Zapraszam na kolejną przygodę z cyklu „Dom z duszą”. Co tym razem odkryjemy? Trupy w szafie? Magię krwi? Duchy błąkające się po terenie? A może coś, co nikomu nawet nie przyszłoby do głowy? Zapraszam — bo tym razem naprawdę będzie się działo.
Wstęp
Małgorzata: Pokoje dzieci.
Nikodem: Zaczniemy od najmłodszego syna. Zaraz wkleję rysunek. Na pomarańczowo będą zaznaczone wpływy.
Małgorzata: Dusza syna, wiem, że jest uwikłana w białe.
Nikodem: Jest dużo energii lęku o przyszłość, dużo energii braku pewności siebie.
Małgorzata: Syn jest mocno tym przesiąknięty. Mówi, że jest taki i owaki.
Nikodem: Nie zna swojego miejsca w świecie, zadaje pytania: „Gdzie jest moje miejsce, po co ja tu jestem, co ja tu robię?”.
Małgorzata: Dokładnie takie pytania wyraża na głos.
[zaskoczenie]
Nikodem: Ja to odczytuję z jego pokoju. On ma wielkość w sobie, ale szuka nie tam, gdzie trzeba, jeszcze tego nie widzi. Ale to przez wiek i taką karmę. Myślę, co tu można zrobić, bo to nie jest zwykłe oczyszczenie pokoju.
Małgorzata: Oczyszczanie pokoju pomoże mu pewnie trochę lepiej sobie z tym radzić?
Nikodem: Też jest jakiś brak wzorców męskich, coś mu się nie zgadza wewnętrznie, szuka.
Małgorzata: Bo mąż nie daje wzorca. Odwraca się od niego.
Nikodem: Twój partner jest sprawny finansowo, ale jego miejsce pracy pokazało, że ma wzorce autodestrukcji, takiego ciągnięcia w dół. Nie tego szuka syn. On szuka kogoś bardziej dopasowanego do siebie.
Małgorzata: Znajduje to w moim rodzeństwie.
Nikodem: Widzę, że czyta mangi. Ja właśnie nabyłem 40 tomów Berserka. Zrobimy tak. Zaczniemy cofać to, co zaznaczyłem na pomarańczowo, koło biurka.
Małgorzata: To nie jego książki. Dobra.
Nikodem: Technicznie musi zacząć czytać. Może jakieś książki rozwojowe typu Napoleon Hill, Dale Carnegie.
Małgorzata: Tego to ja nawet nie znam, ale mogę mu kupić i zaproponować.
Nikodem: Czyli on nie ma swojej biblioteki. Waszym zadaniem jest mu taką stworzyć.
Małgorzata: No nieźle.
Nikodem: To są książki, które Laurze kupiłem.

Małgorzata: Dziękuję. To bardzo pomocne jest.
Nikodem: To jest podstawa. Uwalniam.
Małgorzata: Kupię.
Nikodem: Nie można wysłać dziecka w życie bez tych lektur. Szkoła daje mało narzędzi. Dlatego on jest taki zawieszony, pomiędzy światami. Skupia się na wyglądzie, ciele, a nie na głowie.
Małgorzata: Czyli ta biblioteczka będzie dla wszystkich dzieci.
Nikodem: W jego pokoju powinna być. Chodzi o emanację tych książek.
Małgorzata: Tak. On bardzo się skupia na wyglądzie. [znowu zaskoczenie]
Nikodem: Zwalniam. Odchodzą takie białe kasety, programy, misje. Chyba z poprzednich wcieleń. I też schodzi z jego barków, bo coś go dociskało. Powinny mu się też sny zmienić, bo zamykamy portal nad jego głową. Ta szafa duża, no nie wiem, zostawiamy. Nie nam oceniać.
Małgorzata: A co tam jest? Jego jakieś rzeczy? Czy lepiej nie pytać…
Nikodem: To jest białe, broń, jakieś takie posążki, kulki buddyjskie, naszyjniki. Nie wiem po co mu, ale to wcieleniowe. Zostawiamy. Gdyby coś z tego założył, to pewnie by mu się odpaliło stare.
Małgorzata: Schowek.
Nikodem: Tylko to ma wymiar bardziej osobisty.
Tutaj jest mniej do uwolnienia, ale więcej do napisania. Damy informacje, inspiracje, takie poczucie wiary w siebie.
[pracuję parę minut]
Idziemy dalej.
Małgorzata: Pokój córki.
Nikodem: Tu jest gorzej niż poprzedni. Czy ona ma imię lub drugie imię po babci?
Małgorzata: Może, jeśli już, to jakieś odległej.
Nikodem: Czyli po tobie ma. Tutaj jest przeniesienie cudzego, wlane i traktowane jako swoje [Wszystkie informacje są odczytane z samego pokoju i zdjęcia.]
Małgorzata: Ale jej imię to panieńskie mojej prababci. Teraz skojarzyłam.
Nikodem: Ona targa za sobą jakiś wór, nie swoje życie. Patrzę na ten pokój i nie widzę dziecka, tylko babcię. Ona kompletnie nie swoim życiem żyje.
Małgorzata: Moje życie targa?
Nikodem: Też.
Małgorzata: O kurczę.
Nikodem: Widzisz, wychodzi dużo więcej niż samo oczyszczanie mieszkania. Patrzę całościowo. Pokazuję jej części subtelnej pokój i pytam się o zbiór energii, który jest obok jej „kącika piękności”.
Małgorzata: Płakać mi się chce. Jak mogę to odebrać od niej, ten wór. Jej starczy tego, co ma swojego. Moje jest moje. Jej jest jej.
Nikodem: Po babci trzyma wzór. Doszło do przeniesienia lub podwójnego przesunięcia – tak to technicznie nazywam. Czyli subtelnie to już robimy.
Nigdy nie nazywać dzieci imionami przodków. Ani pierwszego, ani drugie imię. Zawsze wymyślać nowe. Ale tu nie tylko babcia jest sprawczynią – jest jeszcze prababcia.
Twoja córka subtelnie mówi: „To ja!”. Zadaję jej pytanie: Co chcesz zrealizować? Odpowiada: coś z modą. Jakie ma zainteresowania?
Małgorzata: Ostatnio zaczęła bardziej dbać o siebie, patrzy na ubrania itp.
Nikodem: Gdy pytam, czy nie zrezygnowałaby z tego, mówi: „Nie, to fajne, bo jest przeszłe”.
Czyli drugie dziecko, które ma w sobie dużo, dużo przeszłości – nosi ją, ubiera się w nią. To ciekawe. Robi to bardzo świadomie.
Zostawiamy to i wracam do pokoju. Wzmacniamy tu energie kobiece, dziewczęce. Zdejmiemy przekleństwa, zazdrość i walkę o mężczyznę – bo ma zapis: „dwie kobiety o jednego mężczyznę”.
Małgorzata: Z tymi imionami to chyba już trochę za późno.
Nikodem: Jest też bardzo seksualna. Tutaj zrobimy odblokowanie, bo wcześniej wchodziły białe energie, których nie filtrowała. Energie stare (babci, prababci) mieszały się z jej własnymi. To wytwarzało białą, mulistą energię.
[po paru minutach]
Zrobione. Idziemy dalej. Kolejny pokój.
Małgorzata: Córka.
Nikodem: Tu jest jakoś dziwnie. Ona jest blisko męża? [Tutaj zaczyna się rzeźnia.]
Małgorzata: No, bardzo.
Nikodem: Bo jego trzeba usunąć z tego miejsca. I to mówię, ograniczając siebie. Ona myśli, że jest jego żoną.
Małgorzata: O matko. Przecież mąż postawił córkę (imię) na moim miejscu. To jego Dziewica Maryja do uwielbiania.
Nikodem: Dziewica. Na pewno subtelnie tak jest? Nie będę pisał! Tutaj się zaczyna, ale też subtelnie ich zawołam. To jest makabra, bo jej łóżko pokazuje gwałconą osobę.
Małgorzata: Czyli dobrze to czułam, że on ma ją za żonę, a nie mnie.
Nikodem: Biurko pokazuje „zabawę w starszą damę”. Tutaj nie ma nic z dziecka.
Małgorzata: Ale to subtelnie czy fizycznie?
Nikodem: Subtelnie.
Małgorzata: No zero zdziwienia, że tak jest. Ja na nim wymusiłam, żeby przestał chodzić ją usypiać. Mówiłam mu, że to nie jest normalne.
Jak ja mam być dla niej matką, jeśli ona jest na moim miejscu jako żona? Stąd to poczucie u mnie odrzucenia, ale i jej wywyższanie się.
Tylko potwierdzasz to, co odbieram od lat i z czym nie umiałam zrobić porządku.
Nikodem: Czyszczę to. Zaraz zrobimy subtelną konfrontację z waszymi częściami subtelnymi. To, co było latami zakopane, wyszło na powierzchnię i zostało nazwane. A co nazwane – może być uzdrowione.
Małgorzata: Mnie zawsze było bardzo trudno widzieć w niej dziecko. Od lat. Teraz wyrośnięta panna, ale wcześniej była małą dziewczynką, a ja tego nie czułam. Bardzo się z tym męczyłam.
Nikodem: Moment krytyczny nastąpi, gdy pójdzie w świat i zrozumie, że nigdy nie zastąpi ciebie i nie będzie żoną ojca. To właśnie podtrzymuje ich symbiozę i zależność.
Małgorzata: Potrzebowałam tego momentu, żeby zmierzyć się z tą prawdą. Nie udawać, że jest tylko ładnie.
Nikodem: Od ciała eterycznego córki płynie energia gwałtu – wejścia w kontakt z ojcem. W zdrowej rodzinie to się odbija, nie dochodzi do wymiany. U wielu córek występuje chwilowa fiksacja na ojcu. Klucz to nie wchodzić w tę wymianę i stawiać małżonka na pierwszym miejscu. Wtedy dziecko wraca na swoje miejsce. Wołam subtelnie was: męża, córkę i ciebie.
Małgorzata: Dobra.
Nikodem: [Prowadzę konstelację energetyczną]
Obok mnie stoi twój mąż. Ty po jego lewej, naprzeciw córka. Płynie jego sakra w jej stronę.
Teraz ty zajmujesz miejsce córki, a ona staje za mną po prawej – jestem przegrodą. Ona się buntuje, ale wyjaśniam, że to ćwiczenie.
Ty zbliżasz się do męża. On szuka córki, ale jej nie widzi. Mówię mu: „To twoja żona. Jesteś jej mężem”.
Córka staje metr przede mną, po prawej, i widzi, jak się zbliżacie. Ojciec walczy, szarpie się.
Mówię do niego: „Dotknij żony, przyjmij ją – ona przyjmuje cię jako męża”.
„Wycofaj wszystkie energie seksualne z córki. A ty, [imię dziecka], wycofaj swoje z niego”.
[zwraca się do ojca]
Powiem ci, co zrobiłeś. Zaaplikowałeś córce wzorce prostytucji i postawę, przez którą nigdy nie znajdzie partnera.
Ojciec: Kim ty jesteś, żeby tak mówić?!
Nikodem: Twoim sumieniem.
[chwila milczenia, ojciec słucha]
Mówię do córki: „Wycofaj wszystko z niego: z czoła, z brzucha. Teraz twoi rodzice stoją za tobą, a rodzeństwo według kolejności urodzeń. Spójrz na swoje stopy i biodra – co każe ci zwracać się w stronę ojca?”.
Córka: Nie wiem, samo tak się robi.
Nic samo. Zdejmij ze stóp i podstawy. To nie jest twoje, to jest manipulacja.
Córka: [zaczęła skakać]
Czy coś jeszcze obraca ciebie do niego?
Córka: Nie, nic. Czuję się lżej.
Zrób parę kroków do przodu. [Ojciec zaczął wyć, popatrzyła się na mnie, ale mówię, żeby szła do przodu]. I jak się tam czujesz?
Córka: Wolna, ale czuję obowiązek, że muszę pomagać ojcu.
Tak właśnie wyglądałoby twoje życie, przy staruszku do końca swoich dni. Wejdź w siebie i uwolnij ten nakaz. Masz go w jajnikach, pochwie, sercu.
Córka: [szok, wstydzi się, ale uwalnia] Ty przeżywasz tzw. kompleks elektry, który Jung stworzył. Powinno się to zatrzymać w wieku do sześciu lat. U ciebie już to trwa i się pogłębia. To jest wina ojca, bo ojciec powinien postawić małżonkę na pierwszym miejscu i wtedy byś przegrała. Ojciec wzmocnił u ciebie to zaburzenie.
Córka: Czyli to wina ojca?
Tak i matki, bo pozwoliła się oddalić w tym okresie, postawić siebie na drugim miejscu. Nie może być próżni, jeszcze w dynamice rodzinnej. [głupio jej]
Teraz ojciec do mnie. Tłumaczy się, że nie wiedział, nie wiedział o kompleksie elektry i że to tak ważne. Mówi, że czuł się wtedy wybrany, lepszy, że ktoś go aż tak bardzo kocha. A to zwykła biologia i nic ze szczególnością nie ma wspólnego. Wracacie teraz wszyscy do siebie, do swoich przestrzeni.
Robię dalej pokój. Czyli całe nadzieje, fantazje, wszystko leci.
Małgorzata: OK. Muszę wyjść, za chwilę będę. [Tutaj czuć, że uderzyło to Małgorzatę bardzo.]
Nikodem: To, że córka zareagowała wstydem, to bardzo dobry znak. Mega ważny. On nie zareagował w ten sposób. To już problem! Dlatego musiałem wejść siłą, jak samiec alfa, i ustawić sytuację. Bo wtedy biologicznie od razu beta się uruchamia, poddanie. Dlatego powiedział: „Kim ty jesteś?”. Od razu w energiach go zdominowałem. Dużo rzeczy dzieje się subtelnie, o których nie mówię i nie piszę, bo za szybko to się dzieje.
Teraz wracają energie dziewczynki, dziecka, zabawy. Ona też musiała mocno emanować energiami seksualnymi wokół facetów. Bo eterycznie po prostu wchodziła w wymianę. Teraz już tego nie ma. Zrobione. Dalej.
Małgorzata: Długo też to odbierałam jako jej „lojalkę” wobec ojca.
Nikodem: Dalej. Kolejny pokój.
Sporo dorosłej osoby, ale patrzę, czy jakiś trup z szafy nie wyskoczy.
[po chwili]
Pewnie chce wyjechać za granicę. Szuka, rozgląda się, ale z drugiej strony czuje zobowiązanie wobec ojca też. Co on harem sobie stworzył! Taki program ma dziecko: matka z ojcem w konflikcie, muszę pomóc ojcu! Dodatkowo jedyny pokój, który ma przebitkę z niższego piętra. Są dwa pokoje w jednym.
Małgorzata: Jej się bardzo zmieniło w ostatnim roku, tak na plus, z postawą, zachowaniem.
Nikodem: Po naszej wcześniejszej pracy z tobą tak było, że jej się coś przestawiło, pamiętam. Jej pokój jest połączony z czymś, co jest na dole.
Małgorzata: Tak. Chciałaby za granicę. Ale nie wie jaka szkoła dalej, co wybrać, gdzie iść. No ja w połączeniu ze wszystkimi. To i u każdego po trochu coś też się rusza.
Nikodem: Ale u niej właśnie reakcja była najsilniejsza. Widocznie była gotowa. Co jest pod jej pokojem?
Małgorzata: Inny pokój.
Nikodem: Odcinam i domykam. Czyli z tego pokoju szły energie do jej pokoju, do brzucha dokładnie.
Małgorzata: To stąd może te bolesne bardzo miesiączki.
Nikodem: Ona jakiś brud nosi w sobie, brzuch-sakra. Ona jest w zawieszeniu. Raczej ciebie nie podziwia.
Małgorzata: No nie.
Nikodem: Chciałaby być silną kobietą.
Małgorzata: Mocno mnie krytykuje i obwinia.
Nikodem: Też ustalać coś, ale krytykuje, bo przeniesienie: widzi po prostu słabość w tobie, a nie w sobie. Łatwiej kogoś zaatakować niż w sobie uwolnić i w sobie zobaczyć.
Małgorzata: Pewnie chce być inaczej traktowana jako kobieta.
Nikodem: Czyli boi się w sobie słabości jakiejś, że ona też ma 'defekt’. To czuć w tym pokoju.
Małgorzata: Stąd tona makijażu. Nie ma mowy, by wyszła z pokoju bez makijażu. Próbuje ten 'defekt’ zamalować.
Nikodem: Troszkę też chce stać się kimś innym. Nie widzieć siebie samej. Zrobimy reset po prostu, na mózg dobrze wpłynie. Wyzerujemy to całe pole.
Teraz takie pytania: kim jestem, kim jestem w środku, kim mogę się stać, jak siebie wewnętrznie umocnić. Czysta karta.
Teraz umowa z ojcem. Znowu. Jest tata i jest ona. Mówię: „Problemy rodziców nie należą do ciebie. Oddaj im ich problemy.”
Córka: Nie mogę.
Wejdź w siebie i sprawdź, gdzie to?
Córka: Cały brzuch, sakra, biodra.
Jako najstarsza czułaś się zobowiązana. Powiedz: „Wasze problemy do mnie nie należą, wasze emocje do mnie nie należą, wasze postawy do mnie nie należą. Ja mam to, co należy do mnie jako dziecko, do was należy to, co do rodziców. Ja biorę swoje, wy bierzecie swoje. Ja przyjmuję rolę dziecka, a was akceptuję jako swoich rodziców”.
[po chwili]
W końcu w pokoju, bo i w niej, zawitała lekkość. Najważniejsza informacja: mogę odkryć siebie, być, jak ja, jak sobie wymarzę.
U niej jest takie przekonanie: czy rodzice mnie kochają, jak oni siebie nienawidzą?
Małgorzata: No mocne.
Nikodem: To znów jest terapia, a nie tylko praca z domem. Wołam ją subtelnie. Za nami stoi ojciec z matką [pokazuję]. Chodź w jedno miejsce.
Hong-Kong pierwszy. Poczuj się tam. Popatrz na ludzi.
Teraz chodź do Zurychu. Popatrz na ludzi, poczuj ich.
Teraz chodź do Afryki. Poczuj ich, popatrz.
A teraz chodź do Polski. Stań tu.
[Teraz wołam was, subtelnych – staniecie za nią.]
Zamknij oczy i przyjmij to, co ci dają.
Mimo swoich wad – mają pozytywy. Mimo błędów – były dobre decyzje.
Mimo tego, jacy są – tacy są. I ty taka jesteś.
Wyrzuć z siebie to obrzydzenie – z brzucha. Ciężka miesiączka to też twoja nienawiść, złość na to, gdzie jesteś i kim jesteś, na swoje pochodzenie!
Dom masz w sobie.
Odwróć się do rodziców i powiedz:
„Biorę od was, ale nic wam nie jestem winna”.
Nienawiść wobec rodziców przenosiła się na nienawiść do siebie.
Masz to, co masz. Co wybrałaś. Czerp z tego.
Z tym, co masz, możesz mieć sukces, związek, dom, biznes – cokolwiek.
Bo ty siebie budujesz. Ty siebie stwarzasz.
Wyrzuć od ojca z siebie: z podstawy, z sakry.
Nic nie jesteś im winna. To ich życie – ty żyj swoim.
Małgorzata: [Reaguje – najpierw płacze, potem się śmieje]
Nikodem: Poszło. Na dzisiaj kończymy – to były trzy godziny.
Małgorzata: No ja tu też płaczę. Dziękuję, Nikodemie.
Nikodem: Tak to jest u mnie. Zawsze więcej się otrzymuje. Nie tylko mieszkanie, ale wy i mieszkanie, bo tak to wygląda.
Małgorzata: Dużo wzruszenia, łez. Bo to ogrom, co się zadziało. Dziękuję, choć to wydaje się tak strasznie mało, by wyrazić, co czuję.
Po słowie
„Wyszły trupy z szafy – ale nie takie, jakich się spodziewaliśmy”. Praca subtelna między Małgorzatą, jej mężem i córką była intensywna i czasochłonna. Nie wszystko dało się zapisać; część pozostała w języku ducha, który nie zawsze daje się przełożyć na fizyczne słowa.
Sednem było prawdziwe uzdrowienie poprzez:
- Uwolnienie od dziedziczonych obciążeń – przeniesienie energetyczne od babci i prababci
- Przyjęcie odpowiedzialności za własne życie – bez poczucia winy wobec przodków
- Zbudowanie autonomii – opartej na samoakceptacji, a nie walce z przeszłością
Kluczowe zdanie, które przyniosło uwolnienie: „Nic nie jesteś im winna. To ich życie – ty żyj swoim”
Najważniejszy wniosek: Źródło siły jest wewnętrzne. Można budować życie na tym, co się ma. Akceptacja pochodzenia pozwala czerpać z niego moc, zamiast być jego ofiarą.
Reakcja Małgorzaty mówi wszystko: Przejście od płaczu do śmiechu pokazało głębokie uwolnienie emocjonalne i gotowość do prawdziwej zmiany.
„Dom z duszą” to nie jest zwykłe oczyszczanie energetyczne. To robienie wszystkiego głęboko, dokładnie, wielowymiarowo – z duszą dla duszy ludzi, domu, dzieci, otoczenia, świata.
Nikodem Marszałek
2024
