Dostałem kilka wiadomości dotyczących moich rozmów z demonami – na przykład z Asmodeuszem – z duszami różnych strażników i władców oraz z monadami, takimi jak Sandalfon, Metatron, Biały, Michał, Szatan czy Lucyfer. Były to rozmowy opisane nie tylko w moich książkach „Cień Bogów” i szczególnie w „Zmierzch Bogów”, ale też w pełni dostępne na mojej stronie.
Wiadomości zawierały różne osobiste uwagi, ale najogólniej sprowadzały się do czterech pytań:
- Dlaczego w ogóle z nimi rozmawiasz?
- Dlaczego z kimś takim prowadzisz negocjacje?
- Robią cię w konia za każdym razem.
- Dajesz się przez te rozmowy atakować.
Zbudujmy jednak pewien fundament.
Dotychczas świadome rozmowy z duszami, a tym bardziej aktywne dotarcie do poziomu monad w gęstości Adi, wymykało się niemal wszystkim nurtom duchowym i ścieżkom rozwoju – nawet największym mistykom. Było to albo całkowicie niedostępne dla człowieka, albo pochodziło z poziomu duszy wyłącznie z channelingu, czyli z jednostronnego wlewania informacji z wyższego poziomu do umysłu channelingującego. Świadome i celowe wejście na poziom dusz czy monad pozostawało po prostu poza zasięgiem, choć bywało opisywane i widoczne w różnych przekazach. Popatrzmy.
1. Gęstość adi, od sanksr. ādi = pierwszy, to w opisach starożytnych poziom Logosu, Absolutu, Niepodzielnej Jedności. Najwyższy poziom istnienia. W buddyzmie mamy wyrażenie dotyczące Absolutu/Dharmakaja (to, co poza nirwaną). Buddyzm mówi o tym poziomie: całkowicie nieopisywalny, apofatyczny i unika nadawania mu nazwy.
Teozofowie z Heleną Bławatską lubili używać często sformułowania dotyczącego poziomu adi: „Żadna ludzka monada ani istota nie osiąga go w sensie ewolucyjnym” lub „Kto jest godzien wniknąć/dostąpić…”. Popatrzmy na uczniów Heleny Bławatskiej:
Annie Besant (A Study in Consciousness, s. 4): „Najwyższy, Adi, składa się z tej części materii przestrzeni – symbolizowanej przez punkty – którą LOGOS wyznaczył, aby stanowiła materialną podstawę systemu.” lub „Dwa najwyższe plany – Adi i Anupadaka – można postrzegać jako istniejące jeszcze przed uformowaniem się układu słonecznego. Adi jest polem manifestacji Logoicznej.”
C.W. Leadbeater (i inni): Monada jest zakorzeniona w Adi, ale jej centrum świadomości znajduje się na planie Anupadaka (paranirwanicznym). Na Adi funkcjonuje wyłącznie Logos.
Zejdźmy więc poziom niżej.
2. Gęstość anupadaka, Anupādaka (lub poprawniej Anupapādaka) pochodzi z sanskrytu i oznacza dosłownie: „bezrodzicielski”, „nie mający rodziców”, „samorzutnie narodzony” „samostworzony” (nie powstaje według zwykłej kolejności przyczyn i skutków). W buddyzmie poziom ten nazywa się Parinirwana (Paranirvanic, sanskr. parinirvāṇa) – oznacza ostateczną, pełnąnirwanę, całkowite wygaśnięcie, brak jakiegokolwiek „ja”, brak powrotu, koniec wszelkiego istnienia. To moment, gdy Budda (lub arhat) po śmierci ciała całkowicie wychodzi poza cykl samsary – nie ma już żadnego powrotu, nawet subtelnego. To „nirwana po nirwanie”, stan poza wszelką formą i istnieniem.
A. Besant i C.W. Leadbeater pisali, że na planie Anupadaka „nie powstał jeszcze żaden pojazd” (no vehicle has yet been formed) – to poziom czystej monady, przed jakimkolwiek uformowaniem się duszy czy osobowości. Monada jest na tym planie zakorzeniona, a jej „korzenie” sięgają jeszcze wyżej – do Adi.
Zejdźmy znowu poziom niżej.
3. Gęstość atmaniczna, atmanic, atmic, nirvanic. Dla teozofów była to konkretna gęstość w której przebywają istoty. Dla buddyzmu, stan umysłu, wygaśnięcie cierpienia i ego, a nie lokalizacja czy poziom. Plan czystej woli duchowej (Ātma). Tutaj przebywa najniższy (a jednocześnie najpotężniejszy) aspekt monady – Ātma.
A. Besant i C.W. Leadbeater pisali o tym planie: „Monada jako całość mieszka na planie Anupadaka (paranirwanicznym), ale jej „promień” woli schodzi właśnie na plan atmiczny. Jest to pierwszy poziom, na którym człowiek może doświadczyć prawdziwej nirwany – stanu całkowitego wyzwolenia od osobowości, ego i niższych ciał”. Brak formy w zwykłym sensie – materia jest tak subtelna, że prawie niematerialna. A. Besant w The Ancient Wisdom poświęciła temu cały rozdział „The Buddhic and Nirvanic Planes”. Leadbeater w wielu książkach podkreślał, że wejście na ten plan oznacza koniec ewolucji osobistej w sensie „ludzkim” – zaczyna się ewolucja boska. Dla buddyzmu – jak napisałem wcześniej – to nie gęstość, ale stan umysłu, wygaśnięcie ognia pożądania i ego.
Mało? Zejdźmy jeszcze poziom niżej.
4. Gęstość buddyczna, buddhic, plan czystej intuicji. Poziom na którym znika poczucie separacji „ja” vs „inni”. Człowiek doświadcza świadomości grupowej – czuje się częścią większej całości (grupy dusz, rasy, planety, a później całego układu). To siedlisko wyższej duszy (Higher Ego / Causal Body (Ciało przyczynowe). Jak opisują to teozofowie?
A. Besant (The Ancient Wisdom): „Na planie buddhicznym człowiek po raz pierwszy naprawdę rozumie znaczenie słowa «jedność». Nie jest to już intelektualna koncepcja – jest to bezpośrednie doświadczenie. Widzi, że wszystkie dusze są promieniami tego samego Słońca.”
C.W. Leadbeater(The Inner Life): „Buddhi jest mostem między wyższą trójcą (Atma-Buddhi-Manas) a niższą osobowością. Kiedy świadomość człowieka stabilnie przebywa na tym planie, znika wszelki strach i pragnienie osobistego zbawienia – pozostaje tylko służba.”
Proszę zrozumieć. W buddyzmie nie ma stałych planów ani gęstości. Są tylko tymczasowe stany umysłu. Nawet najwyższe jhany – głębokie stany medytacyjne – są przejściowe i w końcu mijają. Prawdziwa wolność to nirwana / parinirwana – poza wszelkimi „planami”.
Teozofowie wzięli sanskryckie słowo „buddhi” (oznaczające mądrość i intuicję) i uczynili z niego cały „plan” – Buddhic Plane. Buddyzm traktuje to słowo zupełnie inaczej – nie jako konkretne miejsce czy poziom, lecz jako stan realizacyjny: bezpośrednie przeżycie pustki, mądrości i współczucia. Najbliższym buddyjskim odpowiednikiem jest Prajñāpāramitā – Perfekcja Mądrości, szczególnie podkreślana w Mahajanie i Diamentowej Sutrze. Jest to mądrość, która bezpośrednio dostrzega pustkę wszystkich zjawisk. Właśnie ona najbardziej odpowiada teozoficznemu opisowi czystej intuicji i jedności.
Za mało? Zejdźmy jeszcze niżej.
5. Gęstość przyczynowa, causal plane / causal body. Poziom przyczynowy to wyższa część płaszczyzny mentalnej, nazywany jest też płaszczyzną przyczyn lub ciałem przyczynowym. W buddyzmie (głównie szkoły Mahajany), Ālaya-vijñāna (świadomość skarbca / magazynująca) + bīja (nasiona karmiczne). Przechowywanie i dojrzewanie nasion karmy, które powodują przyszłe doświadczenia i odrodzenia. Istnieje tak długo, jak istnieje ignorancja (avidyā). Stan głębokiej podświadomości, w którym nasiona dojrzewają bez aktywności świadomości. Nie ma hierarchii planów, to nie jest gęstość, jedynie funkcja świadomości.
Natomiast dla teozofów to konkretny plan i trwałe ciało, trwała struktura duszy, „bank karmy”, nieśmiertelne ciało człowieka. Annie Besant i C.W. Leadbeater nazywali je „ciałem Ego” – to ono przechodzi z życia do życia, a po śmierci osobowość się rozpada. W Vedancie istnieje karana sharira – ciało przyczynowe jako nasienie ignorancji (avidyā), z którego powstają niższe ciało subtelne, czyli mentalne, astralne, eteryczne i fizyczne (ciała grube).
Teraz cofnijmy się do 2007 roku, kiedy Nikodem przebijał się przez takie opisy i księgi – jedną za drugą. Czy widzisz tu jakikolwiek sposób świadomej komunikacji z monadą, duszą czy czymkolwiek innym? Nie ma najmniejszej szansy. Zarówno nauki buddyjskie (w wielu aspektach podważone przez teozofów), jak i same nauki teozoficzne zostały skonstruowane dokładnie w taki sposób. Sam zapis nazw i opisów już zniechęca i blokuje. A to jest właśnie lucyferyzm w pełnej krasie.
Człowiek dostaje informacje, umysł się cieszy, ma „zaczepy logiczne”, wszystko zgadza się intelektualnie lub przynajmniej powstają pewne „drabinki”. Jednak gdy spojrzymy na całość – co czuć także w dziełach Rudolfa Steinera – nie ma nic konkretnego, co naprawdę dotyka NAS. Dlatego duchowość Wschodu jest pusta. Steiner pisał o duszy, ale mitologizował ją w taki sam sposób, jak robią to dzisiaj buddyści czy New Age. Dlaczego New Age jest taki niebezpieczny? Bo wziął fundament zarówno z buddyzmu, jak i z dzieł teozoficznych. Tylko wszystko zostało tak spłycone, żeby niedzielny czytelnik miał ogólne pojęcie, „co jest co”, i zbytnio się nie zastanawiał.
Popatrzmy, co sam Osho propagował.
- Ciało fizyczne (physical body).
- Ciało eteryczne (etheric body). Ciało witalne, prany, bliźniak fizycznego.
- Ciało astralne (astral body). Ciało pragnień, emocji i snów – najsilniejsze napięcia.
- Ciało mentalne (mental body). Ciało myśli, intelektu i ego.
- Ciało duchowe (spiritual body). Pierwszy poziom prawdziwej duchowości, wyższa intuicja.
- Ciało kosmiczne (cosmic body). Jedność ze wszechświatem, poczucie „wszystko jest mną”.
- Ciało nirwaniczne (nirvanic body). Ostateczne – poza istnieniem i nieistnieniem, czysta pustka/nirwana.
Osho podkreślał, że każde ciało ma własne „sny” i rzeczywistość. Medytacja polega na przechodzeniu od ciała fizycznego do nirwanicznego. Większość ludzi żyje tylko w pierwszych czterech ciałach. Dopiero od piątego ciała zaczyna się prawdziwa duchowość.
Teraz zaczynasz swój rozwój i rozbijasz się o takie struktury językowe, nazwy, całe myślokształty i egregory – ogromne astrale, które tworzą kolejne warstwy i zamykają twoje postrzeganie. Przejście przez te początki do mapy, którą przedstawiam zajmuje sporo, ale wyrzuca 90 procent lucyferyzmu i cały zaklęty w jego naukach Wschód.

[rysunek]
Taki wykres często pojawia się w moich książkach i bardziej zaawansowanych pracach. Używam w nim skrótów: eter, astral, mental – zamiast pełnych nazw: gęstość astralna, mentalna, przyczynowa, atmiczna. Samo określenie gęstości przebywania dusz, części subtelnej, monad, a później iskierek, które przeradzają się w Superaspekt w samym Źródle, kolejnych gęstości powyżej Źródła i „osadzenie” samego Absolutu – zajęło mi prawie dwadzieścia lat.
Samo Źródło to rodzaj „przedszkola” dla iskierek, które wydzielają się z gęstości trzynastej (13.) do danego Uniwersum (gęstości od 12 w dół) i przyoblekają się w ciała monad. Monady wydzielają swoje energie – promienie – do Drzewa Dusz w których wytwarzają się dusze. Przeważnie są to ciała zbiorowe – podobnie jak ich same. Tym procesem zarządza Logos lub starsza monada, która swoje ciała ma już zindywidualizowane w dwunastu gęstościach.
Budda mógł postrzegać pewne rzeczy właśnie w ten sposób, ponieważ w jego czasach otaczały go dusze ewolucyjne, zbiorowe (LLE – Ludzka Linia Ewolucyjna). Z gęstości przyczynowej widział jedną wielką rodzinę, do której wracali ludzie po śmierci. Technicznie wyglądało to tak: rozpadało się ciało fizyczne, eteryczne, astralne i mentalne, a część „ziarenka karmy” lub „owej świadomości” osadzała się w ciele przyczynowym duszy zbiorowej/grupowej. Niestety nie zachowywało się indywidualne „ja” – rozpuszczało się jak barwnik w wodzie, mieszając się z innymi kolorami. Stąd w jego naukach tak mocno brzmi: „Nie istnieje nic stałego, co przenosi się do następnego życia, żadne trwałe ja”. Dzisiaj wiemy, że nie jest to prawda – co już w wielu pracach podważyli teozofowie.
Obecnie żyją istoty, które nie tylko mają wszystkie dwanaście ciał w dwunastu gęstościach w pełni zindywidualizowane – czyli ich dusze i monady posiadają własne, osobne ciała subtelne na każdym poziomie – ale przekraczają jeszcze poziom samego Źródła. Mówię tu o wykształceniu Superaspektu w samym Źródle. Można więc powiedzieć, że wiedza duchowa świata nie została zaktualizowana. Większość ma to w dupie i dalej brnie w to samo duchowe szambo, bo tak robiły poprzednie pokolenia i ci, których do dzisiaj przedstawia się jako oświeconych. System, który się nie aktualizuje, nie rośnie, nie zmienia i nie ewoluuje, jest systemem martwym. Dwadzieścia lat przebijałem się przez tę głupotę. Wystarczy.
Co do teozofów, sprawa jest prostsza. Mieli swoich mistrzów od guru-jogi, Białe Bractwo, a na karku samego Metatrona z Lucyferem. Ci już się nimi zatroszczyli – obcinając im chociażby filozoficzne rozterki na temat „ego w ciele przyczynowym”, czyli tym, co ja nazywam duszą. Byli najbliżej prawdziwych rozmów z duszami, a jednak nikt i nigdy z nich nie odważył się sprzeciwić panom, którzy ich prowadzili.
Prosto do celu
Dlatego to, co przedstawiam, ma tak prostą formę. Nie skupiam nikogo na starych nazwach, nie stosuję ograniczeń płynących z nauk Wschodu ani nie kieruję empatii w stronę tych, którzy jedynie wzmacniali stare systemy – nawet jeśli chodzi o samych teozofów. To, co zrobili Lucyfer z Metatronem, było niedopuszczalne.
Kiedy w 2007 roku po raz pierwszy usłyszałem swoją monadę – co opisałem w opracowaniu Kiedy zaczynasz swój rozwój lub kiedy czujesz, że jesteś alfą – czyli dlaczego droga duchowa nie ma początku ani końca i jak zacząć prawdziwie? – osoba jasnowidząca na wykładzie powiedziała dosłownie: „…widzisz duchy i byty oraz masz bardzo otwarte górne czakry – jak mało kto na Ziemi”.
Stało się tak, ponieważ monada spuściła przeogromną wiązkę światła, która rozbiła poszczególne astrale, egregory i blokady między gęstościami. Wiązka dotarła z poziomu Adi aż do poziomu eterycznego i fizycznego. Jak to się ma do nauk guru-jogi, Wschodu i Bławatskiej, które twierdzą: „Żadna ludzka monada ani istota nie osiąga go w sensie ewolucyjnym” albo „Kto jest godzien wniknąć / dostąpić”? Nic. Nie ma to nic wspólnego z godnością ani byciem wybranym. To tylko prawda. Oni brodzili w tych przeświadczeniach, obsypywali nim innych, a gawiedź cieszyła się, siedząc pod drzewem i udając oświeconych pacanów. Linia przekazu trwała, bo trwać miała.
Był to dopiero początek, ale wymagał mozolnego przebijania się przez kolejne struktury, stare nauki i liczne ograniczenia. Nie było kolorowo. Prowadzone przez nas forum również było zainfekowane lucyferyzmem i bezpośrednim wpływem Lucyfera – co opisałem we wstępie i pierwszych rozdziałach „Cienia Bogów”.
Dlatego kiedy dzisiaj słyszę pytania: „Dlaczego w ogóle z nimi rozmawiasz?”, „Po co ty rozmawiasz z duszami?”, „Po co rozmawiasz z monadami?”, widzę, że osoba nie rozumie drogi, jaką trzeba było przejść, żeby stanąć z duszą czy monadą jak równy z równym.
Za moim działaniem kryje się jeszcze jedna – choć jest ich znacznie więcej – sprytna, genialna i głęboko nauczająca rzecz.
Kiedy przedstawiam rozmowy z duszami czy monadami, zawsze spłycam całą wymianę do słów najprostszych, ale najbardziej donośnych. Są to bowiem nie tylko słowa, lecz także emocje danej istoty. Rozmowy te często odbywają się podczas intensywnej pracy, sesji czy walki duchowej – towarzyszy im adrenalina, stres i pośpiech.
Dodatkowo moje rozmowy mają za zadanie rozbijać struktury archetypowe dotyczące poszczególnych istot oraz samego tematu jaźni – zwłaszcza duszy i monady. Wielu ludzi wciąż wyśmiewa istnienie piekła i ciemności, traktując Szatana czy Lucyfera jako siły archetypowe, a nie realne, wręcz fizyczne byty. Rudolf Steiner również uciekał od tego tematu. Gdy nazwano go lucyferystą, zaczął tłumaczyć istnienie Arymana, Lucyfera czy Chrystusa (Sandalfona) jako istot, które postrzegamy przez pryzmat czasu: „były takie, teraz są inne”. Moja praca i cała trylogia „Bogowie” zdecydowanie temu przeczy. Mamy do czynienia z ciągłością istnienia danej istoty – bez względu na czas, w którym ją badamy, rozmawiamy z nią czy się z nią stykamy.
Każda moja rozmowa rozbija poszczególne egregory, myślokształty i skróty myślowe nie tylko w polu ludzkości, ale w całym Uniwersum – tam, gdzie odbijały się ich nauki i stosowano podobne mechanizmy. Podobnie jest z tematem duszy. Od 2007 roku przedstawiam go właśnie w ten sposób. Efekt jest taki, że wielu ludzi na świecie już jest tego świadomych i nawet próbuje samodzielnej komunikacji oraz pracy.
Patrzę więc w przyszłość – całe dekady naprzód. Rozmowa z Sandalfonem w „Zmierzchu Bogów”, a także ostatnia krucjata, którą odpalił na przełomie marca, kwietnia i maja 2026 roku (i którą opiszę w „Upadku Bogów”), pokazuje jego prawdziwe zachowanie, wzorce i zaburzenia psychiczne. Dokładnie to samo robią rozmowy z Szatanem, Białym i Michałem. Są to realne istoty, które posiadają dusze i monady.
Dodatkowo – dzięki funkcji mojej istoty – każda taka rozmowa staje się zapisem dla całego Uniwersum: dlaczego z daną istotą (jej duszą i monadą) stało się to, a nie co innego. Dochodzi tu jeszcze jeden ważny czynnik – prostota człowieka i nasze postrzeganie, które nie jest zaburzone pamięcią wcieleniową, historiami zdrad, traum i bólu. Patrzymy na te istoty przez ich odciśnięte archetypy i wzorce pozostawione na Ziemi, a także przez znane nam z dzieł science fiction wcielenia. To niewiele, ale pozwala wypracować pewną opinię o istocie, nie przekreślając jej oceną, która pojawia się mimowolnie i odruchowo w monadach czy duszach. Monada nie może ocenić innej monady, dusza innej duszy, ponieważ istnieją w bezkresie czasu. Człowiek ze swoją prostotą to zupełnie inna para kaloszy. A co dopiero człowiek wyszkolony do tego celu, z aktywnym wcieleniem Mahatmy Gandhiego, Endera z „Gry Endera”, Sheridana z „Babylon 5” i wielu, wielu innych? Popatrzmy.
Ender tłumaczy swoją empatię wobec Królowej (Hive Queen/Formic Queen) i innych istot: „W chwili, gdy naprawdę rozumiem swojego wroga, rozumiem go na tyle dobrze, by go pokonać, w tej samej chwili również go kocham. A potem, w tej samej chwili, gdy go kocham… niszczę go.”1
Co powiedziałem do naszych antybohaterów w „Lilii Metatrona”? Musicie go poczuć. Musicie zrozumieć od środka. To jest rdzeń empatii Endera – nie zwykłe współczucie, tylko głębokie, całkowite zrozumienie „od środka”, które jednocześnie pozwala kochać i niszczyć.
Teraz widzimy moje rozmowy z Szatanem, Białym, Metatronem, Sandalfonem, Lewiatanem, MM, Belialem, Lewą i Prawą Ręką Ciemności, Lilith, Lucyferem, Cerberem, Asmodeuszem, Baalem oraz wieloma innymi istotami. Każda z tych rozmów zawiera w sobie całkowitą empatię i próbę prawdziwego zrozumienia drugiej strony. Oczywiście, ktoś z boku może to ocenić jako słabość, wystawianie się, nadstawianie policzka czy dawanie się wykorzystać. Ale jak już wspomniałem – przedstawiam tylko skrót rozmowy: najbardziej donośne słowa, epitety i emocje. Jest tu jednak znacznie więcej, bo właśnie to uczucie niesie przekaz o wiele silniejszy niż sucha telepatia czy obrazy. Jest tu cała energia o bardzo różnej strukturze i amplitudzie.
Dodatkowo moja „Przedwieczna” – na mocy paktu ustalonego jeszcze przed wcieleniem i podpisanego przez wszystkie najstarsze istoty – angażuje prostego człowieka jako mówcę. Tym razem nie jako „Mówcę Umarłych” z cyklu o Enderze, lecz jako kogoś, kto rozmawia trochę jak obrońca, a trochę jak terapeuta – wyciągający wzorce, emocje i sposób postrzegania. W książce „Zmierzch bogów” napisałem, jak wiele mnie to kosztowało. Trwało to siedem lat i przez ten czas zabierało ponad 60 procent mojego życia (czasu). To zachowanie ściągało na mnie ataki i całą ich nienawiść, ponieważ siła mojej monady, a później już jako Przedwiecznej, była poza zasięgiem ich działania.
Dodatkowo każda rozmowa z duszą i każda rozmowa z monadą tworzy nowe ścieżki. Przebija się przez skostniałe struktury buddyzmu, nauk Wschodu, guru-jogi oraz opisów teozoficznych, które zalały New Age i całą Ziemię. Możliwości całej ludzkości rosną – nawet jeśli dzieje się to powoli i jest jeszcze mało widoczne. Jednak luźne tłumaczenia moich prac na rosyjski, niemiecki, a nawet chiński wyraźnie pokazują, że zapotrzebowanie na te zmiany jest realne i stale rośnie.
Kolejne pytanie: „Dlaczego z kimś takim prowadzisz negocjacje?”
Tak, wiele z tych rozmów wygląda jak negocjacje. Dla tych prastarych istot, które zniewalały miliony światów z setkami bilionów istnień (w rzeczywistości liczby są znacznie większe, ale dla ludzkiego mózgu tryliony i kwadryliony są już za duże, więc uruchamia się mechanizm wyparcia), takie rozmowy były „być albo nie być”, fazą przejścia.
Mamy to ocenić sami jako ludzie. A jak to zrobić? Popatrzmy na takiego Sandalfona. Miał wcielenie w Jezusa, ale co robiła jego dusza i monada po tym wcieleniu? Jak się zachowywała? Przez archetyp doskonałości, wiarę w Syna Bożego i wszystkie utkane wokół niego mityczne historie – wychowany w kulturze mesjańskiej i religijnej – ulegamy, bo działa jeszcze mechanizm superego. O czym mówię? To, że Opiekunowie Uniwersów czy Przedwieczne istoty coś ustaliły względem danej istoty, nie ma dla nas znaczenia. Liczy się odpowiedź na pytanie: „Czy ciało fizyczne ze swoim doświadczeniem, świadomością i wzorcami potwierdzi, czy zaprzeczy to, co zdecydowała najwyższa nasza jaźń?”. To jest właśnie Metoda Jedności Jaźni.
Jest też taka zasada:
Z okrucieństwem można negocjować.
Ambicję można zrównoważyć.
Ego można przekierować.
Natomiast niestabilność emocjonalna generuje nieprzewidywalne konsekwencje, które stopniowo erodują każdy system wzniesiony wokół niej.
Każda moja rozmowa z daną istotą nie była ostateczną konfrontacją. Nawet jeśli w książce zamieszczam tylko jedną, zawsze poprzedzały ją co najmniej dwie inne. Istota była informowana, przechodziła Przebudowę Subtelną i wracała do siebie.
Zostało to zrobione bardzo sprytnie, bo nas, ludzi, wiele istot w kosmosie po prostu nie szanuje. A co dopiero dusze i monady tych istot, które przebywają poza kosmosem – dla nich jesteśmy po prostu „jakimś marnym człowiekiem”. Jednak kiedy pojawiała się moja Przedwieczna i wchodziła do Uniwersum, miała wielkość setek tysięcy monad. Kiedy wychodziła – wszyscy, trochę jak dzieci, gdy rodzice poszli do pracy, wracali do starych schematów. Ale wszystko zostało tak specjalnie ustalone. Nie masz reagować strachem, siłą, władzą czy mocą – lecz dzięki Przebudowie Subtelnej i informacjom, które otrzymałeś, skonfrontować się z tym, co prowadzi cię do kompletnej dewolucji. Ci najstarsi myśleli, że są nie do ruszenia (ogromna cześć z nich jest obecnie na poziomie dusz zbiorowych zwierząt, roślin i minerałów). Dzięki rozmowom z nimi przez lata mamy jednak ich pełne profile. Rozumiemy ich. Wiemy, gdzie w ich ewolucji nastąpiły cofnięcia, które ich zniszczyły i nie pozwoliły dalej ewoluować. Wiemy to wszystko zdanie po zdaniu, emocja po emocji, zachowanie po zachowaniu. To była krecia praca, ale jedna z najważniejszych.
Kolejne pytanie: „Robią cię w konia za każdym razem”
Jeśli przeczytałeś moje książki „Cień Bogów” i „Zmierzch Bogów” (a wkrótce będzie też „Upadek Bogów”), wiesz, jaką drogę przechodziłem. Idealista, biały misjonarz, kompletnie zdominowany przez Białych – Białego, Sandalfona, Michała, Metatrona – a później przez Lilith i Jana. Mimo to rozwój i praca nie tylko moja, ale całej mojej istoty w Uniwersum (wiele dusz, wiele wcieleń) przyniosła owoc.
Jest jednak taka zasada: obraz tych istot zatrzymał się w momencie mojego wcielenia i tego, jak wtedy zachowywała się moja monada i dusze. My trzymaliśmy pracę nad sobą w sobie. „Cień Bogów” pokazuje moją kompletną porażkę jako istoty, ale jednocześnie pokazuje wzrost i wychodzenie z tamtej pozycji.
Wyrażenie „robić w konia” to typowe piekielne gierki i manipulacje. Nigdzie podczas tych rozmów nie gram z tymi istotami – bo jak mogą grać ze mną, skoro byłem całkowicie zanurzony w systemie piekieł? Byłem jednym z Książąt oraz Archaniołem jednego z promieni. Po stronie ciemnej i białej rozumiałem ich nauki, przesłanie i grę. Tak to miało wyglądać.
Na każdy atak nie budowaliśmy większej armii – tak jak oni to robili – lecz pracowaliśmy nad sobą, nad wejściami, nad wzorcami. Wierzyliśmy, że pierwotna siła jest rozwiązaniem, którego szukamy.
Kiedy oni nie aktualizowali obrazu mnie – bo wciąż widzieli tylko „białego korka”, „białego misjonarza” i przegranego, który zrezygnował z Tronów zarówno po stronie Białej, jak i Ciemnej – zero szacunku… my wierzyliśmy w drogę środka, wyjście poza dualność i powrót do siebie. Bo to jest silniejsze od wszystkiego innego.
Był taki moment, kiedy moja istota była jeszcze (lub aż) Opiekunem Uniwersów. Obok niej stali tylko Lewiatan i Maria Magdalena (MM) jako połówki. Wszyscy Biali zawarli wówczas umowę z najważniejszymi ciemnymi, którzy pozostali w piekle. Nigdy jednak ich połączone siły nie odważyły się ruszyć do ataku przeciwko nam. Dlaczego? Bali się Lewiatana, oczywiście. Ale przede wszystkim nie rozumieli, kim naprawdę jest Opiekun Uniwersów i dlaczego ogromna część jego energii znajduje się w samym Źródle. To był moment, w którym stare nie zrozumiało jeszcze, czym jest nowe i czym jest pierwotna ewolucja danej istoty.
Siły, które przez eony blokowały ewolucję bilionów istot – blokując zrozumienie części subtelnych, dusz, monad i samego Źródła – same przedstawiały się jako Bogowie. Ostatecznie jednak uległy sile inwolucji.
Wiele z tych istot było zawsze świetnymi oratorami – dynamiczni, charyzmatyczni. Ich nauki do dzisiaj dźwięczą na Ziemi i w prawie całym Uniwersum. Ja w rozmowach nie stosowałem metafor, z których jestem znany. Zadawałem proste pytania i zmuszałem ich dusze oraz monady do odpowiedzi na moim poziomie – nie na ich. I tutaj się gubili, choć ich słowa potrafiły kupować wielu.
Jeśli ktoś widzi, że oni robią mnie w konia, to dobrze. Ale to nie mnie oszukiwali – oszukiwali samych siebie, żeby nie przyznać przed sobą, dokąd naprawdę dotarli. Dla dusz i monad moje rozmowy były bardzo poniżające. „Bóg na niebie” (Bóg na Adi) rozmawia z człowiekiem? I nie tylko. W każdej trzeciej rozmowie byli szachowani. Zasada jest taka: „Niech sobie grają, oszukują, ale wszystko jest zapisywane, badane, obserwowane”. Obecnie – jak napisałem w opracowaniu o Uniwersum – powstało wiele Kaoishinów2, którzy zastąpili wiele z tego, co dotyczyło Systemu Karmy, osądu, oceny dla dusz i wcieleń.
Robią mnie w konia – tak, bo im ufam, bo im wierzę, bo dają mi odczucie, że naprawdę rozumieją to, co do nich mówię. Jednak od inteligentnej formy życia oczekuję czegoś więcej: zastanowienia zamiast spłycenia, generalizacji i szukania luk. Dzieje się tak u istot zanurzonych w mroku oraz w przeświadczeniu, że są bogami – nawet jeśli ich „omnipotencja” ogranicza się do rządzenia małym krajem czy nic nie znaczącą planetą. Mania wielkościowa człowieka przeradza się w manię jego części subtelnej i duszy, która nie odróżnia swojej realnej pozycji duchowej, zasobów i doświadczenia od nieskończenie wielkiego Uniwersum i tego, co znajduje się poza nim. Ta projekcja jest niesamowicie silna – szczególnie wśród ludzkości. Stąd w wielu kulturach mówi się, że świat fizyczny zaburza zmysły, mami kolorami, zapachami, smakami i możliwościami. Dodajmy do tego nauki o wybraniu Metatrona, nauki wtajemniczone Lucyfera i mamy cały bagaż przeinaczenia, jakim ulega człowiek.
Niestety cena za to jest bardzo duża. Jeśli część subtelna czy dusza nie wprowadza zmian po rozmowie, poinformowaniu licznik tyka – bo wszystko jest liczone. Wszystkim. Moje rozmowy jednak zatrzymują ten zegar dla wielu, a nawet mogą go cofnąć. Stało się tak po bitwie z Zegarmistrzami.
Oszukają? Tak, ale nasze Uniwersum się zmieniło i wielu jeszcze tego nie dostrzega. Kiedyś ciemnego, czarnego czy białego w trakcie misji osłaniał Szatan, Lucyfer, Biały, Michał czy inne istoty z ich „świty”. Metatron wybrał swoje istoty i je namaścił. Sandalfon wybrał swoich i ich namaścił. Podobnie jak Aryman. Nie ma już tych istot – nie ma ich ochrony, pieczy, nauk, energii, sił ani planów. Żadnego przewodnictwa, zasilania, prowadzenia. Nic! Wszystko zostało odkryte i uruchomione w całym Uniwersum. Tego jeszcze wielu nie rozumie, ale ja wszystko opisałem.
Problem Lucyfera polegał na uciszaniu sumienia – nie tylko przez zamrożenie serca, ale także przez intelektualne nauki, które podważały karmę i uczyły, jak ją omijać. Sandalfon oficjalnie zrobił wszystko, co mógł, żeby uwolnić ludzi od grzechu, ale to właśnie jego połówka wprowadziła pierwsze pojęcie grzechu. Natomiast System Karmy Metatrona jedynie potęgował karmę. Święta Trójca, która tak wiele przekręciła, że brakuje słów.
Kolejne pytanie: „Dajesz się przez te rozmowy atakować”
Rozmowa sama w sobie nie prowadzi do ataku. Skutkiem ataku jest kierowana nienawiść, złość, frustracja lub poczucie niemocy danej istoty. Żadna z naszych sił nigdy nikogo nie zaatakowała pierwsza.
Sandalfon po wydarzeniach opisanych w „Zmierzchu Bogów” w rozdziale „Hegemonia Białych” i po całkowitym rozebraniu struktur białych otrzymał nowe możliwości. Jednak to jego duma doprowadziła go do tego, co wydarzyło się później. Nikt się nim nie interesował, nikt mu nie przeszkadzał w istnieniu, ale właśnie od niego zaczęła się „Lilia Metatrona” i kolejne wydarzenia, których nie publikowałem – nie chciałem obciążać tym innych. Przez to straciłem ostatnie trzy miesiące życia (marzec, kwiecień i maj 2026). Dwa miasta oberwały, moi znajomi ucierpieli, a jeden ze współpracowników zapłacił najwyższą cenę.
Dla tej istoty wskazanie, że kompletnie nie rozumie miłości wszechprzenikającej, a zna jedynie miłość narcystyczną – którą na Ziemi odbił jako miłość współuzależnioną i odebrał ludziom moc sprawczą – było nie do przyjęcia. Człowiek wskazywał mu błędy, inne równie stare monady pokazywały, jak jego działania blokują światy i zmieniają tory ewolucji. A tam było tylko „Ja, mnie, moje”. Tak samo jak jego kumpel Biały, który karmił ludzkość frazesami „Ja jestem miłością” albo „Ode mnie pochodzi miłość”. Jedna wielka, chora, spaczone banda.
Nie tylko one same, ale ich Lewe i Prawe Ręce, generałowie, najwyżsi kapłani, akolici i fanatycy – to siła, której człowiek nawet nie potrafi sobie wyobrazić, bo są liczone w setkach bilionów istot.
Wracając do ataków. Tak, przy Asmodeuszu nigdy nie pomyślałbym o jego drugiej, ciemnej duszy, bo rozmawiałem z tą białą. Dzięki temu oszukał system karmy – biała dusza wtłaczała ciemne energie. Gdybym jednak dokładniej przyjrzał się jego wykładom wideo, zdjęciom i strukturze atomów ciała fizycznego, dostrzegłbym pierwotną demoniczną naturę. Książęta mieli inne, bardziej żywe wibracje. Tak, przy Metatronie i Sandalfonie obrywałem mocno. Od 2015 do 2022 roku, przez Lilith i Lucyfera i Baala – tysiące ataków, przekierowań. Wszystko było kierowane. Ale to nie rozmowy były przyczyną, tylko moje zachowanie, moje działanie i pojawienie się czegoś nowego, czego oni bardzo się bali. Mimo tego wszystkiego – mnie to zbudowało, uodporniło i nauczyło bardzo wiele.
Przebudowy (patrz „Cień Bogów”, 2019 rok) były nie tylko początkiem największej wojny duchowej w historii Uniwersum, ale także początkiem czegoś zupełnie nowego – dla wszystkich i wszędzie. Mozolne, powolne, małe kroki.
Moja istota była gotowa stracić wszystko. Oni nie byli gotowi zrezygnować z niczego.
Tylko ja – podobnie jak ty sam – poddaliśmy się im w ocenę, osąd, karę i winę. Żyliśmy tak przez tysiące wcieleń. Ty – Twoja dusza – Twoja monada. Tak – ocena leciała na każdą część jaźni. Takie przeżycia łamią postawy Imperatora, Lorda, Tyrana i wszelkie odmiany narcyzmu czy psychopatii. Stajesz się jak biały mnich bez potrzeb. I właśnie to jest dobre miejsce do powrotu. Powrotu do siebie i do tego, kim naprawdę jesteśmy – poza wszelkimi przeżyciami dualnymi. Dzięki temu mogłem wzrosnąć i ty mogłeś się zmienić. Natomiast dla tych „Bogów na Olimpie” nigdy nikt ich nie oceniał, nie karał i nie osądzał. Nie istniała siła, która mogłaby ich dotknąć – jedynie sami między sobą dawali sobie policzki, żeby utrzymać hierarchię i władzę.
Zakończenie
Nawet jedna myśl, jeden plan, jedna intencja czy jedno słowo ma wartość w wibracji. Nie musi być to czyn fizycznie dokonany. Gdy jednak dochodzi do czynu, fala potęguje się, bo odbija się w tkance Anupadaka – jako świadomy odcisk zrozumienia. To rodzi konsekwencje karmiczne, przed którymi nie da się uciec. System Karmy Metatrona oraz działania Lucyfera, które próbowały oszukać lub zmodyfikować pierwotne prawa, tylko pogłębiły regres. Dlatego wielu istotom – nie tylko na Ziemi – odpaliły się „wrotki na całego”: „róbta, co chceta, bo mamy przyzwolenie”. To tak nie działa. Patrz na to, co napisałem tutaj oraz w „Zmierzchu Bogów” w rozdziale „Próby oszukania karmy”.
Jako istoty istniejące w tym Uniwersum jesteśmy już w świecie bez białych potęg i ich hegemonii, bez ciemnych struktur piekielnych i prastarych Książąt Piekielnych. Uniwersum znalazło sposób na wszystkie kruczki, które próbowały się wymknąć.
Lepiej jest. Dla tych, którzy idą drogą szczerości i pracy nad sobą. Dla tych, którzy nie czują się lepsi od innych – bez względu na to, kim byli, co zrobili i jaką mają pozycję.
Dla każdego jest miejsce. Po prostu zwróć to, co zabrałeś – sobie i ludzkości. Nawet jeśli robisz to nieudolnie. Liczy się to, co robisz, a nie to, co sobie wyobrażasz.
Rozmowy z duszami, częściami subtelnymi, monadami i przeróżnymi istotami na różnych poziomach mają jeden najważniejszy cel: zainspirować Twoją istotę. Pokazać jej, że można. Że każdy popełnia błędy, każdy ma szansę i każdy ma miejsce na odbudowę – nawet po najcięższych decyzjach, traumach, śmierci czy najgłębszych upadkach.
Nie chodzi jednak o tego, kto rozmawia i co przedstawia. Chodzi o to, jaki dialog Ty sam prowadzisz ze sobą.
Nie ma już białej drogi, która sprzedawała Boga, mesjasza, syna bożego, tworzyła lepszych i gorszych, prowadziła do sądów i kar. Nie ma ciemnej drogi zatracenia, z której nie ma wyjścia, a odkupienie możliwe jest tylko przez pokutę, karę i białą religię. Nie ma też ścieżki karmy Metatrona, która przez winę i karę miała „odpuszczać grzechy”. Nie ma oświecenia Lucyfera, który w oświeceniu umysłu widział uwolnienie od samsary.
Żadna z tych dróg się nie sprawdziła. Dlatego jest nowa – pierwotna. I jak już wspomniałem, wielu jej jeszcze nie widzi, bo nie chce. Jest zatrzymana tak, jak początkowe opisy gęstości teozofów i przekazów z których czerpali.
Działają teraz inne siły, inne prawa, inne zasady i inne wartości. Są znacznie bardziej bezpośrednie, przez co często budzą strach albo zaskoczenie. Kiedyś, gdy biali mieli problem – kasowali daną duszę i część subtelną i tworzyli system oceny, kary i winy dla duszy, którą sami stworzyli, by osądzać monadę. Gdy ciemni mieli problem – grabili i zjadali. A teraz zderzasz się z tym, kim naprawdę jesteś – ze wszystkim, bez żadnego dualnego podziału. Nie z tym, co mówi Ci system czy grupa.
Prościej. Na pewno. Ale teraz karma realizuje się natychmiast – w monadzie, w duszy i we wcieleniach. Nie ma już przenoszenia ani rozbijania jej na inne istoty. Dlatego każda rozmowa – niezależnie jaka – i każda Twoja praca nad sobą, nad duszą, ma znaczenie. Przeogromne znaczenie.
Jestem nieustępliwy w rozmowach z tymi istotami, ale wieloma innymi. Bądź taki dla siebie samego. Dogadaj się z samym sobą. Karty zostały odkryte dla wszystkich. Dlatego niech Ziemia lub inna planeta nie stanie się przyczyną Twojej dewolucji – a ewolucji połączonej z inwolucją. Czekamy.
Nikodem Marszałek
maj, 2026 r.
1 „In the moment when I truly understand my enemy, understand him well enough to defeat him, then in that very moment I also love him. And then, in that very moment when I love him, I destroy him.”
2 Nazwa pochodzi z anime Dragon Ball. https://dragonball.fandom.com/pl/wiki/Bogowie_%C5%9Awiat%C3%B3w
