Wielu ludzi nie zadaje pytań, nie diagnozuje siebie ani innych, nie szuka, nie bada, tylko od razu stawia oceny na temat tego, jak jest, co się stało, co się stało z inną osobą, lub kim ta osoba jest. Co gorsze, natychmiast zaczynają oni stosować własne techniki, metody i zabiegi – tak działali zawsze z każdym. Innymi słowy, bez wcześniejszej diagnozy, obserwacji zachowań psychicznych i energetycznych drugiej osoby, wkraczają w jej przestrzeń. To działanie przypomina reagowanie na autopilocie – uruchomiony zostaje układ limbiczny (system „X”, reaktywny). Takie postępowanie jest obce pracy akademickiej, w której wizyta u psychologa lub psychoterapeuty rozpoczyna się od postawienia przez terapeutę diagnozy – z jakim rodzajem zaburzenia osobowości lub psychicznego schorzenia zgłasza się pacjent. Problematyczna staje się jednak kolejna faza, ponieważ po postawieniu diagnozy (np. osobowość kompulsyjno-obsesyjna, melancholijno-depresyjna, histeryczno-obsesyjna, narcystyczna, schizofreniczna, unikowa, zależna, histrioniczna, antyspołeczna, z pogranicza lub zaburzenie świadomości, nastroju, symulowane, dysocjacyjne, snu, adaptacyjne, somatyczne, psychotyczne, lękowe) terapia jest dopasowywana do samej diagnozy, a nie do indywidualnych potrzeb, ponieważ tak działa system.
A gdyby zastosować model duchowy? Tworzysz odczyt, skan, badanie, analizę – taką, jaką potrafisz zrobić. Następnie konfrontujesz swój odczyt podczas rozmowy z osobą, klientem, bo problem może być widoczny subtelnie (energetycznie), ale czasem wymaga wejścia dużo głębiej, do podświadomości, rdzenia i wydobycia tego ukrytego ziarna – często przykrytego wstydem lub mechanizmem obronnym. Jeśli pracujesz na żywo i wyposażyłeś się w umiejętność „dotyku”, dodatkowe informacje zdobywasz bezpośrednio przez dotyk. Jeśli również wyuczyłeś się pracy z częścią subtelną lub duszą i rozumiesz ich/jej wpływ na ciało oraz miałeś do czynienia z ingerencjami, opętaniami, rozbiciami ciał subtelnych – jak to wszystko wpływa na stan psychiczny, życiowy i energetyczny osoby – posiadasz pełniejszy, wielowymiarowy ogląd. Działasz w stanie „c” (refleksyjnym), bo jesteś świadomy wielu czynników i oddziaływań, wykraczając poza zamknięty system myślenia czy konwencjonalną terapię.
Bez postawy ciągłego szukania, zadawania celnych pytań i obserwacji mechanizmów obronnych klienta, których zadaniem jest utrzymanie w starych ramach, strefie komfortu, nie ma możliwości prowadzenia głębokiej pracy – ani psychicznej, ani energetycznej, ani duchowej. Bo skuteczna praca nad sobą rzadko bywa tak wygodna i kolorowa, jak to przedstawiają różne środowiska.
Konsumowanie jako rozwijanie?
Sam konsumpcjonizm to postawa nastawiona na konsumowanie i posiadanie bez uwzględniania skutków społecznych, indywidualnych i ekologicznych. Konsumpcjonizm rozwojowy, terapeutyczny, ezoteryczny, duchowy, poza postawą „więcej, mocniej, szybciej” i landrynkowym podejściem, kryje w sobie bardzo niebezpieczną dynamikę działania. Człowiek podczas pracy nad sobą często nie ma świadomości zachodzących procesów psychicznych, energetycznych i duchowych. Dzieje się tak ze względu na wykonywanie uwolnienia za osobę (klienta) lub przez brak angażowania drugiej osoby w sam proces. Praca, która łączy uwolnienie problemu z jednoczesną nauką, jest fundamentem wszelkiego rozwoju. Skupienie tylko na uwolnieniu problemu jest wygodne dla wielu pomagających – zarówno terapeutów klasycznych, jak i tych działających w obszarze duchowości – ale słowa klienta „coś się zadziało, ale nie wiem w którym kościele” prowadzą do uzależnienia. Oczywiście, terapeuta klasyczny posiada więcej „luzu psychicznego” niż osoba pracująca subtelnie, ponieważ psycholog prowadzi dłuższą, rozłożoną na wiele miesięcy lub lat terapię. Czy osoba pojawi się znowu, tej pewności nie ma żadna osoba zajmująca się pracą duchowo-energetyczną. Jedno spotkanie, sesja i osoba może nigdy więcej nie powrócić. To niestety w środowisku duchowym kreuje postawę „tworzenia uśmiechu na twarzy”, gdzie klient ma być zawsze zadowolony, ponieważ szczęście gwarantuje jego powrót.
Jakie są skutki takiego działania?
Człowiek zamiast konfrontacji otrzymuje potwierdzenie dla swoich wyobrażeń i podświadomych przeczuć (które należy odróżnić od intuicji). Jego ego zostaje pogłaskane, a samoidealny wizerunek własny nie zostaje skonfrontowany z żadną informacją niewygodną, sprzeczną z jego przekonaniami. Mechanizmy wewnętrzne otrzymują dodatkowe paliwo, ponieważ żadna informacja uzyskana podczas wizyty nie zachwiała niskim wizerunkiem własnym. Z takim nastawieniem „więcej, mocniej, fajniej” człowiek wraca i mówi: „Wszystko jest w porządku. Rozwój jest taki fajny”. Niestety, w ten sposób nie tworzy się prawdziwej terapii ani głębokiego uwolnienia. Bo bez konfrontacji z własnym cieniem, z niewygodnymi informacjami i mechanizmami obronnymi, bez podsumowania i obserwacji własnych zachowań i nawyków, praca pozostaje powierzchowna – przypomina założenie nowego ubrania na zużyte lub gromadzenie doświadczenia wcieleniowego zamiast uwalniania obciążeń. Oszustw w jakimkolwiek rozwoju, klasycznym czy duchowym, jest co niemiara. Jednak gdy człowiek już nawykowo oszukuje samego siebie, jak zachowa się, gdy dotknie tematu duchowej pracy z duszą lub wejdzie w bardziej zaawansowaną pracę nad sobą – gdy stanie w obliczu rzeczy, które wypierał przez długi czas? Czy osobowość przyzwyczajona do sielanki i fantazyjnego myślenia o sobie i świecie duchowym poradzi sobie z tym wyzwaniem? Prawdopodobnie nie, dlatego uruchomi mechanizmy obronne, takie jak dewaluacja, dysocjacja, fantazjowanie, generalizowanie, idealizowanie, intelektualizowanie, maskowanie, odwracanie sensu, projekcje i racjonalizacje. Wszystko to są jednak elementy obronne.
Pamiętam, kiedy przyszły do mnie osoby (było ich kilka) po traumatycznych doświadczeniach w jednym z indyjskich aszramów. Wszyscy byli w złym stanie psychicznym i energetycznym. Kiedy zaczęliśmy pracować, w pewnym momencie uruchomiły się mechanizmy obronne, które zaczęły bronić oprawcy – choć technicznie te mechanizmy zawsze chronią jedynie naszą wrażliwą część. Oczywiście, znamy termin syndromu sztokholmskiego, ale najtrudniejsze w mojej pomocy było dotarcie do ich skrzywdzonego wnętrza, do fantazji na temat guru i jego pomocników, fantazji seksualnych, rodzenia dzieci mesjaszowi, dostąpienia stanu oświecenia czy ekstazy duchowej. Cała grupa czuła się wybrana i wyjątkowa, bo guru popatrzał na nich przychylnym okiem i pozwolił się zbliżyć.
Praca z wzorcami i reakcjami ciała to jedno. Drugie to uwolnienie części subtelnej i duszy spod działania magii, pieczęci, inicjacji, czy astralnych wpływów całej „szkoły” i „filozofii”. W każdej pracy kluczowe jest wzięcie odpowiedzialności: „Byłem/byłam zauroczony/a, zachowywałem/zachowywałam się jak w hipnozie, widziałem/widziałam ojca/matkę, projektowałem/am wielkość, bo chciałem/am się kąpać w cudzym blasku i lepiej się poczuć”. Przyjąć skrzywdzoną, wrażliwą część, przyjąć, że manipulant zrobił z nami to, co chciał. I to my na to zezwoliliśmy – my i nikt więcej. Świadomość tego jest trudna dla wielu, ale bez niej nigdy nie zaczyna się proces leczenia czy wyjścia z sekty.
Efekt potwierdzenia
Definicja błędu konfirmacji (Confirmation Bias) brzmi: To tendencja do preferowania informacji, które potwierdzają wcześniejsze oczekiwania i hipotezy, niezależnie od tego, czy te informacje są prawdziwe. Powoduje, że ludzie poszukują informacji i zapamiętują je w sposób selektywny, interpretując je w błędny sposób. Efekt ten jest szczególnie silny w przypadku zagadnień wywołujących silne emocje i dotyczących mocno ugruntowanych opinii. Przykładowo, czytając o polityce dostępu do broni, ludzie zwykle preferują źródła, które potwierdzają to, co sami na ten temat sądzą. Mają również tendencję do interpretowania niejednoznacznych dowodów jako potwierdzających ich własne zdanie. Selektywne poszukiwanie informacji, ich zapamiętywanie i interpretowanie jest przytaczane jako wytłumaczenie efektu polaryzacji przekonań (gdy różnica zdań staje się jeszcze większa po zaprezentowaniu dwóm stronom tych samych dowodów), trwałości przekonań (gdy przekonania pozostają niezmienione nawet po obaleniu dowodów, z których wynikały), efektu pierwszeństwa (gdy większa waga przykładana jest do informacji, które uzyskało się wcześniej) i iluzji korelacji (doszukiwania się korelacji tam, gdzie ich w rzeczywistości nie ma).
Serie eksperymentów prowadzonych w latach 60. XX wieku pokazały, że ludzie mają tendencję do poszukiwania potwierdzeń dla swoich wcześniejszych przeświadczeń. Późniejsze badania wyjaśniły to jako wynik tendencji do testowania hipotez bardzo selektywnie, skupiając się na jednej możliwości i ignorując alternatywy. W połączeniu z innymi efektami taka strategia wpływa na konkluzje, do jakich ludzie dochodzą. Błąd ten może wynikać z ograniczonych możliwości przetwarzania informacji przez ludzki mózg lub z ewolucyjnej optymalizacji, gdy szacowane koszty tkwienia w błędzie nie są większe niż koszty analizy prowadzonej w obiektywny, naukowy sposób. Efekt potwierdzenia wzmacnia pewność siebie i pozwala ludziom zachować silne przekonania nawet w obliczu przeczących im dowodów. Dlatego może prowadzić do katastrofalnych błędów w podejmowaniu decyzji, w szczególności w przypadku decyzji społecznych, politycznych i militarnych.
Jakie są skutki tego mechanizmu?
Dajmy na to, że człowiek wyobraża sobie coś na swój temat. Jest przekonany o swoim rozwoju, statusie, poziomie oświecenia, pozycji czy o tym, jakie to ma niewiarygodne wglądy. Czy jakikolwiek mechanizm wewnętrzny będzie go prowadził do konfrontacji ze swoim wyobrażeniem, czy raczej będzie pchał do utwierdzenia we własnych przekonaniach? Znając już definicję efektu potwierdzenia, wiemy, że znajdzie osobę, nauczyciela, grupę, jasnowidza, krętacza, manipulanta, którzy utwierdzą go w danym przekonaniu i przeświadczeniu. Usłyszy: „Pięknie wyglądasz, masz rację, ale się rozwinąłeś, już prawie jesteś oświecony, no takich energii to nikt nie ma, nasza metoda i teorie tylko potwierdzają twoje przeczucia o sobie, zobacz, ile masz punktów na naszej skali, już prawie połączyłeś się ze źródłem, mnisi medytujący lata mogą ci pozazdrościć. Nie przejmuj się, ten gość, co ci powiedział coś sprzecznego z twoim wyobrażeniem – on to nic nie wie, to młoda dusza, dopiero zaczyna życie, zresztą nie ma tak jak ty 24 helis DNA”.
Proszę się zastanowić nad skutkami zamknięcia swojego postrzegania w bańce, którą jeszcze utwierdza dana grupa ludzi, autorytetów. Człowiek mówi: „Hej, ale byłem u tego i tamtego, wszyscy mi przyznali rację”. Jeśli przez dziwny przypadek taka osoba dostanie informację nową, inną, sprzeczną z własnym wyobrażeniem i fantazją na temat własny lub świata, bardzo często zaczyna atakować, dyskredytować, ponieważ uruchomił się w niej mechanizm obronny. Taki człowiek zamiast zastanowić się, użyć logiki, poszukać w sobie, co dokładnie w nim samym uruchomiła nowa informacja, woli zniszczyć ich źródło, które zaburza te fantazje. Feliks Koneczny mówił, że cywilizacje, które nie konfrontowały się z przeciwnościami losu, niebezpieczeństwami, tylko wchodziły w status quo, wymierały lub były asymilowane przez silniejsze. Edward Stachura powiedział: „Jeżeli coś dotyka cię, znaczy: dotyczy cię. Jeżeliby nie dotyczyło cię – nie dotykałoby cię, nie zrażało, nie obrażało, nie drażniło, nie kłuło, nie raniło”.
Kolejny aspekt tego zagadnienia dotyka tematu najzwyklejszych strażników. Często jest tak, że dana osoba idzie do jakiegoś nauczyciela, człowieka bez świadomości powiązań tej osoby z różnymi bytami, szkołami, systemami przekonań. Zamiast dać wsparcie do kontynuowania zmiany, podważenia fantazyjnego myślenie o sobie czy uwolnienia własnych zależności, taki strażnik klepie po ramieniu, trzymając lub zatrzymując proces. Mówiąc prostym i łopatologicznym językiem: nie idziesz do księdza, żeby uwolnić się od religii, nie idziesz do białej istoty, żeby uwolnić swoje wzorce bodhisattwy, nie idziesz do osoby czarnej, żeby uwolnić swoje piekła. Przecież te zasady są banalne i logiczne. Wymaga to jednak świadomości rozróżniającej, że duchowość każdej istoty jest inna, są to inne jakości, energetyka, mniejsze lub większe systemy przekonań, szkoły, siły czarne, białe, no i neutralne. Brak rozróżnienia powoduje, że wrzuca się wszystkich ezoteryków, osoby zajmujące się duchowością, proroków New Age, jasnowidzów, terapeutów różnych nurtów do jednego worka. Tak pokazujemy światu na jakim poziomie jest nasza świadomość rozróżniająca. To, że ktoś używa podobnych terminów, nazw nie oznacza, że robi, widzi, pracuje tak samo, jak inni. Takim działaniem robimy krzywdę sobie.
Popatrzmy dalej.
Inny mechanizm obronny, wchodzący w skład mechanizmu wyparcia, a nie – jak wiele osób sądzi – projekcji, brzmi: „To, co widzisz we mnie, jest Twoją projekcją siebie samego, z którą ja nie mam nic wspólnego”. No dobrze, niby technicznie dobrze brzmi to stwierdzenie, jest tu zaznaczenie granicy, ale dlaczego osoba stosuje je wobec terapeuty? Wprawiony terapeuta wie, że jest to zwykły mechanizm obronny, ujęty w pięknym sloganie rozwojowym, bo zadaniem osoby pomagającej, wspierającej jest wyjaśnienie mechanizmu blokad, opisanie sytuacji okiem obserwatora i jak najlepsze poprowadzenie do konfrontacji, a nie umacnianie mechanizmu obronnego, czyli wchodzenie w np. sprzeczki, niepotrzebne tłumaczenia.
A co dzieje się na poziomach subtelnych, które dotykają naszej części subtelnej i duszy? Co robi część subtelna i dusza drugiej strony? Czujemy zaufanie do człowieka, czy do człowieka i jego duszy? Mała, subtelna różnica, co?
Mechanizm minimalnego wysiłku
Jeśli cokolwiek zdarzy się w naszym życiu, wokół nas przynajmniej trzy razy z rzędu, nasz mózg automatyczny rozpoznaje w tym trend i prognozuje jego kontynuację. Odpowiada za to obszar limbiczny, a sama nazwa tego systemu brzmi: system „1” lub „x”, od angielskiego słowa reflexive, co oznacza ‘odruchowe’. Są jednak sytuacje, których nie możemy rozwiązać na autopilocie, bo trzeba się skupić; za te czynności odpowiada inny system, który znajduje się w przedniej części naszej czaszki. System ten nosi nazwę „2” lub „c”, od angielskiego słowa reflective, co oznacza ‘refleksyjny’ (powolny, racjonalny, myślowy). Kiedy działamy w systemie „x”, czyli szybkim, odruchowym, bezmyślnym, to unikamy wysiłku wszelkiego rodzaju. Ten system jest ekonomiczny, bo zabiera bardzo mało energii, ale za to jest odruchowy i dosyć powierzchownie odbiera rzeczywistość. Kiedy działamy w systemie „x”, idziemy zawsze po linii najmniejszego oporu. Choć niektóre stany wykraczają poza system „x”, np. silny głód, pragnienie, ból, silne emocje; ten stan nazywa się stanem wisceralnym i w nim już nie myślimy automatycznie, po prostu w ogóle nie myślimy (metaforycznie mamy odciętą głowę). Bardzo trudno jest porozumieć się osobie w stanie „c”, czyli myślącej analitycznie, z osobą, która uległa silnym emocjom, czyli jest już w stanie wisceralnym1. Pułapką bycia często w stanie „x” są: pobieżne traktowanie rzeczywistości, płytkie odbieranie bodźców i prawie całkowicie bezmyślne czytanie. Osoba w stanie „x” woli przeczytać cudze komentarze i opinie, zamiast samemu przeanalizować treść lub daną sytuację. Ta stara część mózgu „ciągle uważa”, że człowiekowi zaraz zabraknie energii (nie będzie jedzenia, miejsca do spania, trzeba będzie uciekać). Warto obserwować, kiedy przełączamy się z systemu „x” na „c” i odwrotnie.
Podsumowanie
Rozwiązaniem jest głęboka świadomość, akceptacja i pragmatyczne podejście do siebie i otaczającego świata:
- Skromność w działaniu: Pamiętaj, że jesteś częścią większego obrazu. Twoje działania i metody mają ograniczone zastosowanie i nie stanowią całości rozwiązania. Unikaj arogancji i przekonania, że posiadasz magiczną moc.
- Świadomość działania: Rozróżniaj działanie bezrefleksyjne i automatyczne (system „x”) od świadomej i uważnej pracy (system „c”). Dąż do przejścia na świadomy tryb, obserwując siebie i otoczenie.
- Krytyczna analiza informacji: Traktuj opinie i komentarze innych z dystansem. Rozpoznawaj, że są one odbiciem ich własnych ograniczeń i doświadczeń. Zwróć uwagę na możliwe wpływy zewnętrzne (manipulacje, byty, leki, emocje). Przeprowadź osobistą analizę, zamiast podążać za tłumem.
- Praca procesowa, a nie natychmiastowy efekt: Rozpoznaj, że transformacja jest procesem złożonym i wymaga czasu. Nie oczekuj natychmiastowych rezultatów i bądź przygotowany na okresy regresu. Pamiętaj, że „wsteczny ruch” często towarzyszy procesowi uwolnienia starych wzorców.
- Akceptacja emocji: Pozwól sobie na pełen wachlarz emocji, nawet na te trudne. Nie unikaj smutku, żalu, złości czy rozczarowania. Emocje, które pojawiają się po sesjach, choć nieprzyjemne, są oznaką głębszego uzdrowienia.
- Intuicja vs. manipulacja: Uważaj na wewnętrzne blokady i przeczucia. Mogą one nie być głosem intuicji, lecz próbą uwięzienia przez strażników, którzy nie pozwalają na zmiany i dostęp do nowych możliwości.
- Własna interpretacja: Nie przyjmuj bezrefleksyjnie cudzych interpretacji sytuacji. Odrzuć nieświadomie przyswajane schematy myślowe i formułuj własne opinie w sposób oddzielony od emocji.
- Asertywność i autentyczność: W sytuacjach wymagających zachowaj asertywność i szczerość, nawet jeśli oznacza to powiedzenie trudnych lub prowokujących rzeczy. Obserwuj, a nie chęć natychmiastowego rozwiązywania problemów.
- Kontekstualizacja „białego” i „czarnego”: Rozpoznaj, że etykietki „biały” i „czarny” w odniesieniu do nauczycieli lub terapeutów nie definiują ich wartości. Osoby reprezentujące różne zestawy przekonań mogą być równie skuteczne i przyczyniać się do transformacji.
- Świadomość ograniczeń terapeuty: Rozpoznaj, że próba empatii i zadowolenia drugiego człowieka może doprowadzić do ulegania jego historii i emocjom, co uniemożliwia prawdziwą pomoc.
- Uznanie ograniczeń własnej wiedzy: Akceptuj, że nie wszystko można natychmiast zrozumieć i że ciągłe uczenie się i introspekcja są niezbędne do postępów w procesie rozwoju.
Klucz do rozwiązania leży w samoświadomości, akceptacji i pragmatycznym podejściu do własnego procesu rozwoju.
Bert Hellinger, pomimo tego, że był „białym nauczycielem”, czyli reprezentuje jako osoba biały zestaw myślenia (filozofii, postrzegania), jako terapeuta był całkiem skuteczny. Cytuję jego myśl: „Grubo się myli ten, kto sądzi, że klienci chcą się pozbyć problemów. Często chcą tylko potwierdzenia swoich problemów. Chcą uwieść, żeby zająć się ich interpretacją i ich sposobem widzenia sytuacji. Gdyby jednak dana interpretacja była słuszna, nie byłoby problemu. Im bardziej oddala się taka interpretacja od rzeczywistości, tym częściej trzeba sobie ją powtarzać, bo rzeczywistość ją burzy”.
Richard Bandler, pomimo tego, że jest „czarnym nauczycielem”, czyli reprezentuje jako osoba ciemny zestaw wzorców (filozofii, postrzegania), jako terapeuta jest również całkiem skuteczny. Cytuję jego myśl: „Największe osobiste ograniczenie tkwi nie w tym, co chcesz robić, a nie możesz, ale w rzeczach, których zrobienia nigdy nie rozważałeś”.
Użyłem tych „przeciwności, by pokazać, że różne energetyki tych istot wcale nie mówią i nie określają kogoś jako z góry „dobrego” lub „złego”. Nie każda istota z białymi wibracjami czy białym sposobem myślenia jest „dobra”, podobnie jak nie każda istota z ciemnymi energiami i piekielnym sposobem myślenia jest „zła”. Traktujmy to jako zestaw wzorców duchowych, bagaż doświadczeń, etap duszy. I teraz przez pracę, introspekcje konfrontuje się i zaczyna zauważać swoje „białe” lub „czarne” postawy, obciążenia i historie.
W kolejnym opracowaniu poruszę temat całunów, strażników, Akaszy i Plejad. Dlatego zapraszam do trzeciej części.
Nikodem Marszałek
luty 2022 r. / 2024 r.
1 Piotr Zielonka, Schudnij z lenistwa, https://www.youtube.com/watch?v=owA_Z3navgg [dostęp z dn. 10.02.2022].
