Witaj Nikodem, witaj Mistrzu!
Gratuluję nowej książki. Zamówiona jeszcze przed premierą, po dostarczeniu została natychmiast zagrabiona przez żonę… Z niejasnych powodów studia nad nią wciąż się odwlekają.
Jednak obecnie zmagam się z problemem, który – jak czuję – dotyczy nie tylko mnie, a którego rozwiązania nie jestem w pełni władny podjąć samodzielnie. Chodzi o sytuację nas, Polaków (i Słowian), w obliczu naszych odwiecznych wrogów – dwóch ościennych mocarstw, które od wieków nas uciskają, powodując nawarstwianie się cierpień i trudności.
Czuję wewnętrzny niepokój na myśl o tym, jak ruszyć z posad tę ogromną bryłę skamieniałych nieszczęść, nienawiści, pokoleniowych wysiłków, poświęceń i przelanej krwi… Obawiam się, że mógłbym to jedynie pogorszyć. A jednak od momentu, gdy pod wpływem Twojej książki uświadomiłem sobie, jak bardzo jestem zmęczony tym nieustannym zagłębianiem się w odwieczne konflikty z wrogami polskości – zarówno zewnętrznymi, jak i wewnętrznymi – zaczynam nabierać pewności, że możliwe jest zaprzestanie karmienia w sobie energii, która zasila opór, niechęć, lęk i dziedziczone wzorce wrogości.
Szkoda mi tej energii. Wolę ją przeznaczyć na kreowanie lżejszej, mniej poranionej rzeczywistości.
Mam 64 lata, co niech będzie choć częściowym świadectwem tego, jak głęboko te tematy rezonują w mojej istocie. Na witrynie Taraki czasem spotykam teksty dotykające podobnej problematyki, lecz czuję, że jeśli nie Ty, to prawdopodobnie nikt inny nie zdoła wesprzeć w tych zmaganiach mnie oraz wielu innych osób tak historycznie i duchowo poturbowanych jak ja.
Wyraziłem to nieco chaotycznie, ale mam nadzieję, że główny zamysł jest dla Ciebie czytelny.
Twój publiczny artykuł, który w klarowny i porządkujący sposób podjąłby ten temat, mógłby zainicjować wiele dobrego. Bardzo Cię o to proszę.
Pozdrawiam serdecznie z wiosennego Pomorza
W Twoim liście wyraźnie czuć bardzo silne utożsamienie z kulturą, przeszłością, narodem i społecznością. Jest to całkowicie naturalne, ponieważ na Ziemi działa prawo lojalności – rodowej, społecznej, narodowej i rasowej. Lojalność ta, w swojej najgłębszej warstwie, jest formą miłości wyrażającą się w słowach: „Dziękuję za to, co otrzymałem od Ciebie, Przodku”, „Dziękuję za to, co dała mi moja społeczność”, „Dziękuję za dziedzictwo mojego narodu”, „Dziękuję za to, co niosę jako człowiek”.
Niestety miłość ta przychodzi w określonych ramach – ramach zobowiązania. Dary, tożsamość, cechy narodowe i rodowe niosą bowiem swój dualny odcień. Otrzymujemy nie tylko to, co wartościowe i piękne, ale także – często nieświadomie – cień każdej grupy: zbioru rasowego, narodowego, społecznego, a także podgrup rodowych i indywidualnych.
W liście bardzo wyraźnie widać tę dualność: z jednej strony pragnienie pomocy, z drugiej – poczucie obowiązku, a jednocześnie rozpacz i frustracja wynikające z poczucia bycia w potrzasku. Taka postawa naturalnie odbiera oddech i możliwość. Nie pozwala rozwinąć skrzydeł, bo żadna z tych reakcji i odpowiedzi nie jest świadomym wyborem. Łatwo dostrzec przyczynę. Sam piszesz: „w obliczu naszych odwiecznych wrogów – dwóch ościennych mocarstw”.
Dlaczego więc właśnie tak się wyrażasz? Dlatego, że działa w Tobie lojalność wobec swoich grup i podgrup. Ta lojalność natychmiast „krzyczy”: „Mojego przodka spotkało…, mojego rodaka dotknęło…”. I w jednej chwili splata się silna, spajająca nić – nić, która łączy, ale jednocześnie krępuje.
Czy jest to miłość?
Niestety nie – to jest podświadomość, a dokładniej program arymaniczny. Prawdziwa miłość jest wolnością. Ponieważ jednak każdy naród posiada swoją historię, a więc i zbiorową podświadomość, wpływa ona na każdego człowieka. Program ten działa poprzez poczucie obowiązku, winy, lojalności i konieczności „bycia po właściwej stronie”. Czy mamy tu do czynienia z wyborem, czy raczej z odruchem bezwarunkowym, któremu ulegamy? Każdy, kto dłużej i głębiej pracuje nad sobą i dotyka tematu lojalności — rodowej, narodowej czy historycznej — dobrze wie, że w większości przypadków jest to automatyczny odruch, a nie świadoma decyzja.
Chodzi o sytuację nas, Polaków (i Słowian), w obliczu naszych odwiecznych wrogów – dwóch ościennych mocarstw, które od wieków nas uciskają, powodując nawarstwianie się cierpień i trudności.
Wyrażenie „wrogowie” warto rozbić na warstwy: fizyczną, ideologiczną, religijną, a nawet energetyczną. Co jednak było prawdziwym początkiem? Co tak głośno domaga się uznania i zobaczenia? Pytanie to wibruje w gęstości buddycznej i atmanicznej, ponieważ właśnie tam znajdują się zalążki karmy – zarówno niższej, jak i wyższej – między narodami oraz między ludźmi. Dodatkowo, cokolwiek przywódca narodu uczyni, odpowiada za to cały naród i kolejne pokolenia.
W tym przypadku jedna strona niesie karmę tyrana, konkwistadora, poczucie wyższości, nienawiści i zazdrości. Druga strona niesie karmę zbiorową ofiary – karmę, która nie została w pełni uznana i przepracowana. Pojawia się tu mesjanizm narodowy „Polska Chrystusem narodów” oraz bohatersko-romantyczny wzorzec przegranej sprawy. Jedna postawa „triggeruje” drugą, druga jest triggerowana przez pierwszą. Koła się zamykają, bo tak działa System Karmy. Nikt tutaj nie jest w pełni wolny, ponieważ gdy emocje biorą górę, człowieka zalewa przeszłość i historia — i wtedy może jedynie ją powtarzać.
Ale nie zawsze tak było.
W książce Bądź zawsze sobą przytoczyłem wywód Marcina Agnosiewicza. Cytuję:
„Był taki kraj w samym środku Europy, który stworzył całą praktykę i teorię tolerancji religijnej, którą szczyci się dziś Europa. Był to kraj niechętny krucjatom i nieznający szału polowań na czarownice. Kraj, który przygarnął Żydów, gdy inni ich prześladowali. Kraj, który jako pierwszy chrześcijański zawarł pokój wieczysty z imperium muzułmańskim. Kraj, którego oświecony władca deklarował, że nie zamierza być panem sumień swoich poddanych ani że nie jest na tyle naiwny, by wierzyć, że z pokłutej hostii krew pociecze – w czasie, kiedy władcy europejscy za szczyt postępu pozwalającego im na zakończenie zabijania inaczej wierzących uznali zasadę «czyja władza, tego religia». Gdy kraj ten dostał się we władanie cudzoziemskich królów, którzy wnieśli weń politykę nietolerancji, ciężko zachorował i został rozgrabiony przez sąsiadów pod pretekstem wycinania nietolerancyjnego wrzodu Europy”.
Polska była pięknym, bogatym i eterycznie czystym krajem. Była mocarstwem i spichlerzem Europy. Z narodu królów, szlachty i przewodników – przyjmujących wyrzuconych, sieroty i inaczej wierzących – stała się sługą, upadłym panem, regularnie rozbieranym i wyzyskiwanym. Setki lat na szczycie, drugie tyle pod obcym butem. Pod naciskiem obcych mocarstw, w skłóceniu ze sobą, król bez korony, bez ziemi i bez wolnej woli ugiął kolano. Jaki zapis pozostawiło to w podświadomości zbiorowej? Mózg automatyczny modyfikuje program, by grupa i podgrupy mogły przetrwać w nowych warunkach. Cichutko więc zaczął szeptać: „Hej… bądź grzeczny. Wykonuj rozkazy. Słuchaj się. Siedź cicho. Działaj z ukrycia. Nie obnoś się ze swoją dumą. Mały Polaku.”
Czuję wewnętrzny niepokój na myśl o tym, jak ruszyć z posad tę ogromną bryłę skamieniałych nieszczęść, nienawiści, pokoleniowych wysiłków, poświęceń i przelanej krwi…
Podświadomość narodowa działa jak czakram podstawy, przez który przechodzi każde dziecko urodzone w danym miejscu. Można to porównać do przewlekania nitki przez oczko igły. Nitka nigdy już nie jest taka sama – po przejściu przez igłę pojawiają się na niej zgrubienia i kuleczki. Uwolnienie każdej pojedynczej kuleczki na poziomie jednostki jest niemożliwe, ponieważ należy ona już do sfery indywidualnej i chroni ją wolna wola. Natomiast ogólne, zbiorowe wzorce – to zupełnie inna sprawa.
Co można jednak ruszyć, jeśli wewnętrzna postawa brzmi: „w obliczu naszych odwiecznych wrogów – dwóch ościennych mocarstw”? Mamy wtedy filar i ściany, a w środku studnię, w której miesza się wodę patyczkiem – i nic z tego nie wynika. To wciąż zamknięty obieg. Należy więc najpierw zrozumieć indywidualne i zbiorowe wzorce, które otrzymaliśmy w spadku. W przeciwnym razie cała próba zmiany będzie wywodzić się jeszcze ze starych czasów, kiedy Polak był królem i szlachcicem, robił, co chciał, a inni wykonywali jego polecenia. Ma to swoje korzenie w dumie, lecz gdy duma zostaje rozbita, staje się niebezpieczna – jednostka (lub naród) odczuwa wtedy silną potrzebę udowodnienia swojej wartości. Pytanie tylko: komu ma ją udowadniać?
Pierwszy i główny wzorzec, który dotyka zarówno poziomu rodowego, jak i osobistego, to:
- Mesjanizm narodowy – „Polska Chrystusem narodów”. Cierpimy za innych, niesiemy krzyż świata. Wzorzec, w którym cierpienie i ofiara przestają być jedynie doświadczeniem, a stają się tożsamością i misją, jest szalenie niebezpieczny. W miejsce biologicznego impulsu przetrwania człowiek stapia się z romantycznym uniesieniem, które daje poczucie wyjątkowości i nadaje sens cierpieniu. Niestety, wszystko to utrwala tożsamość ofiary i skutecznie blokuje normalne, zdrowe budowanie siły i dobrobytu.
- Bohatersko-romantyczny wzorzec przegranej sprawy. Dumny opór staje się wartością nadrzędną wobec pragmatycznego przetrwania i długofalowego budowania siły. „Walczymy do końca, nawet jeśli nie ma szans”, „Jeszcze Polska nie zginęła”. W zdrowej formie daje odwagę i godność. W cieniu jednak gloryfikuje klęskę i rodzi niechęć do kompromisu oraz do strategii, które wymagają cierpliwości i realistycznej oceny sił.
- Oczekiwanie zewnętrznego zbawcy i zrozumienia. Historia pokazała to wielokrotnie: Francja, Napoleon, alianci, Ameryka, Unia Europejska… To postawa, w której realna suwerenność i siła wewnętrzna zostają oddane w ręce kogoś „większego”. Jest to program dziecka, które nie chce dorosnąć. Stanowi całkowite oderwanie od pierwotnego wzorca, w którym Polska wibrowała siłą i suwerennością. Brak poczucia własnej mocy, połączony ze strachem przed powtórzeniem historycznej klęski, tworzy albo bezsilność, albo – przez połączenie z poprzednimi dwoma wzorcami (białymi wzorcami) – duchową misję i poczucie wybrania, które jednak nadal opiera się na ofierze. Jest to samopoświęcenie pozbawione logiki, pragmatyzmu i prawdziwej miłości.
Nowe wzorce adaptacyjne do szalenie trudnej sytuacji zmieniły poczucie harmonii, równowagi, wiary w siebie w ideologiczne slogany stworzone na historii tragedii. Polak nigdy nie musiał nikomu nic udowadniać, był członkiem jednego z najbardziej tolerancyjnych nacji na świecie – zapraszał nowe, negocjował, przyjmował i dzielił się. Jednak kiedy popatrzymy również na wpływ dwóch istot na dwa ościenne narody, takich jak Aryman i Szatan, lepiej zrozumiemy funkcję tego narodu. Walka duchowa zawsze była pierwsza, dopiero później następowało działanie fizyczne rozgrabiające to – co neutralne, czyste, proste i zapraszające. Kiedy do postawy dołączyło chrześcijańskie męczeństwo – był to etap prowadzący do destrukcji, bo dało to wymówkę dla aktu poświęcenia się jak Chrystus. „Być jak Bóg” rodzi fanatyzm, a fanatyzm prowadzi do braku kontaktu z rzeczywistości i naraża innych wokół. Dodatkowo upadły król, który niegdyś był panem z jednoczesnym poczuciem bycia nikim – trochę jak kanał dla poprzednich pokoleń, chce wykrzyczeć: „Chcę powrotu mojego miejsca”, „Chcę być zauważony”, „Chcę powrotu tego, co moje”. Jednak cała postawa jest dualna i nie prowadzi do rozwiązania konfliktu, a jedynie go potęguje.
Bycie Polakiem, ale nie tylko, bo bycie człowiekiem oznacza kogoś tolerancyjnego, świadomego, rozróżniającego, znającego własną wartość; a nie chłopczyka, który udowadnia ludziom na całym świecie, kim on jest i co potrafi, bo ciągle w sercu czuje się gorzej od Amerykanina, Włocha, Francuza czy Anglika. Bycie Polakiem nie oznacza kogoś, kto z kosą w ręku rzuca się na czołg, drone, pole minowe. Kto planuje powstanie, przewrót, licząc, że krwią i życiem swoim oraz bliskich dostąpi jakiejś chwały, zbawienia – że teraz właśnie świat zwróci uwagi. Nie kochany, świat nie zwraca uwagi na twoją krew, śmierć, publiczny policzek, bo masz w sobie uniżenie z jednoczesnym poczuciem wyższości; dumę z pogardą, posiadanie z jednoczesnym nadzorem i chwałą dla ciebie jest poświęcenie i męczeństwo, nie zaś wolność i wynik całej kampanii. Nie oszukuj w ten sposób siebie i innych.
Dzieje się tak przez prosty fakt: jeśli ważniejsza od wolności, świadomości, bycia w zgodzie z pierwotną tolerancją słowiańską, nieagresywnością jest krew, honor, duma, ojczyzna, śmierć, duma ubrana w sztandar, poświęcenie w imię narodu i Boga, to cykl rozbierania i zabieranie, szarpania i wyzwalania, oddawania i udowadniania, bycia panem i sługą, będzie trwał w nieskończoność. Cykl rozbiorowy bierze się z nas samych, bo w ciele, w psychice jesteśmy podzieleni, odcięliśmy własne pierwotne korzenie.
A jednak od momentu, gdy pod wpływem Twojej książki uświadomiłem sobie, jak bardzo jestem zmęczony tym nieustannym zagłębianiem się w odwieczne konflikty z wrogami polskości – zarówno zewnętrznymi, jak i wewnętrznymi – zaczynam nabierać pewności, że możliwe jest zaprzestanie karmienia w sobie energii, która zasila opór, niechęć, lęk i dziedziczone wzorce wrogości.
Od XVI wieku ważnym hasłem narodowym stało się „Bóg – Honor – Ojczyzna”. Co dziś wibruje w tym haśle? Uniesienie, pusta duma i wezwanie do pospolitego ruszenia. W dawnych czasach, gdy wiele dusz zbiorowych wcielało się w danym kraju, hasło to mogło poruszać cząstki buddyczne i atmaniczne. Dziś rozmawiamy o zupełnie innych duszach. Podświadomość zbiorowa nie rozróżnia jednak dusz młodszych i starszych – każda wcielająca się dusza przyjmuje, zgodnie ze swoją karmą, ładunek podświadomy grupy i podgrup, niezależnie od poziomu duchowego rozwoju.
Historia pokazuje kolejne rozbiory – tym razem z rąk Churchilla, Roosevelta i Stalina, trwające aż do 1989 roku. Czyżby wzorzec podziału, udowadniania wartości oraz bycia panem i sługą, głęboko zakorzeniony w podświadomości zbiorowej, wciąż produkował określony typ polityków i określonych obywateli? Podział wewnątrz podziału: jedni gotowi oddać życie, inni gotowi sprzedać to, co wartościowe za „srebrniki”.
Jednak prawdziwe pytanie brzmi głębiej: czy lewica i prawica mają tu jeszcze jakiekolwiek znaczenie? Czy nie śpią one w jednym łóżku, realizując nadrzędny plan sił, które dążą do maksymalnego podziału? Do realizacji planu Alberto Spinnelego, co znowu ma genealogię w unowocześnionym kulturowo (nie ideologiczne) marksizmie. Wojny między płciami, wojny rasowe i etniczne, wojny religijne, wojny między państwami – wszystko to służy jednemu celowi: rozbiciu tego, co mogło pozostać spójne. Niszczy się kultury, niszczy się rodzinę jako naturalną przestrzeń wychowania, niszczy się relacje między kobietą a mężczyzną, między rodzicami a dziećmi, a wreszcie próbuje się rozbić samą tożsamość człowieka jako takiego. Wszystko, co miało wartość, zostało rozrzedzone i rozwodnione. Pozostała infantylizacja, głupota i rosnąca nienawiść. Działanie to jest arymaniczno-szatańskie w swej naturze.
Najważniejsze jednak nie są państwa, politycy, rasy ani religie. Najważniejsze jest to, że jesteś człowiekiem. Od tego wszystko się zaczęło. Drugorzędną sprawą jest to, co dziedziczysz jako cień i dar płynący z miejsca urodzenia, rasy czy społeczności. Im silniejszy wpływ duszy grupowej, tym mocniej oddziałuje na człowieka podświadomość zbiorowa. Im bardziej zindywidualizowana jest dusza, tym mniejsza jej podatność na prądy masowe – choć nikt tutaj nie jest w pełni wolny.
Możesz z dumą obnosić się ze swoją kulturą i dziedzictwem oraz z szacunkiem uczyć się od innych kultur. Możesz kochać ziemię, na której się urodziłeś. Nie musisz jednak umierać za ideologię, za państwo ani za sztandar. Kraj nie jest nad życie. Państwo nie jest nad szczęście. Różnej maści grupy próbują wmówić człowiekowi, że bez nich jest bezbronnym barbarzyńcą. To kłamstwo. Prawdziwa wolność zaczyna się tam, gdzie kończy się potrzeba udowadniania czegokolwiek – sobie, światu czy historii.
Nie musisz się bronić, ponieważ nikt Cię nie atakuje – nawet jeśli wszyscy wokół próbują Cię przekonać, że jest inaczej i wskazują palcem na wroga.
Wszyscy chcemy zmieniać świat i idee, ale do czego tak naprawdę doprowadziły rozbiory, dwie wojny światowe i kolejny rozbiór dokonany przez tych, którzy mieli nas chronić? Do czego doprowadziło stworzenie sceny politycznej podzielonej na Yin i Yang – na wieczny konflikt dwóch biegunów?
Z tej historii wyłoniły się konkretne wzorce, które wciąż żyją w polskiej podświadomości zbiorowej:
- Silna lojalność wewnątrzgrupowa i głęboka nieufność na zewnątrz. Polak ma bardzo silną lojalność wobec swoich (rodzina, wąska grupa) i jednocześnie silną podejrzliwość wobec innych Polaków, instytucji i władzy. Postawa ta wynika m.in. z wielowiekowego doświadczenia liberum veto, konfederacji i braku silnego centrum władzy. Efektem jest trudność w budowaniu szerokiego zaufania społecznego i trwałych instytucji.
- Wahanie między postawą narcystyczną a bezradnością. „Jesteśmy narodem wybranym, mamy wielką misję” – albo „nic nie da się zrobić, oni są za silni, my zawsze przegrywamy”. To klasyczna dynamika traumy zbiorowej: oscylacja między nadmierną wyniosłością a wyuczoną bezradnością.
- Sztywność metatronowa – tożsamość oparta na przeszłości. Silne przywiązanie do historycznych form: honor, tradycja, „jak było za króla Sasa” czy „za I Rzeczypospolitej”. Brak elastyczności, dynamicznego myślenia i pragmatycznego działania w zmieniającej się rzeczywistości. Powstaje tożsamość oparta na smutku, cierpieniu i poświęceniu – bez widocznej perspektywy na przyszłość.
Najważniejsze uwolnienie dotyczy jednak podziału wewnętrznego. Tam, gdzie wróg zewnętrzny jest zbyt silny, zgodnie z biologicznym wzorcem frustracja, złość i poczucie niemocy zostają skierowane do wewnątrz – na siebie samego lub na tych, którzy są najbliżej. W ten sposób naród zaczyna zjadać się od środka. Przywódca, który potrafiłby zjednoczyć i pojednać, a nie tylko wykorzystywać ten podział, dotychczas się nie pojawił.
Jedność przez podział?
Demokracja nie jest rozwiązaniem, ponieważ 51 procent, które zagłosowało „tak”, może narzucić swoją wolę 49 procentom, które głosowały inaczej. Nazywamy to kompromisem i dobrem ogółu, lecz w istocie jest to wciąż podział na większość i mniejszość. Dopóki nie przepracujemy w sobie barbarzyństwa, zwierzęcości i chciwości, silniejsza strona – czy to większość, czy silniejsza jednostka – będzie asymilować lub „zjadać” tych słabszych i gorzej zorganizowanych.
Dobrym przykładem jest serial Star Trek: Enterprise. Akcja dzieje się 150 lat przed wydarzeniami znanymi z pozostałych części sagi. Ziemia dopiero uwalnia się spod wpływu Wulkanów i poznaje inne gatunki. Po brutalnym ataku rasy Xindi na Ziemię ludzkość zaczyna reagować ksenofobicznie – pojawiają się głosy, by odciąć się od kosmosu i wypędzić obcych. Gdy po latach negocjacji dochodzi do powstania Unii Międzyplanetarnej zrzeszającej setki ras, ziemska frakcja „czystości rasowej” próbuje zniszczyć całą flotę i zagranicznych ambasadorów, bo boi się „zanieczyszczenia ludzkiego DNA”. Zasada jest zawsze ta sama: skala mikro i makro się odzwierciedlają. To, co rozgrywa się między narodami i kulturami, rozgrywa się również wewnątrz człowieka, w całym kosmosie i w świecie duchowym.
Dwóch wybitnych polskich myślicieli – Józef Kossecki i Feliks Koneczny – opisało mechanizmy cywilizacji na długo przed Samuelem Huntingtonem. Koneczny badał cywilizacje jako odrębne metody ustroju życia społecznego, a Kossecki ujął te same procesy w języku cybernetyki – jako formy wywierania wpływu pośredniego. Do tego obrazu warto dodać jeszcze oddziaływanie nieświadomości zbiorowej – zarówno ludzkości jako całości, jak i poszczególnych narodów – przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Wpływa ona nie tylko na sposób myślenia i zachowania ludzi, ale również, poprzez wibrację energetyczną, na programowanie komórek. Jak powiedział Carl Gustav Jung: „Dopóki nie uczynisz nieświadomego świadomym, będzie ono kierowało twoim życiem, a ty będziesz nazywał to przeznaczeniem.”
Czy naprawdę możemy dzisiaj poważnie traktować państwa i narody, skoro zachowanie większości mediów i polityków przypomina czytanie tekstu podyktowanego przez reżysera? Nawet gdy lewa strona zdaje się walczyć z prawą, pod stołem często piją ten sam likier. Utrzymywanie struktury państwa w obecnej formie jest wygodne przede wszystkim do generowania dalszych podziałów, wojen i baniek mentalnych. Nie służy niczemu innemu.
Nie da się zatrzymać procesów ujednolicania i globalizacji. Tym, czego naprawdę brakuje, jest zachowanie spójności kulturowej – nie narodowej. Naród i państwo to idee. Kultura to fakt. Ziemię zawsze widziałem jako planetę, na której obok siebie istnieją różne kultury, symbole, totemy, smoki, lasy i święte miejsca – bez konieczności narzucania innym: „Ja ci powiem, jak masz żyć”. Problemem obecnych form unifikacji — zarówno na poziomie politycznym, jak i kulturowym — jest to, że zamiast szanować unikalne cechy każdego narodu i kultury, które wibrowały w danym miejscu geograficznym, oferuje się jedynie puste, zunifikowane formy. Unia Europejska daje „gwiazdki” na fladze zamiast żywą tożsamość. Obecnie w literaturze, filmach i serialach usuwa się historię i charakter danego miejsca, zastępując je przekręconymi wartościami i sztucznymi wpływami etnicznymi. To nie jest naturalny proces integracji, lecz forma globalnego resetu, który odbywa się poprzez siłę, naganę lub stopniową asymilację. Ponieważ opiera się na oszustwie i braku autentyczności, tworzy karmę — zarówno wyższą, jak i niższą.
Jednak ten proces ma swoją granicę. Człowiek nie jest w stanie istnieć bez dziedzictwa i czegoś, z czym może się głęboko utożsamiać. Dopóki nie powstanie nowa, autentyczna wartość, z którą ludzie będą mogli się identyfikować, nikt nie ulegnie temu resetowi w pełni. Osłabiona kultura czyni człowieka bardziej podatnym na sztuczne tożsamości, lecz jednocześnie budzi w nim głębszy głód tego, co prawdziwe i zakorzenione.
Dopóki jako ludzie będziemy myśleć wyłącznie w kategoriach „ile ja mogę tu wziąć dla siebie i dla swoich”, zamiast pytać „co wnoszę do tego miejsca? co zostawiam po sobie?”, nic się nie zmieni. Warto inwestować nie tylko w nasze dzieci, ale w dzieci naszych dzieci – także tych, których nigdy nie poznamy.
Tak mocno zaakcentowane dziś „ja” i „mnie” to kolejny podział – tym razem między ja osobistym a ja społecznym. Pewna kobieta, poruszona rozdziałem „Życie budowane na piasku” z mojej książki Bądź zawsze sobą, zapytała: „Nadal nie rozumiem. Tyle pan inwestuje w ludzi, tłumaczy, pokazuje nawet tym, którzy od pana czerpią lub pana naśladują. Wszystko bez widocznego zwrotu. Co pan z tego ma?” Odpowiedziałem: „Świadomość rozwoju, odblokowywania i inspirowania. Dawniej jako prelegent motywowałem. Teraz robię to samo, tylko głębiej i długoterminowo.”
Google, Facebook i YouTube zamknęły ludzi w bańkach informacyjnych. Kiedyś algorytmy łączyły różne światy – obok lewicy pojawiała się prawica, obok rocka stał pop, obok Disneya anime. Dziś wszystko jest starannie posegregowane. Otrzymujesz coraz więcej tego samego, aż do śmierci. W ten sposób trudno wyjść poza własne mentalne ograniczenia, poczucie wyższości lub małości oraz poza „swoją rację”.
Uwolnienie tego, co podświadome
Szkoda mi tej energii. Wolę ją przeznaczyć na kreowanie lżejszej, mniej poranionej rzeczywistości.
Bierzemy kartkę i piszemy.
Dziękuję ziemi, po której chodzę.
Dziękuję królom i rolnikom.
Dziękuję przodkom za doświadczenie, które zdobyli.
Ja, jako człowiek świadomy, wybierający i czerpiący z tego, co dobre i wznoszące, przestaję podtrzymywać w swoim umyśle, sercu i ciele program upadłego pana — tego, który niegdyś królował, a jednocześnie czuł się kimś gorszym. Wyciągam z mojego ciała i ciał subtelnych energie w postaci kulek i obroży i palę je przed sobą.
Wycofuję ze swojego serca słowa: honor, ojczyzna, duma. Te wyrażenia przybierają w moim ciele i ciałach subtelnych zrozumiały dla mnie kształt <…..>. Dziękuję im za to, że przez długi czas stanowiły mój fundament i element superego. Teraz, dla dalszego rozwoju, wycofuję te energie z siebie i transformuję je w miłość. Miłość nie posługuje się słowami „Bóg, honor, ojczyzna, duma” — ona pozwala nie utożsamiać się z tym, co stare, obce lub już nie służy mnie i mojemu otoczeniu.
Wycofuję z siebie wszystkie wzorce bycia małym Polakiem, pokrzywdzonym Polakiem, ofiarą politycznego, historycznego i globalnego gwałtu przeżytego przez moich przodków, poprzednie pokolenia i mój ród. Poczucie zgwałcenia, przetrącenia i zdominowania przybiera dla mnie zrozumiały kształt — teraz wycofuję je ze swojego ciała i kieruję do wody wibrującej przede mną. Święta woda uświęca i transformuje całą moją krzywdę, ból i cierpienie oraz całego mojego rodu.
Pozwalam wyjść na powierzchnię narodowemu, pokoleniowemu i osobistemu niezadowoleniu, stłamszeniu, zduszeniu i ukryciu. Wyciągam z ciał subtelnych i z całego swojego otoczenia energie psycho-emocjonalne wyglądające jak zbroje. Dziękuję im za to, że przez wiele pokoleń stanowiły zbroję i maskę, która pozwalała przeżyć i przyjmować ciosy. Dziś jestem — podobnie jak otoczenie wokół mnie — silniejszy, mądrzejszy i bardziej elastyczny. Nie potrzebuję już nosić zbroi husarza, ponieważ jako człowiek i jako naród jestem przyjęty.
Szukam w swoim ciele wzorców czerpania satysfakcji z bycia zduszanym, gwałconym, dociskanym, wykorzystywanym, pomiatanym i ofiarowywanym. Dziękuję za to, że przez długi czas mogłem doświadczyć tego, co przeżyli moi przodkowie i cały naród. Teraz świadomie wybieram uwolnienie tych wzorców. Łączę je w jednym strumieniu i wycofuję razem z całą siecią powiązanych energii. Wrzucam je do ogniska przed sobą i pozwalam im się transformować.
Dzięki temu, co właśnie uczyniłem, informuję wszystkich przodków za mną i wszystkich rodaków przede mną: możecie zrobić to samo. Nie musicie już tego wszystkiego trzymać w sobie. Dokonało się. Jesteście wolni od bycia wykorzystywanymi, pomiatanymi, cichymi i pozbawionymi głosu. Płyty, które były nad wami i pod wami, rozpuszczają się — bo tak decydujecie, każdy z osobna i wszyscy razem.
Odłączam się od myślokształtu nakazu i przymusu walki do upadłego w imię honoru, ojczyzny i dumy. Dziękuję całemu temu myślokształtowi za to, co dał. Teraz jednak pozwalam rozpuścić całą jego energię i pamięć — wszystko to, co nie służy, nie niesie i nie buduje nowego, zdrowego życia, a jedynie kierowało w przeszłość i odcinało mnie od tego, co pierwotne, czyste i moje własne. Pozwalam temu kryształowi się rozbić.
Wycofuję swoje energie z podświadomości zbiorowej i energii zbiorowej kraju, wraz z naczelnym hasłem „Bóg – Honor – Ojczyzna”. Nie scalam ich ze sobą, lecz kieruję do swojej duszy. Ten akt pozwala mi przestać czerpać energię z walk, strachu i poczucia bycia kimś szczególnym przy jednoczesnym niskim obrazie samego siebie. Pozwalam sobie mieć własne wartości — rodzinne i osobiste — które umożliwiają mi kochać moją rodzinę, rodaków i innych ludzi bez podziału na rasy i państwa, lepszych i gorszych, wybranych i przegranych, potępionych i zbawionych.
Rezygnuję z rywalizacji z innymi kulturami, nacjami, rasami i państwami. Rezygnuję z udowadniania im swojej wartości. Wycofuję z siebie, z mojego ciała, rodu, społeczności, miasta i narodu wszystkie zyski, jakie dotychczas czerpałem z udowadniania swojej racji, z ciągłej niewiary w siebie i z szukania wrogów. Jestem bezpieczny. Jestem widoczny. Jestem kochany, bo jestem człowiekiem Ziemi.
Przyjmuję do siebie odrzuconego siebie — człowieka świata, sierotę pozbawioną domu. W miejsce podziału w komórkach, sercu i umyśle zapraszam zgodę. W miejsce strachu przed stratą, zagrabieniem i oddaniem pozwalam sobie na ponowne posiadanie — bo to naturalne dla każdego człowieka: mieć, posiadać, być i czuć się bezpiecznym. Wycofuję zapisy karmy w moim czakramie podstawy, brzuchu i sercu i transformuje je w ogniu. Ogień uwalnia od tego, co stare.
Wycofuję zgodę na podtrzymywanie męczeństwa, odrzucenia i krzyża, który miał udowadniać moją wartość przez ból, śmierć i poświęcenie. Wycofuję zgodę na naśladowanie Chrystusa w roli ofiary składanej za grzechy świata. Każda moja część, cząstka, energia, ciało i jaźń jest wolna od udowadniania czegokolwiek komukolwiek. Jestem wolny od realizowania cudzych sprzeczek, wojen i ideologii. Jestem wolny od noszenia cudzego cierpienia, bólu i nakazów. Uwalniam wszystko, co nie służy mnie, innym ludziom i ludzkości.
Przyjmuję swoją naturę <……> — zrozumienie, radość z życia, akceptację, tolerancję i miłość. Rozpuszczam dzięki temu religijny i narodowy myślokształt poświęcenia, uniżenia i pokuty. Jestem szczególny w swojej normalności i zwykłości. Nie jestem ani lepszy, ani gorszy od innych — bo wiem, że ta postawa pozwala innym być takimi samymi jak ja.
Cieszę się ze swojej pierwotnej kultury i czerpię ze swoich korzeni, które są wolne, pierwotne i naturalne. Cieszę się również z całego dorobku ludzkości i całej Ziemi i pozwalam sobie z tego czerpać, ponieważ jestem człowiekiem.
Całemu gwałtowi i zniszczeniu, które mogłem nieświadomie lub świadomie wyrządzić bliskim, społeczności, kulturze i narodowi, pozwalam się zaleczyć. Wycofuję swoje energie podziału, niszczenia, skłócenia i fałszu. Wiem, że dzięki temu anuluje się moja karma — zarówno wyższa, jak i niższa. Pozwalam wszystkim, nad którymi miałem władzę, działać jako wolni i świadomi ludzie — a nie jako ludzie zniewoleni, okłamani i przestraszeni.
Puszczam w sobie utożsamianie się z byciem współczesnym husarzem, jedynym sprawiedliwym, mającym bezwzględne prawo do mszczenia. Rezygnuję z prawa do krzywdzenia innych. Rozplątuję wszystkie więzi karmiczne z dawnymi okupantami, myślicielami, ideologami i prekursorami, którzy myśleli inaczej niż ja lub moja kultura. Pozwalam pierwotnym energiom wrócić na swoje miejsce.
Wycofuję swoje energie walki z narodami, obcymi mocarstwami, państwami, kulturami i religiami. Nie jestem już tym, który walczył. Nie jestem już niczyim dłużnikiem ani zobowiązanym do krzywdzenia siebie przez działania innych.
Uwalniam swoją głowę i podstawę z widzenia we wszystkich innych nacjach, narodach i rasach wrogów lub panów, którzy przyjdą i ponownie „podbiją”. Dziękuję tym narodowym emocjom i pozwalam im transformować się w miłość.
Zakończenie
Mam 64 lata, co niech będzie choć częściowym świadectwem tego, jak głęboko te tematy rezonują w mojej istocie. Na witrynie Taraki czasem spotykam teksty dotykające podobnej problematyki, lecz czuję, że jeśli nie Ty, to prawdopodobnie nikt inny nie zdoła wesprzeć w tych zmaganiach mnie oraz wielu innych osób tak historycznie i duchowo poturbowanych jak ja.
Wzorce, o których mowa w tym opracowaniu, nie są polską naturą. Są jedynie dawnymi mechanizmami przetrwania, wykształconymi w warunkach długotrwałego ucisku i zagrożenia. Problem nie polega na tym, że kiedyś się pojawiły — problem polega na tym, że te mechanizmy przetrwania zamieniły się w sztywne, automatyczne programy, które dziś aktywnie blokują możliwość stworzenia lżejszej i wolniejszej rzeczywistości. Zamiast służyć życiu, stały się więzieniem, które nie pozwala ani człowiekowi, ani narodowi być elastycznym, świadomym i gotowym porzucić to, co stare, martwe i już nieadekwatne.
Aryman jest twórcą podświadomości zbiorowej i podświadomości ogólnej — nawet tej rozumianej jako atom permanentny. Metatron natomiast był twórcą Systemu Karmy, który skupia uwagę na przeszłości i na przeżywaniu tego, co stare, co już nie buduje ani nie niesie. To właśnie Metatron — utożsamiany z JHWH, a dokładniej z Enlilem — zapieczętował noszenie przez ludzi wzorców sięgających nawet ośmiu pokoleń wstecz.
Czy naprawdę mamy nadal gloryfikować to, czemu poddawali się nasi przodkowie i ich dusze zbiorowe, choć żyjemy w zupełnie innych czasach? Miłość pozwala być tu i teraz i nie oglądać się za siebie. Ani Twój przodek, ani rodzic nie chcieliby, abyś pozostał związany tym, co ich niegdyś ograniczało. Teraz już lepiej wiesz, co to było i jak działa.
Wyraziłem to nieco chaotycznie, ale mam nadzieję, że główny zamysł jest dla Ciebie czytelny. Twój publiczny artykuł, który w klarowny i porządkujący sposób podjąłby ten temat, mógłby zainicjować wiele dobrego. Bardzo Cię o to proszę.
Wiele jest pustych przestrzeni energetycznych na terenach całego kraju. Przez historię odbitą w ziemi, rozgrabienie, pozostaje powaga i smutek, gloryfikacja bólu i cierpienia, poważne i ciężkie podejście do życia. Pozostaje wewnętrzne szarpanie i walka — między grupami, między rodakami. Pozostaje wieczna zazdrość, rywalizacja i podkładanie sobie nóg, ponieważ stłumiony gniew narodowy i poczucie zduszenia zawsze kierują emocje do wewnątrz, w swoje własne środowisko.
Odpuszczamy to, co ciężkie i przeszłe. Przyjmujemy to, co jest i co może być. Taka postawa pozwala patrzeć na nowe bez filtrów smutku, ciężkości, narodowego i rodowego poświęcenia. Uwalnia nici lojalności wobec przeszłości, które podtrzymują szarość, wiecznego wasala, poczucie bycia kimś i jednocześnie nikim. Te nici karmią stare wzorce: religijne, mesjanistyczne, romantyczny heroizm przegranej sprawy oraz tożsamość zbudowaną na sprzeciwie — zamiast na miłości i na tym, co pierwotnie było i nadal jest na tej świętej ziemi.
Każdy z nas ma dostęp do tego, co było pierwotnie: neutralnego, naturalnego, tolerancyjnego, akceptującego i budującego. To była pierwotna siła tej ziemi. Zostało to jednak przekręcone w ofiarowanie, ofiarę, pustą dumę, poświęcenie oraz gloryfikację śmierci i cierpienia w imię zbawienia. Musimy wybrać. Czy podążamy za tym, co arymaniczne i metatronowe — stare, sztywne i niezrozumiane — czy za tym, co elastyczne, nowoczesne i otwarte, przy jednoczesnym zachowaniu szacunku dla własnej kultury i kultur innych? Bez ulegania, bez klękania i bez przepraszania — bo dla każdego jest tu miejsce, bo zawsze było od zarania dziejów.
Nikodem Marszałek
2017 / 2026
Zapraszam do drugiej części uwolnienia: Pola narodowe Polski, Rosji, Niemiec. Wolność od karmy dla tych krajów i ludzi
