Home Sesje i uwolnieniaNiski wizerunek Bartka. Scalenia wewnętrznego dziecka i leczenie traumy rozwojowej

Niski wizerunek Bartka. Scalenia wewnętrznego dziecka i leczenie traumy rozwojowej

by nikom@tutamail.com
A+A-
Reset

To była bardzo ciekawa i ciepła sesja. Z Bartkiem pracowaliśmy po raz pierwszy, więc nie znałem wcześniej jego historii ani tego, w jaki sposób możemy razem pracować i co uda nam się osiągnąć. Okazało się – i tak bywa naprawdę często – że Bartek ma znakomity kontakt ze swoim wnętrzem. Dzięki temu już podczas tej pierwszej sesji udało się zintegrować ważne dla niego doświadczenie, a przede wszystkim – emocje z nim związane.

Początek

Bartek: Cześć Nikodem. No więc chciałbym przepracować problem z którym do Ciebie przychodzę. Mianowicie chodzi o to, że w ogóle nie potrafię siebie doceniać mimo, że zdaje sobie sprawę ze swoich talentów i uzdolnień jakie posiadam. Jednak nieustannie porównuje się do innych. Innymi słowy mam, można powiedzieć chorobliwie zaniżone poczucie własnej wartości, które blokuje mnie w życiu. Nawet jeśli ktoś mnie docenia to jest to dla mnie święto, a i tak po pewnym czasie zapominam o tym i sobie wyrzucam ile to mi brakuje, a ten to ma lepsze dary a ja gorsze i tak o.

I ciągnie się to za mną jak smród od dzieciaka.

Nikodem: Ile teraz masz lat i co aktualnie robisz? [Nie znam Bartka, dlatego przeprowadzam standardowy wywiad.]

Bartek: Mam teraz trzydzieści parę lat i aktualnie nie pracuję. Pracowałem, ale firma, w której byłem, splajtowała. Szykuję się teraz na wyjazd.

Nikodem: A skąd się w tobie wzięła ta potrzeba, żebyś sam siebie doceniał?

Bartek: Bo wydaje mi się, że jeśli będę umiał siebie docenić, to nie będę potrzebował niczyjej łaski. I wreszcie będę się dobrze czuł sam ze sobą.
Przypomina mi się dzieciństwo, szkoła – tam ciągle miałem kompleksy. Nie uczyłem się najlepiej i czułem się jak ostatni baran. A w gimnazjum to już w ogóle było… epicko.

Nikodem: Epicko w jakim sensie?

Bartek: W sensie, że czułem się kompletnie bezwartościowy.

Nikodem: To pochodziło z zewnątrz? Z rywalizacji, poniżania, wyśmiewania? Czy było to raczej twoje wewnętrzne przeświadczenie? [Ważne pytanie i buduje dystans do wzorca.]

Bartek: Była rywalizacja, poniżanie i wyśmiewanie dokładnie. [Silna identyfikacja, teraz tego nie uwolnimy. Wracam do podstaw.]

Nikodem: A masz rodzeństwo?

Bartek: Mam.

Nikodem: I jacy oni byli dla ciebie?

Bartek: Muszę się chwilę zastanowić. Generalnie zawsze w porządku choć bywały tam jakieś nieporozumienia, ale to jak w rodzeństwie.

Nikodem: A twoi rodzice? Miałeś z nimi dobry kontakt?

Bartek: Pamiętam, że rywalizowałem z moją siostrą, czułem zazdrość. Kontakt z rodzicami był dobry z ich strony – nie poniżali mnie. Ale mama była nieobecna i wymagająca, bo dużo pracowała. Za to ojciec… lubił wypić. Często czepiał się moich sióstr przyrodnich. I za to go nienawidziłem.

Nikodem: Czyli tata je poniżał. Pił często?

Bartek: Dokładnie. Miał problem alkoholowy – regularnie wpadał w ciągi. Co tydzień lub dwa, a taki stan mógł trwać nawet kilkanaście dni.

Nikodem: I w tych ciągach poniżał siostry. A ciebie jak traktował?

Bartek: Mnie nigdy nie poniżał. Ale ja zawsze stawałem w obronie sióstr i mamy. Bałem się, że je skrzywdzi. Jako dziecko siadałem mu na kolana, żeby powstrzymać go przed agresją. Wiedziałem, że mnie nie uderzy.

Nikodem: (cisza) Rozumiem.

Bartek: Później, jak dorosłem, stawałem między nim a siostrami, pyskowałem, kłóciłem się. A raz… nie wytrzymałem i go pobiłem. Widziałem, jak kłócił się z najstarszą siostrą – tą, której szczególnie nienawidził – i groził jej, wymachiwał rękami. Pomyślałem: „Tylko ją dotknij”. Dotknął. Wtedy się zerwałem. Nie wiem, jak to się stało, ale go pobiłem. Nie tak, żeby trafił do szpitala, ale… To było, gdy miałem już ponad dwadzieścia lat.

[Widzimy wzorce: Parentyfikacja. Bartek przejął rolę opiekuna i obrońcy rodziny. Brał odpowiedzialność za bezpieczeństwo matki i sióstr. Mediował w konfliktach rodzinnych. Siadał ojcu na kolanach, bo była to jego strategia zapobiegawcza przed przemocą. Hiperczujność na zagrożenia, przejęcie nadmiernej odpowiedzialności za innych, trudność w zadbaniu o własne potrzeby. Widzimy też „zespół stresu pourazowego (PTSD): przewlekłe zagrożenie przemocą domową, emocjonalne zaniedbanie (nieobecna matka), atmosfera strachu i nieprzewidywalności. Objawy widoczne w dorosłym życiu: problem z samooceną, potrzeba samodocenienia jako kompensacja braku zewnętrznego uznania, trudności w relacjach zawodowych (utrata pracy, wyjazd), wzorzec nadmiernej odpowiedzialności za innych. ]

Nikodem: Czyli chroniłeś rodzinę.

Bartek: Tak.

Nikodem: A wstydziłeś się ojca?

Bartek: Bardzo

Nikodem: W jaki sposób ten wstyd się wyrażał? Jak go czułeś? Gdzie w ciele? I jak go maskowałeś?

Bartek: Nie chciałem pokazywać się z nim publicznie, nie chciałem być z nim kojarzony. Czułem do niego wstręt, odrazę.

Nikodem: A w szkole? Co mówiły inne dzieci?

Bartek: Wiesz co, one nic nie mówiły – wiele z nich też miało ojców alkoholików.

Nikodem: A w gimnazjum było podobnie?

(po chwili)

To niskie poczucie własnej wartości, to „bycie nikim” w tobie jest silnie tożsame z ojcem. To identyfikacja z nim, lojalność wobec niego, mimo wszystko.

Bartek: Aha… (moment uświadomienia)

Nikodem: Problem alkoholowy często bierze się stąd, że człowiek nie radzi sobie z emocjami, nie potrafi ich wyrazić, też czuje się bezwartościowy.

Bartek: Dokładnie tak jest. Chodziłem nawet na mityngi DDA, ale niewiele z nich wyniosłem.

Nikodem: To jedno już wiem. Napisałeś: „Zdaję sobie sprawę ze swoich talentów i uzdolnień”. Co masz na myśli tutaj?

Bartek: No mam to na myśli, że jest coś z czego mogę być dumny, zadowolony, mogę się czymś poszczycić

Nikodem: Czym? Jaki masz talent?

Bartek: Mam ogromny talent do języków. Szybko się ich uczę no i lubię to. Lubię je badać zwłaszcza. Mam talent plastyczny, uwielbiam tworzyć, rysować, malować.

Nikodem: Jakimi językami operujesz?

Bartek: Niemiecki, angielski, rosyjski trochę francuski uczę się jeszcze włoskiego, islandzkiego, duńskiego i trochę znam szwedzki. Jakieś podstawy hebrajskiego, łaciny i sanskrytu. A po czesku sporo rozumiem choć nie wiele umiem.

Nikodem: Ładnie.

Mam taką myśl. A może zupełnie zrezygnuj z doceniania siebie.

Bartek: OK, dlaczego?

Nikodem: Bo czemu tego oczekujesz? Po co tego chcesz? Dlaczego tego chcesz? Niby łatwe pytania, ale wymagające.

Bartek: No właśnie.

Nikodem: Napisałeś wcześniej: „Nie potrafię siebie docenić”, „Mam chorobliwie zaniżone poczucie własnej wartości”. Te dwa wzorce – które w gruncie rzeczy są jednym – tworzą w tobie rodzaj dziury, deficytu.

I ten brak rzeczywiście blokuje cię w życiu. To twoje własne słowa. Mówiłeś też, że nawet gdy pojawiają się dobre słowa, uznanie czy docenienie z zewnątrz – przelatują przez ciebie bez trwałego efektu.

Kiedy jesteśmy przyzwyczajeni do braku na różnych płaszczyznach, nasz umysł często skupia się właśnie na tym braku. Nawet gdy pojawia się coś dobrego, wspierającego, jest to sprzeczne z wyuczonym obrazem i zgromadzonym doświadczeniem. Mózg może podtrzymywać to „nieistnienie”, bo przecież… tego nigdy nie było. To taki podświadomy, ziemski wynalazek.

Dlatego zadałem ci pytanie: Po co w ogóle skupiać się na docenianiu? Co by było, gdybyś z tego zrezygnował i po prostu odpuścił?

Bartek: (po chwili) Przyszło mi do głowy, że… po prostu bym żył.

Nikodem: Co dalej?

Bartek: I nie musiałbym się porównywać, wymagać od siebie nie wiadomo czego i ile. Ani rywalizować.

Nikodem: Żyłbyś i miałbyś wartość jako człowiek? Jako osoba?

Bartek: Tak.

Nikodem: Po co sobie to robisz?

Bartek: O, dobre pytanie…

Nikodem: Po co się ranisz – wymaganiem doceniania od innych i wymaganiem doceniania od siebie? Wiemy już, że nie było wsparcia ani dobrych słów od ojca. Mama była wymagająca. Rodzice nie dali ci tej podstawy: wiary w siebie. Niestety, to plaga tego świata. Ale z twoich wcześniejszych słów wiem, że już rozumiesz: rywalizacja się nie sprawdza, porównywanie do innych też nic nie daje.

Bartek: Przyszło mi coś takiego… że robię to po to, żeby ktoś mnie w końcu zauważył. Przytulił, pogłaskał. Bo jeśli uzyskam czyjąś aprobatę – wtedy wreszcie poczuję się kimś.

A jeszcze mam takie pragnienie… żeby mnie czczono. Żeby przede mną padano na kolana.

Nikodem: Ten ostatni wzorzec, o którym mówisz, to tylko przeciwieństwo braku wiary w siebie. Żyjemy w świecie dualnym i wiele rzeczy działa na zasadzie wahadła. Im głębszy brak, tym silniejsze pragnienie wyniesienia.

Bartek: No tak, wiem o tym i wiem, że to też nic nie da. Co z tego, że nawet jeśli ktoś się przede mną ukorzy, jak ja dalej będę siebie ranił i będę chciał więcej i więcej? Bez sensu.

Nikodem: A teraz te twoje słowa: „robię to po to, żeby ktoś mnie zauważył, przytulił, pogłaskał, bo jak uzyskam czyjąś aprobatę, to będę mógł się poczuć kimś” – możesz je skierować do swojego serca? Do tego małego Bartka? Przeczytaj to głośno.

Bartek: (czyta)

Nikodem: Jak ciało zareagowało, gdy to czytałeś?

Bartek: Płakać mi się zachciało… łzy mi lecą.

Nikodem: Dobrze. Powiedz: „Pozwalam tym łzom płynąć, niech wszystko wyjdzie”.
Dodaj: „Pozwalam Bartkowi wypłakać się. Pozwalam wyjść całemu pozostawieniu przez rodziców i bliskich. Pozwalam wyjść całej potrzebie dobrego słowa i uznania, którego nie otrzymałem od mamy i taty”.

I powiedz: „Mamo, tato, ja chciałem tylko przytulenia. Chciałem tylko usłyszeć dobre słowo od was”.

[po chwili]

Nikodem: Zadaj sobie pytanie i skieruj je znowu do serca: „Czy ty, Bartku, jesteś gotów wrócić do siebie? Do mnie? Bo ja cię przyjmuję – z tym wszystkim, co przeżyłeś i poczułeś”.

[po chwili]

Bartek: Znowu popłakuję… I poczułem taką chęć, taką, że… już chcę.

Nikodem: Pięknie. To powiedz do siebie: „Bartku, usiądź na moich kolanach i przytul się. Ja tobie dam miłość, uwagę i dobre słowo. Odpoczniesz przy mnie i we mnie”. I w wyobraźni przytul sam siebie mocno.

Co czujesz teraz w ciele?

Bartek: Takie ciepło… i ulgę.

Nikodem: Brawo. A jak odczuwasz rodziców?

Bartek: Miłość czuję, ciepło, bliskość.

[W tym momencie Bartek przytulił ogromną część swojej psychiki – a dokładniej wybite ciało eteryczne i astralne – z powrotem do siebie. Było ono zalane szarością, ciemnością i zawierało wiele wewnętrznych dzieci.]

Nikodem: To pozwól tej miłości w tobie rozlać się po ciele. Powiedz: „Mam ją w sobie i dla siebie. Przyjmuję”. To jest ważna lekcja.

Miłość mamy w sobie. Potencjał mamy w sobie. Uczucia mamy w sobie. Wiarę w siebie mamy w sobie. A my wymagamy czegoś od kogoś ze świata zewnętrznego, żeby poczuć się lepiej, uwierzyć, pokochać czy szanować.
Nawyk powstał w dzieciństwie – przez pierwsze lata życia byliśmy jak gąbka, chłonęliśmy to, czego potrzebowaliśmy do wzrostu. A tego nie dostawaliśmy.
Więc ten program poszedł z nami w świat. A świat i inni ludzie, jak się okazało, też nie mieli, więc nie dawali.
Jedynym rozwiązaniem jest dać to sobie samemu. Krok po kroku. Proces po procesie. Przyjęcie po przyjęciu. Bo gdy masz to odczucie w sobie – które sam sobie dałeś – to co czujesz?

Bartek: Spokój, ulgę jakąś taką radość, świeżość, lekkość.

Nikodem: I tak długo czekało to ukryte w tobie. I w tym odczuciu które masz nie ma potrzeby doceniania prawda?

Bartek: Prawda.

Nikodem: Cokolwiek masz w sobie – cokolwiek to jest – to jest wystarczające, żeby być spełnionym i dobrze się czuć. Tylko trzeba to pielęgnować, bo ten świat jest dziki. Ludzie przepychają się łokciami, używają różnych technik, które wspierają ich kreacje. Tego jest tak dużo.

Ale to nie ma znaczenia, jeśli jest w tobie akceptacja dla siebie i świadomość: „Miałem takich, a nie innych rodziców. Nie dali mi tego, czego potrzebowałem. Ale ja, jako dorosły, już sobie to daję. Szanuję siebie, akceptuję siebie”.

Nie muszę już podtrzymywać braku miłości i odrzucenia. Nie muszę się tym „żywić”. To nie musi być już mój obraz rzeczywistości, do którego się przyzwyczaiłem. Nie muszę temu dawać wyrazu, bo wybieram akceptację dla siebie i swojej natury, dla swoich potrzeb.

Bartek: Ciało mi się odprężyło. [Bardzo ważna reakcja, szczególnie przy PTSD i DDA]

Nikodem: Dokładnie tak. Teraz, gdy pojawi ci się myśl: „Nie udało mi się”, „Zepsułem”, „Wybrali kogoś innego” – nie ma uciekania w pustkę, negatywne oceny ani porównania.
Zastąp to pytaniami: „Co mogłem poprawić w sobie?”, „Jak mogłem inaczej odpowiedzieć?”.
To jest samoanaliza, która pozwala wzrastać. Wcześniej na takie sytuacje odpowiadałeś emocjonalnie, ale ta emocja była zaczepiona w domu rodzinnym – w pustce, w braku. Teraz możesz odpowiedzieć z samoświadomością.

I tu bardziej duchowo (duszy) odpowiadam: „Tak, jakby od serca energia wychodzi, tam jest siła, tam jest miłość. Czyli to w nas jest zawsze”. To tyle mądrości na dzisiaj.

Bartek: Dziękuję Ci Nikodemie za pomoc.

Po słowie

Kiedy pracujemy z tematem wizerunku własnego u osób po terapii, kursach i lekturze książek – warto patrzeć na poczucie braku przez konkretne pytania:

  • Czego dokładnie dotyczy ten brak?
  • Z jakim aspektem jest związany?

Wizerunek własny to nie tylko nasz obraz siebie czy relacje z innymi. Brak najczęściej manifestuje się jako energia psychiczna wyparta w dzieciństwie – bo to wyparcie pozwoliło nam przetrwać trudny okres.

Dlaczego nie wchodziliśmy w przeszłe historie? Podczas tej sesji nie roztrząsaliśmy przeszłości, ponieważ ciało i postawa Bartka wyraźnie pokazywały gotowość do integracji. Kiedy pracuję z kimś po raz pierwszy, muszę wyczuć tę gotowość – to wymaga uważności na reakcje i mechanizmy obronne.

Przełom dzięki niestandardowym pytaniom. Integracja wewnętrznego dziecka stała możliwa, gdy wyszliśmy poza schemat. Kluczowe pytania:

  1. „Po co skupiać się na docenianiu?”
  2. „Co by było, gdybyś z tego zrezygnował?”
  3. „Po co sobie to robisz?”

To ostatnie pytanie otworzyło najgłębszą warstwę: „Czego ty naprawdę chcesz?”.

Dlaczego pytania są kluczowe? Bez pytań i odnoszenia ich do siebie praca pozostaje w sferze umysłu. Prawdziwa integracja wymaga połączenia ciała, emocji i świadomości. Pytania zadane w odpowiednim momencie stają się mostem między tymi poziomami.

Podobne artykuły

Focus Mode