Home Sesje i uwolnieniaOgień rozpaczy Łucji. Emocje duszy, które spaliły ciało i uzdrowienie całej istoty

Ogień rozpaczy Łucji. Emocje duszy, które spaliły ciało i uzdrowienie całej istoty

by nikom@tutamail.com

Wiadomość:

Kilka słów, może coś się przyda, bo sytuacja jest chyba poważna. Mam bardzo silne bóle brzucha, biegunkę i duży nacisk na nerki i postawę. Układ pokarmowy: jelita i niżej jakby w ogniu. Układ nerwowy mocno obciążony, dużo zużywa magnezu. Sen nie regeneruje.

Kiedy skupiłam się na brzuchu, to pokazuje mi się obraz duszy, która się przepoczwarza. Sny ciężkie, a po wybudzeniu mam wrażenie mroku. Ktoś pewnie chce wywoływać strach, ale taki nieoczywisty.”


Poniższe opracowanie przedstawia pracę całościową, która trwała prawie cztery godziny. Jest ona podzielona na zrozumienie tego, co robiła i dlaczego – dusza naszej bohaterki, Łucji. Drugi element dotyczy samej monady i ich nauki – miłości, ewolucji, wzrostu, żałoby. Trzeci element dotyka już pracy z samą Łucją – nad przywróceniem jej zdrowia, harmonii i spokoju. Zapraszam.

Początek
Łucja: Witaj

Nikodem: Dużo się dzieje, widzę, ale żale i złość do duszy wyrzucone?

[Odnoszę się do tego, co stało się wcześniej między Łucją a jej duszą]

Łucja: Tak. I mam takie pragnienie, żebyśmy sobie aż tak obce nie były. Oprócz żali do duszy to też się dowiedziałam o sobie, że kochanie siebie jest zagrożeniem.

Nikodem: Co to oznacza, że kochanie jest zagrożeniem?

Łucja: Tak ze mnie wyszło. Na końcu tego listu do duszy napisałam, że teraz kochanie siebie staje się mniejszym zagrożeniem. Zszokowało mnie to. Może tak się nauczyłam jako dziecko. Jutro mam terapię, to pewnie kilka kwestii przegadam.

Nikodem: Już robię odczyt.

Łucja: Tak czuję, że jest grubo, bo to, co się dzieje w ciele jest przerażające. I te sny!

Nikodem: Odczyt.

Monada jest ładna. Dusza też ma ładne ciała, ale straciła ciało przyczynowe. Ty masz wypchnięte ciało mentalne, sztuczną głowę. Rozbite ciało astralne (A) na pół i też wpływ na ciało eteryczne. Stąd te sny.

Łucja: W brzuchu ogień i susza.

Nikodem: Dużo przerażenia, emocji i brzuch nie może strawić.

Łucja: Przez sny to programowanie jest przydymione, tak to odczuwam, czyli ktoś się ukrywa.

Dobrze, że dusza i monada mają się okej. [poczucie ulgi]

Nikodem: Wiemy, co zrobić. Może poczuj duszę w sobie. Nie przez obrazy, ale emocje, uczucia.

Łucja: Nie ma między nami połączenia. Taka cisza w eterze. Tylko wrażenie, że ona jest poobijana, może nawet spalona zewnętrznie. I boi się zrobić krok do przodu. Nie chce być widoczna. W płucach ma sadze, dym.

[Taki opis może dotyczyć trzech rzeczy: faktycznego spalenia i skutków tego, emocji w duszy lub aktywnych postaw podświadomych]

Nikodem: No tak, bo straciła ciało przyczynowe.

Łucja: Bezsilność i dużo złości z tej bezsilności płynącej.

Nikodem: Poczuj z duszą, czym jest ciało przyczynowe?

Łucja: Jakiś zbiór informacji.

Nikodem: Dobrze, co jeszcze.

Łucja: Pokazuje się jak wielka kula i dom duszy. Jej miejsce przebywania. Coś na zasadzie miejsca tworzenia. Miejsca spotkania – tylko nie wiem czego.

Nikodem: I co się stało z tym miejscem, osobistą przestrzenią?

Łucja: Zostało spalone, jakiś najazd, koń trojański.

Nikodem: Co weszło w was, przez co?

Łucja: Tu są chyba dwie rzeczy, coś weszło podstępem, ale jakby ktoś napisał kod i włożył.

Nikodem: Ciało przyczynowe jest połączone z ciałem mentalnym, a ono z astralnym. Tutaj prosty dostęp do ciała eterycznego. Więc od razu wpływ na ciało fizyczne, sny, kodowanie podświadomości.

Co było takiego w ciele przyczynowym, że nastąpiło wejście? Dusza wie, bo na pewno to zbadała.

Łucja: Trudno mi powiedzieć, ale… Ostatnio czułam się ważna i odważna. Czułam w sobie moc spowodowaną posiadaniem wiedzy.

Nikodem: Dobrze. Uporządkujemy najpierw twoje ciała i zajmiemy się ingerencją.

Ja: Jestem. [Wibruję obok ciała buddycznego duszy]

DA: Czekałam.

Ja: W jaki sposób dusza może stracić ciało przyczynowe?

DA: [głupio jej]

Ja: Zbadajmy.

DA: Cofniemy się w czasie? [Bardzo silny nacisk, aby właśnie tak to zrobić]

Ja: Nie. Za dużo pułapek, specjalnie to jest tak przygotowane „na mnie”. Już widziałem znaczniki w czasie i bryły.

DA: O. Dobry jesteś. [Ciekawa odpowiedź, która jeszcze bardziej zapala czerwoną lampkę]

Ja: Idę do twojej monady. Chodź, tylko ja w nią wniknę.

Ciężko, bo tutaj jest taki bąbel energii zrobiony w polu duszy i on przytrzymuje. Pułapkowa budowa? O, dobre. Bardzo zaawansowana technika i to skierowana we mnie bezpośrednio.

MP (moja monado-Przedwieczna): Nie wolno się poruszać wzdłuż ciał danej istoty. Dystans.

[Tutaj popełniłem błąd, bo zacząłem zwiększać wibracje wzdłuż pola duszy i jej ciał subtelnych. Tak wszedłem w jej kreacje.]

Ja: Teraz to widzę. Pierwszy raz tak.

MP: Obserwowali twój styl pracy, potem się nimi zajmiemy.

Ja: Jestem w gęstości adi. Teraz się dłużej leci na ten poziom.

MŁ (monada Łucji): I jak mnie widzisz?

Ja: Bardziej żeńska, ale jasna, duża. Straciłaś pierwotną monadę, ale teraz jesteś większa i mądrzejsza.

[Monada Łucji dwa lata temu przeszła Przebudowę Subtelną, dlatego stworzyła Superaspekt w Źródle. Niestety w dniu opisanym w moich dwóch opracowaniach:

Duchowe mechanizmy omijania, czyli ucieczka przed swoim cieniem, duszą i monadą. Od roli dziecka do partnerstwa

Jak Robert uratował siebie. Upadek jego ciemnej monady i pomoc jednej z najstarszych istot Uniwersum – Marii Magdaleny

oraz w ostatnim dziale „Upadek bogów” opisałem bardzo szczegółowo zachowanie ponad tryliona ciemnych istot i to, do czego ono doprowadziło. Monada Łucji była bardzo zależna od antymaterii Beliala i samego Beliala, ponieważ traktowała go jako swojego „Boga stworzyciela”. Ostatecznie – przez działanie wolnej woli i lojalności – wybrała stare, które doprowadziło ją do upadku. Na całe szczęście udało się stworzyć nową jaźń monadyczną – co wcale nie jest takie proste nawet dla monado-Przedwiecznych czy samych Przedwiecznych istot, ale dzięki temu, co zrobiła wcześniej sama Łucja, dusza i Superaspekt w Źródle – mówię tutaj o pracy nad sobą – powstała właśnie taka ładna, piękna i też zindywidualizowana monada. Było to całkowite wyjście z mroku i pomroczności, bo chyba nie ma lepszego wyrażenia na określenie ciemnej zależności płynącej od początku zaistnienia monady.]

O co chodzi z duszą, bo nie podoba mi się jej zachowanie. Intuicja od razu zareagowała: uważaj, pułapka. A tu się okazało, że było ich kilka.

MŁ: Dusza przeżywała dalszy biało-ciemny podział. Walczyły w niej męskie z żeńskim, stare z nowym, białe z ciemnym. Ona dobrze chce, ale nie rozumie wzorców.

Ja: Była taka „wersja duszy” bardzo mądra i inteligentna.

MŁ: Nadal jest, ale ona ma poczucie zawiedzenia, bo jest sama.

Ja: Bo straciła ciemnych kumpli w tym ataku z 06.06.2026, czyli 666, trylion istot?

MŁ: Tak.

Ja: I wpuszcza ingerentów, techniki, technologie, żebym oberwał?

MŁ: Tak.

Ja: A co ja jestem winny temu, co ONI zrobili? Czytałeś opracowanie o Robercie?

MŁ: My to mamy w szerszym spektrum, ale tak. Dusza także czytała.

Ja: Kaiōshin podlatywali do ciągle gromadzących się ciemnych dusz i monad – prawie wszystkie MSA prosiły. Oni widzieli Przedwieczne, Opiekunów Uniwersów, MSA, Celestiale, Zegarmistrzów. Samo porównanie siły – nawet jeśli był to trylion to oni stanowili jednostkę na 100 milionów neutralnych, jasnych lub białych istot w samym Uniwersum. Ja mówię o istotach poza nim. Dostali wolną wolę, wszyscy, wszystko mogli.

MŁ: Nie wszystko.

Ja: Mówisz o destrukcji i zniszczeniu wszystkiego, robienia warzyw z cywilizacji? Budowania tronów? Jaki ogrodnik pozwala na chwasty w swoim ogrodzie? Zawołaj duszę na swój poziom – całą ją podciągnij.

MŁ: OK [trochę się boi]

Ja: Teraz rozciągnij ją w gęstości aż na poziom Źródła.

MŁ: Ja to samo zrobię. [ekscytacja]

Ja: Ja też przybiorę swoją formę prawdziwą. Powiedzcie mi obie, co widzicie na tym poziomie?

MŁ: Widzę iskierki w Źródle, które schodzą do Uniwersów, potężne istoty – wielkie, miłość wszechprzenikającą, aż nie chcę z tego miejsca wyjść. [wzruszenie ogromne]

Ja: A ty, duszo?

DA: Jestem wściekła, nie wiem, jak to wyczułeś we mnie, bo nie pokazywałam emocji.

Ja: Często mnie zaskakuje, że tak wysoko siebie cenicie, a innych tak nisko. Nie moja sprawa. Co czujesz na poziomie Źródła?

DA: Szukam swoich braci, ciemnych, ale nie widzę. Nie ma nic, tylko miłość. Wielu rzeczy nie pojmuje, za wysoki poziom dla mnie.

Ja: Popatrz na mnie.

MŁ: Jesteś jak struna, która im wyżej, tym bardziej rezonuje i to idzie nieskończenie wysoko i na boki.

Ja: Teraz zawołam nowe istoty Absolutu. Źródło jest ciałem Absolutu i wszyscy pochodzimy z Absolutu? Rozumiecie?

MŁ: No tak, to jest oczywiste.

DA: Tak, nawet ja to wiem i czuję.

Ja: Absolut tworzy iskierki, Uniwersa, ale teraz powstały nowe istoty. Nadaliśmy im nazwę Supra Intra Omnia (SIO) – to, co jest ponad wszystkim i jednocześnie wewnątrz wszystkiego.

MŁ: Widzę – ogromne i jednocześnie małe. Duże i jednocześnie subtelne.

Ja: One są tym, co potrzebujesz, żeby były. Duszo?

DA: Boję się ich.

Ja: Miałem taką samą reakcję jak ty, duszo.

DA: O.

Ja: Teraz przejdą one przez wasze ciała aż na poziom fizyczny, bo właśnie to potrafią, bo są jak super komórki, które leczą organizm od środka. Czyli Absolut stworzył dla Uniwersów takie „istotki” bez monad, dusz, ale z konkretnym celem.

MŁ: Nie chcę. Boję się!

DA: Też nie. Nie chcę, żeby cokolwiek we mnie wnikało!

Ja: Rozumiem. Ja też nie chciałem, ale przecież żyjemy w ciele Absolutu, jaka jest różnica?

MŁ: Rozumiem chyba. Nie ma żadnej.

DA: Nie, bo to odkryje to, co planowałam i czemu ulegałam, i jak chciałam wyrzucić złość.

Ja: Duszo. Jestem miły, ale wywałkę kierować we mnie to najgorszy możliwy sposób. Nie odpowiadam za poczynienia tryliona ciemnych, bo każda istota ma wolną wolę, nawet jeśli doprowadza do czegoś takiego.

Nigdy także nie powtórzy się już taka historia o takiej skali, z tak wielką ilością kasacji monad i dusz i dewolucji. Przykro mi, ale ja również straciłem bliskich, o wielu zawalczyłem, ale przecież nie mam takiej mocy, żeby wszystkich ochronić przed swoją nienawiścią i zniszczeniem. Przepraszam.

DA: [dusza spuściła głowę, głupio jej]

MŁ: Przyjmujemy to. Chyba rozumiem.

Ja: Wyjaśnij?

MŁ: Wszystko co się działo, było jak fala z poziomu Źródła, Przedwiecznych i Wielkiej Przedwiecznej (The Grand Priest) i samego Absolutu. ONA nie skupiła się tylko na tym Uniwersum, gdzie my żyjemy – ale na wszystkich. Ty byłeś tylko posłannikiem, nie egzekutorem, a my ciebie tak postrzegałyśmy.

Ja: Mówiłem, informowałem, pracowałem, tłumaczyłem, pomagałem – ostatni rok szczególnie. Zmieniły się zasady istnienia dla wszystkich! Większość nie chciała mnie słuchać, co szczególnie widać w „Upadek bogów”, czyli ostatniej części trylogii.

MŁ: To my przepraszamy.

DA: Odpuszczam. Niech SIO wnika.

MP: Puszczamy w wasze ciała.

Łucja: To dusza blokowała moje czucie jej emocji!

Nikodem: Ona jest pełna nienawiści, furii, żalu, złości. Wszystko jest w niej.

Łucja: Dziękuję Ci, Nikodemie. [Poczucie ulgi się pojawiło, ponieważ potwierdziłem Łucji to, co ona sama czuła w sobie.]

Nikodem:

Ja: Co czujecie?

MŁ: Dobrze, coś się rozpuszcza we mnie, jakby zgrubienia i podświadome połączenia z ciemnymi. Ciała rosną. Dzieje się to szybko, trochę jak motylki w brzuchu.

Ja: Ty duszo?

DA: Teraz dopiero czuję. Smutki, coś wewnątrz, podświadomego.

Ja: Wiemy jak Supra Intra Omnia działa dla Uniwersów, Wszechświatów, planet, ale teraz obserwujemy, jak one sobie radzą z monadami i duszami.

[Musimy pamiętać, że nasz Absolut jest „dosyć młody”, dlatego cały Superklaster, w którym istnieją miliony Uniwersów – rośnie, a my wraz z nim. To piękna historia, która przedstawię w nowej książce.]

DA: Nie mam strachu.

MP: Jak to widzisz?

Ja: Monada jaśniejsza, atomy/kwanty czy z czegokolwiek tam jest zbudowana mają silniejsze spojenie, przepływa energia, nie ma zgrubień.

MP: A dusza?

Ja: Dusza trochę z tym walczy wewnętrznie, boi się utracić kontrolę, ale dobrze. Trudniej u dusz, też SIO widzi, że nie ma ciała przyczynowego, bo one łączą od najniższego ciała do najwyższego. Nie będą robić, bo nie ma integralności i spójności. Ciekawe.

MP: Zgadza się.

Ja: Duszo?

DA: Dobrze mi – płaczę.

Ja: Jeden błysk i ciebie nie ma. Czemu tak bardzo atakowałaś mnie?

DA: Emocje, samotność, nic nie ma sensu.

Ja: To jest lojalność. Lojalność rozumiana jako miłość. Lojalność, która odcina rozum, bo sama przeżyłaś stratę swojej monady – byłaś w rozpaczy, ale też sama powiedziałaś: „Głupia monada, czy ona nie widzi, gdzie to zaprowadzi?”

Należy wyjść poza lojalność duchową, przedwieczną, rodową, społeczną, państwową, bo to nie jest miłość, tylko spojenie arymaniczne. Mówisz: „Oni tak zdecydowali, ale ja mogę wybrać to, co czuję w sobie. Mogę wybrać inaczej i podążać swoją drogą?”. Czy rozumiesz? Masz monadę, bo ją odzyskałaś. Masz tyle możliwości w Uniwersum, które w ostatnich latach wzrosło wielokrotnie w masie. Ciemni upadli, ale na to miejsce pojawiło się tryliony nowych iskierek, które zeszły ze Źródła. Tyle możliwości. Wypłacz to i przejdź żałobę. Pochowaj tych, których chcesz pochować i pamiętaj o nich, ale też o sobie.

DA: [ryczy]

Ja: Chodź teraz duszo, bo zrobiłeś samopoświęcenie, kiedy oddałaś swoje ciało przyczynowe i wcielenie w imię wendety. Pozwól na przebudowę siebie.

DA: Tak.

Ja: My teraz podciągamy wszystkie rozbite cząstki twojego ciała, ze wszystkich miejsc, gdzie mogą być.

Jak to odczuwacie?

MŁ: Więcej miłości, zrozumienia, bo ból i cierpienie odcina. Zemsta i nienawiść prowadzi do zniszczenia, a przecież jest tyle możliwości.

[Dusza tutaj lata w formie takich kulek, obłoków i monada przebudowuje jej rdzeń, środek, strukturę. Pomagają jej MP (monado-Przedwieczne).]

Ja: Dużo wychodzi, czyli ciało przyczynowe, ale również atmaniczne (nazywane ciałem bolesnym wyższym) dużo trzymało w sobie emocji. To nie pozwalało jej żyć. Uwalniamy.

MŁ: Wystarczy. Dziękujemy.

Ja: Tam była poważna pułapka, jak dusza powiedziała „cofniemy się w czasie”?

MP: Wyczułeś, bo po Asmodeuszu pracujesz uważniej.

Ja: Będą dwie dusze?

MP: Tak. Męska i żeńska.

Ja: Faktycznie nienawiść prowadzi do zniszczenia siebie. Nie chcę wiedzieć, jak długo dusza pozwalałaby – dosłownie – niszczyć swoje wcielenie. W imię czego? Dusze czasem są tak mądre, szybkie, a niekiedy właśnie zatopione w emocjach i destrukcji. Przeżyłem podobne emocje, a zareagowałem inaczej.

MP: Ty jesteś wcieleniem – teraz, ale ona duszą i miała stały kontakt z nimi, pamięć tego, co łączy. Jej skala jest dużo większa, ale mniejsza od tego, co przeżyły monady. Emocje rosną proporcjonalnie do gęstości, na jakiej występują.

Ja: Silne dusze.

MP: Schodzą.

Ja: Jak monado odczuwasz swoje dusze?

MŁ: [płacze z radości]

Ja: Dusze?

D1: Jestem.

Ja: Chwila, zejdę na wasz poziom. Duża, silna i faktycznie męska. Trochę anioła przypomina. A druga?

D2: Cześć.

Ja: Tutaj mamy poprzednią, tutaj jest pamięć. Taka subtelna, ruchoma, nie ma formy.

MŁ: Nie ma. Tutaj akurat lotna.

Ja: Ale gęsta w środku – jak obłok.

Schodzimy na poziom przyczynowy dusze. Budujecie.

D1: Prosto.

D2: Również.

Łucja: Uratowałeś mnie. Dziękuję.

Nikodem: Technicznie to ty uratowałaś siebie, bo dusza puściła żałobę i strach.

Łucja: Bez twojej pomocy, wiem, co by się działo. Byłoby to gnicie od środka. Dookoła wszystko pięknie, ale w środku i później.

Po sytuacji z utratą monady, dusze odczuwałam jako nie swoją, tak to określiłam. Może właśnie dlatego, że gdzieś nieświadomie czułam jej ogrom emocji bez możliwości „ujścia”. Dusza musiała tyle trzymać w sobie. Wiem, teraz to tylko filozofowanie.

Nikodem: Boicie się ciała przyczynowego?

D1: Nie.

D2: Trochę.

Ja: Teraz jedna dusza pomaga drugiej. Wchodzicie w traumę po rozszczepieniu tego ciała.

D1: Już. Rozumiem.

D2: Gotowe.

Ja: Dzięki temu ciału lepiej będziecie odczuwały swoje wcielenia. [Te dwie dusze kojarzą mi się z wiosną]

Teraz ingerencje na dole. Skupiacie się na nich i przestają istnieć, bo taka jest wasza decyzja.

D1: [szybka jest]

D2: Moja wina!

Ja: To pokazuje, jak ważna jest relacja między duszą a wcieleniem. Potraktowałaś wcielenie instrumentalnie, a wcielenie z częścią subtelną nie zrobiły sprzeciwu.

D2: Mam swoje sposoby do ich przekonywania.

Ja: Teraz istoty, które to zrobiły.

D1: No nie ma ich. [Pojawi się opracowanie o reptilianach]

Ja: Wiesz o tym?

D1: Tak. My szybko widzimy i też jest różnica w czasie między nami.

Ja: Teraz ciało astralne/część subtelna. Wystarczy na wasz poziom atmaniczny.

D2: OK.

Ja: Teraz robicie to tak, jak monada was. Wskaże wam na szybko cząstki, które teraz należy wycofać, bo są obce oraz podświadome.

D1: Jak to zrobiłeś. O?! [zaskoczona szybkością]

D2: Teraz monada nam pomaga w tej przebudowie.

Ja: Zbadajcie też pola dookoła ciała fizycznego. Każda faza.

D1: OK.

D2: Jasne.

[po paru minutach]

Ja: I co, duże załamania?

D1: Tak, pola, portale, takie fazy ukryte.

Ja: Cofacie w ten sam sposób, jaki wam pokazałem. Teraz zresztą przy rekonfiguracji gęstości jest łatwiej.

D1: Tego ja nie wiem. [Nowa dusza – nowa jaźń]

D2: Tak, łatwiej i szybciej energia napływa.

Łucja: Dusze pokazują mi się jak takie dwie ważki, może skrzydlate elfy latające wokół ciebie. Ale Ty jesteś wielki!!! Omg, tzn. w porównaniu do dusz! Szok. I mam wrażenie, że D2 jest cięższa niż D1.

Nikodem: Ja mam inną budowę subtelną. Jestem jednym z MP. Jedna wiązka, która może rozdzielać się na miliony.

Łucja: Widziałam to jak: dwie ważki i słoń. Takie porównanie wielkości.

Nikodem: Twoje dusze są duże i gęste. Teraz jak mają ciała przyczynowe, to ich struktura się ustabilizuje.

[po paru minutach]

Teraz uwalnialiśmy to, co w ciało astralne i eteryczne włożyła dusza. Co to było? Jej emocje, z którymi sobie nie radziła. Tłumaczyłem duszom, żeby nigdy więcej tego nie robiły, ponieważ emocje i uczucia duszy są pięć, dziesięć, nawet dwadzieścia razy silniejsze niż to, do czego przyzwyczajone jest ciało – nawet astralne. Poziom atmaniczny duszy jest wiele razy pełniejszy o gamę emocji i uczuć nieznanych człowiekowi. Dlatego czułaś palenie w brzuchu, ciało było zalane. Ingerencja była drugorzędna.

D1: No tak.

D2: Przepraszam. Za dużo, a monada nie chciała pomóc.

Ja: Masz się uczyć. Na tym polega zbieranie doświadczenia.

Wyciągnięte z brzucha i ciała wszystko?

D1: Sprawdź.

Ja: Chwila.

Pod nogami, coś pod ziemią, pod mieszkaniem. W podstawie, czyli zrobimy tak. Ja wam pomogę od dołu to wypchać, wy wibracją podciągacie.

[Współpraca z zaangażowaną duszą/duszami jest zawsze ciekawa]

D1: Gotowe.

D2: Już.

Łucja: Było grubo fizycznie, bo jak zaczęłam krwawić, to naprawdę się wystraszyłam.

Nikodem:

Tak pracują ciała subtelne. I. Ciało fizyczne drga, nie ma jednolitego kształtu, pozostałe ciała otwarte, bo tego chcemy. Emocje zniszczyły ciało, ale to były zbyt silne, przytłaczające emocje duszy.

Wpuszczamy SIO.

MP: Idzie.

Ja: Dusze badajcie to uważnie i patrzcie.

MP: SIO rozciągnęło materie. Jest z nami, ale u was. Łaskocze atomy.

Ja: Jak mam to zobaczyć czy odczuć.

Chyba mam. Po prostu czerwona pulsacja.

Gardło.

Nerki.

Głowa.

Żołądek zniszczony bardzo, przepalony, bo to emocje „nie z tego świata”.

Zawiść, nienawiść, smutek – SIO usuwa lepiej niż wola czy skupienie.

MP: Tu pomagają dusze. Daje im instrukcje.

Ja: Pochodź i powiedz, jak się czujesz, co czujesz teraz?

Łucja: Stopy mam jeszcze zimne, a to idzie od nerek, gorąco jeszcze w przełyku, brzuch, delikatny nacisk na podstawę, ale oprócz tego chyba lżej. Jakiś ucisk w lewej stronie obojczyka, ramię. Jakby sobie robiło miejsce.

Jestem bez emocji. Już nawet nie obojętna, ale pusta. Ani nie zimna, ani gorąca…

Nikodem: Bez emocji to nie znaczy, że pusta. Co to za przekonanie.

Łucja: Gdzieś z tyłu jest płacz, ale nie może wyjść. Może trochę jestem przytłumiona w głowie.

Tak to odczuwam, może to też jakiś mechanizm. Nie czuję nic negatywnego. Może to spokój jest?

W głowie jest ciszej.

Nikodem: Widzisz, jak zaburzona była percepcja. Spokój i ciszę traktujesz jak…

Łucja: Nie ma takiego nawału informacji. Tak, bo nie znam tego. To nowe, dopiero dociera. Powoli. Uczę się, bo nie wiem czy to zobojętnianie czy spokój.

Nikodem: Najważniejsze: to jest bezpieczne dla mnie.

Łucja: Teraz dopiero dochodzi. Chyba szok dla mózgu i ciała. Dopiero to poznaję. Autentycznie to szok i teraz dopiero z niego wychodzę i poznaję ten stan. Bardzo przyjemny.

[Czuć, że Łucja wszystko procesuje: teraz przez intelekt, uczucia i ciszę oraz ciało. Bardzo dobrze. Każde jej wyrażenie było pisane w sporym odstępie czasowym i od nowej linijki.]

Nikodem: Dla mnie wszystko w ciele jest zaburzone. Wyjaśnię jeszcze raz zachowanie duszy „zrzucającej emocje w osobowość”. To tak – jakby rzucić Tirem w mrówkę. Jak ciało ma to zmetabolizować? Nie ma zasobów na to. Rozszerzamy atomy ciała fizycznego.

[Tutaj ciągle badałem proces leczenia i przywracania ładu.]

MP: Śmiało. Dobrze wyczułeś.

Ja: Lepiej organy widać. Teraz Omnia.

Trzustka w złym stanie.

Żołądek.

Splot czysty i lekki.

Podstawa teraz. Tutaj magnesy ściągające emocje, żeby właśnie „nie być pustym”.

Dusze cofajcie to przekonanie.

D1: OK.

Ja: Teraz układ nerwowy.

MP: Przefazuj i zobacz.

Ja: Co? Żarty sobie robisz?

MP: W fazie wsadzone i w trakcie snu obraca się do właściwej gęstości i atakuje.

Ja: A, bo była ingerencja na ciele mentalnym (kreski w odczycie, takie AI/SI).

MP: Zgadza się.

Ja: To skanuję każdą fazę i naprawiam.

Teraz części subtelnej trzeba dać pewne informacje.

D1: Mamy już to.

Ja: Super. Byłem skupiony na ciele.

D2: Dziękujemy za uleczenie ciała.

Ja: Niech zejdzie część subtelna już, bo tutaj trzeba ją „osadzić” w nowy sposób.

D1: Wiemy. Wiemy.

Nikodem: Jeszcze o czymś myślimy, prawda.

MP: Tak. Ty myślisz. My czekamy aż zrozumiesz.

Ja: Lewa strona nie jest zbalansowana z prawą. Męskie walczy z żeńskim. Yin walczy z Yang. To są już wzorce podświadome, które programują ciało.

MP: Ale..

Ja: Tutaj jest walka wewnętrzna: ciało, psyche – wszystko walczy przeciwko sobie. Co mi o tym powiesz?

Łucja: Sama nie wiem.

Nikodem: Było przyjmowanie ojca i matki?

Łucja: Było.

Nikodem: To, co jeszcze to powoduje? Pomyśl.

Łucja: Te moje skrajne zachowania. Góra dół, a i z. To chyba trzeba w tą stronę.

Nikodem: Co ci to daje?

Łucja: Właśnie nie wiem. Jakbym nie umiała być w stabilności, spokoju, ciszy.

Nikodem: Teraz jesteś i jak się z tym czujesz?

Łucja: To jest przyjemne, nie znam tego, ale to jest przyjemne. Bardzo. Nie ma ciągłego monologu.

Nikodem: Dotknij ciała teraz, jak jest po takim uzdrowieniu i zapytaj się go: „Jak się czujesz z tym teraz?”.

Łucja: A ciało ma dużo pracy przed sobą, ale w tym spokoju będzie mu łatwiej, bo nie będzie utraty energii. O, boję się, że to cisza przed burzą, ten spokój jest nienaturalny. Boję się, że coś się stanie. Nie ufam temu spokojowi. Dlatego, że nigdy go nie czułam. A jak był, to zaraz coś się działo.

Nikodem: No właśnie, jak DDA, jak DDTR.

Łucja: Tak. Niestety. To ten spokój jest piękny.

Nikodem: Dlatego przyciągałaś emocje (magnezy na podstawie), przyjęłaś emocje duszy, bo wtedy chaos, mętlik wszystko zagłuszał. Dlatego tyle ważysz, bo wtedy nie czujesz ciosu?

Łucja: Teraz płaczę.

Ta cisza w głowie jest cudowna. Czytałam Twój artykuł o energii i kreacji. Ja nie kreuję, to u mnie tyle energii się spala na myśli, emocje, martwienie się. To co mogłoby pójść na kreowanie życia idzie na podtrzymywanie starych mechanizmów.

Nikodem: Połóż dłoń. Jedna na głowę, druga na serce.

Powiedz teraz: „Drogie ciało, jestem w swoim domu, daleko od domu rodzinnego. Tutaj ja jestem matką i ojcem, dzieckiem i dorosłym. Ten dom i moje życie jest jak lunapark. Sama wybieram atrakcje. Dom posiada mur, gruby, bezpieczny, drzwi są zamknięte na klucz i nikt tutaj nie wchodzi. Jestem w swoim domu bezpieczna i robię to, co chcę. Dziękuję swojemu ciału i temu domowi za to, że czuję się tutaj bezpieczna i jest spokój. Akceptuję go i przyjmuję”.

Teraz, co czujesz?

Łucja: Przy drzwiach poczułam brak pewności i dołożyłam kłódki. Nie poczułam nic więcej oprócz tej niepewności przy drzwiach.

[Wypowiedziane z takim zadowoleniem, jakby chochlik był w ciele.]

Nikodem: To wyjdź w tym obrazie na dwór i idź do parku. Usiądź tam na ławce. Jak już usiądziesz to popatrz w słońce. Niech nogi dotykają trawy.

Po prostu tam siedź. Bądź w tym miejscu, w tu i teraz, bo nie ma nic innego.

Teraz, co czujesz w ciele?

Łucja: Wystawiłam się do tego słońca, potem płakałam i się obejmowałam. Poczułam jaką traumę przeżyło ciało. Czułam pragnienie słońca, ciepła.

Nikodem: Czyli zobacz jaką masz moc sprawczą. Cokolwiek się dzieje dla twojego ciała dzieje się to poza tobą, bo dom jest bezpieczny i ma gruby mur.

Druga rzecz, to kiedy wychodzisz na dwór masz dom w sobie, ale też słońce i ciepło.

Po trzecie, jest cisza, która po prostu jest.

Łucja: Może coś więcej powiedzieć, tak żebym to lepiej zrozumiała, żeby to do mnie dotarło.

[Nie odpowiadam na to, ponieważ nie mówiłem do Łucji, ale do jej ciała i podświadomości, subtelnie. Intelektualne zrozumienie w tym przypadku nie stanowi fundamentu do niczego tylko tworzy kolejną ramę.]

Nikodem: Teraz ostatnie ćwiczenie. Zamknij oczy i powoli obracaj się do tyłu. Bardzo powoli. Ale kiedy się obracasz, bądź światłem, które wszystko rozpromienia.

Co odczuwasz i widzisz?

Łucja: Trudne ćwiczenie, wyciągnęłam rękę i ręka kremowała światło. Ale nie widziałam zbyt wiele, bo skupiałam się właśnie na tym.

Teraz zrobiłam to trochę inaczej i pojawił się uśmiech na mojej twarzy. Kolory się wokół mnie pojawiły i zobaczyłam „nowe życie” i ruch.

[Warto się zastanowić dlaczego takie ćwiczenie dla Łucji mogło być trudne]

Nikodem: Czyli twój tył jest bezpieczny?

Łucja: Wszystko wokół. Nie bałam się niczego, nie było żadnego zagrożenia.

Nikodem: Dokładnie, bo tym jesteś i tym emanujesz zawsze.

[po chwili]

Ciało widzę to sobie bada i sprawdza, ale nie ma walki z tym, co teraz czuje. Brawo, wiele różnych elementów się ułożyło.

Proponowałbym taką książkę Eckhart Tolle – Potęga Teraźniejszości. Może czytałaś, jak tak, to jeszcze raz. Nauczyć się być w tu i teraz.

Łucja: Kiedyś, dawno. Tak, dobrze dziękuję.

Nikodem: Dusza już odrobiła swoją lekcję i rozumie. Teraz czas na ciebie.
Teraz sprawdzę zwierzę.

Oj ile emocji to zwierzę wzięło od właściciela. Ludzie święci, a to rozszczepiło mu ciała.

MP: Chciał pomóc.

Ja: Mental zrobiony.

Astral też, ale dłużej to zajmuje.

Eter zrobiony, ale tutaj inaczej.

MP: Teraz zobacz, że Omnia obraca energie i odbudowuje atomy.

Ja: Tak, czakry, od środka kwanty. Dużo pracy, trochę jak świadoma nanocząstka.

MP: Jak super komórka.

Łucja: Możesz mu powiedzieć, żeby nie pomagał! Bardzo proszę.

Nikodem: Nie ma znaczenia, że ja mu to powiem, ponieważ energie, które ściągałaś z otoczenia (podstawa, magnes) i które włożyła dusza w ciebie – tym wszystkim emanowałaś dookoła siebie, tak na kilka metrów. To było jak palący ogień.

[po paru minutach]

Lepiej, oddycha swobodnie. Dotykam jego ciała. Badam organy.
Głowa w szoku i zamroczenia, czyli w trybie przetrwania był.
Serce uspokojone.
Wątroba ma złość.
Nerki.
Żołądek.
Chłodzę go.

[po paru minutach]

Zrobione.

Łucja: Złość było widać w nim. Dziękuję. Serdecznie.

Po słowie

Ciało Łucji prowadziło – przez własne wzorce podświadome i biologiczne – walkę z samą sobą, ale na tym się nie skończyło, bo przecież emocje zsyłane przez jej duszę w poszczególne ciała, wystawienie na ingerencje (obcy wpływ) – dosłownie ją bombardowały i niszczyły od środka. Było tego tak dużo, że ciało nie potrafiło zmetabolizować.

Niestety problem leżał w zachowaniu duszy – nawet jeśli stan, który przeżywała był silny, przenoszenie go na poziom niżej – łamało wszelkie prawa duchowe, bo zawsze patrzymy na poziom występowania danego: uczucia, wzorca, myśli czy emocji. Gdyby monada „spuściła” choć gram swojego uczucia czy problemu – ten mógłby dosłownie rozerwać duszę w każdym wieku. Dlatego wyzwanie rozwiązujemy na danym poziomie, w którym występuje.

Do pułapek ze strony monad, dusz czy nawet części subtelnych jestem przyzwyczajony, bo najłatwiejszym i też najbardziej dziecinnym mechanizmem jest mechanizm projekcji oraz uderzenia w pierwszy lepszy cel. Trudniej jest spojrzeć w siebie.

Dlatego – pomijając aspekt pracy z duszą i jej postawami – tak wiele godzin zajęła nam praca nad ciałem, psychiką i energiami Łucji. Dopiero teraz można powiedzieć – praca skończona – bo nastąpiło unormowanie i ułożenie każdego małego elementu w jej ciele i ciałach subtelnych. Gratuluję.

Podobne artykuły

Focus Mode