Temat przepływu często kojarzy się z kreacją, zarabianiem pieniędzy czy energią życiową. Wszystkie te skojarzenia są jak najbardziej słuszne. Jednak w swojej najgłębszej istocie przepływ oznacza przede wszystkim ruch — jest niczym nurt rzeki.
Gdy nurt zostaje zablokowany, zatamowany lub przekierowany, rzeka przestaje odżywiać otaczającą ziemię. Nie niesie już życia, nie przynosi owoców, a wszystko wokół zaczyna usychać. Podobnie dzieje się z naszą energią, intencjami i działaniem — gdy przepływ zostaje zaburzony, nawet największe wysiłki nie przynoszą oczekiwanych rezultatów.
Wiele już napisano na temat kreacji, prawa przyciągania i realizacji zamierzeń. Szczególne miejsce w tej dziedzinie zajmuje system Huny, spopularyzowany przez badacza Maxa Freedoma Longa, który wnikliwie opisał mechanizmy działania świadomości oraz wzorce podświadome. Wielu z moich czytelników pamięta z pewnością moje opracowania sprzed 20–25 lat, poświęcone właśnie Hunie, kreacji i prawu przyciągania.
Pamiętacie również film „The Secret” oraz zaproszenia, które otrzymałem w związku z moją drugą książką „Odrodzenie Feniksa”? W tamtym okresie odmówiłem. Prawo przyciągania, w formie wówczas prezentowanej, nie współgrało z moim rozumieniem prawa karmy. Byłem głęboko zanurzony w studiach nad duchowością, ascezą i ścieżką oświecenia — tematy te wydawały mi się znacznie istotniejsze niż osobista samorealizacja.
Ów okres trwał u mnie ponad siedem lat. Życie jednak zmusza nas — czasem dużym klapsem w twarz — żebyśmy coś w swoim życiu zmienili, nauczyli się lub wyszli ze strefy komfortu.
Właśnie o tym będzie to darmowe opracowanie: o nauce przepływu w nowym rozumieniu. Nie jest to ani powrót do dawnych koncepcji, ani ich całkowite odrzucenie. To perspektywa, która — mam nadzieję — okaże się zgodna zarówno z naszymi najgłębszymi myślami i uczuciami, jak i z realnym potencjałem świata oraz wyższymi prawami, które nim rządzą.
Opracowanie to napiszę w stylu mentora, trenera rozwoju osobistego i coacha — bo nim nadal jestem. Wzmocnimy „je” jednak wiedzą duchową i doświadczeniem, które zebrałem przez ponad dwadzieścia lat pracy z ludźmi. Zacznijmy od początku.
Punkt pierwszy – energia kwantowa i codzienne wycieki
Przepływ oznacza ruch. Żyjemy w gęstej materii, ale bez energii nic się nie dzieje. Energią są myśli, uczucia, emocje oraz wypowiadane słowa. Każdy z nas dysponuje pewną pulą energii – ja mówię o 150 tysiącach kwantów. 50 tysięcy kwantów zużywają procesy podświadome i ciało. Kiedy jesteśmy wyspani i najedzeni, dysponujemy 100 tysiącami kwantów. To całkiem sporo, ale często okazuje się niewystarczające. Dlaczego?
Kłócimy się w domu, z współpracownikami… Ile energii jesteś w stanie w ten sposób spalić? Martwisz się, zamartwiasz, rozpamiętujesz przeszłość – ciało znowu zużywa energię. Ile jej tracisz w ten sposób? Nie jest to koniec. Zwykłe czynności – chodzenie, mówienie, oglądanie, słuchanie – również przyczyniają się do utraty energii. Załóżmy, że przez większe lub mniejsze nawyki i zachowania tracisz 50 tysięcy kwantów. Zostaje Ci drugie tyle.
Tylko że tutaj dochodzimy do pewnego prawa działania energii, a nie tylko oczekiwania.
Energia seksualna i kreatywna potrzebuje czasu i przestrzeni, zanim zamieni się w czystą esencję twórczej myśli. Wie o tym każda kreatywna osoba – pisarz, strateg, doradca największych firm. Na początku potrzebna jest cisza.
Pamiętam, jak ledwo otrzymałem dowód osobisty i na jednym ze szkoleń z amerykańskim prelegentem poszliśmy na zaplecze. Zrobiliśmy zrzutkę, bo zainteresowała nas jego postawa i doświadczenie. On powiedział jedno zdanie – człowiek, który całe życie pracował z ludźmi, doradzał i prowadził kliniki: „Cisza jest początkiem wszystkich procesów”.
Kiedy nie masz ciszy – zalewają Cię maile, telefony, reklamy, hałas radia, ktoś ciągle wchodzi do pokoju, w którym pracujesz – nie jesteś żadnym prezesem ani CEO. Jesteś pracownikiem cofniętym w szeregu. Jesteś nadzorcą.
Cisza powoduje zahamowanie utraty energii kreatywnej na rzecz energii emocjonalnej i uczuciowej. Nie tylko to – samo ciągłe myślenie często spala energię mentalną. Kreatywność na najwyższym poziomie nie polega na nieustannym analizowaniu i projektowaniu w wyobraźni. Możesz poświęcić jeden dzień lub godzinę na dogłębną analizę problemu, ale zaraz potem musisz odpuścić i powiedzieć: „Moja wyższa część, intuicja, pracuje nad tym dalej. Odpowiedź lub przeczucie przyjdzie do mnie”. Koniec. Trzeba zrobić miejsce. Jeśli naczynie jest pełne, nie wlejesz do niego niczego nowego.
Kolejna ważna sprawa to działanie odwrotne. Pracowałem z wieloma ludźmi sukcesu. Nie wszystkie tematy dotyczyły przebudzeń, cyrografów czy spraw dusz. Większość mojej pracy wygląda zupełnie inaczej – po prostu nie publikuję tych technik, bo pozostają moim zasobem.
Ludzie dysponujący 100 tysiącami kwantów energii, przez nawyki podświadome i inkarnacyjne, zaczynają się wkurzać, martwić, emocjonować. Dlaczego? Bo szukają zasilania – taka energia płynie przez ich meridiany, czakry i ciała subtelne.
Jak często jednym przekleństwem, złością lub nagłym wkurzeniem nagle coś się odblokowało, mur zniknął i poczułeś się silniejszy? Emocje same w sobie są w porządku. Problem w tym, że wielu przedsiębiorców i samozatrudnionych wpada w pułapkę: uczy się kreacji i poruszania energii przepływu właśnie w ten sposób. Potrzebuje do działania energii złości, irytacji albo martwienia się i narzekania. Są to dwa przeciwstawne poziomy energii: jeden jest szybki, ale ciemny, drugi – biały, ale gęsty. Kreacja sama w sobie nie rozróżnia rodzaju energii, choć kreacja karmiczna – owszem – liczy wszystko.
Pytanie brzmi: Jakim rodzajem energii zasilam się na co dzień? Czym poruszam siebie do działania? Czym pobudzam swój umysł?
Zostawmy na razie ten temat – jest szeroki i głęboki. Mamy jednak znacznie więcej punktów do omówienia.
Punkt drugi – samooszukiwanie, cień i rozwidlanie nurtu
Nam się wydaje – taki jest charakter człowieka – że mamy szczytne intencje, dobre, wszystkim życzymy dobrze, wysyłamy róże, kwiatki, miłe wiadomości, gratulacje pełne docenienia. To jest – za przeproszeniem – pierdolenie i mydlenie sobie oraz innym oczu.
Większość naszych wiadomości i zachowań jest egoistyczna. Człowiek reaguje emocjonalnie, zazdrości, rywalizuje i lubi, gdy ktoś jest „pod nim”. Jeszcze gorzej, gdy ktoś traci kontrolę nad sytuacją lub zostaje oceniony, wyśmiany – wtedy budzą się demony.
Przestańmy traktować siebie i innych, jakby wszyscy byli chodzącymi buddami. Tak się nigdy nie stanie – chyba że mieszkasz w szałasie daleko od ludzi i nie masz lustra.
Czego nas ten akapit uczy?
Partolimy związki. Niszczymy relacje. Psujemy firmy. Sabotujemy siebie i innych. Na drabinie społecznej widzimy siebie wyżej niż faktycznie się znajdujemy. Myślimy, że wiemy więcej niż mogłaby to zweryfikować rzeczywistość.
To wszystko mówi nam o samooszukiwaniu, wypieraniu, spychaniu w cień. Jak to się ma do PRZEPŁYWU? Bardzo bezpośrednio. Bo jedno mówimy – drugie robimy; jedno czujemy – drugie okazujemy; jedno chcemy – na inne się zgadzamy. To prowadzi do rozwidlania dróg przepływu.
Rzeka staje się wielotorowa, wielowymiarowa. Miałem 100 tysięcy kwantów, ale przez swoje zachowanie, myśli, butę, potrzebę kontroli, urażoną dumę i traktowanie innych ludzi jak śmieci lub oszustów – jeden wielki, głęboki nurt rozdzielił się na dziesiątki mniejszych strużek. Niby każda ma tylko 2–5 tysięcy kwantów, ale to utrata własnego zasobu, scalenia i spójności.
Energia ma tendencję do drenowania, wytrącania i zasilania tych drobnych torów. Mała stróżka robi się głębsza i bardziej wartka.
Do czego zmierzam?
Wróć do sytuacji, w której straciłeś kontrolę. W której odpaliłeś się emocjonalnie – nawet jeśli przez logikę i spryt szybko odciąłeś emocje. Jaką postawę wtedy przybrałeś?
Sługi (uległość)
Szefa (narzucanie swojej woli)
Jokera (śmieszka, rozładowywanie napięcia)
Mędrca (intelektualizowanie, analizowanie)
Sieroty (ofiary)
To są Twoje mechanizmy radzenia sobie w sytuacjach stresujących, nowych lub tych, w których wszystko wymknęło się spod kontroli.
Lecz ważniejsze pytane brzmi: „Jak wyszedłeś z całej sytuacji?”
Przeprosiłeś? Uznałeś kogoś? Poniżyłeś i zniszczyłeś? Wykorzystałeś? Obgadywałeś? Zracjonalizowałeś całe wydarzenie? Postawiłeś na swoim za wszelką cenę?
Chcesz zachować twarz – więc szukasz atutów, faktów, informacji, wiedzy. Ale tutaj nigdy nie chodziło o intelekt. Pod tym wszystkim są emocje, a to one napędzają kreację i mówią PRZEPŁYWOWI, co ma robić.
Zatamowałeś. Zahamowałeś. I nie jest to niczyja wina – tylko Twoja własna.
Punkt trzeci – odwaga w lustro – przyznanie się do błędu jako klucz do przepływu
Naucz się nie oszukiwać siebie, nie szukać wymówek, tylko powiedzieć: „Przerosła mnie sytuacja i nie wiedziałem, jak sobie poradzić”. Czy to nie jest proste? Powiedz mi, czy to nie jest banalne?
Ale nie. Świat z przerośniętymi EGO, jeden wybitniejszy od drugiego, nie przyzna się do błędu, nie powie, że nie wie. Nie przyzna się, że zbłądził, źle zareagował. Często racjonalizacja jako mechanizm obronny trwa do końca naszych dni. A my się zastanawiamy: co się stało, czemu się zahamowało, czemu nie przychodzi?
Ale jak rozłożymy sytuację na czynniki pierwsze i odpowiemy sobie na podstawowe pytanie terapeutyczne: „Z czym kojarzy mi się ta sytuacja z przeszłości?”, „Jaką historię znowu przeżyłem?” – zobaczymy, że projektujemy na innych swoje własne wzorce, własną patologię. Przestańmy widzieć w innych wrogów.
Człowiek odważny, dzielny to nie ten, który stoi z przodu, ale ten, który w ciszy przyznaje się do błędu, przeprasza i nie tłumaczy swojego zachowania jak ofiara, lecz jest gotowy zobaczyć swoją winę, swój cień.
Bo jeśli tego nie zrobimy, PRZEPŁYW jako energia widzi nas dualnych, dwojakich i rozwidlonych. Wielu próbuje zmuszać ruch energii, rzekę myślami i wyobraźnią, ale nasze emocje mówią coś zupełnie innego. Ciało mentalne – jedno, ciało astralne – swoje własne, a jeszcze ciało eteryczne z całym rodem i wzorcami podświadomymi – trzecie. Dlatego właśnie pojawiają się blokady.
Naucz się patrzeć w lustro. Naucz się przyznawać do błędów. Przestań – do kurwy nędzy – siebie tłumaczyć w biały, intelektualny sposób.
Zjebałeś i psuć będziesz jeszcze wiele rzeczy, ale naucz się przepraszać, przyznawać do błędów, bo tak wzrasta LIDER. Tak otwierasz swoje energie, zamiast maskować emocje i problemy – i uwalniasz senne koszmary.
Nikomu korona nie spadła w ten sposób. A lepiej: tak budujesz prawdziwe przyjaźnie, zaufanie, ciepło. W miejsce walki o utrzymanie wizerunku, który istnieje tylko w twojej głowie.
Bądź szczery i ucz się szczerości. Tak scalasz moc osobistą.
Punkt czwarty – stan zero – powrót do pola możliwości
Podstawowym błędem prawa przyciągania i wielu technik kreacji jest skupianie się mentalnie na wzorcach: „mam mieć”, „mam posiadać”, „ma być”, „należy mi się”, „ma przyjść”. Skarbie – nic Ci się nie należy i nigdy nie należało. To albo białe myślenie zrodzone z niskiego wizerunku własnego, albo ciemne myślenie zrodzone z poczucia szczególności i wybrania.
Gdzie w tym radość, entuzjazm, dziecięcość, otwartość? Ciągle jest: „ma być na jutro”, „muszę”, tupanie nóżką, czary-mary, cuda na kiju, pakty, umowy. Pole możliwości działa jak fala – ani woda, ani powietrze – kołysze się, ma różne częstotliwości, odcienie, głębokości. Krzyczenie, walka, wygrabianie działa odwrotnie, bo mówi: „Nie mam”, „Nigdy nie miałem”, „Coś jest ze mną nie tak”.
Proszę cię: odłóż złość na półkę, odłóż martwienie, odłóż dualne myślenie o sobie i swojej interakcji z innymi. Puść myślenie, że jesteś taki dobry, lubiany i cudowny. Nie ma tego. Wróć do stanu zero, czyli: „Wiesz, że nic nie wiesz”. Dopiero z tego punktu zaczynamy więcej czuć, więcej rozumieć – bo nie ma w nas dziecka, które przez deficyt nie potrafi złagodzić swojego wiecznego głodu. Nie ma w nas kontrolującego rodzica, który przez myśl, że kiedy odpuści – straci wszystko i wszystkich.
Akceptujemy, że tak reagowaliśmy, patrzyliśmy na wszystko z poziomu braku, ale robimy krok do przodu.
Zrób ten krok. Zamknij oczy – wyobraź sobie, że za tobą już jest dualność, kontrola, ocena, poczucie zwycięstwa lub porażki, chęć walki, racjonalizacja. Chociaż na chwilę bądź w tym stanie i znowu zrób krok do przodu. Poczuj pole dookoła siebie – jest ono wyżej, niżej, w tobie, przed tobą?
Zapytaj się: „Czemu nie przychodzi?”, „Czemu jestem w oddzieleniu od Ciebie?”, „Czemu nie jestem słyszany?”. Odpowiedź nie jest w innych, w twoich wrogach, konkurencji, dziadku czy babci – jest w Tobie. Coś poczułeś. Coś powiedziałeś. Jakoś zareagowałeś. PRZEPŁYW jest bezlitosny, nawet w nowym świecie wielu wartości.
Ten świat uczy walki, że o wszystko trzeba walczyć, przedzierać się łokciami, podstawiać nogi, oczerniać konkurencję. Nasza postawa, że ludzie oszukują, wykorzystują i złorzeczą – rzucając klątwy na lewo i prawo. Doskonale to rozumiem, bo jako lider i twórca tak ważnej drogi duchowej oraz wielu technik terapeutycznych spotykałem się całe życie z takimi zachowaniami. Nie tylko z niezrozumieniem, ale z wyniszczającą zawiścią.
Tylko moje pytanie nie brzmiało: „Z jakiego poziomu braku ktoś mówi lub pisze?”, ale: „Co daję i z czego inni mogą korzystać?”. Dlaczego mamy reagować na cudzą energie braku, ukrytą pod oszczerstwem, obgadywaniem i umniejszaniem? Dlatego cokolwiek robisz, cokolwiek dajesz, zadaj sobie pytanie: „Co naprawdę oferuję innym?”, „Co naprawdę daję innym?”. Nie patrz z punktu widzenia energii, PRZEPŁYWU czy ruchu, ale z punktu widzenia wartości osobistej. Kim ty jesteś jako człowiek.
Czy w tej odpowiedzi jest małe, zlęknione dziecko? Dorosły mężczyzna, który ciągle się boi? Dziewczynka, która chowa się przed kłócącymi rodzicami? Kim jesteś, może być bardzo różne od tego, jak odbierają i widzą cię inni. To oszustwo mózgu jest stare jak sam człowiek. Ale czy świat czuje ciebie, a ty czujesz świat? Czy przez traumę i wykorzystanie zbudowałeś tak dużo murów emocjonalnych i ram intelektualnych, że nie potrzebujesz tego wszystkiego?
Myślałem, że każda działalność człowieka jest zwróceniem się do innych ludzi. Jest wymianą pomiędzy nimi.
Gratuluję.
Nauczyliśmy się zabierać, grabić, odbierać, oceniać, osądzać, ale też przez pychę, poczucie wyższości i urażonej dumy rościć sobie prawo do różnych rzeczy. Tylko – dziecko kochane – świat i ty, ty i świat, ty i inni oraz inni i ty – to ciągle MY. Rozumiesz?
Empatia pozwala nam kochać siebie i rozumieć innych. Walka pozwala nam kontrolować i nie czuć sumienia, że odbieramy komuś innemu, kiedy dajemy sobie. Jak to widzi PRZEPŁYW? Czy PRZEPŁYW widzi – to sprawa dyskusyjna, ale reaguje na naszą dualność. Nie zawsze od razu, nie zawsze brutalnie, ale zalążki karmy niższej i wyższej wpływają na nasz los.
Dochodzimy do kolejnego tematu – wybijania PRZEPŁYWU na kompletne obce TORY, wybijania ciał subtelnych. Zaczynasz rozumieć, czy jeszcze nie? Bo lekcja jest zbyt zaawansowana i dotychczas żaden guru od kreacji czy zarabiania ci jej nie przedstawił.
Punkt piąty – daj sobie najpierw
Rozpierdalasz swój PRZEPŁYW na kawałki i mówisz, że nie masz, świat nie słyszy, ludzie nie widzą. Wejdź w swój żal. Wejdź w swój smutek. Wejdź w swoje poczucie wyższości. Zejdź z tego jebanego tronu sukcesu, sławy i zajebistości lub przestań klęczeć i stań na własne nogi.
Pracowałem z wielkimi gwiazdami, które straciły wszystko. Widziałem, jak desperacko próbowały złapać się czegokolwiek, żeby wrócić na szczyt. Pokazywałem im te same zasady — bo one działają zawsze, niezależnie od tego, czy ktoś gra w Hollywood, wydaje nowe albumy, czy prowadzi zwykłe życie. I wtedy właśnie widziałem, jak potężna jest ta praca, kiedy ktoś naprawdę zejdzie z piedestału i przypomni sobie, kim jest. Dlatego…
Poczuj, musisz to poczuć – siebie i innych, innych i siebie i powiedz: „Dobra, przestaję walczyć, przedzierać się łokciami, żeby cokolwiek osiągnąć, mieć i być widzianym. Kocham siebie takim, jakim jestem i z tym, co mam, co wiem i właśnie KIM JESTEM – jestem w świecie innych, tak jak inni są w świecie JA. Pozwalam na interakcję, PRZEPŁYW, ruch między mną a innymi z tym, co wznoszące, bogacące, budzące, poruszające. Przyjmuję to, co daję i przyjmuję to, co przychodzi”.
Poczułeś to? Czy serce jest tak zablokowane i krzywda tak wielka, że masz to już wszystko w dupie? Odrzucasz w tym momencie i taką emanację wytwarzasz. Nie rób tego sobie. Nie sabotuj siebie, bo i po co. Daj sobie. Musisz sobie dać i od siebie zacząć. To nie świat ma Tobie dać — tylko Ty sobie. Cokolwiek. Zacznij od małych rzeczy: miłe słowa, pochwały, nagrody, uśmiech w lustrze w swoim kierunku. Zacznij od tego, bo jeśli ty żądasz od świata i innych z jednoczesnym poczuciem zdrady, bycia oszukiwanym, wykorzystywanym, niechcianym i niekochanym — już piekła w kreacji nie wystarczą, żeby wyrównać ten deficyt. Takie numery przechodziły tylko na Ziemi. Ale w innych światach – gówno tak wykreujesz, bo jak gówno się czujesz.
Punkt szósty – zaufanie do siebie i uwolnienie lojalności rodowej
Wiemy już o zasobach energii, z których korzystamy. Wiemy o złości i martwieniu. Wiemy o swojej dualności. Wiemy o dawaniu sobie, bo tak budujemy nowe nawyki.
Pozwalać oznacza rozumieć działanie w momencie, kiedy podejmujemy decyzję. Nie przewidzimy wszystkiego — nikt nie jest wróżką ani jasnowidzem. W momencie działania jesteśmy gotowi ufać sobie, nawet jeśli nie wiemy wszystkiego. Jesteśmy gotowi skoczyć i wierzyć, że siatka się otworzy. To nie jest głupie działanie — robienie kroku w przepaść w nadziei, że akurat przeleci samolot. Pozwalać oznacza angażować swoje zmysły, uczucia, intelekt i doświadczenie, a jednocześnie pozostawać otwartym. Szklanka podczas działania nie musi być w stu procentach pełna — ma być lekko napełniona, bo działanie ma ją wypełnić i zmienić w większe naczynie.
Strach nakazuje wszystko wiedzieć, wszystko przewidzieć, wszystko kontrolować. Ale kiedy tak mówisz sobie, mówisz językiem podświadomym i symbolicznym: „Nie kocham siebie i na pewno sobie nie ufam”.
Im częściej realizujesz cele — mniejsze i większe — tym lepiej uczysz się siebie i tego, jak sobie radzisz w danej sytuacji. Każdy z nas ma słabe i mocne strony, ale kompensowanie nie oznacza uciekania, łatania czy samooszukiwania. Oznacza dopełnianie — bo jesteśmy my i inni.
A widzisz — tutaj ciągle ten sam problem: „Nie ufam nikomu”, „Ludzie to oszuści”, „Mogę liczyć tylko na siebie”. Biznes tak zbudujesz, ale fortuny nigdy. Zamęczysz się i upadniesz pod krzyżem swojej projekcji. A po co? Co jest w Tobie takiego, że przyciągasz takich ludzi, a nie innych? Co oni mają Ci udowodnić? Co oni mają w Tobie poruszyć, żebyś jaką historię mógł sobie opowiedzieć i co ponownie przeżyć?
Ludzie są niedualni. Dla nas taka postawa jest zawsze zdrowsza niż z góry oceniać i osądzać. Ludzie dopasowują się do nas — doskoczą albo pociągną w dół, bo to potrafią. Ale to przecież od nas zależy, co dzieje się w polu rodzinnym, osobistym i biznesowym.
Czemu więc ciągniesz siebie w dół? Lojalność wobec straty przodka? Którego? Co stracił? Ktoś miał, był widziany i nagle stracił? Kto to był? Czemu nosisz jego historię? Czyżby karma? Jeśli tak — po co Ci ona w tej dziedzinie życia?
Zamknij oczy. Zaproś tego przodka z jego historią. Poczuj, gdzie jest ona zapisana w Tobie. Czemu ją nosisz? Co miała Ci dać?
Kiedy będziesz gotowy — uwolnij ją z całego ciała, z całego pola rodowego. Powiedz:
„Dziękuję tej pięknej historii, ale ona już nie jest częścią mnie. Dziękuję za ten przejaw miłości rozumianej jako lojalność wobec historii rodziny, ale nie jest to już częścią mnie ani mojego życia. Wycofuję ją z każdej części, z każdego atomu swojego ciała.”
Rozpal w swojej wyobraźni ogromne ognisko. Niech to wszystko się w nim transformuje.
A potem dodaj:
„Na to miejsce przyjmuję… W to miejsce biorę w posiadanie… Dobrze mi z tym uczuciem, bo to dla mnie bezpieczne, normalne i naturalne. Ród i rodzina cieszy się z tego, bo tak każdy wzrasta.”
Pozwalać oznacza przede wszystkim nie walczyć. Ale walczyli Twoi rodzice, dziadkowie, babcie, wujowie — więc tylko to znasz: zmaganie, narzekanie. To ich historia, nie Twoja. Ty możesz wybrać inaczej. Twoja podświadomość może znać tylko to, co ród wypracował, więc być może jesteś w nowej sytuacji dla całego rodu. Pokaż się. Zaświeć. Bądź dumny z nowego.
Punkt siódmy – przepływ jest wieczny, lecz nawet krótka blokada jest wybijająca
Wiemy już sporo o tym, co blokuje przepływ. Teraz czas na konkretną diagnozę. Poniższe cztery pytania pomogą Ci precyzyjnie zlokalizować, na którym poziomie dzieje się blokada — mentalnym, astralnym, energetycznym czy fizycznym. Pracuj powoli i szczerze. Nie spiesz się.
1. Czy to jest moja blokada mentalna (umysłowa, wzorce, przekonania)?
Zadaj sobie pytanie:
„Jaki wzorzec blokuje moje zrozumienie sytuacji materialnej, finansowej, biznesowej lub związkowej?” „Jakie przekonanie wewnętrzne oddala mnie od realnej zmiany w temacie pieniędzy, prowadzenia biznesu czy relacji?”
Daj sobie czas. Tutaj działa zasada: „Wiesz, ale nie jesteś tego świadomy”. Odwołujemy się do Twojej mądrości wewnętrznej i duszy.
2. Czy to jest moja blokada astralna (emocje, uczucia, trauma)?
Zadaj sobie pytania:
„Czy nie projektuję swoich emocji i przekonań na kogoś? Jeśli tak — jakie to postawy i emocje?” „Jak przez moje projekcje może czuć się ta druga osoba?”
Uwalniamy tutaj również ewentualne nieuświadomione poczucie winy.
Dodatkowo zapytaj:
„Czy nie przyjąłem w siebie cudzej projekcji emocji i przekonań?”
Często bierzemy na siebie przekonania typu: „nie zasługuję”, „nie jestem wart”, „nic dla mnie nie ma”, „coś nie jest tyle warte”. Sprawdź, co z tego jest Twoje, a co zostało Ci narzucone.
3. Czy to moja blokada energetyczna blokuje PRZEPŁYW?
Brak energii, emocje, kłótnie, martwienie się, zajmowanie się drobiazgami, natłok myśli, natręctwa, czarnowidztwo — to wszystko blokuje przepływ.
Zadaj sobie pytania:
„Czy brak ruchu fizycznego nie blokuje ruchu energii zarówno w moim kierunku, jak i ode mnie w kierunku innych?” „Czy zmęczenie intelektualne i emocjonalne (zamiast zdrowego zmęczenia fizycznego) nie blokuje we mnie metabolizacji energii i empatii?”
4. Czy to blokada fizyczna?
Zadaj sobie pytanie:
„Z jakim przodkiem utożsamiam się najmocniej? Wobec czyjej historii rodu czuję się najbardziej lojalny?”
„Dlaczego przekładam lojalność wobec rodu/rodziny ponad własne dobrostan?”
„Za co czuję się winny rodzicom?”
Jeśli znajdziesz odpowiedź — wróć do rytuału uwalniania lojalności rodowej z poprzedniej części. To często najgłębsza i najbardziej nieświadoma blokada przepływu.
Punkt ósmy – płynąć oznacza pozwalać, czyli o postawie zaufania i elastyczności
Pozwalać oznacza nie kontrolować, bo jest w nas zaufanie. Zaufanie prowadzi do nowego. Jest napędem, żeby podejmować działania w nowych okolicznościach — bo tak przekraczamy strefę komfortu. Stare działanie prowadzi do starych wyników. Jeśli chcemy nowych — musimy coś zmienić. Proste i logiczne, ale nie dla wszystkich.
Oczywiście zmiany nawykowo zaczynamy od zewnątrz: nowy szyld, reklama, baner, copywriter; nowe miasto, zmiana fryzury, ubrania, samochód. Tylko — czy to może w nas jest coś, co ciągle kontroluje i pilnuje starego porządku? Kolejny strażnik? Jeśli tak — jak długo już siedzi w Tobie? Daj mu bilet lotniczy i wyślij na wakacje. Popatrz, jak jest bez tej części siebie.
Pojawił się strach, a może radość bez niego?
Niech wróci to wewnętrzne dziecko — przytul je i powiedz: „Kocham Ciebie i odpocznij już. Damy radę bez kontrolowania”.
Płynąć oznacza być w ruchu — mentalnym, intelektualnym, uczuciowym, energetycznym, fizycznym. Na każdym z tych poziomów potrzebujemy nowego, innego, nieznanego. Co ostatnio puściłeś w swojej głowie? Co pojawiło się tam nowego? Co nowego poczułeś w sercu czy brzuchu? Jakie uczucie dopuściłeś? Może odszedł strach, który tak długo Ci towarzyszył. Może poczucie winy się uleczyło. Bardzo dobrze.
W jakiej kondycji jest Twoje ciało? Co ćwiczysz i jak ćwiczysz? Chodzisz przynajmniej dużo?
Płynąć oznacza konfrontować się — zamiast wybierać przez ego i samoidealny wizerunek to, co nam się wydaje, że trzeba uwolnić, puścić lub zrobić. Punkt zero: „Wiesz, że nic nie wiesz”. Trzeba być gotowym na zaskoczenie, przekroczenie, wyjście z ram, jakie narzucamy sobie sami, narzuca nam System Karmy, strażnicy, ród czy nawet nasza własna dusza — umoczona swoją wyższą karmą i lojalnością.
Płynąć oznacza pozwalać na rzeczy, których kontrolować nie możemy, bo zwyczajnie są poza naszym zakresem wpływu. Płynąć oznacza wyjść z umysłowych projekcji, być elastycznym, mieć umiejętność dopasowania się do chwili tu i teraz. Każda sytuacja i każdy moment jest inny. Jeśli jesteśmy zamknięci w puszce mentalnej, jeśli trauma zbudowała dwa metry muru — narzucamy innym i światu swój mechanizm obronny zamiast słuchać i być w tu i teraz.
Każdy moment, każdy człowiek, każda sytuacja coś do nas mówi. Nauczyć się słuchać zamiast reagować strachem i projektowaniem nie jest łatwe — bo odpowiedzi, które płyną z tego cichego szeptu, mogą być znacząco inne od tego, co sobie wyobrażamy lub jak interpretujemy daną sytuację czy osobę.
Wszechświat jest matematyczny, ale też rozumny. Ma w sobie świadomość wykraczającą poza nasze ludzkie zmysły. Nauczyć się słuchać i słyszeć — to zadanie każdego człowieka, a już szczególnie tego, który rozwija siebie.
Im bardziej zduszający, narzucający, kontrolujący i poniżający jest człowiek — tym więcej wiemy o nim i jego przeszłości, o historii, której jeszcze nie uleczył. Pozwalamy na to bez oceny, osądzania czy zasilania kłótnią i intelektualnymi dysputami — bo pozwalamy na zdrowie swoje i drugiej strony.
Płynąć oznacza pozwalać, akceptować i dziękować — nawet jeśli dana sytuacja lub osoba nas poniżyła, zakpiła, próbowała zniszczyć czy nie zrozumiała. Nasze zdrowie i spokój przeradzają się w spokój i zdrowie drugiej strony. Przez to działanie nie rozwidlasz przepływu, nie siłujesz się, nie przekonujesz — bo to w sobie masz być w zgodzie, a nie z opiniami, wartościami, postawami, wizjami i wyobrażeniami innych.
Ruch jest prosty, kiedy rzeka ma koryto i płyniemy zgodnie z jego nurtem.
Nikodem Marszałek
czerwiec, 2026 r
PS
Opracowanie najlepiej zapisać sobie i wydrukować. Pracuj z nim we własnym tempie — bez pośpiechu i bez presji. Daj sobie przestrzeń, żeby wszystko mogło wybrzmieć.
