Home DuchowośćCena iluzji. Gdy magia spotyka manię wielkości

Cena iluzji. Gdy magia spotyka manię wielkości

by nikom@tutamail.com
A+A-
Reset

Najciekawsza i najbardziej wymowna rzecz wydarzyła się po opublikowaniu artykułu: Bogowie na kredyt. Zemsta Szatana na Lucyferze i lekcja współodpowiedzialności dla ludzkości. Czytało go wiele osób, ale jeszcze więcej – części subtelnych oraz dusz.

Pojawiła się w przestrzeni część subtelna kobiety, która uważała siebie za Lilith i Ninhursag, mówiąc o sobie: „Ja jestem matką Ziemi”. Wykorzystywała magię, kryształy, różne techniki. Jej część subtelna była ubrana w wielokolorowe szaty, operowała magią seksualną i innymi technikami rytualnymi. Atakowała również lodowymi technikami.

Kiedy zawołałem jej cały „sabat” i zapytałem, czy to ona zebrała takie „armie” opisane w artykule na który się powołuje (link w pierwszym akapicie) – zaprzeczyła. Zwróciłem się wtedy do jej części subtelnej: „Spytaj swoją duszę, kim byłaś naprawdę. Manii wielkości i urojeń nie leczę”.

Część subtelna tej osoby zaczęła tupać nóżką i jeszcze bardziej się wygrażać. Zawołałem więc jej duszę i oznajmiłem: „Zaatakowała mnie, więc ceną za to jest jej życie”. Dusza tylko machnęła ręką, rzuciła w stronę swojej części subtelnej i wszystkich zgromadzonych wokół niej istot: „Idiotki” – i odleciała. Kilka chwil później nie zostało absolutnie nic.

Zatrzymajmy się chwilkę dłużej nad tym wszystkim.

Opisane zdarzenie to archetypowy przykład duchowej inflacji i totalnego odejścia od prawdy i realnej duchowości. Kobieta, utożsamiająca się z potężnymi archetypami (Lilith, Ninhursag), stworzyła wokół siebie tak gęstą iluzję własnej wielkości, że całkowicie odcięła się od głosu własnej duszy i rzeczywistości. Rozumiem ten typ zaburzeń przez pryzmat starć opisanych w trylogii „Bogowie”. Jednak przywłaszczenie sobie imion i historii, które do nas nie należą, musi wynikać z bardzo niskiego poczucia własnej wartości. To desperacka próba zbudowania tożsamości na fundamencie cudzej mocy, gdy zanikła wiara we własną.

  1. Mechanizm iluzji. Cześć subtelna tej osoby funkcjonowała jak kapryśne, rozzłoszczone dziecko (tupanie nóżką, wygrażanie), co jest klasycznym przejawem braku dojrzałości duchowej i głębokiej frustracji, wynikającej z życia w sprzeczności z własną esencją. Magia, rytuały i piękne szaty były tu „różdżką” do zaklinania rzeczywistości, by pasowała do narracji i ego.
  2. Reakcja Duszy była miażdżąca i ostateczna. Słowo „Idiotki” i odejście nie było wyrazem gniewu, lecz stanowczą, chłodną oceną sytuacji. Dusza widziała absurdalność i tragikomiczny upór swojego ziemskiego wcielenia. Jej decyzja o opuszczeniu tej formy egzystencji oznaczała, że osoba ta wyczerpała kredyt zaufania i możliwości rozwoju w tym wcieleniu. Nie było już czego ratować, ponieważ nie było woli do prawdy.
  3. „Nie zostało nic” – to fizyczna manifestacja duchowego bankructwa. Gdy Dusza odchodzi, odbiera żywotność i esencję. To nie była kara z zewnątrz, lecz nieunikniony skutek życia w całkowitej opozycji do własnej natury. To dusza decyzuje o kontynuacji projektu zwanego życiem; kiedy wycofuje swoje pełne wsparcie, projekt się rozpada.
  4. Ziemia jest jak polaryzator, bo ustala „nowe graniczne skale”. W podwyższonych wibracjach iluzje pękają szybko i głośno, a konsekwencje duchowych wyborów stają się bardziej namacalne i natychmiastowe. To, co kiedyś mogło trwać latami w ukryciu, teraz rozgrywa się w przyśpieszonym tempie. Tak, jakby cierpliwość planety i kosmosu dla ludzkich „eksperymentów” z ego wyczerpała się. Zresztą w takim cyklu astrologicznym znajdujemy się obecnie.

Mania wielkościowa a magia – śmiertelnie niebezpieczny związek

Mania wielkościowa w połączeniu z magią to śmiertelnie niebezpieczny związek. Właśnie dlatego środowiska magiczne i ezoteryczne są szczególnie podatne na ten rodzaj iluzji. Magia w swej istocie jest narzędziem wpływu na rzeczywistość. Dla osoby z niskim poczuciem własnej wartości i nieprzepracowanym ego każdy sukces na tym polu staje się narkotykiem – potwierdzeniem wyjątkowości. Udany rytuał, spełnione życzenie czy uśmiercony wróg budzą uznanie w grupie, co staje się pożywką dla głodnego, kruchego ego. W ten sposób osoba przestaje odróżniać prawdziwą potęgę płynącą z duszy i monady od własnej, osobistej wielkości.

Magia nigdy nie była neutralnym narzędziem. W każdym świecie jest ściśle powiązana z karmą, ponieważ zawsze rodzi konsekwencje. Staje się wtedy różdżką do budowania zamku z piasku na krawędzi klifu. Nieprzypadkowo wiele osób przybiera imiona takich archetypów jak Lilith czy Ninhursag lub nawet Lucyfer czy Szatan. To sam w sobie akt magiczny – próba przywołania i zawłaszczenia ich energii oraz autorytetu, by zasilić własną kruchą konstrukcję psychiczną. Problem polega na tym, że prawdziwa moc rozpoznaje swoje narzędzia. Kiedy ktoś gra boga lub demona – forma nie ma znaczenia – prędzej czy później zjawia się prawdziwy Twórca energii by rozliczyć ten dług. To ostatnie zdanie jest szczególnie ważne!

Magia oparta na ego jest niebezpieczna nie dlatego, że można popełnić rytualny błąd. Jest niebezpieczna, ponieważ cała duchowa konstrukcja i tożsamość takiej osoby zbudowana jest na kredycie, którego nikt nie ma zamiaru spłacać za nią. Kiedy ten kredyt zostaje ostatecznie wezwany, nie ma już czego ratować.

Warto też spojrzeć na moją własną pracę duchową – szczególnie tę przedstawioną w darmowych sesjach i trylogii „Bogowie”. Metatron, Lilith, Lucyfer, Szatan, ich najwięksi zastępcy (Lewe i Prawe Ręce), generałowie – czy ktokolwiek z nich kiedykolwiek używał jakichkolwiek form magii? Kiedy rozumiesz zasady przepływu, techniki oparte na czystej myśli i woli – nie stosujesz magii, bo ona zawsze obraca się przeciwko tobie. Magia jest wiązaniem kwantowym, dodatkowo potrzebuje często zbiorów i zbiorników oraz emocji, rytmu, powtórzeń i tzw. wejścia po drugiej stronie. Magia jest zbyt wolna i zbyt obciążona karmą. Dlatego żadna starsza dusza nie korzysta z niej w żadnej formie. To gra dla tłumu, który ma czuć, że „coś może”. Jeśli tak – prawdziwa gra nawet się jeszcze nie zaczęła. Stąd wystarczył jeden ruch mojej woli i działania duszy tej osoby, by z całego zbioru kilkunastu istot – nie zostało dosłownie nic.

Zakończenie

Historia ta przypomina nam, że żadna technika, żadna magia, żadna rola ani żadna opowieść o sobie nie zastąpi prawdy naszej Duszy. Próby przywłaszczenia sobie cudzej chwały, mocy czy historii – nawet archetypowych – zawsze biorą się z głębokiego niezrozumienia i odrzucenia własnej, niepowtarzalnej cząstki.

To wydarzenie dopełnia pytania z poprzedniego artykułu. Ta kobieta – razem ze swoją częścią subtelną i istotami, które zgromadziła wokół siebie – poniosła ostateczną odpowiedzialność za wybór życia w iluzji. Utożsamianie się z rolą, która nie jest nasza, obciąża całą sieć świadomości, co pokazałem w opracowaniu „Zdejmij Jezusa z krzyża i przytul w końcu swój cień” oraz tym, który zalinkowałem w pierwszym akapicie.

Nasza część subtelna potrzebuje koordynacji z naszą świadomością, bo zbyt często jej zachowanie przypomina „ruchomy cień”, który robi rzeczy, o których my – jako ludzie – nawet nie śnimy. Z kolei Dusza jest prawdziwym autorytetem. Choć nie zawsze i nie wszędzie (bo i ona może ulegać wzorcom, ślubom czy zaślepieniom), z jej perspektywy zachowanie wcielenia i części subtelnej najczęściej przypomina grę w dziecko i rodzica. Dusza również nie akceptuje fałszywego nacisku osobowości. Musi być „racja bytu”. Inaczej – co ma bronić? Iluzje?

Prawdziwa moc nie potrzebuje kostiumu.

Prawdziwa wielkość nie potrzebuje potwierdzenia.

Prawdziwa „Matka Ziemia” po prostu nią jest – i nie musi o tym mówić.

Prawdziwa Matka pozwala żyć swojemu stworzeniu – w miejsce nakazywania mu oddawania pokłonów, energii i mocy.

A przede wszystkim: moc sama w sobie nie potrzebuje się potęgować, brać od kogoś ani dawać komuś. Ona po prostu jest.

To krótkie opracowanie ma nas zachęcić do porzucenia ciężaru gier w „Boga na kredyt”. Przypomina, że to, co prawdziwe, własne i wieczne, jest w nas zawsze – nawet jeśli w tej chwili nie mamy do tego dostępu, a sytuacja życiowa, nasze myśli, emocje czy całe życie mówią coś zupełnie innego.

Sytuacje takie jak ta są absurdalne w swojej formie. Dlaczego ktoś, uzbrojony jedynie w różdżkę i zamknięty w zamku zbudowanym na piasku z pożyczonej energii i mocy, atakuje niedźwiedzia – istotę, która pielęgnuje i chroni, a jednocześnie stanowi siłę?

Atakuje, ponieważ pogrążony we własnej iluzji nie dostrzega już prawdy. W swoim wykreowanym świecie wszystko zawsze ulegało jego sile i projekcjom – przynajmniej tak mu się zdawało. Taka istota widzi wyłącznie zagrożenie dla swojego kruchego zamku z piasku. Nie potrafi zrozumieć, że Niedźwiedź – owa pierwotna siła – nie atakuje pierwszy. Wręcz przeciwnie: dba, podlewa i chroni. Jest jednocześnie opiekunem i siłą, której nie sposób w pełni pojąć ani kontrolować. To przepotężny, pierwotny strażnik, który wprawdzie zdominował wszystko inne, ale właśnie dlatego zrozumiał i zaakceptował zarówno życie, jak i to, co samo w sobie jest złem. Atakujący, uzbrojony w swoje techniki, magię i rytuały wielu zakonów, uderza dlatego, że głęboko w sobie czuje pustkę. Jego ego nie znosi widoku prawdziwej mocy, która nie potrzebuje się przebierać ani niczego udowadniać. W świecie atakującego wszystko sprowadza się do walki o dominację, więc to, co autentyczne i spokojne, automatycznie staje się wrogiem. Atakuje nie z pozycji siły, lecz z przerażenia, że jego iluzja lada chwila runie.

Nikodem Marszałek

Kwieceń, 2026 r.

Podobne artykuły

Focus Mode