Home Życie i RozwójWywiad sprzed lat i refleksje dzisiaj

Wywiad sprzed lat i refleksje dzisiaj

by nikom@tutamail.com

Wywiad, jaki przeprowadziły ze mną w 2018 roku moja córka i jej koleżanka, był szkolnym zadaniem. Dziękuję Laurze i Amelii. A oto wasz pierwszy wywiad i moje odpowiedzi.

Mamy lipiec 2026 rok. Przeglądam notatki w swoim katalogu, artykuły i nagle zobaczyłem ten. Poczułem potrzebę przeczytania go, usunięcia z historii, a może dodania czegoś aktualnego. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Jeśli cokolwiek dodam, będzie miało znacznik – 2026.

Od ilu lat piszesz?

Swój pierwszy artykuł napisałem w 2004 roku, a rok później napisałem swoją pierwszą książkę – Motywację bez granic – więc piszę od 14 lat.

2026. Wszystko już trwa dwadzieścia dwa lata. Pamiętam, jak moja nauczycielka języka polskiego i wychowawczyni ze szkoły podstawowej powtarzała, że do niczego się nie nadaję, że będę nikim i że jestem grafomanem. To jest dopiero historia poniżania i dyskredytowania od najmłodszych lat.

Co Cię zainspirowało do napisania pierwszej książki?

Zainspirował mnie w 2005 roku mój dawny kolega Łukasz Milewski, który poprosił mnie o stworzenie skryptu na potrzeby jego szkolenia dla firmy. Siedziałem długie tygodnie przed monitorem – przeglądałem różne publikacje, własne notatki, opracowania, zapisywałem własne myśli na papierze. W pewnym momencie okazało się, że mam wystarczająco dużo materiału na książkę.

2026. Naprawdę bardzo szybko opracowałem i napisałem całe skrypty. Jakbym całe życie czekał, aż ktoś zapali tę iskrę. Gdyby nie Łukasz, nie napisałbym tych książek, ale moja droga jako motywatora tak szybko, jak się zaczęła, tak szybko się skończyła. Już w 2007 roku na spotkaniu organizowanym przez Złote Myśli i Helion wszystko dla mnie się zmieniło, bo usłyszałem od dziwnej pani o swoim jasnowidzeniu, jasnoczuciu i zdolnościach parapsychicznych. To był mój początek i koniec jednocześnie. Feniks – jak mnie przezywano – faktycznie się spopielił i zamienił w inną formę.

Czy twoje książki odnoszą sukces?

Masz na myśli sukces sprzedażowy? Bo dla wielu ludzi sukcesem jest samo napisanie książki i jej późniejsze wydanie. Jeśli chodzi o sprzedaż – z tego co pamiętam – pierwsze dwie książki (Motywacja i Odrodzenie) mogły sprzedać się w ponad dwudziestu tysiącach egzemplarzy (ale ta ilość może być dużo większa), plus materiały darmowe, które zostały pobrane prawie sto tysięcy razy, a audiobook na YouTubie wysłuchany prawie dwieście tysięcy razy. Miałem ogromne wsparcie Złotych Myśli oraz największego polskiego wydawnictwa Helion.

Jednak szybko moja droga zainteresowań się zmieniła, bo zacząłem dotykać i poruszać tematy duchowe, mistyczne i ezoteryczne oraz postawiłem wszystko na temat związków i relacji (obecnie nie ma tych artykułów na stronie). Można powiedzieć, że z jednego środowiska – motywacji, rozwoju osobistego, coachingu – otworzyła się przede mną nowa grupa docelowa. Nowe książki z dziedziny duchowej – Bądź zawsze sobą (2015 rok) i Energia Miłości (2016 rok) – sprzedały się w ilości łącznej ponad pięciu tysięcy egzemplarzy.

2026. Och, tutaj jeszcze nie wiem, że powstaną takie behemoty jak Poza Dualnością (2023 rok), która przedstawia ponad czternaście lat moich badań nad podziałem duchowym i osobistym człowieka. Cień bogów (2019–2024), Zmierzch bogów (2025) i Upadek bogów (2026). Wszystko dzięki wierze i wsparciu mojej małżonki Aleksandry. Od końca 2021 roku, kiedy się spotkaliśmy, nie odpuszczała i mówiła: „To się nie może tak skończyć. Ty jeszcze nie zacząłeś. Pisz”. Nie tylko napisałem, ale przeżyłem, bo samo napisanie w moim przypadku zawsze jest oparte na doświadczeniu i podsumowaniu. Trylogia „Bogowie” powstała „sama przez się” – do tego doprowadziło stworzenie nowej metody pracy z duszą i monadą.

Gdzieś mam w głowie napisanie prostej książki duchowej dla każdego, ponieważ rozwój bez świadomości karmy, praca nad sobą bez wiedzy o białych i ciemnych wzorcach prowadzi na manowce i zwodzi ludzi. Żaden motywator, trener rozwoju czy nawet psycholog nie łączy, czyli nie podchodzi holistycznie do struktury duchowej tego świata i samego siebie. Zamyka się tylko w danej szkole i poglądzie, odcinając to, co nie pasuje do układanki intelektualnej lub nie pozwala na to brak wypracowanych zdolności, takich jak jasnowidzenie czy jasnoczucie. Walczył z tym poglądem już Rudolf Steiner, a dla nas obecnie to zwykłe skutki arymanizmu i kantyzmu. śp. Jerzy Prokopiuk mówił: „Wyjaźniać człowieka z jego esencj i ducha”.

Również nie można zamykać wszystkiego w „Potędze podświadomości” – jak zrobił to Joseph Murphy – czy stawiać wszystkiego na myśl, jak zrobił to Napoleon Hill w książce „Myśl i bogać się”. Inaczej brzmi to jak zabawki dla dzieci bez wiedzy o oddziaływaniu linii losu ustalonego przez duszę, bez wpływu przodków – psychogenealogii. Dlatego po kursach i książkach tylko parę procent osób osiąga cokolwiek, bo wiedza jest fragmentaryczna. Chęci są, ale brakuje sklepienia i fundamentów, które są szersze. Dlatego wszystko przedstawiam w tak szerokim spektrum, jak jeden z czytelników napisał: „Jestem po lekturze „Cienia” i „Zmierzchu” – przytłacza i jednocześnie buduje. Na poziomie samej lektury to rewelacja. „Zmierzch” zostawił mnie z mózgiem rozchlapanym na ścianie, a jednocześnie z podziwem dla lekkości, z jaką piszesz o sprawach, które wcale nie są lekkie. Bardzo dziękuję przy okazji za Twoje komentarze, w których odnosisz opisane wydarzenia do filozofii, psychologii i innych dziedzin. Wiedza i praktyka są w nich niesamowicie poukładane i klarownie przedstawione„.

Czy pisanie książek sprawia Ci przyjemność?

Pisanie ogólnie sprawia mi przyjemność, bo jest aktem kreacji – przenosimy myśli, wiedzę i doświadczenie na poziom materii, czyli kartki papieru. Podczas pisania zapomina się o wszystkim: jest tylko pusta kartka i słowa rodzące się w głowie.

2026. Oczywiście. Dla mnie każda pozycja zamyka pewien przedział czasu, bo jest podsumowaniem. To pozwala mi ruszyć dalej. Obecnie jestem na etapie pracy z dawną pozycją Energia Miłości, która zamienia się w coś nowego i lekkiego, pozbawionego błędów poprzedniej. Mówię szczególnie o wpływie prądów lucyferycznych.

Dodatkowo każdy artykuł to próba nawiązania relacji z czytelnikiem, drugą osobą. Każdy oczywiście widzi i interpretuje przez swoje filtry, ale napisanie czegoś, co pomaga innemu człowiekowi, zawsze było dla mnie priorytetem. Dlatego tyle dekad rozdawałem i dawałem za darmo. Nie dlatego, że coś było mało wartościowe – właśnie dlatego, że było to najlepsze i najgłębsze, co miałem w danym momencie. Artykuł, akapit, nawet zdanie – to często uchwycona chwila, która nigdy nie będzie taka sama.

Twój ulubiony gatunek literacki?

Gatunek epicki, taki jak opowiadanie, powieść. Dokładniej interesuję się literaturą fantastycznonaukową.

Ulubiona książka i dlaczego akurat ta?

Jej tytuł brzmi Bądź szczęśliwy, autor: Andrew Matthews. Po przeczytaniu tej książki zrozumiałem, jak wiele potrafi nauczyć nas książka. Dzięki tej publikacji pojawił się w mojej młodzieńczej głowie pomysł: „Będę inspirował ludzi – tak jak ten autor”.

2026. Obecnie najlepszą książką jest moje życie. Nie inspiruję, nie prowadzę warsztatów, mógłbym nawet powiedzieć, że nie uczę, nie sprzedaję, nie promuję. Nawet nie wiem, jak znalazłem czas na stworzenie nowej strony głębiaduszy i odświeżenie wielu starszych opracowań. Również zaskakuje mnie to, jak dzielę czas na pracę na rzecz świata i tego, co opisałem w swojej trylogii, z pracą z drugim człowiekiem. Szaleństwo, ale czuję odpowiedzialność, która już na całe szczęście z poziomów duchowych, globalnych coraz mocniej wraca do ciała i tego, co dookoła mnie.

Jaki jest Twój ulubiony autor?

Frank Herbert z jego cyklem Kroniki Diuny oraz Orson Scott Card z jego serią o Enderze. Obaj autorzy zaliczani są do znakomitych autorów książek fantastycznonaukowych.

2026. Obecnie będzie to moje przeciwieństwo, czyli Robert Monroe i Bruce Moen. Ich pozycje są łatwe, czytelne, proste. Mimo że moje eksploracje są dużo wyższe i dalsze, bardziej namacalne i urzeczywistniają to, jak silny jest wpływ wyższych gęstości na niższe. To kocham tych autorów, mam przeogromny szacunek, bo odrzucili lucyferyczne intelektualizowanie na rzecz bycia w prostocie. Ich praca dokonała wyraźnego wyłomu i rzuciła rękawicę podejściom teozoficznym — czyli pracy nieco przeintelektualizowanej.

Co lubisz w swojej pracy?

Moją pracą jest poniekąd pisanie, ale sprzedaż książek (tych nowych) nie pokryła kosztów ich napisania. Pracą zarobkową jest pomaganie innym ludziom rozwiązywać ich różne problemy życiowe poprzez konsultacje, coachingi i sesje. Każdy człowiek mnie czegoś uczy, na coś zwraca uwagę. Chyba lubię różnorodność wyzwań – to myślenie, w jaki sposób można komuś pomóc, obudzić, wskazać drogę do wyjścia, uzdrowić; w jaki sposób można do kogoś dotrzeć. To często jest trudne, wymagające i potrafi zmęczyć ciało i umysł.

2026. Wiele się zmieniło w tak krótkim czasie. Więcej pracy z ciałem, uzdrawianiem ciała, powstanie metody Przebudów Subtelnych, pracy całościowej dotykającej biologii, psychiki, podświadomości, karmy i duszy – i to wszystko w jednym. Większa empatia i rozbudowanie technik we własnej Metodzie Jedności Jaźni. Praca z domami, duszami mieszkań – i jak ostatnie opracowania pokazały – z polami całych narodów.

Możliwości pracy, pomocy i wsparcia dla mnie osiągnęły nowy poziom i głębokość, ale często nie jestem w stanie ubrać tego w słowa, chociaż dla mnie jako autora powinno to być proste.

Czego nie lubisz w swojej pracy?

Błędów językowych, które stale popełniam (śmiech). Martwi mnie, kiedy artykuł – ważny w moim odczuciu – nie został zrozumiany przez czytelników lub jest pomijany. Pisze się zawsze dla innych ludzi, nie dla siebie.

2026. W dziedzinie motywacji rywalizacja była czymś, co motywowało każdego z nas. Kiedy w 2007 wszedłem na drogę duchową, moje nazwisko nic nie znaczyło. Jednak pierwsze opracowania o różnicy między podświadomością a duszą, prawem przyciągania a karmą zaczęły w środowisku duchowym wytwarzać tzw. dociskanie, spychologię, oczernianie mnie, tworzenie nieprawdziwych historii na mój temat, opłacanie botów, nienawiść wylewaną przy każdej okazji, gdzie przewijało się moje nazwisko. Wszystko to rozpoczęte przez Leszka Żądło i jego regresing, a później pozostałych w środowisku duchowym.

To działanie trwające dekadę zepchnęło mnie na margines. Nie tylko działanie zewnętrzne – bo moje własne skupienie na pracy badawczej, jak i wewnętrznej nad sobą potęgowało ignorowanie w miejsce zaznaczenia terenu i odparcia ataku, czy sądownie, czy intelektualnie. Nie zrobiłem nic, bo w tym okresie były rzeczy ważne i ważniejsze. Dopiero pod koniec życia Leszek przeprosił i przyznał się, że nigdy nie czytał i nie widział kogoś tak inspirującego, mocnego i nietuzinkowego. Może dla kogoś żyjącego w środowisku rozwojowym nazwisko Leszka nic nie znaczy, ale wystarczy zamienić sobie je na Anthony’ego Robbinsa danego środowiska, czyli kogoś w pozycji dominującej na rynku.

Wiele lat nie rozumiałem hejtu, nienawiści, zazdrości, rywalizacji i porównywania ze mną. Myślałem, że tak się dzieje przez fakt unikatowości opracowań, które odwróciły świat duchowy do góry nogami i otworzyły to, co przez wieki było ukryte za kurtyną. Dzisiaj rozumiem więcej, bo zachowanie przepełnione nienawiścią, atakującą magią, klątwami, obgadywaniem za plecami zawsze zawiera u osoby strach i niski wizerunek własny.

Kiedy poruszyłem pierwszy klocek przez odkrycie nowych terminów i zasad, pozostałe domina musiały zareagować, więc zmusiło środowisko do akceptacji duszy, cienia, nie tak doskonałych wyższych wymiarów. Zmiana narracji duchowej znanej od wieków nie jest prosta – każdy przełom wymagał lodołamacza, ale i narażał właśnie na ostracyzm. W efekcie moja fala i nowa fala odbijała się od kolejnych osób, istot, metod, struktur i wracała wzmożona niezrozumieniem, strachem i niechęcią do weryfikacji własnej drogi oraz tego, co przez wieki podtrzymywał Metatron czy Lucyfer.

Oprócz tej wiedzy lepiej rozumiem tzw. białe wzorce, jak wzorce jezusowe, mesjańskie, oświeceniowe, które potęgowały nienawiść moją do siebie i cudzą wobec mnie, bo tak działają nieuwolnione historie wcieleniowe i takie są skutki nieprawidłowych praktyk duchowych.

Poradziłem sobie z tym wszystkim całkiem dobrze, ale nie znalazło się dla mnie miejsce. Rosja miała swoją Helenę Bławatską, Anastazję i Siergieja Łazariewa. USA swojego Roberta Monroe i Bruce’a Moena ze swoim „The Gateway”. Indie miały Paramahansę Yoganandę. Austria miała Rudolfa Steinera ze swoją antropozofią. Niemcy mają Eckharta Tolle (Ulricha Leonarda Tolle) czy Berta Hellingera. A Polska ma Nikodema Marszałka.

O czym piszesz?

O tym, jak żyć świadomie, uważnie, jak pracować nad sobą. Uczę pewnego sposobu myślenia. Chodzi o samodoskonalenie, o to, żeby nie szukać winnych w innych ludziach, tylko rozwiązań w sobie samym. Siła i mądrość są bowiem w nas. Kolejna partia opracowań dotyczy naszego życia duchowego, bo przecież to fizyczne jest bardzo krótkie. W dziedzinie duchowo-ezoterycznej jestem uważany za pioniera, ale należy zgłębić większość moich prac, by zbudować ogólny obraz i stworzyć rozróżnienie w sobie, którego dotychczas – przez wychowanie i religie – nie było w nas i w otoczeniu. Można powiedzieć: zwróciłem ludzkości zrozumienie pierwotnej duchowości.

2026. Gdybym miał odpowiedzieć na list kogoś, kto czyta i mówi: „Nie rozumiem, co Nikodem pisze”, mam radę. Czytać dalej, praktykować tak, jak są pokazane techniki, odpowiadać na pytania, które zadawane są w sesjach. Dać sobie czas, ponieważ działa tutaj zasada C.G. Junga w temacie synchroniczności.

Brak podstaw w naukach duchowych, czyli fundamentalnej wiedzy o budowie człowieka – jak: część subtelna, dusza – i przestawienie priorytetów duchowych na coś, co nie istnieje, jest skutkiem działania Metatrona i Lucyfera, podtrzymywania dziecięcości i zależności w ludzkości. Kłamstwo ubrane w złote szaty dalej jest kłamstwem. Cała nauka Wschodu razem z buddyzmem pomija temat samoświadomej duszy. Współczesna nauka dopiero od krótkiego czasu zrobiła wyraźne rozróżnienie między świadomością a podświadomością, a przecież jest tutaj jeszcze nadświadomość, co nazywam duszą – i nie ma to nic wspólnego ze strukturą super-ego.

Czasem terapia klasyczna działa doskonale, ale brakuje małego elementu uwolnionego we wzorcach rodowych czy w zachowaniu duszy i jej postawie. Czasem alkoholik przepracował i uwolnił, ale jak zadziała egregor na jego osłabioną – piciem – część subtelną, ulegnie. Łączenie wiedzy klasycznej z duchową daje podejście holistyczne, całościowe. Bez tego mówienie o czymś ma zawsze mniejsze efekty, bo jesteśmy podzieleni, oddzieleni, zabetonowani w miejscu bycia całością.

Kto jest Twoją muzą?

Ty (spoglądam w stronę Laury).
Tak było na początku, ale zawsze inspiracje miałem w sobie, po prostu wiedziałem, co chcę robić i dążyłem do celu. Jednak jest pewna rzecz, która motywuje mnie dodatkowo – widok młodych ludzi, dzieci. Zawsze powtarzam sobie: „To pokolenie będzie żyło lepiej, piszę dla nich”.

2026. Obecnie działam z innego poziomu – wszystko od wydarzenia opisanego w mojej trylogii „Bogowie”, czyli od 2019 roku. Jest to poziom monadyczny, jedność – jakby cały świat, wszystko stało się dźwiękiem. Taki silny cel postawiłem przed sobą: uwolnić wszystko, co stare i należało do tzw. „bandy dwunastu”, czyli starych istot, które stworzyły taki świat i podobne. Częściowo już się to udało. Zgodnie z myślą Ziga Ziglara: „Robisz wszystko z zasobów, jakie posiadasz”.

Czy piszesz w jakimś określonym miejscu?

To zależy, w jakim mieście aktualnie mieszkam, ale z reguły piszę w różnych kawiarniach. Zakładam słuchawki na uszy, obok mnie stoi zaparzona herbata (kawy nie pijam), w tle leci muzyka (słucham muzyki typu chillout, house, ambient, trance). Ta muzyka synchronizuje mi półkule mózgowe, nie ma w niej słów ani śpiewu – od razu jestem skoncentrowany.

2026. Obecnie na wysokości 2800 m n.p.m. przed komputerem. Przeważnie już od szóstej rano coś robię.

Ile wydałeś dotychczas książek?

Pięć, ale materiału mam na pięć kolejnych. Ostatnia nosi tytuł Dbaj o siebie i jest wydawana przeze mnie. Self-publishing jest dla mnie czymś nowym, nieznanym – dużo się uczę podczas tego procesu. Gdy ostatnia książka odniesie sukces (sprzeda się pierwszy nakład), z pewnością wydam w tym samym roku jeszcze jedną pozycję.

2026. To jest taka ciekawa postawa dotycząca „ilości”. Dbaj o siebie wycofałem tuż pod koniec 2019 roku, kiedy wyszedł temat lucyferyzmu. Dzięki pokazaniu swojej drogi, opisaniu – obecnie nie ma tych opracowań, bo są w Cieniu bogów – wiele osób poszukujących, ale i sam Leszek zareagowali bardzo pozytywnie. Jakby ktoś, kto wydawał się jak lokomotywa, przecinak intelektualny, z umiejętnościami trudnymi do opisania, nagle stał się zwykły, normalny i to jeszcze przyznający się do błędów. To odbudowało pewną więź między mną a innymi.

Nie wiem, ile mam książek i nawet nie chcę ich liczyć, ale Bądź zawsze sobą chcę wznowić – i to jest jedyna lektura z przeszłości, oprócz Energii Miłości, która jest na mojej liście. Reszta nieaktualna i niech taką pozostanie.

Skąd czerpiesz materiał do swojej pracy?

Dotykam, badam, wchodzę w różne sytuacje, z których później wyciągam wnioski, analizuję je, zadaję dużo pytań: co się stało, czego było za dużo, czego mi brakowało, gdzie popełniłem błąd, jak mogłem odpowiedzieć lub zareagować inaczej, co mnie poruszyło itp. Wymaga to zmysłu obserwacji, dobrej pamięci, przyznania się do błędu, bycia szczerym ze sobą. A dzięki temu wszystko, co wydarzyło się w przeszłości, staje się teraźniejszą mądrością. Dużo uczą mnie osoby, którym pomagam – ich własne historie, sukcesy, porażki, pytania.

2026. Tutaj faktycznie trzeba podzielić grubą kreską tematy, jakimi się zajmuję. Motywacja i rozwój – raz. Relacje i związki – dwa. Odprowadzanie zmarłych – trzy. Życie i inspiracja – cztery. Sesje – pięć. Duchowość – sześć. Do każdego tematu czerpię z siebie, z tego, co przeżyłem, ale też z tego, co głęboko we mnie.

Tematy duchowe same rosną, bo opisuję, a może raczej tłumaczę to, co „wyżej” na nasz język. Ściągam to, co dusze i monady mają do powiedzenia na nasz, ludzki język. Co jest unikatowe samo w sobie. Przestałem pisać o związkach, bo kiedy odszedłem w 2021 od byłej partnerki i poznałem swoją przyszłą małżonkę – temat się dla mnie domknął. Mam wiele ciekawych opowieści w temacie połówek i Rodzin Duchowych, ale musiałbym mieć czas i na pewno raczej skierowałbym całą pracę w stronę książki niż luźnych publikacji, których i tak już wiele. Materiał zawsze jest, ale musi być czas do jego opisania, a często go niestety nie ma.

Masz jakąś złotą radę dla innych?

Żeby pracować z pasją, dawać z siebie wszystko, bez względu na to, czy ktoś docenia, widzi, lajkuje (jakby powiedziało twoje pokolenie); ciągle próbować, wyciągać wnioski z porażek, analizować błędy i działać bez względu na wynik. No i najważniejsze: kochać siebie.

2026. Nie ulegać presji rodowej i karmicznej. Spróbować nawiązać relacje z częścią subtelną lub duszą. Po prostu zauważać granice swoje i je respektować.

Nauczyć się nie patrzeć na sukces tylko przez pryzmat materialny, lajków, zasięgów i pieniędzy. Trudno policzyć wkład antropozofii Steinera w ludzkość, tak jak trudno policzyć mój wkład w odczarowanie duchowości – głównie lucyferycznej – i otwarcie całej ludzkości na to, co zawsze miała. Nie licząc wkładu w „mocowanie” się ze starymi istotami trzymającymi całkowitą władzę. Dwadzieścia lat to kawał czasu. Dużo to kosztowało, ale też przyniosło korzyści nie tylko mnie, ale całej ludzkości.

Jakie masz plany na przyszłość?

Przetłumaczyć moje wybrane książki na kilka języków, mieć lepszy kontakt z odbiorcami moich treści i być zdrowym.

2026. Chyba wykonać dalszą pracę nad polem narodowym Polski i przywrócić to, co jeszcze jest nieskończone, bo może wtedy moje miejsce ZAISTNIEJE. A wtedy pójdę dalej, bo czekam ciągle na coś, co nie nadchodzi.

Nikodem Marszałek

2018 / 2026

Podobne artykuły

Focus Mode