Home Sesje i uwolnieniaPrzeintelektualizowanie Adrianny. Głowa metr nad ciałem i prezent karmiczny

Przeintelektualizowanie Adrianny. Głowa metr nad ciałem i prezent karmiczny

by nikom@tutamail.com

Początek

Nikodem: Jak dzisiaj?

Adriana: W ciele lepiej niż było. Sny dziwne.

Moja mama pojawiła się we śnie i powiedziała, że będzie potrzebować operacji kręgosłupa. Mówiła to, jadąc ze mną autobusem. We śnie pojawiała się zielona trawa i babka lancetowata. Miała jeden duży liść.

Co o śnie myślisz? Dobry znak czy…

Dużo moich problemów sprowadza się do pępka, narodzin, ciąży. Przynajmniej takie są moje analizy, przede wszystkim z punktu Totalnej Biologii i terapii klasycznej.

Nikodem: Mówiłaś o porodzie?

Adriana: Tak.

Nikodem: Narodzić się na nowo?

Adriana: A ród nie ma wpływu? Męska energia rodu, którą blokuje? Glukoza ma symbolizować matkę (troskę, pierwszy pokarm), a insulina – ojca (siłę, działanie, męską energię). Musiałabym zrównoważyć w sobie pierwiastek żeński i męski.

Chyba bałam się urodzić. Bałam się, nie było bezpiecznie. Ja w dalszym ciągu w życiu jestem w trybie przetrwania. To nie życie.

Nikodem: Byłaś dobrą uczennicą w szkole?

Adriana: Do pewnego momentu.

Przesłać Ci moją analizę czy nie potrzebujesz?

[Ludzie przychodzą z gotowymi analizami, mapami, terminami z Totalnej Biologii, psychogenealogii, ustawień, psychoanalizy, karmy, pępka, rodu, odczyt kart tarota. Wiedzą, skąd to się bierze. Wiedzą, co „powinno” się wydarzyć. I mimo to – nic się nie wydarza w ciele. Albo wydarza się bardzo mało, na chwilę, i wraca.

Bo wiedza nie jest ruchem. Wiedza jest w głowie. A jeśli coś „wisi od lat”, to znaczy, że głowa już dawno dostała odpowiedź i nadal nic z tym nie zrobiła. Ciało nie dostało impulsu, który by to ruszyło. Nie dostało decyzji, nie dostało zezwolenia, nie dostało konfrontacji.

Pytam się o „dobrą uczennicę” właśnie po to, żeby zobaczyć, czy Adriana nadal próbuje rozwiązać to przez kolejne rozumienie, kolejną analizę, kolejny materiał do wysłania. Czy nadal jest w trybie „jak dobrze rozumiem, to się coś wydarzy”.

Od początku jestem przy jej ciele. I ciało mówi coś innego niż głowa. Głowa mówi: poród, pępowina, ród, glukoza, insulina. Ciało mówi: pustka, brak miłości, żal, tęsknota, niesprawiedliwość.

Pytanie o szkołę nie jest o szkole. Jest o tym, czy ktoś nadal wierzy, że wystarczy być grzecznym, przygotowanym i dobrze myślącym, żeby w końcu dostać to, czego nie dostał. A jeśli tak wierzy, to jeszcze długo będzie zbierał analizy zamiast zejść do ciała i tam coś zrobić.]

Nikodem: Ja tak nie działam.

Skąd pomysł o porodzie?

Adriana: Data porodu była ustalona na xx.xx.xxxx. Urodziłam się w xx.xx.xxxx. Do tego zatrucie pokarmowe w ciąży i konflikt serologiczny.

Nikodem: A twoje ciało gotowe jest na taką pracę, bo głowa z pewnością jest?

Adriana: Moje ciało jest mocno obciążone konsekwencjami. Będzie mu łatwiej. Ciężar z nerek zejdzie, z serca.

Nikodem: Nie czuję tego. Takiej pracy.

Adriana: Dlaczego?

Nikodem: Bo jak można poród przerobić?

Adriana: A można cofnąć się do tego momentu i dać tam bezpieczeństwo i to, co temu dziecku jest potrzebne. Nie wiem, jak ludzie to robią.

Nikodem: Mają różne pomysły i metody na to.

Adriana: A masz na to inny pomysł albo sugestie?

Nikodem: Tak. Poszukania czegoś w sobie, a raczej części, która przy tym się upiera. Ja szukam jej od początku rozmowy z tobą i dopiero kiedy napisałem: „Nie czuję tego. Takiej pracy.” Coś się uruchomiło w twoim ciele, głęboko. Ale to było za mało, za słaba eksplozja.

Adriana: Ja mam wrażenie, że tamten moment bardzo rzutuje na moje życie.

Nikodem: Możesz w hipnozie to zrobić, cofnąć się. Może w autohipnozie wrócić do tego czasu. W wyobraźni odtworzyć i przejść ten proces i nadpisać. Możemy nawet w czasie, bo duchowo i subtelnie, cofnąć się. Jest wiele opcji, ale u Ciebie inaczej trzeba podejść.

Adriana: I jest tam jakiś ciężar.

Nikodem: To głowa sobie do tego doszła. To wiemy. Tylko ja od początku jestem w kontakcie z twoim ciałem. Zewnętrznie i wewnętrznie. Głowa jest wysoko, metr nad ciałem. Ciało puste.

Boisz się?

Adriana: Bo to będzie przecięcie pępowiny, do końca.

Nikodem: To już się nie stało?

Adriana: Tak myślę, albo odcięcie się od czegoś starego. Na terapii wyszła taka hierarchia: Bóg, rodzice, ja. Oni nade mną. Oni dla mnie są Bogami, więc raczej pępowina jest.
Czcij Ojca. Więc raczej nie odcięta. Tak myślę.

Może strachu przed ojcem nie ma, ale tęsknota za skórą matki jest, pragnienie jej dotyku. Szukam nadal tego, czego nie dostanę, więc może jest strach, że odcięcie pępowiny odbierze mi to. To wewnętrznie. To zresztą na terapii wyszło.

Nikodem: Przykro mi to mówić, ale twoja pępowina została odcięta xx lat temu. Nie ma jej.

Adriana: To co to jest?

Nikodem: Twoja tęsknota za miłością.
Twoje poszukiwanie miłości i dobra.
Twoje szukanie odpowiedzi: dlaczego cierpię, dlaczego przeżywam krzywdę, dlaczego nie jestem szczęśliwa, dlaczego miałam takich rodziców.
Dlaczego choruję. Dlaczego tyle rzeczy mi nie wychodzi.
Walczysz z niesprawiedliwością i nazywasz to rozwojem i terapią.
Żeby choć trochę poczuć kontrolę i odzyskanie przestrzeni.

Adriana: Tak. Nie umiem tego zaakceptować, buntuję się przeciw niesprawiedliwości pod każdą postacią.

Nikodem: Tak. Chcemy tej postawy. Chcemy tych emocji. Dalej.
Pozwól na nie.

Adriana: Od zawsze tak było. Ktoś robił źle i nie dostawała kary.

Nikodem: Tak.

Adriana: A ja nawet jak dobrze robiłam, to i tak było źle i dostawałam karę. I jakbym się nie starała, to i tak huja mi wychodziło. Nigdy nie byłam traktowana na równi. A tego chciałam, nie być traktowana jak gorszy sort.

Nikodem: I teraz ten żal i bezsilność prowadzą do tego, że w końcu masz możliwość naprawy. Naprawić choć trochę to, co zostało zburzone. Przez złych, nieodpowiedzialnych rodziców, ludzi. Bo wierzyłaś im, a byłaś niewinna. Ufałaś im, a oni nie słuchali i robili, poniżali. Robili bez końca.

Adriana: I zawsze było za mało, żeby dostać miłość. Za mało jestem, żeby mnie kochać. Żeby siebie kochać. Ale się popłakałam.

Nikodem: I wieloma terapiami, metodami, technikami próbowałaś zaleczyć, uleczyć i jesteś tutaj. A w którym pokoju w twoim domu siedzi mama?

Adriana: W moim domu, czy w ich domu?

Nikodem: Napisałem wyraźnie.

Adriana: Tu jej nie ma, bo to mój dom. Moje!

Nikodem: W którym pokoju w twoim domu siedzi tata?

Adriana: Tu go nie ma.

Nikodem: Rozglądnij się, bo może jest.

Adriana: Nie jestem pewna, może w dużym pokoju na fotelu.

Nikodem: I co robi?

Adriana: Ma piwo w ręku i ogląda telewizor.

Nikodem: Ile masz lat w tym odczuciu i obrazie?

Adriana: Pan i władca. Przeskakuje mi 15/40.

Nikodem: Tak. Stań przed telewizorem i go wyłącz.

Adriana: Pokazał mi się szkielet zamiast ojca.

Nikodem: Teraz spal ten fotel, na którym siedział. Obserwuj ogień. Poczuj ogień.

Podejdź w głowie do tego płonącego fotela i wyrzuć go za drzwi. Drzwi zamknij.

Adriana: Trochę się we mnie pojawił szaleniec, jak podpalałam fotel.

Nikodem: Dobrze. Wolny człowiek.

Adriana: A sprawdzimy, czy matki nie ma w piwnicy? Bo chyba jest, ale malutka i siedzi w rogu w piwnicy.

Nikodem: Jak wyrzuciłaś fotel. Zejdź tam.

Adriana: Hmm, nie wiem, czy fotel nie wraca.
Idę do piwnicy. Matka coś tka na kołowrotku. Jest malutka i jej nie widać, ale jest!

[Adriana dopiero co wyrzuciła ojca z fotela. Zrobiła coś konkretnego wobec niego – podpaliła, wyrzuciła, zamknęła drzwi w swojej wyobraźni. I od razu pojawia się myśl o matce. To nie jest tak, że nagle stała się odważna. To jest efekt tego, że coś się ruszyło. Skoro ojciec zniknął z pokoju, pojawiła się przestrzeń, żeby zapytać o matkę.

Zauważmy, jak to formułuje: „A sprawdzimy, czy matki nie ma w piwnicy?” Adriana nie mówi „idę do matki” ani „chcę ją stamtąd wyciągnąć”. Mówi „sprawdzimy”. To nadal jest ostrożne, jakby prosiła o pozwolenie albo o towarzyszenie. I od razu dodaje, że matka jest malutka, schowana w rogu. Czyli widzi ją jako coś słabego, zaklętego, niegroźnego.

To nie jest odwaga w sensie: „teraz idę i konfrontuję się z matką”. To jest raczej: „skoro już coś zrobiłam z ojcem, to może teraz mogę zobaczyć, co z nią”. Ciało i część subtelna dostały chwilę przestrzeni i zaczęły pokazywać kolejną warstwę. Ale nadal jest w tym ostrożność i potrzeba, żeby ktoś był obok.

Dopiero później, kiedy matka urośnie i wyjdą razem z piwnicy, pojawia się coś więcej. Na tym etapie to jeszcze nie odwaga. To pierwsze zezwolenie sobie na to, żeby matka w ogóle została zauważona w jej domu.]

Nikodem: Zapytaj jej: czy chce pracować na tym kołowrotku?

Adriana: Taki jest plan. Zawsze był. I na wieki wieków.

Nikodem: Plan jej matki na to, aby to robiła?

Adriana: Nie, jeszcze dalej. Wcześniej.
Nie ta dekada, nie to pokolenie.

Nikodem: Tak. Weź mamę z kołowrotkiem i powiedz jej: mamo, już czas, zmiana planu.

Adriana: Zdziwiła się i urosła. Zaklęta była w starą babę.

Nikodem: Podpal ten kołowrotek i wyrzuć za drzwi.

Adriana: Cieszymy się z mamą, tańczymy.
Szybko to się dzieje.

Nikodem: Teraz powiedz: mamo, podjedzie karoca, wsiądź do niej i wróć do siebie. Jesteś wolna. Jak księżniczka. Zamknij za nią drzwi.

Adriana: Ale się popłakałam.

Już.

[Tutaj odkryliśmy przyczynę depresji i walki ze sobą. Wynikała ona ze sprzeciwu wobec lojalności rodowej i tego, co przeżyły albo miały zaplanowane kobiety w rodzie.

Matka w piwnicy nie siedzi tam przypadkiem. Jest mała, zaklęta, tka na kołowrotku „na wieki wieków”. To nie jest jej osobisty wybór. To kontynuacja czegoś wcześniejszego – planu, który szedł przez kobiety, zanim Adriana się urodziła.

Depresja i walka ze sobą pojawiają się właśnie w tym miejscu: kiedy część niej chce się wyłamać, a część nadal jest związana z tym, co kobiety w rodzie przeżywały albo miały kontynuować. Nie chodzi tylko o matkę. Chodzi o całą linię, która tkwi w tej piwnicy i tka dalej.

Dlatego matka się dziwi i rośnie, kiedy słyszy „już czas, zmiana planu”. To nie jest zwykłe uwolnienie matki. To przerwanie lojalności wobec tego, co kobiety w rodzie miały robić – cierpieć, czekać, być małe, kontynuować coś, co nie było ich. I dlatego ciało reaguje tak mocno później. Bo to nie było tylko „wyrzucenie matki z domu”. To było wyjście z roli, która byłą przekazywana dalej.]

Nikodem: Teraz cały dom wewnętrzny niech się rozjaśni, cały.

Adriana: Zamknęłam drzwi i sama usiadłam w moim fotelu.

Nikodem: Niech mury wypełnią się tobą. Okna – tobą.
Niech światło wejdzie górą, oknami.

Dobrze. Tyle wystarczy. Co się zmieniło w ciele?

Adriana: Płacz wskazał na jakąś ulgę i uwolnienie. Jakbym miała poczucie, że coś odzyskałam. W ciele zmiany jako takiej nie odczuwam, ale może nie jestem jej świadoma.

Nikodem: A co robi twoja część subtelna właśnie teraz?

Adriana: Mam obraz skaczącej małej dziewczynki, jakby rusałki, mignął mi tak szybko.

Nikodem: Wydaje się czysta i lekka?

Adriana: Tak. Lekka.

Nikodem: Widzisz i czujesz ciało subtelne. Siebie subtelną. Poczuj teraz ciało. Wstań, przejdź się i wróć.

Adriana: Może trochę czuję nerki i biodra, brzuch wzdęty, ale ciało ogólnie lżejsze jest, tak jakby straciła wagę. Nawet całkiem sporo.

Nikodem: Nawet z energią młodzieńczą to piszesz.

Adriana: I takie też wrażenie, tak nawet jakby w dowodzie było 15 lat mniej.

Nikodem: Teraz twoja data urodzenia: xx.xx.xxxx.

Zacznij obejmować datę miłością i tym, co teraz masz. Śmiało teraz wyrzuć:

przekleństwa tej daty – zdejmuję;

karmę z tej daty – zdejmuję;

nienawiść swoją do siebie – zdejmuję;

głupotę duszy tej daty – zdejmuję;

brak miłości rodziców z tej daty – zdejmuję.

Tak – uderzenie, miłość, transformacja, wybuch. Uderzenie, miłość, transformacja, wybuch.

I teraz ostatnie liczby. Tu najmocniej.

Teraz: „Daję sobie i tej dacie: miłość, przestrzeń, wybór, szacunek, akceptację, zdrowy rozwój, świadomość”.

Sama napisz datę. Poczuj ją.

Adriana: xx.xx.xxxx nie ma kursywy tutaj. Byłoby kursywą i piórem.

Nikodem: Z jaką mocą napisane. Powiedz: jestem z tej daty dumna, wybrałam najlepiej.

Adriana: Już.

Nikodem: Teraz to powiedz głośno: jestem dumna ze swojej daty urodzenia i pochodzenia.

Adriana: Powiedziałam.

Nikodem: Dalej: „Zbudowałam siebie. Nie tylko. Zbudowałam siebie i mam nowe życie w nowym miejscu. Jestem dalej niż moi rodzice i przodkowie. Oni są dumni. Zbudowałam swoją duszę i monadę. Jeśli tak – mam bardzo dobre podstawy, z których skorzystałam i wykorzystałam. Ale teraz buduję nowe w sobie z tym, co już mam i wiem”.

Głośno to powiedz.

Dobrze reaguje ciało. Jeszcze raz – głośno.

Dalej: „Moja głowa patrzy przed siebie. Patrzy z dumą przed siebie”.

I teraz połóż dłoń na lewą stronę głowy. Drugą na prawą. Zamknij oczy i powiedz: wchodzę w swoją głowę.

Tutaj wejdę z tobą i pomogę części subtelnej. Teraz powiedz: „Wszystkie biblioteki, księgi, pergaminy – wyrzucam na środek”. Pal to, co się wysypało i powiedz: wracam do teraz.

Adriana: Szarpie na wymioty.

Nikodem: Oczywiście, że tak. Niech szarpie, niech się wije wszystko, niech skręca.

Kiedy myślisz, to myślisz. Kiedy nie myślisz, to nie myślisz. Jeśli nie ma tego drugiego – człowiek nie żyje, jest w pułapce. Nazywa się to przeintelektualizowanie. Pal. Świadomość tego nie potrzebuje. Nie potrzebuje tych półek, szafek, ksiąg.

Adriana: Właśnie podpalam. Wygląda jak wielki Pałac.
Przestało mną szarpać.

Nikodem: Tak. Dużo tego masz. Napisałem, że głowa jest ponad ciałem zaraz na początku.

Adriana: Tak. Po pierwszym szarpaniu na wymioty, poczułam przez chwilę w łazience, jakbym była w zupełnie innym miejscu. Jak drugi etat, a ja zrobiłam dzisiaj swoje.

Nikodem: Budynek się zawala ze wszystkim.

Adriana: Mury się długo palą, a ja tam byłam z miotaczem ognia. Najpierw główną bibliotekę, a potem pałac.

Nikodem: Zawala się, same gruzy zostają.

Dobrze. Teraz trudniejsza część. Portal otwórz, który wszystko wciąga: ogień, gruzy, popiół, resztki. Jak portal wszystko wciągnie, zamknij go, ale niech zostanie zwitek. On wygląda jak rolka papieru ze znakami chińskimi. To jest zaawansowana technika duchowa. Duchowa czarna dziura zapisuje wszystko, co ma w sobie samej.

Teraz chwyć ten zwitek i stań przed swoją duszą, ale razem z częścią subtelną. Na 3.

Adriana: Oj. Ona nie chce mnie tutaj z tym. Zła, że to odkryłam.

Nikodem: Ty samej siebie nie chcesz? W bajce żyjesz. Obudź się. Z papierkiem przed duszą.

Adriana: Tak odczułam.

Nikodem: Miałaś śluby wobec linii matki. Teraz śluby wobec duszy. Stąd to odczucie, bo to jest „łamanie karmy przyjętej”. Część subtelna już stoi przed duszą razem z całym zapisem w twoich ciałach. Albo do nich dołączasz, albo nie.

Adriana: Ale ja tam jestem. Poleciałam z częścią subtelną.

Nikodem: Chciałaś porodu, to go masz. Tu jest twój poród. Na poziomie gęstości przyczynowej.

Adriana: Jestem tutaj.

Nikodem: Tu powstaje cała matryca dla ciała fizycznego i przyszłego życia. Wszystko, co niżej, jest taśmą, ustaleniem, kłamstwem, projekcją, linią lucyferycznego holoemitera.

Powiedz do duszy: „Daję ci teraz to, co ściągnęłam, wyciągnęłam, wyczyściłam – całe moje ja, ego, muszę, plan, wzorce. Rozwiń to przede mną – cały ten zwitek”.

Długa ta linia, co?

Adriana: Jeszcze się rozwija jak mur chiński.

Nikodem: Każdy człowiek taką ma. Teraz wchodzicie w nią na sam środek i: cały ból, cierpienie, krzywda, reakcje ludzi, rodziców, nieznajomych. Wszystko to – krok po kroku się w was transformuje. Robisz krok po kroku, metr po metrze.

Ja was otaczam razem z twoją duszą. To jest technika używana dla monad i Przedwiecznych istot. Tutaj stosuję mniejszą skalę.

Ja: Gotowa?

D (dusza Adrianny): Tak. Tak.

S (część subtelna Adrianny): Ja też.

Ja: Robimy.

Każda emocja, uczucie, odrzucenie, trauma, ból – transformujemy przez serce i do góry. Nie zostaje nic. Tak dusza zresztą wchłania to, co potrzebuje z danego wcielenia, a świadomość kieruje dalej.

Dalej. Śmielej.

M – monada. D – dusza. S – część subtelna.

D: Już. Wszystko jest we mnie i monadzie. Dziękuję za ten dar.

[Cały proces trwał parę minut.]

Nikodem: Część subtelna może zejść i teraz swobodnie poukładać swoje ciała – szczególnie ciało eteryczne.

S: Tak zrobię.

Nikodem: Pochodź, porozciągaj się.

Adriana: Co to było. Jakby całe życie przeleciało mi przez ciało.

Nikodem: Nawet lepiej – nawet alternatywne wcielenia.

Adriana: Na żalu i smutku ciągnęło mnie na wymioty, ale to było.
Dobra, chodzę.

Nikodem: Takie „mini pralkowanie”, ale dla części subtelnych i dusz. Normalnie to robimy dla monad i wyżej.

Adriana: Hmm. Jestem jakby cięższa. Ale pozytywnie.

Nikodem: Tak. Uziemiona. Wróciłaś do ciała.

Adriana: Chyba bardziej osadzona. Tak.
Czyli ten mur chiński przeze mnie przeszedł i…

Nikodem: I już go nie ma.

Adriana: Kurczę, jest inaczej – ciężej, ale lżej.

Nikodem: Haa.

Adriana: Jakby odeszło coś, co było nie moje.
Płaczę teraz.
Jestem sobą.

Nikodem: Dusza powiedziała „Dziękuję za ten dar”. Ona rozumie skalę. Ty ją czujesz w sobie.

Adriana: Chwilkę.

Reakcje ciała są niesamowite i nie umiem tego nawet nazwać, czym jest ten płacz. Dusza powiedziała „Dziękuję za ten dar”. Ona rozumie skalę. Jak to przeczytałam, to jakbym miała duszę zapytać, co to, co się stało. Usłyszałam tylko: odrodzenie.

Nikodem: Mogę wyjaśnić tyle: tak się czuje człowiek po śmierci, kiedy schodzi z niego tożsamość z ciałem, osobowością, imieniem, rodem, historią przeżytą i zostaje sama świadomość siebie.

Musisz siebie docenić jako osobę. Twoja dusza kiedyś – ciemna i głupia. Monada kiedyś – ciemna i głupia i zaborcza. One stoją dzięki tobie teraz. Ty je zbudowałaś. Ty się przebijałaś przez ich funkcje, wzorce i ograniczenia. One są „na tobie” stworzone. Wiele razy to mówiłem, bo człowiek jest bardzo ważny i silny.

To też był mój prezent dla was. Za te lata przebijania się przez mury duszy i monady. Za waszą nieustępliwość.

Adriana: Nikodemie, czuję, że to jakiś przełom. Pewnie słowa nie wyrażają wdzięczności. I ja pewnie skali tego na ten moment nie zrozumiem, ale jestem Ci wdzięczna. Dziękuję.

Dziękuję za prezent, za tę przebudowę.

Siedzę i płaczę.

Nikodem: Przyjąć. Teraz nowe na nowy sposób. Uczyć się siebie od nowa.

Adriana: Dziękuję. Serdeczne dzięki.

Nikodem: Jasne. Gratuluję.

Podsumowanie

Prezent polegał na tym, że nie zrobiłem pracy za Adriannę, tylko otwarłem warunki, w których jej świadomość mogła dotrzeć do tego, co wcześniej było poza zasięgiem.

W tej pracy widać kilka warstw tego prezentu:

  1. Nie wszedłem w narrację o porodzie i pępowinie.

Zamiast zgodzić się na cofanie do narodzin, zatrzymałem się przy ciele i zapytałem, co naprawdę trzyma Adrianna. Dzięki temu nie weszła w kolejną technikę „naprawiania przeszłości”, tylko mogła trafić w to, co naprawdę działało: tęsknota, żal i brak miłości.

  1. Dałem jej kontakt z częścią subtelną i duszą w tym samym momencie.

Nie pracowała tylko z głową ani tylko z emocjami. Zaprosiłem ją do przestrzeni, w której ciało, część subtelna i dusza stanęły razem przed zwitkiem. To rzadkie. Zwykle ludzie albo siedzą w głowie, albo próbują „rozmawiać z duszą” bez ciała.

  1. Zastosowałem technikę używaną wyżej – na poziomie monad i Przedwiecznych – ale w mniejszej skali.

Otaczanie, transformowanie przez serce i do góry, oddawanie zwitku duszy. Nie tłumaczyłem tego długo. Po prostu zrobiłem to z Adrianną. Dzięki temu dusza mogła powiedzieć „dziękuję za ten dar” – bo dostała coś, czego sama nie potrafiła ściągnąć.

  1. Oddałem Adriannie odpowiedzialność.

Na końcu powiedziałem wprost: ty je zbudowałaś, ty je przebijałaś, one stoją dzięki tobie. To nie jest pochwała ego. To jest zdjęcie z nich roli, „tych, które prowadzą osobowość” i oddanie ciężaru i mocy tam, gdzie naprawdę siedzi – w osobie.

Prezent nie jest w tym, że coś „zrobiłem za nią”. Jest w tym, że przez chwilę nie musiała walczyć sama z murami, które sama zbudowała. To daje inne podstawy do życia dalej. Nie „dusza mnie prowadzi”, tylko „ja zbudowałam to, co mam, i mogę teraz budować dalej”.

Zostają nam teorie i próba przerzucania winy. Dlatego wiele dusz ukrywa się przed swoimi wcieleniami albo nawet celowo unika mnie jako autora i twórcy. Ludzie mają tendencję do obwiniania za swoje życie rodziców, a kiedy otwiera się temat duszy — zaczynają żalić się duszy. Tutaj ominęliśmy te mechanizmy, ale było to możliwe, bo Adriana ma ten etap dawno za sobą.

To ważne rozróżnienie. Większość osób, które przychodzą z tematem „dusza mnie nie wspiera” albo „dusza mnie blokuje”, nadal jest w tym samym ruchu, który wcześniej kierowali w rodziców. Tylko obiekt się zmienił. Wina została, zmienił się adresat. Dusza wtedy się chowa, bo nie chce być kolejnym winowajcą. Albo unika kontaktu, bo wie, że zaraz usłyszy te same zarzuty, tylko w innym języku.

U Adriany tego nie było. Nie przyszła z żalem do duszy. Przyszła z żalem do siebie i do tego, co dostała. Dlatego dało się zejść niżej — do domu, do fotela, do piwnicy, do daty urodzenia — bez wchodzenia w kolejną warstwę oskarżeń. Wielu ludzi nie dochodzi do tego momentu. Zatrzymują się na etapie, w którym dusza staje się nowym winowajcą. I wtedy praca się kończy, zanim w ogóle się zaczęła. Nie dlatego, że dusza jest ciemna czy głupia. Dlatego, że wcielenie nadal szuka kogoś, kto jest winny.

Podobne artykuły

Focus Mode