Zadbaj o siebie
Jesteśmy dziećmi i widzimy rodziców (monadę i duszę) jako doskonałych. Taki jest biologiczny mechanizm idealizacji – podtrzymuje on więź niezbędną do naszego wzrostu. Dorastamy i stopień idealizacji się zmienia lub zanika. Nagle dostrzegamy, że rodzice (monada i dusza) nie są doskonali. Krzywdzili nas – czasem umyślnie, czasem bezmyślnie – bo takie mieli nawyki, tak sami zostali wychowani lub taka była ich (i nasza) karma. Kiedy żyjemy już na własnych warunkach, gdy nie ma już więzi symbiotycznych i przepracowaliśmy traumy, przestajemy patrzeć na rodziców przez pryzmat dziecka, krzywdy czy emocji. Pojawia się większa akceptacja, a nawet miłość.
Jak to się ma do dusz i monad oraz świata duchowego, który istnieje „poza naszym ciałem”?
Dla każdego adepta i osoby rozwijającej się znane jest poczucie jedności z tym, co „tu”, i z tym, co „wyżej”, bo w istocie nie ma separacji. Pochodzimy z duszy, dusza z monady. Jednak różne odcięcia — filozoficzne, naukowe, racjonalne, energetyczne i duchowe — utrudniały poczucie tej jedności. A dlaczego miały ją ułatwiać? Jaki zysk miały z tego istoty niewcielone? Dopiero gdy pojawia się rzeczywista świadomość duszy i monady, akceptacja ich wyzwań oraz karmy, upada ponad 90% metod i pośredników. Wiemy z życia, że pośrednik zwykle zarabia najwięcej. Dlaczego więc patrzymy na siebie oczami istoty bezdusznej i chciwej?
Zapamiętajmy na zawsze: jesteśmy osobną jaźnią ze swoją niższą karmą. Dusza to kolejna jaźń – z wyższą karmą i szerszą świadomością. Monada to nasza główna jaźń – z karmą najwyższą, z której pochodzi wszystko, co niższe.
Niestety, przez wychowanie, działanie ciała biologicznego oraz codzienne problemy i wyzwania, często patrzymy na duszę i monadę przez pryzmat idealizującego dziecka. Chcemy wierzyć, że gdzieś wyżej jest lżej, prościej i że jesteśmy tam „lepszą wersją siebie”. Bardzo dużym przekłamaniem było nazywanie duszy przez środowisko New Age „Doskonałym Wyższym Ja”. Opowieści Roberta Monroe i Bruce’a Moena o „Ja-Tam” (I-There) również nie ułatwiały sprawy. Bo czy mówimy o istotach starych, czy raczej młodych, które mają jeszcze bardzo dużo do doświadczenia? To pytanie, na które mało kto sobie odpowiada.
Czytając książki duchowe i kończąc kolejne kursy, warto zadać sobie ważne pytanie: Do kogo tak naprawdę jest dopasowane dane narzędzie – do młodych istot, czy do starych? Co tym „narzędziem” naprawdę mogę przerobić i dokąd dzięki niemu dotrę? Od ponad dwudziestu lat spotykam niemal wyłącznie stare i prastare istoty. Jeśli tak, to niosą one wielką karmę, rozbicie i zależności na każdym poziomie: osobowości (życia), duszy (realizacji) i monady (intencji). Istoty tak stare, że pamiętają pierwsze światy w tym Uniwersum, pierwsze planety, pierwsze starcia białych z ciemnymi, tworzenie wielu ras dla dusz. Czy w tych pierwszych cyklach Uniwersum istnieli Robert Monroe czy znacznie młodszy duchowo Bruce Moen? Odpowiedź już pewnie znasz. Wielu z nich wibrowało jeszcze jako iskierki w czasach, gdy ci, których wielu uważało (i nadal uważa) za „bogów”, dzielili, rządzili i programowali. Dzisiaj zarówno Robert, jak i Bruce mają nadal monady zbiorowe, chociaż znajdują się już przed etapem całkowitej indywidualizacji.
Ale.
Ich duchowość i styl pokazują, że dla każdego jest metoda, miejsce i wzrost. To, za co najbardziej cenię ich pracę, to lekkość i ciekawość. A co odczuwasz, czytając prace Nikodema? Doniosłość, ale też ciężar mądrości okupiony zdobytym doświadczeniem. Dlatego to my stoimy przed konfrontacją ze swoim strachem, odpychaniem, idealizacją i niechęcią – albo z traktowaniem siebie jako kogoś niewystarczającego do pomocy swoim „wyższym jaźniom”. Potrzebujemy wspierać siebie na każdym poziomie, a szczególnie na poziomie duszy i monady. Popatrzmy więc na swoje postawy.
Dorosły mówi:
- moi rodzice byli toksyczni;
- moi rodzice mnie pozostawili;
- moi rodzice byli chorzy na umyśle;
- moi rodzice nie byli gotowi na dziecko;
- moi rodzice zachowywali się jak dzieci;
- moi rodzice rywalizowali ze mną.
Dziecko mówi:
- kocham swoich rodziców bez względu na to, jacy byli. (Idealizacja)
- nie będę wracał do tego, co było w domu rodzinnym – to już za mną. (Wyparcie)
- moi rodzice zrobili wszystko, co mogli w tamtych warunkach. (Usprawiedliwianie / minimalizacja)
- nie pamiętam, żeby było aż tak źle. (Wyparcie pamięciowe)
- to ja byłem trudnym dzieckiem, więc nie można im mieć pretensji. (Obwinianie siebie)
- rodzice zawsze chcieli dla mnie jak najlepiej – po prostu nie potrafili inaczej. (Idealizacja intencji)
- nie chcę o tym mówić, bo po co wracać do przeszłości. (Unikanie konfrontacji)
- wszystko, co się wydarzyło, miało mnie czegoś nauczyć. (Duchowe ominięcie / spiritual bypass)
- nie mam z nimi złych relacji, po prostu jesteśmy różnymi osobami. (Minimalizacja i zaprzeczanie)
- kocham ich i szanuję, bo to moi rodzice – koniec kropka. (Lojalność ponad prawdę)
Widzimy usprawiedliwianie i minimalizacje, obwinianie siebie, duchowe ominięcia, unikanie i lojalność ponad prawdę. Teraz jak wygląda sprawa w temacie duchowym.
Dorosły mówi:
- nic nie jest doskonałe i wszystko wzrasta,
- mylę się, upadam, ale wzrastam, bo wierzę w siebie i swoje możliwości,
- jeśli uległem kiedyś strażnikom, dałem się nabrać, wszedłem na drogę białą lub ciemną – zawsze mogę wyjść przez pracę nad sobą i własną decyzję,
- jestem gotowy pomóc duszy i monadzie, bo zawsze wyjdzie to z korzyścią dla mnie – ja jestem tylko skutkiem, przyczyna leży w nich,
- mogę nie być tak rozwinięty i doskonały, jak myślę, że jestem, ale to mi nie przeszkadza w uczeniu się i poznawaniu siebie,
- mogę czuć się za głupi i za mały na temat pracy z duszą i monadą, ale jeśli jestem skutkiem, a plan leżał w rękach duszy lub monady, nic się nie zmieni – bo nie wiem, co moja dusza i monada już zrozumiały,
- mogę podejść do swojego rozwoju jak do kolejnych klas – szkoły podstawowej, średniej i studiów. Nawet w szkole średniej wielu rozumie już terminy uniwersyteckie. Nie muszę sobie umniejszać, ale moim obowiązkiem jest przekraczać kolejne ograniczenia, brak chęci i zmęczenie.
Dziecko mówi:
- nauczyciel metody X lub guru metody Y powiedział mi, że jestem starą istotą – i ja w to wierzę,
- odczyt kart / channeling / wróżka pokazała, że jestem arcykapłanem / istotą ważną / wybraną,
- wszystko, co się dzieje, jest lekcją duszy – nie muszę tego zmieniać, tylko zaakceptować,
- moja dusza/monada tak zaplanowała, więc nie ma sensu walczyć z tym, co się dzieje,
- guru / metoda / książka mówi, że jestem już wysoko rozwinięty, więc nie muszę zaglądać w cień i karmę,
- nie zgadzam się z tym, co mówi Nikodem / inna metoda, bo mój nauczyciel mówi inaczej – i ja mu wierzę,
- nie chcę patrzeć na swoją karmę i ograniczenia, bo to obniża moją wibrację,
- skoro pochodzę z wysokiej monady/duszy, to nie muszę przepracowywać tego, co „ludzkie” i „niskie”,
- wszystko już wiem, tylko jeszcze nie pamiętam – wystarczy, że będę medytować i czekać na przypomnienie,
- moja dusza jest czysta i doskonała, więc problemy, które mam, pochodzą tylko od ciała i otoczenia.
Widzimy mechanizmy dziecięce w rozwoju duchowym:
- Idealizacja autorytetów (guru, karty, chaneling).
- Duchowe ominięcia (spiritual bypass), bo „wszystko jest lekcją, „dusza tak chciała”.
- Unikanie odpowiedzialności za własną karmę i cień,
- Potrzeba bycia „specjalnym” lub „wysoko rozwiniętym”.
- Lojalność wobec metody/nauczyciela ponad własną prawdę wewnętrzną.
Popatrzmy dalej na temat.
Dlaczego dusze tak często tworzą wcielenia nieodpowiedzialne, dziecinne lub wręcz „głupio-sprytne”?
Wydawałoby się, że celem duszy przy kreowaniu osobowości powinno być wyposażenie jej we wszystko, co najlepsze – w cały dostępny potencjał. W rzeczywistości jednak dzieje się inaczej, szczególnie na planetach, na których realizowana jest intensywna karma. Przypadki, w których dusza przekazuje wcieleniu naprawdę duży potencjał i ładunek energii, są rzadkie wśród starych i prastarych istot. Znacznie częściej spotykamy je u dusz młodych i średnio-dorosłych.
Dlaczego tak się dzieje?
- Starsze dusze wierzą w karmę i jej przepracowanie, młodsze – w zdobywanie doświadczenia. Role są tu odwrócone: jedne kończą cykl, drugie są w jego trakcie lub dopiero zaczynają. Jedne idą do pracy i w ciszy realizują swoje zadania, drugie pną się po drabinie społecznej, a los im sprzyja. Czy to sprawiedliwe? Prawdopodobnie nie – ale to są plany dusz, a nie nasze.
Karma wyższa (dusz) i karma niższa (osobowa) w Systemie Karmy są liczone oddzielnie, jednak mogą się przekształcać. Dwa atomy karmy wyższej duszy mogą stworzyć cztery do ośmiu atomów karmy niższej. Jeśli w danym życiu pracujesz tylko nad karmą niższą – świetnie. Problem w tym, że po pewnym czasie karma wyższa duszy znów zamienia się w niższą i cykl się powtarza. Dlatego od ponad dwudziestu lat niemal przebijam mur tego świata i tej planety. Dlatego też tak ważne jest uważne czytanie moich sesji z różnymi osobami, bo robimy prawie zawsze dwa poziomy jednocześnie, a czasem nawet trzy. Nigdy wcześniej na świecie w ten sposób nie pracował!
2. Drugą przyczyną jest „niechęć duszy” do życia w środowisku, w którym stosuje się różne metody rozwoju i wzrostu świadomości. Na Ziemi mamy tysiące technik, szkół psychologicznych, metod medytacyjnych, transowych i psychoaktywnych. Wielu ludzi dzięki nim wzrasta, poznaje siebie i pracuje nad niższą karmą. Dla duszy, która ma intencje ucieczkowe lub zachowawcze, takie środowisko jest zagrożeniem. Gdy wcielenie zacznie pytać: „Kim właściwie jestem? Co robi moja dusza?”, dusza traci kontrolę i pozycję „nadrzędnej jaźni”. Dotychczas to człowiek wierzył, że jest najważniejszy, a dusza działała z ukrycia. Gdy to się zmienia, dusza czuje się zagrożona – i przestaje być „miła”.
Jakie jest rozwiązanie?
Trzeba przyjąć duszę taką, jaka jest – ze wszystkim, z czym się zmaga, z całą jej karmą, bo ONA i tak jest NASZA.
Z poziomu dziecka, które szuka rodzica lub projektuje go na nauczycieli, autorytety i „doskonałych mistrzów w dziurawych szatach” lub „ekspertów na Jachcie”, przechodzimy na poziom dorosłego, który widzi w duszy nie rodzica ani Doskonałego Wyższego Ja, lecz partnera – kumpla, przyjaciółkę, przyjaciela. To zmienia bardzo dużo. Rośniemy, a dusza wcale nie maleje. Nie oczekujemy już od duszy, bo najpierw my musimy jej dać – na tym etapie zachodzi bowiem nasz proces zjednoczenia i wyrównania. Czy to nie wspaniałe? Pomagam Tobie, bo Ty pomożesz mnie, bo My to Jedno. A dotychczasowa pieśń wśród istot – i to bez względu na ich wiek, co jest badawczo ciekawe – brzmiała tak: „Ty, marny człowieku, przerabiaj moją karmę. Stworzę was więcej, bo wtedy moja wyższa karma zmaterializuje się w waszą niższą. A ja będę sobie w tym czasie palić lufę. Spotkamy się po śmierci”. Innymi słowy – na naszych barkach spoczywa dotarcie do duszy mimo jej oporu i strachu.
Pomyśl o tym w ten sposób:
Wyobraź sobie, że przez lata byłeś bity, dominowany, poniżany i wyśmiewany – w domu, w pracy, wśród bliskich. Jeśli dzięki temu zyskałeś siłę i pokazałeś im, kim naprawdę jesteś – gratuluję. Ale wielu pod tym ciężarem się załamało. Czują się wrakami, chodzą jak zombie, bez wiary w siebie, z najniższym możliwym obrazem siebie. Błagają o pracę, błagają o relacje. Albo – przeciwnie – doszli do pewnego poziomu i sami poniżają, kontrolują i niszczą innych, bo w ten sposób odreagowują nagromadzoną frustrację i gniew.
Przenieś to wszystko na poziom duszy.
Myślisz, że dusza nie ma swojej historii kontaktu z psychopatycznymi istotami, wyniosłymi archaniołami czy ciemnymi bytami? Że nie wchodziła w toksyczne relacje, nie brała udziału w grupach, które ją wykorzystywały? Że nie była odcinana od Rodziny Duchowej i swojej połówki, nie była pozostawiona przez monadę? Opamiętaj się – to jest stała historia niemal wszystkich dusz.
Jeśli połączysz swoje doświadczenia z jej doświadczeniami, zrozumiesz, czy dusza w ogóle coś robi na swoim poziomie. Jeśli nie ma w niej intencji zmiany, to bez względu na to, ile ty zrobisz – nic się nie zmieni.To jest całe przekleństwo rozwoju osobistego i duchowego: możesz mieć wszystko na poziomie fizycznym, a być goły duchowo. Masz dół – nie masz góry. Po śmierci przychodzi wtedy płacz i zgrzytanie zębów, bo cykl się powtarza, aż zrozumiesz, że bez względu na wszystkie odcięcia – Jesteś Jednością. I że czasem to ty jako osobowość musisz dać, włożyć, zainwestować i nieść – duszę, a czasem nawet monadę. Wyrównanie przychodzi zawsze i ma wiele form.
Jeśli tak jest, oznacza to, że one gdzieś głęboko, podświadomie wierzyły w ciebie – nawet jeśli nigdy tego od nich nie poczułeś. Widziały ciebie silnym, mimo ich słabości. Lepiej to zrozumieć teraz, niż później. Bo rozpacz, która przychodzi wraz z tym zrozumieniem i odczuciem, jest tak głęboka, jak ich miłość – mimo wszystkich wzorców, zarówno ich, jak i naszych.
3. Trzeci przykład opisałem w książce Poza Dualnością (dział drugi), gdzie rozmawiałem z ciemną duszą. Pracowałem z wcieleniem, które było „kokietkowo-głupio-sprytne” – samo określenie pochodziło od duszy tej osoby.
Na pytanie, dlaczego jej wcielenie jest takie, dusza odpowiedziała wprost: zyski, korzyści, otaczanie, motanie, przeinaczanie. Taki człowiek wszędzie się dostanie, nikt nie traktuje go poważnie – raczej się nad nim lituje i chce pomóc. A za plecami trwa manipulacja, kradzieże i zero intencji do pracy nad sobą.
Tak wiele dusz tworzy wcielenia – o ograniczonej mobilności i odpowiedzialności, ale niekoniecznie o niskiej inteligencji. Inteligencja jest, rozumowanie też – tylko gra nazywa się „grą szatańską”. Grą z innymi ludźmi.
Na moje pytanie, co dusza ma z takiego wcielenia, odpowiedziała: energie, wpływy, połączenia, wejścia w innych oraz umowy (czyli długi). A co się dzieje z takim wcieleniem po śmierci? Dusza je po prostu rozpuszcza, bo jest dla niej teoretycznie bezwartościowe. Jedyną wartością były lepsze sposoby manipulacji i krętactwa.
- Ostatni przykład to dusza skupiona na zyskach i pozycji. Zbudowała imperia i status – po stronie białej lub ciemnej – wielkie lochy, zbiorniki energii, ale jednocześnie boi się prawdy o sobie. Nikodem pisze o cieniu, ciemności oraz białych i czarnych wzorcach, które wynikają z tej pokręconej dualności. Dusza chciałaby Przebudowy Subtelnej i uwolnienia od zależności, bo czuje, że jest nękana – mimo swojej pozycji i wieku – jednak nie może sobie na to pozwolić. Za dużo w to zainwestowała.
Takie postawy nazywamy przeinwestowaniem oraz uzależnieniem od tego, co zewnętrzne, kosztem tego, co wewnętrzne. Istota często nie rozumie tego mechanizmu i przez długi czas nie będzie chciała zrozumieć. Dlatego szuka dróg na skróty i obejść. Wiele z tych istot jest wysokointeligentnych – niekoniecznie w sensie „szatańskiej sprytności”, ale czasem nawet na poziomie geniuszu – podobnie jak ich osobowość. Pracują, ale efekty są ograniczone, bo unikają, odkładają, jedno pokazują, a drugie chowają.
Nikodem jest bezpośredni. Stawia sprawy na ławę i daje z siebie wszystko. Ponieważ jego cała istota oraz Monado-Przedwieczna mają taki potencjał, który kierowany jest do tych, którzy proszą – wraz ze wszystkimi darami, jakie to ze sobą niesie. Dlatego wiele istot to zaskakuje. Dodatkowo nic się przed nim nie ukryje. A jednak coś je ciągnie. Coś w nich pragnie zmiany. Dzieje się tak, ponieważ – jak już opisałem – pojawiło się wołanie ewolucyjno-inwolucyjne zapisane w każdej istocie. Wołanie wibruje w osobowości, duszy i monadzie i sięga aż samego Źródła. Jest to możliwe dopiero teraz – po zakończeniu trylogii „Bogowie”, ponieważ wcześniej wiele prastarych monad zwyczajnie blokowało ten etap, dusze były odcięte od monad, monady od Źródła, a osobowości od dusz, bo „cyrk miał trwać”.
Co można polecić takim istotom?
Jeśli widzisz swoją pozycję w białych lub ciemnych hierarchiach, a Twoja moc opiera się na zbiornikach ukradzionej energii lub zasilaniu „podbitych” czy młodszych istot – to i tak pozostanie gównem w złotym opakowaniu, niezależnie od tego, jakie korzyści i przyjemności obecnie przynosi. Następnie przychodzi moment – opisany w trylogii „Bogowie” – w którym monada i dusza zostają postawione przed faktem dokonanym. Ktoś przychodzi, zabiera, kasuje i nic nie zostaje. Dokładnie tak, jak stało się z najstarszymi, którzy mieli najwyższe pozycje duchowe w Uniwersum i wydawało im się, że mają wszystko i są nieśmiertelnymi bogami.
Ale.
Wzrost świadomości pozwala dostrzegać nowe szanse, możliwości i potencjały. Nigdy nie ma więc prawdziwej straty – trzeba tylko dać sobie czas na przyjęcie pełnej przemiany i nauczyć się funkcjonować według nowych zasad i w nowych energiach. To nie jest łatwe, nigdy nie było. Wiele „starych przyjaciół duszy” nadal tkwi w starym. Pytanie tylko, czy znowu ulegniesz lojalności i będziesz traktował siebie jak uzależnionego ćpuna? Jeśli coś oddajesz, robisz miejsce na nowe. W przeciwnym razie jakikolwiek rozwój staje się jedynie doskonaleniem tego, co stare. A stare przecież – przez fakt zaistnienia dualności – jest ułomne i ograniczone. Ładować w coś, co nie ma fundamentów? Dobre sobie. Nie zaprzeczaj możliwościom, jakie daje całe Uniwersum.
Dusza i monada są poza moim zasięgiem. Jestem na nie wściekły/ła – to przecież ich wina
Miałem już dwa razy do czynienia z osobami, które w poprzednich latach przeszły Przebudowę Subtelną. Podczas ostatnich konsultacji wykonałem odczyty subtelne, ale ich monad już nie było – chociaż dusze jeszcze się trzymały. Nawet po Przebudowie Subtelnej monady uległy temu niefortunnemu procesowi, o którym pisałem w ważnej pracy pt. Jak Robert uratował siebie. Upadek jego ciemnej monady i pomoc jednej z najstarszych istot Uniwersum – Marii Magdaleny.
Osoby te mogłyby odzyskać monadę, ponieważ wcześniej powstał Superaspekt w Źródle dzięki naszej wspólnej pracy. W obu przypadkach dusze bardzo tego chciały i nalegały, bo były w opłakanym stanie. To pokazuje, że dusze sprzeciwiły się, zmieniły swoje postrzeganie i wyszły z dualności. Dla ich monad jednak nie było to już takie proste. Niestety osobowości odmówiły dalszej pracy. Powody były następujące: „Nie mam siły / ochoty / gotowości” lub „Czuję ogromną złość na wyższą część siebie”. Odczuły to jako zdradę – że one tyle zainwestowały, a jedna z jaźni uległa, upadła i zaprzepaściła wszystko.
Pamiętajmy: nigdy wcześniej w Uniwersum nie doszło do sytuacji, w której monada – coś stałego i wiecznego, wydzielonego bezpośrednio z Źródła – uległa takiemu upadkowi. Grupowe działanie istot zainicjowanych w ciemność, nawet najmniejsza zależność, pociągnęło za sobą utratę ich esencji. Dokładnie opisuję to w książce Upadek bogów, ponieważ praca z Robertem opisuję skutki.
Nie zaskoczyła mnie reakcja tych osób. „Znowu pracować? A co, jeśli to się powtórzy? Tyle inwestować bez żadnej gwarancji…” Bardzo dobrze rozumiem te emocje. Sam byłem bardzo blisko Roberta podczas jego pracy, podobnie jak tych, których wyciągałem z całej tej sytuacji – mówię o moich wielu bliskich. Tak, mam wielu przyjaciół po stronie ciemnej, białej i wszelkich innych odcieniach. Nie traktuję ich jako „ciemnych” czy „białych”. Po prostu ich szanuję i kocham. Dlatego o nich zawalczyłem, ale przecież jest za dużo istot, żebym pamiętał o wszystkich.
Odwróćmy jednak myślenie.
Załóżmy, że nie wiesz nic o duszy ani o monadzie – albo wiesz o duszy, ale nie masz z nią kontaktu albo jest on częściowy – przez sny, przeczucia, intuicję lub sporadyczne słowa w głowie. Dusza przeczuwa, że coś się stało „wyżej”. Sama była namawiana do walki i zniszczenia, działały na nią lojalność i śluby, ale udało jej się „zbiec”. Ciemne siły przegrały – nazwałem ten etap „największą liczbą sierot w Uniwersum”: monady bez dusz i części subtelnych, dusze bez monad, wcielenia bez duszy i monady. Widok jest przerażający. Ale sami do tego doprowadzili. Gdyby wygrali – nie byłoby nas. Nie byłoby niczego – nigdzie.
A teraz najważniejsze pytanie: co się dzieje po śmierci, jeśli nie ma już ani duszy, ani monady? Czeka na ciebie ktoś? To właśnie jest najgorsze. Jeśli nie ma ani duszy, ani monady, takie istoty są podciągane do monad zbiorowych. Jeśli monada i dusza zostały odbudowane, prawdopodobnie przeszły dewolucję – straciły ciała indywidualne i muszą zaczynać rozwój od nowa. Duch człowieka po śmierci patrzy na to wszystko, ale nie wierzy, no bo jak może? Za dużo, za gęsto i wszystko było takie doskonałe w rozwoju na Ziemi i pełne miłości. Infantylizacja.
Jeśli jednak masz dostęp do kogoś takiego jak ja (a nie będzie to wieczne), otrzymujesz informacje – nawet jeśli są trudne do strawienia. Możemy razem przeżyć rozpacz, złość, poczucie wykorzystania i zdrady, bo tak naturalnie reagujemy na zachowanie samego siebie. Nawet jeśli dotyczy to duszy i monady – to zawsze MY. Pytanie tylko: dokąd te emocje nas zaprowadzą? Jeśli możemy coś zrobić – powinniśmy to zrobić. Wszystko się liczy dla naszej istoty. Jak powiedziała jedna z najstarszych istot w tym Uniwersum do Roberta – Maria Magdalena: Osobowość uratowała całą swoją istotę, bo wierzyła w nią sama monada i dusza.
Lepiej wiedzieć, czy spać? Lepiej mimo złości zrobić ten jeden, kolejny krok – nawet jeśli niepewny – niż rzucić wszystkim w kąt? Mamy prawo do każdego odczucia i każdej decyzji. Jednak jeśli podsumuję koszty swojej pracy od 2019 do 2026 roku – bo tyle trwały „Przebudowy”, by zakończyć trylogię „Bogowie” – to skala jest niewyobrażalna. Same koszty finansowe, straty, choroby, czas, ubytki i zniszczenie wizerunku po publicznym przyznaniu się do lucyferyzmu i opisaniu wpływu tej istoty, błędów poznawczych (Cień bogów) przekraczają wszelkie wyobrażenie. Siedem lat to ponad milion złotych strat finansowych. I mam mówić dalej? Nikt mi tego nie wyrównał. Obcy człowiek przez własny egocentryzm – nie jest w stanie tego ocenić, bo skala jest przerażająca wielka. Zamiast tego często spotykam odrzucenie, wykluczenie i wyśmianie.
A jednak co się stało? Mam monadę. Mimo że upadła pod naporem Lilith i Lucyfera, potem pod naporem Białych, a później Ciemnych – straciłem JĄ tak samo, jak być może Ty straciłeś swoją. Została skasowana przez połączone siły, podobnie jak wszystkie moje ciała – od poziomu eterycznego aż po Źródło. Byłem wtedy największym przegranym i sierotą w Uniwersum.
Mimo tego daliśmy radę.
Moja istota – te części, które ocalały – przeszła jako pierwsza Przebudowę Subtelną w Źródle i jako pierwsza w całym Uniwersum scaliła się w monado-Superaspekt (MSA), a następnie w istotę Przedwieczną. Potem nastąpiła degradacja i stworzenie – przez Absolut oraz jeszcze wyższe siły – pośredniego pojazdu w formie Monado-Przedwiecznej (MP).
Było warto poświęcić dół, karierę i przepalić finanse, których nie było, żeby góra była zdrowa? Było warto zachować górę, żeby mogła pomóc temu, co na dole?
Pomyśl o tym. Poczuj to całym sobą.
Kiedy widzę, jak ktoś tupie nogą z powodu zachowania swojej duszy czy monady, wiem, że właśnie wtedy przychodzi chwila prawdy. Bo to wymaga ogromnej pracy. Konfrontacja z cieniem jest kosztowna. I wtedy pojawia się pytanie: „Dlaczego My?” Ty – bo takim cię stworzono i przygotowano. Nawet jeśli dusza i monada same upadały, to ty jesteś ich kotwicą. Doceń się. Wstań i przestań – do kurwy nędzy – tupać nóżką dlatego, że straciłeś duszę lub monadę. Tak, jest to gigantyczna rzecz. Ale teraz jesteś sierotą. Więc zrób to, co do ciebie należy. Nie projektuj na duszę i monadę odrzucenia, jakiego doświadczyłeś ze strony rodziców. One wierzyły w ciebie bardziej niż w siebie same. Na ich poziomie – liczonym w milionach eonów – przytłoczyło je całe doświadczenie i lojalność. Dlatego przykład przełamania Roberta jest jedną z najważniejszych prac w moim dorobku, bo ON to zrobił sam dla siebie.
A dla wszystkich, którzy wciąż mają duszę i monadę – bo przecież to większość istot – poznajmy duchowe omijanie.
Jak przepracować duchowe omijanie?
Duchowe omijanie to mechanizm, w którym używamy idei duchowych, wyższych poziomów (część subtelna, dusza, astral, „nirwana”, „wszystko jest lekcją”, „akceptuję to, co jest”) do unikania konfrontacji z bólem, karmą, cieniem, emocjami i realnymi problemami życia.
Oto konkretne sposoby, jak to przepracowywać:
1. Naucz się rozpoznawać objawy u siebie. Zadawaj sobie regularnie te pytania:
Czy używam duchowych pojęć, żeby nie czuć tego, co boli?
Czy zamiast pracować z emocją lub sytuacją, mówię „to karma”, „to lekcja duszy”, „tak miało być”?
Czy omijam pracę z ciałem, emocjami i osobowością, bo „to niskie”?
Czy boję się spojrzeć na swoją karmę wyższą i najwyższą, duszy i monady w sposób realistyczny?
Jeśli odpowiedź na któreś z tych pytań jest „tak” – najprawdopodobniej masz do czynienia z omijaniem. Powiedz głośno: „Stosuję spiritual bypassing. Od jakiego wydarzenia w moim życiu zacząłem stosować duchowe omijanie?”.
2. Zatrzymaj się przy tym, co chcesz ominąć. Najskuteczniejsza metoda to świadome zatrzymanie
Gdy pojawia się trudna emocja, myśl lub sytuacja, zamiast od razu „wznosić się ponad to” lub szukać duchowego wyjaśnienia – zostań z tym. Zapytaj siebie: „Co dokładnie czuję? Gdzie to czuję w ciele? Czego nie chcę zobaczyć?”.
Zauważ, jak wiele w mojej pracy i sesjach stanowi połączenie pracy klasycznej – rodowej, cielesnej, psychicznej i podświadomej – z tym, co duchowe. Jak pięknie te dwa światy przeplatają się i tańczą ze sobą.
Przez dwadzieścia lat doświadczeń przeżyłem zarówno podejście skrajnie ascetyczne i wyłącznie duchowe, jak i czysto materialne, klasyczne terapie oderwane od prawdziwego ducha. Przeszedłem też przez podejścia kosmicznie skomplikowane, które często prowadziły do wyparcia i zepchnięcia tego, co nie działało. Dziś wiem, że żadna z tych skrajności nie jest wystarczająca. Łączymy w miejsce dzielenia.
3. Pracuj równolegle na wszystkich poziomach
Duchowe omijanie często polega na skakaniu od razu na poziom części subtelnej, duszy, omijając niższe poziomy. Prawdziwa praca wygląda inaczej:
Osobowość. Praca z emocjami, ciałem, wzorcami, rodem. Typowe omijanie brzmi: „To tylko iluzja”, „Życie jest snem”, „Nic nie jest prawdą”.
Część subtelna. Praca z wcieleniami, wewnętrznymi dziećmi, ingerencjami, zależnościami karmicznymi. Typowe omijanie brzmi: „Wystarczy medytacja”, „Mam inicjacje z poprzednich wcieleń i one wystarczą”, „Osobowość to zrobi za mnie”, „Jestem odcięta i nic nie mogę”, „Dusza mi zakazuje”.
Dusza. Praca z karmą wyższą, historiami duszy, ślubami i kodami w jej rdzeniu i ciałach subtelnych. Typowe omijanie brzmi: „Osobowość to za mnie zrobi”, „Jestem doskonała”, „Bóg mnie taką stworzył”, „Bliskie duszę będą się ze mnie śmiać”, „Nie mogę się tak pokazać osobowości, bo mnie wyśmieje lub uzna za słabą”, „Monada tak zaplanowała”, „Jeszcze stracę swoją pozycję w hierarchii”.
Monada. Praca z intencją, kierunkiem doświadczeń, Superaspektem. Typowe omijanie brzmi: „Wszystko wiem”, „Dół ma dawać doświadczenie”, „Jestem poza karmą”, „Bóg mnie stworzył doskonałą”, „Starsze monady mną pokierują”, „Muszę czekać na rozkaz od starszej monady”.
Im wyżej idziesz, tym bardziej musisz mieć „oczyszczone” niższe poziomy.
4. Zastąp „akceptację” dojrzałą odpowiedzialnością i elastycznością
Dziecięca wersja mówi: „Akceptuję to, co jest, bo tak chciała dusza”, „Akceptuję to, co jest, bo tak chciał Wszechświat/Bóg”.
Dojrzała wersja mówi: „Widzę, co się dzieje. Rozumiem, skąd to się wzięło. Teraz decyduję, co z tym robię – nawet jeśli dusza/monada ma w tym swój plan lub mnie pozostawiła bez opcji”.
Elastyczność oznacza pozwolenie sobie na pełne przeżywanie emocji – gniewu, smutku czy samotności – przy jednoczesnym powrocie do wiary w siebie i własną moc sprawczą. Nawet jeśli czegoś nie rozumiem lub nie dostrzegam, nie oznacza to, że to nie istnieje lub że jestem bez wpływu na siebie i swoją istotę.
5. Praktyczne narzędzia do przepracowania
Codzienne pytanie: „Czy to, co właśnie robię/myślę, jest pracą, czy ucieczką?”.
Praca z cieniem – regularne zaglądanie w to, co w sobie nie lubisz i co wypierasz.
Pracz z ciałem – oddech, ruch, czucie – duchowe omijanie bardzo często dzieje się „nad ciałem” lub „wypycha z niego”.
Szczera rozmowa z kimś, kto nie kupuje duchowych wymówek – terapeuta, szczery przyjaciel, mentor.
Porównanie „Dziecko vs Dorosły” — wracaj do listy, którą wcześniej zamieściłem. Pytaj siebie: „Które zdanie w tej chwili wypowiadam?”.
6. Najważniejsze pytanie
„Czy to, co właśnie robię, służy mojemy wzrostowi, czy tylko utrzymaniu dobrego obrazu siebie jako osoby duchowej?”.
Jak wielokrotnie powtarzałem – pytania potrafią skutecznie rozbić mechanizmy obronne, a tym samym mechanizm duchowego omijania.
Podsumowanie
Każdy z nas jest w innym miejscu życia i istnienia, mamy różne doświadczenia, ale coś nas połączyło na tej planecie. Korzystajmy więc z tego, co mamy, i nie odwracajmy się od tego, co jeden może dać drugiemu.
Wiele razy powtarzałem – rzeczy związane z duszą i monadą mogą przytłaczać, ale w pewnym momencie one się kończą, bo jedno z drugim zaczyna się rozumieć, czuć, zmieniać i wzrastać. To zmienia przyszłą przyczynę naszego życia – czyli nasze istnienie: gdzie, z kim, jak i po co żyjemy. Zmieniają się intencje i realizacje, bo otwierają się nowe możliwości.
Jeśli łudzimy się – to znaczy, że wypieramy.
Jeśli uciekamy – to znaczy, że coś przeczuwamy.
Jeśli czujemy gniew wobec duszy, monady, karmy wyższej i najwyższej – mamy do tego pełne prawo. Dotychczas pisano głównie o karmie niższej, i to najczęściej w sposób metatronowo-biały.
Jeśli tyle pracowałeś/pracowałaś nad sobą, nad „oświecaniem siebie”, a nagle pojawił się temat duszy i monady, przez co poczułeś/poczułaś się oszukany/oszukana przez świat i otoczenie – gniew jest jak najbardziej naturalny. Warto jednak sprawdzić, czy to, co już zrobiłeś/zrobiłaś, nie ułatwi Ci właśnie tego, co stoi przed Tobą.
Podróż nie ma końca i zawsze otwiera nowe drzwi.
Moje prace, sesje i książki są pełne treści, przesłań, technik i mechanik. Nie teoretyzujemy w nich i nie tworzymy mentalnych wyobrażeń – działamy. Bo bez działania nic nie ma sensu. Kiedy stoimy w miejscu, cofamy się, ponieważ wszystko stale płynie.
Część z nas może czuć opór wobec niektórych artykułów czy książek. Warto wtedy szczerze zapytać siebie: Co mnie tak naprawdę odpycha? Zdjęcie, komentarz, tytuł, treść – czyli coś zewnętrznego? Czy może jest we mnie coś, co reaguje tak dziwnie lub histerycznie? Jeśli tak, co to jest i na jakim poziomie? Co się stanie, jeśli przekroczę te Czarne Nieznane Drzwi? Może najpierw zrobię to ja – jako osobowość, a potem dołączy do tego moja dusza? A może to już dusza mnie tutaj przysłała, bo jest ciekawa i chce się uczyć?
Może to nowe i wydaje się wymagające, ale jednocześnie buduje całą moją istotę – bez starych wpływów, ocen, osądów i karmy. A co, jeśli połączyłbym pracę klasyczną (terapię, pracę z ciałem, rodem czy podświadomością) z pracą duchową? Czy będę miał na to siły, czy raczej mogę zaufać, że siła i środki przyjdą, ponieważ rozwijam się i wszystko we mnie rośnie? To jest zdrowa postawa, wychodząca poza ego, kontrolę i strach. Witaj, odpowiedzialny dorosły. Witaj, przyjacielu.
Nikodem Marszałek
lipiec, 2026 r
