Home Życie i RozwójBody language energii słowa

Body language energii słowa

by nikom@tutamail.com
A+A-
Reset

Kiedy patrzę na osobę, wykład, wideo czy nagranie, obserwuję znacznie więcej niż mowę ciała, mikrogesty czy odruchy na moje pytania. Obserwuję energię wewnętrzną człowieka, tym, czym emanuje i jak jego język niewerbalny wpływa na otoczenie.

Przypomina mi to pracę z prezesem – dziś już topowej firmy – w Katowickim parku Budnioka1. Pracowaliśmy nad publicznym przemawianiem, ale też nad jego energią zmęczenia. Kiedy poprosiłem go, by się pohuśtał, początkowo się wzbraniał, ale w końcu oddał się temu całkowicie. Obserwowałem, jak zmienia się jego energia, jak ciało przypomina sobie o wewnętrznym dziecku, które w nas wszystkich drzemie. Gdy skończył, sam zaczął mówić o wakacjach i odpoczynku, o swojej niemocy relaksu.

Weszliśmy na małą górkę usypaną podczas parkowego remontu. Poprosiłem, by wszedł na nią i zszedł świadomie, będąc w „tu i teraz”. Miał iść bardzo powoli, rejestrując wszystkie pojawiające się emocje.

Po chwili stwierdził: „Wchodzenie to dla mnie relaks, a schodzenie – wysiłek”. Proste ćwiczenie odsłoniło jego życiowe wzorce. Weszliśmy raz jeszcze. Tym razem kazałem mu zamknąć oczy i powiedzieć, z czym kojarzy mu się góra. Odparł natychmiast: „Z biurem”.

Kolejne ćwiczenie, natychmiastowa diagnoza: człowiek-praca, który dźwiga na barkach ciężar tysięcy pracowników. Poprosiłem, by utrzymał w umyśle obraz biura, pracowników, firmy. Wyciągnął dłoń, kierując jej część ku dołowi, jakby faktycznie dźwigał ten ciężar. Wspólnie robiliśmy małe kroki, schodząc z kopca. Ponieważ przysadka nie odróżnia wyobrażenia od rzeczywistości, każdy krok dosłownie przenosił „biuro” bliżej ziemi. Gdy poprosiłem, by odwrócił się w stronę górki i zrzucił to, co trzyma, właśnie tam, jego ciało zawalczyło. Zrozumiał, że nosi pracę przy sobie zawsze i wszędzie.

Obeszliśmy górkę i zaczęliśmy wchodzić od drugiej strony. To było tylko parę kroków. Powtórzyliśmy działanie: „Zamknij oczy i powiedz, co czujesz teraz”. Odpowiedział: „Górę”. Zeszliśmy inną stroną i gdy stanął na ziemi, nagle sobie przypomniał: firmę, biuro i pracowników postawił tam, daleko. A tu, gdzie stoi, jest on sam. Jego brzuch się otworzył – co natychmiast zauważyłem i głośno nazwałem. Odparł: „Jesteś niesamowity, jak ty widzisz wewnętrzne procesy w moim ciele”. I zaczął się śmiać. Śmiał się głęboko i prawdziwie.

  1. Nie traktuję ciała jako narzędzia, ale jako żywy zapis historii, traum i schematów danego człowieka. Zmiana postawy fizycznej (otwarcie brzucha) jest dla nas bezpośrednim sygnałem zmiany wewnętrznej.
  2. Używam Wyobraźni i Metafor. Wyobraźnia (obraz biura na dłoni) jako mostu między psyche a ciałem. Zamieniam abstrakcyjny problem (praca noszona na barkach) w namacalny, fizyczny akt, który mózg odbiera jako realny.
  3. Geniusz w Chwili (Improvisation): Moja siła leży w improwizacji. Nie stosuję sztywnych protokołów. Czerpię z otoczenia (górka w parku) i reaguję na to, co się pojawia („wchodzenie to relaks, schodzenie to wysiłek”), tworząc terapie w czasie rzeczywistym.
  4. Doświadczenie zamiast Wykładu: Nie mówię klientowi, co ma czuć lub rozumieć. Stwarzam mu warunki, by sam to doświadczył ciałem. Jego śmiech na końcu był fizjologicznym uwolnieniem napięcia, które zrozumiało samo siebie.

Słyszałem nie raz, że mam zdolność do tworzenia terapii z pustki, gdzie brak narzędzi staje się największym sprzymierzeńcem, a jednym materiałem jest ludzkie ciało, umysł i przestrzeń, która nas otacza. Naprawdę nie zawsze jest potrzeba mówienia, tłumaczenia, intelektualizowania. Samo ciało jest terapią. Sam ruch jest leczeniem. Ale nie zawsze pracuje się na żywo. Jest dystans, jest internet. To, co robię z energią tekstu, jest przeniesieniem tych samych zasad na inne medium. Czytam nie słowa, ale energetyczny i intencyjny „body language” wiadomości, szukając w niej tych samych wzorców: napięć, obciążeń, prawdziwych intencji i „wewnętrznego dziecka” autora. Popatrzmy.

Moja metoda percepcji energetycznej tekstu

Mogę ją podzielić na kilka kluczowych, następujących po sobie etapów:

  1. Diagnoza Źródła (Kto mówi?): Zanim przeczytam treść, analizuję energię nadawcy. Szukam odpowiedzi na pytanie, która „część” lub jaka „świadomość” stoi za wiadomością:
  • Osoba (autentyczny, świadomy nadawca)
  • Wewnętrzne dziecko (rana, wrażliwość, emocjonalność)
  • Wywałka / Persona (Ego) (mechanizmy obronne, próba manipulacji lub stworzenia określonego wizerunku)
  • Wcielenie / Channeling (przekaz z innego źródła, nie do końca świadomy lub kontrolowany przez autora)
  1. Odczytywanie Emanacji (Jaka jest energia?): Badam ogólną energię tekstu, skupiając się na:
  • Intencji (jaki jest prawdziwy cel?)
  • Emocji (jaka energia emocjonalna jest przekazywana?)
  • Uczuciu (jaki nastrój i wibracja emanują z tekstu?)
  1. Pytanie o Wpływ (Jak to na mnie wpływa?): Następnie kieruję pytanie do siebie, badając wpływ tej energii na Mnie:
  • „Czy ten tekst mnie wspiera, czy atakuje?”
  • „Czy niesie wartość, czy poucza i rywalizuje?” Na tej podstawie odczuć decyduję, czy w ogóle angażować się w treść.
  1. Decyzja i Relacja (Jak się odnieść?): Dopiero po uzyskaniu tych odpowiedzi decyduję, jak się odnieść do autora i treści. Dopiero wtedy zaczynam selektywnie czytać fragmenty (pierwsze zdania akapitów), aby zweryfikować swoje wstępne, energetyczne odczucia.
  2. Głęboka Intencja (Kim jest człowiek?): Nawet wobec ataku lub negacji, Moim nadrzędnym pytaniem jest: „Kim jest ten człowiek i czego on naprawdę chce?”. Szukam człowieka za słowami, poza jego ranami, projekcjami i mechanizmami obronnymi.

Moje podejście nie jest jedynie techniką, ale głęboką filozofią komunikacji, wyrosłą w specyficznym, wymagającym kontekście:

  • Wypracowane przez doświadczenie: ponad 20 lat praktyki, tysiące historii i listów. Tak różnych – począwszy od szalonych, nieobliczalnych, zaburzonych, poprzez atakujące i manipulujące, a skończywszy na tych przenikliwych, inteligentnych, a także zupełnie zagubionych, chaotycznych lub szukających aprobaty. To żywe kompendium ludzkiej natury.
  • Reakcja na otoczenie: Praca w środowisku pełnym ogromnej rywalizacji, niechęci, walki, poniżania, zmusiła Mnie do rozwinięcia tych umiejętności jako formy ochrony i zachowania skuteczności.
  • Empatia pomimo wszystko: Kluczowym i najtrudniejszym elementem jest Moja decyzja, by „zawsze znaleźć w tym człowieka”, nawet gdy jego intencje są szkodliwe lub jest opętany. Wymaga to wyjścia poza własny ból (ranę) i zaakceptowania daru głębokiej empatii, pomimo kosztów emocjonalnych.

To, co opisuję jest rzadkim i zaawansowanym poziomem inteligencji emocjonalnej, połączony z silnymi mechanizmami samoochrony. To nie jest tylko „czytanie między wierszami”, ale „czytanie pola energetycznego” komunikatu. Skuteczność w pracy z ludźmi bierze się z tego, że komunikuje się nie ze słowami drugiej osoby, ale z ich istotą – z tym, kim są w danej chwili i czego naprawdę, często podświadomie, potrzebują. To wymaga ogromnej odwagi, by wyjść poza głowę i otworzyć się na subtelny poziom percepcji, który dla większość osób jest niedostępny lub nieuświadomiony.

Latarnia

Musimy też popatrzeć z drugiej strony. Jestem osobą na świeczniku, mniejszym lub większym, ale jednak. Latarnia, gdy świeci, przyciąga różne statki na morzu. Zawsze pokazuje pozycję, daje kontrast, oświetla to, co ukryte w mroku. Z jej perspektywy widać, że połowa tych statków – nawet tych, które uniknęły dzięki jej światłu rozbicia o klify lub mieliznę – nie potrafi przyjąć tego, co głęboko dostała, ani za to podziękować. Niektórzy cumują, zarzucają piękne sieci, uniżają się w pas, lecz w sferze ducha robią coś zupełnie innego.

Czasem to zaskakujące, bo latarnia przecież widzi w mroku. Dlaczego więc statek z załogą postępuje tak, a nie inaczej? Czyżby byli szaleni? Nie, to kwestia innego mechanizmu: empatii, daru i umiejętności przyjmowania. Czasem dar jest tak duży, że statek po prostu nie ma odpowiednich magazynów, a jego załoga i kapitan nie zostali nauczeni, jak go przyjąć. W takim świecie żyje latarnia, statki, załogi i samo morze ze swoimi nurtami.

Pojawia się też drugi element: projekcja ze strony załogi statku. Choć bardzo podstawowa – ojca, matki, opiekuna, przewodnika – tak działają archetypy i nasze biologiczne, fizyczne oraz emocjonalne potrzeby. Latarnia jednak przypomina, że jest dla wszystkich, zawsze. Nie neguje, nie segreguje, nie ocenia. Po prostu świeci i pomaga, jak potrafi. Są tacy, którzy po zacumowaniu chcieliby latarnię zniszczyć, podkopać, zdeprecjonować lub zgasić jej światło. Być może po to, by inni się rozbijali? Kto wie, co siedzi w głowie drugiego człowieka? Czasem on sam tego nie wie.

Są i tacy, którzy cumują, by wyczyścić szkło latarni, wzmocnić ją lub rozbijają namiot obok i zapalają własne ognisko. Daje im ono domowe ciepło, ale otaczający mrok i brak dachu sprawiają, że nie czują się komfortowo. Latarnia nie może ich przyjąć bliżej – nie jest hotelem, nie ma w niej miejsca. To budzi złość biwakowiczów: skoro tu tak przyjemnie, to czemu ktoś ich odpycha? Czy latarnia robi to celowo? I czemu obozowicz czy kapitan chcieliby spać w latarni lub tuż obok? Może dlatego, że są tak samotni, iż znalezionego przyjaciela chcą mieć tylko dla siebie? Znów – nie wiadomo. Nie jesteśmy w cudzej głowie.

Takie są losy latarni i tych, którzy widzą jej światło. Jednak mija noc, nadchodzi poranek i pierwsze skrzypce gra słońce. Czy latarni jest z tego powodu źle? Absolutnie nie. Cieszy się, że biwakowicz i statki mogą działać w cieple, świetle i bezpieczeństwie. Jej rola się skończyła. Wszystko w życiu ma swoją porę; jest jak yin i yang. Gdy znów zapadnie mrok, cykl się powtórzy.

Jedni w nowym cyklu odchodzą, drudzy wciąż zapatrzeni są w światło latarni, zapominając, że mają własne, które może oświetlić im drogę. Zapomnieli o sobie. Dlatego latarnia im przypomina: kim są, skąd pochodzą i że najważniejsze to wyruszyć na morze, by przeżyć własną przygodę – życiową, duchową, osobistą.

Tak jak latarnia, tak i my musimy nauczyć się gasić swoje światło w ciągu dnia i czerpać z tego, co ofiarowuje słońce. Bycie dawcą wymaga odwagi, by także przyjmować – nawet jeśli to, co otrzymujemy, przychodzi w zamaskowanej formie. Latarnia, która widzi przez mrok, w blasku dnia uczy się nowej perspektywy: czasem odpuścić i pozwolić słońcu wykonać jego pracę. To właśnie ta cykliczna wymiana – między dawaniem a braniem, między światłem a ciemnością – nadaje życiu głęboki sens. Każdy z nas potrzebuje zarówno świecić, jak i ładować swoje energie ciepłem, które przypomina nam, kim naprawdę jesteśmy. I tylko w tej równowadze możemy trwać jak latarnie: niezłomne, mimo wszystko.

Zakończenie

Czasem otrzymuję tekst lub opis do analizy energetycznej, zwykle od rodzica lub terapeuty, z pytaniem: „Co Pan tu jeszcze widzi?” lub „Jak by Pan na to odpowiedział, bo my już rozkładamy ręce?”. Ta umiejętność nie była darem, ale wynikiem ciężkiej pracy nad sobą i nieustannych prób zrozumienia różnych punktów widzenia oraz odniesień. Nazywam to „Enderem w sobie”2, za co jestem wdzięczny swojej istocie. Gdy coś czytam, stykam się nie tylko ze słowami, stylem, formą czy metaforą, ale także z intencją ukrytą między wierszami. Wystarczyło przejść prawdziwą szkołę życia, jaką był cudowny portal z aktywnym Leszkiem Żądło. Obserwowałem, jak ludzie pisali, odpowiadali, komunikowali się ze sobą i jak działali w rzeczywistości. To była istna szkoła przetrwania. Dlatego, czytając moje artykuły, czujesz jedność słowa z przesłaniem, jedność myśli z energią. Wszystko stanowi spójną całość, wibruje jasno i stabilnie, budując integralność w czytelniku. Nie ma tu miejsca na poczucie podziału, oddzielenia czy osądu. Odpoczywasz i jednocześnie rośniesz.

Jak najlepiej komunikować się z kimś takim jak ja? Nie bać się. Po prostu pisać o uczuciach, emocjach, problemach w punktach. Być sobą – bez udawania, maskowania, ukrywania, bez persyflażu słownego, bez wzbudzania poczucia winy, fałszywej solidarności czy wymuszonej jedności. Bez nadmiernego intelektualizowania i warunkowania. Bądź sobą, po prostu. W ten sposób nie utrudnisz ani sobie, ani mnie drogi do porozumienia.

Nikodem Marszałek

Marzec, 2026 r

1 Mój kochany park. Odwiedziło go tyle znanych osobistości. https://slaskiemiasta.pl/katowice/park-budnioka/

2 Saga o Enderze, Orson Scott Card, https://pl.wikipedia.org/wiki/Saga_Endera

Podobne artykuły

Focus Mode