty siedzą w więzieniu. Szczerbaty mówi do ślepego: Patrz, czy strażnik nie idzie, a ja przegryzę kraty!”. Dr Witkowski ciekawie pisał o badaniach w dziedzinie psychologii, które od ponad pięćdziesięciu lat przypominają raczej wypełnianie ankiet, a nie realne analizowanie zachowania i reakcji człowieka. To, na co najbardziej zwrócił uwagę, to mnożenie się kolejnych terminów psychologicznych i terapeutycznych, bo dany doktorant, naukowiec potrzebuje grantów, a tych nie otrzyma za stosowanie wiedzy już powszechnej, musi wymyślić swoje własne terminy, nazwy i zasady; mimo tego, że one zawsze opierają się na tych już odkrytych.

III. Strażnicy

Kiedy w 2007 roku napisałem pierwsze opracowanie o osobistych strażnikach i ich działaniu, temat został dobrze przyjęty. Napisałem, cytuję: „Podczas pracy nad sobą temat strażników budzi najwięcej emocji, bo oprócz zdejmowania klamotów z ciał subtelnych, transformacji przekonań, kodów, mamy do czynienia z działaniem osobistych lub grupowych strażników, czyli stykamy się z ograniczeniami zewnętrznymi, nieraz mechanicznymi.

„Jak rozpoznać działanie strażnika?

Zaczynasz uwolnienie, rozmyślasz nad problemem, szukasz relacji przyczynowo-skutkowych, podejmujesz jakąś ważną decyzję i nagle: dzwoni telefon, ktoś puka do drzwi, miga ikonka w komunikatorze internetowym, dostajesz dziwny e-mail. A to dzwoni stary znajomy, który musi nam odpowiedzieć zabawną historię, przez telefon członek rodziny dopytuje się o nieistniejące rzeczy, przychodzi sąsiad, który nigdy wcześniej nas nie odwiedzał prosząc o mąkę lub długopis. Takie zachowanie wcale nie oznacza strażnika, jest to pierwszy próg tzw. posłańców reagujących na rozkazy pochodzące od innych ludzi lub ich dusz. Prawdziwy strażnik emanuje obsesją, kiedy zaczynamy uwalniać się z ustalonych struktur, ram, zwierzchności, robi wszystko w działaniach, by wpłynąć na nasze myślenie, emocje, sposób myślenia czy dopływ energii.

„Kto jest strażnikiem?

Jak napisałem wcześniej, każdy spełnia jakieś określone role dla kogoś, a więc blokować może rodzina, rodzice, dziadkowie, przyjaciele, dzieci, sąsiad, szef czy nawet zwierzęta. Są także strażnicy subtelni, których dusze nie wcielają się w ciała fizyczne (jak my), za to w ciała subtelne na poziomie eterycznym, astralnym lub mentalnym. Ten rodzaj strażników ma dostęp do struktur przepływowych, naszych ciał subtelnych, z początku wydają się niewidoczni”.

Skontaktował się ze mną przez komunikator chłopak i poprosił o najszybszy wolny termin, bo chciał sprawdzić coś ze swoją duszą oraz miał wrażenie dziwnego podczepienia. Jego wiadomość mi się wyświetliła, dlatego zacząłem na nią odpowiadać. Niestety nie mogłem, bo komunikator się zawiesił. Po chwili wyświetliły się jego dalsze wiadomości, że dusza go zablokowała, boli go ciało i dla niego to sygnał, że nie może i nie chce nic robić. Odpowiedziałem mu przekonany, że czytał wcześniej moje artykuły lub książki, zna temat strażników subtelnych i blokad, które uruchamiają się po podjęciu decyzji. Niestety w tym przypadku tak nie było. Oczywiście zachowanie chłopaka zostałoby uznane przez człowieka stosującego klasyczne podejście jako skutek opresji jednego z opiekunów (szantażu) lub jako zaburzenie schizofreniczne lub dwubiegunowe. Natomiast kiedy mamy świadomość działania strażników, ich wpływu na materię, energetykę, sytuacje, wydarzenia czy nawet na „własne” odczucia i myśli, wiemy, z jakim tematem pracować. Niestety mężczyzna ten nie miał świadomości, że właśnie zablokował go strażnik, bo potraktował wydarzenie i okoliczności jako własną reakcję ciała i duszy. Z tym, z czym się spotykam, to właśnie trudność w rozróżnieniu: co pochodzi od nas, naszej duszy, naszego ciała, a co jest narzucone na nasze ciało mentalne tylko jako „myśl”, którą po chwili zaczynamy traktować jako swoją własną. Podobnie jest z podczepieniem w czakram splotu słonecznego, bo jedna linka płynąca między strażnikiem a obiektem podczepienia potrafi zmienić emocje, wpłynąć na odczucie tego drugiego. Mózg bez świadomości wpływu zaczyna traktować myśl i emocje strażnika czy istoty podczepionej jako swoją własną reakcję. W jednej z moich książek poświęciłem cały rozdział rodzajom ataków energetycznych. Jednak przez infantylizację rozwoju duchowego i wpływ New Age temat się rozmywa.

Kiedy zaczynamy pracować sami lub z kimś, najlepiej napisać na kartce, swoje intencje, cele, to, dlaczego się angażujemy, po co to robimy, jaki efekt chcemy osiągnąć. Taki list motywacyjny jest zabezpieczeniem, kiedy uruchamiają się strażnicy subtelni lub fizyczni. Co najciekawsze, kiedy ktoś już uwolni pierwsze warstwy wpływu strażników, skonfrontuje się z nimi, oni nigdy nie wracają. Przypomina to pokonywanie pierwszej warstwy iluzji, ale iluzji myślenia o sobie, że nic na nas nie wpływa i nikomu nie podlegamy. Świadomość zależności jest trudna do zaakceptowania przez wielu.

IV. Plejadianie i Akasza

Plejadianie, jako kosmiczna rasa wyższa od ludzi, przedstawiani są w wielu channelingach jako starsi bracia w wierze i cywilizacja zaawansowana. Od dziesięcioleci informują o swojej pomocy i zbliżającej się transformacji planety, wymagając jednak „tylko jeszcze tego” i „tamtego”. To hasło, powtarzane przez lata, zwiększa ich grono wiernych wyznawców. Wielu ludzi nie pamięta, że żyło na Plejadach, nie pamięta walki Plejad z Orionem – nie zna historii wcieleniowej, która miałaby tłumaczyć obecną sytuację.

Nas interesuje fakt, że życie w ciele fizycznym na Ziemi nie czyni ludzi mniej rozumnymi, młodszymi czy głupszymi – podobnie jak na planetach w innych systemach, gdzie dusze starsze i młodsze inkarnują, skacząc od systemu do systemu. Forma fizyczna, życie w ciele człowieka, nie mówi nic o naszym pochodzeniu duchowym, gatunku duszy, a jedynie o naszej chwilowej formie.

Choć przesłania Plejadian te mogą pobudzić pamięć wcieleniową, „tkanie nadziei” przez te istoty przenosi siłę sprawczą z ja na kogoś, podtrzymując wzorce mesjańskie oczekiwania, że coś z zewnątrz zmieni nasze życie. Plejadianie sami stanowią jedną wielką rodzinę z zaburzeniami cech indywidualnych, stawiając nacisk na dobro społeczne kosztem dobra jednostki. Gdyby ich system był skuteczny, więcej dusz z pamięcią życia w ich systemach inkarnowałoby się tam nadal.

Kwestia Akaszy, rozumianej jako Księga Życia, w której zapisywane są wszystkie wydarzenia, myśli i czyny, jest również problematyczna. Edgar Cayce, Rudolf Steiner i Helena Bławatska, jak i tysiące współczesnych osób, deklarują dostęp do tej biblioteki. Jednak nasze badania wskazują, że Akasza w pierwotnej formie była biblioteką białych istot na poziomie ósmej gęstości, strzeżoną przez Metatrona. Była to matryca systemu karmicznego, a dostęp do niej w 2007 roku został uwalniony w formie kopii astralno-mentalno-przyczynowej, która służyła do handlowania karmą i była zafałszowana.

Współczesne dostrojenia do Akaszy tłumaczy się wzrostem świadomości, ale w rzeczywistości są to manipulacje, wymagające botów lub elementali do interpretacji podświadomości. Skojarzenie Akaszy z terminem „akaśa” z hinduizmu jest kolejnym przykładem podstępnego wybiegu.

Wspominam o Akaszy, bo czasem przychodzą ludzie i mówią do mnie: „Byłem u pana od Kronik Akaszy. Jestem tym i tym. I to się zgadza z moimi myślami i snami”. Dalej słyszę: „I co pan myśli o tym?”. Odpowiadam: „Dla mnie to jest informacja pochodząca z zewnątrz. Raczej zostawiłbym to w sferze możliwości”. Znowu słyszę: „Byłem tym razem u pana od Kronik Akaszy. Wszystko się zgadza”. Czasem odpowiadam: „Nie ma tutaj przedstawionych:

  • twoich własnych intencji, decyzji, planów twojej duszy,
  • nie ma nic o zależnościach duchowych,
  • nie ma wspomnienia o wpływie rozkazów na zachowanie twoje i duszy,
  • nie ma nic o zależności od konkretnych istot i ich wpływie na przestrzeń osobistą,
  • nie ma nic o wpływie biologii na ciało i wpływie przodków,
  • w tej krótkiej notatce (jaką masz i dostałeś od tej osoby/osób) jest próba zrzucenia odpowiedzialności i winy na drugiego człowieka,
  • cała informacja jest bezduszna, wykrystalizowana (specjalnie używam tego słowa, bo w takich bańkach te informacje są zapisywane).

Fajne te odczyty, takie reptiliańskie, wprowadzające w pięknie wysterylizowane odczyty winy i kary bez jakiegokolwiek podania lub przedstawienia rozwiązania dla osobistej sytuacji, bez pokazania esencji wyzwania w twoim wnętrzu”.

Zainteresowanie tematem wszelakich Kronik wcale nie zaskakuje. Wiedza – wydawałoby się – niedostępna zawsze była w cenie, ale osoby rozpoczynające rozwój duchowy, zainteresowani ezoteryką, muszą uważać, bo rozwój duchowy różni się od rozwoju osobistego. Mówię o osobach początkujących lub poszukujących, bo kiedy nauczysz się kontaktu ze sobą (częścią subtelną lub duszą, przeżyjesz kilka sesji past-life regres), nigdy nie będziesz szukał informacji w żadnej Kronice, bo to informacja zewnętrzna. Im więcej ludzi się czymś interesuje, im bardziej coś jest popularne, tym większa szansa, że to kolejny sklep sprzedający produkty New Age.

Nie można tego współczesnego zachowania porównywać do pracy Edgara Cayce’a! Różne istoty i rasy kosmiczne kreują w przestrzeni okołoziemskiej, naklejając etykietkę „Akasza”, „źródło”. Ale czy to jest Akasza wpleciona w pole jako siatka, biblioteka dla części subtelnych, młodych dusz w gęstości astralnej, czy zbiór z poziomu dusz/wyższego ja w gęstości anupadaka? A może to zbiory przyczynowe? Kto pilnuje dostępu, jaka to istota, jak selekcjonuje energie odczytujący, do czego jest podczepiona i w które ciało i czakrę? Jak osoba odczytująca weryfikuje swoje wglądy i wizje? Kto robi takiej osobie superwizję, czy istnieje przekierowanie, channeling? Co ta osoba robiła pięć, dziesięć, piętnaście lat temu? Czy to olśnienie, czy podłączenie? Bez stałej weryfikacji i podważania wglądów, odczytów – zachowanie to przypomina postawę religijnego człowieka, który wierzy w swoją świętą księgę i prorocze objawienie.

Ile fałszywych informacji człowiek jest w stanie przyjąć za prawdę? Ile fałszywych informacji o sobie, swoich domniemanych wcieleń, przeszłości, jest w stanie wchłonąć i uznać za swoje? Kiedy system wewnętrzny, etyczny, moralny człowieka postawi granicę wobec bezmyślności i ściem rzucanych na prawo i lewo, bo ktoś mówi, że jasnowidzi, ma kontakt z Akaszą, przewodnikiem lub samym Bogiem?

Na to jest rada. Na pierwszym miejscu przyjmujemy każdą zasłyszaną informację za nieprawdziwą. Zawsze. Pozwalamy sobie obserwować. Ego lgnie, bo lubi identyfikować się, mieć etykietę, wsadzać informację do odpowiedniej szufladki. Nawet czytając tę treść, najważniejsze jest wyciąganie własnych wniosków, odpowiadanie na pytania i szukanie w sobie. Resztę wyrzucamy, bo dla Ciebie to tylko informacja, słowa, dla mnie – przeżycie wewnętrzne. Dotyczy to każdego – Hellingera, Hawkinsa, Freuda, Junga, Robbinsa, czy Leszka Żądło. Oni mówili i pisali swoje, pracowali w dany sposób, ale Ty masz pozostać w sobie, w zgodzie ze sobą – zrobić po swojemu. Najgorsze, co można zrobić, to dać się zamknąć w systemie przekonań drugiego człowieka i jego szkoły. W buddyzmie i religiach człowiek od razu jest podczepiony pod system mówiący, jak ma myśleć i co robić. Przecież rozwój polega na uwolnieniu od wszelkich przekonań i systemów, nawet tych wibrujących w superego.

Wszystkie informacje mamy w sobie i nigdy o tym nie zapominajmy. Jeśli mamy problem z dostępem do nich, może trzeba zdjąć świetlisty całun, który podbija statystyki lansu i blasku oświeceniowego, ale jednocześnie chroni przed pracą nad wnętrzem; może trzeba zdjąć inicjację energetyczną, zmierzyć się ze swoimi mechanizmami obronnymi, skonfrontować z informacją, której unikamy. Albo, jeśli czujemy się na siłach, popatrzeć z odwagą w oczy strażnika, od którego pobieramy informację. Zwolnijmy channelingowe linki, wyciągnijmy klamoty z czakr, zdejmijmy kod i pieczęć blokującą przepływ, widzenie, odczuwanie. Pamiętajmy też, że dusza również potrzebuje wsparcia i nie zawsze jest anielska. Praca polega na zmianie sposobu myślenia, na uwalnianiu, leczeniu. Nigdy jednak nie polegała na zbieraniu, inicjowaniu, przyjmowaniu czegoś z zewnątrz – szczególnie informacji. Polega na wejściu w siebie głęboko, a nie na wyjeździe gdzieś daleko.

Nikodem Marszałek

luty, 2022 r. / 2024 r.

Zapraszam do ostatniej części opracowania.

Related Articles

Leave a Comment