Wiadomość od klienta
Cześć Nikodem!
Jestem po lekturze Zmierzchu bogów. Skala Twoich działań, zaangażowanie i etyka pracy, którą reprezentujesz, to dla mnie ogromna inspiracja. Jestem wdzięczny, że trafiłem na Ciebie i mogę obserwować, czerpać wiedzę, a sam małymi krokami doświadczać świata dusz, który tak mocno przeplata się z codziennością.
Dziękuję za przypominanie o treningu, codzienności i odnoszeniu się do siebie z szacunkiem i miłością. W natłoku spraw łatwo wpaść w stare wzorce i zapomnieć o tym, co najistotniejsze.
Podczas czytania szczególnie poruszyły mnie rozdziały 25 i 26 — uwolnienie Lucyfera oraz jego Heroldów. Po przeczytaniu pierwszego miałem dziwne wrażenie, jakby „coś” do mnie docierało. Zacząłem pytać samego siebie o serce: Co w nim jest? Czy jest tam radość, miłość, pełnia? A jeśli nie — to kiedy ostatnio ją czułem?
Gdy zacząłem czytać o uwolnieniu Heroldów, a zwłaszcza pierwszego z nich, z każdym słowem rosło we mnie uczucie, że to uwolnienie dotyczy mnie. Przy słowach o „splocie” podczas tańca poczułem blokadę — energia nie mogła wyjść. Wybuchłem płaczem, ale było w tym coś odświeżającego.
Chciałbym, aby ta praca dotyczyła mojej duszy. Jeśli się mylę, to i tak cieszę się, że dzięki temu moja świadomość wróciła na tory pracy wewnętrznej i gotowości do spotkania z cieniem duszy.
Wiem, że ostatnio miałeś bardzo wymagający czas, więc jestem gotów poczekać na sesję, dopóki będzie przestrzeń i zasoby.
Z pozdrowieniami
Maciej
Początek
Nikodem: Potrzebuję zdjęcia.
Maciej: [wysyła zdjęcie]
Nikodem: Fajne masz otoczenie.
Maciej: Najlepsze do takiej pracy.
Nikodem:

Od 1 do 4 — Twoje ciała subtelne. Widać na różowo-fioletowe ingerencje. Od 5 do 8 — ciała duszy. U góry, od 9 wzwyż — monada. Na dole różne wpływy. Nie wiem, czego się tutaj boisz lub bałeś.
Maciej: Rozumiem. Sąd, kara, ocena.
Nikodem: Nie byłeś Heroldem Lucyfera, przynajmniej tym opisanym w Zmierzchu bogów. Zapytaj się duszy: „Co jest tematem?”
[Tutaj zadaję pytanie Maciejowi, nie wiedząc jednak, czy ma kontakt z duszą i z jakiego poziomu może pojawić się odpowiedź. Wiemy o strachu, który płynął z listu, oraz widać przerażenie na zdjęciu. Dusza bardzo się boi, a mimo to rozmawiamy.]
Maciej: Biała skrzynka, puszka, tak jakby do pewnego momentu była swoboda działania, a potem nie może działać swobodnie, wyjść poza „ramy”. I pomimo świadomości zmian jakie nastąpiły jakby utknęła czekając.
Nikodem: Na co czeka? I czyja to puszka?
Maciej: Moja/nasza wewnętrzna spójność, puszka Białego/JHWE dawała bezpieczeństwo, ochronę.
Nikodem: Biały to Biały. JHWH to Metatron był. Skąd ten strach przed byciem Heroldem i kontaktu z Lucyferem?
[Tutaj zaczynam rozmawiać z duszą.]
Ja: Czego się boisz duszo i czemu się bronisz. W całej zbroi stoisz?
D: Ty mnie widzisz?
Ja: No. A co, jakoś się ukryłaś specjalnie?
D: Nie, ale…
Ja: Chodź do monady na poziom adi.
D: Nie, nie, nie chcę.
Ja: Nie bój się, masz swój wiek i godność.
D: Dobrze.
Ja: Poczuj swoją monadę. Wibruje tutaj.
D: [odwraca wzrok]
Ja: Śmiało.
[Zachowanie duszy Macieja jest całkowicie zrozumiałe. Żyjemy w systemie winy i kary, sądu i osądzania. Przyznanie przed sobą, że „mogę mieć zależność z Lucyferem” lub z inną istotą (Szatanem, Arymanem, Lewiatanem, Belialem), niemal zawsze budzi wstyd lub dumę — w zależności od etapu, na którym znajduje się dana istota. Naszym zadaniem jest zaakceptowanie tych emocji i zrobienie ruchu w kierunku zrozumienia, uświadomienia, pogodzenia i uwolnienia. W ten sposób transformuje się karma.
Brak kontaktu duszy z monadą jest naturalnym efektem ewolucyjnym. Dusze często postrzegają monady tak, jak my widzimy ojca lub matkę, jednak pojawia się tutaj element toksyczny w postaci aktywnej projekcji — matki zaborczej lub surowego, karzącego ojca. Często nie ma to nic wspólnego z samą monadą, lecz jest skutkiem wpływu starych systemów.
Dla duszy „zwiększanie wibracji aż na poziom adi” przypominało drogę na Golgotę — sąd i karę. Jest to wpływ białego systemu myślenia, Białego oraz Metatrona z aktywnym tematem strącenia i upadku. Dotyczy to większości dusz na Ziemi i w wielu innych systemach. Maciej nie jest tutaj wyjątkiem — po prostu wcześniej nikt nie pracował z tym rodzajem obciążeń za tą kurtyną.]
M (monada Macieja): Jestem gotowa. Mamy dla Sandalfona misje i dla Lucyfera.
[Tutaj jestem zaskoczony, ponieważ monada nic nie ukrywa — mówi wprost. Gdyby te istoty nadal były aktywne w taki sposób, w jaki były przed wydarzeniami opisanymi w trylogii „Bogowie”, monada nie mówiłaby tak otwarcie.]
Ja: Nie ukrywasz.
M: Przed Tobą, po co. Czysta zguba.
Ja: A dusza, czemu się tak lęka?
M: Boi się oceny, osądu, kary.
Ja: A przez co odważyła się napisać?
M: Brak białych i Białej Rady oraz Pod-Rad. Dlatego osobowość została wysłana.
Ja: Ponieważ to nie jest Przebudowa Subtelna, tylko jedno z was podczas tej pracy przejdzie Przebudowę. I widzę, że ma być to dusza?
M: Dusza.
Ja: I jak dusza uwolni, zrobimy osobowość.
M: Zgadzam się.
Maciej: Sandalfon.
Nikodem: Połówka Metatrona. Znana na Ziemi z takiego wcielenia jak Jezus. Jedna z istot, która miała największe oddzielenie między tym, co robił fizycznie, a tym kim była i co robiła jego dusza z monadą. Czuć go w tobie.
Ja: Duszo? Zrobimy na twoich ciałach i w twojej przestrzeni. Zaczniemy może od poziomu atmy?
D: Tak.
Ja: Wejdź kwantowo w swoje ciała. Będę z tobą podczas tego procesu.
D: OK.
Ja: Teraz zaznaczymy ci kilka wzorców, których unikasz.
D: No tak.
Ja: Zbadaj je, dotknij, powiedz z czym są związane.
D: Ślub – Bóg – Jedność – Wybranie – Namaszczenie – Zemsta. Zabiłeś Sandalfona.
Ja: Jego historia będzie w Upadek bogów pokazana. Nic się takiego nie stało, nadal istnieje, ale stracił ponad siedemdziesiąt procent masy duchowej.
D: Uf.
Ja: Śmiało – gdy puścisz zależność od tej istoty, co się stanie i zmieni?
D: Umrę, bo tak brzmi kod.
Ja: No właśnie. Tak działają kody i śluby. A wyciągnij to z siebie. Masz wszystko zaznaczone, bo trochę tego masz. Wygląda to jak siatka.
D: OK.
Ja: Teraz spal ceremonialnie.
D: Jak?
Ja: Łamiesz tak śluby, pokazujesz, że one nie są nad Twoją wolę.
D: Nie mogę, to boskie.
Ja: Ty jesteś tak samo boska, jak i on. Działaj.
D: [walczy w sobie]
Ja: Teraz kolejne rzeczy Ci podświetlamy.
D: OK. Żyję.
Ja: I co?
D: Lucyfer? Lucyferyczne?
Ja: Tak.
D: Tego mam więcej niż Sandalfona? [Dusza zaskoczona.]
Ja: Tak.
D: Jak? [Wyparcie.]
Maciej: Tak! Jak złamię ślub, czyli zacznę kreować swoją drogę, to zginę. Ja to słyszałem i interpretowałem jako: „nie mogę nic zrobić nowego, bo i tak nie wyjdzie”. „Tworzyć po swojemu? Nie, tylko powtarzać po tych, którzy wiedzą, są «ponad»”. A działania autodestrukcyjne, palenie marihuany, jedzenie za dużo cukru dawały na chwilę „kopa” — takie przełamanie na drugą stronę i pozwolenie sobie na wyjście poza ramę, żeby potem klepsydra wróciła z powrotem.
Nikodem: Będziesz się tak na to patrzeć.
D: Ale ja… to mam? [Ciągle wypiera zależność od Lucyfera.]
Ja: Dotknij, poczuj. Masz to uruchomione we wszystkich ciałach.
D: Duma?
Ja: No. Tak właśnie działają wzorce lucyferyczne. Poczucie „wyższości”, „lepszości”, „wybrania ponad innych”. To jest taka pusta pycha.
D: Ja nie mogę!
Ja: Musisz to przełamać. Nie ma wyboru. Jesteś dualna — jak każda istota. Masz doświadczenia z każdej strony: białej, ciemnej i lucyferycznej.
D: Nie, nie… zapomniałam o tym. [Tupie nóżką jak dziecko.]
Ja: Nie walcz, nie wypieraj — kwantowo wyciągnij to tak samo.
D: Nie, bo ja czuję, co to przykrywało.
Ja: Brawo. Bardzo dobrze.
D: Upadek. Odtrącenie przez Sandalfona. Byłam wybrana, a potem: „idź na bok, bo znalazł inne dusze, pełniejsze”.
Ja: I skąd się wtedy pojawił Lucyfer?
D: Oferował pomoc, wsparcie i żebym mogła sobie poradzić z emocjami.
Ja: Jak to uwolnisz, poczujesz to, co było przed tym wydarzeniem. Wróci poczucie bycia nikim, odrzuconym, sierotą.
D: Tak.
Ja: Ale teraz masz inną świadomość. Czyż nie?
D: Jest monada i Źródło, i Superaspekt w Źródle. I monady nie są osądzające — to Ty zmieniłeś, swoją pracą i swoją istotą. Nie ma białych kar, nie ma nikogo z nich.
Ja: I teraz jesteś tylko Ty i Twoje wzorce. Wejdź w nie. Po co trzymasz w sobie tego starego, zdechłego psa?
D: Uwalniam. Najwyżej się „rozsypię”.
Ja: To też jest kod, który Cię trzyma. Cofnij go. Ty jesteś kreacją w sobie.
D: Cofam.
M: Pomagam jej, bo się trzęsie.
Ja: Tutaj rozrywa duszę od środka. Część ciał się zapada, bo jest szkielet lucyferyczny w środku.
Jak się czujesz?
D: Nie mogę nawet mówić. [wije się na ziemi]
Ja: Niech to wychodzi. Pozwól. Myśl tylko o tym. To jak opętanie, wąż — niech się wysuwa. Jest pole wokół Ciebie stworzone.
M: Męczy się.
Ja: Musi to przeżyć, żeby znała konsekwencje przyjmowania jakichkolwiek inicjacji, gdziekolwiek. To nie jest za darmo. Teraz robimy najważniejszy Cyrograf w niej.
M: Zostawiam w Twoich rękach.
Ja: Mojej istoty.
Duszo, słuchaj mnie. Skup się na sercu, na tej pierwotnej cząstce, którą masz w sobie, i tylko na niej. Niech ona się rozlewa.
D: Walczy we mnie, walczy, dusi, boli.
Ja: Nie wrócisz do świata żywych, jeśli nie przejdziesz tej Ciemnej Nocy. Oddałaś siebie i oddawałaś siebie wszystkim starym istotom. Takie są konsekwencje.
D: [walczy w sobie, ale coś z niej wychodzi]
Maciej: Płaczę.
Nikodem: …
D: [wstała z kolan, ciężko dyszy]
Ja: Dobrze. Popatrz na mnie. Stanę w swojej pełnej emanacji.
D: [zaczęła płakać, bo moje energie przypominają jej pierwotne możliwości]
Ja: Bardzo dobrze. Czułaś się nikim po odtrąceniu przez Sandalfona, więc szybko awansowałaś w rankingu Lucyfera.
D: Tak. [głowa spuszczona w dół]
Ja: Do czego się posuwałaś dla niego?
D: [ryczy] Do wszystkiego. Do kompletnego zła.
Ja: Całkowitego zła. Wyparłaś wszystko, wyrzuciłaś do cienia i wróciłaś pamięcią do Sandalfona — jak to było obok niego. Przykryłaś się białym.
D: Tak, tak, kurwa, tak!
Ja: A to wróciło i nie dawało spać.
D: Tak. [gniecie ją w środku]
Ja: Dobrze. Czuj to, co teraz czujesz. To jest Twoje oczyszczenie, bo nie ma innego.
D: Czuję narastającą złość, ogromny gniew. Chciałabym <przekleństwo> Sandalfona.
Ja: Jasne. Łatwo znaleźć sobie cel na zewnątrz. Ale chyba jesteś szalenie zła na siebie. Na co?
D: [emocje zasłaniają jej rozum] Jak mógł mnie odrzucić? Jak mógł mnie zostawić? Jak? Jak?
Ja: Taką istotą był. Miał biliony istot wokół siebie. Czy może mniej?
D: Nie, biliony. Wszędzie wielbiony.
Ja: Wejdź w to poczucie odrzucenia, zawiedzenia i żalu, który potem przerodził się w złość, gniew i nienawiść. To dawało Ci paliwo do pracy z Lucyferem.
D: [wchodzi w to]
M: Ona się trzęsie cała.
Ja: Bardzo dobrze. Niech wyjdzie ta pierwotna emocja i niech przestanie grać świętoszkowatą.
D: [emocja mordu]
Ja: Teraz przeprojektuje siebie na wibracje Sandalfona. Uderzaj we mnie. Wyrzuć to z siebie. Cała energia pójdzie do Twojej monady.
D: [wali we mnie, uderza, coraz mocniej]
Nikodem: Ale stłumione zasoby.
M: Eony. Bardzo długo.
Ja: Dobrze, duszo. Ale teraz zahaczasz o Arymana.
D: Co? [jakby we krwi, ciemna energia wokół niej, furia, oczy zamglone]
Ja: Skup się. Znowu zaznaczymy Ci wzorce w Twoim sercu. Lucyfer nie chciał Ciebie takiej — chciał, żebyś była silniejsza, i wysłał Cię do Arymana.
D: Nie. Kurwa, nie!
Ja: Może przez jeszcze jedno „nie” zmienisz swoją historię. Widzę po ziarnach w Tobie. Wiesz, że jestem ekspertem w rozpoznawaniu wzorców i wpływów tych istot. Wejdź w ziarno arymaniczne.
D: Nie. [odwraca wzrok, ale monada naprowadza jej świadomość]
Ja: Teraz dotknij to i wyciągnij, bo jeśli nie, rozerwie Ci ciało. Znam sztuki magiczne i pieczętujące Arymana.
D: Walka, zadawanie sobie bólu, sado-masochizm. Takie dążenie do zadawania sobie krzywdy.
Ja: Zgadza się. Rozbij to ziarno.
D: [tutaj dusza przez odpaloną inicjację z Arymanem zwiększyła swoje wibracje i moce, zaciąga piekła] Nie zrobię tego. [wyprostowała się i widać, że wzorzec ją opętał i przejął kontrolę]
Ja: Monado.
M: Wiem, wiem. Dostałem informacje od Ciebie. Wyłączam.
Ja: Duszo, słyszysz mnie?
D: [jakby zmęczona, schylona, trzyma się za kolana i wymiotuje]
Ja: Słyszysz mnie?
D: Tak.
Ja: Teraz jeszcze raz — cała siatka arymaniczna w Twoich ciałach. Zaznaczamy Ci kwantowo.
D: Gotowa.
Ja: Wyciągaj.
D: [wymiotuje] Mam całe rozwalone ciała. Nic ze mnie nie zostaje.
Ja: Inicjacje, skarbie. Inicjacje. Tak was oszukali. Masz mieć swoje emanacje i esencje. To odzyskasz dopiero po Przebudowie Subtelnej. Teraz musisz to świadomie uwolnić.
D: Już. [taka wielka czarna kałuża]
Ja: A teraz powiedz mi. Miałaś trzy poważne wpływy: Sandalfon, Lucyfer i Aryman. Jak to wpływało na Twoje wcielenie?
D: System Karmy (SK) ograniczał, bo miałam wibracje, które SK oceniał. Liczyły się zbrodnie, podział, poczucie winy we mnie.
Ja: Jak to wpływa teraz, konkretnie?
D: Wstydzi się mówić.
Ja: Śmiało. Nikt tutaj nie ocenia. Mleko się rozlało.
D: To nie jest tak, jak teraz. Lucyfer, Sandalfon czy Aryman — oni byli realni, działali, wpływali na nas wszystkich. Teraz, po Twojej bitwie z nimi — nie ma ich. Nie wpływają na nas, nie emanują, nie ma prądów podświadomych, które nas — dusze — warunkowały.
Ja: Dobrze. Jak to wpływa na wcielenie?
D: Odrzucanie. Jak mnie Sandalfon odrzucił. Czekanie, aż ktoś zauważy — tak jak on miał zauważyć.
Ja: I…
D: Po prostu przeżyć życie przeciętnie. Czekać na ocenę. Może któryś z Panów zauważy.
Ja: Lucyfer, Aryman czy Sandalfon?
D: Tak.
Ja: Przestałaś oceniać, co który daje?
D: Tak. Wszystko jedno.
Ja: Dla?
D: Bycia obok kogoś takiego i służby.
Ja: A gdzie Twoja Rodzina Duchowa? Gdzie Ci pierwotni?
D: Nie ma. Sandalfon rozbił na początku. Nie pamiętam nikogo z nich.
Ja: Dostaniesz od nas prezent.
D: Naprawdę?
Ja: Dobrze się spisałaś. Pojawi się moja Przedwieczna, bo jako jedyna w tym Uniwersum tym się zajmuje i ma do tego umiejętności. Cała Twoja Rodzina Duchowa zostanie przebudowana i zintegrowana. Zauważyłaś, że w mojej analizie masz dwa wyższe ciała — gęstość 11 i 12, zbiorowe.
[Proszę pamiętać, że była to sesja całościowa, w której zostałaby wykonana przebudowa duszy, jednak bez pełnego włączenia Rodziny Duchowej, monady i podsumowania całej drogi dualnej — bo te elementy robię wyłącznie podczas Przebudów Subtelnych. Maciej otrzymał ode mnie prezent.]
D: Tak.
Ja: Teraz będziecie wszyscy indywidualni. Zrobiłaś swoje. Teraz nasza kolej. Chodź do góry.
M: Dziękuję. [Jeśli monada mogłaby płakać ze wzruszenia, to właśnie teraz to się dzieje.]
D: [oczy się jej świecą]
P (Przedwieczna): Jestem. Dobra robota. Dźwigamy całą waszą rodzinę — poszatkowaną przez Białego i Sandalfona. Odzyskacie to, co pierwotnie mieliście.
Maciej: Przy Sandalfonie i Lucyferze przeszła przeze mnie fala gniewu, aż chciałem drzewo łamać. Przy Arymanie sakra się odezwała, ale ciało odpowiada.
Dziękuję, choć zdawałem sobie sprawę, że sprawy duszy przeplatają się z osobowością. Jednak nie miałem pojęcia, jak bardzo.
Nikodem: Zgadza się. Dusza jest przyczyną. My jesteśmy skutkiem. Ale to nie wszystko, bo inicjacje i doświadczenie wcielenia mieszają się z doświadczeniami i wyborami duszy. W ten sposób niższa i wyższa karma przeplatają się ze sobą. Następnie wszystko to buduje monadę, ale zostawia w niej trwały ślad, cień i wzorce. Dlatego monada staje się taka, jak jej życia i dusze. Gdyby nie było tej Przebudowy Subtelnej, monada musiałaby zrzucać te wzorce (bagaż/cień) jako cel dla duszy i kolejnych wcieleń. To właśnie zostało uwolnione dzięki tej pracy.
Maciej: Rodzina Duchowa?
Nikodem: Jeśli nie wiesz, co to jest Rodzina Duchowa, to przykro mi z tego powodu.
Niestety Biały — jako twórca Chórów Anielskich — oraz Sandalfon dzielili pasma/iskierki, które schodziły ze Źródła. Modyfikowali więc pierwotne, Źródłowe połączenia między istotami z danego klastra/rodziny. Więcej o tym mówię w Upadku bogów. Teraz odzyskujecie to, co oni odcięli i zabrali. Bo wy jako istoty miałyście doświadczać wspólnie jako Rodzina Duchowa, a nie w obliczu jakiejś starej istoty, która podawała się za „Boga” i waszego „Stwórcę”. Stąd to odwrócenie i tak silna skaza w was. Odcięli was od miłości i bliskości wzajemnej, która jest naturalna w danej Rodzinie Duchowej, i wsadzili was do siebie — do swoich sztucznych rodzin i sztucznych połączeń. W młodych istotach rodził się deficyt, brak. Trochę jak dzieci w przedszkolu, które nagle zostają pozbawione rodzica i swoich bliskich, bo zostały wsadzone do celi. Po kilku dniach przychodzi nowy „opiekun”. Taka tresura, tylko na poziomach duchowych. Dlatego skończyli — patrz trylogia „Bogowie”.
Maciej: Czyli od samego zejścia ze Źródła włożony w „tryby”?
Nikodem: Dokładnie tak. Było widać, jak zachowuje się dusza wobec tych ślubów, jak wpływa na nią lojalność, jak zmieniała emanacje przy aktywowaniu inicjacji wobec Sandalfona, Lucyfera, a potem Arymana. Za każdym razem była inna, ale „uszyta na ich miarę”. A po co tak? Z chęci przynależności i miłości — czyli czegoś, co jest naturalne dla wszystkich istot.
Maciej: Czułem, że tak mogło to wyglądać. Pamiętam, że kiedy czytałem Energię Miłości, gdzieś ten temat mi się odbił. No i życie, które prowadzę, oraz to, jak dotychczas działałem, bardzo mocno się z tym splata — to ciągłe dopasowywanie się. Nawet Twoje ostatnie opracowanie mocno mi zarezonowało i czułem, że to bliski mi temat. To musiało trwać bardzo długo.
Nikodem: Zawsze mówię tak: warto doświadczyć chociaż raz pracy całościowej ze mną — nawet jeśli nie będzie ona dotyczyć bezpośrednio duszy, tylko własnych wyzwań. Raz zwykłej pracy, bo może pojawić się temat duszy. I raz — odłożyć pieniądze i zlecić Przebudowę Subtelną. A potem robić, co się chce, jak się chce i gdzie się chce. Bo to zmienia w istnieniu bardzo dużo i zdejmuje ogromne ładunki karmy oraz starych rzeczy, które dusze i monadę dosłownie duszą w sobie. To potem działa jak aktywny program w życiu oraz w kolejnych. Nie tracić czasu na to.

Ja: Bardzo ładna Rodzina Duchowa. Dwanaście istot.
P: Tyle. Bardzo dobrze się wymieniają i współpracują. Są szybcy i bystrzy. Każdy jednak był odcięty od siebie — zupełnie inne wibracje i emanacje. Bez możliwości rozpoznania w niższych gęstościach.
Ja: Będą mieli wspólne Drzewo Dusz?
P: Tak, bo muszą nadrobić to, co zabrały im te upadłe istoty. Upadłe — już nieistniejące.
Ja: Schodzą. Ładnie wibrują.
Narysuję.

Maciej: „Bez rozpoznania w niższych gęstościach” — czyli na poziomie osobowości? Czyli monady połączone z Superaspektami. Wow.
Nikodem: Nigdy byś nie odnalazł swojej połówki ani bliskich z Rodziny Duchowej. Tak zmienione wibracje, odwrócone przepływy, pieczęcie na każdym poziomie: wcieleń, dusz i monad. Plus zakaz ze strony Białego i Sandalfona. Miłość miała lecieć do nich, bo to energia, a każdy narcyz potrzebuje uwagi.
Monady mają wszystkie ciała zindywidualizowane. Spore Superaspekty (SA) w Źródle. Teraz kierują energie do Drzewa Dusz, gdzie tworzą się dusze. Przebudowa umożliwiła monadom zindywidualizowanie dwóch ciał (gęstość istnienia i zaistnienia), ponieważ zasadą działania Rodziny Duchowej jest wymiana doświadczeń. Jeśli jedno doświadczy czegoś, gdziekolwiek, wpływa to na drugie i odwrotnie. Teraz monady są bardziej indywidualne, ale dusze przez jakiś czas będą właśnie w tej bliskości Rodziny Duchowej, żeby nadrobić zaległości, które zabrał im Sandalfon, Lucyfer i Aryman. Dwadzieścia lat mojej pracy i ostatnie siedem lat — bo od 2019 roku — to jest możliwe. Wcześniej nie było to dostępne dla nikogo ani możliwe. Głównie przez regulacje Białych i brak wiedzy — nawet u monad — bo trzeba było wyjść z Uniwersum.
Jak się czujesz?
M: Wspaniale. Jestem szczęśliwa. Nie czuję braków, czuję pełnię, szczęście — coś, co zawsze było i co mam.
[Trudno oddać słowa monady, bo mówiła bardzo szybko. Zalała mnie emocjami i moje tłumaczenie jest jedynie przybliżone. Za to przepraszam, ale mam nadzieję, że emocje monady częściowo zachowały się w tekście.]
Ja: Tak. Czuć ogrom emocji od Ciebie.
M: Nawet połówkę czuję.
Ja: Pokaż ją. Trochę większą od Ciebie.
M: Ona doświadczyła bez „białej rodziny”.
Ja: A jak dusze?
M: Tworzymy.
Ja: Lecę do nich.
Duszooooooo!
D: Już, już. [Tutaj latała z połówką dookoła Drzewa Dusz.]
Ja: Teraz trzeba się zająć osobowością.
D: Dobra. [Dusza odzyskała lekkość, przestrzeń i dziecięcość.]
Ja: Stajemy na przyczynie.
Maciej: Jaka fikuśna.
Nikodem: Ciało mentalne. [Proszę duszę, żeby już bez mojej analizy sama zbadała ciała subtelne swojego wcielenia.]
D: Inicjacje stare, kapłańskie, mnisie.
Ja: A teraz ciało astralne?
D: Emocje, ród, noszenie rodziny, takie bezsensowne zastanawianie się nad rzeczami, które nie istnieją. Ładowanie cierpieniem i zbyt dużo analiz.
Ja: To ciało jest rozbite na dwie części. Karma z prawej. Dalej.
D: Eter silny, ale też obciążony — ciężki jak bodhisattwa.
Ja: I co teraz?
D: Przebudowa, proszę?
Ja: Nic innego nie pozostaje. Świadomość musi do Ciebie dotrzeć. Wysuwamy ciała i idziemy do monady.
D: Dziękuję. [poczucie ulgi]
Nikodem: Poczujesz teraz lekkie kołysanie i lekkość.
Maciej: Spokój czuję.
Nikodem: Tak jest bez ciał subtelnych. Poruszaj się, poczuj to.
[po paru minutach]
Ja: Część subtelna już u Ciebie.
M: Robię.
Ja: Możemy tak zrobić, bo dusza puściła na swoim poziomie.
M: Tak, plus wiem, jak to robić. Pokazała mi Twoja istota.
Nikodem: Zasady są różne. Niektórzy ludzie mają części subtelne, inni nie. Jedni mają od razu kontakt z duszą, inni nie, bo dusza funkcjonuje w zupełnie innym systemie energetycznym.
Maciej: Wiem. Czytałem u Ciebie — jeśli dobrze rozumiem, to w procesie pracy i decyzji można to zmieniać?
Nikodem: Tak.
M: Zdjęte. Białe zdjęte. Lucyferyczne zdjęte. [To mówi, ile sama osobowość nosiła w sobie inicjacji i wzorców.]
D: Biorę część subtelną i lecę w dół. Już nie taki dół, bo wiem, co się stało z Ziemią.
Ja: Wyczułaś?
D: Tak.
Ja: Prezent dla ludzkości. Kto wie, ten wie. Kto czuje, ten czuje.
Jak się czujesz?
S (część subtelna): Dobrze. Lekko, mam przestrzeń, mogę rozwinąć siebie. Dużo informacji mam.
Ja: Tak, bo też „zmądrzałaś”. Części subtelne ogólnie są dla mnie głupie.
S: Ha.
Ja: Poczuj teraz ciało, plus zwolnimy te „widły”, które masz w dalszym polu astralnym. Coś wziąłeś na siebie niepotrzebnie. Pewnie z miasta.
S: Tak, a… dużo by mówić.
Ja: Teraz Twoja „pralkowanie”. Widzisz to? [„Pralkowanie” oznacza branie cudzej energii i oczyszczanie jej swoim kosztem.]
S: Tak. Umowa na to brzmi… coś za coś.
Ja: Transformuj razem z duszą.
D: Już.
Ja: Już nie jesteś bodhisattwą. Taki substytut bycia bliżej Sandalfona.
D: Błe, błe, błe. Nie mów mi o nim.
Ja: Teraz badam ciało fizyczne. Ty się rozgość — części subtelna.
S: OK. [sprawdza siebie, swoje ciało, możliwości]
Maciej: Uśmiech nie schodzi z twarzy, ale osadzenie na Ziemi również jest.
Ja: Poczuj teraz Ziemię, najlepiej na bosaka.
Masz zablokowane przepływy. Nie tylko Biali tutaj działali w Twoim przypadku.
S: Tak. Sprawdziłeś?
Ja: Podczas takich prac zawsze sprawdzam. Zrobimy to, bo uwolniliście ogrom karmy. Mega docisk jest, mega dużo złej karmy.
D: Tak. Mimo jego natury, powietrza, jakby wcielenie brodziło w błocie.
Ja: Już robię.
Co Ziemia do Ciebie mówi?
Maciej: Hm… „Co Ty mi robisz? Przestań mnie psuć/gnieść/brudzić” — tak to rozumiem.
[To mówiły wzorce Macieja.]
Nikodem: To są właśnie białe postawy. Teraz je zlokalizuj w ciele, wycofaj, transformuj i powiedz: „Dziękuję, że mogę wzbogacać ten świat”.
Pełno wzorców, które odrzucają — nomada, bez domu, bez wsparcia, tułacza.
Maciej: W splocie normalnie się szczyciłem tym tułaniem.
[po paru minutach]
Nikodem: Dobrze. Teraz odchodzą zbiory od Białych. Skubani, ale tego doczepili. Co roku miał uderzać coraz większy. Gdybyśmy tego nie odkryli — globalnie byłoby bardzo źle dla wielu. I najlepsze, że to uderzało w najmniejszych, ale również korporacje miały temu ulec, a tam obowiązują zupełnie inne zasady.
D: Czuję niższe ciała lepiej.
Ja: A Ty?
S: Tak, robię ruch energii, inaczej czuję, więcej swobody w działaniu i więcej dochodzi do mnie i ode mnie.
Ja: Tak to właśnie ma wyglądać. Tak wygląda pełna praca.
S: Już uwolniłam te wzorce. W ciele eteryczno-fizycznym były.
Ja: Teraz poczuj ruch energii i wsparcie, bo to włączenie was z powrotem do życia.
[Proszę pamiętać, że na tym etapie mam dużo pracy subtelnej, której nie zapisuję.]
Ja: Jeszcze boty — tutaj widzę. Celkę proszę.
MN (monada Nikodem): Już. Dla Białych i bodhisattwów zabezpieczenie.
Ja: Buddyjskie też?
MN: Tak.
Ja: Cofamy. Niech to, co uwalniają, będzie uwolnione, a nie ciągle nadpisywane.
MN: OK.
[Co tutaj zaszło? Część subtelna uwolniła wzorce kajania i białe wzorce. Pojawił się przepływ w jej energiach, a nagle w przestrzeni wokół niej pojawiły się boty — czyli istoty mechaniczne próbujące nadpisać rzeczywistość starym wzorcem. Podczas takiej pracy trzeba być bardzo skupionym i dokładnie obserwować przestrzeń. Wszystko przez stare śluby buddyjskie, wzorce bodhisattwy oraz aktywną karmę.]
Maciej: Płynie przez nogi.
Nikodem: Dotknij ziemi i powiedz: „Jestem przyjęty i przyjmuję siebie. Dziękuję za to, Ziemio”. Dodaj: „Pozwalam sobie czerpać i biorę to, co mi dają i co przychodzi”.
[Tutaj sprawdzam ruch energii i czy nie ma potencjalnie innych blokad.]
Tego bodhisattwę w Tobie wyczułem już przy odczycie ciała eterycznego i astralnego — to branie cudzej energii i karmy na swój koszt. Ale pamiętaj, że robiłeś to tylko po to, bo dusza liczyła, że w ten sposób będzie bliżej Sandalfona, przypodoba mu się i mimo odrzucenia on w końcu zauważy. Od dzisiaj to już historia. Gratuluję.
Maciej: Rozumiem. Choć słowa tego nie oddadzą, to dziękuję.
Nikodem: Najważniejszy dzień w życiu duszy i monady. Najważniejsze przeżycie i otwarcie nowych drzwi… do nowego. Dusza była odważna i dlatego to się wydarzyło. I dzięki Tobie — bo nie uciekłeś od treści Zmierzchu bogów. Więc i Ty byłeś gotowy.
Maciej: Cieszę się, że chociaż część z tego, co mówiła dusza, ja wyczuwałem i okazało się to prawdą. Jestem bliżej tego, by być w głębszym i pełniejszym kontakcie ze sobą. Jest we mnie ciekawość tej przestrzeni, a teraz, po takiej pracy, jest już inna jakość własnych działań. Dzięki, Nikodem. Będę się odzywał, bo mimo wszystko to dopiero początek, a nie koniec.
