Home DuchowośćW cieniu Saturna: Archonty, System Oriona i Ewolucja Świadomości

W cieniu Saturna: Archonty, System Oriona i Ewolucja Świadomości

by nikom@tutamail.com

Początek

Greckie słowo archont oznacza „władcę”, „przywódcę”, niektórzy widzą zbieżność z innym greckim słowem, z „archai”, które oznacza: „początkowy”, „pierwotny”. Kiedy patrzymy na termin archontowie z gnostycznego punktu widzenia, wiemy, że mógł się on odnosić do aniołów i demonów Starego Testamentu. W Biblii słowo archont występuje kilkadziesiąt razy, ale dotyczy to słów „przywódca”, „zwierzchnik”, „władca”. Również w Biblii użyto słowa „starożytni bogowie” i określano ich jako Nefilian (Nephilim), a co w Sumerze znamy pod nazwą Anunnaki. Inne znaczenie wyrażenia „Nefilian” to, „ci, którzy zostali strąceni na Ziemię z Nieba”. Mówimy więc o istotach, które zaniżyły swoje wibracje i regularnie wcielają się w ciała fizyczne.

Gnostycy prawdopodobnie przyjęli wiedzę (historię) sumeryjską, ale dopiero dzięki odkryciu zwojów z Nag Hammadi dysponujemy szerszymi informacjami o archontach. Bentley Layton, profesor religioznawstwa mówi o gnostyckiej historii stworzenia w „Rzeczywistość władców” (Hypostatis of the Archons), cytuję: ,,Archontowie położyli plany i powiedzieli «Chodźmy, stwórzmy człowieka, który będzie Ziemią z Ziemi». Modelowali swoje stworzenie jako jedno z całej Ziemi. Teraz ciała władców mają kobiety. Archontowie zabrali trochę Ziemi z Ziemi i zamodelowali swego człowieka na wzór swojego ciała i po obrazie Boga, który ukazał się im w wodach(…)”. To bardzo podobny model, jaki widzimy w tekstach sumeryjskich. Jedna piąta tekstów z Nag Hammadi dotyczy archontów. Dla gnostyków archon lub archontowie (liczba mnoga) to określenie sług demiurga, twórcy materii, świata fizycznego. Według tekstów archontowie są pasożytami, które potrafią przybierać różne formy, np. jedni wyglądają jak jaszczury, inni jak drako (przypominają smoki), a jeszcze inni jak dziecięcy płód, który kojarzy nam się z przysłowiowymi ufoludkami, czyli „szarakami”. W gnostyckiej mitologii archontowie są niefizyczną, kolektywną inteligencją, która próbuje siłą zmienić wibracje wszechświata, wpłynąć na jego kształt, konfigurację, możliwości i percepcję istot wcielonych. Ich główną cechą jest wzmacnianie postrzegania dualnego, chaosu, wszystko, co ma wartość, jest zwalczane opozycją, składnikiem degradującym, np. miłość nie jest całością, natomiast miłość jako emocja ma przeciwieństwo w formie nienawiści, jest białe i czarne, w miejsce jedności, całości jest podział, rozszczepienie na lewe i prawe, na górę i dół. Archontowie służą jednej i drugiej stronie, białym i czarnym.

Według współczesnych badaczy archontów, takich jak John Lash i Jay Weidner, jaszczury i szaraki są zazdrosne o posiadanie przez człowieka nieskończonej kreatywności, umiejętności tworzenia czegoś z niczego, kontaktu człowieka z naturą oraz posiadania nieśmiertelnej duszy. Wiemy jednak, że nie jest to do końca prawda, ponieważ jaszczury, jak i szaraki posiadają własne dusze (wyższe ja), mimo że nie muszą (i nie są) z nimi połączone. I fakt przebywania tych istot w wyższych – niż fizyczna – gęstościach wcale tego kontaktu im nie ułatwia, ponieważ są to istoty zrytualizowane i poddane silnej hierarchii i wartościom wkodowanym w ich rdzenie. Przypominają raczej bioroboty (szczególnie szaraki) niż wolne, samoświadome i kreatywne jednostki. Archontowie – nie mówię tylko o jaszczurach, drako, szarakach, ale również o ich panach Anunnakich grają na dwie strony medalu. Niestety większość jaszczurów, drako, szaraków jest niewidoczna dla ludzi, ponieważ wibrują w gęstościach: eterycznej, astralnej, mentalnej, ale również i wyższych. Gnostycy wierzyli, że pod nazwą demiurg, archont kryje się wiele nazw, takich jak: Szatan, Lucyfer, Aryman, Jahwe, YHVH, Elohim, Metatron, Ra. Mieli częściowo rację, ponieważ podali imiona kilku różnych istot, takich jak: Lucyfer, Szatan, Jahwe-Metatron-YHVH, Ra. Według gnostyków to właśnie Jahwe, czyli Metatron, Enlil był panem archontów. Obecnie wiemy, że jaszczury są tworami Lucyferycznymi. Wrócimy za chwilę do tego tematu.

Spotkania bliskiego stopnia

Pierwsza moja styczność z jaszczurami nastąpiła wiele lat temu, bo w roku 2009. Pracowałem z chłopakiem, który miał problemy z jelitami, brzuchem, czakramem splotu słonecznego i czakramem sakralnym. Miał wrażenie – tak twierdził z powodu swoich snów i bólu fizycznego – że składowane są tam jajeczka i one je „inkubuje”. Kiedy rozpoczęliśmy pracę, zawołaliśmy istoty, które to zrobiły. Od razu pojawiły się dwie, przypominające jaszczury: były wysokie, silne, miały łuski na ciele, dziwny wężowy język. Podczas wspólnej pracy uwolniliśmy połączenia, uzdrowiliśmy ciała subtelne, jaszczury wzięło co swoje i o całej sprawie zapomniałem. U chłopaka żadne bóle ani koszmarne sny już nie wróciły. Zastanawiałem się długo, dlaczego ciało eteryczne – głównie kobiet – jest tak cenne dla jaszczurów i szaraków. Dopiero po przeczytaniu zapisków o podziale, kastach wśród jaszczurów, wojnie między płciami, zrozumiałem ich potrzebę reprodukcji, ale też napędzaną manią potrzebę ulepszania siebie przez różnego rodzaju eksperymenty.

W 2010 roku, kiedy badaliśmy wpływ Metatrona, dostałem email od czytelnika z pytaniem: „Czy wiem coś więcej na temat archontów i potrafię od nich uwalniać, bo oni trzymają System Karmy”. Wyrażenie „archont” wisiało od dłuższego czasu w mojej głowie, dlatego zacząłem zadawać pytania: „Co to jest dokładnie?”, „Czy ma to związek z Anunnakami, jaszczurami czy to odrębna rasa kosmiczna?”. Chyba temat mocno wibrował we mnie, bo pewnej nocy, na poziomie mentalnym, zobaczyłem trzy istoty. Usiadły i przedstawiły się jako archonty. Sam miałem wewnętrzne skojarzenie, że te istoty przypominają raczej mrówki lub właśnie kosmitów, tzw. szaraki. Dlatego podczas tego spotkania zacząłem badać energię tych istot, ich DNA i od razu powiedziałem: „Dobrze się bawisz, Metatronie”, a on zaraz pojawił się w swojej prawdziwej formie. Na moje pytanie: „Dlaczego to zrobiłeś?”, odparł: „Archonty to bajki dla dzieci, tu nie ma co badać”. Temat zostawiłem nie dlatego, że przekonał mnie do tego jegomość, ale z powodu energii wibracji słowa „archont”, która była mało przyjemna i natłoku innych zadań.

Na początku 2015 roku poszedłem na sesje metody BARS. Położyłem się wygodnie i terapeutka zaczęła dotykać mojej głowy i recytować słowa, np. przejdź przez wymiar 6, wymiar 7, wymiar 8, wymiar 9, wymiar 10, wymiar 11, wymiar 12, wymiar 13, wymiar 1, wymiar 2, wymiar 3, wymiar 4, wymiar 5 i wszystkie inne wymiary. Bardzo się zrelaksowałem, podobno większość klientów zasypia, i nagle zobaczyłem, że leżę na jakimś stole. Oczy fizyczne i astralne miałem zamknięte, ale czułem obok siebie dwie istoty. Z jednej strony słyszałem jak przez mgłę to, co recytowała terapeutka, czułem jej nacisk w określonych miejscach na głowie, z drugiej, moje ciało czuło się coraz lżejsze. Pojawiały się również obrazy z dzieciństwa, okresu dorastania i wszystkie powiązane z tymi momentami emocje – za moją zgodą odchodziły. W pewnym momencie – dalej leżąc na stole w gęstości astralnej – na widok jednego z obrazów otworzyłem serce i usłyszałem od tych istot: „O, człowiek z otwartym sercem”. Dłużej już nie mogłem wytrzymać, dlatego otworzyłem oczy astralne i zobaczyłem coś takiego – chociaż mimo zamkniętych oczu i tak miałem świadomość całego otoczenia:

Dosłownie jak rasa Asgard z serialu SG-1. Tylko wyraz twarzy mieli głupszy.

Od razu powiedziałem: „Cześć panowie”. Najdziwniejszy był fakt braku zaskoczenia z mojej i ich strony. Nie zareagowali w żaden specjalny sposób ani ja nie odczuwałem ataku paniki czy szoku. Usiadłem ciałem astralnym na łóżku w siadzie skrzyżnym i zacząłem tłumaczyć im o miłości, duszach, żeby poszukali siebie w wyższych gęstościach, czyli skupili się na swojej kolejnej jaźni. Temat miłości, duszy i serca niestety był im zupełnie obcy, jakby to stanowiło dla nich abstrakcję. Sesja BARS się kończyła, bo czułem, jak coś mnie ściąga w ciało fizyczne. Po przebudzeniu pamiętałem wszystko, ale podczas mojego „powrotu” do ciała te istoty zszyły mi czakram korony w ciele astralnym i eterycznym – co odczuwałem jako zamkniętą głowę, brak dopływu energii. Zostawiłem temat na kilka dni, bo myślałem że to część „metody”. Jednak im więcej czytałem o channelingu, z jakiego metoda się zrodziła, tym bardziej miałem wrażenie, że to właśnie jaszczury i szaraki podyktowały metodę. Ogólnie świetny sposób do pozyskiwania energii, którą ludzie sami chętnie oddają. Gdyby nie zamykanie czakramu korony, cała metoda raczej wydaje się bezinwazyjna, czyli mielibyśmy do czynienia z takim zdrowym pasożytnictwem – co szczególnie dobrze widać w rasach i ich naturach w serialu Lost Girl (Zagubiona tożsamość).

Innym razem pracowałem ze znanym polskim artystą. Przeżywał wypalenie zawodowe, miał problemy ze wskrzeszeniem prawdziwych uczuć i kreatywności, które zablokowane zostały stanami lękowymi i depresją. Kiedy zaczęliśmy pracę – konsultacje odbywały się na dworze w Warszawie – odtworzyłem za pomocą swojej techniki „linii życia”, w których momentach następowało cofanie i zamykanie mocy twórczej. Po chwili pracy pojawił się obok mnie – tak z trzy metry od prawego boku – wielki jaszczur, miałem wrażenie drakona ze skrzydłami. Jednak mój wzrok skupiony był na kliencie i pracy, jaką wykonywał. Dopiero po kilkunastu minutach skupiłem się na strażniku, który uderzał w moją aurę skrzydłami i ogonem. Usłyszałem od niego: „Jakim prawem wzbudzam uczucia i miłość?”, na co odparłem: „A co tobie do tego”, odparł: „Ja się nim opiekuję, ze mną ma umowę”. Poinformować klienta nie przygotowanego, nieduchowego w temacie ingerencji, opętań, wpływów czy cyrografów nie jest łatwo. Zapytałem się, czy ktoś szepcze czasem do niego, słyszy głosy, ma dziwne sny? Odpowiedział, że ma kontakt z aniołem stróżem. Od razu subtelnie usłyszałem śmiech drako, bo to on podawał się za tego anioła. Strażnika odciąłem siłowo, ale nie poinformowałem klienta o ingerencji, bo praca jaką już wykonaliśmy, wymagała kilku dni metabolizacji.

Od tego momentu, kiedy pracowałem w Warszawie, miałem co raz trudniejsze przypadki gwiazd, aktorów, znanych osobistości. Uwolnienia ocierały się wręcz o temat cyrografów, ale po podstawowym uwolnieniu czy odblokowaniu, temat cyrografów odstawiałem, bo wymagał zupełnie innego podejścia i mocy „przerobowej”.

Pojawiają się dwa pytania:

  1. Jakie cechy osobowości artysty mogą sprzyjać podatności na wpływy i ingerencje? Czy to tylko wrażliwość, otwartość, czy też głębsze nierozwiązane problemy?
  2. Strażnik jest typowym przedstawicielem schematu w środowisku biznesu, sukcesu i rywalizacji. Ponad dwadzieścia lat pracy nauczyło mnie, że ponad połowa ludzi ma różnego rodzaju ingerencje i wpływy pochodzące z wyższych gęstości. To odcina szczególnie duszę od ciała/wcielenia i zostawia pole do większych i głębszych manipulacji, bo wybija osobistą energię i emanacje.

W 2019 po wydarzeniach opisanych w Cień bogów, zostałem zmuszony do zbadania jeszcze raz wiele metod duchowych oraz zweryfikowania własnego podejścia. Nie było to wszystko łatwe, bo rozpoczęło trudny temat uwalniania wpływów lucyferycznych. Moja podróż zaczęła się od spotkania osoby, która zainicjowała temat duszy w 2007 roku. Na początku zaskoczył mnie rodzaj duszy przypominający jaszczurkę, ale jeszcze bardziej poruszyła mnie emanacja energetyczna od której biły inicjacje lucyferyczne oraz wpływ Beliala. Jak wspomniałem w książce Cień bogów, było to nowe wcielenie jednej z większych ezoteryczek, czyli Alice Bailey.

Warto przy okazji poruszyć temat Oriona i Plejad. Lucyfer i Belial walczyli tam między sobą, ale również z siłami białych (Plejady). Nie byłoby w tej historii nic nowego czy zaskakującego, ale kiedy zacząłem czytać opracowania o reptilianach (jaszczurach), które wspominały o tych światach, miejscach oraz antymaterii, nagle wszystko zaczęło się układać w całość. Moje własne odczucia i odkrycia, zaczęły się zgadzać – chyba po raz pierwszy – z odczuciami innych badaczy. Potwierdziło się również to, co pisałem wiele lat wcześniej: dusze przenoszą ze świata w świat, z planety na planetę swoje wibracje, postawy i przekonania. W tym przypadku były to techniki typowo „orioniczne”. Całe to wydarzenie było jak strzał w twarz, ale chyba wtedy tego potrzebowałem, bo przestałem być apostołem przeszłości.

Archontyczny Saturn

Mówimy o „matce Ziemi”, ale wszystkie ciała niebieskie mają świadomość, posiadają swoją własną jaźń. Innymi słowy, w poszczególne planety również wcielają się dusze. Archonty mają swoje własne Słońce – Saturna i to tam badacze tekstów mówią o ich „bazie”. To właśnie z Saturna kierują się sygnały eteryczne – a wzmocnione przez Księżyc wpływają na nasz umysł, percepcję, zmieniając ją. Większość stowarzyszeń czy szkół mistycznych kieruje swoje oczy, znaki i energie w Saturna. Mówi się o nim „Czarne Słońce”. Astrologiczne cechy, które posiada Saturn, to chłód i brak emocji, narzucanie ograniczeń, wyrzeczeń, dyscypliny. Bankowość, polityka, instytucje państwowe, wymiar sprawiedliwości znajdują się pod astrologicznym panowaniem Saturna. Podobnie logotypy największych korporacji są inspirowane symboliką Saturna, czyli archońską. Badacze gnozy mówią o Saturnie jako siedzibie demona wojny JHWE, który dla nich był archońską maskaradą, która duplikowała rzeczywistość.

Zbadamy wibracje poszczególnych planet, ale z uwzględnieniem wibracji eteryczno-astralnej. Dlaczego tak? W tych gęstościach może istnieć życie, czyli dusze mogą wcielać się w ciała eteryczne lub astralne na tych planetach, czyli nie tak, jak my, w ciała fizyczne.

1. Słońce

2020: Silne, ale energia Słońca jest wyciągana, jakby promienie/moce nie wychodziły – tak jak kiedyś – na pozostałe planety. Ktoś Słońce „wykastrował”. Również w stronę Słońca jest skierowana nienawiść, zawiść, ale płynie to z poziomu energii arymaniczno-żeńskiej, czyli istot piekielnych w ciałach kobiet (pewnie uruchomione jako karma, wpływ kwantowo-astrologiczny). Istnieje również wibrujący strach przed Słońcem (może to być związane z ociepleniem), ale im mniejszy wpływ Słońca na planetę, tym większy wpływ Saturna.

2026: Silne, energia chciałaby dotykać Neptuna i tego, co jest dalej. Energia ekspansywna, wspierająca, dusza starsza i mocniejsza niż kilka lat temu. Prowadzone są jakieś eksperymenty na słońcu „dziwnych istot”. Wpuszczają różne pręty z pierwiastkami. Duszy słońca się to nie podoba, szuka i woła, kto pomoże, kto uwolni ich wpływ (1).

2. Merkury

2020: Istoty tam żyjące nazwałem „skąpane w słońcu”, istoty eteryczne, czyste, nie ingerują, nie interesuje je to, co się dzieje dalej.

2026: Wiele różnych istot wibruje w polu eteryczno-astralnym, coś nowego rośnie, powstało, coś żywego, jasnego, wspierającego. Może nie wspiera to człowieka czy jego części subtelnej, ale dla tych istot – to pewnego rodzaju ewolucja. Dużo radości i szczęścia.

3. Wenus

2020: Coś negatywnego, płacz, uwiedzenie, czekanie; przypomina raczej czyściec.

2026: Istoty ciche, zakonne, modlitwa, skupienie, kontemplacja, oczekiwanie, które nigdy nie zostanie spełnione.

4. Ziemia

2020: Dużo życia, ruchu, podziałów, walki, starcie sił, „zniewolenie, ale jednocześnie wolność”, planeta otoczona energiami, brak balansu: albo energie męskie albo żeńskie; wibruje w dwóch przestrzeniach/rzeczywistościach.

2026: Starcie siły wewnętrznych, podział świata, walka mocarstw, strach przed unicestwieniem; zmiany obozów, nowa dusza planety, wsparcie energii męskiej i żeńskiej – centralizacja energii, świadomości. Nieuwolniony ból, rozpacz, smutek, rosnąca nadzieja.

5. Mars

2020: Przytrzymanie, coś jest i żyje, ale się ukrywa, nie chce być widziane; dać spokój, nie ingerować.

2026: Próba wytworzenia i odtworzenia potęgi różnych bogów wojny: Metatrona, Marsa, Aresa, Ateny, Bellona, Inanny, Freji, Menthu, Donara (1). Wpływ astrologiczny pobudzania, wybudzenia, zaburzania, tworzenia agresji, pobudzania nienawiści. Jedna strona Marsa walczy z drugą – męskie walczy z żeńskim. Erupcja.

6. Jupiter (Jowisz)

2020: Katalizator, karma, zbiornik, kopie zapasowe, przeznaczenie, nadzorcy; siatki, wyłapywanie dusz.

2026: Dziecko, radość, zabawa, nowe, nieznane. Mądrość, oczekiwania, siła, stabilność.

7. Saturn

2020. Podział na półkulach, góra i dół, dwie grupy, rasy, bardzo wysoki eter, bo nie ma tu zapisu karmy czy odcisku karmy, karma płynie dopiero od Jupitera w kierunku Słońca; dużo życia, tutaj istoty czują się „lepsze”, „wyższe”, mało serca. Coś tutaj jest fałszywego, oszukanego, takie robienie „nadistot”. Inaczej płynie czas, inna świadomość, percepcja.

2026. Walka wewnętrzna, walka frakcji, upadek Lucyfera, brak magii, reset. Stanięcie przed wyborem: wolno – nie wolno, lewo – prawo, białe – ciemne, stare – nowe. Strach, nieznane, pustka, brak wsparcia piekieł, pozostawienie.

8. Uran

2020: Zimno, silne połączenie z Saturnem, taki trochę „dom królów”, elektronika, mechanika, podwaliny do tego, co jest bliżej Słońca na innych planetach. Czuć tu wpływ Lucyfera (przynajmniej na tej planecie jest to jawne).

2026: Falujące zimno, chłód, pustka, miejsce po walce, eksodus, wyrwanie, utracenie, dziura, ucieczka. Miejsce czeka na zamieszkanie, zagospodarowanie.

9. Neptun

2020: Energie żeńskie, silna konsolidacja z Uranem. Dużo ciepła, ale również zastoju, zatrzymania; pułapka dla istot. Kiedyś w posiadaniu innych istot.

2026: Forteca, wzmocnienie, siły ludzkie, baza, siły kosmiczne, granica systemu karmy, brama, przepustki, strach przed najeźdźcami (patrz: Zmierzch bogów). Planeta przyjazna, czekająca, radość, spokój, zaopiekowanie.

10. Pluton

2020: Puste naczynie albo opróżnione.

2026: Pozostawione dziecko, oczekiwanie na ojca, pozytywne nastawienie. Mimo tego poczucie bycia częścią, czegoś większego.

Jowisz (Jupiter) jest odpowiedzialny za wprowadzanie karmy i jej podtrzymywanie, ale to Saturn jest tym, co wpływa na jakość wibracji, stabilizację Układu Słonecznego i jakość tego, co przepływa do planet znajdujących się bliżej Słońca.

Miasto Rzym było znane jako Saturnia lub miasto Saturna. Sam podziw skierowany w stronę Saturna ma w sobie oczekiwanie na nagrodę, jakby „Pan miał usłyszeć”. Steiner mówił, że istoty lucyferyczne tęsknią za swoją planetą – Wenus, ale to Saturn był – bo od roku 2025 już nie jest – głównym ośrodkiem energii lucyferycznej. Saturn mocno połączony z Uranem i Neptunem, ale w obecnej korelacji jest to zdrowe połączenie. Zmiany energetyczne nie byłyby możliwe, gdyby nie praca wykonana i opisania w Zmierzchu bogów. Dzięki temu poluzowało się bardzo w samym Układzie Słonecznym, jak i podświadomości zbiorowej ludzkości, bo nie naciska na ten świat, tak wiele starych istot czy samych, Pierwotnych Archontów.

Helena Bławatska, współzałożycielka towarzystwa teozoficznego, napisała w Isis odsłonięta, cytuję: „Musimy pamiętać, że Śiwa i palestyński Baal albo Moloch oraz Saturn są dokładnie tym samym”. Rudolf Steiner pisał, że w hinduizmie Wisznu to Chrystus, a Śiwa to Lucyfer, ale z czasów, kiedy jeszcze byli braćmi. Saturn w hinduizmie znany jest również jako Pan Karmy. Istoty wcielone, które służą archontom wzmacniając matriks, dualność i tworząc fałszywą kulturę podziału, sztuki, wzniecając wojny w nagrodę wcielają się na Saturnie, dlatego też się do niego modlą. Z jednej strony, żyją tak, jakby karma ich nie dotyczyła i nie istniałyby żadne granice, z drugiej, przez własne postawy – ich wibracje zamykają na światy i postrzeganie tylko lucyferyczne, bo z wyłączeniem serca i zmienioną percepcją umysłu (pewnym zwężeniem, wykastrowaniem). Cytuję Prokopiuka: „(…) Lucyfer chce innego świata i możliwie maksymalnej ilości ludzi jako swoich poddanych, jeśli tak można powiedzieć, używając języka feudalnego. (…) Ale »rzodkieweczki«, jak wiemy, same się do nich garną”.

Wspomnę jeszcze o sześcianach, które widzimy w różnych muzeach, na polach, przed ważniejszymi budynkami. Sześcian również symbolizuje Saturna, a dla mnie osobiście zawsze przypomina o rasie Borg z serialu Star Trek. Rasie lucyferycznej, która asymilowała pozostałe biologiczne gatunki. Borg wcielał w swoją zbiorowość siłą i podłączał do kolektywnego umysłu, implementując nanotechnologie w ciało. Współcześnie mówimy o transhumanizmie, już widzimy próby odtworzenia tej technologii i wpływ fal elektromagnetycznych na nasze DNA. Zacytuję jeszcze Jana, który napisał w swojej apokalipsie o Nowym Jeruzalem: „A miasto jest czworokątne, i długość jego taka sama, co szerokość. I zmierzył miasto kijem mierniczym na dwanaście tysięcy stadiów; długość jego i szerokość, i wysokość są równe”.

Gadzi panowie

Jedna piąta tekstów z Nag Hammadi odnosi się do gadzich istot oraz szarych. Można zadać pytanie: „Co oni tutaj robią?”, „Po co są?”, „Jaki jest ich cel?” , „Kiedy przybyli?”. Z perspektywy gnostyków archontowie są pasożytami umysłu, mistrzami urojeń, przekształceń i podłączeń, zasilającymi się energią emocjonalną i strachem. Nie można mówić o tym, że jaszczury czują się gorsze od ludzi, ponieważ ich pycha i arogancja, podsycane przez zaawansowaną technologię, dają im poczucie wyższości. Istnieje jednak głęboka zazdrość wobec ducha człowieka, a nie jego duszy – to duszą i subtelnymi ciałami oni sprytnie manipulują, utrzymując podległość. Szaraki, będący bardziej zaawansowanymi, biologicznie zautomatyzowanymi narzędziami, odtwarzają jedynie programy w które zostały wkomponowane. Natomiast jaszczury i drako zarządzają systemami, pilnują przepływu energii i utrzymują podział dualny, który ma przekonać człowieka o jedyności prawdziwej rzeczywistości. To właśnie ta dualność utrudnia dostęp do wyższych wymiarów i blokuje świadomość.

Główna różnica między duszami żyjącymi w ciele ludzkim a jaszczurem czy szarakiem leży w wolnej woli, kreatywnej wyobraźni i pomysłowości, które wykraczają poza mechaniczne, robotyczne ramy tych ostatnich. To pozwala człowiekowi na transcendencję, na tworzenie, a nie tylko odtwarzanie. Istoty te podtrzymują poczucie odcięcia od źródła, utrudniając rozwój i prawdziwe zrozumienie. Zgodnie z tekstami gnostyckimi, archontowie są związani z siedmioma planetami i utrzymują duszę w materialnym królestwie, uniemożliwiając jej wyzwolenie. Carlos Castaneda, w swoich opowieściach, opisał ukrytą siłę, „Latawców”, kontrolujących ludzkie społeczeństwo. Są to istoty kosmicznego pochodzenia, które przejęły kontrolę nad życiem, dokonując genetycznych ingerencji w ludzkość, by uczynić ją źródłem pożywienia. Można więc wnioskować, że Castaneda miał na myśli Anunnakich, którzy zgodnie z teorią, przeprowadzili interwencję genetyczną na wczesnej Ziemi.

Współczesna nauka wskazuje, że gadzi mózg jest kluczowym ośrodkiem układu nerwowego, wpływającym na cechy charakteru, jak i na zachowania agresywne, rytualistyczne i hierarchiczne. Carl Sagan słusznie zauważył, że ignorowanie gadziego składnika ludzkiej natury może przeszkodzić w zrozumieniu istoty ludzkiej. Gadzi mózg, skoncentrowany na przeżyciu fizycznym, finansowym, statusie i relacjach, reaguje na bodźce w trybie atak/ucieczka, co tłumaczy szybkie i automatyczne reakcje. To właśnie taka reaktywność generuje nadmiar energii emocjonalnej. Stan spokojnego umysłu, zdolny do przemyślanej oceny sytuacji, nie wytwarza energii, więc jest niepożądany dla podmiotów, które z emocji czerpią siłę. Z dużym prawdopodobieństwem, pierwotne ciało człowieka nie posiadało, lub posiadało znacząco mniejszy, mózg gadzi.

Mówi się: „Człowiek pod władzą archontów i demiurga sześć dni pracuje, a siódmego odprawia rytuały”. Rytuały stanowią narzędzie, służące wzmacnianiu władzy jaszczurzej hierarchii i podtrzymywaniu kontroli. Rozwijanie świadomości, medytacja i rozwijanie intuicji stanowią najskuteczniejszą obronę przed manipulacją, pozwalając na odzyskanie wolności i połączenie się z prawdziwym potencjałem.

Przez lata wykonałem wiele pracy w temacie jaszczurów, drakonian, szaraków i wielu innych negatywnych, niskich cywilizacji. Ten proces rozpoczął się na pełną skalę po 2019 roku. Większość z tych istot podawała się za anioły, bóstwa, podtrzymywali w swoich sługach i zainicjowanych – inicjacje lucyferyczne, które tworzyły jedną wielką globalną sieć ujednolicającą. Cywilizacja ludzka została podbita – to fakt, ale największy „docisk” posiadali Ci, którzy: mieli znaczące wpływy materialne, kontrolowali, zasiadali na wysokich stanowiskach. Prawie nie istnieje brak wpływu jaszczura czy drako na człowieka. Raz jest to kontrola totalna, mentalna, innym razem szantaż, podszepty, kłamstwa, czy manipulacje osłabiające ciało człowieka.

Kiedy przez lata chwytaliśmy poszczególne istoty, uwalnialiśmy ich wpływ z pola danego człowieka, grupy czy organizacji, bo wiele tych istot wpływało na biznesy. Podczas pracy kierowaliśmy wiele z nich w tzw. „planety karne”, gdzie musiały się wcielać. Na całe szczęście w 2025 roku wydarzyło się tak wiele, choćby rzeczy opisane w Zmierzch bogów w rozdziale „Ksenocyd Drakonian i Reptilan” oraz w artykule „Dzień kapitulacji najważniejszych hierarchii reptilskich i drakońskich oraz ta cienka linia, której nie przekroczyłem”. Wpływ tych kosmicznych ras okupujących planetę znacząco się zmniejszył, a rola człowieka urosła. Ten fakt, choć transformacyjny, nie dociera do wielu, którzy nadal ulegają starym inicjacjom i pod wpływem niedobitków reptilskich i drakońskich traktują je jako główną siłę kosmosu. Obecnie nie doświadczamy już bezpośredniego oddziaływania tych sił.

W przeszłości istniała tradycyjna linia hierarchii, obejmująca Arymana, Lucyfera, Beliala, Metatrona i Lilth, przy czym każda z tych sił posiadała własne gwardie jaszczurów i drakonian, przypominająca sceny z filmu „Jupiter: Intronizacja” (ang: Jupiter Ascending). Ten element wpływu również został zakończony, a miliardy istot poddanych sile „bandy dwunastu” i Anunnakich, zostały skierowane w nowe światy jako element „Przebudowy Subtelnej”. Jest to wspaniały proces czyszczenia, mający na celu zminimalizowanie wpływu starych istot na młodsze planety i umożliwienie im rozwoju.

Zakończenie

Enlil/JHWE/Metatron mógł być przywódcą „Wielkich Smoków” i części kasty jaszczurów, ale poza tym żadnego wpływu na rasę reptilan czy pozostałych kast jaszczurowatych nie miał, bo byli oni poddani systemom AI/SI, stale pozostając w kontakcie ze swoim twórcą, Lucyferem. Steiner przeciwstawiał siły Arymaniczne i Lucyferze siłom Chrystusowym, ale to nie pomogło, zło się nie przemieniło, bo było podyktowane zewnętrznymi czynnikami, a nie wewnętrznymi motywami. Ciekawostką jest fakt, że ani Robert Monroe ani nawet teozofowie czy Steiner – zupełnie nie skupiali się na temacie reptilan, drako czy szaraków, jakby „cichym zbiegiem okoliczności” byli wyłączeni spod ich wpływu.

Człowiek nie tylko sam siebie wyniszcza, ale również zewnętrznie jest degradowany, zmieniany, kodowany, obcinany, przekształcany i kopany. Na rasę ludzką oddziałuje:

  • podświadomość zbiorowa, społeczna, indywidualna – wzorce biologiczne,
  • karma narodowa, rodowa, indywidualna – wzorce energetyczne i duchowe,
  • wpływ archontów, różnych ras kosmicznych, bytów pasożytujących na ciałach subtelnych człowieka – tu głównie eterycznym,
  • często własna dusza przez wzorce, zależności wpływa w dziwny sposób na swoje wcielenie,
  • manipulacje społeczne, hipnozy, egregory, astrale, lojalność rasowa, narodowa.

Dużo wpływu, jak na jedno ciało, jedno życie. Oprócz tego, człowiek – człowiekowi robi krzywdę, jakby wielu nie posiadało pierwiastka człowieczeństwa. Jeden pasożytuje na drugim, tak, jakby niewolnictwo zmieniło tylko swoją formę na bardziej nowoczesną. Archonci nauczyli się czerpać energię z innych i „z dołu”. To dużo mówi o budowie subtelnej, ale dla mnie Lucyfer zamienił tylko formę „Borga” na bardziej sprytną, uległą i dobrze przykrytą pod maską – eksperymentu, który miał nieść „jego własną dobrą nowinę” przez jaszczury i drakonian. On zapłacił za to najwyższą cenę, podobnie jak jego najstarsze siły.

W anime Bleach widzimy „Soul Society”, które spełnia rolę posterunku policji w gęstościach (eterycznej, astralnej, mentalnej). Zadaniem „Soul Society” jest ochrona istot żyjących w gęstości fizycznej przed siłami ciemności, które porywały (dosłownie jadły) części subtelne istot tam żyjących. Jest to ciekawy temat, bo istoty „Wyższe” chronią siebie i istoty „Niższe”. Na Ziemi – nie ma wspólnoty, co pokazał rozdział pt. „Pomoc Duszy Ziemi i bitwa ludzkości o Neptuna – atak rasy duchowej Szatana” w książce Zmierzch bogów. Czy zmieszanie rasy ludzkiej z istotami gadzimi – to dobry pomysł? Wymazywanie pamięci – to alternatywa rozwoju? Czy ma to doprowadzić do przemiany pierwszych, czy raczej zdegradować tych drugich? Szalony plan.

W tym temacie mamy symbol Uroboros (Ouroborosa), wyrażający duchową i fizyczną wszechrzecz, która ma nigdy nie zaniknąć i będzie trwać w nieskończoność w formie ciągłej destrukcji i odradzania. Według gnostyków kod symbolu oznacza: „nie przejdziesz kręgu”, który sięga od Ziemi aż do Saturna. Innymi słowy, istota osiąga pewien etap ewolucji, świadomości i nie potrafi zwiększyć swoich wibracji, czyli nie wychodzi poza matriksowe pole.

Temat dotyka i dotyczy wielu istot – nie tylko zbiorowych, ale kluczowe jest wyjście poza strach, lęki, szantaże oraz poczucie winy. Dodatkowym pierwiastkiem podkręcającym jest wmawianie duszom, że planeta umożliwi osiągnięcie oświecenia lub zbawienia. To zatrzymuje w fałszywym, iluzyjnym świecie przyczyny i skutku, czyli dualizmu, wmawiając, że to, co działa w polu tego Układu Słonecznego jest odwiecznym prawem kosmosu. Dusza bez świadomości, ale z poczuciem winy, żalem, chęcią „przepracowania”, daje sobie wmówić wiele głupot, ale największą jest wiara, że jej misja zbawi świat, przemieni ród i ona sama – stanie się oświecona, wolna od grzechu, karmy i tego, co doprowadziło ją w oblicze kata czy własnej ofiary. To obsesyjne szukanie czegoś zewnętrznego, co ma pomóc, wyleczyć, też ma nazwę – eksterioryzm i eksterioryzacja1.

Archontyczny a może „orioński” system winy i kary, karmy i oświecenia, grzechu i zbawienia nauczył nas wszystkich wielu rzeczy – nie igraj z miłością i prawdziwym światłem, bo ono rozpuszcza cały fałsz. Wolna wola – owszem, ale nie trzeba czekać na wolę większości, żeby cokolwiek zmienić. Siły archontyczne przegrały, zostały zdegradowane, zniszczone lub przebudowane, co liczy się w ilości bilionów istot. Sami ludzie, ich dusze oraz monady, zrobiły z nimi porządek. Ale wyrzucić archonta z serca, z ciała, z całego swojego szkieletu, planu wcieleniowego, no cóż, to już praca jak z cyrografami. Trochę trwa, ale jest szansa dla każdego.

Archont, czy nie archont – na każdego przychodzi czas, bo nic nie trwa wiecznie a wszystko, wszystkim jest i tak liczone. To prosta matematyka. Ciemność budzi kata, kat porusza ofiarę, ofiara przełamuje i wychodzi z cyklu, wierząc w siebie na nowo. Jednym wzrasta poziom manipulacji i kontroli, innym świadomość – co takiego uderzyło w nich samych i jak dali się nabrać. Budzenie dualne jest ciekawym zagadnieniem, ale tyle już zostało napisane w Poza Dualnością, że zostawiamy ten temat.

Do następnego razu.

Nikodem Marszałek

2020 r. / 2026 r.

  • 1Eksterioryzm – to filozofia lub postawa, w której wartość i sens odnajduje się przede wszystkim w rzeczach zewnętrznych, w otoczeniu, w innych ludziach, a nie w sobie samym.
  • Eksterioryzacja to proces przenoszenia problemów, potrzeb i oczekiwań z wnętrza na zewnątrz, szukanie potwierdzenia i uzdrowienia w zewnętrznych okolicznościach, osobach lub rzeczach.
  • (1) – Wiemy z najnowszych opracowań, że te działania były wynikiem „ostatnich podrygów” Metatrona.

Related Articles

Leave a Comment