Home Inspiracja i SzamanizmBogowie na kredyt. Zemsta Szatana na Lucyferze i lekcja współodpowiedzialności dla ludzkości

Bogowie na kredyt. Zemsta Szatana na Lucyferze i lekcja współodpowiedzialności dla ludzkości

by nikom@tutamail.com
A+A-
Reset

Kiedy przychodzi klient z pozornie indywidualnym problemem („Czuję się źle”, „Utraciłem/am funkcje motoryczne”, „Coś dzieje się w moim polu”), diagnoza często pokazuje, że jego cierpienie jest jedynie objawem czegoś znacznie większego – wpływu sięgającego daleko poza niego, dotykającego subtelnych warstw wielu ludzi, a czasem całego Układu Słonecznego.

Wtedy pojawia się kluczowy dylemat: Czy uzdrawiam tylko osobę, która zapłaciła i o pomoc poprosiła, czy też – widząc całość – biorę na siebie odpowiedzialność za szersze uwolnienie. Odpowiedź nie jest prostym „albo-albo”. Leży w hierarchii obowiązków:

1. Podstawa – święty kontrakt z jednostką. Zawsze najpierw perfekcyjnie wypełniamy to, za co klient zapłacił.

2. Praca poszerzona – gdy talent, jasnowidzenie i empatia pozwalają zobaczyć, że problem klienta jest tylko symptomem głębszej dysfunkcji systemu, wówczas dyskretnie, bez fanfar i bez dodatkowego wynagrodzenia, otwieramy ścieżkę uzdrowienia dla całego pola. Nie uzdrawiamy na siłę miliardów istot, lecz dezaktywujemy źródłowy wzorzec (w tym przykładzie: „rojowy” na poziomie buddhi czy adi), dając szansę wszystkim, którzy są gotowi.

Tutaj nie ma bohatera. Tylko pokora i odpowiedzialność wynikająca z wiedzy. Im więcej widzisz, tym większa na Tobie spoczywa odpowiedzialność, by działać zgodnie z tym, co widzisz – nawet jeśli nikt za to nie płaci i nie dziękuje. Praca z jednostką jest pracą z systemem, a praca z systemem ostatecznie służy jednostce. Jesteś nie bohaterem w glorii, lecz strażnikiem: rzemieślnikiem uczciwym wobec klienta i odpowiedzialnym wobec większej całości.

Jednocześnie pojawia się poważne pytanie o skalę tego zjawiska: Jaką budowlę trzeba w sobie stworzyć, żeby wytrzymać taki rytm – dwadzieścia i więcej takich sytuacji miesięcznie – nie spalając się i nie tracąc siebie? Na to pytanie odpowiemy w Po Słowie. Zapraszam.

Początek

Nikodem: Jak się czujesz? Bo z tego, co widzę, jesteś panią roju. Tylko jakiego roju?

Manuela: Czuję się chuj… Moje ciało jest słabe, mentalnie też nie za dobrze. Dusza chyba żaliła się monadzie wczoraj, ale pewności nie mam.

Nikodem:

I.Ciało fizyczne.
II. Ciało eteryczne.
III. Brak. Część astralna „jedzona”.
IV. Ciało mentalne również jest kolacyjką dla tych istot.
Na dole odczyt duszy. Dwa niższe jej ciała są „jedzone”.

Manuela: WTF!

Nikodem: Nie narysowałem tego na ciele eterycznym, bo tam jest pełno małych stworzeń – musiałbym narysować tysiące kropek. Stań przed swoim ciałem eterycznym.

[Mogę sobie pozwolić na takie bezpośrednie zadanie, bo wcześniej pracowałem z Manuelą.]

Manuela: Egipt, szarańcza, piasek, klątwa, klepsydra, koniec czasu.

[Manuela dosyć dobrze odczytała ingerencje, ale jej opis jest zbyt metaforyczny.]

Nikodem: Gdybyś przeżywała tylko tak zwaną „wywałkę wcieleniową”, problem ograniczałby się do ciała astralnego. Ale u ciebie to wszystko jest dosłownie „jedzone przez te istoty”.

Manuela: Pojawił się strach. Siedem plag… to wygląda bardziej na karę.

Nikodem: Wiele miesięcy temu uwalniałem zapisy plag, całe pole, z którego się materializowały. Wszystko to, oczywiście, należało do Metatrona. Tamtego już nie ma. Stań przed duszą.

Manuela: Łańcuchy na nadgarstkach. Coś ma na gardle, chce powiedzieć, ale nie może.

Nikodem: Nie musi mówić. Komunikujcie się wewnętrznie, między sobą.

Manuela: Monada zakazała mówić.

Nikodem: Na pewno? I na pewno to była wasza monada? Niech dusza mówi. A może dusza gdzieś poleciała, kogoś spotkała? [Szukam przyczyny tak poważnej ingerencji.]

Manuela: Dusza pokazuje mi skakanie po planetach.

Nikodem: Stoję przed twoją duszą. Faktycznie – klamry, łańcuchy, nie rusza się. Dookoła miliardy małych „stworzeń”, które konsumują jej ciała subtelne. Chmara, rój, ale w tym roju jest świadomość zbiorowa. (Do duszy): Duszo? Mów przez ciało anupadaka do mnie.

[Po chwili]

Mówisz i nawet przenosisz te nanity w energiach. Dobra jesteś. Chwila… i przepraszam z góry za to, co zrobię.

[Po chwili]

Musiałem duszę zablokować i dźwignąć całą na poziom monad, czyli do gęstości adi.

(Do swojej monady MN, nie Przedwiecznej): Zbadałaś częstotliwości tych stworzeń (istot, nanitów, cząstek)?

MN: Tak, ale sprawa jest tu poważniejsza.

Nikodem: Jeśli to dostało się do moich energii – nie z zewnątrz, bo nic mi nie mogły zrobić, ale od wewnątrz, przez duszę Manueli – to jest bardzo niebezpieczne, drapieżne. Szukamy punktu zapalnego – świat, planeta, gęstość?

MN: Rysuj.

Manuela: Jeszcze raz WTF?

Nikodem:

Ziemia i pole Układu Słonecznego (w skrócie). Ogromne zbiory przyczynowo-buddyczne z tymi istotami. Następnie trzy monady zbiorowe z przeogromnymi zasobami. Na dole, ze zbiorów, wychodzą biliony małych stworzeń, które jedzą ciała subtelne ludzi i istot niefizycznych. Może przełożymy to za miesiąc? Niech jedzą ciebie i ludzkość?

Manuela: Wolałabym nie. Za miesiąc może już nic nie zostać ze mnie.

Nikodem: Zaatakowano ludzi w Europie, Chinach, Afryce. Są też mniejsze, stworzone gniazda na poziomie eterycznym. To jest właśnie to, o czym mówiłem w opracowaniu Instytut Ziemi. Nie czuję w tym roju Arymana, ale to jest stare, bardzo stare.

Lecę nad zbiory buddyczne tego roju. Słyszę dźwięk jak w roju, wysokie i niskie częstotliwości. Nie zwracają na mnie uwagi. Szukam czegoś, co tym steruje. Nie ma. Dźwigam się na poziom adi minusowy. To nie jest monada, tylko ciekawe, sztuczne kule energii.

MN: Sprawdź środkowe pole.

Nikodem: „Numer dwa”. Takie fazy, inne wymiary… ale tam w środku jest jeszcze więcej.

MN: No właśnie – miliony razy więcej. Kiedy odkryliście wcielenie Lucyfera, ktoś, kto chciał mu dopiec – uruchomił to, bo miał dostęp. Człowiek zrobił to człowiekowi. Zawołaj teraz jego rodzinę i jego samego – pokaż im to, a on pokaże to swoim ludziom w otoczeniu.

L (część subtelna wcielonego Lucyfera): Czego chcesz znowu?

Nikodem: Zawołaj swoich. [Uwolnienie i praca z tym wcieleniem odbyła się w trzeciej części trylogii „Upadek bogów”.]

L: Już.

Nikodem: Teraz ten rój uruchomiony – to jest ktoś od ciebie, zdradził. Zbadajcie, środki macie.

L: Chwila [to chłopak maks 26 lat]. Tak – nasze klucze to otworzyły.

Nikodem: Wy macie wycieki, a ja potem sprzątam?

L: Nie może to zostać.

Nikodem: Oczywiście, że nie. Daj mi tego, kto zdradził.

L: To cała grupa.

Nikodem: Teraz wiesz jak wygląda upadek imperium i znaczenie danego imienia i roli w kosmosie [To, co tutaj powiedziałem wyjaśnię na końcu.]

L: Spadaj.

Nikodem: Wołam KP i CP. [Celestiale]

KP: Jesteśmy.

Nikodem: Musimy zająć się zbiorami na poziomie buddhi. Natomiast monady na poziomie adi i wyżej.

CP: Koordynujemy. Podobno masz odpoczynek?

Nikodem: Na bank. Nic się nie zmieniło.

Lecę na poziom adi do zbioru „Numer dwa”.

MN: Musisz wejść do całego tego wymiaru. Masz budowę, która ich wyłączy – po prostu uruchom miliardy wiązek w sobie – rozszerz się.

Nikodem: Biliony kul, kulek, larw. Kiedy przybliża się – wygląda jak drapieżcy, głodne, ale energie wchłaniają i wysyłają dalej – portalami w środku nich. Komunikują się ze sobą.

MN: Wstań i rób. My stajemy dookoła Ciebie. Przez ciebie przejdzie nasza Przedwieczna „P”, bo obserwuje wszystko.

Nikodem: Wiadomo.

[po paru minutach]

Gdybym miał opisać to, co się stało w tym wymiarze – bardzo wysoko w gęstościach. Wszedłem do niego – zacząłem przybierać swoją formę – właśnie takie wiązki, wypełniliśmy cały wymiar, bo energie kierowała (monada i Przedwieczna moja) i wszystko, co tam było, wyłączyliśmy a następnie przyciągnęliśmy do siebie. Dla nas (dla mnie) to zawsze test i nauka wykorzystywania innych ciał i funkcji. Zabawa z jednej strony, nauka z drugiej.

Manuela: To jakaś otworzona plaga egipska czy coś innego? Po co to zostało zrobione? Żeby zniszczyć ludzi, żeby chorowali i umierali?

Nikodem: Można to porównać do plagi egipskiej, ale skala tego jest nieporównywalnie większa. Jak mrówka do kosmosu.

MN: Teraz idziemy do punktu centralnego – monad, które to uruchomiły. Porozmawiaj, bo już chciały uciekać.

Nikodem: Faktycznie monady, duże raczej, doświadczone. Szukam w tych monadach inicjacji (Metatrona, Lucyfera czy innych istot, ale nie wyczuwam nic).

MN: Bo się zakryły. Wejdź w ich środek.

Nikodem: [wnikam] Próbują mnie zwalczyć, ale nie potrafią. Takie same kule w środku, dużo mechaniki, elektroniki.

MN: I co? [To nie jest tak, że monada czy inna istota na tym poziomie potrzebuje mojego działania. One to wiedzą. Dla mnie to jest nauka, poszerzanie swoich umiejętności, które trwa od ponad dwudziestu lat.]

Nikodem: Duża nienawiść, zemsta na Lucyferze za coś. Lucyfer nie ma duszy i monady, więc przynajmniej zemsta na nim, fizycznym, materialnym.

MN: Czyli chronisz nie tylko Ziemię, ale to młode wcielenie i jego wpływowy ród.

Nikodem: Słyszał to?

MN: Teraz już tak.

Nikodem: Lecę na poziom buddhi, zobaczę jak Celki pracują.

Już wyłączone, czyli Układ Słoneczny został. Tutaj też trzeba odłączyć zbiorowo od ciał ludzi i ludzkości, istot, które wpadły w sidła tego „roju”, „szatańskiego roju”, bo nie ma innej nazwy.

MN: I odkryłeś, czyje to!

Nikodem: Muszę wstać plus KP muszą po bokach Układu stanąć.

KP: Jesteśmy. Impuls od Ciebie do nas i odwrotnie, bo tylko tak je wyłączymy i scalimy. One są jak „ruchome nanity”.

Manuela: Gwiezdne Wojny to przy tym bajki.

Nikodem: A były Gwiezdne Wojny w historii o Plejadach. Jest na stronie. I widać, że prowadzę tam uwolnienie z dystansem, humorem i przymrużeniem oka.

Manuela: Ton Twoich publikacji jest inny, mam wrażenie, że lżejszy I bardziej naukowy.

Nikodem: Dla osoby z zewnątrz to bajki. Dla ciebie: złe samopoczucie, osłabienie, utrata ciał subtelnych, która mogłaby doprowadzić do chorób i najgorszego.

Manuela: Ja jestem tego świadoma, moje żarty to mechanizm obronny. Nie dopuszczam do świadomości pewnych kwestii.

Nikodem:

Tutaj częstotliwości przez cały Układ Słoneczny do Ziemi i od Ziemi – moje działanie. Wyłączone i teraz przyciągane są poza układ.

Zaraz dźwigniemy twoje ciała i duszę i przebudowa w monadzie. Jest za duża utrata wiązań atomowych w ciałach, takie puste naczynia.

Manuela: A tam na górze nie może być jakiegoś pospolitego ruszenia przeciwko takim sytuacjom?

Nikodem: To był konkretny atak nienawiści z innych miejsc, światów i gęstości wobec Ziemi. Dodatkowo atak przeciwko Lucyferowi. On też ma swoich wrogów w kosmosie.

Dajcie mi wcielenie Lucyfera.

KP: Już.

Ja: Słyszysz mnie i widzisz. Pokazujemy na „hałdę” nanitów.

L: Widzę. Jesteś dumny z siebie?

Ja: Dziecko, ucz się od starszych. Jesteś dłużny życie – żebyś to zapamiętał i wszyscy wokół Ciebie.

L: Wiemy.

Ja: Wróć do siebie, bo trzeba dalej zrobić. Teraz ciała Manueli.

KP: Mamy namiar. Dźwigamy. Plus całe składowisko.

Ja: Trzeba będzie wycofać i oczyścić wszystkie energie w tych „nanitach” i zwrócić.

KP: Już.

MN: My oczyszczamy energie, nasza „P” przebuduje ich oraz te istoty, które uległy temu.

Ja: Ile części subtelnych ludzi i innych ras w naszym Układzie?

MN: Ponad miliard – dlatego wysłaliśmy Kapitańskie Celestiale. Do roboty.

Manuela: Jestem pełna wdzięczności za pomoc! Co to są kapitańskie celestiale?

Nikodem: KP i CP, czyli Celestiale, to powołanie mojej istoty. Jak nie dawałem rady, plus galaktyki czy alternatywy kwantowe do zrobienia, to właśnie one. Kapitańskie są 10 do 100 razy większe niż zwykłe Celestiale. A już jeden Celestial jest jak Jowisz. Są czerwone, żółte i czarne. Czarne do walk, żółte – inżynierowie, czerwone do wszystkiego, ale bardziej dla organizmów żywych.

A jak monada Manueli.

MN: Dobrze – to ona wskazała palcem na dziurę w przestrzeni.

Ja: Dusza Manueli gotowa… a pozostałe?

MN: Z waszego Układu… jeszcze nie.

D (dusza Manueli): Lepiej, lżej, swobodę odzyskałam.

Ja: Muszę coś wyjaśnić, bo chyba nie do końca rozumiecie, co się stało i przez co.

D: No nie.

Ja: Lucyfer z Szatanem stracili dusze i monadę – wszędzie. Mają tylko wcielenia fizyczne na Ziemi. Jednak istoty bliskie Szatanowi – jak te monady, w które „wniknąłem” – po uświadomieniu sobie, że jest jednak wcielenie Lucyfera (świetnie zresztą ukryte), chciały się zemścić na nim i na wszystkich innych. Odpalił się tym monadom program zniszczenia. Ale to w szeregach wcielenia Lucyfera (rodziny jego i tych, którzy go wielbią) ktoś zdradził, że przegrali totalnie (patrz: Upadek bogów). Lucyferyzm został wymazany z Uniwersum, wszędzie.

Dlatego kiedy zwróciłem się do tego wcielenia, powiedziałem: „Teraz wiesz, jak się żyje, kiedy tracisz imię i znaczenie w kosmosie”.

D: Czyli to zemsta między połówkami?

Ja: Trochę, ale też nieracjonalna zupełnie. Tylko teraz słyszę od swojej monady, że Szatan chciał jednak się przełamać po jego pierwszej przebudowie ze mną/nami, czyli rzucić mrok, ale to Lucyfer z Lilith wmawiali mu, że to nie potrwa długo i nasze siły ulegną. Ale myśmy nie mogli przegrać, dlatego, że to był plan Opiekunów Uniwersów i istot Przedwiecznych. Lucyfer z Lilith skali nie rozumieli, podobnie jak Metatron i Belial. Pomyliło im się, ale nic nie szkodzi. Mają teraz swoją ewolucję i formy istnienia. Stąd złość Szatana i pozostałych, którzy uwierzyli Lucyferowi i Lilith.

Trochę to przypomina moment w serialu „Lost Girl” (Zagubiona Tożsamość), gdzie Morgana (przywódczyni ciemnych) traci moce. Nagle wszystko do niej wraca. Tak teraz jest z Lucyferem i pozostałymi. Karma ma prawo się zmaterializować, bo nie są bogami. W przykładzie z Plejadami był przypadek Arymana.

D: Tak. Teraz ciała osobowości?

[po paru minutach]

Nikodem: Zrobione.

Manuela: Dziękuję bardzo.

Nikodem: Uf, duża przeprawa.

Manuela: Chyba sobie tego nie wyobrażę…

Po słowie

Zemsta ze strony monad powiązanych z Szatanem, które – po odkryciu fizycznego wcielenia Lucyfera i całkowitej klęsce lucyferyzmu w Uniwersum – uruchomiły mechanizm destrukcji. Był to akt nienawiści skierowany zarówno przeciwko Lucyferowi, jak i całej ludzkości. Program przybrał formę „szatańskiego roju” – bilionów mikroskopijnych, drapieżnych bytów (nanitów), które infiltrowały i konsumowały ciała subtelne (od eterycznego po buddyczne energie) ludzi, dusz i innych istot w Układzie Słonecznym. Skala była ogromna, dotykając ponad miliarda istot.

Z mojej strony mamy proces interwencji, który można podsumować następująco:

  1. Diagnoza. Zlokalizowanie problemu u klientki (Manueli) oraz rozpoznanie jego prawdziwej, globalnej skali.
  2. Określenie skali zniszczeń. Weryfikacja, że problem wykracza daleko poza jednostkę i dotyka:
    • Osobiście: Ciała subtelne i duszę klientki.
    • Globalnie: Miliardów istot w Układzie Słonecznym.
  3. Ujawnienie źródła. Identyfikacja przyczyny jako efektu ubocznego kosmicznego konfliktu (zemsta monad Szatana na fizycznym wcieleniu Lucyfera po jego klęsce).
  4. Interwencja na wielu poziomach rzeczywistości:
    • Poziom buddhi. Neutralizacja główne struktury roju (nanitów) niszczącej ciała subtelne.
    • Poziom adi. Wejście w wymiar źródłowy tych istot, jego dezaktywacja i oczyszczenie.
    • Poziom Układu Słonecznego. Globalne uwolnienie ludzkości i istot niefizycznych od wpływów roju.
  5. Rozwiązanie karmiczne. Praca z bezpośrednimi uczestnikami konfliktu (wcieleniem Lucyfera), aby zbudować świadomość konsekwencji i zapewnić opiekę.
  6. Rekonstrukcja i naprawa duszy i ciał subtelnych Manueli oraz jej otoczenia, przywracając integralność energetyczną.

Moje zapisy celowo pomijają szczegóły techniczne, skupiając się na kluczowych etapach. Jest to potrzebne, ponieważ utrzymanie wysokich wibracji i skupienia podczas takiej pracy jest priorytetem, a szczegółowa notacja każdego kroku byłaby zbyt wyczerpująca i mogłaby zakłócić sam proces. Nawiasy kwadratowe: [parę minut później] lub [chwila później] są skrótem narracyjnym, który oddaje flow i dynamikę, nie przytłaczając czytelnika nadmiarem technicznego żargonu a mnie daje przestrzeń do pracy subtelnej.

Zostajemy z pytaniem zadanym na początku.

Budujemy „wewnętrzną budowlę”, staramy się stawiać granice, regenerować, ale przy takiej częstotliwości granice i tak pękają. Zostaje poświęcenie – czasu, energii, zdrowia, prywatnego życia. Wiedza i umiejętności zamiast dawać wolność, zamykają w roli kogoś, kto „musi” brać na siebie więcej niż powinien.

Realnie nie da się tego robić miesiąc w miesiąc na wysokim poziomie bez płacenia bardzo wysokiej osobistej ceny. Albo się wypala, albo zaczyna odcinać empatię i robić tylko „minimum”, albo żyje w ciągłym wewnętrznym konflikcie między kontraktem z klientem a tym, co się naprawdę widzi. To nie jest kwestia braku wystarczająco dobrej „budowli”. To jest kwestia skali, która przekracza możliwości jednej osoby – nawet bardzo uzdolnionej. Dlatego pytanie brzmi nie tylko „jaką budowlę stworzyć”, ale też „za jaką cenę i jakim kosztem”.

No i mamy najważniejszych graczy – wcielenia takich istot jak Metatron (dwa wcielenia), Aryman, Jan od Apokalipsy, Lilith, Lucyfer, Szatan (trzy wcielenia), Belial czy Biały. Z racji uwolnienia ich hierarchii, wpływów, mocy i „zasięgów” są oni szczególnie narażeni na ataki wrogów oraz tych, którzy chcieliby coś na tym ugrać. Przypomina to sytuację omnipotentnego bohatera rasy Q w Star Trek: Następne pokolenie. W odcinku„Deja Q” (sezon 3, odcinek 13) Q zostaje pozbawiony mocy i nagle wszystkie rasy kosmiczne, które wcześniej dręczył, zaczynają go niszczyć i mścić się na nim. Nie inaczej jest w przypadku tych wcielonych istot – niegdyś pijących ambrozję. Są chronieni, często nawet o tym nie wiedząc. I w tym właśnie tkwi cała groteska sytuacji.

PS

Przykład Lilith jest tu szczególnie wymowny. Zbierała armie z różnych miejsc, gęstości i wymiarów. Zadłużała się energetycznie wszędzie, gdzie tylko mogła, ponieważ na tym etapie nie miała już pierwotnej duszy ani monady – jedynie odbudowaną duszę i rozproszone części subtelne wcielone w różnych światach fizycznych (patrz rozdział w „Zmierzch bogów”).

Stworzyła ogromne skarbce pożyczonej i ukradzionej energii. Wiele światów dosłownie „umarło”, bo ona i Jan, jej połówka, traktowali je jak narzędzia do własnych celów. W końcu byli bogami – kreatorami życia. Zgromadziła milionowe armie największych wojowników, wiedźm, magów i drapieżnych ras, wzmocnione trylionami kwantów energii ze swoich skarbców. Wszystko po to, by osiągnąć jeden cel: zabić mnie i tych, którzy mi pomagali – w tym połówki MM z Lewiatanem.

Kiedy wchodziłem w te armie otoczone naszymi siłami, wszystko trwało zaledwie kilka sekund. Słyszałem tylko krzyk: „monstrum”. Kompletna kasacja części subtelnych i dusz wszystkich, którzy wspierali Lilith i Jana. Odebranie wszystkiego i wszędzie. Kolejna przebudowa tego, co z nich zostało (przebudowa opisana w „Upadek bogów”).

Jednak nie to jest najgorsze.

Największą groteską były dusze, monady i istoty wcielone w światach, których Lilith nie mogła tak łatwo „podbić”. Tam powstał prawdziwy dług energetyczny. Przez wiele dni i nocy po bitwie przylatywały do nich rozwścieczone istoty, chcąc dosłownie rozszarpać Jana i Lilith za kłamstwo i dług, który na nich zaciągnęli. I tu pojawia się kluczowe pytanie:

Kto to wszystko wyrównywał?

Kto ich chronił?

Kto naprawiał szkody?

To właśnie jest cały punkt ciężaru tej sytuacji. To nie kończy się wraz z sesją. To jest praca w pracy i po pracy – 24 godziny na dobę, miesiąc po miesiącu.

kwieceń, 2026 r.

Podobne artykuły

Focus Mode