Home Energie i duszeMetoda Jedności Jaźni. Studiom w rozwoju istoty Pawła

Metoda Jedności Jaźni. Studiom w rozwoju istoty Pawła

by nikom@tutamail.com

Początki Pawła wyglądały bardzo podobnie do innych istot. Większość naszej początkowej pracy dotykały tematów związanych z duszą. Było ich wiele, ponieważ relacja jego duszy z Hierarchią Światła (HŚ) jako tzw. lightworker była pełna złożonych zależności. Występował wpływ prądów lucyferycznych, zależności od samego Lucyfera, a także systemów AI/SI, które narzucały duszy konieczność wcielania się w różnych światach.

Spójrzmy na jego budowę subtelną, która odzwierciedlała te doświadczenia i procesy.

Ciało duszy na poziomie anupadaka (czyli gęstości woli i decyzji) nie było zupełnie rozwinięte:

  • było współdzielone z innymi istotami,
  • zależne od systemu AI/SI,
  • rozkazy płynęły z pozostałych struktur, jak i wpływu Hierarchii Światła (HŚ).

Jakie są skutki takiego działania i budowy? Wszystkie impulsy między wolą monady (poziom adi) a duszą przechodziły przez filtrujące systemy AI/SI, które odgrywały rolę pośrednika. Również dodatkowo struktura HŚ, wysyłała „swoich” lightworkerów z jednego świata do drugiego według własnych celów.

Na początku pracy, dusza Pawła nie była zupełnie świadoma istnienia własnej monady. Brak świadomości jest charakterystyczny dla wielu dusz rozwijających się ewolucyjnie. Można to porównać do zachowania człowieka, ponieważ ten z reguły nie ma kontaktu ze swoją częścią subtelną. Podobnie dusze mogą nie wierzyć w istnienie monad, ponieważ ich nie widzą, są od nich odcięte, albo kontakt utrudnia brak indywidualizacji na poziomie np. atmanicznym lub anupadaka. Z tego powodu dusze są często skupione na niższych gęstościach, wcieleniach i światach fizycznych. To wynika z ich „konstrukcji” – mają doświadczać, badać, dotykać, przeżywać i emocjonować się. Niestety, ten bagaż doświadczeń rośnie z czasem do astronomicznych rozmiarów, co w pewnym momencie może prowadzić duszę do jej zguby. Rośnie w przypadku dusz tzw. wyższa karma, która staje się motorem napędowym. Dusza wikła się w różne sytuacje, grupy, podpisuje pakty, przez doświadczenia wcielenia lub jej własne – budzi silne emocje, często skrajne wraz z poczuciem winy. Wina, niestety jest często wykorzystywana przez różne istoty, które wykorzystują ją do własnych celów.

Ciało przyczynowe jest swoistym „magazynem” przechowującym niezintegrowane wcielenia oraz rozbite energie. Poziom przyczynowy stał się dla wielu dusz pewnym poletkiem, próbą odwzorowania przez starsze dusze przestrzeni poziomu adi, czyli istnienia monad. Dlatego dusze wiele ciężarów upychają dosłownie w swoich niższych ciałach bez zaangażowania swoich monad. Dopiero dzięki pracy, która dotykała rozbierania poszczególnych struktur duchowych, karmy Metatrona, systemów oceniających dusze – możemy powiedzieć, że świadomość dusz wzrosła do tego poziomu, by śmielej patrzeć w przestrzenie monad i nie obciążać tak swoich wcieleń tym, w co same wierzą lub czemu same ulegają. Dlatego lepiej nie zasilać marionetkowych metod i uwolnić to pierwotnie złą budowlę odcinającą nas od siebie samych. Dusza to dusza. Ty to Ty. Cześć subtelna to Ty. Monada to Ty. Korzystać z tego, co się ma i nie uciekać w rożne rodzaje oświeceniowych transów.

Nasze życie reguluje podświadomość, mózg automatyczny. Pracuje 24 godziny na dobę, nigdy nie przestaje działać. Nosimy w sobie wzorce rodowe, rodzinne, społeczne. Często zachowujemy się jak kopie przodków, nosząc ich krzyże, marzenia, programy reagowania. Nie to jest najgorsze, ponieważ obrażające dla nas samych jest poczucie miłości, którą mylimy z lojalnością rodową. Lojalność wobec krzywd, zachowań, życia przodków. Ten mechanizm spaja ród niczym plątanina ciernistego drzewa, która potrafi uwięzić ptaki. A miłość, miłość daje przestrzeń. Dlatego praca dotykająca ciała, rodu, podświadomości jest tak trudna.

Ale mamy jeszcze drugi rodzaj pracy. Dusza, która potrafi dociskać, zsyłać, warunkować, karać lub – jeśli taka jej wola – pomagać i wspierać. Bardzo często podczas pracy z młodymi ludźmi w wieku 18–22 lat nasza praca dotykała ich problemów, z którymi borykali się przez większość życia. Nic z tego nie pochodziło od nich, a było wynikiem poprzedniego wcielenia lub warunkowania duszy i jej wyższej karmy. Było to odkrycie ważne, ale przerażające, bo kiedy człowiek – szczególnie starszy – pracuje nad sobą tyle lat, dekad, a tu poziomy duszy, które potrafią nosić dużo więcej i nadpisywać to, co sami robimy. Przerażające odkrycie, ale jednocześnie uwalniające, bo odpowiadające na wiele pytań ludzi, nie tylko tych, którzy się rozwijają i pracują nad sobą.

Paweł, co tam u niego

Jeszcze parę lat temu jego dusza przypominała swoim zachowaniem dosłowną „dronę” – latała tam, gdzie jej kazano. Paweł czytał moje materiały, ale duchowo walczył z tym, co przedstawiałem. Jak to możliwe, żeby tak pracować?! Kontakt czy praca z duszą na początku wydaje się czymś abstrakcyjnym, ale w rzeczywistości to powolny proces budowania zaufania i miłości do samego siebie. Dusza Pawła od początku nie była głupia, nawet jeśli jej ciała wyższe były zbiorowe, zaczęła w pracy z osobowością widzieć korzyść dla siebie i swojego wzrostu. To, co odciągało osobowość i duszę od pracy ze mną była lojalność, ale nie rodowa – ale ta druga, duchowa wobec strażników z którymi była „związana” przez nieliczone eony. Ich rola na początku przytłaczała, bo blokowali prawie każde uwolnienie, upominali się o prawie wszystko, ale tak wygląda wychodzenie z matrixu i odcięcia lucyferycznego oraz nauk Kartezjusza i Kanta, którzy opluli to, czego nie dostrzegali i sami nie rozwinęli jako ludzie. Pierwsze miesiące dla Pawła nie były proste, powiedziałbym nawet pierwsze dwa lata, bo pracowaliśmy średnio raz na miesiąc.

Praca duchowa uwalnia bardzo dużo, ale to, co teraz nie wyjdzie na jaw, i tak zostanie zmaterializowane w przyszłym życiu jako brak zrozumienia, karma, skutki, emocje czy wydarzenia do uwolnienia, zrozumienia i przełamania. Uwolnienie to wzrost świadomości, ale też likwidacja przyczyn wibrujących w wyższych ciałach jako zalążków karmy niższej i wyższej. To prowadzi do kolejnego tematu – wysubtelniania się poszczególnych ciał, bo wszystko jest całością, jedno przenika drugie. Dlatego w moich pracach widać, jak raz podchodzimy klasycznie, czyli do ciała, rodu i podświadomości, by zaraz dotknąć części subtelnej lub duszy. Obecnie to wygląda prosto, czyta się i przeżywa podczas pracy jako przygodę, ale wymagało naprawdę ogromnego nakładu czasu i lat weryfikacji, ponieważ każdy element i poziom wymagał innego podejścia. Należało odsunąć wszystkie linie i pośredników, takich, jak:

  1. Białe Bractwo.
  2. Linie przekazu wedyjskie i buddyjskie.
  3. Ruchy New Age.
  4. Wpływu lucyferyzmu i odcisku teozoficznego w duchowości współczesnej.

Nie chodzi o to, że całe linie były niewłaściwe, złe czy odwrócone do góry nogami – chociaż trochę. Teozofowie byli bardzo blisko, a mimo tego nie pracowali ze swoimi duszami przez wpływ właśnie mistrzów od guru-jogi i Białego Bractwa. Gęstości były dosłownie zalane konstrukcjami, systemami i wartościami odcinającymi poszczególnie jaźnie od siebie.

Popatrzmy na obecną budowę subtelną Patryka.

Widzimy wysubtelnione jego własne ciała subtelne, sięgające aż poziomu adi. Część subtelna i dusza to dwa odrębne „pojazdy”. Niektóre ciała subtelne osobowości znajdują się w duszy, bo są jej integralną częścią. Taka konstrukcja pozwala na wielowymiarowe przemieszczanie się i tzw. „bycie” w kilku miejscach jednocześnie. To niezwykle interesujące zagadnienie.

Sama dusze ma większą emanację i masę duchową, ale co bardziej nas interesuje to poziom monady oraz Źródła, czyli Superaspektu. Co tutaj się stało? Naprawdę wiele pracy, integracji oraz parę Przebudów Subtelnych. Proszę pamiętać, praca Pawła ze mną trwała lata, ale z istoty zbiorowej, posiadającej tylko dziewięć ciał indywidualnych, wzrost jest niesamowity. Z istoty stosunkowo młodej, wzrósł do rozmiarów, której mogłaby pozazdrościć istota starsza, ale taka, która nie pracowała nad sobą w ten sposób.

Co to zmienia? Przede wszystkim ładunek karmy się zmniejsza lub całkowicie wytrąca, ponieważ nieuświadomione intencje, które kierowały działaniami monady, duszy są uwolnione. Pozwala to na większy wpływ osobowości na swoje istnienie, bo nacisk ze strony duszy i monady ma zupełnie inny kierunek. Podstawa dualna jest scalona, aspekty w samej monadzie poukładane i zrozumiane. Zależności duszy i monady, również uwolnione, bo podsumowane i uświadomione. Do kolejnego poziomu, czyli połączenia w jedno monady z Superaspektem jeszcze brakuje, ale jest na najlepszej drodze do tego.

Nas interesuje jego samo zrozumienie: ataków, interakcji subtelnej, wypracowane rozróżnienie fizyczne, duchowe i emocjonalne. Brak poddawania się wpływom strażników, hierarchów i innych bóstw. Zupełnie nowa emanacja i postawy duchowe. Buduje to większą pewność, stabilność, brak strachu przed przyszłością, śmiercią czy konfrontacjami duchowymi.

Gatunki dusz – analizy

Odpowiem w tym opracowaniu na pytanie, które czasem dostaję: „Dlaczego w analizach nie zawsze są zawarte odpowiedzi na temat rodzaju duszy”.

Lata temu wiele osób pragnęło być aniołami lub archaniołami. Żaden inny rodzaj duszy nie wydawał się akceptowalny. Kiedy jednak okazywało się, że dusza z pochodzenia jest krasnoludem, gnomem, trollem czy orką, pojawiała się cała litania pytań: „Jak to? Dlaczego?!”. Podejście do dusz często opiera się na myśleniu mitycznym, inspirowanym opracowaniami fantastycznymi, które pokazują tylko wycinek rzeczywistości. Pierwszy problem: brak akceptacji, co do własnego pochodzenia.

Drugim problemem jest niejednorodność gatunków dusz. Czasem trudno jednoznacznie określić, z czym mamy do czynienia – np. postać humanoidalna z ważkowymi skrzydłami i głową lwa. Wtedy sprawdzamy, czy to „przebranie” lub „nakładka”. Jeśli faktycznie dusza tak wygląda – jakiej nazwy użyć? Dlatego od lat pozwalam odkrywać informacje o swojej duszy przez praktykę i pracę nad sobą. To wyzwanie zmusiło mnie do opracowania „tabelki rodzaju duszy”, która pokazuje emanacje duszy, czyli z jakich energii „składowych” jest zbudowana, jakie widzimy wpływy.

Dusze, szczególnie podczas pracy ze mną, mogą przejść przebudowę, która zmienia ich rodzaj oraz gatunek. Dlatego gatunek duszy nie powinien być aż tak istotny. Ważniejsze jest to, jakie dusza ma emanacje, z jakich energii się składa i jakie wibracje ma obecnie, bo to mówi o jej poziomie obciążenia i tego, ile jest do pracy.

Metoda Jedności Jaźni jest tak bardzo unikatowa, a jednocześnie – teoretycznie – prosta do zastosowania, że umysł na początku robi dwie rzeczy: albo ją bardzo spłyca, albo próbuje postawić na nie wiadomo jak wysokim piedestale, podsyłając myśl: „Nic nie rozumiem”. Spokojnie. Doskonale rozumiesz. To jest jak odkrywanie tabliczki mnożenia lub koła na nowo. W głębi duszy wszyscy to wiemy. Problem w tym, że siły i energie, które przez wieki były zgromadzone na tej planecie – i tu trafne jest określenie „były” – celowo odcinały i przekierowywały tę prostą wiedzę na głupoty, na iluzję rozwoju i, przede wszystkim, na iluzję duchowości, której tak desperacko każdy człowiek szukał.

Dlatego teraz: małe kroki. Interesuj się obserwacją siebie samego. Ucz się odróżniać to, co pojawia się w głowie jako zwykłe myśli, od pierwszego, subtelnego kontaktu z częścią subtelną, od pierwszych odczuć energetycznych.

Dojdziemy do tego. Głowa do góry.

Nikodem Marszałek

2024 r

Related Articles

Leave a Comment