Na odprowadzanie czekaliśmy aż do zakończenia ceremonii pogrzebowej. W ten sposób oddajemy temu, co ziemskie, pierwszeństwo. Dzięki tej kolejności to, co duchowe, ma swoje miejsce i prawo.
Kontakt z duszą i zmarłym był dość prosty, ale proces zjednywania trochę potrwał – co samo w sobie było ciekawym przeżyciem. Niełatwa i nietuzinkowa osobowość, wulkan energii… Niestety, nawet jej duch był „ciągle w roli”.
Zrobiliśmy wszystko, co potrafiliśmy, aby uwolnić z pola ziemskiego naszą bohaterkę.
Zapraszam.
Początek
Nikodem: Mamy zdjęcia. Szukam jej duszy.
Cześć, duszo Asi.
D (dusza Asi): Kim jesteś?
Nikodem: Z Ziemi. Zajmowaliśmy się Elvisem i innymi znanymi postaciami. Żona (Aleksandra) chciała, żeby sprawdzić, co się stało z twoim wcieleniem po śmierci.
Jesteś zmęczona, bo dużo istot podlatywało?
D: Zgadza się. [Brak zaufania.]
Nikodem: Pomóc ci? Wytłumaczyć? Ktoś atakuje?
D: Kim jesteś, że coś takiego oferujesz?
Nikodem: Czasem to, że tak mało osób o mnie wie, jest już meczące. Powiedzmy, że jestem kimś, kto ma klucze do wszystkiego — nawet tam, gdzie nie wiesz, że coś istnieje.
D: Tak, to i ja mam. [Mechanizm obronny. Brak zaufania.]
Nikodem: Zawsze patrzymy na zmarłych, bo jest zbyt dużo reptilian, drako i innych istot manipulujących zmarłym lub jego duszą. Zmuszają do wcieleń, zamykają w matrixie. Lepiej popatrzeć.
D: O nie, na Ziemi nigdy więcej. [Pierwsza pozytywna reakcja na nas.]
Nikodem: Prawda.
Nie widzę twojego wcielenia. Poleciała daleko, czy jest przykryta i schowana, bo bała się ceremonii pogrzebowej?
D: Nie ufam ci.
Nikodem: Ale jesteś ciekawa. A jeśli nie ufasz, to znaczy, że dużo złego się stało.
D: No, prawda.
Nikodem: Wcielenie już wchłonęłaś w siebie?
D: Nie.
Aleksandra: Dusza jakąś ochronę zrobiła? Nie będziemy się narzucać. Trochę wątpię, żeby wcielenie samo siebie tak dobrze „schowało”.
D: Ona by mi nie pozwoliła. Co ty. To franca. [To jest odpowiedź na słowa Aleksandry.]
Nikodem: Masz kontakt z monadą?
D: Wyżej? Nie, czasem.
Nikodem: Bo tak patrzę na ciebie i widzę:
- Nie wiesz, co dalej z tym wcieleniem.
- Czegoś się boisz.
- Nie wiesz, czy możesz odejść z Ziemi.
D: Dobry jesteś. Bardzo dobry. Skąd to wiesz?
Nikodem: Mówię ci, że mam klucze do wszystkiego i wszystkich.
Aleksandra: Nazwała swoje wcielenie „francą”. Dobra.
Nikodem: Powoli zjednujemy duszę, ale jeśli dusza taka ostrożna, widocznie coś się działo wcześniej.
Aleksandra: Też mi się wydaje, że dużo istot i ludzi podlatywało do niej. Sama mówiła, że prywatnie nie jest taka śmieszna jak na scenie.
Nikodem: Ukryłaś wcielenie?
D: Jest na poziomie, który ty nazywasz minus trzy. Tak, przed częściami subtelnymi ludzi ukryłam. Byłam zmęczona już, naprawdę setki tysięcy ludzi… Za dużo.
Nikodem: Rozumiem.
D: Idź tam. [Dusza dała zielone światło.]
Aleksandra: Dzisiaj myślałam, czy część nie jest właśnie w Fokus 23.
Nikodem: Lecimy subtelnie do tego miejsca, ale ostrożnie.
Aleksandra: Bo ona raczej obciążeń ciemnych nie ma za dużo. Próbuję się zbliżyć — jest w takim „à la bunkrze”, ale dużo takich przezroczystych energii.
Nikodem: Co to jest?
D: No, schron. [śmiech]
Nikodem: Patrzę. Faktycznie, ktoś siedzi w środku i coś nuci. Czyli twoje wcielenie miało z tobą kontakt?
D: Ja ją ukryłam przed ceremonią pogrzebową. Wiem, jak jest na Ziemi.
Nikodem: Sprytnie. Faktycznie ceremonie pogrzebowe potrafią pieczętować, dzielić energie ducha, ale mogą też pomóc.
Aleksandra: Sama chciała pogrzeb świecki i kremację. Tylko tam dodatkowo zrobili mszę.
Nikodem: [Do wcielenia] Macham do niej. Możesz już wyjść. Już po wszystkim. Ludzie odeszli. Jest spokój.
Joanna (wcielenie): Myślałam, że oszaleję, aż głowa mnie bolała, a nie może mnie boleć, bo jestem przeźroczysta. [Bardzo szybko mówi; kiedy wypowiada „przezroczysta”, śmieje się wewnętrznie.]
Aleksandra: Dobrze czułam wcześniej, że jest przykryta przezroczystym „czymś”.
Nikodem: Jak się czujesz?
Joanna: A jak się mogę czuć? Nie widać? Nic nie czuję, ale czuję – i to mnie zaskakuje ciągle
[Mega ciekawe odpowiedzi, bystre, takie żywe. Taka żywa, pełna istota.]
Nikodem: Latałaś wokół ludzi i tkałaś ich sny astralnie?
Joanna: Tak, czasem jak ktoś spał i myślał o mnie, to mnie przyciągało. Leciałam tam i pokazywałam im się we śnie. Ale już mnie to zmęczyło.
Nikodem: Wiesz o swojej duszy?
Joanna: Tak, tak, taka jasna, ładna. Panie…[Zaczęła mi się przyglądać. Badać.]
Aleksandra: Mówiła, że z kościołem jej nie po drodze. Ale nie wie za bardzo, co dalej.
Nikodem: Jak ci się Ziemia podobała?
Joanna: Nie podobała. Za dużo cierpienia, bólu, chorób. Mogłam żyć i… widzisz. Jak strzał.
Nikodem: Jasne. Jak mogę ci pomóc? Bo nie wiem, czemu jeszcze siedzicie w polu Ziemi.
Joanna: Ja nie wiem. Latam tu i tam, zwiedzam, wiele dziwnych rzeczy widziałam, ale nie mogę odejść. Jak odlecę za daleko, to jakaś struna mnie przyciąga i wracam.
Nikodem: To wejdź w strunę, zbadaj ją.
Joanna: Z „d…” mi wychodzi.
Nikodem: Włóż tam rękę subtelną i zbadaj, co ona mówi.
Joanna: Mówi? [Uczę ją pracować subtelnie.]
No, takie: „Jak śmiałam podważać świętości lub wyśmiewać świętości ziemskie”. Za to jest kara i pójdę do piekła.
Nikodem: To konkretna kreacja. Cofnij to – po prostu znajdź w ciele ziarno, które z tym rezonuje.
Joanna: W sercu, w głowie. Miałam i tak rację, bo żyję, a nie żyję. [Bardzo trudno nadążyć za jej przekazem. Mówi bardzo szybko. Wulkan energii.]
Nikodem: Tak, ale to klątwy ziemskie, mantry, wzorce religijne. Wyciągnij z siebie i wykreuj ogień przed sobą.
Joanna: Już.
Nikodem: Teraz odczep sznurek.
Joanna: Teraz mogę lecieć, gdziekolwiek chcę?
Nikodem: Prawie. Teraz skup się myślą – myśl jest wszystkim – i cofnij wszystkie swoje energie i wzorce z Ziemi.
Joanna: Oj, tego będzie dużo.
Nikodem: Wiem, ale to pójdzie do duszy.
Joanna: OK.
Aleksandra: Kiedy dusza ją nazwała „francą”, ale tak z miłością, uczuciem. Ona taka samodzielna subtelnie jest.
Nikodem: Dalej. Podstawa twoja, ale zrobimy to poziom wyżej. Podlecimy wyżej – na poziom astralny, plus, góra.
Joanna: OK. Prowadź.
Nikodem: Już.
Joanna: Szybki jesteś, mnie to zajmuje trochę czasu.
Nikodem: Nauczysz się. To się nazywa skok. Teraz z tego poziomu – co czujesz?
Joanna: Ciszej. Nie ma szumu z Ziemi.
Nikodem: Teraz skup się konkretnie: wszystkie oczekiwania, plany, co miało być, czego nie miało być, co było planowane, co zaszło, co miało zajść w przeszłości i przyszłości – i teraz. Rozumiesz?
Joanna: Tak, nie ma czasu.
Nikodem: Cofaj z siebie i tego pola, które się pokazuje.
Joanna: OK.
D (dusza): Ja też zrobię.
(po chwili)
Nikodem: I teraz widzicie – luki się zrobiły. To były zaplanowane kolejne wcielenia, i tak tysiąc lat do przodu. System. Błąd systemu. To już nie działa, ale trzeba wycofać. W to miejsce wprowadzacie energię neutralną.
D: A, to mnie blokowało. Ślub i obowiązek.
Nikodem: Tak. A ty, Joanno?
Joanna: Dobrze, luźniej, bez presji. Jakbym już nie nosiła nikogo na barkach.
Nikodem: Świetnie.
Aleksandra: Żeby ludzie wiedzieli, co trzeba uwolnić po śmierci. Nie zawsze będzie obok Nikodem. Dusza niby wiedziała, jak działa system, ale nie miała odwagi go uwolnić.
Nikodem: Teraz, duszo, cofnij z Systemu Karmy – wszystkie pakty i glejty.
D: Nie, boję się ich.
Nikodem: Jesteś ze mną.
D: OK. I podlecieli. [Wkurzona, unikała tego jak ognia.]
Nikodem: To nic. Cofaj swoje energie z nich i zwolnij ich ze swoich strażników.
D: Ale to trzyma się pieczęciami. (Panika duszy.)
Nikodem: Cofnij wolą i myślą z nich wszelkie swoje energie i śluby.
D: Idzie.
Nikodem: Teraz powiedz, że dziękujesz za ich rolę, ale już wystarczy tego cyrku. Dałaś z siebie wszystko. Mówi się, że Polak jest smutny.
D: Bardzo smutny i poważny, ale potrafią się śmiać.
Poszli.
Nikodem: Teraz linki srebrne w kostkach u was.
Joanna: Nie ma.
D: Też nie ma.
Nikodem: Teraz, drogie panie, jaki macie cel? Co zamierzacie? Chcecie, żeby ci, którzy was kochali, byli bardzo bliscy, też wiedzieli, gdzie jesteś?
Joanna: Pewnie. Tak.
D: Tak.
Nikodem: Pokażę wam w skrócie. Chodźcie na poziom przyczynowy – oczko wyżej. Alternatywy, możliwości – to będą tysiące światów. Mignie wam to. Duszo, ty dasz radę.
D: Tak.
[po paru minutach]
D: O ludziska. 90 procent nie wiedziałam, że istnieje.
Joanna: Ja trochę zobaczyłam, ale dużo było miejsc, gdzie nie ma bólu, nie ma cierpienia i jest śmiech. [Ciekawa perspektywa.]
Ja: Mówiłem wam: mam klucze do wszystkiego i wszędzie. Inaczej działają pewne prawa, ciała, energie w tych miejscach.
Pożegnacie się z Ziemią?
Joanna: [płacze]
D: [dusza wzruszona]
Ja: Czuć, że jest miejsce, do którego was ciągnie.
D: Tak.
Joanna: Tak.
Ja: Jest spójność między wami, waszymi celami, intencjami. Zawołam część subtelną małżonki.
Aleksandra: Ona trochę magiczna, jakiś magiczny świat. Jestem obok was. Może zachować pamięć i się wcielić w lżejsze światy, bardziej kompatybilne z tym potencjałem, który ma.
Nikodem:
Joanna: Jest twoja żona. Też moja fanka. Tylko ty taki obojętny?
[Kiedy pracuję, jestem całkowicie skupiony. Nazywam ten tryb „sage mode”. Dodatkowo nie dopasowuję się od oczekiwań klienta tylko pozwalam mu być sobą. Aktor gra, ale nie przy mnie.]
Ja: Lecimy. Zamknę was w bańkę kwantową i będzie szybciej. Po prostu skok wykonamy.
D: Dzięki.
Aleksandra: Fanka, wiadomo. Dorin Owens.
Nikodem: Zapomniałem, że Ziemia ma ograniczenia do skoków. Sorki. Lecimy.
Ciekawe, bo dużo ludzi ją trzyma myślami, emocjami, wyobrażeniami. Ich kreacja jest jak takie pasy. Rozpuszczamy to, bo nie pozwalają jej wyruszać dalej w podróż.
Aleksandra: Inaczej niż u Leszka Żądło.
Nikodem: Leszek miał konkretne umiejętności. Plus ja byłem dwa dni po jego śmierci u niego. Tutaj Dusza Joanny czekała w miejscu w strachu przed Systemem Karmy i ich strażnikami. Strachem przed kościołem, piekłami i tym, czym oberwała za życia.
Aleksandra: Ludzie bardzo płakali za nią, za tym śmiechem, który dawała i budziła w ludziach.
Śmiesznie, że ona sobie ceni taką „obojętność”. Ja taka fanka z sympatią, nie „psycho”.
Nikodem: Uruchamiam skok kwantowy.
Jak się czujecie?
D: Dobrze, oglądam widoki.
[To wygląda, jakbyśmy byli w tunelu transwarp.]
Joanna: Też dobrze i lżej. Nie wiem, co będzie dalej, ale już jest ciekawie.
Ja: Przygoda. Pokażę wam coś, co po uwolnieniu takiej istoty STE powstało. Nowiutkie, dosłownie.
Joanna: Jaki zarajany. Myślałam, że się nie uśmiechasz. [Cały czas mnie obserwowała, ale kiedy opowiadałem im subtelnie o nowych miejscach w Uniwersum, nowych światach – rozpromieniałem.]
Ja: Czasem. Jak to Polak.
Joanna: No tak. Logik.
Ja: Już. Zobaczcie teraz na to. [Pokazałem im nową plejadę światów, jak mgławice, wszystko żyje, takie miejsce tranzytowe w gęstościach.]
Joanna: I co mamy tu robić?
Ja: Nauczysz się czegoś zaraz. Czegoś, co pozwoli ci zbadać to wszystko w mgnieniu oka. Teraz myślisz jak człowiek, ale możesz być czymś bardziej rozwiniętym.
D: Świetnie.
Ja: [Tutaj pokazuję, co ma uwolnić i zdjąć, i jak operować energią mentalną i przyczynową]
Joanna: Gotowa.
Ja: Zbadaj teraz to wszystko. Będziemy lecieć nad tym i zbadaj.
[Uczę ją. Moje odprowadzania nie są zwykłymi odprowadzeniami, tylko nauką, przygodą, nowym, nieznanym, czymś, co przekracza najdalszy horyzont danej istoty.]
Joanna: OK. O kurczę, tu jest tyle miliardów istnień. Różne gatunki, mają też humor, mają też troski, ale nie takie jak na Ziemi.
Ja: Dokładnie. Są rasy młodsze i starsze. Jest technologia i jest magia. Magia z prawej, też ukryta.
D: Ha. Lecimy tam. [Dusza podekscytowana.]
Joanna: No dobra.
[po chwili]
Ja: To jest ciekawe, co zauważyła pierwsze. Troski, ale małe, mają humor! To dużo o niej mówi jako istocie.
Joanna: Nie, jakieś takie wojny mają magiczne.
D: No, ja też nie.
Ja: To idziemy oktawę wyżej – poziom buddhi. Gotowe?
Joanna: Pewnie.
D: Tak.
Ja: Hop. Teraz popatrzcie, niby to samo miejsce, ale inne.
Joanna: Tu mi lepiej, tak milej.
D: U, dawno nie byłam w tych wibracjach.
Ja: Znowu. Badacie przestrzenie, szukacie. Przelatujemy.
Joanna: Nie wiem, mam takie przekonanie, że to za wysoko, że jestem za małą istotą, żeby tutaj być. [Bardzo dobra reakcja. Tak działają kody.]
D: No, ja też.
Ja: Specjalnie wam to pokazuję. Cofacie teraz niegodność, bycie niegodnym, niezasługiwanie. Od 20 lat powtarzam: „Człowiek jest taki sam po śmierci, jaki był za życia. Jeszcze gorzej, bo przekonania ziemskie wpływają na postrzeganie czegoś, co jest nieskończone”.
D: Tak. Prawda.
Joanna: Cofam. Szukam w sobie?
Ja: Dokładnie. Cała głowa, serce, gardło, splot, ręce, podstawa. Jesteście wielowymiarowe, a zamknięte w dwóch wymiarach. To jest problem każdego człowieka po śmierci.
[po chwili]
Joanna: Lepiej, pełniej się czuję, jakbym przypominałam sobie, kim jestem.
Ja: Tak, schodzi blokada na pamięć wcieleniową.
D: O. Czyli to ja ustalam, gdzie żyję i z kim i jak? [Dusza też odzyskała możliwości. Długo musiała żyć w systemie karmy.]
Ja: Zawsze.
Aleksandra: No właśnie po to trzeba takie skoki zrobić.
Nikodem:
D: To teraz rozumiem. Ale miałam mgłę. Shit. [Śmieszna dusza.]
Ja: A ty, Joanno, jak?
Joanna: No, już prawie nie Joanno. Przypominam sobie siebie z przeszłości.
Ja: Waszą intencją był odpoczynek, ale też tam, gdzie są troski, ale i śmiech, nie w takiej podkręconej wersji jak na Ziemi.
Joanna: Tak, Ziemia nie, coś tam jest nie tak.
Ja: To taki projekt. Specjalnie zrobiony.
Joanna: Ja to bym się pobawiła w dom, w radość, może wychować coś, zasadzić.
Ja: Duszo?
D: Ona wybiera, ja się nie wtrącam. Latam tylko za nią od eonów.
Ja: To teraz znowu: opcje się pokażą, tysiące, setki tysięcy. Wasza monada dokładnie wie, czego potrzebujecie.
D: Super. Bo jest tego tak dużo, że się można zgubić.
Joanna:OK. [Mocno serce pracuje w tej istocie.]
Aleksandra: Hit: „Latam tylko za nią od eonów”.
Ja: Lecimy. Są dwa punkty. Gotowe?
D: Tak.
Joanna: Oczywiście.
Ja: Lecimy. Go.
Tutaj lekko zaniżamy się – z poziomu buddhi spadamy do przyczynowo-mentalnego. Stoimy przed ogromną planetą, światem pięknym, jakby na niebie zamiast nieba były oceany.
D: O.
Joanna: O. No tego nie widziałam.
Ja: Zobaczcie na rasę w środku.
Aleksandra: Ona chyba chce coś „odżywiać” – może roślinami, zwierzętami, wychowywaniem dzieci się zajmować?
Nikodem:
Ja: Jest tu dużo starych istot, nie tylko zbiorowych. Zbadaj, poczuj, sprawdź! Nie ma tu karmy, cierpienia – bardzo mentalna rasa. Z twoim humorem i celem to się pięknie uzupełni, bo wniesiesz dla nich dużo.
D: Mnie się podoba. Nie znam tego.
Joanna: Badam. [Bardzo ostrożna. Strach przed „ponowną Ziemią”.]
Aleksandra: Taka nauczycielka z niej trochę. Tu chodzi o dziecko, ale nie – o rośliny, drzewa, zwierzęta, coś, co się rodzi i wychowuje.
Dojrzała jest jej dusza. Sama dusza wiele się nauczyła od tego wcielenia.
Nikodem:
Joanna: Czyli mogę tutaj mieć rodzinę, męża, dziecko, sprzedawać, kupować, być sławna bez bólu?
Ja: Tak. To jest taka planeta przejściowa dla starszych istot. Tutaj mocno głowę rozbudujesz, ale i serce. Musi się zaleczyć to, co przez tysiące lat przeżyłaś na Ziemi. Dalsza część Uniwersum jest dostępna, ale nie polecam od razu eksplorować, bo za dużo traum jest po Ziemi.
Joanna: Rozumiem. Duszo?
D: Ja jestem na tak.
Ja: Mogę ci pokazać jeszcze setki, ale to wasza monada daje namiary. Mnie nic do tego, co robicie. Nie musisz się w ogóle wcielać.
Joanna: Ale ja chcę. Naprawdę, bo to jak spacerować wieczorem w deszczu – to takie odżywiające.
Ja: Świetnie. Szukamy rodziców.
Joanna: Są. Mam pójść z nimi?
Ja: Tak, zejdziesz z nimi na planetę. My tutaj czekamy.
Duszo, jak ty?
D: Wzruszam się. Nigdy bym tu nie trafiła.
Ja: Czemu mi zaufałaś?
D: Nie wiem. Tak patrzałeś ciepło, niewzruszony, pełny. Przenikający wzrok. Nie pytałeś, co mam dla ciebie zrobić, tylko jak ja się czuję, czego potrzebuję. Nie wiem.
Ja: Patrz, jak się wciela.
Aleksandra: Poleciała. Ciekawe, bo dusza nie miała takiego piekielnego myślenia jak mają niektóre, sporo dawała luzu osobowości. Czuć było, że ma taki głód subtelnie, że potrzebuje odpocząć, ale jest ciekawa nowych możliwości, światów.
Nikodem:
Ja: I nie ma Joanny. Znaczy jest, ale już w nowym ciele.
D: Ulgę czuję. Nie wiem dlaczego, ale strasznie mi to ciążyło. Nie wiedziałam co zrobić – te ceremonie, pochówki, pieczęcie, kapłani, jeden lepszy od drugiego, każdy mnie chciał zaprowadzić do innego boga. Szaleństwo.
Ja: Tak jest na Ziemi. Kwestia uwolnienia w sobie i bycia przewodnikiem dla siebie. Taka lekcja.
D: Zgadza się.
Ja: To cofnij jeszcze pieczęcie, te pierwotne, zanim przybyłaś na Ziemię.
D: OK.
Ja: Podświetlam ci je.
Aleksandra: Trochę na Ziemi przesiedziała.
Nikodem:
Ja: Dużo tego masz. Cofaj i wypełniaj to sobą – nie ma winy i nie ma kary. Ale ta planeta ciebie tego nauczy doskonale. Po to ona właśnie jest. Całe błędne myślenie na Ziemi ta planeta wyczyści totalnie z was. Wtedy będziecie gotowe na jeszcze większe rzeczy.
D: Dziękuję.
Ja: Transformujemy to, co wyszło. My wracamy do siebie.
D: Dziękuję, będę pamiętała o was. Dziękuję.
