Duchowość wnosi wiele cennych informacji, których próżno szukać w nurtach akademickich. Ludzie poszukują wiedzy, pomocy, zrozumienia i rozwoju. Jednak na początku swojej drogi nie odróżniają prądu umysłu oświeconego od prądu ezoterycznego, egzoteryki od ezoteryki, przyczyny od anupadaka, duchowości od New Age, duszy od monady, czakr od portu, channelingu od kontaktu ze sobą – umysł wszystko wsadza w jeden worek. Człowiek również nie odróżnia i nie czuje energii subtelnej, jakości energii czy energii tekstu. Nie potrafi odróżnić osób korzystających ze sprawdzonych korzeni duchowych od tych, które wymyślają własne astralne fantazje, przedstawiając je jako objawienie boże.
Ten brak rozróżnienia jest naturalny na początku, ponieważ w pewnym momencie człowiek zaczyna rozumieć, na czym to wszystko polega. I kiedy nauczy się czuć różnice w jakościach, energiach, nauczy się odczuwać subtelnie, a nie tylko intelektualnie – zacznie się prawdziwa nauka, a nie tylko zbieranie niepotrzebnych informacji. Niektórzy zaczynają od tyłu, ale może taka jest ich droga.
Jak odróżnić przedszkole duchowe od wiedzy bardziej zaawansowanej? Potrzebna jest postawa pokory, stałe podważanie wglądów, natura badacza, brak przywiązania i praca oparta o wewnętrzne procesy, a nie o pozyskiwanie informacji z zewnątrz. Informacja zewnętrzna musi być skonfrontowana z odczuciem wewnętrznym. Podtrzymując w sobie – świadomie lub nie – całuny, przykrycia, bańki, hologramy, sztuczne źródła, ulegamy siłom zewnętrznym i wpływowi ich pola na nasze odczuwanie i myślenie. To przypomina przecieranie, szukanie swojego miejsca w przestrzeni, którą w swoim istnieniu oddaliśmy innym.
Pamiętam początki swoich przeżyć duchowych. Nagle doświadczyłem “wywałki” – historii wcieleniowej związanej ze średniowieczną bitwą. Śniło mi się, jak trzymam miecz, obok mnie stoją rycerze, a po chwili nagle zobaczyłem scenę pełną krwi ściekającej z miecza, śmierci i skutków bitwy. Wszystko było żywe, mocne, kolorowe, dynamiczne. Od razu się przebudziłem spocony i mojej byłej małżonce wykrzyczałem: „Ja byłem dobry, ja byłem dobry, nie zrobiłem nic złego”. Rozpoczął się w ten sposób temat wypierania i konfrontacji z traumatycznym doświadczeniem.
Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ żyjemy w społeczeństwie zasady „oko za oko, ząb za ząb”, systemu, który nie pochodzi od ciemnych, ale jest białym wytworem. Zamiast wybaczyć, zaakceptować i pójść do przodu, zatapiamy się w samoanalizach, samokaraniu, racjonalizowaniu, bo ładunek winy połączony z karą jest zbyt duży. Dlatego pamięć wcieleniowa, sesje past-life regres nie są dla wszystkich, bo nie wiemy, jak odpowiedzieć na dane wydarzenie, jak siebie potraktować, co z tymi emocjami zrobić. Dlatego zawczasu się karzemy i oceniamy źle. To wielkie niebezpieczeństwo duchowości, którego próżno szukać w pracy akademickiej, ale to dobrze, bo praca nad sobą powinna być stopniowana.
Napisałem w książce Poza Dualnością rozdział pt. Jak trzymają duszę w samsarze i obciążenia proroka, opowiadający o chłopaku, który poszedł do znanej osobowości medialnej zajmującej się astrologią, kosmogramami. Kupiony pozytywnymi opiniami i popularnością, poddał się konsultacji, która zamiast być wywiadem i obserwacją, przerodziła się w ocenę i wsadzenie go w cudze ramy – kim jest, był i co ma robić, zgodnie z wolą przewodnika i Boga.
Ile jest takich szarlatanów z obciążeniami proroka, którzy narzucają swoją wolę, projekcje, urojenia, channelingi na ciebie, twoje biznesy, dzieci, bliskich i świat? Czym to się różni od ścieżki religijnej czy sekty? To wielkie niebezpieczeństwo duchowości, szczególnie wśród „proroków” New Age. W pracy akademickiej istnieją wytyczne, schematy, systemy myślenia i działania, a wytykanie, punktowanie uruchamia reakcje obronne. Jedyne wyjście to odpuścić, nie przylepiać się do opinii, niezależnie od tego, jak logiczna czy uzasadniona może się wydawać.
Wielu początkujących adeptów, badających tematy duchowe i ezoteryczne, nie ma tego rozróżnienia. Obecny czas jest zalewany terminami, osobami, jasnowidzami, metodami – wszystko wrzucane do jednego worka. Różnorodność ma swoje oblicza, ale chwasty łatwiej ukrywają się na pięknej łące. Może ruch teozofów, który tłumaczył dzieła wedyjskie i buddyjskie, nie był dobrym posunięciem? Być może w tym chaosie jest metoda, ale dzisiaj na początek poleciłbym lektury podobne do tych, które studiowałem na początku.
- Autobiografia Jogina – Paramahamsa Jogananda. Niesamowita lektura, może u kogoś obudzi się pamięć jogina, życia w tamtym rejonach.
- Ciało eteryczne, Ciało przyczynowe – Arthur E. Powell.
- Trylogia Robert Monroe.
- Trylogia Bruce Moen.
- Nowe Drogi Energii – Robert Bruce. (trening energetyczny). Tu.
- Traktat o Projekcji Astralnej – Robert Bruce (trening energetyczny). Tu.
- Castaneda Carlos – pierwsze części.
Świadomość rozróżniająca powinna być już większa. Następnie poleciłbym własne książki: Poza Dualnością, Cień bogów i Zmierzch bogów. Tak mamy podstawy stworzone, pewien filar, który nie opiera się na wglądzie jednej osoby czy małej grupy osób. Informacje zewnętrzną przefiltrowaliśmy przez własny rozum. Co dalej? Zamiast skupiać się na sesjach past life-regres, grzebania w przeszłości w sposób systemowy, zacząłbym czytać literaturę sci-fi, fantasy, oglądał seriale. Czyli wyszukujemy taki serial, książkę czy powieść do której nas najbardziej ciągnie (albo silnie odpycha), bo może być tak, że jakaś energia tam utkwiła, zatrzymała się. Popatrzmy na mój przykład.
Kolejne przeżycie, które zmieniło odczuwanie mnie samego, dotyczyło czytania sagi o Enderze (Gra Endera) Orscona Scotta Carda. Gdy tylko wziąłem książki, poczułem w swoim wnętrzu małe dziecko zamknięte w jakiejś dziwnej rurze. Każda strona budziła we mnie pamięć, coś w środku mnie (nazwałem to wtedy małym Enderem) mówiło, opisywało, tłumaczyło dane wydarzenia. Dopiero kiedy kończyłem trzeci tom, to wewnętrzne dziecko dorosło i poczuło się przyjęte. Ender był postacią tragiczną, która z jednej strony obroniła i ochroniła ludzkość przed najeźdźcą, a z drugiej przyczyniła się do anihilacji całej rasy. Do końca życia – mimo tego, że później Ender odbudował tę rasę – czuł się winny. Dopiero moja praca, analiza, przyjęcie i praca jak z wewnętrznym dzieckiem, zmieniała postawy małego Endera (moje). Wymagało to sześciu miesięcy pracy. Jeśli ktoś mówi, że przerobił jakieś kosmiczne czy ziemskie wcielenie podczas jednej sesji oddechowej, hipnotycznej, to tak naprawdę ma na myśli uwolnienie większej traumy, bo zmiana myślenia, konfrontacja ze starym sposobem myślenia zajmują bardzo, ale to bardzo dużo czasu i wymagają ogromnych nakładów pracy, a i tak często człowiek nadal nie jest w stanie się odczepić od dawnego sposobu postrzegania, bo jest z nim zlany. To w temacie duchowości jest bardzo ciekawe i entuzjastyczne. Najważniejszy jest brak identyfikacji podczas takiej pracy, ponieważ często jest tak, że wcielamy się z danym pakietem podświadomym (cudzą pamięcią) i po prostu go przyjmujemy jako swój, jako atut lub karmę. Tutaj chodzi o konfrontacje, podważanie takiego życia. Szukamy takiej powieści, przygody, serialu, książki, która pozwoli nam się zidentyfikować z własnym wcieleniem albo pozwoli utożsamić się z jakimś bohaterem lub protagonistą albo grupą. W każdym przypadku chodzi o ocenę, analizę danego zachowania, np. dlaczego ktoś podjął taką decyzję, jak można było inaczej, co mnie tutaj drażni, co mnie wkurza, jakie zachowanie, odpowiedź? Tak uczymy się myśleć inaczej, poszerzamy horyzonty i odklejamy podświadome programy. Najważniejsze nie jest to, czy kimś byłeś, ale jakie emocje przeżywałeś, co kuło, drażniło, pociągało. To jest świetna nauka retrospekcji, pracy ze sobą i obserwacji swoich zachowań. Wypracowanie obserwatora zawsze się przyda. Warto zaznajomić się również z medytacją Vipassana (opracowania tu).
Wróćmy do kolejnego tematu.
W Duchowy Matrix napisałem, cytuję: „Dzisiaj samo słowo „ezoteryka” oznacza zupełnie co innego niż choćby sto lat temu. Ezoteryka odnosi się do wiedzy dostępnej jedynie dla osób uprzywilejowanych, doświadczonych lub takich, które przeszły inicjację, i stanowi przeciwieństwo wiedzy egzoterycznej, która jest powszechnie dostępna”. Łatwiej zrozumieć dlaczego Gurdżijew, Bławatska, Steiner, mimo odkrycia wiedzy tajemnej i przedstawienia jej masom, mieli dalej tendencję do dzielenia jej na wiedzę wewnętrzną i zewnętrzną, czyli dla bliskiego środowiska i dla wszystkich pozostałych. W Ewangelii według św. Mateusza (rozdz. 7, wers 6) czytamy: „Nie dawajcie psom tego, co święte, i nie rzucajcie swych pereł przed świnie, by ich nie podeptały nogami, i obróciwszy się, was nie poszarpały”. Pamiętam kłótnie, kiedy byłem ministrantem, z kapłanami i mnichami dotyczące poszczególnych wersetów, bo raz w miesiącu jeździłem na spotkania zajmujące się studiowaniem Starego i Nowego Testamentu. Nie raz widzimy słowa Jezusa określające i opisujące ludzi np. lisy, owce, wilki czy właśnie świnie. Rzucać perły przed świnie albo rzucać perły między świnie (łac. margaritas ante porcos) to inaczej ‘dawać, proponować komuś coś, czego ta osoba nie umie, nie potrafi właściwie ocenić, docenić. Inaczej mówiąc nie mów nieukowi tego, czego i tak nie zrozumie. Marek Aureliusz powiedział również: „Panie, daj mi cierpliwość, abym umiał znieść to, czego zmienić nie mogę; daj mi odwagę, abym umiał konsekwentnie i wytrwale dążyć do zmiany tego, co zmienić mogę; i daj mi mądrość, abym umiał odróżnić jedno od drugiego”.
Teraz, pracując z kimkolwiek, nie można zacząć od monady, nie można używać języka „przenieś się do anupadaka” czy „zobacz co masz na atmie” – taka terminologia nie będzie zrozumiała. Konieczne są stopnie, etapy, rozpoczyna się od najniższych gęstości, uczy odczuwania i pracy subtelnej, nawet na poziomie astralnym. To daje podstawy wiedzy, rozróżnienia do dalszej eksploracji, uwolnień i pracy subtelnej.Kiedy jednak dostajesz listy o treści:
„Czy zdejmuje pan czipy/implanty najnowszej, wyższej generacji w wymiarach 5 i 11?”.
Staje się oczywiste, że osoba, pytająca, nie jest świadoma, że znajduje się w środowisku New Age. Zakłada, że wszyscy rozumieją, o co chodzi z wymiarem 11. To nie jest najgorsze, ale problemem jest brak świadomości, że wszystko dzieje się za naszą zgodą i że to w danej osobie (lub jej części subtelnej/duszy) należy obudzić wolę do uwolnienia podczepienia czy wpływu. Zamiast tego w pytaniu mamy: „A czy pan widzi, potrafi?” – transfer mocy sprawczej. Dodatkowo jest założenie, że odczyt, który przychodzi wraz z osobą, jest prawdziwy, zamiast weryfikacji: „Może pan sprawdzić moje ciała subtelne?” i zlecenie analizy. W całej tej postawie jest religijne przerzucenie mocy sprawczej na ambonę, na kogoś z zewnątrz, w miejsce: „Towarzyszę Ci podczas tego uwolnienia i sam/sama potrafisz to uwolnić”.
Niestety takimi postawami i świadomością jest zalana współczesna ezoteryka, stąd pewnie tak długo była wiedzą ukrytą. Używam nazw gęstości wedyjskich nie bez powodu, nawet buddyści je zaakceptowali. Nie używam tzw. „Focusów” opracowanych przez Monroe, chociaż przedstawiam ich zastosowanie1, bo są zbyt młode i dotyczą tylko tego układu. Kiedy teraz mówimy o „wysypie” proroków nowej ery, każdy coś wymyśla, nazwy, wymiary, ale jak to się ma do wiedzy, która jest z nami od tysięcy lat? I jak to się ma do tego, co Dr Witkowski mówił o badaniach w dziedzinie psychologii (patrz druga część opracowania). Po co robić taki miszmasz, chaos? A może to wszystko celowe. Jeśli tak, to wyszło bardzo dobrze, bo duchowość jest jedna, a podział tak wielki.
Mimo tego, że różne ścieżki są zapisem, archetypem, drogą stworzoną przez inne istoty i mogą służyć danej grupie ludzi lepiej lub gorzej, prawie zawsze przeradzają się w doktryny, dogmaty, powiększone o wpływ egregorów i myślokształtów zaangażowanych osób. W pewnym momencie dana droga przestaje być tym, czym była pierwotnie.
Patrząc na to zagadnienie z perspektywy psychiki człowieka, jego ciała – co pokazuje świetnie piramida potrzeb Maslowa – człowiek potrzebuje porządku, czegoś, co zostało nazwane i sklasyfikowane. Pokazanie ludziom punktu „A” (gdzie są) i punktu „B” (gdzie mogą być) oraz przedstawienie informacji, jak się tam dostać, zawsze się sprzedawało, bo dawało poczucie bezpieczeństwa, wsparcia, było światełkiem w ciemności.
Największym kłamstwem w duchowości, ezoteryce, New Age jest pomijanie rozróżniania między częścią subtelną a duszą/Wyższym Ja. Robert Monroe i Bruce Moen mówili o Ja-Tam. Teozofowie wspominali o ego w ciele przyczynowym. W New Age i Hunie używa się terminu Wyższe Ja. Nawet Leszek Żądło stosował modlitwy, odwołania do Wyższego Ja. Rozumiem, ponieważ mnie prawie dwie dekady zajęło nauczenie się tego rozróżnienia, czyli braku pomijania jednego aspektu kosztem drugiego.
Niestety sporą przeszkodzą jest traktowanie wyższych gęstości oraz swojej duszy czy nawet monady jako doskonałych. Nie róbmy sobie tego lub, co gorsza, zupełnie pomijamy w swojej nauce, postrzeganiu tematu wpływu części subtelnej lub duszy – na nas samych. Tak budujemy nieświadomie naukę o narzędności jaźni osobowej. A potem nagle w życiu i po śmierci – otwieramy oczy ze zdziwienia, że jest coś, co jednak ma większą moc, niż my sami i stanowi nasz „prąd” i „wzorzec” do dalszego działania. Ale jakiego działania? Kiedy traktujemy wyższe wymiary jako doskonałe – łapiemy się właśnie na te „doskonałości” i obrywamy od różnych sił, bo wielkie „g” opakowane zostało w złoto, przecież było tak wysoko, istoty miały kontakt ze Źródłem, emanowały złotą lub fioletową energią.
Całe to środowisko, mimo, magii, oszołomstwa, sprzedawców i channelingów, zawiera w sobie również piękno, którego próżno szukać gdzie indziej. Duchowość potrafi dać odpowiedzi na wiele pytań, przyczyn zaburzeń psychicznych, wielu dolegliwości, przyczyn wydarzeń życiowych i potrafi – w zależności od świadomości danej osoby/istoty – uleczyć, rozwiązać lub wspomóc terapie klasyczne. Gdzie Kant i Kartezjusz jedne drzwi nauki, wiedzy i postrzegania zamknęli, tam wiele innych zostało nadal otwartych, bo jak kilka ciasnych umysłów może prorokować o świecie, Wszechświecie, czy tym, co wymaga – jak pisał Rudolf Steiner – otwarcia kolejnych zmysłów człowieka.
Cały ten akapit, a może cały ten cykl opracowań, to tak naprawdę rozmowa o tym, że cały czas jako ludzkość się rozwijamy, a jeśli tak się dzieje, nasze postrzeganie też musi się zmieniać. Jeśli myślimy tak, jak myśleliśmy dziesięć, pięć, czy nawet rok temu, to znaczy, że coś robimy nie tak.
Zakończenie
Jordan Peterson napisał: „Wszelkie oblicza porządku – bez względu na to, jak bezpieczne i wygodne – mają swoje wady. Nasza wiedza o tym, jak nawigować przez życie, nigdy nie jest kompletna – po części z powodu cechującej nas fundamentalnej niewiedzy wobec bezkresnej sfery nieznanego, częściowo z powodu naszej rozmyślnej ślepoty, a także dlatego, że świat, za sprawą swej entropicznej natury, nie przestaje się zmieniać i nas zaskakiwać. Co więcej, porządek, który próbujemy narzucić światu, może z czasem ulec zesztywnieniu na skutek krótkowzrocznych prób wypchnięcia ze sfery rozważań wszystkiego, co nieznane. Gdy takie próby idą za daleko, pojawia się widmo totalitaryzmu napędzanego pragnieniem sprawowania pełnej kontroli tam, gdzie taka kontrola nie jest możliwa nawet w teorii. To z kolei oznacza ryzyko niebezpiecznego w swych skutkach zablokowania psychologicznej i społecznej ewolucji, niezbędnej, aby móc na bieżąco przystosowywać się do nieustannie zmieniającego się świata. To dlatego nieuchronnie stajemy przed koniecznością wyjścia poza porządek, w sferę jego przeciwieństwa – w chaos. Chaos to anomalia, nowość, nieprzewidywalność, przemiana i zakłócenie. Niestety bardzo często oznacza także upadek, kiedy okazuje się, że na czymś, co uznawaliśmy za pewnik, nie można jednak polegać. Niekiedy z kolei chaos ujawnia się w sposób subtelny, odsłaniając przed nami swe tajemnice poprzez doświadczenia wzbudzające w nas ciekawość, ekscytację i zainteresowanie. Ten rodzaj styczności z chaosem jest szczególnie prawdopodobny, choć nie gwarantowany, kiedy w sferę nieznanego zanurzamy się dobrowolnie, po uprzednim przygotowaniu oraz z zachowaniem dyscypliny. Innym razem to, co nieoczekiwane, daje o sobie znać w sposób nagły, przypadkowy i z reguły bolesny, w wyniku czego tracimy grunt pod nogami i mocno obrywamy od życia, a pozbieranie się po takim wstrząsie jest szalenie trudne, jeśli nie niemożliwe. Ani stanu porządku, ani też stanu chaosu nie należy traktować jako z natury lepszego od jego przeciwieństw”1.
W chaosie informacyjnym, natłoku ścieżek, metod, przekonań, nurtów, pięknych sprzedawców, chyba najprostsza i najlepsza droga to twoja własna droga. Żaden człowiek nie powinien być kompasem moralnym, spowiednikiem czy wzorem. Zawiedziesz się szybciej niż później, a po co sobie to robić? Gdybyśmy nauczyli się czerpać najlepsze, dziękowali za inspiracje, mieli w sobie cechę ulepszania, brania i podążania dalej, zamiast lgnięcia czy tworzenia grup na wzór kościoła – szybciej zmierzylibyśmy się z finalnym “bossem”.
Boss to zawsze wejrzenie w samego siebie, w głąb siebie, w swój mrok, zmierzenie z tym, czym lub kim jest nasza dusza, zmierzenie ze swoim poczuciem ofiary, krzywdy, wykorzystania, naiwności, głupoty czy nawet wcieleniowego zła, jakie było w nas. Nie ma co się oszukiwać, że byliśmy święci – nikt nie był, ale nie chodzi o ocenę siebie, swojej drogi, dróg innych, szukania metod czy dróg na skróty. Tylko o pełne miłości przyjęcie tego, co było, co jest i co będzie. Metoda czy guru potrafi dodać otuchy, wzmocnić twoją potrzebę przynależności, zapewnić bezpieczeństwo, ale skąd u ciebie poczucie niebezpieczeństwa, strachu i lęku? Czy nie wyszedłeś z jednego kościoła żeby wejść do innego, nazywa się New Age, grupa terapeutyczna, grupa medytacyjna, grupa ezoteryczna, kanał ezoteryczny na Youtubie? Jako ludzie potrzebujemy innych ludzi, dzielenia się swoimi spostrzeżeniami, przemyśleniami, obawami – dlatego twoja przynależność do różnych grup jest całkiem na miejscu. Ale największe przełomy, najistotniejsze zmiany, dzieją się kiedy jesteśmy sami ze sobą i tu pojawia się pytanie: „Czy sobie pozwalam na bycie samemu/samej ze sobą?”. Kiedy nagle w ciszy i samotności pojawiają się emocje, uczucia, myśli, jak reagujemy? Co właśnie wtedy robimy, bo to jest właśnie odpowiedź na naszą osobistą duchowość.
Wiele lat temu napisałem, czym dla mnie jest duchowość, popatrzmy: „Duchowość jest tym, co wykracza poza religie, sanskryty, filozofie, ezoterykę, New Age, channelingi. Tak naprawdę wszyscy jesteśmy duchowi, bo duchowość dotyka naszego wnętrza, tego, kim jesteśmy i w jaki sposób reagujemy na sprawy dnia codziennego. Sprawy ducha nie są wcale oddzielone czy oddalone od nas w miejscu i czasie, wręcz odwrotnie: mają wpływ na nasze codzienne życie. Duchowość to nie gęstości subtelne, dusza, mistyka, aura, czakramy, medytacje, mantry – absolutnie nie. Oczywiście na początku tak myślimy, w tym upatrujemy ścieżki, ale praktyki duchowe różnią się od wyrażania duchowego. Jedno jest modlitwą, pieśnią, medytacją, aszramem, drugie obserwowaniem siebie, badaniem się, uzdrawianiem na coraz to głębszych poziomach. Co dotyczy Ciebie, dotyczy duszy, co dotyczy duszy, dotyczy Ciebie”.
Po prostu nie bój się siebie, kiedy wejdziesz na drogę duchową, New Age, ezoteryki, mistyki, wglądów, jasnowidzenia i wielu, wielu dziedzin pozornie podobnych. Mimo tego, że spotkasz chwasty, celebrytów, sprzedawców, szarlatanów, spotkasz również dobrych ludzi, terapeutów czy poglądy, które na początku wydawały się szalone, a jednak okazały się realne. Gdzieś po tym wszystkim uśmiechniesz się i poczujesz może to, co ludzie, którzy przeszli podobną ścieżkę. Szukałeś tak daleko, a wszystko miałeś pod ręką i w sobie. Podobnie temat dotyczy i dotyka twojej duszy – jest, ale jej nie ma, może, ale nie musi. Kiedy to się zmieni, cały twój rozwój się zmieni. Nie mówię, że uleczysz wszystko, bo to nie działa w ten sposób, ale twoje istnienie nabierze sensu, celu i pełni, której zawsze szukałeś na zewnątrz.
Nikodem Marszałek
luty 2022 r / 2024 r
1 Jordan Peterson, Poza porządek, Freedom Publishing, s. 19.
