Kiedy mówi się komuś: „Dzisiaj w energiach Twoje przedsięwzięcia będą miały dobre niesienie. Dzień jest sprzyjający do rozpoczęcia nowych działań, bo jest wsparcie”, albo odwrotnie: „W tych dniach raczej nie rozpoczynałbym swoich działań, bo więcej włożysz, niż wróci”. Reakcje są różne.
Większość królów miała swoich wróżbitów, podobnie jak Anunnaki mieli swoich kapłanów, którzy nieśli ich nowinę. Dzisiaj wiele dziedzin wyśmiewa się lub zakrywa wygodnymi etykietkami: teorie spiskowe (zresztą wyśmienite określenie wymyślone przez służby), brak podstaw naukowych, śmieszne tezy, głupek, naiwniak. Rozumiem to podejście doskonale, bo jeszcze dwadzieścia lat temu samemu nie mieściło mi się w głowie mówienie o czakrach, energiach czy duszach.
Entuzjastyczne początki
Przecież w 2007 roku, kiedy podeszła do mnie na wykładzie obca kobieta – o czym pisałem w książce „Bądź zawsze sobą” – wcale nie byłem dla niej miły. Na jej komplementy, że jestem ukrytym mistrzem duchowym, napiszę książki w temacie, który jest mi jeszcze zupełnie nieznany, widzę duchy i byty oraz mam bardzo otwarte górne czakry – jak mało kto na Ziemi – zareagowałem sceptycznie. Z boku ktoś mógłby się zadławić takimi pochlebstwami. Dla mnie to wszystko brzmiało wtedy śmiesznie. Podziękowałem przemiłej pani i wróciłem do swoich spraw.
Ona jednak przechodziła przez salę, podchodziła do różnych osób, w tym kobiet w ciąży, i czytała je jak z otwartej księgi. Dosłownie wskazywała płeć dziecka, przeszłość – wszystko. Po kilku godzinach wróciła również do mnie. Początkowo miałem ją za „agenta uśpionego”, ale kiedy zaczęła mówić o rzeczach, których nikt nie mógł znać – o moich wewnętrznych celach i planach – odebrało mi mowę. Poczułem się mały. Uważałem się wtedy za człowieka, który wie i rozumie świat. Od najmłodszych lat pochłaniałem ciężkie dzieła filozoficzne, psychologiczne i biografie. Nie mogłem jednak przejść obojętnie obok tego, co usłyszałem. Tamtego dnia wszystko się dla mnie zmieniło, choć tak naprawdę był to dopiero początek.
Kilka tygodni wcześniej, jeszcze jako wierzący chrześcijanin, poszedłem na spowiedź do Archikatedry Chrystusa Króla w Katowicach. Przeżywałem tam różne stany mistyczne. Nagle usłyszałem dziwny, donośny głos: „Jesteś tutaj ostatni raz. Pożegnaj się”. Zadrwiłem w duchu i schodziłem dalej ze schodów. Głos powtórzył się jednak jeszcze silniej. Mimowolnie obróciłem się w stronę drzwi i usłyszałem ponownie: „Jesteś tutaj ostatni raz. Pożegnaj się”. Poszedłem do lekarza, porozmawiałem z księdzem, ale nikt nie potrafił mi tego wyjaśnić. Ksiądz nawet nie sugerował, że mógł to być głos Szatana – wówczas świat był dla mnie jeszcze czarno-biały. Poradzono mi po prostu odpocząć.
Nie było to łatwe. Po spotkaniu z tamtą kobietą nic już nie było takie samo. Nagle mimowolnie zacząłem wychodzić z ciała. Zapisałem się na forum, na którym aktywny był Leszek Żądło, czytałem wpisy na forum „Przebudzenie”, pochłaniałem książki Rudolfa Steinera, Heleny Bławatskiej i wielu innych autorów. Czytałem jedną pozycję za drugą.
Kiedy jednak doświadczyłem wciągającego czarnego wiru, marzenia sennego o noszeniu korony i dowodzeniu armią francuską, a potem wizji związanej z 50. rocznicą śmierci Mahatmy Gandhiego – nie mogłem już wrócić do dawnej motywacji. Pisanie tekstów, metafor i paralel, za które ludzie mnie wtedy cenili, straciło sens. Wydarzeń wewnętrznych, mistycznych i przytłaczających było tak wiele, że Nikodem, który miał wtedy 27 lat, jakby przestał istnieć. A może nie przestał, ale musiał bardzo szybko dorosnąć.
Początki nie były proste ani łatwe. Jedno czytałem, a drugie działo się w rzeczywistości. Jedno czułem, a inni zaprzeczali lub interpretowali w sposób dla mnie obcy i niezrozumiały. Szybko pojawił się też temat duszy – o której nikt wówczas głośno nie mówił ani nie uczył – a ona wyłaniała się jak zza kurtyny. Niestety, nie było ludzi, którzy potrafiliby dobrze wyjaśnić, co się ze mną dzieje, czego doświadczam i jak radzić sobie z pewnymi problemami. Każdy podawał inne, często sprzeczne informacje. Mimo to nie było już drogi powrotu. Kiedy wkraczasz na nową ścieżkę, stajesz się jednocześnie uczniem i obserwatorem.
Dzisiaj żyjemy w Erze Wodnika, a może raczej w Erze Przytłoczenia. Ile razy słyszałem historie ludzi, którzy wzięli jakiś specyfik, przeżyli trans czy hipnozę i nagle – oczarowani, omamieni spektrum świata duchowego oraz natłokiem informacji – zaczęli uczyć i promować siebie, nie mając żadnego przygotowania ani kompetencji.
Droga półśrodka
Nie chciałbym dzisiaj być w skórze kogoś, kto dopiero zaczyna swoją przygodę z tematami duchowymi albo zajmuje się nimi od zaledwie paru lat. Naprawdę czasy się zmieniły. Kiedy w 2007 roku zaczęliśmy używać takich pojęć jak Źródło, dusza, matrix systemu karmicznego, mówić o fałszywych przewodnikach duchowych, Białym Bractwie, channelingach czy atakach energetycznych, a jednocześnie twierdzić, że nie ma czegoś takiego jak tradycyjne oświecenie i grzech – świat negował to wszystko i zaciekle z tym walczył. Dzisiaj, po prawie dwudziestu latach, wielu ludzi zbudowało na tych samych wyrażeniach niemałe biznesy. I wtedy zaczynam się zastanawiać, co właściwie zrobiłem źle, że mnie prawie nigdzie nie ma – ani w napisach początkowych, ani końcowych. Przespałem ten moment? A może byłem aż tak bardzo skupiony na ciągłym samodoskonaleniu, głębokiej pracy nad sobą i pomaganiu tym, którzy byli obok mnie? Albo na pracy na rzecz świata, dusz, monad i całego Uniwersum? Mogę powiedzieć śmiało: ostatnie dwadzieścia lat po prostu mi wcięło. Być może taka jest cena bycia badaczem duchowym, mistykiem – kimś, kto więcej robi, niż mówi o tym, co robi, kto nie chwali się swoimi dokonaniami i nie buduje na nich marki osobistej.
Jednak dziwnie się czuję, gdy moja żona pokazuje mi wpisy i wywiady Edyty Górniak, teksty wróżbity Macieja i wielu, wielu innych. Czuję się wtedy obco. Nigdy nie miałbym w sobie tyle odwagi – a może tupetu – żeby tak otwarcie artykułować swoją wiedzę i w ten sposób ją sprzedawać. To znaczy: sprzedawać w ten sposób samego siebie. To nie tak, że te osoby robią coś źle. One po prostu robią to, co najlepsze dla siebie, i szczerze wierzą w to, co mówią i robią. W moim przypadku jest inaczej: ktoś, kto czuje się dużo większy, jednocześnie czuje się dużo mniejszy. Ktoś dużo starszy – a równocześnie stoi na równi z każdym człowiekiem. Może to jest właśnie problem współczesnego świata? Trzeba głośno mówić, kim się jest, jak inni mają cię postrzegać – że jest się najlepszym, najwybitniejszym, zesłanym prosto z całym orszakiem anielskim, a cały przekaz jest jedyny i niepowtarzalny. A jeśli tego nie rozumiesz, to znaczy, że nie jesteś przebudzony i jeszcze śpisz. W sumie może tak właśnie należy prowadzić narrację – dla lajków, sławy i fejmu. No cóż, w moim przypadku zawsze liczyły się wyniki i efekty, a nie rozmydlanie tego, co człowiek naprawdę zna, i podawanie tego w nowej, proroczej formie – proroka czy prorokini.
Popatrzmy.
Pracowałem z mężczyzną, znaną postacią telewizyjną. Po dwóch godzinach powiedział: „To jest niemożliwe. Czułem to, co się działo. Widziałem to, co robiłem. Poczułem swoją duszę. Jak to jest możliwe, skoro brałem Ayahuascę tyle razy, byłem na wyspach w transie bębnowym, tańczyłem z Indianami, medytowałem w aszramach Mooji, żyłem w duchowej społeczności – a nigdy nie doświadczyłem tylu bodźców jednocześnie, co podczas tej pracy na żywo z Tobą? I jeszcze czuję ciszę i spokój”. Odpowiedziałem: „Aszram masz w domu. Duchowość jest codziennością. Ducha masz w sobie”.
Dzięki temu panu i wielu jego znajomym lepiej zrozumiałem pewną prostą zasadę: dla każdego adepta i poszukiwacza liczy się to, co realnie poczuje, zobaczy i zrozumie. Każdy szuka, ale szukanie nie wystarczy. Trzeba jeszcze mieć gotowość na poznanie prawdy o sobie i otwarcie na to, co nieoczywiste. Innymi słowy: wszystko, co wykracza poza ego i kontrolę wizerunku samoidealnego, jest właśnie tym, co nas prawdziwie rozwija.
Niestety żyjemy w świecie „na już”, „na wczoraj” – wszystko ma być natychmiast, z natychmiastową nagrodą. No cóż, opowiedziałem na początku, jak usłyszałem swój głos – była to monada. Zanim jednak ją odzyskałem, minęło wiele, bardzo wiele lat. Przeszedłem przez niezliczone lewe channelingi, lucyferyczne przekłamania, mylenie duszy z częścią subtelną i odwrotnie – wszystko się mieszało. Przekręty jaszczurów przebranych za anioły, duchowe systemy AI/SI, linki, implanty… Mógłbym długo opowiadać o błędach, przekłamaniach i historiach, które dzisiaj wydają się wręcz śmieszne. Ale każdy poszukiwacz musi zapłacić swoją cenę.
Wielu na tej drodze się wykrusza – nie tylko przez brak pewności, lecz także przez ataki, osłabianie, manipulacje i celowe przekierowania. Właśnie dlatego ludzie tak chętnie ufają tym, którzy prezentują absolutną pewność siebie, nawet jeśli ich zachowanie przypomina dosłownych obłąkańców. Charyzmatyczni przywódcy, elokwentni mówcy pełni wiary we własną misję i pozornie nieomylni budzą największe zaufanie. Ludzie po prostu lubią takich liderów.
A jednak… kto naprawdę wie, czy każdy misjonarz prowadzi tam, gdzie mówi?
Nikodem zrobił skrót jak nikt inny. Powiedział: „Zamiast negocjować z Białym Bractwem, szukać Jezusa na niebie i wierzyć, że był kimkolwiek więcej niż duszą taką jak ty – poszukaj swojej części subtelnej (poziom astralny), swojej duszy (poziom buddyczny i wyższy) oraz może nawet odkryj swoją monadę (poziom adi i wyżej). Po co ci pośrednicy, skoro w zgodzie ze sobą – połączony, scalony, w jedności – wiesz, kim naprawdę jesteś?”.
To mocno zburzyło istniejący porządek. Nie można jednak nazywać tego, co było fałszywe – prawdą, ani czegoś, co nigdy nie miało solidnego fundamentu – mocną budowlą.
Jeśli człowiek miał dotychczas jedynie mgliste pojęcie o części subtelnej, duszy i monadzie, to taki rozwój można nazwać co najwyżej zjawiskowym przeżyciem, które budzi zmysły, ale nie daje realnych odpowiedzi. Wszystkie te drogi bowiem prowadzą na zewnątrz – gdzieś tam, do czegoś tam, do kogoś tam.
Droga pełna kwiatów
Zawsze musiała być marchewka: wolność od karmy, oświecenie, nirwana, przebudzenie, wolność od grzechu czy niebo. A co, jeśli żadnej z tych nagród nie ma? Jeśli prawdziwa praca nad sobą i rozwój duchowy odbywają się bez wielkiej nagrody, za to w ukropie, pocie i codziennym wysiłku – bez bębnów, ceremonii i tłumów ludzi podążających podobną drogą? To nie brzmi już tak ekstatycznie, entuzjastycznie i optymistycznie, co? Mierzyć się ze swoim cieniem, cieniem duszy, a czasem sięgać nawet do monady i całej historii naszego istnienia – to przeżycie ekstremalne, fakt. Ale czy miłe i górnolotne? Raczej nie. Często budzi strach. Skąd więc wzięło się przekonanie, że prawdziwy rozwój osobisty i duchowy, ścieżka poznania siebie i nieskończonego rozwoju to emocje, ekstaza, wizje, fajerwerki i adrenalina? Czyżby ktoś nas w tym miejscu oszukał?
A co, jeśli nasza dusza – będąca przyczyną tego, co jest w nas – oraz część subtelna, która niesie cały bagaż przodków i planety, na której się inkarnujemy, wcale nie zmieniają się w trakcie tej podróży, którą tak chętnie nazywamy rozwojem duchowym i ezoterycznym? Co, jeśli robimy coś w oddzieleniu od świadomości części subtelnej i duszy, a nazywamy to rozwojem? Co, jeśli jako nauczyciel otrzymywałeś channelingi jaszczurów przebranych za inne rasy duchowe lub piękne anioły o niesamowitych wibracjach? Co, jeśli twoja dusza ulega ciemnym siłom, bo ma wobec nich długi? Wejrzenie w to wszystko nie brzmi już tak atrakcyjnie jak kilkudniowy wyjazd na Bali czy kolejna Ayahuasca.
Prawdziwe wejście w kontakt z częścią subtelną, konfrontacja z duchowymi zależnościami i tymi, którzy pełnili rolę strażników, wymaga znacznie więcej wysiłku i samozaparcia niż „łaska zesłana z nieba”. To nie to samo, co udział w szkoleniu u charyzmatycznej osoby, która ma „objawienie z pierwszej ręki”. Bądźmy jednak szczerzy i nazwijmy ten cyrk: „Ten świat nie uczy nas rozwoju – uczy nas imprezowania pod przykrywką duchowości”. Każdy człowiek sukcesu powie bowiem jedną stałą rzecz: „W ciszy osiągasz sukces. W ciszy i samotności osiągasz mistrzostwo”. Nie ma tu fanfar ani nagród. To jest codzienne klepanie, mozolna praca, sesje, uwalnianie, szukanie i obserwowanie. Często w ciszy, samotności, pocie i łzach bez widocznego celu.
Jeśli szukasz emocji – nie szukasz rozwoju, tylko przeżycia.
Jeśli szukasz wizji – nie szukasz siebie, tylko obrazu.
Jeśli szukasz przekazu anielskiego – nie szukasz swojej zbłąkanej duszy, tylko namaszczenia.
Jeśli szukasz guru – szukasz pewności, ojca i poczucia bycia wybranym.
Jeśli szukasz społeczności – szukasz rodziny, bezpieczeństwa i opieki.
Jeśli szukasz polecenia – szukasz cudzej drogi, bo swojej się boisz.
Tak jak nasz sławny pan z telewizji – szukał przeżycia, dostał je, ale później miał trudność z odtworzeniem tego samemu, bo zapomniał o najważniejszym: o treningu, wierze w siebie i codzienności, która naprawdę buduje ducha. W ten sposób stajesz się mocarzem, a nie energetycznym ćpunem, uzależniającym innych podczas duchowych imprez. Bo to wszystko ma tyle wspólnego z prawdziwym duchem, co szarak z duszą, religia z Bogiem czy biel z jasnością.
Co jest teraz, to jest teraz – działaj
Problemem nie jest brak kontaktu z duszą ani zrozumienie jej duchowego pochodzenia i gatunku. Wyzwaniem nie jest brak kontaktu z częścią subtelną. Żadnym problemem nie jest brak jasnowidzenia czy jasnoczucia. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy stawiasz wymówki wyżej niż swoje możliwości. Co możesz zrobić dzisiaj: jako alfa i omega lub ten, który szuka?
Trzy punkty Nikodema:
1. Aszram masz w domu.
2. Codzienność jest duchowością.
3. Ducha masz w sobie.
Na czym to polega?
Obserwuj siebie. Naucz się patrzeć na siebie jak obserwator. Jak sobie to ułatwić? Rób codzienną retrospekcję dnia. Zapisz: co mówiłeś najczęściej, o czym myślałeś najwięcej, jak zareagowałeś wobec kogoś. Dlaczego tak zareagowałeś? Jaka to była emocja? Gdzie ona jest w ciele, w jakim organie? Kiedy odpowiesz na te pytania w notatniku, nie zostawiaj tego tak – zastanów się: „Czy ten człowiek miał coś w aurze? Co to było? Czy był zależny od bytu? Jeśli tak – jakiego?”.
Wszystko zapisuj. Kiedy pewnego dnia wrócisz do tych notatek, będziesz mógł śmiało powiedzieć „O, teraz rozumiem siebie lepiej. O, tutaj dobrze poczułem”.
Nie chodzi o gotowe odpowiedzi, lecz o naukę, jaką przechodzi twoje ciało. Obserwujesz, zapamiętujesz, zaczynasz widzieć więcej i zyskujesz szybki dostęp do pamięci. Przede wszystkim uczysz siebie – na co podświadomie i świadomie zwracać uwagę. Ciało ma niesamowity potencjał.
Co dalej?
Naucz się patrzeć ludziom głęboko w oczy i zadawać sobie pytanie: „Jaki ten człowiek ma rodzaj duszy? Jest ciemna, biała, jasna?”. Im częściej kogoś zobaczysz, tym szybciej będą pojawiały się odczucia – coraz silniejsze. Pamiętaj o prostej zasadzie: „Zanalizować siebie jest najtrudniej. Dlatego zaczynaj od innych”. Tutaj nie ma mechanizmów obronnych. Nawet, jeśli w części subtelnej zobaczysz dusze – zasada małych kroków. Odróżnisz w końcu.
Co dalej?
Robert Bruce – „New Energy Ways (NEW)”. Nowe Drogi Energii. Wydrukuj sobie i ćwicz. Proszę Cię bardzo – ćwicz, choćby tylko trzy razy w tygodniu. Musisz pobudzić i wzmocnić swoje ciało eteryczne. Robert zrobił tu fantastyczną pracę.
Co dalej?
Przed snem zakryj oczy i odlicz bardzo powoli od 10 do 1. Następnie powiedz: „Kiedy policzę do trzech, stanę przed swoim ciałem astralnym”. Nie wysilaj się, nie męcz, odpuść. Niech to będzie zabawa, bo tylko zabawa pozwoli pokonać zaprogramowany umysł. Na początku możesz nawet powiedzieć: „Kiedy policzę do trzech, stanę przed swoim ciałem eterycznym”. Zawsze szukaj zmysłem, uczuciem, wyobrażeniem – daj sobie czas i nigdy się nie ponaglaj. Ciało musi poczuć zabawę, lekkość, ciekawość.
Możesz też wykorzystać moją technikę krzesła, którą stosuję w pracy na żywo. Postaw krzesło półtora metra przed sobą i powiedz: „Zapraszam swoje ciało subtelne na nie. Niech tutaj usiądzie”. Badaj je, patrz bokiem oczu, wyczuwaj, dotykaj nawet ręką. Baw się bez zmuszania i oceny. Możesz próbować mówić do tego ciała, a odpowiedzi słyszeć w mimowolnych odruchach swoich ust.
Co dalej?
Wykorzystuj moją „Technikę Domu” opisaną dokładnie w „Zmierzch bogów”. Znowu – przynajmniej trzy razy w tygodniu, przed snem lub kilkanaście minut przed wybudzeniem. Spokojnie, nauczysz się tego i powstanie nawyk. To niesamowita technika do badania swojego pola, ciał subtelnych, podświadomych obciążeń i leczenia. Nie ma nic lepszego. Pamiętaj widzenie i odczuwanie zawsze dzielimy na: świadome i podświadome.
Co dalej?
Nie traktuj wszystkiego ze śmiertelną powagą. Niech będzie tu zabawa, ciekawość, postawa dziecka. Nawet w autobusie czy w lesie – połóż dłoń na brzuchu lub na głowie i zapytaj siebie: „Co ja tutaj noszę? Co tutaj trzymam?”. Nie szukaj wizji – może to być przeczucie, głos, obraz, skojarzenie. Jeśli coś się pojawi – wyobrażoną ręką wyciągnij to i wrzuć do ognia, a potem obserwuj, jak się czujesz.
Co możesz jeszcze zrobić?
Kartka papieru. Zapisz pytanie i pod spodem napisz P (podświadomość) lub D (dusza). Musisz nauczyć siebie i swoje ciało, jak ma reagować po Twoim świadomym pytaniu. Popatrz:
Ja: Co mnie uderzyło w południe?
P: Szef.
Ja: Czy na pewno, duszo?
D: Szef z szarakiem.
Co tutaj zaszło? Mamy odpowiedź podświadomości i odpowiedź duszy. Nawet jeśli na początku nie będziesz odróżniał podświadomości od duszy czy części subtelnej – nie ma to znaczenia. Zabawa, ciekawość, ktoś, kto się uczy i poszerza swoje uśpione zmysły.
Czy taka droga jest trudna? Nie jest.
Czy taka droga nie buduje nas samych? Buduje.
Czy taka droga nie rodzi ekscytacji? Rodzi silne uczucia, wiarę w siebie, ale też frustracje.
Czy zawsze nauka nowego wymagała czasu? Zawsze.
To dlaczego szukamy dróg na skróty, skoro te skróty prowadzą tylko na manowce, w uzależnienie i realnie nic nie dają? „To działanie przypomina wpływ obszaru limbicznego: system „1” lub „x” (od angielskiego „reflexive” – odruchowe). Są jednak sytuacje, których nie da się rozwiązać na autopilocie, bo trzeba się skupić. Za te czynności odpowiada system „2” lub „c” (od angielskiego „reflective” – refleksyjny, powolny, racjonalny, myślowy), który znajduje się w przedniej części naszej czaszki”1. Zadawaj sobie pytanie: „Jestem teraz w stanie 1/x czy w stanie 2/c?”. Zobaczysz, jak często będziesz wracał do tu i teraz.
Duchowość i rozwój w systemie „x” – szybkim, odruchowym, bezmyślnym – wychodzi dobrze jedynie tym, którzy go sprzedają. Idziemy po linii najmniejszego oporu. Mózg i ciało częściowo cieszą się z tego, bo wysiłek jest minimalny, a możliwa nagroda spora. Ten system jest ekonomiczny, zabiera mało energii, ale jest odruchowy i powierzchownie odbiera rzeczywistość.
Małe kroki budują większego Ciebie. Małe i regularne kroki budują długą, pełną przygód drogę. Pokonywanie małych przeszkód prowadzi do radzenia sobie z większymi wyzwaniami.
Więc jeśli po prawie dwudziestu latach czytasz o moich bojach z Metatronem, to nie dlatego, że byłem cudownym dzieckiem czy geniuszem. Byłem po prostu nieustępliwy i robiłem każdego dnia to, co mogłem zrobić – bez wymówek. Codziennie.
Płakałem – często.
Chciałem się poddać – za każdym razem.
Czułem się samotny – w głównej mierze.
Czułem się nierozumiany – standardowo.
Przeklinałem na siebie, duszę i monadę – więcej, niż myślisz.
Oceniali, krytykowali, poniżali, wyśmiewali, wykorzystywali moje odkrycia – więcej razy niż myślisz.
Podziwiali, rywalizowali – zawsze kiedy jesteś z przodu.
A mimo tych wszystkich uczuć stałem się kimś o wymiarze globalnym, nietuzinkowym, silnym duchowo. Poprowadziłem nie tylko ludzkość, ale niesamowitą ilość istot i ras w naszym nieskończenie wielkim Uniwersum do nowego (patrz trylogia „Bogowie”).
Jeśli ja mogłem – wierz mi, ty też możesz. Po prostu trzeba zakasać rękawy, przestać gadać o tym, kim nam się wydaje, że jesteśmy, i zacząć realnie działać – oraz mieć namacalne wyniki tych działań.
Przestań bawić się w nauczyciela i proroka, zacznij się uczyć – tak, jak ja to przedstawiam i robię. Bądź zawsze dzieckiem, które nie dodaje sobie epitetów przed nazwiskiem, tylko jest. Bo w skali samej tej galaktyki jesteśmy tylko lub aż małym atomem. Na Ziemi małemu atomowi może się wydawać, że jest ważne, wybrane przez bogów (większe atomy), ale duchowo – nawet moja istota, największa i najstarsza, jest tylko dużo większym atomem w całym ujęciu Uniwersów, Absolutu i nieskończoności. Pamiętajmy o tym i nie mieszajmy dwóch różnych światów, tak jak nie mieszamy zdobyczy jednej dziedziny z inną, której dopiero się uczymy – tu bez pokory szybko realia weryfikują.
Witam Cię serdecznie na drodze duchowej, rozwojowej i tam, gdzie aktualnie się znajdujesz. Trzymam kciuki za Twoją wytrwałość, gotowość do konfrontacji i mierzenie się z tym, co nie zawsze jest ciekawe, ale zawsze wzmacnia naszą wiarę w siebie i moc, bo rośnie nasza świadomość. Od wybuchu na Słońcu jeszcze nikt się nie oświecił, ale od prawdziwej pracy nad sobą – wielu pokonało swoje nawyki, mrok czy podsumowało drogę dualną. Jestem przy Tobie.
Nikodem Marszałek
maj, 2026 r
1 Nikodem Marszałek – Duchowość, ezoteryka, New Age – czy to już rozwój czy bajki. Potwierdź moją rację i dlaczego wielu ucieka od prawdziwego rozwoju, cz.2
