To niesamowita praca wykonana w sesji całościowej, która ukazuje wielką odwagę naszego bohatera – Jerzego. Trauma, którą przeżył, należy do najcięższych doświadczeń, jakie mogą spotkać człowieka. Mimo tego ogromnego ciężaru wychodzi z niej zwycięsko – jako zupełnie nowy, odrodzony człowiek.
Moim zadaniem w tej pracy było jasne określenie i, dzięki możliwości rozbudowania w kwadratowych nawiasach, wyjaśnienie pojęć związanych ze współczesną duchowością: oszołomstwem udającym rozwój, zachłannością ludzi na doświadczenia mistyczne, duchowe, transowe czy umiejętności parapsychiczne.
Całe opracowanie dedykuję śp. Leszkowi Żądło, o którym tutaj rozmawiamy i podsumowujemy jego ścieżkę duchową – tę, która odcisnęła ogromne piętno w Polsce. Zapraszam do lektury, ponieważ praca ta będzie wielowymiarowa i z pewnością stanie się Twoją przygodą.
Weź coś ciepłego do picia, bo masz przed sobą 16 stron A4 (7800 wyrazów, 50 tysięcy znaków ze spacjami). Enjoy.
Początek
Jerzy: Zawsze to samo – stres przed sesją. Bardzo dużo się działo. Tydzień po naszej ostatniej pracy wszystko było normalne, a potem jakby coś mi się odkorkowało. Poczucie, że muszę pracować więcej z ciałem/energią. Bardzo się zainteresowałem qi gong, pranayama, nowymi ścieżkami energii (New Energy Ways). Sprawdzałem różne ćwiczenia. Mam wrażenie, że całkiem nieźle mi to idzie. Tak przez 2-3 tygodnie.
A teraz, przed pracą, kompletnie mi wyrzuciło brakiem wiary w siebie, brakiem motywacji. Sam nie potrafię. W moim odczuciu tak właśnie wyglądała relacja z matką – jak z samicą alfa w stylu policjanta. Robisz coś swojego, a za chwilę dostajesz za to reprymendę. Jesteś bierny, czekasz na to, co ona chce albo na co pozwoli – wtedy jest spokój. Życie pod butem.
Również myślałem o swoim rozwoju duchowym i jest podobnie. Przez kilka lat trzymałem się białych nauk Leszka Żądło – to było bardzo dobre, dawało spokój. Ale gdy pod koniec zacząłem czuć, że regresing i afirmacje to kręcenie się w kółko, a ważne są przestrzenie wyżej, bo wszystko z nich spływa i się materializuje – to po kilkunastu miesiącach byłem zgruzowany i straciłem ochotę na kolejne 10 lat rozwoju duchowego. Gdyby nie choroby, pewnie nawet bym do tego nie wrócił.
Mam poczucie zbitego szczeniaka, dziecka. Wybiera bierność, bo to bezpieczne. Albo trzeba się profilaktycznie zapytać o zgodę „rodzica” (pewnie Białego), żeby nie oberwać. Nie wiem, czy to syndrom sztokholmski, ale takie ustawienie, że bycie ofiarą losu jest korzystne, znormalizowane. Nie wychylasz się – jakoś tam będziesz egzystować.
Nikodem: Gdybym w latach 2007 i później zatrzymał się na naukach Leszka Żądło i współczesnej duchowości, nie byłoby trylogii „Bogowie”, Metody Jedności Jaźni, a cały system matrixa nadal miałby taką samą konstrukcję (patrz moje książki opisujące wszystko). Czy dostałem po łapach? Za każdym razem. Lecz nie ma innego wyjścia z lucyferyzmu, kiedy nie ma kontaktu z częścią subtelną i duszą – tym, co ty nazwałeś „przestrzenie wyżej, bo wszystko z nich spływa i się materializuje”.
Leszek odrzucał to, co mu pokazywaliśmy w temacie duszy i wyższych gęstości. Już w 2008 roku nazwaliśmy jego nauki „duchowym przedszkolem” i „konsumpcjonizmem ezoterycznym”. Mówił wprawdzie o reinkarnacji, energiach i czakrach, ale w jego podejściu było więcej materializmu i technik kreacji niż autentycznej eksploracji sfery duchowej. I widać to w skutkach jego nauk.
Dostawanie po łapach jest nieuniknioną ceną wolności. System bije tych, którzy chcą wyjść poza niego. Gdy przestałem słuchać „białych nauk” i zacząłem pracować z częścią subtelną – którą wówczas nazwyłem duszą – otworzył się dostęp do zupełnie nowego postrzegania. Było to wprawdzie kolejne, większe pudełko, następna warstwa matrixa, ale znajdowaliśmy się już wtedy znacznie dalej niż ktokolwiek przed nami.
Martwi to „zezłomowanie”, „zgruzowanie”.
Jerzy: Ciało niestety pamięta. Białe to był spokój, przynajmniej. Skaczesz po gęstościach, sprawdzasz, to lądujesz na wysypisku śmieci – nie fajne.
[Widać skutki traumy. Zaczynam szukać przyczyny takiego postrzegania.]
Nikodem: Może na zewnątrz metoda Leszka była biała, ale w środku jego dusza przecież w piekłach rezydowała – co zresztą pokazałem w rozmowie z jego duszą po śmierci osobowości.
Jerzy: Taki mix.
[Poprzednie zdanie miało podważyć przekonanie „białe – bezpieczne”.]
Nikodem: Wpływ na Leszka miał/miała [imię]. Dusza Balroga – taki niuans, kiedy już jesteś na poziomie pracy z duszami i wyższymi gęstościami.
[Pokazuję korzyść z przekraczania osobistych granic, bo wcześniej było powiedziane: „sprawdzasz, to lądujesz na wysypisku śmieci”.]
Jerzy: No tak, ale ja nie szedłem w ten regresing i wahadła jak inni. Ja chciałbym spokoju, najbardziej. Entuzjazm do rozwoju miałem, kiedyś, ale to już pięć procent z tego zostało.
[Zatrzymajmy się na chwilkę tutaj. Wielu z nas chciałoby być na wakacjach, nie wykonawszy wcześniej realnej pracy, by tam się znaleźć. Teraz uruchamia się wewnętrzny krzyk: „Tyle pracy wykonałem”, „Tyle zainwestowałem i gdzie są moje wyniki?”, „Tyle terapii, metod, godzin i gdzie są moje wakacje?”. Nie rozumiemy trzech podstawowych kwestii:
- Pracy z ciałem, podświadomością, rodem, schematami i mechanizmami obronnymi.
- Pracy duchowej nad częścią subtelną, duszą, karmą niższą i wyższą. Uwalnianie skutków ingerencji i ataków na poziomach niższych i wyższych.
- Pracy nad samym systemem, który nie zawsze reaguje na nasze energie i zmiany.
Są to trzy kluczowe obszary (poziomy), którymi zajmuję się od ponad dwudziestu lat. Do tego dochodzi kolejny element, który często ignorujemy:
- oszołomstwo duchowe,
- fałszywa duchowość,
- szarlatańska terapia,
- pop-psychologia,
- mentoring typu hokus-pokus.
Dziś nie mamy już kilku nauczycieli, jak w początkowych czasach działalności Leszka Żądło czy mojej własnej. Dziś mamy dziesiątki tysięcy instagramowych guru od wszystkiego: healerów, coachów, mentorów, przewodników, uzdrowicieli, aniołów, indygo, proroków. Są to ludzie oferujący rozwiązania na każdy rodzaj problemu. Dlatego w jednym z opracowań napisałem, że dziś ślepy prowadzi kulawego.
Pracuję z ludźmi nad skutkami nieprawidłowych praktyk duchowych, wpływów sekt, guru czy zwykłych osób, które nagle uznały się za oświecone i – pod wpływem oddziaływań (np. reptiliańskich czy kosmicznych) – zaczynają „inicjować” innych, dosłownie zjadając ich ciała subtelne. Ludzie tkwią w tym po uszy przez długie lata!
A kiedy ktoś mówi: „ale ja tyle zwiedziłem, tyle pracowałem”, nie można mu otwarcie stwierdzić, że nawet nie zaczął prawdziwej pracy i że jego wysiłek nie miał realnego znaczenia dla jego części subtelnej czy duszy. Zapłacił jedynie własną energią i czasem. Nie mówi się tego wprost, ponieważ nikt nie przyjmie takiej informacji – blokują ją mechanizmy racjonalizacji i wyparcia. Nie każdy jest gotowy, by powiedzieć: „błądziłem”.
W książce Cień bogów opisałem całą drogę wychodzenia z lucyferyzmu. Czy była prosta? Była cholernie bolesna, bo upadek sięgał samego dna. My nie chcemy się mylić ani nawet błądzić, bo szukamy autorytetów, którzy są nieomylni, wszystko wiedzą i pokażą nam, jak mamy żyć. Nie ma takich ludzi – dlatego ludzie wierzą w fałsz i przypisują im potrzebne wewnętrzne role. Carl Gustav Jung powiedział: „Psychologicznie rzecz biorąc, ludzkość w gruncie rzeczy znajduje się jeszcze ciągle w okresie dzieciństwa – na szczeblu, którego nie można przeskoczyć. Ogromna większość ludzi potrzebuje autorytetu, przywództwa i prawa”.
Współczesny konsumpcjonizm ezoteryczny przekroczył wszelkie granice absurdu i bezczelności. Śmiałkowie, którzy go propagują, budują na tym wielomilionowe biznesy. Są wszechobecni: w telewizji, na kanałach YouTube oglądanych przez dziesiątki tysięcy, w mass mediach, na portalach plotkarskich i podcastach. Najgorsze jest to, że wielu z nich czyta moje prace i dosłownie cytuje wybrane fragmenty bez kontekstu czy wyjaśnień, ale tylko te, które pasują do ich narracji – bo przecież to, co piszę i przedstawiam, zawsze ma wysoki poziom i jest innowacyjne. Tylko że w ich przypadku – nigdy nawet nie zaczęli ze mną pracować, a zatem żyją w świecie abstrakcji, pozbawionym realnej praktyki. A dlaczego? Podczas prawdziwej pracy mogłoby się okazać, że nie są tymi, za których się uważają – i że trzeba by było uwolnić pewne rzeczy, by zrobić miejsce na nowe działanie.
W takich czasach żyjemy i często o tym zapominamy, dając się uwieść sprzedawcom obciążeń, krokodyli, magii i inicjacji – osobom, które świetnie wyglądają, pięknie mówią, błyszczą urokiem i charyzmą, podczas gdy ich część subtelna i dusza manipulują słuchaczami a w najgorszym przypadku po prostu ich „realnie konsumując”. Istnieje jeszcze drugi rodzaj sprzedawców. Tacy, którzy mądrze mówią, ale wszystko pochodzi z intelektu i oczytania – nie ma za tym żadnych realnych umiejętności ani wykonanej pracy nad sobą. Ten typ, w odcięciu od tego, co wyżej, zamyka najbardziej. Bo podczas gdy pierwszy typ sprzedawcy wie, że oszukuje, drugi jest głęboko przekonany o swojej nieomylności.
Mam w przygotowaniu opracowanie dotyczące dwóch „przewodniczek”. To temat-mina, ale tak naprawdę często nie szukamy rozwoju ani uwolnienia problemów. Szukamy potwierdzenia własnych przekonań, by nic nie musieć zmieniać – by żyć w małym, białym pokoiku. Tylko że po śmierci jest jeszcze gorzej dla tych ludzi niż za życia, bo nagle widzą, co robili subtelnie, o czym nie mieli pojęcia. I zasada, że goni nas to, przed czym uciekamy, zaczyna oddziaływać z jeszcze większą siłą.]
Nikodem: Czuć, że męczy cię twoja podróż.
Jerzy: Jak Bilbo Baggins: „zmęczony jestem już”.
Nikodem: Moje pytanie brzmi: „Czego szukałeś w tych ścieżkach: Leszek i regresing, potem wielu ludzi (nawet nie warto pisać), rośliny, grzyby, DMT?”
Jerzy: Leszek to anioły, białe. Chyba pociągnęła mnie historia upadłych aniołów. Rośliny przyszły naturalnie.
Nikodem: Z „białych metod” skoczyłeś w „ciemne metody”, prestiżowe metody – jeśli można tak je nazwać. Tam oberwałeś najmocniej. [Prestiżowe to sarkazm.]
Jerzy: Teraz na topie. Pełno ludzi, długie terminy oczekiwań na „pracę”. DMT?
Nikodem: Nie tylko. Ayahuasca i DMT zawsze były TOP, ale dla mnie to nie są żadne metody rozwojowe. Potrafią „otworzyć”, ale znam wielu, którzy nie potrafią już bez tego. Uzależnili się całkowicie.
Jerzy: Grzyby mi powiedziały, żeby ich nie brać, że to ego moje podpowiada, że tego nie potrzebuję. Nie posłuchałem.
Nikodem: Spotkałem mnóstwo ludzi po Aya czy po zażywaniu DMT. Wszyscy mówili podobnie: „Aya mnie wysłała”, „Aya mi odpowiedziała”, „Przewodnik przedstawił”. Rozumiem potrzebę człowieka, by przeżyć coś, co nawet na chwilę odpowie, podpowie czy uwolni od ciężkości życia i szarości dnia codziennego. Tylko od dwudziestu lat zadaję pytanie: „A co twoja dusza ci powiedziała?”, „Co twoja intuicja ci powiedziała?” – bo tak wracamy do myśli Junga. Człowiek zachowuje się jak małe dziecko, a w swojej głowie wyobraża sobie, że jest nie wiadomo kim.
Jeśli ktoś ma wizje po różnych substancjach, trudno z tego zrezygnować, bo to jego sposób. Łatwy sposób, banalny wręcz. Realna praca w sesji jest dużo bardziej wymagająca. Tylko jedno trwa chwilę, a to, co robimy, jest wieczne i zostaje na zawsze w nas jako umiejętność duchowa na wszystkie wcielenia.
Jerzy: Tak, chociaż same istoty nie przeganiały mnie, ale dawały mi informacje, że ja tam nie powinienem być – że nic tutaj dla mnie nie ma.
Nikodem: Masz zadanie. Weź kartkę papieru A4. Narysuj przez środek linię prostą. Zaznacz maksymalnie 5 metod. Na samym dole napisz: regresing (Leszek), metoda x (pan/pani), metoda y (pan/pani), metoda z (pan/pani).
Teraz od dołu zacznij bez zastanawiania rysować linie do góry, ale pozwól, by dana metoda i czas sama „odbiła” ręką w lewo lub prawo od pionu – może nawet być mocno w lewo lub mocno w prawo jak półkule.
Jerzy: Już.
Nikodem: I potem wiele lat przerwy?
Jerzy: [opisuje metody] A potem zablokowanie, agresywność do ludzi rozwojowych.
Nikodem: Pracowałem z ludźmi po prawie wszystkich metodach duchowych, klasycznych. Znam ich historie, bo znam metody, ponieważ wiele z nich badałem. Wiele z nich nie ma żadnej racji bytu, jak placebo, ale są takie, które mają tyle samo minusów (czytaj: skutków), co dają korzyści. Po incydencie z fanatykami Vishwanandy i tymi, którzy przez niego zostali skrzywdzeni – ofiarami – przestałem skupiać się na opisach metod, nurtów.
U ciebie czuć smutek, żal i pretensje ogromne.
Jerzy: Byłem rozwalony mocno po Konradzie. Ja bym do rozwoju nie wracał, gdybym nie zachorował parę lat temu. Kurcze, mega stres czuję. [Imię na cele opracowania zostało zmienione.]
Nikodem: Przez oszołomstwo duchowe, fałszywy mediumizm, brak podstaw pracy z człowiekiem, takie „miksy wielu metod” zostawiają ogromne szkody. Człowiek nawet nie zaczął się rozwijać, pracować prawdziwie, ale przez te szkoły ezo, new age, proroków, wpada w sidła i nie wychodzi z nich. Dopiero właśnie choroba, depresja, strata wyciąga z tego stanu, bo człowiek wcześniej jak w hipnozie. Potem czyta kogoś, kto ma wiedzę, klasę, wyniki, i nie widzi, bo widzieć nie może – mózg już mu nie pozwala, bo „wszyscy są tacy sami”. Tak jest z czarodziejami duchowości, coachami sukcesu, których teraz ogrom. Nie zazdroszczę ludziom obecnie, bo zanim znajdą prawdę, przejdą przez 90 procent szamba, które ich trzyma i więzi, bo za taką postawę jest również i cena.
Wracając do ciebie. Postaw palec na „Konrad”. Jeszcze na linii prostej, jak się zaczyna.
[Tutaj zaczynamy wchodzić w „pracę” z pewnym znanym panem.]
Jerzy: OK.
Nikodem: Spokojnie. Teraz przesuń lekko w lewo, wzdłuż tej linii. Co czujesz?
Jerzy: Stratę.
Nikodem: Zapytaj się tej straty: „Czym jesteś?”.
Jerzy: Smutek, żal, stracone życie.
Nikodem: Zapytaj się dalej tego: „Czemu w tamtym momencie uruchomiły się te emocje? Czemu stracone życie?”.
Jerzy: Byłem w strasznym stanie, nie mogłem zrozumieć, co się stało, szok psychiczny. Jakbym stracił życie, ale chyba cześć subtelna wtedy uleciała ze mnie albo była zablokowana, bo ja czułem się jak skorupka, bez wnętrza. Jakby ktoś mi głowę młotem rozbił, a serce wyciął nożem. Normalnie nie czuję się czakr, ale takie dziury po nich już tak.
Nikodem: Gdybym powiedział: „Leżałeś na stole astralnym i był rytuał”, jak ciało się do tego odnosi?
[Przybliżam moment silnej traumy bardzo powoli.]
Jerzy: Stres, duży, ale ja jak piszę dzienniki, to mnie nachodziło, że zostałem sprzedany wtedy.
[Mechanizm obronny wyparcie, dlatego w następnym zdaniu zmieniam technikę.]
Nikodem: Idźmy dalej. Jaki jest cel buddyzmu?
Jerzy: Pustka.
Nikodem: I co przeszkadza w osiągnięciu pustki i oświecenia?
Jerzy: Ciało, umysł, serce, uczucia.
Nikodem: …ale też ciała subtelne, ego. A jak ciała subtelne, to i część subtelna?
Jerzy: Tak. Na koniec tamtej pracy czułem takie oświeceniowe energie. Miłe były, przyjemne, ale wieczorem podczas snu poczułem zniszczenie po tej pracy z nim.
Nikodem: Zostałeś zniszczony w trakcie tej pracy. I słowo „zniszczenie” jest tutaj jak najbardziej odpowiednie. Ale co zostało zniszczone i jak?
Jerzy: W moim odczuciu, byłem skorupką, zombi – czyli brak czakr, serca, głowy, część subtelna. To pamiętam wieczorem, jakby powiedziała, że musi uciekać. Cierpienie w ciele ogromne.
Nikodem:

Po lewej Ty przed spotkaniem. Po prawej Ty po spotkaniu. Ty i Cz.S – część subtelna.
Głowa otwarta, zostały takie małe zwitki z ciał: eterycznego, astralnego i mentalnego. Na to naszły energie oświeceniowe, które miały znieczulić. To była wasza umowa jeszcze w trakcie praktykowania buddyzmu w innym życiu.
Jerzy: Ja się czułem jeszcze 3–4 godziny po pracy miło, wieczorem się zaczęło, w nocy to już nie pamiętam, co się działo. Obudziłem się rano i to był horror.
Nikodem: Dokładnie. Miło, bo tak to ma działać – energia się wygasza. On jako prowadzący nie miał dostępu do energii buddyjskiej, bo pewnie został wydalony lub wyrzucony. Substytut ich energii, więc szybko wygasł, jak lek przeciwbólowy przestał działać.
Jerzy: Chciałem oświecenia, to pamiętam. Pod koniec pracy byliśmy umówieni na kolejną i miałem poczucie, że to będzie właśnie moje oświecenie. Właśnie z takim przekonaniem wyszedłem od niego, a na drugi dzień „nie ma człowieka”.
Nikodem: Ale tu jest inne pytanie, nie ofiary, ale kogoś, kto miał intencje: dlaczego do niego i po co? Czy tylko oświecenie?
[W pracy z tak wielką traumą zawsze szukamy własnych intencji, bo to pozwala nam odzyskać moc sprawczą.]
Jerzy: No, wszystko co z tym związane: rozwiązanie karmy, problemy, życie w takim błogostanie jak te istoty ze szkół mistycznych, oświeceniowych, jogini, buddyści.
Nikodem: Eckhart Tolle znany z historii, że siedział na ławce i nagle stan bez myśli. Tylko czy ktoś badał jego ciała subtelne przed i po? Podobnie w temacie Mooji czy wielu guru hinduskich. Znam nawet ilość warstw całunów na poszczególnych ciałach subtelnych, zbiorniki zasilające i wiek poszczególnych inicjacji u nich. Zrobiłem to już prawie dwie dekady temu, bo badacz bada. Jak masz takie zdolności, to je wykorzystujesz dla dobra swojego rozwoju, ale i innych. Oni przedstawiają nurt prądu umysłu oświeconego, jak go nie reprezentuję zupełnie, bo dla mnie nie ma oświecenia tylko jest nieskończony rozwój, co pokazałem we wszystkich moich książkach.
Jerzy: Te istoty mają bardzo fajne wibracje, ale coś z nimi jest nie tak, bo one nie są unikalne, tylko kopiowane.
Nikodem: Zgadza się, jak z inicjacją w Chrystusa. Procesy umysłowe i psychiczne są wzmacniane energiami i całunami. Tam nie widzisz człowieka w jego pierwotnej emanacji, ale emanację szkoły, ścieżki i linii przekazu. Działa to na mózg podświadomy słuchacza, wpływa na reakcje ciała ludzi dookoła – jasne, bo taki jest tego cel, podobnie jak posiada to cel wewnętrzny: utrzymanie pewnego stanu „bycia”. Są takie pola tzw. „pola niebytu/niczego”, a sama wibracja miłości oświeceniowej jest wibracją energii zastoju i jest biała.
Wiem o tym, bo to przeżyłem: stan przebudzenia, oświecenia, połączenia i jedności ze wszystkimi. I to bez specyfików, transów, medytacji. Jednak w pewnym momencie musiałem zadać sobie pytanie: „Ale muszę z duszą pracować, ona potrzebuje pomocy. To mnie od niej odcina”. Przerwałem, dosłownie wyrwałem się z tego stanu, ale jak można wyrwać się ze stanu „połączenia z innymi”? Ból ciała fizycznego oderwał, problemy życiowe – przytłoczenie. Cały proces był ciężki, ale potrzebny, bo byśmy dzisiaj nie rozmawiali. Teraz właśnie mówię o tym, co opisałem w Poza Dualnością – biała droga rozwoju.
Jerzy: Plus jest taki, że trochę mniej stresu w ciele mam teraz. Na początku bardzo dużo stresu. Miałem stany takie, tylko one były fizyczne, i same schodziły, ale nie wydaje mi się, że były buddyczne, ani po żadnej metodzie z kimś.
Nikodem: Mówię o stanach i fizycznych i duchowych – to jest jedno.
Wyjdź z poziomu skrzywdzonego ego, bo zgodziłeś sobie to zrobić, bo chciałeś osiągnąć to, co oświeceni. Byłeś gotowy zrobić wszystko.
Jerzy: Tak chciałem, nie wiedziałem, jaka cena jest tego w rzeczywistości.
Nikodem: Ale rzeczywistość dla ciebie nie miała znaczenia. Miało znaczenie tylko oświecenie i spokój, święty spokój.
Jerzy: Był horror.
Nikodem: Horror to jest teraz. Skutki to są teraz. [Zaczynam wyciągać dalej. Runda druga.]
Jerzy: Są też, wiadomo.
Nikodem: Nienawiść do siebie i do niego za to, co się stało. Są do teraz.
Jerzy: Są. Ciało nie ufa, ja sobie też nie ufam już. Utrata zaufania do siebie kompletna.
[Ważne słowa Jerzego. Nie może zaufać sobie ani nikomu innemu. To zresztą cud, że wspólnie pracujemy i pozwolił na dotarcie do tak dużej osobistej traumy, bo przecież „znany pan” rozszczepił mu dosłownie trzy ciała subtelne, w tym część subtelną. Przeżył własną śmierć duchową, ale tutaj zaczynam konfrontacje z oprawcą i nienawiścią, która nie powinna być skierowana we własną stronę.]
Nikodem: Zapytaj się subtelnie, w duchu: „Konradzie, co zrobiłeś z moimi ciałami subtelnymi?”.
Jerzy: Sprzedał, tak mi się wydaje, ale nie wiem. Chwilka… co to znaczy z ciałami moimi? Sekunda. Czyli po tych 6–7 miesiącach to nie wróciło, co było? Sorki, stresuje się teraz, chyba płakać mi się chce.
[Proszę zrozumieć, że we wspólnej pracy, kiedy mamy jeszcze tak wielką traumę, bardzo dokładnie dobieram słowa. Dopiero teraz do Jerzego dotarło to, co się stało. Widzimy, ile warstw wyparcia było.]
Nikodem: Straciłeś ciała subtelne i część subtelną. Tak, jak ludzie chodzą na metodę usuwania czakr i w nią wierzą. Potem takie czarne, puste dziury, gdzie grzyby się robią i organy nie dostają wsparcia. Jak sobie ciało poradziło z czymś takim?
[Tu opisuję kolejne oszołomskie techniki nurtu „New Age”.]
Jerzy: Mam łzy w oczach. Emocje mnie wzięły.
Nikodem: W buddyzmie, ale nie każdej szkole, czasem jest robione tak, że kasują część subtelną i ciała wyższe, ale tworzą jednocześnie na poziomie buddhi-atmy zbiór dla świadomości uczniów. I schodzą takie promienie do ciał fizycznych z tego poziomu. Więc jest jakiś substytut, obieg zamknięty energii, przepływ dla uczniów. U ciebie? Ty zostałeś z niczym, oddzielony, wyrwany, martwy dosłownie.
[Tutaj nie czekam na reakcję Jerzego – dociskam jeszcze mocniej.]
Jerzy: Sekunda… emocje duże. Zaraz napiszę.
Nikodem: Nie musisz nic pisać, bo wiem, co czujesz.
Tylko przypomnij sobie, skąd pojawił się impuls, żeby akurat tam być, pójść, zrobić. Skąd taka potrzeba? W ciele, sercu, głowie? Jakieś wydarzenie życiowe zmusiło?
Jerzy: [Wymienia metody, ludzi] Jakoś poczułem, żeby do niego pójść. Muszę się trochę uspokoić, strasznie duże emocje, jeszcze strata części subtelnej i ciał subtelnych. To wszystko to ci sami ludzie, grupki pod grupki. Jedna mafia, ale od białej drogi Leszka się zaczęło.
Nikodem: Miałem sytuację w 2019 roku, kiedy straciłem wszystkie ciała oprócz eterycznego, łącznie z częścią subtelną. Wszystko opisałem w Cień bogów, każdy detal tego ataku, kto, jak i co czułem. To była moja śmierć duchowa i prawie fizyczna. Najbardziej traumatyczne wydarzenie – jeszcze ta burza w Warszawie. Rano wstałem jak wrak, bez ciał, bez emanacji, bez energii. Mówię o tym, bo wiele istot przeżyło coś takiego, przeżyło swoją śmierć. Jak poradzić sobie z taką traumą, takim przeżyciem.
Jerzy: Czułem wtedy, żeby popełnić samobójstwo, albo iść do psychiatryka, codziennie ból, minuta po minucie, jakbym umarł, to czułem, że odrodzę się jako jakiś niepełnosprawny w Rosji. Tak codziennie, sekunda po sekundzie, przez miesiące. Plus brak wiary w coś dobrego.
Nikodem: Przytul swoje ciało teraz, obejmij się i powiedz: „Wybaczam sobie to, co zrobiłem, bo nie rozumiałem”.
Jerzy: Ciężko, cały czas płaczę.
Nikodem: W moim przypadku było inaczej, bo walczyłem duchowo, idealizowałem monady, wierzyłem, że dobro wygra. U ciebie inaczej – ty wierzyłeś w oświecenie, w drogę do czegoś wymyślonego przez Lucyfera, owszem, ale czegoś, co jest celem samym w sobie. Wszystko to opierało się na wierze, fałszywej wierze, iluzji i braku świadomości.
Gdybyś miał coś powiedzieć temu Jerzemu z tego okresu, co byś mu powiedział, co przekazał?
Jerzy: Zaufanie ma iść do środka. Zaufanie i szacunek dla siebie, ciała, serca, swoich uczuć – nie na zewnątrz. Szanować siebie, co się ma, środek swój.
Nikodem: Dalej powiedz mu: „Część subtelna czy dusza nie zaprzecza oświeceniu, którego nie ma, bo część subtelna i dusza to my sami, to rozszerzenie nas i to trzeba kochać. Uśmiercanie siebie to brak miłości do siebie. Więc jeśli oświecenie tego wymagało – w tych pojęciach i działaniach – to nie zawiera miłości” (jeden z prostszych przykładów lucyferyzmu właśnie).
Jerzy: Niszczenie siebie to zbrodnia przeciwko sobie, tak naprawdę. Ja ze swoim DDA, część subtelna, dusza, czy monada – to jest moja historia, moja podróż, przejaw miłości, chociaż niedoskonały. Życie takie jest. Moja podróż, moja historia – to jest miłość, a nie pustka i kokony oświeceniowe. [Tutaj czuć uznanie.]
Nikodem: Dobrze, teraz powiedz sobie: „Wyciągam to, co zostało z moich energii i ciał. Wycofuję to, co przehandlował ten człowiek i jego dusza. Wycofuję z nich wszystkie swoje energie, części i przestają być zbiorem jego posiadłości”.
Jerzy: Chcę, ale boję się trochę, że ktoś podleci i zaatakuje albo ON.
[Strach przed oprawcą.]
Nikodem: To kolejna rzecz, ale właśnie jej chcemy.
Jerzy: Dużo lęku mam też w ciele.
Nikodem: Pozwól na ofiarę w sobie i na ten strach, ale zrób krok do przodu.
Jerzy: Skupię się na sercu na chwilę, aby się lekko uspokoić i podbudować.
Nikodem: Przeszedłeś „Przebudowę Subtelną”, masz zupełnie inne ciała. Po to ten sposób powstał, by ludzie i ich dusze wychodzili z nieprawidłowych praktyk, odzyskiwali swoje. Teraz pracujemy z twoją pamięcią, polem i podświadomością.
Teraz mądrość zwraca ci to, co za nią zapłaciłeś.
Jerzy: Moja miłość w sercu, moja jaźń, nieskończona, wieczna podróż, istota, niedoskonała, ale to w porządku. Dobra. Moja wola i serce, wiązki z moimi ciałami, energiami, szukam i wycofuję, bo taka jest moja wola. Moje wibracje, moje historie, energie do mnie wracają.
[Tutaj nie chodzi o to, co robią słowa Jerzego, ale o sam akt wypowiedzenia ich na głos. Zasada jest taka: nie scalamy energii, która jest poza nami. Dodatkowo Jerzy jest po Przebudowie Subtelnej, która odbyła się parę miesięcy wcześniej, więc tym bardziej wszystko, co jest jego, ma w sobie. Pracujemy z tym, co w nim, żeby nie ujawniło się to w następnych wcieleniach jako trauma lub tendencja.]
Nikodem: Cofasz z jego pola, jego duszy, jego ciał, jego posiadłości, jego zbiorów swoje energie, swoich ciał, czakr, jaźni. Wszystko cofasz, bo nie podtrzymujesz wiary, że to doprowadzi cię do oświecenia czy gdziekolwiek indziej.
Jerzy: [przepisuje]
Nikodem: Wiem, że w twojej podświadomości ten gość wydaje ci się duży, ale niech stanie przed tobą subtelnie na poziomie astralno-mentalnym.
[Przechodzimy do realnej konfrontacji, bo Jerzy przełamał wcześniej siebie.]
Jerzy: Czyli zawołać po prostu? Wygląda na dużego i ciemnego jak goryl.
Nikodem: Zapytaj go: „Czemu skasowałeś mi część subtelną i ciała?”.
Jerzy: Mówi: „Ty kmiocie, ty idioto, skasowałem, bo mogłem”. Kojarzy mi się czarny rynek handlarzy narządami, tylko w energiach.
Nikodem: Dalej: „Pracujesz dalej z ludźmi?”.
Jerzy: Mówi: „Chuj cię to obchodzi”.
Nikodem: Dalej: „Czemu tak przeklinasz i się złościsz? Nie przyszedłem cię oceniać”.
Jerzy: Mówi: „Bo długi ma zaciągnięte, wszystko się rypło. Połowa ludzi miała być oszczędzona, druga miała iść na spłatę długów. Tak, jak w moim przypadku”. [Wygląda jak w opałach, spocony.]
Nikodem: Cofnij się lekko i zwiększ wibracje na poziom przyczynowy i powiedz, żeby tam stanął obok ciebie. Jak on się tam czuje, a jak ty?
Jerzy: Ja normalnie, on chyba nie lubi, chyba dla niego jakoś trudniej trzymać wibracje.
[Tutaj widać pozytywne zmiany po Przebudowie Subtelnej, jaką Jerzy przeszedł wcześniej.]
Nikodem: Dalej: „Gdzie jest twoja dusza, zawołaj ją”.
Jerzy: Mówi: „Nie ma” (jakby była przetrzymywana gdzieś, takie mam odczucie).
Nikodem: Dalej: „W piekłach?”.
Jerzy: Mówi: „Tak, trzymana przez jakieś istoty za długi”.
Nikodem: Teraz poczuj w sobie, czy chcesz mu pomóc, bo mamy takie możliwości. Czy raczej mówisz mu: nigdy więcej tobie nie zaufam, ale wybaczam sobie to wydarzenie.
Jerzy: Nie mam siły mu pomagać, za dużo cierpienia. Chcę zamknąć tę historię z nim, zrównoważyć to między nim a mną, i tyle. On może się zgłosić do ciebie, ja się zgłosiłem, też łatwo nie było.
[Dlaczego zgłoszenie do mnie było trudne?
- Wymagało przełamania zdrady ze strony autorytetów (Leszek, Konrad, inni „przewodnicy”). Zgłoszenie się było ryzykiem – kolejna osoba mogła wykorzystać lub zlekceważyć jego traumę. To jak otwarcie ran przed kimś nowym, bez gwarancji, że nie zostaną one ponownie rozdrapane.
- Samo zgłoszenie wymagało przełamania dumy i poczucia porażki. Jerzy musiał przyznać, że jego dotychczasowe ścieżki rozwoju (regresing, buddyzm, wiele różnych metod, substancje) zawiodły, a on sam został oszukany i energetycznie okradziony. Dla kogoś, kto inwestował lata w „duchowy image”, to upokarzające.
- Jerzy również się czuł współwinny swojej sytuacji „sprzedałem siebie”. Zgłoszenie się po pomoc wymagało przyznania: „Zawiodłem się na sobie, a teraz proszę kogoś o ratunek”. To połączenie wstydu i bezsilności”.
- Wielu nas działa w paradygmacie: płacę → dostaję usługę → oczekuję rezultatów. Tymczasem praca ze mną nie jest transakcją – to proces wymagający całkowitej otwartości i rezygnacji z kontroli. To jak przestawienie się z fast foodu na gourmet: wymaga cierpliwości i gotowości na nieoczywiste smaki.]
Nikodem: Dalej: „Pozwalam ci odejść i przestaję cię zasilać na wszystkich poziomach”.
Jerzy: [przepisuje]
Nikodem: I tutaj popatrz na sznur między wami (sploty), bo jest węzeł. Dotknij go, zrozum i rozpuść.
Jerzy: Robię.
Nikodem: Dalej: „Przestaję dawać się zabijać przez ciebie, twoje długi to twoja sprawa. Jeśli energii jest nieskończenie wiele, a ty wyciągasz od innych, więc i karmę sobie robisz”.
Jerzy: [przepisuje]
Coś mi się przypomniało teraz. Po pracy z nim byłem umierający i w szoku. Napisałem wszystkie swoje odczucia i poprosiłem o sprawdzenie. Odmówił, zbluzgał mnie i odciął kontakt. Zostawił mnie umierającego. Nawet nie napisał „przykro” albo coś. Teraz mi się przypomniało, bo jak w pracy widziałem tego maila, to mi kolana się ugięły, ledwo do autobusu doszedłem.
Nikodem: Dobrze, że to wyszło.
Jerzy: Ciężko, umysł spoko, ale w ciele ciężko.
Nikodem: Cała rozmowa subtelna z nim nie ma znaczenia. Chodziło o konfrontacje z katem. Jak się czułeś?
Jerzy: Chyba się znów popłaczę.
Nikodem: Nie jest wcale taki duży, silny, mocny, co? Sam jest ofiarą, która nie rozumie kompletnie zasad duchowych, duchowości a podobno zajmował się tym dłużej ode mnie. Wszyscy, którzy uczyli się od Leszka Żądło – ugrzęźli na różnych etapach i poziomach.
[Wyjaśnijmy. Dlaczego wiele osób uczących się od Leszka Żądło ugrzęzło na różnych etapach?
- Brak fundamentu w wyższych ciałach subtelnych. Leszek skupiał się na pracy z ciałem, podświadomością, traumami z tego życia i poprzednich, miał wiele sukcesów, bo znam historie ludzi i jego własną, którą opowiadał. To jest ten element korzyści, ale skutki negatywne to przekierowanie elementu końcowego metody na „doskonałe Wyższe Ja”, które z założenia jest „boskie, czyste, oświecone” i naszym celem jest scalenie/połączenie z nim. Dlatego w jego środowisku nie były akceptowane niedoskonałe, pełne manipulacji i wykorzystywania wyższe gęstości. Ta postawa przypomina zachowanie dziecka, które idealizuje rodziców we wczesnych etapach swojego rozwoju. Innymi słowy jego uczniowie w dłuższej perspektywie rozwijali jedynie niższe poziomy świadomości, podczas gdy wyższe pozostawały nieaktywne lub zniekształcone. To jak budowanie domu bez fundamentów – pozornie stabilny, ale kruchy przy pierwszym kryzysie.
- Pierwszy punkt prowadzi do drugiego. Brak narzędzi do rozpoznawania manipulacji wyższych, bo przecież pierwszy punkt ideologicznie temu zaprzecza. Wielu uczniów, słuchaczy, przyszłych nauczycieli, padło ofiarą „czarnoksiężników” (np. Konrad), którzy wykorzystywali brak wiedzy o częściach subtelnych czy duszach. Leszek nie przygotował ich na ciemną stronę duchowości – uczył jedynie „światła”, więc byli bezbronni wobec energetycznych predatorów. Oczywiście, świetnie sobie radzili na poziomach niższych: ciało eteryczne i astralne, ochrony astralne, ale przecież mamy jeszcze wiele wyższych gęstości ze swoimi zasadami i oddziaływaniami. To nie wina Leszka, ale zależności jego duszy od Metatrona, który przecież odcinał całą duchowość w ten sam sposób. Podobnie jak czyniło Białe Bractwo Jana od Apokalips – odciąć od prawdy i prawdziwej duchowości.
- Pułapka intelektualizacji duchowości. System Leszka opierał się na analizie, sesjach oddechowych i technikach – ale to duchowy materializm. Uczniowie myśleli, że kontrolują proces, podczas gdy tak naprawdę zatracali się w iluzji kontroli. Jak powiedziałem wcześniej: „Ludzie nie widzą, co dzieje się wyżej”.
- Trzeci punkt prowadzi do czwartego. Nie było pracy nad własnym cieniem na poziomie części subtelnej i duszy. Była praca nad cieniem osobowym, traumą osobistą, ale wszyscy jego uczniowie i przyszli nauczyciele – odcięci od swoich części subtelnych i dusz, nie mieli bladego pojęcia, co „oni sami robią” jako kolejne jaźnie. To było sprytne posunięcie, ponieważ pozwalało duszom dalej „babrać się magią” czy „czerpać z ciemności” bez konfrontacji z ja osobowym, czyli nami.
- Iluzja oświeconego mistrza. Jest to widocznie szczególnie na Wschodzie, gdzie ścieżki prądu umysłu oświeconego są główną ścieżką rozwoju. Leszek tworzył narrację o własnej nieomylności („Wyższe ja jest doskonałe”) i stworzył nawet skalę ERD, która badała poziom scalenia świadomości z nadświadomością (Wyższym Ja). Od 0 do 36, licząc sobie 35,8. Uczniowie wierzyli, że naśladując go, osiągną podobny stan. W rzeczywistości reprodukowali jego ograniczenia, w tym brak kontaktu z własną duszą i nieumiejętność rozróżnienia prawdziwych energii i wyższych gęstości.
- Ślepa wiara w system metody zamiast w siebie. Uczniowie szukali odpowiedzi w metodach Leszka, a nie we własnej intuicji. Gdy jego metody (ale też innych) zawiodły (jak w przypadku Jerzego), nie mieli alternatyw – tylko poczucie zdrady i duchową próżnię.
- Nierozwiązany lucyferyzm. Sam Leszek był pod wpływem Metatrona, więc jego system nieświadomie promował lucyferyczne wzorce: pychę, iluzję oddzielenia i duchową konkurencję. Uczniowie powtarzali te schematy, nawet tworząc własne szkoły.
Jak wygląda ugrzęźniecie w praktyce?
Poziom podstawowy to wieczne kręcenie się w kółko: regresjach, afirmacjach bez realnej transformacji. Korzystanie tylko z jednej metody i brak przekraczania własnych samoograniczeń i nacisku wizerunku samoidealnego, który nie chce się konfrontować.
Poziom zaawansowany to tworzenie własnych metod, ale opartych na tych samych błędnych założeniach (np. magiczne myślenie, pomijanie duszy, pomijanie manipulacji we wszystkich gęstościach subtelnych).
Poziom kryzysowy to załamanie po spotkaniu z ciemniejszymi energiami z wyższych gęstości i technikami nie opisanymi wcześniej oraz wpływami (jak Jerzy) – utrata zaufania do siebie i duchowości w ogóle.
Teraz lepiej rozumiesz moje stwierdzenie: „Wszyscy, którzy uczyli się od Leszka Żądło – ugrzęźli na różnych etapach i poziomach”. Duchowość odcięta od duszy staje się grą ego, a nie ścieżką wyzwolenia. Jerzy musiał przejść śmierć części subtelnej, by zrozumieć, że rozwój zaczyna się tam, gdzie kończą się cudze metody.]
Jerzy: Wyjdę do łazienki na chwilę, znów łzy.
Nikodem: Spokojnie. Nigdzie nam się nie śpieszy.
Myśmy próbowali wpłynąć na Leszka Żądło i jego regresing, posty na forum cudu, mówiliśmy o duszy i kontakcie z duszą. Olewał nas, nazywał lucyferystami, i że Wyższe Ja jest doskonałe. Ci wszyscy ludzie wyrośli na jego naukach, metodach, pojęciach i energiach wpływu, jaki reprezentował. Nawet jeśli potem tworzyli własne drogi – cement był zabarwiony, czyli odcięty od rzeczywistej pracy duchowej.
Jerzy: Do kogo ja miałbym nawet iść, do psychologa z tym, psychoterapeuty, tam są problemy tata bił mamę a potem mnie, oni to rozumieją, a co ja miałbym powiedzieć, że czakry miałem powyrywane, cześć subtelna skasowana. Nie widziałem kolorów, czerwony, zielony, widziałem, ale one były zimne, szare prawie albo każda sekunda to jak doba. Oni nie rozumieją tego, co się wtedy czuje… płakać się chce po prostu. Przeżyć swoją własną śmierć, gdy ciało jeszcze żyje.
Nikodem: Rozumiem. Nie ma do kogo się zgłosić, ale nie jest to do końca prawda, ponieważ jest ktoś taki, jak ja – od tylu już dekad. Tylko tutaj pytamy się swojego wnętrza: przed czym tak naprawdę uciekaliśmy dotychczas? Ja leczę i uzdrawiam bardzo trudne rzeczy, przypadki i historie. Jednak sama trauma potrzebuje czasu i trzeba ją przejść właśnie tak, jak to razem teraz robimy.
Jerzy: Wiadomo, ciało musi po trochu.
Nikodem: Dotknij ciała, brzucha szczególnie, daj tam dłonie i powiedz: „Czy noszę jeszcze strach przed nim?”.
Jerzy: Jest strach przed nim, strach przed śmiercią, że ciało już tego drugi raz nie przetrwa.
Nikodem: Wejdź w ten strach przed nim. Zamknij oczy [tutaj przedstawiam swoją technikę pracy z cieniem i podświadomością.]
Jerzy: To jest taki strach, że ze mnie prawie nic nie zostało, oni mnie już zabiją i do końca rozerwą.
Mam. Mówię do ciała, do siebie, że już jestem.
Nikodem: Dobrze, wejdź dalej w ten strach i usiądź, jak w oku cyklonu.
Jerzy: Pamiętam to cyklon, jezu to też było, cyklon, który rozrywa.
Nikodem: Siedzisz w środku, siedź tam i powiedz: „Cały ten strach teraz materializuje się w formie człowieka i siada przede mną w oku cyklonu ze mną”.
Jerzy: Jest czarna postać, smukła, oczy czerwone, jak z anime, „Kid Buu”, tylko czarny.
Nikodem: Powiedz mu: „Daję ci miłość i spokój, nie musisz walczyć, ja jestem bezpieczeństwem”.
[Tutaj pomagam, ponieważ stosuję bardzo delikatne podejście wypracowane przeze mnie.]
Jerzy: Rozszarpie i zje.
Nikodem: Dalej: „Daję ci miłość, daję ci spokój, tu jest bezpiecznie”.
Jerzy: Miłość, spokój… czuję, że wszystko się zmieniło jak w mikserze. Lęki, cyklon, ja, czy pozostałości mnie.
(Mówię to, co ty napisałeś)
Nikodem: Dalej: „Przytulam ciebie, tu jest twój dom, we mnie”.
[po chwili]
Dalej: „Wylewam z ciebie czerń i ciemność. Wychodzi przez naszą podstawę”. Ty fizycznie i w swojej wyobraźni przytulaj bez oceny i pogardy.
Jerzy: Tak jakby ten „Kid Buu” zebrał to wszystko, aby nie uderzać po ludziach, tylko skierował do środka – chaos, kompletny, wszystko pomieszane. Ciemne wychodzi i chyba się zmienia.
Nikodem: Ma wyjść, bo to choroba, bardzo ciężka choroba. Wychodzi na zewnątrz, wszystko. Dalej: „Już nie musisz tłumić i tego trzymać w sobie”.
[Skutkiem tej traumy byłby prawdopodobnie rak, ponieważ atak na siebie samego jest zbyt silny. Dodatkowo wydarzenie przeżyte w samotności i izolacji.]
Jerzy: On trzymał, aby zarządzać tym. Robił, co mógł, chciał dobrze. Mówię do niego z wdzięcznością.
Nikodem: Bardzo dobrze. Zawsze robimy to, co możemy. Wychodzi i wypływa – wszystkie ciemne energie, żale, pretensje, poczucie wykorzystania, śmierć. Wychodzi. Wstańcie oboje i teraz powiedz mu, żeby popatrzył przed siebie.
Jerzy: Bardziej różowo przeźroczysty jest. Nie jest już czarny.
Nikodem: Zejdzie promień duszy i monady specjalnie dla niego, w końcu odpocznie.
Jerzy: Grunt dla niego, odpoczynek. Wcześniej walka z cyklonem.
Nikodem: Poszedł. Powiedz sobie, że cały ten teren po tej walce, traumie, miejscu – rośnie w energiach, bo wychodzą wszystkie czarne kulki, metale z tej ziemi i przestrzeni dookoła. Śmiało.
[Poszedł oznacza już integracje z duszą i monadą.]
Jerzy: Taka tafla wody leczy, żeby ziemia urosła, oczyszcza ciemne.
[Czasami mam taki wewnętrzny krzyk, który chciałby wykrzyczeć do kogoś takiego, jak duchowy Carl Gustav Jung. Wtedy powiedziałbym: „Przyjacielu, patrz, do czego doprowadziliśmy pracę, na jaki poziom, co tutaj dzieje się psychicznie, biologicznie, energetycznie, duchowo”. Ale nie ma. Zostaje cisza.]
Nikodem: Musi to wyjść z „pod ziemi”.
Jerzy: Z ziemi jak kwiaty?
Nikodem: Pomogę ci. To ciekawa technika, bo robisz ją wewnętrznie i podświadomie, a mogę pomóc. Zaraz zaczną wychodzić takie czarne kulki i metal, bo tych emocji było zbyt dużo i psyche musiała sobie poradzić w ten sposób.
Idzie, bo to było zapieczętowane przez oprawców. Oni nie wiedzą, że każdy czyn zadanej śmierci, traumy, łączy „nieświadomą liną” kata z ofiarą. Choroba i śmierć, potem znowu obok niego.
Niech to wychodzi głową.
Jerzy: Nie świat rozwoju duchowego, tylko półświatek, jak w mafii.
Nikodem: Ciężkie pieczęcie, ale przez twoje emocje, przeżywanie, mogło to się pojawić. Słyszałem historię, że Leszek był ostry i wymagający, ale pracowałem z ludźmi po Leszku, regresingu i nigdy nie było takiej historii, jak twoja z tym gościem.
[Tutaj pozwalam sobie na chwilę rozmowy, bo i tak jestem skupiony na pracy z ciałami subtelnymi i reorganizacją ich z duszą Jerzego.]
Jerzy: Usłyszałem, że normalnie to ludzie umierają po czymś takim.
Nikodem: Czarnoksiężnicy, którzy zobaczyli w duchowości miejsce dla siebie. A że ludzie nie mieli (większość nadal nie ma) pojęcia o częściach subtelnych i duszach, to się nabierali na wibracje całunów, magii, emanacji zajebistości danego maga, jego słowotok i samozachwalanie, i szli jak zwierzęta na rzeź. Każdy, kto pracował ze mną dłużej, potrafi przynajmniej odczuć intuicyjnie – już nie mówiąc o tym, że widzi czy odczuwa subtelne i potrafi opisać energetykę danej osoby. Przedszkole, szkoła średnia czy studia. Sami wybieramy, na jakim etapie jesteśmy.
Dostaniesz prezent. Do góry dźwigamy się, do monady. Dobrze ci to idzie, więc stań obok niej na poziomie adi.
Jerzy: Chyba już kiedyś była jak słońce, teraz bardziej kulka wody? [Jerzy dostaje przebudowę swoich niższych ciał subtelnych w prezencie.]
Nikodem: Powiedz jej, że uwalniasz teraz całe to doświadczenie i przeżycie i sobie i jej wybaczasz.
[Teraz dźwigamy przeżyte doświadczenie i zamieniamy w mądrość na poziomie każdej jaźni: osobowości – duszy – monady. Główna zasada Metody Jedności Jaźni.]
Jerzy: Monada wzruszona?
Nikodem: To nauczy was nigdy nie wchodzić na drogę lucyferycznego rozwoju, czy buddyzmu, czy pochodnych tych nauk, bo tego jest bardzo dużo w kosmosie. To, co u Leszka, nie był wolny od Metatrona, i po śmierci znowu wylądował w jego świecie, jego systemie myślenia (opisane w Upadek bogów). Stąd Cień bogów i Zmierzch bogów tak ważne, bo one uczulają na metody i energie tych istot. Inaczej dusze nie rozróżniają. Dźwigamy teraz wszystkie ciała do góry, do monady i przebudowujemy.
Jerzy: Stawiać trzeba na siebie, mimo że jest się niedoskonałym. Tylko na siebie, swoje doświadczenia.
Nikodem:
Ja: Jak to widzisz?
MJ (monada Jerzego): W końcu mógł się z tym skonfrontować. Dziękuję.
Ja: Uwalniamy. Są zalążki, pieczęcie, magia i trauma. Podświadomie dużo wyszło.
MJ: Tak. Rozpuszczam i wysyłam do SA (Superaspektu). Wróci podsumowane, bo to związane z nieprawidłowymi ścieżkami, karmą nauczyciela i kłamstwa.
Ja: Tak przypuszczałem, że się wyrównało teraz już.
Jerzy: Własne kreacje, a nie cudze kokony oświeceniowe i inne. Cudze to martwe tak naprawdę.
Nikodem: Widzisz ile tego wychodzi? Po jednym człowieku? Plus resztki zalążków chorób, tutaj głównie nienawiść i żal w ciszy. Cały wypalony splot.
Jerzy: Nie trzeba brać nic z DMT. Zwykła praca ala medytacja i można człowieka rozwalić. Nic, cieszę się, że i tak udało mi się dojść do tego etapu.
Nikodem: Wystarczy „ala medytacja”, bo dzieje się na poziomie subtelnym, część subtelna i dusza działa. Człowiek myśli, że ktoś się zajmuje nim i jego ciałem, a co wyżej robi? Ponad dwadzieścia lat o tym mówię, ale już przestałem, bo większość woli kolory, odpusty, show, bycie takim fajnym, jak sprzedawca przed nim.
Jerzy: Gdybym tej śmierci nie przeżył, to bym w ogóle Ci nie wierzył. Tylko jak czytałem Cień bogów, to było takie… umysł nie wierzy, ale ja w ciele przeżyłem brak części subtelnej. Nie wierzysz, że idziesz do kogoś na sesję, a twoje ciała i czakry będą sprzedane, a ty w psychiatryku. Takich historii na Facebooku nie ma, bo kto ma opowiadać? Nieobecni nie mają głosu.
Nikodem: Mnie się takie historie opowiada, bo jest możliwość uleczenia.
Tutaj takie klamry buddyjskie od razu, śluby lojalności wobec niego (u duszy też widziałem), plus wypalenie, które się odnawia.
[Widać, że nasza praca jest pracą całościową, na każdym poziomie, każdy mały element jest robiony.]
MJ (monada Jerzego): Robię, pomagasz mi. Ciekawe Ciebie obserwować. Jesteś tu i jako monada.
Ja: Niedawno stworzona ze wszystkich aktualnych wcieleń – jedna świadomość. Plus energia Przedwiecznej w środku, bo ona nie przebywa już w Uniwersach.
MJ: Czuję jej/wasze wibracje. Respekt. Idzie, już zaraz będzie gotowa energia i ciała subtelne.
Jerzy: Byłem na terapii czaszkowej. 20 minut rozmowa spoko, kładę się, a facet głos zmienia na hipnotyczny i wzywa przewodników duchowych. Ja mu mówię: „Halo, o co tutaj chodzi? Przecież nic na stronie o tym nie było”. Tylko fizjoterapeuta. I zrezygnowałem.
Nikodem: Nie wiem, po co oni sobie dodają tej pseudo-duchowości i przewodników. Tak wzmagają tylko obciążenia proroka (patrz Poza Dualnością i pani z TV).
Jerzy: On, że źle zrobił, że na głos powiedział, bo to nie ma znaczenia, i dziwi się, że nie chce kontynuować, i pewnie katolik ze mnie. Podobno teraz wszędzie tak robią, że dodają te elementy „duchowe”.
Nikodem: Ludzie nie wiedzą, co robią. Nikogo nie trzeba przywoływać, nawet swojej duszy, bo pewnie nie dusza przyjdzie. Ludzie wyszli z kościoła, ale weszli w kościelną duchowość, bo niczym to się nie różni. Tam się modlili, tutaj też to robią; tam wierzyli w anioły, tu je przywołują. Tam amen, tu om.
Ale po co to sobie robią? Po co dodają do czegoś, co działa i tego nie potrzebuje?
Ciała subtelne schodzą bez grama energii tego człowieka i tej sytuacji. Ciało będzie potrzebowało pewnie sauny fińskiej.
Jerzy: A kąpiel w wannie z olejkami eterycznymi?
Nikodem: Też, ale sauna to sauna.
Jerzy: Spróbuję i sauny poszukać. Ja mam ciała w duszy również.
Nikodem: Prezent, prawie każda przebudowa tak robi.
Jerzy: Super, dziękuję.
Nikodem: Tak, te wyższe ciała częściowo przechodzą przez duszę, ale i nie. Monady są bardziej stałe w kontakcie, dusze latają i często ich nie ma. Tak najlepiej.
Jerzy: Ulga dla mnie, duża. Ja straciłem nadzieję już i myślałem, że dociągnę do końca wcielenia i te sprawy nie będą rozwiązane. Duża ulga, dziękuję!
Nikodem: Tak myślę jeszcze o tym „Panu znanym”. On nie przyjdzie do mnie, bo bałby się oceny siebie i swojej duszy, bałby się utraty ciemności z której czerpie. Tylko nie wie, że nie zajmuje się oceną postępowania czy osądzaniem czynu danego człowieka czy jego duszy. Również nie wie, że technika przebudowy dźwiga iluzję mocy (ciemność, ciała podziemne, piekła, magię) i zamienia w prawdziwy przepływ. Dodatkowo jest wstyd połączony z dumą – to nie pozwala, bo jest jak obroża. To też przyznanie, że dana ścieżka się nie sprawdziła, nic nie wniosła lub bardzo mało.
Dodatkowo twoja rozmowa z nim pokazała, że on/oni są „ułomni” na poziomie gęstości wyższych, nie pracują z duszami. Leszek walczył lata z tym, co pisałem, co pokazywałem. Takie są teraz tego skutki. Od początku do końca nieprawidłowa droga duchowa. Ba, nie tylko duchowa, poznawcza, bo to wszystko rozchodzi się o wpływ lucyferyzmu, który – nie umniejszając sobie – rozbiłem, patrz trylogia „Bogowie”.
Jerzy: Miałem duże opory, żeby z Tobą pracować, ale no co… jeśli weryfikuje się wszystko na „nie” tak jak trzeba, to trzeba to sprawdzić.
Nikodem: Fakt, faktem, myśmy byli wszyscy zamknięci w lucyferyzmie, ale to co innego od matactw dusz czy części subtelnej. Ale w lucyferyzmie zamknięte jest ponad 90 procent duchowości, więc jakie to ma znaczenie.
Czasami są takie sytuacje, nie tak tragiczne, jak twoja, ale są urazy psychiczne i fizyczne po różnych pracach, metodach, ścieżkach, doświadczenia poza ciałem. Bardzo ciężko to uleczyć, bo ludzie to trzymają w sobie przez lata i tłumią. Nikt tego nie rozumie i milczą. Ja rozumiem, bo to badałem dwie dekady: co i jak robi dana metoda, ścieżka, nurt.
Przykład.
Ostatnio napisał pan, że jego syna boli głowa. Byli w szpitalu, wszelkie badania, skany, RTG, badania psychiatryczne, leczenie. Nic. Zbadałem jego ciała subtelne: część subtelną i duszę. I co się okazało? Brak ciał subtelnych od astralnego w górę. Chłopak miał kompletną kasację ciał, czyli części subtelnej i duszy. Skąd? Jak sprawdziłem – dusza chłopaka walczyła z istotami od Metatrona i Beliala. Został tylko zwitek z energii, bo to nie ten poziom działań wobec takich istot.
Odpisałem ojcu, że możemy zająć się bólem głowy, bo ciało fizyczne i ciało eteryczne faktycznie ma zmiany chemiczne już, czyli trwałe, ale odbudujemy duszę, część subtelną – zrobimy kompletną przebudowę, bo tym się zajmuję. I wtedy głowa ma prawo odpocząć, otworzyć się i poczuć ulgę, bo poczuje połączenie. Teraz jest aktywne napięcie i trauma, bo kryzys napięciowy się nie skończył, ciągle jest konflikt przeżywany. I co się stało?
Pan nigdy nie odpisał. To nawet nie jest szczyt głupoty, ale efekt kantyzmu i arymanizmu na strukturę filozoficzną, myślową i duchową człowieka. Racjonalizm bez mózgu. Jak rodzic może to zrobić dla swojego dziecka? Rodzic może nie rozumieć duchowości, ezoteryki, terminów, które ja wprowadziłem, bo jest to naprawdę nowe i unikatowe, ale żeby nie spróbować?
Jerzy: Ja myślę, że ten „znany Pan”, który mnie tak zniszczył. On Cię zna w sensie bloga, strony, podejścia, bo ludzie wiedzą o Tobie w świecie duchowym. Ja wiedziałem od lat. Ale ty wyciągasz cień, piekła, trudne sprawy.
Nikodem: Jeśli ktoś lubi trzymać „trudne sprawy” i tylko owijać w kolorowy cukierek.. to sobie zostawia tylko pracę na następne wcielenie. Przecież od tego się nie ucieknie – nikt i nigdy. To nie zniknie, a będzie obciążeniem lub tendencją w nowym życiu.
Ktoś musi wyciągać, jeśli tylu się bawi w duchowość, rozwój i „zróbmy sobie dobrze”. Są naprawdę świetni ludzie, sam poznałem takich, ale to jest garstka liczona na palcach tylko dwóch dłoni.
Jeśli czytają mnie super, ale czy jest zrozumienie? Praca na żywo czy właśnie taka, jaką wykonaliśmy, a intelektualnie zgłębianie treści to są dwie różne rzeczy. Po drugie, pewnie ich dusze czy strażnicy odciągają ode mnie. Jeśli nie ma woli tego przełamać, to pokazuje, kim się jest.
Jerzy: No tak. Super, że dało się tyle uzdrowić, duża ulga dla mnie.
Nikodem: Gratuluję.
Jerzy: Przeżyłem, a nawet do przodu udało mi się do przebudowy monady, siebie podleczyć, do przodu! Super, dziękuję! Znikam, to była trudna sesja, ale czuję się już luźniej.
Zakończenie
Praca z cieniem i traumą została zsomatyzowana (przyjęła formę fizyczną/energetyczną). „Kid buu” to symbol cierpienia, agresji skierowanej do wewnątrz. Przemiana w różową, przeźroczystą postać pokazuje, że energia strachu może zostać transmutowana przez miłość. Ziemia i woda to metafora odnowy. Gdyby Jung to widział, pewnie uśmiechnąłby się i powiedział: „Wreszcie ktoś zrozumiał, że demona nie pokonasz mieczem – tylko zapraszając go na herbatę”.
Ten przykład pokazuje, że czasem trzeba zejść na samo dno, by odbić się od niego i wypłynąć na powierzchnię. Tak właśnie było w moim przypadku. Gdy w 2019 roku zacząłem pisać o lucyferyzmie, dopiero wtedy zareagował Leszek Żądło. Wówczas zobaczył we mnie nie lucyferystę, lecz człowieka – młodego geniusza, który wytykał mu palcem błędy, rewolucjonistę duchowego, jakim on sam przecież był.
Jego słowa, aby zająć się nim po śmierci, badać, pilnować i pokierować, stanowiły dla mnie formę uznania. Przecież poznałem tego człowieka, gdy byłem zaledwie dwudziestosiedmioletnim chłopakiem – mężczyzną wówczas zupełnie się nie czułem. To było uznanie kogoś, kto całe swoje zasoby, ogromne zbiory, kierował na walkę – często nawet bezpośrednią – z tym, co robiłem, pisałem, co w większości przypadków dawałem za darmo.
Jego „zajmij się mną” było dla mnie oznaką przekazania pałeczki i symbolicznym uznaniem. Dziękuję.
Byłem na jego pogrzebie, który odbył się w 2021 roku na Murckach. Obaj jesteśmy z Katowic, dlatego powiedział: „To chyba nie ja byłem iskrą z Polski”. Dziękuję za Twoją ostrość, bo ona uczyniła mnie silniejszym, i dzięki temu Twoje błędy nie stały się moimi.



