
Widzę, że sobie już latasz dalej, ale coś przyciąga Ciebie do dawnego domu. Hm [ja tutaj głośno myślę]
1. Pierwszy etap: Spotkanie i weryfikacja
Stoję przed jego ciałem astralnym, ale nie ma jednej spójnej wibracji – wygląd ciągle się zmienia, mieni się dziwnie. Zacznę mówić.
– Cześć. Przyszedłem.
K: Jestem gotowy.
Ja: Muszę jeszcze posprawdzać energie. [Skanuję gęstości, czy nie ma go gdzieś indziej, czy nie jest ukryty – sprawdzam, czy nie rozmawiam z przebierańcem.]
Trochę na dole jesteś. Lecę.
2. Drugi etap: Odsłanianie prawdy i konfrontacja
Rozbijam skrzynki, przykrycia.
– Chodź. Teraz ma wygląd kota. Chodź do domu.
Coś go odpycha. A, czyli właścicielka musiała stworzyć już coś, co nie pozwala mu latać dookoła domu.
– Jak się z tym czujesz?
P (Piecyk): [wzruszenie, płacz]
Ja: Właścicielka chce, żebyś już poszedł dalej, żył nowym życiem. To nie brak miłości.
P: Nowym?
Ja: Teraz chodź wyżej i zawołamy tego przebierańca. [Tutaj trzymam ręce przed tymi dwoma istotami. Kotem i… goblinem, który podawał się za zwierzę.]
– Poszukam twojej duszy.
P: Duszy?
Ja:Ciebie „z wyżej”.
3. Trzeci etap: Połączenie z duszą grupową
Mam twoją duszę i duszę zbiorową wyżej. Polecimy tam razem i sam sprawdzisz, czy to jest to. Będziesz czuł, bo to dom.
[po chwili]
Zaczął skakać, cieszyć się, serce puścił mocno. To tak wygląda – jakby wiele kulek wyleciało z tego „domu” i on „lata z nimi”. Nawet już nie patrzy na mnie. Odczuwa miłość.
Lecę nad ten dom. Rozmawiam z duszą grupową. Całkiem sprawnie, bo ma sześć ciał zindywidualizowanych – od ciała fizycznego do buddhi.
– Co dalej z Piecykiem?
DG (dusza grupowa): Nie wiem, co chce robić.
Ja: No, teraz lata z pozostałymi.
DG: Mam go wchłonąć, mam go odbudować, uleczyć?
Ja: Ty jesteś duszą?
DG: Ale ty jesteś przewodnikiem.
Ja: Nie lubię z duszami grupowymi, bo wy tak zawsze. Z definicji raczej scalenie doświadczenia jego, rozbudowa o to, co już inni wiedzą, dalsze wcielenie.
DG: Niech się pobawi jeszcze chwilę. Oni w ten sposób się uczą.
[ciągle lata jak kulka z innymi]
Ja: Trzeba uleczyć, bo tu chyba całe pas poszedł, dużo ciemnych punktów, organy.
DG: Wołam. Obserwuj.
Ja: Kulki wlatują do duszy grupowej – tu gęstość atmaniczna. Tak grzecznie, trochę jak w przedszkolu, ustawiają się w szeregu. Dusza grupowa łączy wszystkie w jedno, modeluje i wzrasta.
[po chwili]
– O, czekałaś na mnie, żeby mi to pokazać?
DG: Tak, taki impuls dostałam „z góry”.
4. Czwarty etap: Nowe formy i nowy początek
Ja: Właśnie widzę, bo to jest akt wzrostu kolejnego ciała – tu atmanicznego waszego. Będzie to ciało zindywidualizowane. Czyli jeśli Piecyk zejdzie niżej, będzie korzystał już sam z funkcji tego ciała, a to już spokojnie ciało człowieka.
DG: Nie tylko. Mam nawet jedno wcielenie w ciało człowieka… w Indiach, ale średnio sobie radzi.
Ja: Trudno opisać, ale wszystkie „kulki” (wcielenia) się reorganizują, wzrastają, wymieniają wszystkimi swoimi przeżyciami, ale ponieważ to poziom atmy – chodzi o głębsze uczucia, emocje.
[po paru minutach]
Ja: Gotowi są. Cząstki wylatują z tego poziomu. Szukam Piecyka.
Mam. Taki większy „mężczyzna”. Zmienił lekko formę.
DG: Tak.
Ja: Co teraz?
DG: Nie wiem. Oni są gotowi, ale nie Ziemia.
Ja: Nie. Ziemia absolutnie. TOP 3 najgorszych planet z wielu Wszechświatów. To już jest osiągnięcie. Może kilka z tej rodziny w jedno miejsce?
DG: Może być.
Ja: Tylko, co wy potrzebujecie. Badam was, wasze potrzeby, marzenia. Hm.
Piecyk przez życie obok intelektualnej właścicielki, arystokratycznej również – on chyba potrzebuje… już wiem.
Teraz jaki system i gdzie. [patrzę na swoją monadę]
Mam podświetlenie.
Szkraby lecimy. Gotowi?
P (Piecyk, ale nie ma już formy kota): Ja tak.
I (inni): Tak. [Takie młode, ciekawe przedszkole.]
Ja: Chodźcie w moje pole – bańka kwantowa i skok. 1, 2, 3.
[po chwili]
Ciekawy system. Tutaj już podlecieli strażnicy.
Nikodem – mam nowe towarzystwo. [skanują moją energie, przepuścili nas]
System pilnowany. OK, to lepiej.
Lecimy teraz wokół tej planety.
I plan jest taki: część z was faktycznie wciela się w ciała – tych tutaj istot, takie niskie, ale mądre, mają swój język. Pozostali w formy chmur, deszczów, błyskawic.
Kto i co wybiera?
P: No, ja ciało.
[Wielu też ciało.]
Ja: Reszta – takie dziewczynki, bardziej w duchy pogotowie i inne. Zapraszamy Opiekunów tego, bo zmienicie formę zaraz. Piecyk… patrz.
Takie długie, przeźroczyste istoty podleciały i zaczęły formować dla nich ciała – mocno eteryczne.
[po chwili]
Reszta z Piecykiem za mną. Będziemy szukać wam rodzin. Różne miejsca, miasta, bo chodzi o dywersyfikacje doświadczeń.
Piecyk ty na końcu. Obserwuj.
P: OK.
Ja: Tu jest – takie miasto wieża. Jedno z was – leci. Rodzina czeka.
[Patrzę jak się tutaj rozmnażają. Jest faktycznie płeć męska i żeńska, ale część subtelna jak kulka wlatuje w ciało taty, potem w mamę, ale formują ciało fizyczne w jaju… chyba]
Lecimy dalej. Mam trzy kulki jeszcze. Na północy takie miasto. Rodzina wyższa, tak 1,5 metra wysokości. Kulka wleciała. Widać, że brakuje im ciał (dusz) w tym Układzie.
Jeszcze dwie. Na prawo…..
P: Oni się tak cieszą?
Ja: Tak, bo to radość, ja tak słabo opisuję, bo jestem zmęczony i nie reaguję na to, co oni przeżywają, ale kreacja, czysta kreacja, zmiana formy jedną w drugą, ewolucja świadomości. Nie ma większej radości.
Mamy kolejną rodzinę. Znowu wlatuje. Lecimy teraz z Tobą na samo południe. Stolica.
P: [zdenerwowany]
Ja: [Tutaj pokazuję rodzinę]
P: Mam nie być kotem, szybkim, mam nie polować już?
Ja: Będziesz, bo to są też łowcy, ale mają język, uczucia, żyją zgodnie z naturą. Nawet jest trochę technologii. Nie takiej, jak na Ziemi, ale jest. Poczuj ich, popatrz na nich, zbadaj ich.
P: Chyba mogę.
Ja: Leć, obserwuję. Będę tutaj stał.
P: [Rośnie w ciele ojca i matki, oni tworzą taką kulę przed sobą i kula zamienia się w jajko. Dziwnie, jajko nie wychodzi z ich ciał – nikt nie rodzi, a materializują przed sobą. Kosmos.]
Piecyk formuje się w tym jajku. Trochę „wykluwanie” potrwa. Dlatego wylatuję z tej orbity i lecę do opiekunów tego miejsca. Stoją nad poziomem mentalnym. Obserwowali, co robimy.
Ja: Tak cicho obserwujecie?
O: Badaliśmy Ciebie. Jesteś z Ziemi?
Ja: Tej Ziemi. Tak!
O: Jeszcze się nie pozabijaliście?
Ja: Nie.
O: Nie masz emanacji człowieka, agresji, tego, co tam jest?
Ja: A czemu miejsce ma mieć wpływ na mnie. To ja jestem miejscem.
O: Zgadza się.
Ja: Chcę zobaczyć Piecyka po „wykluciu”. Puścicie czas?
O: W przyszłość?
Ja: Tak.
O: Możesz, ale bez zmian.
Ja: Tylko odczyt.
O: Śmiało.
Ja: Mam. Lecę do niego. Rok minął. Szukam jego wibracji. Ciekawe czy mnie pozna, zaraz coś powiem do jego części subtelnej. Hej?
P: [patrzy takie oczka dziwne, śmieszne. Część subtelna przyjęła formę taką, jaką ma ciało fizyczne]
Ja: Poznajesz mnie?
P: Tak. Dałeś mi dom, ten dom, to miejsce, rodziców.
Ja: Nie byle jakich – ważne figury. Pamiętasz Ziemię, właścicielkę?
P: [tak ucieszył się, ale jednocześnie poczuł ból]
Ja: To jest trauma, którą tutaj uleczysz. Niestety – przeszłość w nas zostaje i wpływa. Zostawiam Ciebie. Baw się dobrze i wracam do „mojego czasu”. Najważniejsze to fakt, że PAMIĘTA!
O: I jak?
Ja: Nie wiem czy nie za szybko go spytałem o Ziemie.
O: Poradzi sobie, bo ma mądrych rodziców.
Ja: Czegoś chcecie ode mnie?
O: Pewnie, dużo jest do zrobienia tutaj.
Ja: Co? Dajcie to, co jest do naprawienia, wypełnienia, bo brakuje energii i uleczenia.
O: Cała lista.
Ja: Wołam dwa Celestiale do siebie.
O: To prawda że dysponujecie przeogromną energią, prawie nieskończoną?
Ja: Tak. Jak obaliliśmy bogów i ich zastępców, z samego tego tytułu powstało tryliony kwantów. Plus przez reakcje i rozrost Uniwersum – powstały tysiące razy większe zasoby energii. To są dwa Celestiale. Daję im listę.
Celki (taki mój skrót): Dużo, dlatego tutaj tak ciemno. Należy wpuścić ponad 15 miliardów kwantów, naprawić. Potrzebne są większe ilości.
Ja: Wołamy pozostałe.
O: [radość, ogromna radość]
Ja: Takimi służbami jesteśmy. Walczymy, kosimy, kasujemy, ale też przebudowujemy i odbudowujemy.
O: [Zaczęli wręcz płakać]
Ja: Cofamy się. Niech Celestiale to zrobią – specjaliści. Kiedyś sam musiałem to robić, ręcznie.
Celestiale tej wielkości, bo to Czerwone, przebudowują strukturę całego Układu tego Systemu. Od gęstości przyczynowej aż po fizyczną. Chociaż ten świat posiada trochę magii i właśnie łatwej materializacji myśli – stąd to formowanie się jajek.
I jak?
Celki: Już prawie. Planety wchłaniają, słońce wchłania, orbity przywrócone. Wszystkie rupiecie kosmiczne, subtelne rozpuszczone. Dopływ energii już jest.
Ja: I jak?
O: [Cieszą się, bo cały świat wyjaśniał.]
Ja: Teraz będziecie bardziej widoczni, więcej dusz się znajdzie do wcielenia w tym świecie, bo piękny. Tu jeszcze system ochrony ustawiamy, bo zawsze znajdą się pasożyty.
O: Dziękujemy. Nie wiemy, co powiedzieć.
Ja: Dbajcie o to. Wracam do siebie.
Celki: My też.
Ja: Jeszcze stanę przed duszą grupową Piecyka, bo ona zawsze w tym samym miejscu. I jak?
DG: Dziękuję za pomoc. Mam kontakt z tym miejscem, gdyby nie przebudowa tego systemu, to kontakt byłby utrudniony albo nawet niemożliwy.
Ja: Zgadza się. Niestety taki system. Jakby inne rasy go wygrabiły. To samo jest na Ziemi. Jeszcze coś?
DG: [myśli]
Ja: Struny na poziomie wyższych gęstości, czy wszystko jest Twoje? [Tutaj odczytałem potrzebę niewerbalnie.]
Lecę.
Masz trzy obce – wyciągam. [Tutaj dusza grupowa i monada zbiorowa – miały obce wpływy, taka ingerencja co i gdzie ma robić. Ewolucja wymaga, żeby sama decydowała.]
Już.
DG: Lżej. Dziękuję.
Ja: Wracam. Pa.
Po słowie
Taką pracę zapewne szybko się czyta, ale trwa ona czasem nawet do trzech godzin. W tym przypadku kot nie tylko wrócił do swojej duszy grupowej, ale część jego rodziny duchowej skierowała się do nowego świata. Jedni wcielili się w ciała większych istot, część w istoty mniejsze, a pozostałe stały się chmurami, duchami pogodowymi czy nawet duszkami eterycznymi. Dzięki takiej dywersyfikacji doświadczeń cała dusza grupowa wzrośnie i zacznie się indywidualizować w kierunku większych form.
Widać również, że Opiekunowie tego miejsca najpierw mnie sprawdzili, przepuścili, ale też chcieli pomocy. Tym się właśnie zajmuję – przebudowami całych systemów.
