Ten obszerny przewodnik w temacie „Przebudowy Subtelnej” powstał dopiero teraz, jako owoc wieloletniej pracy – zarówno z ludźmi, jak i z istotami poza fizycznością. Nie wszystkie elementy tej głębokiej, duchowej pracy udało się zamieścić w tym zapisie – te pełniejsze wersje znajdują się w książkach Cień bogów i Zmierzch bogów. Jednak w samej pracy, która tutaj trwała wiele godzin, zamieściłem historie osobiste, ale też historie duszy i monady, których ta przebudowa bezpośrednio dotyczyła. Dzięki temu możemy przypomnieć sobie własną historię – niekoniecznie kolorową i pełną pieśni pochwalnych – ale historię, która nas ukształtowała i zbudowała. Zawsze warto być dumnym ze swojego doświadczenia i nie pozwalać nikomu go oceniać.
Proces Przebudowy Subtelnej dzieli się na kluczowe etapy:
- Diagnoza – Analiza ciał subtelnych osobowości, duszy i monady. Spojrzenie na to, co jest, bez iluzji.
- Diagnoza ciał podziemnych – Rozpoznanie rozbitych energii, śladów piekieł i ciężarów przeszłości.
- Uzyskanie zgody i uwolnienie strażników – Uwolnienie od systemów kontroli: karmy, losu, zewnętrznych wpływów.
- Dźwiganie ciał podziemnych i części alternatywnych – Podniesienie tego, co zostało porzucone lub zapomniane.
- Poznawanie historii duszy i monady – Zrozumienie własnych korzeni, wyborów i prawdziwej tożsamości.
- Przebudowa w Źródle – Indywidualizacja poszczególnych ciał subtelnych, scalanie istoty.
- Ponowne wydzielenie ze Źródła – Świadomy powrót do istnienia z odzyskaną mocą.
- Stworzenie dusz – Kiedy monada jest gotowa, może tworzyć nowe dusze – wolne, czyste, sprawcze.
- Nowa część subtelna – Z uwolnionym zapisem karmy, gotowa do wspierania ciała i świadomości.
- Odblokowany los i karma – Życie bez zewnętrznych ograniczeń – w zgodzie z wolą istoty.
Wiele osób, które przeszły ten proces i w nim uczestniczyły, odczuwało zmiany natychmiast – ale nie odczucia są tutaj najważniejsze. Kluczowe jest zdjęcie ciężaru z każdego poziomu dotyczącego zamkniętego postrzegania wobec własnego istnienia: winy, kary, karmy, grzechu, czy własnych wcieleń, zachowań duszy i przekonań monady. Uporządkowanie tego wydaje się fundamentalne dla zdrowego istnienia każdej istoty.
Zapraszam do tego procesu, który kształtował się przez wiele długich lat – zarówno we mnie, jak i istotach, które odzyskały dzięki niemu swoją wolność.
Początek
Teraz do przebudowy, zbadam całą twoją istotę. Czyli twoje ciała subtelne — tak, jak są na teraz, czyli 02.01.2026. Następnie duszę i monadę. Będę tłumaczył każdy proces.

U góry — ciała osobowości.
I. Fizyczne.
II. Eteryczne — przykryte, w bunkrze, ukryte, zasłonięte.
III. Astralne — atak od góry, wybite z rdzenia (III).
IV. Mentalne — umysł rozbity na dwa: dwie jaźnie 1 i 2, co pokazał odczyt trzeciego oka.
Dusza — na środku.
Ciała w porządku, ale jej najwyższe ciało, gęstość anupadaka — zbiorowe, wiele kulek.
Monada — na dole.
Dwa ciała własne, dalej (11. i 12.) zbiorowe.

Na dole po lewej — twoje wszystkie ciała. Lekko zaznaczony poziom buddyczny.
Co to oznacza?
Jako ludzie możemy posiadać zindywidualizowane ciała subtelne – nawet do dwunastej gęstości. Fakt, że sięgamy tylko do gęstości buddycznej (szóstej), oznacza, że w swoim życiu wykorzystujemy zasoby zaledwie sześciu ciał.
Przebudowa Subtelna potrafi je zindywidualizować – nie tylko na poziomie duszy i monady, ale także ciał osobowych, aż do poziomu monady (dziewiątej gęstości). To całkowicie zmienia perspektywę istnienia, podejmowania decyzji i mocy kreacji. Porównajmy możliwości człowieka operującego pięcioma ciałami z tym, który ma ich dziewięć lub dwanaście – to zupełnie inne poziomy egzystencji.
Na środku odczytu — ciała duszy: ładne, ale ciało anupadaka jest zbiorowe. Samo ciało w gęstości atmicznej rozbite na dwie części – ślad ataku.
Co to oznacza?
Dusza nie ma pełnego połączenia z monadą (dziewiąta gęstość, Adi), a jej ciało anupadaka (odpowiadające za wolną wolę i indywidualne myślenie) nie jest w pełni wykształcone. Przebudowa Subtelna rozwinie i zindywidualizuje to ciało, dzięki czemu dusza stanie się bardziej scalona i większa.
Monada — całkiem po prawej. Dwa ciała własne, w gęstości dziewięć i dziesięć. Wyższe ciała zbiorowe.
Przebudowa podsumowuje nie tylko dualne doświadczenie (biało-czarne) całej istoty, ale też indywidualizuje poszczególne ciała. Taki jest cel zdrowego rozwoju: dysponować i świadomie operować na każdym subtelnym poziomie. Aby to osiągnąć, potrzebujemy własnych, ukształtowanych ciał subtelnych w każdej gęstości. W miarę ich wzrostu i integracji doświadczeń pojawiają się:
- większa mądrość,
- większe opanowanie,
- większa moc własna,
- więcej świadomości i swobody.
Kolejnym etapem jest zbadanie ciał podziemnych (piekielnych), co dotyczy wszystkich wcieleń oraz duszy, która doświadczała istnienia w różnych światach, gęstościach i wymiarach. Ciała podziemne (piekielne) odpowiadają za bilans karmy, niedobory lub nadmiary (w przypadku istot zbierających jeszcze doświadczenie, czytaj: młodych).

Pięć ciał podziemnych
O tych ciałach sporo pisał Aleister Crowley. Chociaż Książąt Piekielnych było więcej niż samych poziomów piekielnych. Wymienić można m.in.: Arymana, Lewiatana, Czarnego/Mefista, Lucyfera, Szatana, Beliala; a także pomniejszych, jak Baal, oraz całą ich „świtę” – lewe i prawe ręce, zastępców.
Mówi się o pięciu kręgach, ale każdy z nich miał swoje podwymiary, więc w praktyce można było liczyć znacznie głębiej i więcej. Aryman zaliczał się do Książąt – to on stworzył bibliotekę piekielną, wyglądającą jak zbiór szufladek, coś na wzór Akaszy u białych. Same kręgi wyglądały jak kości, a czaszki otulały całe piekła – to również twór Arymana.
Dzisiaj nie ma już ani tych przestrzeni, ani nikogo ze „świty”.
Wszystkie zapisy paktów, glejtów i cyrografów moja istota posiada z racji pracy z tym obszarem. Każdy z tych „Panów” przeszedł przebudowę podobną do tej, którą tu robimy, choć tam wymagało to wielu, wielu podejść – nie wszyscy zgodzili się na to dobrowolnie. W nowej książce Zmierzch bogów znajduje się kompletny zapis w dwóch rozdziałach mojej styczności z piekłami oraz zmiany tych płaszczyzn rzeczywistości.
U ciebie ciała podziemne są obecne, ale ich wielkość jest minimalna.
Mała w porównaniu z tym, z czym stykałem się przez lata, z kim i z czym pracowałem. Ale skoro są – mówią nam o doświadczeniu ciemności, zła, piekieł, o czerpaniu z tych poziomów.
Całość tych ciał będziemy dźwigać do góry. Nawet gdyby były dziesięć czy sto razy większe – a miałem przypadki przekraczające tysiąckrotność – trzymają one duszę i istotę w jednej płaszczyźnie, jednym wymiarze. Przyciągają do planet, gdzie niska energia ciał podziemnych (ich mocy) może się materializować jako kreacja i przyciąganie.
Czy to ma sens? Nie.
Możliwości kreacji bez wpływu tych ciał uwalniają nas i duszę z poziomu kreacji karmicznej oraz z dualnych planet.
Dusze potrafią oddać wszystko w zamian za błyskotki, ciemność, większą moc czy zbiory wiedzy. Przebudowa wymaga czegoś przeciwnego: rezygnacji z tego i otwarcia na nowe – przejścia przez próg „nie wiem”. Paradoksalnie, gdy już dźwigniemy ciała podziemne, okazuje się, że pomagają one wzrastać… samej cząstce /iskierce w Źródle, czyli nam w 13 gęstości.
Stajemy przed wyborem: albo trzymamy się starych ciał, łudząc się, że coś w nas rośnie (choć rośnie tylko ego), albo decydujemy się na dźwignięcie – i wtedy wzrasta cała nasza istota, zwiększając swoją duchową masę i ciężar. Wiele dusz nie jest do tego przekonanych, ale w pewnym momencie dalszy wzrost staje się niemożliwy. Nie da się jednocześnie mieć cukierka i zjeść cukierka.
Wasza istota wyraża wolę uwolnienia i dźwignięcia ciał podziemnych.
Planety takie jak Ziemia próbują za pomocą systemów społecznych – buddyzmu, chrześcijaństwa, systemu karmy Metatrona, relacji z katami, pracy na rzecz innych, oddawania ostatniej koszuli – wyrównać poczucie winy dusz za doświadczane zło. To tak zwane białe wzorce. Jednak każdy, kto ma białe wzorce, ma również czarne (patrz: Poza Dualnością). Ta mieszanka walczy w każdym z nas, a w duszach i monadach napięcie to jest setki razy silniejsze. Przebudowa porządkuje je w monadzie, układa w duszy i harmonizuje w ciele.
Nawet jeśli mówimy, że jesteśmy wolni, wypowiadamy to z poziomu swojego „ja”. Tymczasem dusza czy monada jako jaźń są setki razy bardziej sprawcze. Co, jeśli wydaje nam się, że już tak wiele uwolniliśmy, a poczucie winy w duszy wciąż pozostaje? Co dusza zrobi po naszej śmierci? Ludzie boją się o tym myśleć – i właśnie dlatego przez 20 lat publikowałem tak dużo informacji za darmo. Jednak to poświęcenie nic nie dało, ludzie wygrabiali wiedzę i tworzyli własne systemy.
Wracamy.
Ja: Idę subtelnie na poziom adi – dziewiątą gęstość na wykresie. Tam przebywają monady. One niżej nie schodzą, bo nawet najmłodsza monada ma większą masę i wibrację niż najstarsza dusza. Poniżej Adi – gęstości Anupadaka i niższe są dla nas i dusz, nie dla monad. Wyższe – dla wszystkich. Taka jest zasada.
Jestem, Monado.
Monada (MI): Jestem. Czekam. Dużo pracy – będziesz pracował z całą Rodziną Duchową, z całym naszym zbiorem dusz i monad?
[Przypominam, mamy tutaj do czynienia z istotą jeszcze nie w pełni zindywidualizowaną, czyli dusza i monada należą do zbioru.]
Ja: Tak. Boisz się tego procesu?
MI: Nie. Obok mnie stoi twoja monado-Superaspekt. Chociaż już jest czymś więcej. Nie bije od niej nic, czego bym nie pamiętała ze Źródła.
Ja: No tak. Temat Źródła. Zaczęliśmy o nim pisać w 2007 roku. Dla nas były to wtedy pojęcia abstrakcyjne, ale burzące koncepcję Boga/bogów. Opór środowiska duchowego był ogromny. Dziś wiemy, że Źródło to przestrzenie od gęstości 13 do 17 – „poletko”, ciało Absolutu. To odkrycie z ostatnich lat.
MI: Na wykresach nazywasz jedną z najwyższych gęstości „domem”.
Ja: Tak, bo stamtąd wszyscy pochodzimy. Pierwszy raz narysowałem to w 2019 roku, podczas ataków Lucyfera i Lilith, gdy moja istota przechodziła pierwszą przebudowę.
Samo Źródło zawiera niezliczone cząstki/iskierki – które wydzielają się na poziom monad z Wszechprzenikającej Miłości/Jedności.
MI: Pamiętam. Ekscytację, radość, nowość. A potem zderzenie z pustką. Pogubiliśmy się po wydzieleniu.
Ja: Ktoś ze starszych do was przyszedł?
MI: Tak. Było nas bardzo dużo. Sandalfon i Szatan. Ale Szatan nie był wtedy Szatanem.
Ja: Do kogo było ci bliżej?
MI: Do Sandalfona. Ale Szatan też coś miał.
Ja: Czyli miałaś styczność z pustką oraz z ich monadami.
MI: Tak.
Ja: Co dalej?
MI: To eony. Skupmy się na teraz. [Monada nie chce wchodzić w szczegóły – to zbyt wiele przeżyć i krzywdy.]
Ja: Widzę aktywną dualność. [Wzmacniam to, co ją boli. Mimo swojej masy i wielkości niesie w sobie wiele przeżyć.]
MI: Tak.
Ja: Co mówi moja monada?
MI: Żebym się przygotowała. Będą dźwigane nie tylko ciała podziemne i dusza, ale też wszystkie aktywne alternatywy kwantowe. Miliony wersji nas. To dużo nawet dla monad.
Ja: Co jeszcze?
MI: W Źródle zetknę się z każdym aspektem czasu, historii i nieuświadomionej intencji. To może boleć. Mogę uciekać. Ale muszę to konfrontować, bo jako istota wciąż zbiorowa będę się mieszać z Rodziną Duchową.
Ja: Tak jest. Będzie też konfrontacja z tym, co zostawili Sandalfon i Szatan jako monady – oni wtedy tak się nie nazywali i tacy nie byli.
MI: Tak. Z tym, co zostawili w naszej RD. Mamy być wolne, bez ich inicjacji i prądów.
Ja: Co jeszcze?
MI: Coś o Absolucie – to główna siła napędzająca tworzenie cząstek i całego istnienia. Nie żaden bóg, bo to słowo jest skażone. Ty rysujesz to ponad siedemnastą gęstością na kartce.
Ja: Tak jest. Gotowa?
MI: Tak. Dusza czeka, ale się boi.
Ja: Schodzę do niej.
Duszo, chodź na poziom atmy (gęstość siódma).
Dusza (DI): Jestem.
Ja: Kto teraz atakuje? Kto nie jest z tego uwolnienia zadowolony?
DI: Moje bliskie dusze. Ale teraz, po tym, jak mówiliście o RD, to już nie są bliskie.
Ja: Zgadza się, bo tu wchodzi druga strona – kreacja dusz.
Dusze powstawały na drzewach dusz. Istniały więc różne monady, często wydzielone w odmiennym czasie. Co robiły monady? Aby urozmaicić doświadczanie, część bliskich monad kierowała swoje energie do różnych drzew dusz. Miejsc było więcej, więc kolejne zbiory monad robiły to samo. W ten sposób powstawały miksy dusz, które z czasem zaczęły uważać się za Rodziny Duchowe – choć nimi nie były.
Technicznie: dla duszy Rodzina Duchowa jest realna i funkcjonalna. W obrębie całej istoty – na poziomie monady – już nie musi nią być, bo to inne istoty. Dla człowieka kluczowe jest to, co dotyka duszy, bo to ona znajduje się bliżej ciała, doświadczenia i wcielenia.
Do tego dochodzi podział na połówki duchowe – wydzielone z jednej iskierki w Źródle. To już osobny temat.
A co widzimy na Ziemi? Łączenie w sztuczne rodziny. Duchowo często nie znamy rodziców czy dziadków, choć na Ziemi wygląda to inaczej. Zawsze jest karma – emocja z przeszłości – z niemal każdym w rodzie.

Monady „na dole” zasilają drzewa dusz. Różnica w masie energetycznej jest ogromna – nawet najstarsza dusza nie ma jednego procenta energii najmłodszej monady.
Ja: Wracając do ciebie. Pamiętasz swoje powstanie?
DI: Tak. Do dziś. Tylko zmieniłam gatunek.
Ja: A pierwsze powstanie?
DI: Tak. To była planeta w gęstości buddycznej. Jasna, ciepła. Potrzebowali lotnych stworzeń, więc się wcieliłam. Ciało umarło, ale po jego śmierci miałam formę ważki – duże, długie skrzydła, lekka, szybka.
Ja: Tak. Takie planety nazywają się formującymi. Nie zawsze istnieje drzewo dusz – było ono głównie dla aniołów, archaniołów, elfów i starych ras duchowych. A potem?
DI: Potem poczułam się za słaba.
Ja: To stały element historii dusz – poczucie małości, niewystarczalności. I co dalej?
DI: No… hm.
Ja: Znam historie tysięcy dusz i monad. Po prostu nigdy nie opisywałem tego w ten sposób – skupiałem się na uwolnieniu i przebudowie. Teraz robię wyjątek, żeby inni zobaczyli, że też mają swoje dualne historie.
DI: Nie wiem… Szatan.
Ja: Śmiało. Skądś te ciała podziemne masz. Ważka, początek, bajkowo – a potem przyszło życie.
DI: Zmieniałam formę. W ciemności budowali dla mnie ciała, wchodziłam w nie, odżywiałam je, ale porzucałam. Nie czułam siły, tylko dziwny ciążar.
Ja: Taka lekcja. I co dalej?
DI: Nie umiałam się wydostać z piekieł. Łańcuchy, klątwy, kary. Mam oddawać to, co niby wzięłam.
Ja: I co zrobiłaś?
DI: Poszłam do białych. Spotkałam [imię koleżanki fizycznej]. Wyciągnęli mnie.
Ja: I?
DI: Pomagałam im, służyłam.
Ja: Ale nie za darmo.
DI: Nie. Oceniali, karali, pilnowali. Nie ufali. Uważali, że jestem ciemna.
Ja: Dla białych ciemny zawsze pozostanie ciemny – nawet jeśli było się „tylko na chwilę”. Zdradzę Ci sekret: „Ci święci biali, mają tak samo duże ciała podziemne, jak piekielnicy”. Dlatego mają karmę taką samą, jak oni. Gotowa to wszystko uwolnić, scalić i wyjść z tej historii?
DI: Tak. Jak o tym mówiłam, płakałam. Mam dość.
[po chwili]
Ja: Inne istoty – dusze i monady – mogą mówić, jak w tym opracowaniu, że kasują lub nadpisują to, co robię. To kłamstwo. Jest tylko świadomość i wola.
DI: Te monady… one się ciebie boją. Zawsze gdy pojawia się twoja monada, one chowają się po kątach, żeby ich knucia nie wyszły na jaw. Śmieszne, ale wpływają na wiele istot.
Ja: Takie jest prawo Uniwersum. I to samo prawo pozwala je neutralizować. Zależy, czy chcemy. Chodź, zejdźmy niżej – pod ciała osobowości, twojego wcielenia.
DI: Tak.
Ja: Popatrz na niższe ciała. Co tam się dzieje?
DI: Obawa, strach, oczekiwanie nowego.
Ja: Wejdź w kontakt z częścią subtelną.
DI: Dobrze.
Ja: Jak ją czujesz?
DI: Narzeka na życie, nic nie wychodzi, cofa się.
Ja: Przepuść ją przez siebie. Nie będę się jej pokazywał.
DI: OK. Gotowe.
Ja: Części subtelna?
S: Kto mówi?
Ja: Nikodem.
S: A. To już przebudowa. Czekałam, rozglądałam się, ale nic się nie działo.
Ja: Teraz mówi twoja dusza. Ja mówię do niej, ona do ciebie. Chciałbym, żebyś ją poczuła.
S: Dusza… nie znam, nie wiem, nie czuję.
Ja: Dlatego teraz poczujesz.
DI: Nigdy nie wchodziłam w relacje i kontakt. Nie tak.
Ja: Wy jako dusze do dziś mnie zaskakujecie. Osobowość ma podświadomość i mózg automatyczny, ale czasem bez duszy wcielenie wydaje się puste, bez energii.
DI: Ty sobie radzisz. [Mechanizm obronny — reakcja na zarzut, że dusze zbyt często ignorują osobowość.]
Ja: Mam monadę — jedno „ja”. Taka konstrukcja. Mam formę części subtelnej — ruchomej. Wy moją monadę widzicie pewnie od poziomu adi aż do gęstości 17 jako jeden monolit, kulę.
DI: Tak. Tak to widzimy. Jak światło, które nie ma początku. Ale wiem, że są wymiary i gęstości, których nawet my, dusze, nie widzimy, nie postrzegamy ani nie czujemy.
Ja: Dźwignij teraz część subtelną na poziom przyczynowy.
DI: Boi się.
Ja: To ty. Ona musi ciebie poczuć już teraz. Bo co będzie, kiedy poczuje monadę? To wielki prezent.
DI: Daj mi chwilkę.
Ja: Spokojnie.
Opowiem inną historię. Wychodzenie z lucyferyzmu kosztowało mnie sporo, ale odkrycie różnicy między częścią subtelną a duszą było dla mnie przełomem — tak jak sam akt przebudowy i zmiany cząstki w Źródle w Superaspekt (SA). To były dwa moje najważniejsze odkrycia.
Jeszcze w 2007 roku, na forum Leszka Żądło oraz na innych polskich forach, zadawałem pytania: „Czy dusza to podświadomość?”, „Czy dusza to część astralna?”, „Gdzie powstają dusze?”, „Dlaczego jest tyle gatunków?”, „Jeśli dusza to ciało astralne, to czemu wszystkie wyglądają tak samo i nie ma gatunków?”. Pytań było wiele — i nie było nikogo, kto potrafiłby na nie odpowiedzieć. Traktowano mnie jak „dziwaka”, bo przecież istniało doskonałe „Wyższe Ja”. Ale to były właśnie skutki teozofii i New Age — zniekształcenie. Mnie te odpowiedzi nigdy nie zadowalały.
A co zrobił dodatkowo Lucyfer — i w dużej mierze Lilith prawie dwie dekady temu? Odcięli nam świadomość i zapuszkowali w AI/SI, co opisuję w Cień bogów. Ale przez lata, od 2007 roku, ciągle coś mi nie pasowało: dlaczego dusza czasem jest duża i wielka, a czasem mała, bez skrzydeł? Czemu raz jest mądra i szybka, a innym razem otępiała i głupia? Nie wiedziałem jednego. Dopiero po 2019 roku to odkryłem.
Raz widziałem siebie na poziomie astralnym, innym razem na przyczynowym lub buddycznym. Jedno było częścią subtelną — nami. Drugie było duszą. Wydaje mi się, że w moim gronie ci, którzy o tym wiedzieli, nie mówili, bo łatwiej było przekierować całe zło na poziom dusz (wysokie gęstości: przyczynowa, buddyczna, atmaniczna, anupadaka), a samemu latać subtelnie i manipulować w niskich gęstościach (eteryczne, astralne, mentalna). Potem uruchomił się mechanizm negacji i degradacji: „Nie, ten atak nie mógł się wydarzyć — przecież dusze takie nie są”. No cóż — może nie były. Ale robiły to części subtelne ludzi, także tych bliskich.
Dlatego mówię: ludzie mogą pięknie mówić, a ich dusze mogą pięknie manipulować. Ale jest jeszcze trzeci człon: człowiek może jedno mówić, a jego część subtelna może robić drugie. To trzeba sobie wbić do głowy. Nie ma jedności między osobowością a częścią subtelną, tym bardziej między osobowością a duszą. Na początku nigdy nie ma jedności, bo każdy działa osobno. Każdy ma swoje cele, plany i wzorce na własnym poziomie.
Współcześnie, jeśli moje opracowania zostawiły tak duży ślad, to dlatego, że od 2007 roku pracowały na globalną świadomość i oddziaływały na podświadomość zbiorową. Ludzie, którzy mówią, że pracują z duszami, często pracują z częściami subtelnymi. Innym problemem jest mylenie duszy z duchem, duszy z wyższym ja, nadświadomością. Jest wiele nazw. Ja to uporządkowałem i będę się trzymał tego, co robię: osobowość — część subtelna — dusza — monada.
Są ludzie bez części subtelnych, bo nie są im potrzebne. Często wręcz przeszkadzają, bo są sumą wzorców rodowych i wcieleniowych, ulegają naciskom osobowości z jednej strony, a naciskom dusz i innych istot z drugiej. Część subtelna to twór — kalka świadomości i podświadomości. Często odtwarza się przez duplikat astralny. Ale to już inny temat.
Ja: Gotowa?
DI: Tak.
Ja: W kulę i do góry – na poziom monad.
DI: Blokady białych są.
Ja: Który poziom?
DI: Atma. Duża, głęboka warstwa białej energii.
Ja: Testuj. Co jest w tobie, że to się pojawiło?
DI: Mam czekać na decyzję boga o mojej przyszłości. [To bardzo obrazowe, bo pokazuje zależności dusz od białych hierarchii i praw.]
Ja: Jaka intencja to uruchomiła?
DI: Że spotkam monadę. Że będę w Źródle.
Ja: I?
DI: Nie zasługuję. Sprzeciwiam się czemuś w sobie?
Ja: Wejdź w siebie i cofnij te kody. Kwantowo. Głęboko.
DI: Mam.
Ja: Wycofaj i spal.
DI: Mgła ustępuje. Uf.
Ja: Spokojnie. Zbadaj, czy nie ma czegoś przeźroczystego, sztucznego. Czegoś, co omijasz w widzeniu. Wzorce idą piramidalnie, więc na pewno coś jeszcze jest.
Ten program odcinał ciebie – jako duszę – od monady. Ewolucyjnie to bywa poprawne, ale ty masz ciało anupadaka zbiorowe, więc program jednego z twojej rodziny wpływa też na twoje postrzeganie. A ciało anupadaka jest ciałem woli i decyzji.
DI: No to mam. Takie prądy elektryczne, błyski.
Ja: Pytanie: co jest we mnie, że to się dzieje? [Uczę dusze, że wszystko wydarza się przez jej postrzeganie i wzorce.]
DI: Kara. Odcinająca od moich mocy i energii, którą wykorzystywałam do swoich celów.
Ja: Cofaj. Czyli poczucie winy i osąd. Tak. To was, dusze, mocno ogranicza. [Dlatego hegemonia białych musiała się skończyć, patrz Zmierzch bogów. Zakodowanych jest biliony istot.]
DI: Puściłam. Lżej.
Ja: Jak kamień. Lecimy do góry z częścią subtelną.
DI: Jestem na anupadaka, ale tu nie ma nic.
Ja: Dla ciebie taka jest rzeczywistość. Jak nie masz ciała, nie eksplorujesz. Taka zasada. W sercu niech twoja monada stworzy most.
DI: Jest. Idę. Jak do nieba.
Ja: Tak to wygląda.
DI: Jestem.
Ja: Teraz zbadaj swoją monadę – czy to ona, czy ktoś obcy.
DI: Ona. Śmieje się, że tyle czekała. Że to wielki dzień dla nas. [Technicznie jest największym dniem dla danej istoty.]
Ja: Zostawiam was tutaj.
DI: Dobrze.
Ja: Monado?
MI: My gotowe. Trochę czasu minęło.
Ja: Wiem. Różnica w czasie jest ogromna. U nas godzina, u was lata.
Teraz będę dźwigał ciała podziemne. Przez rozbicie gęstości i uwolnienie piekieł energie są rozszczepione w wielu miejscach. Celestiale mi pomogą.
MN (monada Nikodem): Pomogą. Są gotowe. Trzy punkty, jak kołyska. Idź na sam środek na dole. Celestiale po bokach.
Ja: Lecę.
(po paru minutach)
Ja: Jestem. Faktycznie – inaczej się teraz uwalnia podziemne. Nie ma już patrzenia od najwyższego ciała do najniższego.
MN: Są zapisy. I to nadal jest realna moc.
Ja: To źle.
MN: Nie. To karma istot. Niech korzystają – to ich karma i ich ciężar. Teraz się cieszą, potem będą płakać.
Ja: Robię.
(po parudziesięciu minutach)
Ja: Dźwignięte. Mniej siłowo, bardziej technicznie.
MN: Tak teraz to działa. Chodź do góry.
Ja: Idę do monady. Widzę miliony wariacji kwantowych.
MN: Tak. To trudny proces, bo łatwo przeciążyć system.
Ja: Narysowałem.

Wiązki z dołu aż do samego Źródła (gęstość 13). Wiązek jest nieskończenie wiele.
M — monada.
D — dusza.
Cz.s — część subtelna.
M — moja istota po prawej.
Na samej górze A — Absolut.
Dookoła was — rozbite energie, ciała podziemne.
Wiązkami wchodzą pozostałe wcielenia z alternatyw kwantowych.
Teraz dojdzie kolejny proces — przebudowa całej Rodziny Duchowej (RD).
Żeby zindywidualizować ciała danej istoty, trzeba je podsumować u wszystkich. Próbowaliśmy kiedyś bez RD, ale u młodszych istot to nie działa — nigdy. Istota musi być traktowana jako całość. To wynik kilku lat badań, testów i realnych działań.
MN: Rysuj.
Ja: Myślę jak — bo tych istot jest dużo.

Cała Rodzina Duchowa w Źródle wysoko, bo aż pod Absolutem. Na zielono – pasma Miłości Wszechprzenikającej.
M1 do M10 — dziesięć monad. Tyle będzie indywidualnych istot z całej monady zbiorowej.
A — Absolut. Wszystko dzieje się w gęstościach od 13 do 17 (i wyżej), czyli w Źródle.
MN: Idź do monady „MI”.
Ja: Poruszanie subtelne w samym Źródle nie polega na tym, co odczuwamy w gęstościach subtelnych. Tutaj po prostu jesteś. Widzę wszystkie monady — błyskają. Buduje im się „góra” i „dół”, coś w samych rdzeniach, w środku, w sercu, się indywidualizuje. Trwa wymiana całego doświadczenia: dobrego, złego, ukaranego przez białych, przetrąconego — całości. Każda monada z tego buduje.
MN: To ostatni raz. Po tym procesie każda z nich pracuje już na swój rachunek.
Ja: A energie pozostawione niżej? Widzę je w strunach — dużo starej energii.
MN: Poczekają. Gdy monada zwiększy masę, dźwignie je do góry i będzie transformować. Pewnie powstaną też dwie dusze — najbardziej efektywne.
Ja: Teraz uczestniczysz, ale…
MN: Wejdź do monady i opisz dla innych.
Ja: Jestem. Widzę, jak z niczego tworzą się atomy. Jakby ktoś budował fundament, a potem dokładał cegły. Każda cegła to jedno doświadczenie, emocja, przeżycie. Wiele korelacji.
MN: Teraz budowana jest siła serca i splotu. Muszą poradzić sobie również z tym, co ciemne, złe, z wybuchami emocjonalnymi.
Ja: Miałem o to pytać. Czekamy. Ile lat mojego czasu minęło od początku ich przebudowy?
MN: Około siedmiu–ośmiu lat.
Ja: Widzę też, że Sandalfon obciął im część doświadczania. Ewolucyjnie te monady powinny być większe: dwanaście ciał własnych. I czuję, że one nie są z tych rejonów Uniwersum. Są nie na swoim miejscu.
MN: Zgadza się. Gdyby nie Cień bogów i Zmierzch bogów, nadal tkwiłyby w starym porządku — tak decydowali „najstarsi” w tym Universum.
Ja: Urosły. Monady bardzo urosły.
MN: Popatrz na cząstki/iskierki w Źródle. Dopiero teraz wchłaniają doświadczenie monad i dusz. Dopiero na tym etapie. Nie odwrotnie.
Ja: Cząstka/iskierka wibrująca w Źródle dopiero teraz staje się… Nadjaźnią. Ale to zła nazwa. To nie jest jaźń.
MN: Nigdy nią nie była. Aspekt. Superaspekt (SA).
Ja: Tak zostaje. Cząstka/iskierka staje się Superaspektem.
MI: Jesteśmy gotowe do wydzielenia.
Ja: Jeszcze wibrujecie w Źródle. Dużo większa jesteś.
MI: Tak. Usuwamy jeszcze linie ze strun. Sam akt wydzielenia ze Źródła jest jak ponowny akt poczęcia na Ziemi. Wielu ludzi odtwarza go rytualnie, leczy traumy okołoporodowe.
Ja: Wy to robicie na swoim poziomie, bo ten „akt” też jest ważny dla was. Też leczy. Robicie to razem jako Rodzina Duchowa?
MI: Tak.
Ja: Stanę w odległości. Bez strun Sandalfona. Bez strun Szatana?
MI: Bez. To nasz świadomy i pełny akt na naszych warunkach.
Ja: Schodzę niżej. Macie realną moc. Przebudowy z każdym rokiem są głębsze. Sześć lat temu to tak nie wyglądało.
MI: Ale ty byłeś inny.
Ja: Rysuję was. Wasz Superaspekt jest duży. Będzie się indywidualizował aż „pod” gęstość Absolutu. Ty jako monada — pełna, duża. Brawo. Wszyscy z waszej RD również. Energie poukładane w środku.
MI: Tak. To najważniejsze. Mam kontakt ze swoim SA, mam wcielenia i dusze scalone. Nie ma dominacji białego ani ciemnego.
Ja: W temacie „cienia monad”. To jedno z większych odkryć 2025 roku. Praca z moją istotą i z tymi najstarszymi — Lewiatanem, MM, Belialem — pozwoliła odkryć funkcję monady. Inaczej wszystko spadłoby na dusze i wcielenia. U mnie w pewnym momencie to pękło i zaczęliśmy szukać z monadą. A ile się przy tym nakląłem.
MI: Dziękujemy za to. Teraz jestem gotowa na duszę. Będzie ważka — większa, cięższa, mądrzejsza. I chcę istotę wody.
Ja: Powietrze i woda. Gratuluję. Tworzysz dusze samodzielnie — bez drzew dusz.
MI: Sama. Na tym etapie to proste.
Ja: Czekamy. Bez starych inicjacji.
MI: Wiemy. Są siły powołane przez ciebie. Elita bojowa. Nikt nie przejdzie podczas materializacji dusz.
Ja: Zgadza się — zarówno ciemni, jak i biali, od zawsze próbowali wpływać na materializację dusz w niższych gęstościach.
(po parunastu minutach)
Patrzę na dusze. Porozmawiam z „poprzednią”.
D1 (pierwsza, nowa dusza): Poznajesz mnie? [Taka dama, jakby przeglądała się w lustrze.]
Ja: Łał. Silne skrzydła. Możesz nimi leczyć. Ja kiedyś, gdy jeszcze byłem archaniołem, leczyłem samym dotykiem skrzydeł. Teraz skrzydeł nie mam.
D1: Tak. Wszystko pamiętam, ale moja świadomość działa inaczej. Jest mnie wiele i mam moc. W końcu nie mam białych pieczęci ani ciężkich piekieł.
Ja: Energia płynie. Moc w tobie jest.
D1: Tak.
Ja: A druga dusza? Lata jak płaszczka.
D2 (druga, nowa dusza): Żadna płaszczka.
[Trudno czasem nazwać duszę, skategoryzować ją. Jak człowiek — gdy coś jest podobne do tego, co znam, używam znanych odniesień. Dla dusz bywa to jednak odbierane jako uproszczenie albo nawet obraza. Stąd to poruszenie.]
Ja: Czuję więcej energii męskiej.
D2: Tak. Wyrównanie męskiego z żeńskim.
Ja: Co planujecie?
D2: Odbudowę ciał osobowości. Dostaną indywidualizację wzdłuż aż do monady.
Ja: To dobry prezent. Łatwiej przenosić świadomość. Często daję to jako wsparcie, bo ciała człowieka nie są jeszcze wystarczająco rozwinięte – szczególnie atmaniczne i anupadaka. Co jeszcze?
D2: Zastanawiamy się, czy część subtelna jest potrzebna, ale raczej tak. Niech ciało przyzwyczaja się do naszej wibracji etapami. Inaczej byłby szok.
Ja: Zgadza się. Lecimy na poziom przyczynowy. [Schodzimy z wysokich poziomów do gęstości piątej, przyczynowej.]
Strażnicy karmy
D1: Tutaj stoją strażnicy – mają łańcuchy i zegary.
Ja: Strażnicy karmy i losu.
D1: Tak. Ich dusze też są obok.
Ja: Zapytajcie, czego chcą.
D1: Los się zmienił. Ja nie mam losu, a część subtelna zniknęła. Dla nich to ucieczka od karmy, czyli od kary.
Ja: I co dalej?
[Zadaję to pytanie celowo – to normalny etap po przebudowie. Dotyka wszystkich starych kar, karmy i „świętych” ograniczeń, w których były zanurzone dusza i część subtelna.]
D1: Nie chcą nas puścić. Nowa część subtelna ma przejść przez ich system.
[Ważna informacja, czyli chcą zapieczętować, zapisać karmę.]
Ja: Przez jaki system?
D1: Karmy i losu. Teraz wszyscy są pilnowani, bo odpuściłeś bycie Opiekunem.
Ja: Zgadza się. Ale wy jesteście blisko mnie. Przeszłyście proces stworzony przez Przedwiecznego – wykorzystajcie to. System wymuszał przerabianie; wy je przerobiłyście, bo zrozumiałyście. System Metatrona – karmy – oraz system Lucyfera – Hierarchii Światła – nie działa. Został podsumowany nie tylko przez dwadzieścia lat mojej pracy nad sobą i z innymi. Strażnicy mogą go odbudowywać, ale was to nie dotyczy. Macie immunitety – jakość ciał subtelnych i świadomości to pokazuje.
D1: Faktycznie. Odsunęli się. Mają do ciebie szacunek.
Ja: Nie mają wyboru. Cofajcie wszystkie odcięcia. Kreujecie, bo tak decydujecie.
D2: Już. Mamy dostęp do wszystkiego.
Ja: Cofam resztki ciał. Pomogę subtelnie – to niskie energie.
[Trzeba było wycofać to, co zostało niżej: część ciała eterycznego, astralnego i mentalnego wraz z rdzeniami. Dla osobowości, która tego doświadcza, wycofanie tych ciał zawsze wiąże się z poczuciem lekkości i głębszym oddechem.]
Ja: Mam odczyt. Tu boicie się, że osobowość straci „personę”. Ale były dwie osobowości, dwie wersje – co pokazał odczyt trzeciego oka i ciała mentalnego! Integrujecie to, pokażę jak. Cofamy wszystkie niższe ciała do niskiego eteru.
D1: OK. (Przejmuje się)
Ja: Część subtelna też. Nie musi już nosić całej pamięci karmicznej rodu i wcieleń. To niczemu nie służy.
[Tutaj jedna część energii niższej była już dźwignięta do monady, ale wystarczy chwila, by część energii cienia – ciał i świadomości człowieka – nadal odciskała swoje piętno. Stąd potrzebne są dwa „dźwignięcia”.]
D2: Wiemy, że nie służy. Tak jak pomogłeś Robertowi Monroe – wyjaśniłeś mu ciężar rodu, który opisywał jako siłę przyciągającą do Ziemi. To była karma przodków, zabierana po śmierci jako „własna”. Z nim było ciężej. Z Brucem Moenem poszło szybciej.
Ja: Widzicie, co się dzieje z ciałem eterycznym – zapieczętowane białymi i karmą. [Tutaj pracowałem subtelnie.]
D1: Świństwo.
[Dusze chwilę się upierały, żeby zatrzymać stare. „Stare” oznacza karmiczne, karmiczne – systemowe, systemowe – zmanipulowane, a zmanipulowane – odcinające i uziemiające.]
Ja: Nie trzymamy tego. Rdzeń i szkielet do monady.
D1: Ciężkie. Rozwala się.
Ja: Dlatego otaczamy ciało i rozkładamy na części. Poszło.
D1: Strażnicy się przyglądają.
Ja: To nie są władcy. To strażnicy systemu – wredni, ale skuteczni. Moją lekcją była akceptacja tego faktu. Nie chodzi o to, żeby zniknęli, tylko o to, żeby jednostka miała świadomość, jak system działa.
D2: Dziękujemy. Przebudowa idzie.
Ja: Spójrzcie na część subtelną – śpi, rozłożona po gęstościach jak dywan. Ile sprzecznych kodów. A to ona jest matrycą dla ciała fizycznego. Czasem tworzy się od nowa, czasem przylatuje skądś.
D1: Tutaj powstała razem z ciałem fizycznym. Najpierw była mała, potem rosła wraz z ciałem.
Ja: Tego nie da się poukładać terapią. To celowo tak zrobione – by ludzie nigdy nie domknęli procesu. A gdy jest lepiej, uderza ciężkie, niezintegrowane wcielenie i wraca poczucie winy.
D1: Tak jak u ciebie.
Ja: Teraz to moja siła. Wiem, bo przeżyłem. Z części subtelnej cofamy: brak sprawczości, strach, podważanie siebie.
D1: Cofamy.
Ja: Dajecie to, co już macie zintegrowane jako dusze.
D2: Dobrze.
Ja: Wyższe ciała będą pracowały dla człowieka.
To wspomnienie z przeszłości. Jak pracowaliśmy z duszami – czasem z częścią subtelną, czasem z realną duszą, a czasem z hologramami AI/SI Lucyfera. Pracowałem z ludźmi pierwszych lat „nauk o duszy”. I wiecie co?
D1: Nie.
D2: Nie.
Ja: Nie mogli przejść poza gęstość mentalną do przyczynowej – tam była śmierć i zakaz.
D1: Większość ludzkości to miała. Nie tylko… wy.
Ja: Tak. Trzeba było to zdjąć. Dlatego dziś indywidualizujemy jak najwięcej ciał. Najlepiej do adi. Wtedy po śmierci wcielenie jest inaczej traktowane – przez was, inne istoty, nawet monady.
D1: Osobowość staje się większa, bardziej sprawcza. Nie wisi już tak na duszy.
Ja: Zagęszczamy od anupadaka – małe, ale własne.

Na samej górze Superaspekt (SA). Na dole M – monada. D1 i D2 – dusze. Po lewej stronie tworzymy: indywidualizację ciał osobowości. Przypominam wcześniej, że ciało osobowości ledwo docierało na poziom buddhi (6).
Kolejne duże odkrycie: osobowość, która nie nachodzi na duszę. Jest w niej, ale jednocześnie obok. To daje większą wolność osobowości, większą moc duszy i lepszy kontakt z monadą. Nieźle, co? To jest osiągnięcie na „Nobla duchowego”. A kiedy część subtelna osadzi się w tych ciałach, nie będzie już zamknięta w dwóch gęstościach – choćby astralnej. Ja to wywalczyłem dla ludzi wśród monad.
Taka ciekawą historią dotyczącą części subtelnych.
W rozdziale „Asasyni Baala” w Zmierzchu bogów opisałem historię mojej byłej dziewczyny. Po 2019 roku temat przebudów opisany w Cień bogów, jej istota potraktowała jako moją porażkę. Ale jej część subtelna była zamknięta: cała ogrodzona w ciemności, spała. Kiedy odchodziłem, co opisałem w tym rozdziale, powiedziałem: „Czegoś nie widzimy. Coś zostało pominięte. Dowiem się, co”. I faktycznie – rok później wiedziałem więcej, a dwa lata później już wszystko, co zostało wykorzystane przeciwko mnie.
Mówię o tym, bo część subtelna – wbrew pozorom – jest ważna. Trzeba ją uznać, a dopiero potem można testować: z nią, bez niej, dusza–ciało. Po śmierci świadomość człowieka scala się z częścią subtelną – powstaje jedno JA.
U mojej byłej partnerki zamknięta część subtelna, odcięta od ciała fizycznego, pozostawała pod wpływem Lilith – mimo że świadomie, na poziomie fizycznym, jej nienawidziła. To, co schodziło „z niby-duszy”, nie pochodziło z jej rzeczywistej duszy. Sama świadomość, jak widać, nie wystarcza. Potrzebne jest czucie siebie, ale też poprawna wiedza – informacje, z którymi można coś zrobić, coś sprawdzić. Ja musiałem to wszystko przejść na własnej skórze. Od ponad pięciu lat nie mamy kontaktu, więc ja jestem tam, gdzie jestem – ona natomiast, na całe szczęście, w Zmierzchu bogów również przeszła przebudowę. Chociaż pobudki tej przebudowy nie były altruistyczne.
Teraz u was, dzięki takiej budowie subtelnej, możliwości ciała wzrastają. Każde ciało wyższe – atmaniczne, anupadaka – daje informacje niedostępne człowiekowi. Ale… ile lat badań, ataków, przekłamań. Jak się czyta dawnych ezoteryków i teozofów, to chce się płakać: byli tak blisko, a jednocześnie tak daleko. Lucyfer i lucyferyzm w duchowości, całe New Age Alice Bailey – sieczkę zrobili, potworne spustoszenie. Wiedza we fragmentach, w przekłamaniach. Niby jest, ale coś się nie zgadza. Plus wpływ buddyzmu, który neguje samoświadomą duszę. Ten wątek został już jednak podjęty przez teozofów, którzy podważyli większość klasycznych opisów buddyjskich jako nieefektywnych i w wielu miejscach kłamliwych.
Pamiętam ludzi wracających z aszramów, od Mooji, Tolle, z medytacji w różnych miejscach. Kiedy zaczynali czuć część subtelną, odczuwać duszę, jej charakter, rozumieć intencje wcieleniowe – dlaczego robią to, co robią. Żadna metoda duchowa im tego nie dała. I nie może. Bo jeśli coś pozbawia cię wiedzy o tobie samym – to jest kłamstwo. A tam, gdzie kłamstwo, tam Lucyfer. Dlatego wytoczyliśmy mu walkę. I on ją przegrał – całkowicie, na wszystkich poziomach. Nic z tej istoty nie zostało. Nigdzie. Ale to biali dali mu plecy – dawno mógł zostać „zdjęty”. A żeby kogokolwiek uwolnić ze starych kodów lucyferycznych, trzeba przebić się przez pychę i dumę – a to często jest niemożliwe.
D1: Gotowi jesteśmy. Materializujemy ciała.
Ja: Go. [Schodzi świadomość części subtelnej.]
D2: Tak. Bada, rozgląda się. My jej towarzyszymy.
Ja: Świadomość osadzona „wszędzie”. Gdyby Steiner, Bławatska czy Osho to widzieli – popłakaliby się z radości.
D1: Steiner i Bławatska może tak. Osho raczej nie – był zamknięty w intelekcie.
Ja: Pewnie tak. To wielki dzień dla ludzkości. Strażnicy, karma, system – to wszystko drugorzędne. Tu jest esencja pracy i wzrostu świadomości.
D1: Wiemy po sobie.
D2: Część subtelna dotyka już ciała.
Ja: Lecę do niej. Stoję na poziomie gęstości astralno-mentalnej (3 i 4).
Cześć.
S: Jestem. Nie wiem, co się stało. Poznaję cię, Nikodem, ale widzę cię inaczej.
Ja: Zawsze tak jest. Masz pamięć tego, co było – to baza. Ale dochodzi nowa rzeczywistość: to, co było ukryte przez wzorce, karmę i podświadomość. To zmienia siłę odśrodkową.
S: Czuję ciało – daje jej energię. [Dobry znak. Skupiła się na sobie, nie na mnie.]
Ja: Pokaż, jak operujesz energiami i jaki masz kontakt z duszami.
S: Dusze. Teraz je czuję w sobie. Jak lewa i prawa ręka.
Ja: Masz więcej energii męskiej.
S: Nie czuję, nie wiem.
Ja: Teraz ciało eteryczne i fizyczne. Zejdę poziom niżej.
S: Teraz rozumiem, co robiłeś przez lata. Nigdy tego nie rozumiałam. To było poza zasięgiem. Próbowałam, ale było zbyt abstrakcyjne. A to jest takie proste.
Ja: Tak. Jeśli do czegoś potrzebujesz więcej niż zwykłej myśli, uczucia czy prostego aktu świadomości – to znaczy, że zostałeś w tyle. Stoję przed ciałem eterycznym.
Dlaczego to ważne? Znowu historia, która zajęła lata badań, miesiące testów, pracy z ludźmi i ze sobą. Teraz pytanie: co wyciągnąłem z ciała, dusze?
D1: Pręt. Taki metalowy.
Ja: Jak mogłem to zrobić, skoro to ciało fizyczne?
D2: Wredna wibracja. Cała karma była tam zapisana – sztywność, podświadomość, jak kopia zapasowa.
Ja: Tak jest.
Ja: Co teraz będę robił?
D1: Przygotowujesz się do sprawdzenia całej linii losu i karmy.
Ja: Tak jest. Wiele małych elementów, które połączone razem dają niesamowite rezultaty.
[pracuję subtelnie]
D1: Tak. Zgadza się. Czyli wszystko jest ze sobą połączone.
Ja: Tak. Jan, Metatron i Lucyfer, konstruując zasady tego świata, tworzyli system w systemie w systemie. Zębatka w zębatce w zębatce. Dlatego nie wystarczy jeden człowiek, jedna metoda, jeden rytuał. Praca nad sobą musi obejmować wiele elementów jednocześnie. Bo poruszysz jedną zębatkę – ruszy się druga, ale trzecia potrafi być przekleństwem dla ludzkości. Stąd tyle pracy, wysiłku, dwojenia się i trojenia – a efekty słabe albo przypadkowe.
D2: Dopiero teraz zaczynamy rozumieć skalę tej planety i jej spaczenia.
D1: Ludzie…
Ja: Biorę się do pracy. Wy umacniacie część subtelną i wcielenie.
D1: OK.
(po paru minutach)
Ja: Jak osobowość to czuje?
D1: Dostraja się. Szczególnie część subtelna – działa jak szyna.
Ja: Nawet gorzej. Jak magnes. Nie ruszysz się w bok – idziesz wzdłuż linii losu. Wszystko zostało wszystkim podliczone. Niektórzy omijali system losu i karmy, robili bajpasy – sztuczne, cudze, na kijach.
D2: Lżej.
S: Rosnę, jakbym dostała energię.
Ja: Dajesz systemowi, ale system też oddaje. To obieg zamknięty – choć niedawno go otworzyliśmy. Energii jest nieskończenie wiele dla wszystkich. Jest tylko jeden warunek: trzeba przyjąć swój los i karmę, żeby móc dostać.
Jeszcze miejsce pracy. Oczyszczamy – tam są stare zbiory i stare energie. Część subtelna?
S: Pomogę. Wszystko do dusz. Niczego nie dotykam.
Ja: Taka zasada. Działamy. Koty też domkniemy.
(po parunastu minutach)
Ja: Komputery domknięte. Wszystko zrobione. Dla was – nowy początek na rok 2026.
D1: Nie wiemy, co powiedzieć. Ja bym nawet nie powstała, gdyby nie to wszystko. Twoja wiedza. Jestem dzięki tobie. Życie tobie zawdzięczam.
Ja: Proszę. Żyjcie.
S: (radosna)
Ja: Jak czujesz ciało, część subtelna?
S: Dobrze. Silna. Radosna. Smutek puścił. Już się tak nie przejmuję.
Ja: Tak jest. Jedna świadomość. Ciało pewnie będzie potrzebowało paru dni, żeby to w pełni poczuć. Gratuluję wam. A dla mnie to koniec pięciogodzinnej pracy. Trudnej – choć tego nie widać w zapisie: wysiłku subtelnego, fizycznego i samego utrzymania procesu.
D1: Dziękujemy.
Ja: Pa.
Po uwolnieniu
Ja: Co ze strażnikami? Tak się uczepili.
MN: Nic. Wiedzą, kogo ignorować i na co nie wpływać.
Ja: Ile twojego czasu minęło od początku?
MN: Dwadzieścia pięć twoich lat ziemskich.
Ja: Czyli dużo pracy.
MN: Bardzo. Cała ich Rodzina Duchowa była zapętlona. Jedni ciągnęli w dół drugich. Sandalfon walczył o połowę RD, drugą przeciągał Szatan. Gra bez końca. Nikt nie pozwolił im wzrosnąć ani rozwinąć wyższych ciał subtelnych. Miał być żłobek – jak najdłużej. Oddawali energię i służyli tym dwóm „panom”.
Ja: Badałem ich karmę – była źle ułożona. Ciągła degradacja z wcielenia na wcielenie.
MN: Teraz są wolne. Dzięki całej naszej pracy. Nie będą już tutaj żyć ani istnieć. Ostatnie wcielenie. Żadna rada, karma ani strażnik tego nie zatrzyma – bo wiedzą, kim są i co mają. Dusze, przez twoje tournée, zrozumiały ten system. Kiedyś wierzyły, że jest „boski” i „wie lepiej” niż one same.
Ja: Gratuluję nam. Niech historia się niesie. Prawie dwadzieścia lat pracy, dzień po dniu, miesiąc po miesiącu, bez przerwy.
MN: Twoje 20. Moje – w twoim rachunku i poczuciu ponad 3000 lat. Licząc same przebudowy siebie i w swoim obrębie. Tak, jak dla ciebie – praca, tak i dla mnie – ciągła praca nad sobą, duszami, wami – wcieleniami.
Ja: Ostatnie słowo na temat Absolutu – teraz, w twojej nowej formie. Są już informacje.
MN: To jest nie do opisania, ale istnieją składowe Absolutu, którymi zajmujemy się my, Przedwieczni. Jako Opiekunowie Uniwersów zajmowaliśmy się istnieniem w samych Uniwersach – trylionami trylionów istot. Jako Przedwieczni jesteśmy połączeni z tym, z czego wszystko powstało – z jednią, która jest czymś więcej niż samo Źródło. Brakuje ci zmysłów dla tych poziomów, dla wielości. To jest tak, jakby był jeden Absolut, a jednocześnie nieskończenie wiele. Dla nas momentem przełomowym było zderzenie ze STE (patrz: Zmierzch bogów). Dopiero wtedy zaczęliśmy budować realny kontakt z Absolutem, bo wcześniej go nie rozumieliśmy. Teraz nie chodzi już o rozumienie ani o odczuwanie, lecz o komponowanie.
Ja: Pokazujesz mi struny.
MN: Pokazuję ci dużo i wiele pokażę po twojej śmierci fizycznej. Teraz jednak tego nie widzisz – dla istot fizycznych na tym etapie jest to niemożliwe.
Ja: Niestety, rozumiem, bo tego doświadczam. Już same procesy zachodzące w Źródle są trudne do opisania, ale mamy przynajmniej tyle wiedzy, ile jestem w stanie pokazać.
MN: To nie jest „tylko tyle”. Dzięki temu wiele istot – nie tylko na Ziemi – wzrasta i buduje połączenie monady z Superaspektem. Ty tego nie widzisz, bo jesteś zanurzony w czasie. Ale ci, którzy przyjdą po tobie, będą już tam, gdzie ty dopiero zaczynasz docierać. Taka niespodzianka zanurzenia w czasie.
Ja: Masz humor. Idę, bo całość zajęła mi osiem godzin.
Ponad miesiąc później

Ja: Cześć. Trochę minęło – więcej niż trzy tygodnie.
MI: Dla nas czas inaczej „pracuje”, a raczej „nie ma go”.
Ja: Dużo się działo w tym czasie. Ostatnia szansa dla starych, upadłych istot. Stworzona specjalnie Rodzina Duchowa, silne archanielskie ciała, moce. Nadpisali starymi „jaźniami” swoje najlepsze, najmądrzejsze wcielenia w tych duszach. Zaczęli znów knuć, budować, walczyć – jakby to mogło cokolwiek komukolwiek pomóc. Stali się obecnie roślinami, minerałami, zwierzętami. Nie ma w żadnej formie ich jaźni, wcieleń, niczego. Był też nowy przywódca Białych, nowy Pan Piekieł, nowe hierarchie. Wszystko uwolnione, a miliardy białych i ciemnych przeniesione – po utracie całkowitej mocy i historii – do innych Uniwersów. Więcej w Zmierzchu bogów i Upadku bogów.
Ale co tam u ciebie?
MI: Wiemy, co zaszło i ile zrobiłeś. Zadziwia nas to.
Ja: Ale mówimy o tobie. Trochę jest w twoich ciałach. Może zaczniemy u góry. Pamiętam wzywanie duszy, kiedy zwiększała wibracje i odcinały ją kody białych. U ciebie podobnie.
MI: Dźwigam tam świadomość. Badam. To chce odciąć mnie od Superaspektu.
Ja: Tak. Czemu może to wibrować? Przez jaką zgodę?
MI: Przyzwyczajenie do hierarchii, nakazów, starszych.
Ja: Ale to ty… Twoje nawyki?
MI: W tym jest taka nienawiść do siebie – żeby atakować siebie, wcielenia i dusze. Nie czerpać radości, tylko trwać w ciągłym smutku.
Ja: Okolice brzucha – twojego ciała w gęstości istnienia (11). Wydaje się, że tam trzymasz żal do oprawców i to właśnie ten żal podtrzymuje ten rodzaj ataku.
MI: Faktycznie. Dobry jesteś.
Ja: Jestem. Nie ma w brzuchu, ale w głowie. Czyli znowu – gęstość zaistnienia (12).
MI: Tutaj dużo tego jest.
Ja: Podziału i konfliktów. Jeśli ty to masz i dusze, to jak to wpływa na wcielenia?
MI: Jako brak wiary w siebie, ciągłe podważanie – stan życia i istnienia w zawieszeniu.
Ja: Jak możesz to zintegrować?
MI: Przyjąć, że to moje doświadczenie.
Ja: Wiązka schodzi z SA, bo do tego jest potrzebna. Inaczej się nie da. [Mówię, żeby monada czerpała z poziomu Źródła.]
MI: Robię.
Ja: Lepiej. Dużo białego podziału w tobie, takich strun. Wszystko się rozpuszcza. Ciekawe, że po przebudowie dopiero to wychodzi na powierzchnię.
MI: Wcześniej bardziej jak cień, a traktowałam to jako „swoje”.
Ja: Zgadza się. Szkoda życia dusz i wcieleń. Jak monada nie jest poskładana i ułożona… wszystko niżej też nie jest. Teraz jesteśmy gotowi na ten zbiór na poziomie adi (9).
MI: No, duży.
Ja: Biali chcą wprowadzić to jako karmę do przerobienia?
MI: Tak. Żebym to zaaplikowała duszom i wcieleniom.
Ja: Skąd to wzięli? Nie ma Akaszy, nie ma bibliotek piekielnych. Wszystkim, wszystko zostało wyrównane, oddane, wybaczone i zaakceptowane.
MI: Oni mają swoje mini-biblioteki.
Ja: Dostałaś to od…?
MI: Tak.
Ja: Wibruje obok ciebie – czyli jest wejście.
MI: Nie wpuściłam. Czekałam na kontakt z tobą/wami.
Ja: Zawołaj dusze. U dusz też wibruje taki pakiet energii.
Dusza 1: Jestem.
Ja: Duszo, co masz na poziomie przyczynowym?
D1: Karma, podświadomość, wcielenia.
Ja: Wibruje obok?
D1: To nie moje. Moje jest we mnie. Pamiętam twoją zasadę. Oni nigdy nie skończyliby dawać tych energii do przerobienia.
Ja: Druga dusza?
Dusza 2: Na głowę – bo potraktowali mnie jako „za bystrą”, „za inteligentną”.
Ja: Widzę. Bo na anupadaka wibruje.
Wiecie co, drogie dziewczyny? Pokażcie mi, skąd to idzie – ten system, istoty. Białych w tej formie już nie ma, ale to od paru dni, bo znowu było starcie z ich hegemonią. Tym razem poszło dużo szybciej i sprawniej.
D1 i D2: [pokazują]
[Tutaj zaczęło się osobne uwolnienie zamieszczone w „Upadek bogów”.]
Ja: Jestem. Jak się czujecie?
MI: Wolne, dużo się zmieniło. Przestrzeń, lekkość, pieczęcie się rozpuściły.
Ja: Czuć i widać. A dusze z podstawy i sakry?
D1: [bada]
D2: [bada]
Ja: Już. Co jest na poziomie astralnym osobowości? Fałsz, miraże? Do góry i obudźcie część subtelną.
D1: Miała ulegać, poddać się, szantaże.
Ja: Teraz dajcie otuchę i przekonanie, że jest bezpieczna. Tam z boku jeszcze takie szafy, też zmienione informacje, błędy.
D1: Oj. Faktycznie. Kasujemy.
Po słowie
Po przebudowie zawsze sprawdzam po dwóch, trzech tygodniach lub miesiącu, co się dzieje z duszą, osobowością, jak u monady. Im większa przebudowa (czyli tym więcej było do wykonania), tym więcej starych wzorców lub zależności wyrzuca na poszczególnych poziomach. Tak wielka zmiana zawsze pozwala wypłynąć staremu na powierzchnię. Czasem należy wykonać przebudowę po przebudowie, ale nie ma to już dodatkowego kosztu, bo jest wliczone w cenę i w to, co po sobie naturalnie następuje.
Tutaj nie było zbyt dużo do poprawy – można powiedzieć, że pierwszy raz miałem do czynienia tylko z paroma rzeczami, i to jeszcze zewnętrznymi. Niestety, miało to drugie dno: osobną strukturę białych, karmiczną, która aplikowała – już poza systemem karmy na Ziemi – dodatkowe ciężary. Ale to już opracowanie na inny moment.
To, co się zmienia w istnieniu naszej bohaterki, to:
- poziom świadomości dusz,
- przestrzeń w życiu osobowości,
- wolność od karmy,
- cel i stabilność monady.
Wydaje się to banalne, ale kiedy ktoś pracuje duchowo tylko nam się wydaje, że dusze są poukładane, a monady to porządek i harmonia, bo są blisko Źródła. Ten element już wyjaśniłem, a przecież ile pokazuje moja trylogia „Bogowie” na temat dusz i monad najstarszych…
Niestety, duchowość na Ziemi została spłycona, przekształcona i zmieniona przez Arymana, nieszczęsny buddyzm i Lucyfera oraz nurty lucyferyczne. Jest to przykre, tragiczne, ale niestety trzeba uczyć się od nowa i dosłownie wkuwać to, co tutaj piszę, co przedstawiam – bo nie ma innej drogi. Inaczej nigdy z tej sieci fałszu się nie wyjdzie. A jest to wszystko proste: trzeba po prostu przestać inwestować w coś, co nie ma sensu i jest ściemą, oraz przyznać się, że mogło się wejść na niewłaściwą ścieżkę rozwojową. Która jedno mówi, a do piętnastu innych rzeczy prowadzi. Jest wesoło, kolorowo i mało przytomnie – ale po co logika, intelekt, głębokie uczucie, kiedy jest emocja grupy i świetlisty trans na wyspie pełnej słońca?
To Lucyfer przekonał świat, że istnieje coś takiego jak „oświecenie”.
To Biały, Metatron i Sandalfon wmówili ludzkości, że istnieje „grzech”.
Obie te grupy i ścieżki przekonały ludzi do „przerabiania karmy”, wchodzenia w relacje z katami i nazywania tego „wyrównaniem”.
Obie te siły wmówiły ludzkości, że rozwój można oprzeć na jednej jaźni – tu: osobowej, na własnym intelekcie.
I że rozwój duchowy poprzez różne specyfiki, rytuały, medytacje, może polegać na separacji od duszy i monady.
No cóż – świata po tym nie naprawimy.
Ale przynajmniej możemy coś zrobić dla siebie.
