Home DuchowośćO Anunnakach, Jezusie, rozwoju z perspektywy duchowej – czyli jak uruchomić własny kompas wewnętrzny cz.2

O Anunnakach, Jezusie, rozwoju z perspektywy duchowej – czyli jak uruchomić własny kompas wewnętrzny cz.2

by nikom@tutamail.com

David Hawkins skalibrował poziom świadomości Jezusa na 1000- poziom awatara, ciężko pojąć jak miałby być istotą pokroju Lucyfera któremu raz się coś odmieniło na lepsze i upadł w innych wcieleniach.

Jednym ze skutków posiadania przez człowieka gadziego mózgu jest mechanizm zachowania energii, ponieważ ta stara część mózgu „ciągle uważa”, że ciału zabraknie energii (nie będzie jedzenia, miejsca do spania, trzeba będzie uciekać). Dlatego człowiek zamiast skorzystać z ruchu, zrobić coś, zainwestować energię, zbadać, zobaczyć, przełącza się – robi to układ limbiczny – w stan „x”, „1”, reflexive, czyli człowiek zaczyna reagować na autopilocie. Ten system w ciele uwielbia wszelkiego rodzaju autorytety, guru, profesorów, ponieważ według niego te poszczególne jednostki zainwestowały już swój czas, energie, czyli poświęciły własne zasoby na zbadanie danego tematu, zagadnienia czy zdobycie terenu. To pozwala pozostałym jednostkom zachować własną energię.

Niestety jest tutaj skutek, który powoduje podtrzymanie przedłużonego stanu reflexive w pozostałych jednostkach, a to przekłada się na działanie odruchowe, bezmyślne, pod częściową hipnozą. Dlatego musimy nauczyć się dosłownie „przełączać” na stan „2” lub „c”, od angielskiego słowa reflective, co oznacza ‘refleksyjny’ (powolny, racjonalny, myślowy). Działanie w stanie „x”, czyli szybkim, odruchowym, bezmyślnym nie przynosi często rozwiązania, ale unikamy wysiłku wszelkiego rodzaju. Kolejnym skutkiem gadziego mózgu jest mechanizm ulegania silniejszym jednostkom, autorytetom, pewnej wibracji energetycznej. Dzieje się tak przez wpływ melamu, który był noszony przez Anunnaków jak ubranie lub korona od której biło światło, silna wibracja. Tej wibracji ulegali nasi przodkowie, którym uginało się kolano i szyja. Wykorzystajmy system reflective.

Tutaj jest znowu powoływanie się na innych ludzi, autorytety, guru. Po co? Co ten człowiek badał? Energie Chrystusa, czyli zbioru energetycznego, duszę Jezusa, która w Torze nazywa się Sandalfon. Może badał egregor Jezusa, skutek modlitw miliardów chrześcijan? Czy może sam jako biały mistrz wzmocnił innego białego mistrza i wszystko zostało w tym samym zbiorze? I kto to badał? Jego dusza czy on sam na poziomie subtelnym? O skali Hawkins’a napisałem w opracowaniu Konsumpcjonizm ezoteryczny – całuny, skale, strażnicy, Plejadianie, Akasza, cytuję:

„A co z badaniem tego, co wychodzi poza zakres aparatu, instrumentu, badacza i ma formę niezrozumiałą dla świadomości, mózgu, ciała subtelnego? Skala to wibracje, to system założeń, czyli wchodzimy silnie w system przekonań danego człowieka. Leszek Żądło stworzył własną skalę ERD, która oznaczała Etap Rozwoju Duchowego. Znajdowała się w przedziale liczbowym od 0 do 36 i wynik 36 oznaczał oświecenie. Na forum cudownyportal w 2008 roku był taki chłopak, który zadał takie pytanie Leszkowi: „Jeśli Twoja skala oznacza złączenie świadomości z wyższym ja (nadświadomością), czyli oświecenie, to co się stanie, jeśli to wyższe ja stale się rozwija, wzrasta mu świadomość?”. W jednym pytaniu podważył sens takiego badania, bo cała skala opierała się o zasadę stałości i doskonałości wyższego ja. Kiedy jeszcze na tym samym forum zaczęliśmy pisać, że wyższe ja, czyli dusza ulega manipulacjom i siłom jeszcze wyższym od siebie, to się dopiero zaczęło! Były to ciekawe czasy, inspirujące i takim właśnie trzeba być. Myślącym, szukającym, a nie akceptującym wnioski czy przesłania tych na świeczniku. Bierzesz to, co potrzebujesz, inne odrzucasz. A potem przychodzi praktyka i wszystkie wyobrażenia kasuje w pył. Na to też trzeba być gotowym”.

Rozwój wymaga nauki selekcjonowania tego, co potrzebujemy na dany moment, ale również słuchania tego, co walczy w nas z nową informacją. Musimy obserwować siebie i własne reakcje, być ich świadomymi. Co z tego, że w głowie coś uważamy, jeśli ciało czy rzeczywistość pokazują coś innego? Stale patrzymy, czy walczy w nas wzorzec podświadomy, ślub, pieczęć, ego, strażnik, czy to jednak głos intuicji. Odróżnienie jednego od drugiego na początku nie jest łatwe, ale na tym właśnie polega rozwój, prawda?

Rudolf Steiner w swoich badaniach zrównał Jezusa i Lucyfera, pisząc, że byli oni kiedyś braćmi, ale jeszcze przed „upadkiem” tego drugiego. Stąd Wisznu i Sziwa w hinduizmie. W mojej pracy inaczej nazywam to zjawisko. Sandalfon i Lucyfer to istoty wydzielone ze Źródła w podobnym czasie, ich monady kształtowały dusze archanielskie na podobnym drzewie dusz. Trudno mówić, że są z tej samej fali wydzielenia ze Źródła i na pewno nie są żadnymi braćmi – po prostu na tamtym etapie istnienia mieli podobny gatunek duszy, a ten z czasem się zmienia, bo dusza i monada z każdym wcieleniem i doświadczeniem rosną.

W każdym razie smutno mi byłoby utracić kolejny autorytet duchowy, wierzyć że Jezus to annunak i potem patrzeć ludzi wychwalających Jezusa, jak na debili. Swoją drogą nawet new age’owskie ruch świadomościowe typu prepareforchange, welovemassmeditation, czy cobra z 2012blogspot traktują Jezusa/Sanandha jako mistrza wniebowstąpionego. Jeśli to co mówisz jest prawdą, to byłoby chyba przekręt wieczności, i tak samo sensowne jak opowiadanie się za PO/PiS myśląc że chcą zniszczyć opozycję, a tak naprawdę grają do jednej bramki.

W poprzedniej części wspomniałem, żeby Anunnaków nie traktować jako tych całkowicie złych, bo to jest tylko jedna strona medalu. Widać uruchomione kilka mechanizmów obronnych: wyparcie, racjonalizację – to normalne i naturalne reakcje psychiki na informacje sprzeczne z systemem wierzeń, który ukształtował się w trakcie życia (i wielu wcieleń na tej planecie). W takim wypadku podświadomość kieruje ciało do ucieczki lub walki. Co jednak ciekawe, reakcja w ciele na informację sprzeczną nadal pozostaje bez zmian – wcześniej czy później będziemy musieli skonfrontować się z własną emocją. I to również ważna informacja, nie z samą informacją, ale z emocją, która się z nią wiąże.

Kiedy zaangażowano w politykę chłopa, którego interesowała ziemia do uprawy, w pewnym momencie dano mu iluzje wyboru i wpływu. Zasada „divide et impera” – dziel i rządź – jest znana w polityce od zawsze.

Co ważniejsze, wpis ponownie powołuje się na strony, grupy, nurty. Czym to się różni od wierzeń religijnych? „Oni mówią, oni wierzą, takie są przesłania, prądy, wierzenia.” Tyle ludzi się pod tym podpisuje. No cóż. Gdybym w 2007 roku tak samo myślał, czyli wierzył wszystkiemu, co było przedstawiane w tamtym okresie w ezoteryce, duchowości, a nawet w definicjach terapeutycznych, pewnie robiłbym wszystko, żeby być „oświeconym”, a nie świadomym siebie, swojej duszy i monady.

Szkoda, że nie mogę z tym nic zrobić, bo nie potrafię stworzyć rzeczywistości w której Jezus nie był annunakiem. Chyba jestem zbyt związany z tą czasoprzestrzenią.

Proste wyjście: zmienić konotacje z wyrażeniem „Anunnaki”.

Dobrze być lojalnym i związanym z danym wierzeniem, fantazją, mitologią i tym, co inni zbudowali. Tylko w pewnym okresie dziecko wychodzi z domu i zaczyna żyć na własnych warunkach. Widzi jak wygląda świat poza jego podwórkiem. Gorzej, gdy przez zaburzenia w okresie dorastania, dopiero poznający świat, wraca myślami do tego, czego rodzice mu nie dali. Taki człowiek nie jest wolny, bo wymaga od innych tego, czego nie dostał w domu lub powtarza właśnie to, co robiono z nim samym. Carl Gustav Jung powiedział o ludzkości, że jest na poziomie dziecka, dlatego potrzebuje autorytetu, prawa i opieki.

Nasze wierzenia i opiniowanie na temat mitów, legend, świętych, wyniesionych – kogoś, kto nawet nie jest obok nas – nie ma żadnego znaczenia. To działanie wcale nie czyni nas bezpieczniejszymi, tylko wyłącza własny aparat, kompas wewnętrzny oraz przełącza system „x”, refleksyjny. My czujemy się bezpiecznie, bo archetyp doskonałości jest jak latarnia, która oświetla mrok, ale jak wspomniałem w poprzedniej części, my jesteśmy światłem, my tworzymy dla siebie wędkę. My mamy rozwijać siebie, a nie myśleć: kto, co zrobił i czy jest taki, czy owaki. Nic to w naszym życiu nie zmienia. Jedną z cech życia na tej planecie jest właśnie takie zderzanie wyobrażeń i fantazji z rzeczywistościami, opisami lub opiniami innych. Taka konfrontacja z archetypami i ikonami rozwija ciało buddyczne i atmaniczne. To ważny etap, wzrost w całym istnieniu młodej lub zależnej duszy.

W sumie nie wiem czy ci wierzę czy nie wierzę z tym Jezusem, ale żałuję że to przeczytałem, że dotarła w ogóle do mnie taka informacja. Nie wiem, może zobaczę u …. co ona o Jezusie widzi, a do tego czasu nie będę miał zdania.

Na Ziemi – jako część rozwoju ludzkości – oddziałuje podświadomość zbiorowa, są archetypy, a na naszą psychikę wpływa superego, które ma zapisane wzorce moralne i wartości, czyli mniej więcej: jak żyć w społeczeństwie. Oczywiście, że Jezus, Budda, wielu świętych, oświeconych, nawet współcześni hinduscy awatarowie są traktowani jak bogowie, doskonali ludzie, którzy żyli lub żyją. To ważne dla rozwoju ludzkości, żeby ten „ideał” istniał, ponieważ „pcha” jednostki do stawania się doskonalszymi. Jednak na pewnym etapie poddawanie się temu zbiorowemu myśleniu nie jest już potrzebne i przede wszystkim jest ograniczające w rozwoju, ponieważ stawiamy nieznaną nam osobę, istotę, wręcz mit, ponad siebie, swoje rozróżnienie.

Kolejny etap rozwoju rozpoczyna się w momencie, kiedy to kompas moralny, kompas zewnętrzny oparty na wskazówkach guru, mistrza, jasnowidza przechodzi na kompas wewnętrzny, na motor wewnętrzny. Dopóki nie przejdzie się fazy buntu, sprzeciwu wobec osoby od której jesteśmy zależni czy, którą postawiliśmy na piedestale – trudno mówić o dojrzałości, jak przemawia przez nas płaczące dziecko. Łatwo sobie wyobrazić, co by się stało, gdybyśmy w 2007 roku ulegli naukom Leszka Żądły czy ówczesnej myśli ezoterycznej. Możemy z kimś się nie zgadzać i mieć jednocześnie do tej osoby szacunek, nawet poczucie koleżeństwa. I to również efekt pewnego luzu, elastyczności i otwartości, umiejętności współpracy. Po prostu bierzemy to, co potrzebujemy, bez zanurzania się, zatapiania, zatracania, ponieważ tej postawy niestety wymagały religie i prawie wszystkie ścieżki duchowości Wschodu. Rozważania intelektualne, rozmyślania na temat świata to aspekt zewnętrzny, potrzebny szczególnie na początku, następnie rodzi się potrzeba zgłębiania siebie, czyli to, co znajdujemy, poznajemy i uwalniamy w sobie, w swojej historii.

Trzeba też oddzielić Jezusa od Chrystusa. Chrystus to inicjacja, to zbiór energii o pewnej wibracji. Czyli Jezus to imię, Chrystus to nazwa inicjacji. Środowisko New Age, bez głębszego badania, wmawia, że Chrystus reprezentuje świadomość chrystusową. Na świecie jest wiele osób na widok których moglibyśmy powiedzieć: „O jaki podobny do Jezusa”. Ale dlaczego ci ludzie tak mówią, przecież nigdy nie widzieli Jezusa? Ano dlatego, że w zbiorowości ludzkości odciśnięty jest archetyp tej istoty, jako istoty doskonałej „owiniętej” zbiorem energii Chrystusa. Co ważniejsze, miliardy chrześcijan przez dwa tysiące lat odcisnęły ogromny ślad energetyczny przez swoje wyobrażenia, modlitwy, fantazje. Odczepienie od czegoś takiego wymaga solidnej pracy, ponieważ, jak wspomniałem, jest to sprzężone z mechanizmem superego i podświadomością zbiorową, ale także karmą rodową, którą dziedziczymy. Podświadomość zbiorowa, karma rodowa – to wszystko jest częścią matrixa.

Wróćmy do tego podobieństwa wizualnego. Dlaczego tak wielu ludzi mówi, że ktoś tam jest podobny do Jezusa? Tylko przez wzgląd na długie włosy i brodę? Nie, te osoby noszą (mają w sobie) inicjacje Chrystusa. Jezus to nazwa wcielenia jego duszy, która po tym wcieleniu mogła mieć kolejne. I nawet jeśli dusza miała następne inkarnacje, czyli żyła na Ziemi, ludzie wcale nie traktowali jej jak Jezusa, ponieważ osobowość nie miała na sobie aktywnych inicjacji w Chrystusa, czyli dusza w ciele człowieka żyła wibrując (emanując) swoimi pierwotnymi energiami, naturalnymi.

Samą inicjacje w Chrystusa wymyślił inny archanioł, znany jako Jan od Apokalipsy. To on również rozwinął Białe Bractwo. To wszystko są biali mistrzowie. Kiedy patrzy się na takiego El Morya, widać inicjacje w Chrystusa, podobnie ten temat dotyczy mistrzów od teozofów czy tego pana. Rodzi się pytanie: „Jak istoty różnych gatunków dusz, o tak odmiennych wibracjach, osobistych emanacjach posiadają podobną wibrację?”. Bo noszą ujednolicającą inicjację w Chrystusa.

Środowisko New Age szczególnie, ale to myślenie odbiło się w duchowości i nawet w środowisku ezoterycznym, oddzieliło Jezusa od religii chrześcijańskiej. A to błąd, bo to tak, jakby próbować oddzielić Buddę od buddyzmu. Jezus to Bóg dla chrześcijan, przynajmniej tak przedstawiają go pisma tej religii. Dlaczego więc w duchowości czy ezoteryce jest traktowany jako mistrz wniebowstąpiony, Bóg, oświecony? Takie myślenie i logikę należałoby zastosować dla Buddy czy Mahometa, a tak się przecież nie dzieje na świecie. Stało się tak, ponieważ kiedy siły tego świata rozbijały religię chrześcijańską, rozdrabniały ją, ludzie odeszli z kościoła, wyszli z niego, ale nigdy nie uwolnili się mentalnie z myślenia religijnego. Dogmatyczne religijne wyrażenia pojawiły się nagle jako dogmatyczne duchowe wyrażenia, czyli na człowieka nadal oddziałuje ten sam system przekonań.

Przykład:

  1. Jezus kocha Cię – Wszechświat wspiera Cię.
  2. Modlę się za Ciebie – Wyślę Ci miłość/Wyślę Ci białe światło.
  3. Bóg zapewni Ci – Wszechświat jest nieskończony i zadba o Ciebie.
  4. Zawsze chodziło o dostanie się do Nieba – Zawsze chodziło o powrót do Jedności.
  5. Grzech – Karma.
  6. Zbawienie – Oświecenie.
  7. Jezus – dobry – Szatan – zły.

To jest właśnie dualizm. Jak to mówi pewne powiedzenie „Do tanga trzeba dwojga”. To, co ja pokazuję jest wyjściem z tego typu myślenia, z tego króliczego kołowrotka. Moja książka Poza Dualnością rozbiera to dosłownie na części pierwsze.

Zakończenie

Dlatego jeśli czytamy opracowania duchowe, ezoteryczne – nawet moje – treść filtrujemy, pewne rzeczy przyjmujemy, inne odrzucamy, przynajmniej na razie. To pozwala nam się nie zawieszać, nie odrzucać całej czytanej treści czy poglądu, bo dalej sprawdzamy, testujemy. Nie wolno na drodze duchowej ugrzęznąć w intelektualnych rozważaniach, dysputach, kłótniach, ponieważ musi być praca nad sobą, realna praca, która wykształca nasze uśpione zmysły, pozwala na głębszy kontakt ze sobą, uczy kontaktu i komunikacji ze sobą samym, i może nawet kontaktu z duszą. Wtedy to, co intelekt bronił, przestaje mieć znaczenie, bo jako praktyk po prostu operujesz, widzisz, sprawdzasz, masz namacalny dowód, przeżycie subtelne. Miałem taki ciekawy miesiąc. Przyszło do mnie kilka osób, które przez lata mnie czytały, ale nigdy nie pracowaliśmy wspólnie. Po każdym spotkaniu na żywo mocno wzruszeni mówili: „Dopiero teraz czuję co ty piszesz, co ty mówisz, o co w tym chodzi”. Tekst pisany czy opublikowana sesja ma tylko pobudzić, zainspirować, dać do myślenia, ale to nie jest poradnik, szkolenie czy własne przeżycie, doświadczenie subtelne, bo wielu rzeczy przecież nie widać.

Dodatkowo we współczesnym środowisku duchowym niestety zbyt dużo powstało różnego rodzaju teoretyków, intelektualistów bez praktycznych umiejętności. Tak samo działo się w środowisku rozwoju osobistego, motywacji, kiedy to szkolenia dla firm i menadżerów prowadziły osoby po przeczytaniu kilkudziesięciu książek z zakresu zarządzania. Dosłownie jak słuchało się tych ludzi można było odczuć suchy, intelektualny bełkot, wykuty na blachę materiał, który pochodził z poziomu mentalnego (umysłowego) i nie miał w sobie za grosz doświadczenia osobistego, żadnej praktyki. Korporacje jednak za to płaciły, bo generowało to koszty i było popularne. Ostatnie dziesięć lat w duchowości podobnie obrodziło w różnej maści ezoteryków, jasnowidzów, ekspertów, coachów duchowych, którzy mówią o czymś, bo tak przeczytali, ale nie idzie za ich słowami żadna praktyka, rozeznanie czy realny wgląd. Osoby te są charyzmatyczne, mają doskonały marketing, cytują różnych ludzi – w tym często mnie, mają mocno oddziałujące całuny wokół swoich ciał subtelnych, i jadą z tym koksem. Dlatego ten kompas wewnętrzny o którym piszę jest tak ważny, bo on pozwala nam oddzielać, widzieć, rozróżniać teoretyków od praktyków, ponieważ ty ufasz sobie, a nie tym otoczkom, marketingowi, innym ludziom zgromadzonym wokół danej osoby, które często robią szum, wytwarzają dodatkowe zainteresowanie. Mądrość jest w ciszy.

Jeszcze raz powtórzę. Najwyżej postawieni Anunnacy mają dusze i monady całkowicie zindywidualizowane w dwunastu gęstościach. Jedni zostali całkowicie przebudowani podczas procesu opisanego w Cień bogów i Zmierzch bogów, inni przez swoje wzorce uczą się nowych wartości dla siebie bez pryzmatu boskiego. Mimo tego, co nam do tego, czemu interesujemy się innymi? Czy to tylko ucieczka przed tym, co jest do posprzątania u nas samych?

Prawie sześćdziesiąt procent wykonywanych przeze mnie sesji dotyczy relacji międzyludzkich, związków, pracy, awansów, zarządzania, rozwiązywania różnych wydarzeń z dnia codziennego: relacji z rodzicami, pracą z rodem, odblokowywania przepływu. Praca nad właśnie takimi wyzwaniami pozwala w namacalny sposób pokazywać praktyczne zastosowanie wiedzy duchowej w życiu codziennym. Pozostały procent to praca nad ingerencjami, wpływami, skutkami nieprawidłowych praktyk. Reszta to sesja na duszę i monadę, ale w odniesieniu do osobowości. Duchowość to nie tylko dusza, ciała subtelne – to przecież całe nasze życie.

Zróbmy sobie takie małe podsumowanie osobiste. Ile poświęciliśmy czasu na badanie historii bóstw, bytów, bogów, wpływów, teorii różnych, przewidywań na temat tego, co będzie kiedyś tam. A teraz popatrzmy na to ile zainwestowaliśmy czasu w siebie, zgłębianie siebie, własnej historii? W postawie dbania o siebie, zajmowania się sobą, pracy nad sobą, swoją istotą nie ma nic egoistycznego, bo żaden bóg, bożek, kapłan nie zrobi nic za nas. Niestety to gadzi mózg uwierzył w te bajki, to system reflexive wprowadza ciało w sen, wmawia, że jak coś się zobaczy, przeczyta to prawie tak, jakby samemu coś się zrobiło. Nie. Wstań i zacznij żyć, myśleć, stawiać siebie i swoją ocenę sytuacji na pierwszym miejscu, ale słuchaj uważnie, obserwuj, wyciągaj wnioski. Na początku nie jest to łatwe, ale po jakimś czasie stanie się to twoją naturą, bo to ty jesteś kapitanem swojego statku i ciągle sam siebie kreujesz.

Nikodem Marszałek

03.2023 r.

Related Articles

Leave a Comment