Home DuchowośćInstytut Duchowej Ekspansji – Ziemia

Instytut Duchowej Ekspansji – Ziemia

by nikom@tutamail.com
A+A-
Reset

Kilka dni temu odczuwałem głęboką potrzebę, by dopełnić opracowanie związane z Plejadami oraz tematem opiekunów, bogów, istot, a także próżnią i pustką. To taki mały krok ku dorosłości ludzkości.

Nie miałem jednak na to czasu, ponieważ pracowałem z polem rodowym ludzkości, którym zarządzały „rebelianckie reptile”. To ostatnie określenie może brzmieć jak „freak” czy „oszołomstwo”, ale w ten sposób nazywam istoty niefizyczne – w tym przypadku jaszczury, które działały „ponad prawem”. Wszystkie starsze, przywódcze istoty reptiliańskie i drakońskie, a także te zajmujące wyższe miejsca w hierarchii duchowej, złożyły bowiem Insygnia Władzy, oddając zwierzchność nad sobą (opisałem to w Upadku bogów, w rozdziale „Dzień kapitulacji najważniejszych hierarchii reptilskich i drakońskich oraz ta cienka linia, której nie przekroczyłem. Wszystko zaczyna się od nowa”). Dotyczyło to ponad 150 miliardów istot ich pochodzenia.

Wróćmy na chwilę do wyrażenia „rebelianckie reptile” – brzmi ono dziwnie dla większości, ale nie ma co ukrywać: Ziemia zawsze była pod okupacją jakichś sił. Podobnie jak wielki wpływ na jej kształt mieli Lucyfer, Metatron znany jako JHWH, Aryman i wielu innych. Tylko znaczenie gramatyczne wyrażenia „była” mówi: czasownik „być”, osoba trzecia (ona), liczba pojedyncza, rodzaj żeński, czas przeszły. Mówimy o czymś dokonanym, o czymś, co było i już nie istnieje.

Niestety, na cały Układ Słoneczny oddziałują tysiące astrali – struktur energetycznych wyposażonych nie tylko we własne egregory, ale też w boty, mechanizmy, magię; oddziałuje zbiorowa podświadomość, gęste pola cienia, pamięci i pola morfogenetyczne. Dlatego, jeśli jesteśmy zamknięci w jakiejś grupie, stowarzyszeniu, nosimy silne inicjacje, to nawet jeśli zachodzą zmiany w globalnym polu ludzkości czy Układzie Słonecznym, nasze ciało może tego nie odczuwać, podobnie jak psychika. Wszystko toczy się bowiem tak, jak było – zgodnie z tym, czym wibrują poszczególne astralne struktury, inicjacje w naszych ciałach subtelnych czy podłączenia do czakr, które wypełniają nas taką, a nie inną energią.

Dlatego na początku trzeba po prostu uwierzyć albo poczuć, pozwolić sobie wyjść z danego środowiska, zbioru, grupy, zdjąć wszystko, co nas otacza – i po prostu być. Kąpanie się we własnym sosie problemów i wibracji jest naturalne dla wszystkich zwierząt, bo każdy ma swoje środowisko, ale odczuwanie globalne, odczuwanie kosmiczne – wymaga gotowości do przekroczenia wewnętrznego skrzywdzenia, egoizmu i zgody na poczucie jedności. Wtedy wyrażenie „Dziecko Gwiazd” nabiera nowego znaczenia. Bez tego zachowujemy się trochę tak, jak w słowach, które skierowałem w opracowaniu o Plejadach: „Co widzisz i z kim rozmawiasz, człowieku?”. Innymi słowy: jaki rodzaj kreacji uprawiasz i od czego jesteś zależny?

Dla mnie patrzenie całościowe, empatyczne nie było trudne, ponieważ praca z innymi nad ich wyzwaniami nie jest daleka od pracy z systemem, światem, przestrzenią duchową. Wyzwaniem jest tylko czas i energia, których brakuje właśnie przez to pierwsze.

Wróćmy jednak do naszej pracy z polami rodowymi – to tylko jeden z wielu przykładów, który nieustannie przypomina, jak Ziemia i ludzkość wystawiają się na działanie jadowitego węża, ciągle otwierając drzwi złodziejowi. Wszyscy jesteśmy w tym bagnie, tylko nie wszyscy o tym wiedzą. Zapraszam.

Odkryte Systemy Ziemskie

Podczas pracy z duszą klientki skierowaliśmy się subtelnie w miejsce zgromadzenia jaszczurów, które wpływały na pole rodowe ludzkości. Oto przebieg tej interakcji:

Ja: Jaka baza? Poziom od gęstości mentalnej do buddycznej. Ładnie. Forteca. Wychodzić.

R (Reptil): Po co tu przyszedłeś?

Ja: Odwiedziliście mnie w nocy. Składam wam wizytę. Zawsze jest coś za coś.

R: Spierdalaj, ludzki śmieciu.

Ja: [Pokazuję Insygnia Władzy nad Reptilianami i Drakonianami.]

R: [Odruchowo klęka, lecz momentalnie się podnosi.] Człowiek nie może mieć takich insygniów.

Ja: Nie jestem człowiekiem. Tylko jedno z moich ciał jest ludzkie, fizyczne; reszta ma formę pierwotną.

R: To nic nie zmienia.

Ja: Wkraczamy do waszej fortecy. Nie będę z tobą dyskutował – nie masz nawet 0,001 wieku i doświadczenia przeciętnego człowieka.

R: Zamierzasz walczyć z miliardami nas?

Ja: Nie. Przywołam ponad 150 miliardów waszych pobratymców, którzy złożyli ślub lojalności wobec Nowej Siły w Uniwersum (NSU).

R: Co?! Nie rób tego!

Ja: Wy traktujecie wszystkie istoty jak śmieci, patrzycie z pogardą na innych, na ludzkość, nawet gdy niektórym służycie, czynicie to dla zysku.

Reptile i Drako (RiD): Jesteśmy na twoje wezwanie.

Ja: Zrównajcie to miejsce z ziemią. Wszystko i wszystkich.

RiD: Śluby są święte.

Ja: Dodatkowo, ci właśnie wpływali na siatki rodowe i rody wszystkich rodzin na Ziemi.

[Po kilku minutach]

RiD: Ci, którzy stawiali opór – upadli. Resztę pojmano.

Ja: Ile ich było?

RiD: Ponad 100 miliardów.

Ja: Słucham?

RiD: Tak jest – wielofazowo i alternatywnie, właśnie tyle.

Ja: Działajcie jako siły elitarne. Do monad, na poziom adi – wiecie, co robić. Celestiale, jaka jest sytuacja?

Cel (Celestiale): Struktura rozpuszczona. Lecz wszystkie zbiorowe pola ludzkości pozostają zainfekowane.

Ja: Widziałem to w odczycie. Pracowałem nad tym miejscem i strukturami już kilka dni temu.

Cel: To, co widziałeś, było stanem bardziej pierwotnym.

Ja: Musimy uzdrowić i zabezpieczyć to miejsce.

Cel: Będzie nas do tego potrzeba więcej.

Ja: Tworzymy pola.

Pola rodowe przypominały przestrzenie wypełnione wibrującymi „jajami”, rozciągającymi się przez różne gęstości. Dookoła roiło się od miliardów takich zbiorów – jedne większe, inne mniejsze, niektóre pozbawione życia. Niestety, otaczały je metalowe obręcze, igły, nacięcia, obca karma; było tam mieszanie, dosłowna hybrydyzacja, wyciąganie i wszczepianie obcego materiału. Wpływało to na zbiorową podświadomość oraz na indywidualne ciała i zachowania ludzi.

Teraz są one uwolnione, lecz pojawia się pytanie, bo ucierpieli na tym wszyscy: bogaci i biedni, sławni i zapomniani, każdy człowiek, a nawet ci, którzy mieli się dopiero narodzić.

Przedwieczna (P): Mamy już wszystkich zbuntowanych reptilian. Elitarne jednostki złożone z najstarszych Drakonian i Reptili sprawdzają się w akcji. Widziałeś pola – są one jak płuca Ziemi.

Ja: Rzeczywiście, muszą mieć przestrzeń. Ale czy nie były one nieco odsunięte od Ziemi?

P: Właśnie. Dlaczego?

Ja: Odrealnienie. Utrata tożsamości. Ale jest coś jeszcze… Zaciąganie pustki, brak kierunku. Myślę, że to wyglądało tak, jakby pozbawiano człowieka jego człowieczeństwa.

P: Zgadza się. Gdzie są na Ziemi siły, które przed tym chronią? Normalnie na planetach, jeśli pojawia się istota taka jak ty lub tobie podobni, powstają Instytuty. Miejsca, gdzie naucza się i kształci kolejne pokolenia, przygotowując je do działania i odczuwania w harmonii z daną planetą, układem czy kosmosem. Na Ziemi istnieją miliony metod – lecz nie ma żadnego realnego wpływu na planetę i ludzkość. Każdy kopie metr od swojego ogródka i wraca do domu.

Czym byłby taki Instytut?

  1. Obserwacja planety jako ekosystemu duchowego.
  2. Walka na płaszczyźnie duchowej i subtelnej przeciwko kosmicznym i duchowym drapieżnikom, na poziomie ich subtelnych części, dusz i technologii.
  3. Nadzór nad cyklami reinkarnacyjnymi i zabezpieczenie wrażliwych systemów istot, które chcą tu istnieć, nie będąc jedynie częścią masowej, ogłupiałej „duszy”, która nie rozumie, czym jest dana planeta.

Na Ziemi nie ma niczego podobnego. Ziemianie znajdują się na etapie dziecka. Każda kosmiczna czy duchowa istota przychodzi i robi z ludźmi – bogatymi rodami, biednymi, osobami zainicjowanymi czy nie – co tylko chce i jak chce.

Ja: Wiem o tym. Ale to są skutki nauczania Lucyfera, Metatrona, Białego i Arymana. Ich już nie ma – ani ich samych, ani całych zastępów i następców. Pozostało echo, które opisałem w temacie Plejadian. Po Cień bogów, Zmierzch bogów i Upadek bogów powstała pustka i próżnia. Ze starych, aktywnych sił, pozostałem tylko – JA.

To trochę tak, jakby wykopać minę – uwalniasz wszystko, co było latami związane z Lucyferem, Metatronem, Arymanem, a pod spodem odsłania się wrażliwa część ludzkości. Część, którą „ONI” przykrywali, na którą nakładali swoje struktury, którą wymuszali i – nie ma innego słowa – gwałcili.

P: Te pola rodowe to dziedzictwo tego świata, jego dorobek. Nawet jeśli teraz ktoś nie widzi w tym korzyści, informacje w nich zawarte, zbudowane przez wszystkie rodziny od początku tego świata, są cenniejsze, niż wam się wydaje. A one były wystawione na działanie jaszczurów – i to jeszcze tak młodych i głupich, bo te oddziały miały dopiero parę lat. Czego się boicie, ludzie? Własnej siły? Lucyfera, Arymana, Metatrona – których nie ma? Nie został po nich nawet pył. Strach przed nimi jest fatamorganą; oni są żywi tylko w was, jako cień odciśnięty przez ich energie.

Ja: Myślę, że my dopiero pokazujemy, do czego naprawdę zdolny jest człowiek. Człowiek został przyzwyczajony do szukania oparcia w jakimś ojcu – czy to w Bogu, Opiekunie, czy w oportunistach takich jak Lucyfer czy Aryman – zamiast samemu zabrać się do roboty. Dlatego Jezus… przepraszam, Sandalfon, wytworzył tak przeogromną karmę, podobnie jak jemu podobni. Odebrano ludziom siłę sprawczą – a my ją przywracamy i o niej przypominamy. Nie było dotąd metody tak fundamentalnej i tak wpływowej.

Wracam do pola rodowego. Ono ciągnie się kilometrami. Obok Hellinger z Białym postawili „matryce przypominające zębatki”, ale też nie mieli prawa tego zrobić. Celestialów tutaj nie zostawimy, bo nikt za to nie płaci – a ich pozycja jest potrzebna w innych systemach. Zostawiamy to pole i pewnie będzie tak, jak teraz, jak w ostatnich tygodniach. Bo co robiły reptile i jak to wpływało na wszystkich ludzi? Oto proste przykłady:

  1. Człowiek pracował nad sobą, ale nic się nie układało, bo jego podświadomość, podczas snu, przez te pola, była bombardowana fałszem utkanym przez jaszczury. Wszystko miało trwać w zastoju!
  2. Wcześniej, zamiast jaszczurów, działały pajęcze istoty Arymana. Tkały one losy pomiędzy tymi zbiorami, pilnując przepływu energii między rodami katów i ofiar, nadmiarów i niedoborów. Oczywiście Aryman i jego siły działały według swojego „widzimisię”, które nie miało nic wspólnego z nadrzędnym Systemem Karmy (SK).
  3. Ciała subtelne ludzi – a wszyscy je mają – odtwarzały stare, nierealne, choć uwolnione podczas życia czy pracy nad sobą, połączenia energii. Jakby „historia miała się znowu powtórzyć”. Tak silny wpływ mają Pola Rodowe.

P: Tak się dzieje, bo człowiek nie dba o człowieka, dba tylko o to, co ma przed nosem. Nie wszyscy tak działają, ale większość.

Jeśli sam System Karmy (SK) i niskie gęstości Hierarchii Światła (HŚ) są jeszcze pilnowane – jako że reszta ich struktur została rozebrana – to pozostałe sfery wymagają równie uważnego potraktowania. Należą do nich:

  1. Pilnowanie przesunięć fazowych Układu Słonecznego i Kosmosu.
  2. Ochrona pól rodowo-rodzinnych jako duchowego dorobku ludzkości.
  3. Zabezpieczenie niższych ciał eterycznych ludzkości, które są otwarte na ataki i ingerencje z powodu otwarcia gęstości.
  4. Ochrona części subtelnych człowieka po śmierci, by nie były przechwytywane lub dosłownie „zjadane” (na podobieństwo mechaniki znanej z anime Bleach).
  5. Przeciwdziałanie manipulacjom reinkarnacyjnym, które polegają na wzbudzaniu poczucia winy, utrwalaniu wiary w karmiczne zależności i budowaniu nowych więzów.
  6. Integracja planet Układu Słonecznego jako jednego ekosystemu, zamiast ich sztucznego hierarchizowania. Saturn nie jest „wyżej” od Ziemi, a Ziemia „niżej” niż Saturn.
  7. Oddzielenie kłamstwa lucyferycznego, iluzji oraz skutków błędnych nauk, metod i ścieżek duchowych od tego, co ludzkość ma jako realny fakt – czyli dostępu do dusz i monad.
  8. Scalenie prawdziwej „góry” tego hologramu z fałszywym „dołem”.

Wyjaśnię ten ostatni punkt. Z pewnością znasz slogany w rodzaju: „Wszechświat Ciebie słucha”, „Otwórz się na pełnię Wszechświata” czy „Jesteśmy dziećmi Wszechświata”. Opierają się one na technikach kreacji przyciągających matematyczny porządek Kosmosu. Jednak nasz Układ Słoneczny był dotąd odcięty od reszty kosmosu – jak jajko w jajku. Co więcej, sama energia przepływała nie dla wszystkich istot, istniały bowiem specjalne „ściany” z minimalnymi porami, przez które energia nie mogła przejść bez zezwolenia planu wcieleniowego, czyli planu astrologicznego.

Inny przykład: zapewne słyszałeś twierdzenie, że jeśli poinformujesz o swoich planach, czynach lub intencjach, a druga osoba nie określi swojej pozycji wobec twoich zamiarów – to nie ma karmy, karma się nie liczy. To jeden z najgłupszych channelingów, którym jednak wielu dało się zwieść, być może po to, by uciszyć sumienie. Więcej na ten temat napisałem w ostatnich rozdziałach Zmierzchu bogów. Świat rejestruje wszystko nie tylko dlatego, że jest matematyczny, ale działa na zasadzie: intencja – myśl – czyn. Można to porównać do wrzucenia kamienia w wodę. Mały kamyk wywołuje małą falę, ale falę; duży kamień rzucony z siłą – tworzy falę silniejszą. Są i takie działania jak tornado, zdolne zmienić cały układ stawu, jeziora czy oceanu. Liczy się każdy element z osobna: intencja, myśl i czyn. Wszystko to dzieli się na karmę niższą (osobową) i wyższą (dusz). Zapisuje się to na poziomach atmanicznym, anupadaka i adi – niestety tam, gdzie większość ludzi wciąż posiada jeszcze duszę lub monadę grupową (zbiorową).

Nawet jeśli Lucyfer stworzył fałszywe odbicie świata, owo „jajko w jajku” – wszystko i tak znajdowało się w większym systemie zależności, nad którym już nie panował. Cień bogów, Zmierzch bogów i Upadek bogów – czyli faza pierwsza, druga i trzecia – wszystko zmieniły i otworzyły. Fałsz nie mógł dłużej istnieć, ponieważ ludzkość przekroczyła pewien próg.

Opuszczenie symboliki na rzecz realnego świata

Stajemy przed kolejnym wyzwaniem: przejściem z poziomu symbolicznego, metaforycznego i filozoficznego do realnych skutków i działań w miejsce stawiania wszystkiego na archetypy. Spójrzmy na rzeźbę „Przedstawiciel Ludzkości”.

„Przedstawiciel Ludzkości” Rudolfa Steinera to monumentalna rzeźba stworzona dla Goetheanum w Dornach w Szwajcarii, przedstawiająca Chrystusa utrzymującego równowagę między dwiema duchowymi, przeciwnymi siłami: Lucyferem (góra/ekspansja) i Arymanem (dół/kontrakcja). Dzieło to symbolizuje ludzkie zadanie zachowania wewnętrznej równowagi między intelektualną, materialistyczną pokusą a emocjonalną, duchową przesadą.

Tutaj właśnie docieramy do czegoś, z czym człowiek jeszcze sto lat temu sobie nie radził, bo nie mógł. Popatrzmy na ten wpis Jerzego Prokopiuka:

„Przy czym Steiner wielokrotnie podkreśla, że same w sobie są one (Lucyfer i Aryman) jak gdyby dalej dobre i jasne, a tylko w naszym kosmosie odgrywają taką rolę, ponieważ to jest ich forma poświęcenia się dla człowieka. Jest to sytuacja, mówiąc łagodnie, bardzo dialektyczna, dlatego, że istoty te wprawdzie z jednej strony się poświęcają, ale przecież wcale nie zmienia to faktu, że na naszym poziomie są złe i groźne. To nie jest tak, że jak odsłonimy ich dobre jądro, czy rdzeń – choć niejednokrotnie o to właśnie chodzi – to tym samym możemy już lekceważyć ich złe działanie. Wręcz przeciwnie. To są jak gdyby dwa całkiem różne poziomy. I trzeba o tym pamiętać. My mamy do czynienia z poziomem takim, na którym one są ciemne i złe, a są takie dlatego, żebyśmy mieli wolność. To jest właśnie u Steinera generalne uzasadnienie, nieustannie powracające. Gdyby nie istnienie ciemności i zła, nie wiedzielibyśmy, co to światłość i dobro.”

(…)

„Istota lucyferyczna, ale w jakiej fazie? Bo istoty lucyferyczne też się rozwijają. Jak zaczęły upadać, tak, jak się zdaje, upadają do dzisiaj, i to bardzo intensywnie. Na tym w zasadzie ten „rozwój” polega. O ile więc przedtem niewątpliwie były dokładną odwrotnością istot arymanicznych – trudno powiedzieć kiedy, ale w każdym razie kiedyś były taką odwrotnością – o tyle teraz (mimo że w dalszym ciągu są właściwie ich antytezą) współpracują z istotami arymanicznymi. To się, oczywiście, łączy z postacią Antychrysta, który będzie istotą lucyferyczną, o ile już nie jest, i Arymana, czyli tego właściwego inkarnowanego Szatana, którego ów Antychryst poprzedza.

W różnych antropozoficznych pracach demonologicznych wprowadza się istotne rozróżnienie: powiada się, że Diabolos to właśnie Lucyfer, a Satanas to Szatan, czyli Aryman. Najogólniejsza ich charakterystyka byłaby taka, że w ramach utrzymywania człowieka w polu wolności, jeśli tak można powiedzieć, w tym napięciu pomiędzy Arymanem i Lucyferem, droga Chrystusowa jest drogą środkową, która jak gdyby korzysta z tych dwóch biegunów, ale prowadzi pomiędzy nimi.”1

Czy dostrzegasz pewien schemat w tym pięknym, stylizowanym wykładzie? Coś jest wyżej, coś niżej, coś reprezentuje siłę, moc, przesłanie. Mówimy wprawdzie o Lucyferze, Arymanie i Chrystusie, ale nie jako o istotach – powstaje wrażenie rozmydlenia. „Starodawny byt”, ale nie dusza i monada, bo wtedy od razu pojawia się pytanie: z jakiego czasu ta dusza i monada? To ucieczka. Tak jakby człowiek bał się spojrzeć tym istotom w oczy i stwierdzić: „Jesteś taki jak ja, masz duszę i monadę. Dlaczego robisz ze mnie kolację?”.

I tu, oczywiście, pojawia się gotowa odpowiedź, którą człowiek przyjmuje dla „zdrowia psychicznego”: „To dla twojego dobra, dla rozwoju”. Jeśli tak, to dlaczego Steiner i śp. Jerzy – wiemy to od niego bezpośrednio – mówili o inkarnacji Arymana w ciało człowieka? Steiner za swojego życia skierował Arymana do Ameryki Północnej, ale działo się to jeszcze przed globalnymi wojnami, które zmieniły dynamikę Ziemi. Dlaczego Lucyfer, Aryman i wielu innych musieli zanurzyć się w czasie i przestrzeni? Dlaczego tak bardzo zależało im na tej marnej, małej planecie – Ziemi?

Odpowiedź zawiera się w szerszym obrazie przedstawionym w Cieniu bogów i Zmierzchu bogów, gdzie toczę rzeczywiste rozmowy z tymi istotami. Steiner się mylił – one nigdy nie były dobre, w żadnym czasie. Nie były w stanie być dobre, ponieważ ich traumy, a nawet budowa subtelna ich monad – czegoś, co zaistniało po wydzieleniu ze Źródła – była odkształcona. Ile energii, czasu i lat poświęciłem razem z moją monadą oraz innymi opiekunami, by do nich dotrzeć! I znów: nie chodzi o czas rozmów, bo poziom monad, gęstość adi, zawiera w sobie wszystko jednocześnie. Każdy z nich był po prostu taki, jaki był. Idealizm w duchowości zabił przesłanie Steinera, podobnie jak mój Cień bogów przedstawiał tylko jedną moją stronę – Mądrego Króla bez tyrana. W Zmierzchu bogów i Upadku bogów tych błędów już nie popełniłem.

Oczywiście mamy kolejne wyzwanie – Chrystus jako siła środkowa. Istota, która się w niego wcieliła, to dusza znana jako Sandalfon. O czym tu mówię? Musimy wyjść z traktowania istot jako sił, filozofii, astrali, egregorów. Mamy do czynienia z realnymi duszami i monadami, a jeśli były wcielone – także z ich częściami subtelnymi i ciałem fizycznym. Cała trylogia „Bogowie” przedstawia komunikację z tymi istotami, pracę oraz uwalnianie ich wpływów. Jeśli ktoś taki jak Steiner bał się powiedzieć o nich coś więcej – wcale się nie dziwię, że ty boisz się przeczytać moją trylogię. Tak właśnie działały te siły. Jeśli odczuwamy emocję – czy to przyciągania, odpychania, strachu lub poczucia błahości – oznacza to, że wciąż działają w nas te wpływy. Czy to są nasze autentyczne odczucia, czy jednak zaprogramowane reakcje? A skoro ten wpływ jest w nas z zewnątrz – jak w ogóle możemy mówić o wolności? Niewola (zaprogramowanie) jest stanem biernym, domyślnym. Działa automatycznie. Wolność jest stanem świadomej aktywności. To ciągły proces rozpoznawania, demontażu i zastępowania tych programów. Są trzy etapy: rozpoznanie (świadomość), demontaż (praca), zastąpienie (kreacja).

A teraz człowiek umiera. I co pozostaje, jeśli nie wpływ tych istot w Układzie Słonecznym, ich błędne nauki duchowe, filozoficzne, a nawet społeczne? Takie pranie mózgu na Ziemi wpływa również na dusze, które potem nie wiedzą, ile jest trzy razy trzy.

Widzimy to na przykładzie duszy Leszka Żądło, która wcieliła się w innym świecie, ale jakim? Zarządzanym przez Metatrona, tam znanego jako Xen – odpowiednika JHWH. Dlaczego tam wylądował? Z powodu wpływu Ziemi i braku rozróżnienia, że te istoty kontrolowały miliardy światów, ale w tym jednym musiały się wcielić. Dlatego Ziemia jest tak szczególna i jednocześnie tak przeklęta.

Chrystus nie jest żadną drogą środka, bo gdyby się sprawdziła, moje życie i praca nie byłyby w ogóle potrzebne. A jednak były i dotyczyły również jego istoty. Jeśli nie wyjdziemy z postrzegania dualnego, filozoficznego, z babrania się w symbolice i szukania logicznych wniosków na bazie intelektu – zamiast realnej pracy z częścią subtelną, duszą i monadą, które weryfikują każdy werset i pogląd – nic się nie zmieni. Nawet jeśli po śmierci uwolnimy się z pola tej planety, przez obciążoną duszę wylądujemy na podobnej, jak w przypadku Leszka (Upadek bogów, rozdział „Ewolucyjne światy Metatrona – przykład oszukanych istot”).

Wpływ tych istot jest przerażający dla kultury, społeczeństwa, etyki pracy, systemu ekonomicznego, szkół duchowych, ezoterycznych, tajemnych. I pamiętajmy: Aryman to Aryman, Szatan to Szatan, Lucyfer to Lucyfer, Metatron to Metatron – to cztery różne istoty. Gdyby teozofowie czy Steiner spojrzeli im tylko prosto w oczy – czyli gdyby najpierw odrzucili zasłaniające i odcinające Białe Bractwo oraz wpływy guru-jogi – zobaczyliby wyraźniej, że wzmacniają system, zamiast go zmieniać. Nie mogli, bo ich dusze były zależne, podobnie jak ich monady nie były w pełni wykształcone. Musieli przyjść starsi, twórcy tego systemu, Anunnaki, i przeżyć to, co sami stworzyli – a potem między sobą to podsumować. A jeśli nie – walczyć na śmierć i życie. Większość wybrała walkę i to przedstawia moja trylogia: zetknięcie zwykłego człowieka z siłami przerażającymi, duszącymi, niszczącymi i zdającymi się nieśmiertelnymi.

Przykład z ostatnich dni: bardzo wpływowi ludzie otrzymali ode mnie podróż do monad na poziom adi. Ich części subtelne oraz dusze, które w tym uczestniczyły, z przerażeniem obawiały się kary – nie Metatrona, ale Lucyfera. Kiedy rozglądali się, badali przestrzenie monad, adi, latali wszędzie i badali to po swojemu, a później schodziliśmy z powrotem do niższych gęstości… Tam tłumaczyłem, z jakimi siłami Ziemia będzie się zmagać przez następne sto lat i że nikt nie jest na to gotowy. Spuszczali głowy, lecz wciąż odczuwali strach przed Lucyferem. Zatrzymaliśmy się. Zaczęli wzywać swoich zastępców, innych zainicjowanych i masowo pytali: „Jak uwolnić inicjacje tej istoty?”. Uwolnili tak, jak potrafili. I przestali się bać. Jeśli tacy ludzie odczuwali strach przed kimś, kto sam bał się mojej istoty – ruszyło domino zmian.

Siły szatańsko-arymaniczne

W Cieniu bogów opisałem swoją historię po 2019 roku, kiedy nie poradziłem sobie z traumą wywołaną całą sytuacją „Przebudów”. Szukałem wtedy pomocy i jedna osoba – dzięki tłumaczowi, bo sam nic nie rozumiałem – zaczęła badać moją budowę subtelną. Od razu powiedziała: „On jest w wielu miejscach, jest jak część, jak puzzel”. Moja struktura przypominała dokładnie tę przedstawioną w anime Naruto u bohatera o imieniu Pain. Jedno z rozszerzeń – nie używamy tu określenia „wcielenia”, bo te dotyczą dusz – przypominało Drzewca, bardzo starą i mądrą rasę kosmiczną. On sam pracował podobnie jak ja nad naszą historią, lecz nie dane było mu dożyć starości. Przez jego część kosmosu przeszła plaga arymaniczna: miliardy małych „muszek”, pozornie tylko eteryczno-astralnych, z większymi „matkami”, które potrafiły unicestwić biliony fizycznych istnień.

Cała rasa Drzewca zginęła. Odwiedził mnie po śmierci, co było niemałym przeżyciem, a zaraz potem wcielił się w miejscu, gdzie istnieje drugie wcielenie Leszka Żądło. Dzięki tym doświadczeniom nikogo nie dziwi już moja reakcja na zachowanie Plejadian czy opis „Bitwy pod Neptunem” w Zmierzchu bogów, gdzie istoty Szatana chciały ucztować na częściach subtelnych i ciałach eterycznych ludzkości.

Podczas podróży na poziom monad pokazywałem ważnym figurom na Ziemi struktury monadyczne, dusz i kosmosu. Przyjrzyjmy się teraz jednej z ras drapieżnych.

Widzimy budowę subtelną tylko jednej, ale drapieżnej rasy kosmicznej. Monada jest zbiorowa, sprawia wrażenie kilku połączonych zbiorów monadycznych. Sama struktura od poziomu anupadaka do przyczynowego przedstawia dusze i piramidalną organizację społeczeństwa, ja jednak nazywam taką budowę „kaskadową”. Podczas walki czy pracy z takimi istotami jedna warstwa (etap) zastępuje kolejną, jakby ten proces nigdy nie miał się skończyć. Na samym dole, od poziomu mentalnego w dół, znajdują się kolejne ciała – zmaterializowane części subtelne. W tym przypadku istoty mają trzy odnóża i sztyletowate ręce, kły z mackami wysysającymi energię. Ich czakry niemal nie istnieją, oddech subtelny wchodzi bowiem przez głowę i podstawę (nogi). Wiele z tych istot używa ognia i elektryczności.

Weźmy przykład „Bitwy pod Neptunem”, gdzie zaangażowaliśmy trzy siły: rosyjską, chińską i amerykańską. Wygraliśmy, ponieważ wszystko zostało przygotowane i skoordynowane. Ale co by się stało, gdyby miliardy istot o takim „apetycie” i „budowie” pojawiły się w polu ziemskim? Części subtelne ludzi – trudno tu o inne określenie – są głupie. Często tkwią w swoich przestrzeniach, niektóre są zupełnie niemobilne, po prostu trwają. Po pierwsze, takie istoty dosłownie konsumują części subtelne. Następnie – w zależności od budowy – zaczynają wysysać energię eteryczną z ciał eterycznych ludzkości, ponieważ człowiek żyjąc na Ziemi ciągle ją wytwarza. Ile osób przeżyłoby fizycznie? Zależałoby to od ich siły i zdrowia.

Mentalność i zapisy w zbiorowej podświadomości ludzkości nie ułatwiają pracy, ponieważ nawet jeśli człowiek fizycznie został podbity i zdominowany przez innego człowieka – duchowe i społeczne niewolnictwo nadal istnieje, tylko inaczej się nazywa. Dlatego tymi samymi postawami wibrują części subtelne, a one – jak anteny – co przyciągają? Kolejnych drapieżników, oprawców, katów. Nie ma już parasola Lucyfera, Metatrona, Arymana ani mojego jako Opiekuna (Upadek bogów, rozdział „Gdy znika Opiekun – o konsekwencjach odpuszczenia”). System Karmiczny (SK) jest mechaniczny, pełen botów; poza wymazywaniem pamięci nic nie reguluje. Jaszczury, przeważnie dopiero „wyinkubowane”, są zbyt młode, nawet jeśli ich liczba przekracza ludność Ziemi.

Dlatego tłumaczyłem wielu ważnym osobistościom: jak rozbić takie siły? Najpierw trzeba odciągnąć monadę od duszy zbiorowej i poszczególnych dusz, następnie wpłynąć na duszę. Lecz nikt nie ma tyle czasu ani umiejętności, by przebywać w kilku miejscach jednocześnie czy dzielić siły między gęstości – jak to zawsze bywa: astral, astral, astral. Aby działać na poziomie monad, trzeba sięgnąć poziomu Logosu, czyli opiekuna innych monad. W naszym przypadku monada jest jednak zniekształcona, połączona z innymi – co przedstawię w sesji pt. „Padaczka Patrycji. Cztery dusze w jednym ciele i kreacja szatańsko-arymaniczna”. Niestety, z takimi tematami stykamy się każdego dnia, ale dzień ma tylko 24 godziny.

Po opublikowaniu treści związanych z Plejadami nastąpiła pewna reakcja i odpowiedź, ale była ona niepoprawna. Osoby te założyły, że jeśli skopiują moje częstotliwości, wibracje czy tych, z którymi pracuję, to już same będą w stanie przeprowadzać podobne uwolnienia czy prace.

To fundamentalny błąd. Energia jest jedynie nośnikiem i pośrednikiem; sama w sobie nie jest świadomością. Stworzenie kopii nic nie daje. Kluczowa jest świadomość – a nawet „skopiowana” świadomość pozbawiona jest najważniejszego elementu: ducha. Brakuje jej praktyki, reakcji i doświadczenia, które wypływają z każdego ciała subtelnego, a nie tylko z kilku. Konieczna jest realna, rzeczywista nauka.

W przeciwnym razie jest to jedynie samooszukiwanie. Sama wibracja, podobnie jak wybuchy na Słońcu, nie zrobią nic z twoją świadomością, jeśli nie posiadasz doświadczenia, mądrości i wypracowanej praktyki. Pusty sygnał bez zrozumienia to jedynie echo bez treści.

Zakończenie

Sformułowałem postulat stworzenia praktycznej, pozbawionej ezoterycznego balastu instytucji, która uczyłaby Metody Jedności Jaźni – systematycznej pracy od części subtelnej, przez duszę, po monadę – jako fundament stabilności i realnej zmiany. Również realnej ochrony dla Układu Słonecznego. I tego, co duchowo wpływa na istoty żyjące w ciele fizycznym.

Wiem to po osobach, z którymi pracuję. Jedni wymagają wielu miesięcy osobistej pracy, zanim cokolwiek zacznie się ruszać. Są jednak i tacy, którzy już po kilku sesjach rozumieją, o co w tym wszystkim chodzi. Siłę i wiedzę buduje się jednak szczebel po szczeblu: ty – twoja część subtelna – twoja dusza – twoja monada. Widziałem nawet osoby po tzw. przebudowach (w latach 2022-2024), których dusze wracały na stare, niekoniecznie dobre tory, a kontakt się urywał. A nie o to tutaj chodzi.

Jedność oznacza stabilność. Stabilność oznacza pewność. Pewność to fundament.

To nie jest Instytut Monroe, gdzie zakładasz słuchawki z Hemi-Sync i po chwili wielu udaje się eksplorować poszczególne Fokusy. Podobnie, to nie jest hipnoza, która dała początek wielu subtelnym wędrówkom. To także nie jest doświadczenie na DMT, trans bębnowy czy Ayahuasca, gdzie po chwilowym otwarciu bram percepcji człowiek zaczyna więcej widzieć, czuć i słyszeć, a potem wszystko ponownie się zamyka.

To jest działanie w „tu i teraz”, dostępne wszędzie i zawsze, bez dopalaczy i ułatwiaczy. Jeśli raz ktoś tego się nauczy – bo wymaga to inwestycji w siebie – zdolność ta zostaje na całe istnienie. Pytanie brzmi: ile systemów kosmicznych potrzebuje takich jak ja? I takich jak ty? Nieskończona ilość.

Napisałem krótką krytykę symbolicznego podejścia, bo dorosłość wymaga wyjścia poza metafory i uznanie Lucyfera, Arymana, Metatrona itp. jako realnych istot (z duszami, monadami), a nie jedynie sił czy archetypów. Trylogia (Cień…, Zmierzch…, Upadek bogów) jest zapisem bezpośredniej konfrontacji i pracy z nimi, ale też początkiem odbudowywania Uniwersum bez ich wpływu.

Usunięcie tych potężnych dusz i monad (bytów używając starego języka symboliki i rozmydlania), odsłoniło niezwykle wrażliwą i niechronioną ludzkość, która przez wieki była od nich zależna. Są to skutki i pustka po upadku tych sił.

Jaki konkretny miałbym mieć szkic Instytutu? Tego nie wiem na dzisiaj – to nie jest ta opowieść.

Na dzień dzisiejszy wiemy i widzimy już wystarczająco dużo. Tego rodzaju wyzwaniem nie może zajmować się tylko garstka osób, a tym bardziej jedna. To, o czym mówimy, już dawno przestało być kwestią „duchowości”. To jest pogrom ludzkiej świadomości zamkniętej w astralu.

Chodzi o fundamentalne przejście od postawy „mam problem” do świadomości „mamy problem, który dotyka absolutnie każdego”. I o otwarcie się na pytanie: „Co z tym możemy zrobić jako ludzkość?”.

Bo jeszcze nie spotkałem rasy kosmicznej ani duszy, która dzieliłaby ludzkość na rasy, narody czy religie. To rozróżnienie istnieje tylko tutaj, na Ziemi. Prawdziwe wyzwanie jest wspólne.

Nikodem Marszałek

marzec, 2026 r.

1 Źródło: gnosis.art.pl

Podobne artykuły

Focus Mode