Zapraszam do przeczytania pierwszej części pracy, „Terapia z piekła rodem. Jak natura duszy zwyciężyła nad dobrem klienta”. W tym uwolnieniu pracujemy już z tym, co zostało odbudowane poprzednio. Szymonowi wróciły kolorowe sny i ich pamięć. Skutki prawie dwóch lat nieprawidłowej terapii, pod okiem zaburzonego człowieka, będą jeszcze wychodzić. Praca nie jest łatwa i dlatego jest szczególna. Nie ma tu dusz ani części subtelnych. Jest zmierzenie się z tym, co siedzi w ciele i w nim samym. Zapraszam.
Początek
Szymon: Jesteś?
Nikodem: Jestem, jestem.
Szymon: Dzięki.
Nikodem: Jak sny?
Szymon: Wczoraj ten mechanik rozwalający mi auto, o które dbaliśmy. A dzisiaj wąż na plecach. Ale masz rację, depresja na maksa. Mam wrażenie, że nigdy już z tego nie wyjdę. To od lat się nie zmienia, wraca różnymi falami.
[Pamiętajmy. Szymon nie miał ciał subtelnych. Fragmentaryzacja jaźni, wpływ zaburzonego terapeuty, ingerencja. Nie pamiętał snów.]
Nikodem: U ciebie chyba dodatkowo jest skojarzenie, że depresja, ten stan, który teraz czujesz, to też coś, co pozwala ci żyć i przeżyć. Czyli nie: działam, robię, jestem wulkanem energii, daję otoczeniu dookoła.
Szymon: Zaczęło się chyba, jak mój ojciec dostał raka, a ja udawałem, że nic takiego, i uciekałem od tych złych emocji, jak się dało.
Nikodem: Masz strach przed wyrzuceniem energii z siebie, dlatego nic nie wychodzi. Bo w ciele masz energię, to widać, w ciałach subtelnych też ta energia jest, ale nie wychodzi nic. Jakby: strach, wstyd, nie, nie dam, nie będę wkładał, dawał.
[Tutaj badam i cały czas analizuję. Nie stosuję sztywnych ram. Nie wkładam problemu do szufladki z odpowiednią tabliczką. Obserwuję nie to, co pisze Szymon. To ma małe znaczenie. Badam reakcję ciała i ciał subtelnych na moje pytania. Główny cel to odblokowanie energii i uznanie tej części, która przez terapię została rozdrobniona i zniszczona, a po przebudowie subtelnej i ostatniej pracy została zwrócona.]
Szymon: Paraliżuje mnie, jak myślę o tym projekcie dużym, co mam zrobić. Nie podoba mi się. Do swojego projektu nie siadałem już chyba od dwóch, jak nie trzech miesięcy, bo mnie blokuje. Ale najważniejsze, że cały czas mam myśli, że nic nie ma sensu. I jak w to wejdę, to śmierć, bez sensu, jestem śmieciem.
Nikodem: Bo nic nie ma sensu. [Wzmacniam.]
Szymon: I chyba wczoraj wieczorem uruchomiłem sobie to, będąc sam ze sobą. Czułem, jak mi się głowa zatyka. Próbowałem coś pomalować, ale nie byłem zadowolony z tego.
Nikodem: A, mamy to. Nie byłeś zadowolony z tego. No tak. Żyjesz w świecie, gdzie wszystko ma być top. Każdy ma być top.
Szymon: Dokładnie. Wszystko musi być idealne. Inaczej mi się nie podoba.
Nikodem: Teraz projekt dla dużego koncernu ma być top.
Szymon: A przede wszystkim ja mam być top.
Nikodem: „Nie podoba mi się” jest względne, bo sam krytykujesz, żeby inni tego nie zrobili.
Szymon: Już nawet wyobrażałem sobie, że trafię do psychiatryka i odpocznę, ale nie mogłem przemóc tego, że pokazałbym światu i znajomym, że jestem słaby, że nie dałem rady.
Nikodem: Trzeba być top. Dlatego energia z ciebie nie wychodzi? Bo krytyka, bo nie jest top? Czy coś jeszcze?
Szymon: Plus do tego, że nic nie ma sensu, i załatwione.
Nikodem: Jak może cokolwiek mieć sens albo cokolwiek być warte pracy, wysiłku, włożenia, skoro po pierwsze nie jest top, po drugie inni są top, po trzecie nie jestem zadowolony z siebie i z pracy, bo nie jest top i inni robią lepiej. Pętla.
[Wzmacniam to, co Szymon sam powiedział.]
Szymon: Ja to wiem, ale co z tego, jak to mnie zabija. Ten top nie chce żyć, bo nie jest idealnie. Ja jestem nieidealny.
Nikodem: Ty nie jesteś top. Nawet top nie są top.
Szymon: Wiem, ale co z tego. Na rozum ja to wiem. Miałem to sto razy na terapii.
Nikodem: Ponieważ wiesz, pozostaje tylko schowanie tej energii, którą masz, tych promieni, które masz, i tej kreacji, którą masz w sobie. Nic się nie urodzi, nie wypłodzi, nie wyjdzie.
Ja bym zapytał tej energii w tobie: jeśli ciebie trzymam w sobie i nie pozwalam ci się zmaterializować przez moje talenty i pomysły, jak ty reagujesz na moje zachowanie, droga energio?
[Przechodzę do ofensywy, zamiast wchodzić w polemikę z Szymonem.]
Szymon: Partnerka zadzwoniła właśnie. Opierdzielić mnie, że coś zrobiłem nie tak. Przepraszam. Już się skupiam. Nie rozumiem pytania.
Nikodem: No tak, uszkodziła twoje myślenie terapia. Kanały logiczne terapii opartej na rozumie – przeintelektualizowanie. Wszystko w głowie, nic w ciele. Masz się skontaktować z tym, co w tobie, z kreacją, energią w tobie, która daje moc do pracy, do tworzenia czegoś z niczego. Zaraz na początku napisałem: żadna energia z ciebie nie wychodzi, a ona jest w środku ciebie.
[Pytanie było proste: zapytaj energii w sobie, jak reaguje, kiedy jej nie wypuszczasz. Szymon mówi, ze nie rozumie. Nie dlatego, że pytanie jest ciemne. Dlatego, że kanał, którym miałby je wziąć, został przestawiony na rozum. Dwa lata kozetki nauczyły go, że kontakt ze sobą to dialog z postacią, analiza potrzeby, zdanie, które da się obronić. Pytanie do energii nie ma postaci. Nie ma argumentu. Ma ciało. Tego kanału terapia nie ćwiczyła. Ćwiczyła głowę, więc głowa na progu mówi: nie rozumiem.
Przeintelektualizowanie jest tu dokładne. Nie nadmiar myśli. Zamiana czucia na warunek rozumienia. Dopóki nie zrozumie, nie sięga. A energia nie czeka na zrozumienie. Jest albo wychodzi, albo siedzi. „Wszystko w głowie, nic w ciele” nie jest oceną inteligencji. Jest opisem miejsca, w którym utknął po nurcie opartym na rozumie: wie sto razy, że nie musi być top, i to wiedzenie go nie rusza. Wiedza z terapii została. Ruch nie.
Stąd polecenie kontaktu, nie interpretacji. Kreacja, energia, moc do robienia czegoś z niczego. To nie jest kolejna część do rozmowy. To to, co na początku sesji było w ciele i w ciałach subtelnych, i nie wychodziło: strach, wstyd, nie dam, nie będę wkładał. Terapia rozdrobniła jaźń na paski i nazwała to pracą. Ta energia została pod spodem, nienaruszona, tylko zatkana. Dlatego zdanie z początku wraca: żadna energia z ciebie nie wychodzi, a ona jest w środku.
Uszkodzenie nie polega na tym, że Szymon źle myśli. Polega na tym, że myślenie zostało ustawione jako jedyne wejście do siebie. Kto tak wejdzie, dostanie postać, głos, ocenę. Nie dostanie potencjału, który nie ma osobowości i po prostu jest. Dopóki pytanie musi najpierw przejść przez rozum, energia zostaje w środku, a on zostaje z wrażeniem, że nie rozumie siebie. Nie siebie nie rozumie. Nie ma już drogi, która nie prowadzi przez głowę. ]
Szymon: Jest i nienawidzi mnie. Jest jej wstyd, że się marnuje.
Nikodem: Dobrze. Nienawidzi, ale ona jest niepersonalna, nie ma osobowości. Ona po prostu jest.
[Szymon robi z energii kolejną postać. Tę samą operację, której nauczyła go kozetka.
„Jest i nienawidzi mnie. Jest jej wstyd, że się marnuje.” Energia dostaje ja. Dostaje afekt, ocenę, relację do niego: ona wobec mnie. Za chwilę będzie z nią rozmawiał, tak jak rozmawiał z częścią władczą, z częścią, która się chowa, z miękkim asystentem na sesji. Depersonalizacja jest tu dokładna. Ja, które miało być potencjałem, schodzi na bok, a na środek wchodzi persona: nienawidząca, zawstydzona, osobna. Szymon znowu nie jest tym, co w nim jest. Jest tym, kogo to coś ocenia.
Dlatego cięcie pada od razu. „Nienawidzi, ale ona jest niepersonalna, nie ma osobowości. Ona po prostu jest.” Nie zaprzecza odczuciu. Zdejmuje obsadę. Nienawiść i wstyd są jego. Energia nie ma kogoś się wstydzić. Energia nie ma kogo nienawidzić. Jak dostanie osobę, wraca fragmentaryzacja: kolejny pasek na mentalnym ciele, kolejny rozmówca, kolejny powód, żeby nie wyjść. Terapia właśnie tak rozdrobniła to, co po przebudowie subtelnej zostało zwrócone. Jedno zdanie wystarczy, żeby zwrot zszedł z powrotem w personę.
Stąd „dobrze” przed cięciem. Treść jest prawdziwa: marnuje się, jest złość, jest wstyd. Fałszywa jest forma. Forma mówi „ona”. Praca mówi „to”. Dopóki to zostaje tym, co po prostu jest, może wypełnić brzuch, serce i głowę. Jak stanie się kimś, kto go nienawidzi, Szymon znowu będzie miał z kim rozmawiać i nie będzie miał z czego działać.]
Szymon: Tak. Czuję, że wbija mi się coś w głowę. Strasznie zły jestem na siebie, że nie ogarniam.
Nikodem: Jeśli jest i ciebie akceptuje, i nie ocenia, to co wtedy? A co lepsze: ona jest i czeka, aż sięgniesz po nią bez oceny. Co wtedy?
Szymon: Że nie potrafię sobie pomóc. Wtedy czuję, że się boję. Boję się, że zostanie oceniona.
Nikodem: Dobrze. Chcemy tego. Przyjmij ten strach.
Szymon: Aż krzyczy we mnie, że się boi.
Nikodem: Strach jest prawdziwy. Ocena jest subiektywna.
Szymon: I znów te myśli, że nienawidzę siebie. Przykrywają ten strach.
Nikodem: Teraz razem z tym strachem powiedz tej energii, potencjałowi w sobie: jestem razem z tym strachem i z tobą.
Szymon: Budzi się delikatnie. Ale cała drży. Nie chce wychodzić.
Nikodem: Ciało musi się przyzwyczaić. Tak, widzę to drżenie, ale to nic. Niech potencjał, energia, się zwiększy i wypełni brzuch, głowę oraz serce.
Szymon: I cały czas te myśli o śmierci. Aż boję się, co będzie, jak to mnie wypełni.
Nikodem: Będzie życie, bo ta energia, potencjał, jest niczym innym jak życiem.
[Proszę pamiętać. To nie jest tylko rozmowa z Szymonem. Cały czas rozmawiam z częścią subtelną i odblokowujemy poszczególne meridiany. Punkt po punkcie. Pracuję z tym, co dla Kanta i Kartezjusza nie istniało, i wpływam przez energię i ciała subtelne na ciało fizyczne, które daje sygnał pozostałym organom i układowi nerwowemu.
A oni, gdyby tu stali, powiedzieliby, że nic się nie dzieje. Kartezjusz, bo to nie myśl, tylko ciało, a ciało jest maszyną i samo z siebie głosu nie ma. Kant, bo meridian nie jest zjawiskiem ułożonym w czasie i przestrzeni, więc nie mieści się pod sufitem i wolno go wyrzucić do złudzenia. Ciało tymczasem drży, płacze, zatyka czubek głowy i w końcu puszcza. Maszyna bez głosu akurat mówi. Złudzenie akurat rusza organ. Zostaje im jedno: nie patrzeć.]
Szymon: Już słyszę, że nas zaraz rozkradną, zabiorą wszystko. Że trzeba tego pilnować. Depresja lepsza niż życie.
Nikodem: Dobrze, niech się to pojawia. Tak. Mimo tego energia, potencjał, wzrasta, wypełnia teraz brzuch, serce i głowę.
Szymon: Płakać mi się chce, ale nie mogę.
Nikodem: Bo gdyby płacz się pojawił, to co wtedy?
Szymon: To pokażę słabość. A ja nie jestem słaby. Nie mogę być słaby. Tylko silny.
Nikodem: Każdy jest słaby, bo nie ma siły bez przyjęcia słabości, kruchości i wrażliwości.
Szymon: Wszyscy muszą na mnie polegać. Wszyscy wierzą, że jestem silny. I znów ta energia chce się chować.
[Chcemy wymówek, obiekcji, przekonań Szymona, bo jest w kontakcie z ciałem. Zaczyna przypominać sobie – siebie samego.]
Nikodem: Ale jeśli nie jesteś silny, oszukują siebie, a ty ich. Kłamiecie sobie i tak żyjecie.
Szymon: W domu zawsze mi ją rozkradali. Dokładnie to kłamstwo.
Nikodem: Jak energia, potencjał, jest w brzuchu i sercu, co to robi?
[Tutaj ściągam myślenie do ciała.
Szymon właśnie domknął linię: w domu rozkradali energię, i to jest to kłamstwo. Głowa ma temat. Dom, rodzice, brat, strata. Z tego tematu da się zrobić kolejną godzinę postaci. Pytanie nie wchodzi w temat. Pyta, co energia robi, kiedy jest w brzuchu i sercu. Czyli nie skąd ją wzięto. Co się dzieje, gdy jest na miejscu.
To jest przeniesienie punktu ciężkości. Z historii na odczucie. Z „oni mi zabrali” na „co to robi we mnie teraz”. Kontakt ze sobą nie zaczyna się od wyjaśnienia kradzieży. Zaczyna się od miejsca, w którym potencjał albo żyje, albo go nie ma. Brzuch i serce są tym miejscem. Głowa byłaby z powrotem terapią: analiza, kto ukradł, dlaczego, jaka postać to trzyma.
Dlatego pytanie jest krótkie i cielesne. Jak odpowie opisem domu, nadal jest w kłamstwie. Jak odpowie, że żyje, cieszy się, ekscytuje, wrócił do siebie. Kradzież może zostać w tle. Środek ciężkości już nie.]
Szymon: Wtedy żyje, cieszy się, ekscytuje. Ale ciągle jest to, że ktoś nas okradnie. Ten strach.
Nikodem: Jest taka możliwość. Niech kradnie. Jak może ukraść coś, co jest w tobie nieskończone?
Szymon: Tylko jakieś narkotyki mogą powodować, że czuję się pewnie. Bo to się marnuje, marnuje się życie.
Nikodem: Tak. Do wielkiego daru brak szacunku. Daru w tobie i potencjału w tobie.
Szymon: Cały czas czuję ten strach. Nie wiem, skąd ta wiara.
Nikodem: Tak, niech sobie będzie. Akceptujemy strach i krytykę.
[Krótki fragment, ale bardzo ważny.
Tutaj nie rozbrajam obrony. Odbijam ją, aż sama zostanie bez przedmiotu.
Pierwsze odbicie jest na kradzież. Szymon mówi: ktoś nas okradnie, ten strach. Dostaje: jest taka możliwość, niech kradnie. Obrona liczy na sprzeciw. Sprzeciw utrzymałby złodzieja przy życiu, bo byłoby z kim walczyć. Zgoda zabiera walkę. Zostaje pytanie, którego obrona nie rozumie: jak ukraść coś, co w tobie jest nieskończone. Strach przed utratą trzyma się tylko wtedy, gdy dar jest skończony i leży na wierzchu. Nieskończone nie ma brzegu, za który da się złapać.
Drugie odbicie jest na narkotyk i na marnowanie. „Tylko jakieś narkotyki mogą powodować, że czuję się pewnie.” To obrona przez substytut: pewność z zewnątrz, bo własna jest zagrożona. Nie wchodzę w używkę. Biorę drugą połowę zdania, marnuje się życie, i oddaję to jako brak szacunku do daru. Mechanizm chciał mówić o braku pewności. Dostaje obraz człowieka, który ma potencjał i nie traktuje go jak swojego. Wstyd, który energia miała nosić jako persona, wraca jako stosunek do siebie.
Trzecie odbicie jest najkrótsze i zamyka pętlę. „Cały czas czuję ten strach. Nie wiem, skąd ta wiara.” Szymon szuka źródła, czyli znowu głowy; skąd, kto włożył, jaka historia. Dostaje: niech sobie będzie, akceptujemy strach i krytykę. Źródło nie jest potrzebne. Obrona żyje z tego, że strach trzeba wyjaśnić, zanim wolno ruszyć. Akceptacja mówi, że strach może siedzieć obok i nie dostaje steru.
Wszystkie trzy mają ten sam ruch. Nie prostuję go. Powtarzam mechanizm w formie, w której on sam słyszy, że obrona nie chroni daru. Chroni przed daru użyciem. Kradzież, narkotyk, wiara w strach: trzy sposoby, żeby nie wziąć tego, co już jest w brzuchu i sercu. Odbicie zostawia mechanizm na miejscu i zabiera mu rację, że musi najpierw zniknąć. ]
Szymon: Cały czas czuję, jakby ten dom rodzinny, i robienie za brata, za rodziców, i marnowanie, markowanie.
Nikodem: A teraz, jak energia, potencjał, jest w głowie, co czuje głowa? I jak reaguje na to ciało?
Szymon: Głowa nie dopuszcza. Jest tylko do połowy.
Nikodem: Poczuj. Rozum to nie głowa.
Szymon: Mózg odcina. Ale jak jest całe, to jest swoboda, brak zmartwień, gracja. Ale zaraz mózg odcina.
Nikodem: Ładne słowo, gracja. Co jeszcze? Jest też rytm.
Szymon: Brak zawahania. Tak. Do przodu idzie energia.
Nikodem: Tak, bo ona chce do przodu, dalej.
Szymon: Ale zaraz myśl, że nie wierzę w siebie.
Nikodem: Nikt nie wierzy w siebie. Po prostu wielu ludzi się nad tym nie zastanawia, czy wierzy, czy nie wierzy, czy wyjdzie, czy nie wyjdzie. Po prostu robią swoje i działają przez ruch. Inaczej nie ma zaufania do siebie. Teraz połóż jedną dłoń na czoło, drugą na brzuch i powiedz: ogrzewam i daję sobie, bo jak daję sobie, to inni mi dają i wraca.
Szymon: Mówiąc to, zawsze odpowiadam „nie umiem”, i zaczynam płakać, i odcina mnie.
Nikodem: To do kogo ciało i wola należą?
Szymon: Raczej nie do mnie. Do ideału.
Nikodem: Nie. A mówisz do mnie, piszesz do mnie, widzisz i czujesz, co piszę. Wszystko się zgadza.
Szymon: Ciało należy do mnie. Nie mam siły.
Nikodem: Taka jest odpowiedź.
Szymon: To nic nie da.
Nikodem: Twoja mama musiała bardzo dużo wymagać od swojego męża. Bardzo dużo. Teraz żyjesz w takim świecie, gdzie wszystko ma być top, każdy ma być top. Każdy silny, sprawczy, mądry i piękny. Ale energia, potencjał, ma jedną zasadę. Kreacja i nienawiść są na tej samej linii.
Szymon: Ciężko mi na barkach.
Nikodem: Człowiek sięga po jedno albo po drugie, albo nie sięga w ogóle.
Szymon: No nawet teraz partnerka napieprza do mnie smsy, bo jest nie tak, jak ona chciała. Projekt, którego i tak nikt nie obejrzy.
Nikodem: Dwie rzeczy. Tworzysz czy odtwarzasz? Budujesz czy niszczysz?
Szymon: Tworzę i niszczę.
Nikodem: Czy to, co tworzysz, podoba się wszystkim?
Szymon: Dużej części tak.
Nikodem: Czy ty jesteś z tego zadowolony?
Szymon: Ostatnio nie. Same gówniane projekty. Nic ambitnego.
Nikodem: To się nazywa chałtury. Trzeba odbębnić. Taka zasada pracy twórczej.
Szymon: No tak.
Nikodem: Ale chałtury coś robią z ciałem, co?
Szymon: Ale tylko takie robię. No właśnie zamykają, ucinają przepływ. Dlatego muszę robić swoje.
Nikodem: Nie, nie ucinają. Wzmacniają ciało, hartują.
Szymon: Ale siadam do swojego i dupa. No hartują, racja, dają kasę.
Nikodem: Teraz tylko takie robisz, bo odblokowujemy cię na większe rzeczy. Nie nauczyłeś się przestrajać z chałtur do kreacji i bycia w sobie. Masz jeden tryb i nie ma nic innego. To tak, jak w moim przypadku: wielkie sesje na Uniwersum, Superklaster i to, co tam wyżej, i praca, taka jak choćby ta. Obie trudne, ale różne.
Szymon: No przede wszystkim nie może być tak, że jak nie robię nic ambitnego, to odechciewa mi się żyć.
Nikodem: I teraz twoje ciało wyrzuca tę frustrację. Wiele lat to było tłumione, zakopane chałturami, z nadzieją, że może któraś w końcu zaskoczy.
Szymon: No tak. Już nie wierzę, że nawet te lepsze joby coś przyniosą. Bo nic nie przynoszą.
Nikodem: Nie mają przynosić, bo to na zewnątrz ciebie.
Szymon: Tylko telefony od ludzi, abym pamiętał o nich, aby dać im pracę.
Nikodem: Nie może przyjść i być. Nie ma samorealizacji, bo energia chce wyjść, ale ty powiedziałeś jej: nie.
Szymon: No nie tylko ja. Startowałem do […] już dwa razy i ewidentnie nie chcą mnie tam.
Nikodem: Może nie chcą, ale czy ty tam chcesz siebie?
Szymon: Ja chciałbym ekipę, ludzi, poznać, iść do przodu, odbić się od czegoś, aby właśnie nie tkwić samemu w tym.
Nikodem: Kiedy patrzę na twoje ciało i go dotykam, od razu pojawia się młodsza wersja ciebie, która widziałaby siebie na tronie, z berłem. Jestem tam, wybrali mnie, jestem najlepszy. Czy to spójne z tym, co ty chcesz?
[Tutaj skontrowałem Szymona, „startowałem do…”, z jego postawą wewnętrzną i subtelną. To nie jest wcale takie trudne. Patrzymy na dwie rzeczy. Marzenia i wyobrażenia w polu danej osoby oraz w polu danej rzeczy: szkoły, projektu, instytucji, celu. Dwa: zbliżamy to, co mówi, do niego samego, ale z odwróconym biegunem, czyli realizacją. Mam, dostałem, zdobyłem. I obserwujemy subtelną reakcję. Stąd miałem tak szybki odczyt. Nie wróżka. Konkret z ciała, z niego samego.
Więcej o swojej technice napisałem w opracowaniu Body language energii słowa.]
Szymon: Nie. Nie chcę tronu.
Nikodem: Boisz się tego tyrana w sobie, tej złości w sobie, frustracji. Zamroziłeś.
Szymon: Jak już, to fajnie byłoby wrócić do młodszej wersji siebie, ale tylko z racji, że miała energię do działania. No boję się. Bo najchętniej bym wtedy wszystko pierdolnął. A nie można tak.
Nikodem: No, zakopałeś siebie i stworzyłeś jakąś wersję siebie, tu z pomocą różnych ludzi, i nie ma. Nie ma nic.
Szymon: Bo później jesteś bez pracy.
Nikodem: Tak. Teraz dorosły i odpowiedzialny. Tak. Nie mogę robić tego, co pięć czy dziesięć lat temu. Nie, to było głupie, paniczyk myślał, że wszystko może.
Szymon: No nie ma nic. Już myślę, aby to rzucić w cholerę, ale nawet nie wiem, co mógłbym robić. No teraz już wiem, o tyle udało się dorosnąć.
Nikodem: Jak możesz coś mieć i coś zdobyć, jeśli największa siła w tobie została poćwiartowana, przeintelektualizowana na kozetce z zaburzonym człowiekiem udającym doktora, została wypchnięta, oceniona.
Szymon: Nie wiem.
Nikodem: Siła twoja w tobie. Ale ona nadal tam jest i czeka.
Szymon: Nie umiem znaleźć tego czegoś, aby im się chciało.
Nikodem: Tylko ty jesteś teraz taki dorosły, odpowiedzialny, silny, wszyscy liczą. Tak, tak. A gdzie ty w tym wszystkim?
[„Aby im się chciało” zdradza, komu oddał chcenie.
Siła jest w nim i czeka. On szuka „tego czegoś”, ale nie po to, żeby sam chciał. Po to, żeby chciało się im: ekipie, ludziom od projektów, ludziom od pracy, tym, którzy mają go wziąć. Chcenie stoi na zewnątrz. On zostaje tym, który dostarcza warunki, żeby inni ruszyli. Stąd „nie umiem znaleźć”. Nie znajduje, bo szuka w złym miejscu. Szuka bodźca dla nich, nie ruchu dla siebie.
Odpowiedź bierze właśnie ten zaimek. Dorosły, odpowiedzialny, silny, wszyscy liczą. To jest pozycja, z której „im” ma sens: on jest funkcją, oni są adresatem. Pytanie „a gdzie ty” wyjmuje go z tej funkcji. Dopóki chcenie jest ich, on może być tylko tym, na którym się polega. Siła, która czeka, nie należy do nich. Należy do tego, kogo w tym zdaniu nie ma.]
Szymon: Tylko usłyszałem: no właśnie, kurwa.
Nikodem: Dobrze. Dalej.
Szymon: Jak z tym rozstaniem. Przeciągam i przeciągam.
Nikodem: Potrzebujesz siły, tej części siebie.
Szymon: No tak, poczułem, że ja się jej wstydzę, bo jestem później oceniany.
Nikodem: Ona nie jest żadnym paniczykiem, bo ty nie jesteś. Nie ma co się jej bać, tej siły, potencjału.
Szymon: Że właśnie królewicz. Że egoista.
Nikodem: Tak. Dalej. Dobrze.
Szymon: No i aż mi się portal otwiera pod pachą, aby tylko uciekała ta energia.
Nikodem: I stworzyłeś personę, nową osobowość, nowego ja, ale nie wyszło.
[To jest ważny fragment, bo wiele lat temu poprosiłem Szymona, żeby znalazł terapeutę i przepracował narcyzm, wykorzystywanie innych, egoizm. Widać nie tylko przepracował. Zamroził kompletnie.
Królewicz i egoista wracają tu nie jako wgląd. Jako etykieta, której się boi. Portal pod pachą otwiera się po to, żeby energia uciekła, zanim zdąży zostać jego. Czyli siła, tron, branie dla siebie, to, co kiedyś było do przepracowania, zostało uznane za coś, czego w ogóle nie wolno mieć. Terapia nie została przy cieniu. Wycięła go i na miejsce wstawiła personę: dorosły, odpowiedzialny, silny, ten, na którego wszyscy liczą.
Stąd „nie wyszło”. Nowa osobowość miała zastąpić paniczyka. Zastąpiła go pustką. Nie ma królewicza i nie ma też człowieka, który umie chcieć. Został wstyd przyklejony do własnej mocy i kanał, którym ta moc schodzi, żeby nikt, on sam też, nie zobaczył, że nadal tam jest. Przepracowanie, które kończy się zamrożeniem, nie jest przepracowaniem. Jest drugą formą tego samego unikania. Kiedyś brał. Potem przestał ruszać. W obu razach nie było środka, który umie mieć siłę i nie zrobić z niej tronu.]
Szymon: Też, aby ciebie nie wkurzać. Wstyd mi i smutno mi.
Nikodem: Przyjmij siebie, to, co masz w sobie. Nikomu nic do tego, kim jesteś, jaki jesteś i jak chcesz żyć i się przejawiać. Nie jest to ani dobre, ani złe. To nie istnieje na skali oceny. Dla nikogo i dla niczego.
Szymon: Wstyd mi, bo źle mi się kojarzy ta energia.
Nikodem: Masz do tego prawo. Kiedyś to takie było. Ale czy ty nie jesteś inny? Nie postrzegasz inaczej? Nic, co pochodzi z ciebie i należy do ciebie, nie jest ponad twoje siły. To twój potencjał i moc.
Szymon: No ale im bardziej zbliżam się do tego, tym bardziej czuję, jak mocno wstyd jest przyklejony do tego.
Nikodem: Wstyd to etykietka społeczeństwa. Nie ma potrzeby wstydzić się, bo tak robi społeczeństwo. Miłość i akceptacja do siebie, każdej części nas samych.
Szymon: Drżę ze strachu. A to kurwa przecież ja. Jebany sukinsyn. Pseudo, kurwa, jungista. A ja naprawdę chciałem komuś zaufać. Tak mnie rozjebać.
[„A to kurwa przecież ja” ściąga energię z persony z powrotem do siebie, a cała wiązka idzie w terapeutę: sukinsyn, rozjebać. Wstyd, który był przyklejony do mocy, schodzi. Zostaje złość na tego, komu oddał zaufanie i kto z tego zaufania zrobił rozbicie.
To nie jest powrót egoisty. To pierwszy ruch, w którym Szymon nie rozmawia z częścią i nie szuka, skąd potrzeba. Mówi, co mu zrobiono. Gniew był zamrożony razem z narcyzmem, bo terapia nauczyła go, że złość na nurt jest oporem, a złość na siebie jest pracą. Tu opór pęka. Dlatego wcześniej portal pod pachą, dlatego energia uciekała. Nie miała przejścia inaczej niż w dół. Teraz idzie w słowo, w przekleństwo, w imię tego, kto rozdrobnił. Dopóki tego nie było, mógł tylko płakać i nie móc płakać. Gniew jest cieplejszy od wstydu. Z gniewu wraca do siebie.]
Nikodem: „Byłem szalony, byłem. Byłem paniczykiem, byłem, bo tak się przejawiałem i tak zdobywałem to, co potrzebuję. Byłem bez wiary w siebie, ano, byłem. Byłem bez strachu, tak, było w tym szaleństwo. Myślałem tylko o sobie, pewnie, nawet wykorzystywałem dla swoich potrzeb. Taki byłem. Akceptuję, że taki byłem, robiłem to, co robiłem. Teraz przyjmuję to bez oceny, bo to nie stanowi o mnie, jedynie o mojej przeszłości i o tym, kim stałem się dzisiaj i kim jestem dzisiaj”.
Dobrze, wychodzi z cienia. Bardzo dobrze.
Szymon: Płaczę w końcu. Jaki straszny ciężar czuję na plecach.
[Mamy i płacz. Mistrzostwo.]
Nikodem: Tak. Przyjmujemy go, ciebie, tak, ze wszystkim.
Szymon: Takie sobie nałożyłem blokady. Tak się poblokowałem.
Nikodem: Tak jest. Czuć energię od ciebie, jak bije. Powiedz, żeby się rozlała po ciele, bo to ty.
Szymon: Po co? Aby zapomnieć o sobie i stworzyć idealną wersję dla społeczeństwa.
Nikodem: Ten etap za tobą. Już nie stworzysz nowej maski. On i ty to jedno. Reszta to tło. I to była wasza lekcja.
Szymon: Przyjmuję siebie ze wszystkim, ze wszystkimi wadami, słabościami.
Nikodem: Tak.
Szymon: Pozwalam sobie nie wstydzić się swoich słabości.
Nikodem: Tak jest. Niech to ciało poczuje.
Szymon: I nie przykrywać ich różnymi technikami, maskami, paniczykami.
Nikodem: To ty. Akceptacja każdej części siebie, każdego zachowania, tego, kim się było, kim się jest i kim nawet będzie. To są pierwsze kroki ku miłości do siebie. Nie jestem taki, jak chce moja dziewczyna, partner, rodzic, nauczyciel, szef. Jestem taki, jaki jestem, i to pozwala mi się realizować sprawniej, szybciej i pełniej.
Szymon: Nie jestem taki, jak chce moja dziewczyna, partnerka, rodzic, nauczyciel, szef, współpracownicy. Jestem taki, jaki jestem, i pozwalam się realizować sprawniej, szybciej i pełniej. Pozwalam zrzucić ze swoich barków blokady, pozwalam wyjść sobie z szafy, wycofuję kod z mojego mózgu, że moja energia może być rozkradnięta.
Nikodem: W pierwszej kolejności twój potencjał i energia jest wykorzystywana przez ciało, głowę, uczucia, pomysły. A co dalej, to już decydujesz sam. Za energią twoją idzie reszta ludzi, wspiera albo nie, rozumie albo nie, czuje albo nie. Nie ma znaczenia. Ważne, że emanuje i wychodzi, korzystasz z każdego atomu swoich możliwości.
Szymon: Aż się trzęsę cały.
Nikodem: To zdrowa reakcja ciała. Zwierzęta też się trzęsą, tak ciało wyrzuca.
Szymon: Znów pojawiło się gdzieś to zatykanie, napięcie na czubku głowy.
Nikodem: Akceptuję i przyjmuję siebie, każdą część. To ja. To zawsze byłem ja. Stare scala się z nowym i wychodzi na światło dzienne.
Szymon: Akceptuję i przyjmuję siebie, każdą część. To ja. To zawsze byłem ja. Stare scala się z nowym i wychodzi na światło dzienne. Pozwalam sobie otworzyć głowę, otworzyć swoje energie, wycofuję ocenę i wstyd z mojej głowy i mózgu.
Nikodem: Dostałem to ciało, żeby z niego korzystać w pełni.
Szymon: Dostałem to ciało, żeby korzystać z niego w pełni. Nie muszę czekać na zezwolenie od kogoś innego.
Nikodem: Najważniejsze. Świat ciebie akceptuje, kiedy jesteś w pełni, jesteś całym sobą, z cieniem i jasnością, z chęciami czy bez nich, z wiarą czy bez niej. Akceptuje, czeka i chce, żebyś działał.
Szymon: No to czas zacząć działać.
Nikodem: Pochodź, poruszaj się. Przytul siebie, za długo byłeś w hibernacji. Ci ludzie od nowego projektu czekają. Pokierujesz tym, bo masz potencjał, full, w sobie. Ja to nazywam: inteligencja w ruchu, czyli każdy etap przyniesie pomysł, kreację, widzenie czegoś. Nie przed pracą. W trakcie pracy.
Szymon: Niestety przychodzi mi myśl, że partnerka też dołożyła cegiełkę do tego, ale to jest właśnie to, że ja znów próbuję się dostosować. Tak, czekają. Ta energia twórcza przede wszystkim czekała.
Nikodem: Zgadza się, ale ich, jej postawa jest już za tobą. To jest zawsze zgoda dwojga albo więcej.
Szymon: Zgadza się.
Nikodem: Czuć to w tobie. Brawo.
Szymon: No to jest to, czego się wstydziłem, bałem. Maskara.
Nikodem: To ty. Twoja kreacja, życie, potencjał, twórczość i siła. Tamto wcześniej to maska, sztuczne ja, persona stworzona. Tego nie ma.
Szymon: A ja naprawdę wierzyłem, że ta terapia mi pomaga.
Nikodem: Tamta wcześniejsza pani była dobra. Po prostu ten nurt, który on reprezentował, nie dla ciebie. W sumie to dla mało kogo. To za tobą.
Szymon: No myślałem, czy nie wrócić do niej.
Nikodem: Gratuluję, bo dużo przeszedłeś.
Szymon: Tylko u niej dużo rozmowy, gadania. Dzięki. Nie wierzyłem, że to się uda, a jednak.
Nikodem: Czuć moc w tobie.
Szymon: Teraz tylko wysyłam intencję, jak zaopiekować się sobą, aby tutaj już nie wracać. W sensie do tego stanu.
Nikodem: Czasem się uderz lekko w brzuch czy w ramię i powiedz: jak ja kocham tego paniczyka, tego frywolnego siebie, tego ducha bez granic. Och, kocham go.
Szymon: Dziękuję. Ach, dziękuję.
Nikodem: O, nawet podziękowałeś z emocją i miłością. Brawo ty.
Szymon: Naprawdę byłeś cierpliwy. To jeszcze raz dziękuję.
Zakończenie
Po wszystkim dostałem wiadomość, że Szymon skończył parę projektów, których przez kilka miesięcy nie mógł nawet zacząć. Czy była to prosta praca? Absolutnie nie. Jedna z trudniejszych. Wymaga cierpliwości i przede wszystkim rozumienia tego, co dzieje się w ciele drugiej osoby. Nie tego, co dzieje się w głowie. Głowę widać po tym, kto co mówi i kto co pisze. Łączymy to, co czujemy w człowieku, z tym, co mówi, jak mówi, co pisze, jak układa zdania, czym wibruje. Jeśli praca jest na żywo: gdzie patrzy, jak reaguje ciało. Cały wachlarz umiejętności, który w moim przypadku był budowany i udoskonalany od ponad dwudziestu ośmiu lat, od kiedy zaczęła się moja podróż. Trwało to tak długo, aż opracowałem własną Metodę Jedności Jaźni oraz Porządkowanie Energii Rodu. Do tego wiele pomniejszych technik, wchodzących w pracę dopasowaną do osoby.
Jeśli ktoś mówi, że studiował jakiś temat przez trzy lata, przez pięć lat, odpowiedź człowieka, który zajmuje się czymś prawie całe życie, brzmi prosto: dopiero zaczynasz. Doskonalenie nigdy się nie skończy. Skończy się wtedy, gdy powiesz, że już wiesz, i dasz się zamknąć innej osobie, szkole, przekonaniu, ramie. Nie chodzi tu tylko o Kartezjusza i Kanta, bohaterów tych dwóch opracowań. Oni już zrobili swoje dla wielu na Ziemi. Gwiazdy upadku, które dostały za dużo czasu antenowego i za dużo pomników. Rudolf Steiner odpowiadał na listy uczniów tych dwóch pierwszych. Pomnika to nie ruszyło. Ruszyło tych, którzy przestali brać pomnik za sufit.
Zakończenie jest proste. Tego, czego nie wiesz, nie wiesz. Jak szukasz, znajdziesz. Gorzej, kiedy przestaniesz szukać, bo stwierdzisz, że wiesz. Zawsze szukaj. Zawsze badaj. Zawsze zawstydzaj siebie samego. Zawsze drąż. Podważaj.
