Home Sesje i uwolnieniaTamara. Opowieść zamiast obecności – jak rodowe wzorce uczą kobiety chronić się przed bliskością

Tamara. Opowieść zamiast obecności – jak rodowe wzorce uczą kobiety chronić się przed bliskością

by nikom@tutamail.com

Po dwóch tygodniach od wykonania tej pracy dostałem wiadomość od partnera Tamary. Załączam na końcu. Miłej lektury.

Początek

Tamara: Temat dotyczy otwartości w związku, chociaż tematów jeszcze bym znalazła trochę.

Nikodem: A co oznacza otwartość w związku?

Tamara: Kurczę, partner czasem mówi, że ja nie okazuję uczuć i trochę tak jest, że potrzebuję bliskości, ale nie umiem o nią prosić. Przez ilość obowiązków czasem działam bardzo zadaniowo – robię wszystko przez cały dzień i wieczorem zdaję sobie sprawę, że nawet nie miałam czasu się choć na sekundę przytulić.

Czasem nawet nie mam siły na myślenie o sobie i swoich potrzebach, jakby to spadało na tak szary dalszy plan, że wszystko jest ważniejsze – nawet jakieś pranie, sprzątanie, zakupy.

Nikodem: Rozumiem, przy dzieciach tak jest. A kiedy nie było dzieci, też był brak otwartości?

Tamara: Mniej, ale też tak było.

Nikodem: Tu takie pytanie się nasuwa, bo pewnie macie różne skojarzenia z bliskością i ciepłem. Pytanie brzmi: „Czy bliskość nie zabiła związku twoich rodziców lub związku którejś z babć?”.

[Uderzam tym pytaniem, bo szukamy lojalności i wzorców pierwotnych w rodzie.]

Tamara: Partner mówi, że gdyby naprawdę mi zależało na relacji, to bym o nią dbała w pierwszej kolejności, a nie że ogarniam dom, dzieci i wszystko dookoła i zapominam o sobie i naszym związku.

Dobre pytanie. U moich rodziców było tak, że „ponoć” u nich w związku było dobrze, dopóki moja mama nie zaszła w ciążę z moją starszą siostrą i nie przeprowadziła się do niego do domu.

Nikodem: Drugie pytanie: „Czy gdy dam jemu to, co ON ma skojarzone z bliskością, czy to czegoś mnie samej nie zabierze?”.

[Podczas pracy z drugim człowiekiem musimy być mistrzami pytań, ale nie byle jakich pytań – czasem jedno pytanie jest warte ogromnie wiele, bo rozbiera całą strukturę psycho-wyobrażeniową, która nas blokuje.]

Tamara: U partnera jest trochę tak, że ON najchętniej by chciał/potrzebował mojej uwagi tak na 110% pełnego zainteresowania i zaangażowania. Ja mam tak, że jestem we wszystkim po trochu – w sensie robię jedno i myślę o trzech rzeczach kolejnych, które mam do zrobienia, jakbym nie potrafiła się w czymś zatracić na 100%, trochę tak jakbym nigdy się nie zaangażowała do końca.

Chociaż wiesz, ja nie miałam dobrych wzorców relacji w domu. Z dzieciństwa pamiętam tylko rodziców, którzy albo mają ciche dni, albo się o coś kłócą. Mamę, która się kilkakrotnie próbowała wyprowadzić, i ojca, który po pijaku ją wyzywał i mówił, że ją zabije.

[W tej odpowiedzi widzimy dwa mechanizmy obronne, ale nie skupiamy się na nich. W tym momencie one nas nie interesują, bo Tamara daje sobie tutaj czas na wyszukanie odpowiedzi na moje pytanie – coś w nim uderzyło ją samą.

To pokazuje jej mechanizm, który sama opisała: robi kilka rzeczy jednocześnie. Odpowiada na moje pytanie pozornie, przez snucie historii, i jednocześnie szuka głęboko w sobie odpowiedzi. Jest to ciekawe zachowanie, ale spotykamy je głównie u kobiet. Mężczyźni są monoideowi, jednotematyczni.

Skąd takie zachowanie? Jest to mechanizm ochronny przed przytłoczeniem. Zamiast „zamknąć się” albo odpowiedzieć natychmiast z emocji, Tamara uruchomiła równoległe przetwarzanie:

  • Jedna część opowiada historię (bezpieczna, narracyjna, lewa półkula).
  • Druga część jednocześnie „szuka głęboko w sobie” (prawa półkula plus jej ciało).

To klasyczny mechanizm dysocjacji łagodnej, który rozwija się u osób, które w dzieciństwie musiały jednocześnie: radzić sobie z trudnymi emocjami w domu i „funkcjonować” i wykonywać zadania.

Nie ma tu chaosu, ale wysoko zorganizowana strategia przetrwania. Robi kilka rzeczy naraz, bo kiedyś musiała.]

Tamara: Odnośnie drugiego pytania – trochę boję się, że ta miłość i zaangażowanie mnie zniszczy, ale jednocześnie boję się samotności i porzucenia.

[Kolejna strona medalu. Wewnętrzny konflikt: „Pełne oddanie się relacji to ryzyko zniszczenia (bo tak widziała to u matki i babć). Dlatego Tamara tworzy bufor – nie wchodzi w 100 procentach, zawsze zostawia sobie równoległy tor myślenia/zadań. Bufor daje czas i przestrzeń, żeby nie zostać „pochłoniętą” przez emocję.]

Nikodem: U nas wygląda to tak: Ola interesuje się różnymi rzeczami, ogląda filmy, czyta historie celebrytów, aktorów. Czasem patrzę na to, co robi, i zadaję jej pytanie: „Co nowego się dowiedziałaś?”. Ona zaczyna opowiadać, ja patrzę jej w oczy i przytakuję. Nawet jeśli kompletnie nie wiem, o czym mówi.

Podobny przykład. Sam podchodzę i pytam ją, co nowego w świecie [temat], ale wracam do siebie. Ona wtedy bierze picie, siada i opowiada. Przestaję robić, wyłączam rzeczy dookoła siebie i jej słucham. Słuchanie – aktywne, uważne – jest podstawą wszelkich umiejętności komunikacyjnych. Trzeba być mistrzem słuchania. Ja się tego uczyłem od bardzo młodego wieku. Nie tylko na szkoleniach. I co ludzie mówili? Jakim jestem dobrym rozmówcą, a przecież jedyne, co robiłem, to zadawałem pytanie odnoszące się do drugiej strony i słuchałem.

[Dlaczego tak odpowiedziałem Tamarze? Technika nazywa się „rozmiękczaniem”. Tutaj nie zmuszamy jej ciała do bezpośrednich konfrontacji, ale budujemy historię wokół. Dlatego opowiadam swoją – bo daję w ten sposób potrzebne informacje.]

Ciche dni, kłótnie… Tutaj czuć babkę w tobie, a nie tylko mamę. Jakby babcie i kobiety bały się, że mężczyzna się rozklei, będzie miękki – a przecież ON musi być twardy, żeby radzić sobie w świecie.

Tamara: Trochę się śmieję i płaczę jednocześnie, bo ja jak (chyba jak każda kobieta) zaczynam gadać tak o niczym – o dzieciach, o tym, co zrobiłam, przeczytałam, albo właśnie o takich nic nie znaczących rzeczach – wówczas partner się irytuje i wkurza, że jak chce pogadać o pierdołach, to powinnam wyjść na kawę z koleżanką, a nie zarzucać go takimi informacjami. Skoro mam czas rozmawiać o niczym, to dlaczego nie mam czasu się otworzyć na niego, zbliżyć, porozmawiać o związku o czymś ważnym.

[Bardzo ważna odpowiedź. „Śmieje się i płaczę” to jest właśnie reakcja na moją historię i przybliżenie tego, czego brakuje w ich komunikacji. Trafiłem w sedno. Zachowanie partnera jest całkiem naturalne, ponieważ mężczyźni są nastawieni na rozwiązywanie problemów, pracę, projekty, skupianie się na jednej rzeczy jednocześnie – każdy „small talk” jest dla nich traceniem czasu. Kiedy ten sam mężczyzna nauczy się tego, co pokazuję, co również pokazywałem przez dekady w darmowych opracowaniach w temacie relacji i związków, miłości – szybko to moje zachowanie, jakie przedstawiam, staje się dla nich atutem zjednującym.

Dla mnie to już nie tylko cecha charakteru czy osobowości, ale naturalne działanie. Dla każdego jest to możliwe, ale trzeba przełamać pewne biologiczne uwarunkowania i nawyki.

Uwaga dla mężczyzn: pozwolić kobiecie się „wygadać”, rozpoczynać komunikację od prostych pytań: „Jak minął dzień?”, „Jak się czujesz teraz?”, „Co byś chciała zrobić teraz?”. Przytulić również po takich pytaniach, bo to zdejmuje stres skumulowany w ciele. Kiedy mężczyzna przytula kobietę, musi mieć informacje w sobie: „Jestem tutaj. Jesteś bezpieczna i dziękuję Ci za to, co robisz”. Niech stanie się to odruchem bezwarunkowym.]


Nikodem: Tak. „Small talk” to jest twój rodzaj budowania bliskości, którego ON nie rozumie. Partner musi sobie zdawać sprawę z tego, co ważne dla drugiej strony. Pozwolić się wygadać, inicjować rozmowy w kierunku zainteresowań i nie oceniać. Po prostu słuchać. To jest proste, ale trudne dla biologii ciała.

Macie podwójne niezrozumienie siebie, stąd rana w Tobie i rana w NIM. [Tutaj zaczynam.]

Tamara: Z babciami to nawet nie bardzo o nich wiem. Jedna od taty strony miała przemocowego męża – w sensie znęcał się nad nią fizycznie i chyba była tam też jakaś przemoc seksualna. Dziadek też zdradzał babcię z innymi kobietami. Słyszałam taką plotkę, że miał nawet dziecko z sąsiadką, bo jej syn wyglądał dosłownie jak dziadek. A mama od strony mamy – tam ponoć dziadek nigdy nie podniósł na babcię głosu i się nigdy nie kłócili. Babcia bardzo przeżyła to, jak dziadek zmarł, ale nic więcej o ich relacjach nie wiem.

Nikodem: Czuć u ciebie taką nadbudowę. Czego boisz się w bliskości? [Uderzenie pierwsze]

Tamara: No właśnie, bo ja mam takie wzorce okazywania miłości przez takie ogólne dbanie – o dom, o posiłki, o dzieci. Partner mówi mi, że on mógłby chodzić „głodny”, bo dla niego ważniejsze jest dbanie o relację w inny sposób.

Nikodem: Tak. Ty kierujesz się na rzeczy i projekty. On kieruje się na osoby, ale w pracy rzeczywistej jest odwrotnie. Fajnie to sobie odwracacie.

U ciebie jest strach, duży strach przed przekroczeniem czegoś. [Uderzenie drugie]

Tamara: Kurczę, ja nawet nie wiem, czego się boję. Myślę o tym i mam jakąś taką pustkę. Najbardziej boję się samotności. Ale w bliskości trochę tak, jakbym na nią nie zasługiwała.

Nikodem: Zrobimy ćwiczenie. Wyobraź sobie dom bez dzieci. Wraca partner, w mieszkaniu brudno, brak jedzenia. I powiedz mu: „Usiądź tutaj” – i ON siada. Teraz zapytaj go: „Jak się czujesz? Jak minął Ci dzień? Co byś chciał zrobić?”. [Konfrontacja]

Tamara: ON jakby nie widzi niczego oprócz mnie. Chce mnie przytulić i być ze mną.

Nikodem: To przyjmij to teraz i obserwuj ciało.

Tamara: A ja czuję się tak, jakby mnie to wszystko dookoła przytłaczało, jakbym to ja musiała się o wszystko martwić. Jakbym ze wszystkim była sama. [Mamy to!]

Nikodem: A widzisz, czyli ty tutaj masz żal do niego, że na twoich barkach jest wszystko i on tego nie widzi. Dlatego się nie otwierasz przed nim, żeby on tego nie wyczuł.

Tamara: Trochę tak jak moja mama do mojego taty – niespełnione oczekiwania.

Nikodem: To popatrz mu w oczy i powiedz mu: „Nie muszę się o wszystko martwić, o nic się nie muszę martwić, bo moje martwienie, którego ty nie widzisz, było dotychczas dla mnie miłością, ale ono nie jest miłością – jest martwieniem. Puszczam z brzucha martwienie jako wyrażanie swojej miłości i bliskości”.

Tamara: Bo my z partnerem dzielimy się obowiązkami raczej, ale jak miałabym mieć o coś żal, to raczej (taki nieuświadomiony) o nasze wszystkie problemy finansowe. Chociaż wiem, że jestem za nie tak samo odpowiedzialna jak on.

Popłakałam się. Jakoś mi lżej na brzuchu, chociaż ściska mnie w gardle i sercu.

Nikodem: Dalej: „Nie mogę być dumna z siebie i partnera, bo się martwiłam i byłam zła na siebie i na niego o… Dlatego robiłam swoje i siedziałam cicho”.

Tamara: Nie mogę być dumna z siebie i partnera, bo się martwiłam i byłam zła na siebie i na niego o finanse, o niepowodzenia finansowe, kredyty, długi. Czułam, jakbym za wszystko musiała być odpowiedzialna sama. Dlatego robiłam swoje i siedziałam cicho.

Nikodem: Dalej: „I nie mogę być zła na siebie o to, bo tak reaguje biologia kobiet. Martwią się o gniazdo i przetrwanie stada”. [Zdejmuję ciężar i poczucie winy.]

Tamara: Siedzę i płaczę. Strasznie mnie to rozkleiło. W sensie… jakoś sama na to nie wpadłam…

[’Siedzę i płaczę’ jest zdrową reakcją na prowadzenie i ciało zaczyna uwalniać rodowe oraz osobiste wzorce. Ciekawi nas wyrażenie „rozkleiło”, bo mówi o bardzo sztywnej postawie – trochę nawet „nie kobiecej”. Dodatkowo „sama na to nie wpadłam” wskazuje na osobę inteligentną, która pracuje nad sobą, ale też ogromnie wiele od siebie wymaga.]

Nikodem: Dalej: „To wcale nie oznacza, że kiedy się podświadomie złoszczę na partnera, on lepiej działa, jest bardziej sprawczy, jest silniejszy. Tak mogła myśleć moja babcia lub mama, ale nie ja. On nie jest taki i nie potrzebuje mojego martwienia i złości wobec niego, bo on robi wszystko, co może. Więc ja też mogę coś zrobić nowego w swoim reagowaniu i odczuwaniu.

Złoszczenie się na niego, reagowanie sucho, odpychanie było moim kobiecym sposobem na to, aby on wiedział, że nie jestem z niego zadowolona – i nagroda przychodziła dopiero w momencie, kiedy gniazdo będzie bezpieczne. Puszczam ten program, bo jestem go świadoma. Teraz daję mu to, czego on potrzebuje i chce, w taki sposób, na jaki jest gotowy”
.

Dłoń na brzuch i powiedz: „Cofam teraz te metale, igły, które go raniły, i wrzucam do ognia”.

Dłoń na serce i powiedz: „Cofam teraz ten metal i rozpuszczam go”.

Dłoń poniżej pępka: „Cofam teraz koce, watę, która blokuje mój czakram sakralny, żeby on nie dostał energii, bo jestem na niego wściekła”.

Tamara: [przepisuje] [Tutaj subtelnie obserwuje, co robi Tamara.]

Nikodem: Dalej: „Mamo, nie jestem ci nic dłużna. Nie muszę reagować i blokować swojego partnera oraz być na niego podświadomie zła tak, jak ty byłaś. Ty mówiłaś, że się o niego martwisz i w ten sposób go kochasz i wspierasz, ale to był twój sposób, nie mój. Oddaję ci go. We mnie jest pogoda ducha, energia, która wspiera i wychodzi ze mnie w jego kierunku. Przestaję stosować twoje mechanizmy, bo wybieram swoje. Energia bez oceny i ukrytej krytyki leci z serca, splotu i sakry do mojego partnera”.

Zamknij oczy i wyobraź sobie, jak leci energia do niego – bo to ćwiczenie już znasz.

Tamara: [przepisuje]

Nikodem: I jak energia płynie do niego, co czujesz?

Tamara: Taki spokój i bliskość.

Nikodem: Znowu w wyobraźni. Niech wróci do domu, usiądzie obok i niech twoja energia leci do niego taka, jaka jest właśnie teraz. Obserwuj jego i swoje ciało.

Tamara: Tak jakby ze mnie zeszło martwienie się o wszystko. Czuję, że jest obok i jestem spokojna. [Poszło!]

Nikodem: Bo martwienie to skupianie się na czymś, co jest martwe. A przecież żyje. Martwienie zaniża wszystko dookoła: jego, ciebie, dzieci.

Tamara: Jasne.

Nikodem: To wszystko to taka gra podświadoma. Teraz ją znasz.

Tamara: Niesamowite.

Nikodem: Taka postawa, jaką masz teraz, rodzi możliwości, szanse, dźwiga, otwiera.

Teraz duszę twoją poproszę o uwolnienie tego, co w polu u ciebie, bo biologicznie rozumiesz, podobnie jak twoje ciało.

Ja: Duszo?

DT (dusza Tamary): Zrobię.

Ja: Cofamy atak na ciało mentalne, dziwne zbiory na ciele astralnym i szkielet na ciele eterycznym.

DT: Dobra.

Ja: Tutaj mamy dwa pola – Pole Wasze i Pole Partnera.

[Tutaj rysunek – nie wklejam]

Tamara: No tak, zwłaszcza że ja ostatnio mam takie rozkminy, że nie wiem, co dalej. Tak jakbym w jakimś martwym polu utknęła – w takim sensie, że nie wiem, co bym chciała robić. Z jednej strony chciałabym się zająć dziećmi wieczorami, np. pracować, ale widzę, że tak się nie da, bo często brakuje mi sił. Zwłaszcza że teraz robię kilkutygodniowy kurs i strasznie mnie to stresowało, że się nie wyrabiam z materiałami. Z drugiej strony bardzo doceniam ten czas z nimi i nie chciałabym tracić tych chwil, jak oni są tacy pocieszni i tyle się uczą teraz i rozwijają. I np. pracować – jakoś nie potrafię sobie tego poukładać.

Nikodem: Robię subtelnie teraz, bo trochę jest…

[Po paru minutach – bo tutaj pola rodowe były zmodyfikowane do wytwarzania kłótni.]

Połóż dłoń na sercu i powiedz, że w nie wchodzisz. Co tam czujesz i co się ma wylać?

Tamara: Jest tam strach, samotność, brak akceptacji. A ma się wylać jakiś taki skumulowany żal, taki niewyrażony nigdy.

Nikodem: Tak. Przez kobiety w rodzie. Niech zacznie się wylewać.

[Dlatego wcześniej pracowałem subtelnie – bo pole rodowe zaczęło blokować uwolnienie Tamary. Praca klasyczna bez duchowej i duchowa bez klasycznej nie ma sensu dla mnie.]

Pozwalam się żalowi i samotności wylać przez postawę każdej kobiety w moim rodzie, każdej matki. Wszystko robiłyśmy w ciszy, budowałyśmy dom, opiekowałyśmy się – i żadna z nas nie została doceniona.

Tamara: Wypływa. Jest jak taka smoła, krew i łzy.

Nikodem: Dobrze. I transformujemy to w miłość. Nikt już tego nie musi nosić w ciele, w podstawie, w sercu.

Teraz wasze pola się leczą i jest miejsce na nowe. Podczas ustawień tylko odwróciliby klepsydrę, żadnej transformacji z nową informacją działania. Mimo tego, że podczas tej pracy ją dostałaś i ciało zaakceptowało. Tak działa System Karmy Metatrona. Oszustwo w pojęciach „rozwój”, „równość” i „odrabianie karmy”.

Teraz twoim zadaniem jest po prostu czuć, jak energia z poziomu czakramu sakralnego, brzucha (splotu) i serca leci do niego. Czy czuć w tym: lekkość, swobodę, brak oceny, intencję, że się pomnaża, idzie? Bo to Ty kreujesz i jesteś za wszystko, co się dzieje, odpowiedzialna. Nie tylko ON.

Mężczyzna jest tak skonstruowany, że potrzebuje wierzącej w niego kobiety. Osoby, która z nim nie rywalizuje, nie poniża ani – tak jak było u was – nie wini za wszystko, bo to blokuje.

Tamara: Jasne.

Nikodem: To, co masz w sobie, jest wystarczające. To, jakie to masz, też jest wystarczające. Kwestia wypracowania teraz nowych nawyków.

Bo w tym akcie przepływu energii jest też informacja dla podświadomości i ciała – dla niego i dla ciebie. I jak rozmawiasz z nim, to rozmawiasz tylko z nim i patrzysz w oczy: śmiało, nie jak mała dziewczynka, ale kobieta. I jak patrzysz w oczy czy w okolice czoła, to świadomie puszczasz energię z serca, brzucha i sakry. Nawyk!

ON tobie zbuduje imperium, ale ono musi być w Tobie. Gdyby nie Ola, nie byłoby żadnej z książek, nic.

Tamara: Bardzo Ci dziękuję, Nikodem.

Podsumowanie

Do dalszej pracy dla Tamary, ale dla wszystkich, którzy tak reagują, byłaby postawa: nie opowiadania historii i uwolnienia postawy – rozszczepionej uwagi. Być zaangażowanym w jedną rzecz. Być obecnym całym sobą – w jednym. Jest to przecież bardzo duchowe, prawda?

  1. Moja odpowiedź mogła brzmieć: „Zauważam, że kiedy zadałem to pytanie, zaczęłaś opowiadać historię o rodzicach. To bardzo naturalne. Pozwól sobie na chwilę zatrzymać historię.. i sprawdź, co w tym momencie dzieje się w Twoim ciele”. Jak to wykorzystać dla siebie? Za każdym razem kiedy zauważymy własną reakcje ucieczkową lub zaczynamy owijać w bawełnę, zatrzymujemy się i skupiamy na ciele: „Co czuję w ciele, kiedy pozwalam sobie nie opowiadać historii od razu?”. „Co się dzieje we mnie w tej chwili, kiedy nie muszę od razu dawać odpowiedzi?”.
  2. Wzorzec w linii rodowej: „Oddaję ci ten sposób, mamo/babciu. Ja wybieram swój. Mogę być obecna tu i teraz, bez konieczności ogarniania wszystkiego jednocześnie”.
  3. Lęk przed zniszczeniem przez pełne zaangażowanie. Tamara powiedziała wprost: boi się, że miłość i zaangażowanie ją „zniszczy”. Bezpośrednia konfrontacja z tym lękiem: „Sprawdź w ciele… jeśli w pełni oddam się bliskości i obecności – co najgorszego się może stać?”. Często pojawi się: „zniknę”, „stracę siebie”, „będę bezradna”, „on mnie pochłonie”. Potem transformacja: „A co jeśli obecność i przepływ nie zabierają mnie, tylko wzmacniają?”.
  4. Budowanie zdolności „monoobecności”. Być obecnym w pełni np. mycie naczyń, rozmowa z dzieckiem, patrzenie w oczy partnerowi. Kiedy pojawi się impuls do „myślenia o trzech rzeczach naraz” – zauważamy to i delikatnie wracamy do jednej czynności. Pytanie: „Czy jestem w stanie być tu w 70 procentach? A w 80 procentach?”.
  5. Praktyka. Kiedy partner pyta o coś ważnego, zamiast od razu odpowiadać – można powiedzieć: „Daj mi chwilę… czuję to pytanie w ciele”. Odpowiedź będzie pochodzić z ciała, a nie narracji.

Oczywiście rodzi się pytanie o tożsamość, po takim uwolnieniu, ale mamy odpowiedź: „Ten sposób kiedyś chronił kobiety w moim rodzie. Teraz, kiedy już go nie potrzebuję, mogę go z wdzięcznością odłożyć i wybrać nowy – bycie obecną tu i teraz”. „Kim jestem, kiedy nie muszę już ogarniać wszystkiego naraz i przetwarzać w ukryciu?”.

Pytania zawsze były kluczem w każdej pracy. Bez pytań nie ma rozwoju świadomości ani żadnej prawdziwej pracy.

List od partnera

Ne miałem okazji, ale chciałem Ci podziękować za pracę z partnerką. To jak Tamara się zmieniła, jest niesamowite. Czuję jakbym ją pokochał na nowo i mam to samo odczucie od niej w moim kierunku. To się widzi i to się czuje. Dziękuję Ci. 

Podobne artykuły

Focus Mode