Szymon przyszedł w stanie ciężkim. Niechęć do życia, obniżony nastrój, poczucie bycia nic niewartym, myśli o śmierci, niemożność płaczu, rozbicie na części i brak osi, której mógłby się uchwycić. Do tego gorszy stan niż przed terapią, którą sam przechodził dwa razy w tygodniu.
Kiedy spotykam takie przypadki, widzę skutki Kanta, Kartezjusza i Arymana. Nie jako cytat z książki. Jako budowę człowieka, którą po nich uznano za jedyną.
Kartezjusz rozciął człowieka na rzecz myślącą i rzecz rozciągłą. Poszedł dalej niż utożsamienie zwierzęcia z maszyną. Maszyną uczynił ludzkie ciało. Ja zostało głową, jedynym dysponentem cogito. Ciało skafandrem, automatem bez własnej mądrości i bez głosu. Dusza, jeśli w ogóle zostaje, jest myśleniem, nie ośrodkiem, który trzyma ciało, emocję i los. Emocja i intuicja odpadają od poznania. Dopóki umysł tego nie sklasyfikuje, nie nazwie i nie zracjonalizuje, doświadczenie uchodzi za nieważne, wręcz nieistniejące. Co nie jest myślą, nie jest człowiekiem. Co jest ciałem, nie ma głosu, dopóki głowa nie nazwie tego częścią. Od tej chwili można leżeć na kozetce i gadać, a ciało traktować jak pojemnik na objaw.
Kant domyka cięcie od strony wiedzy. Przewrót kopernikański zamknął człowieka w jego własnym aparacie. Wolno badać to, co jawi się zmysłom i co da się ułożyć w czasie i przestrzeni. Zjawisko. Rzecz sama zostaje za granicą rozumu. Duch, dusza, budowa subtelna wypadają z tego, co da się wiedzieć, i lądują w wierze albo w złudzeniu. Akademia dostaje człowieka z powierzchni. Kto mówi o duszy albo o części subtelnej, słyszy „bzdura”, bo poziom nie mieści się w warunkach poznania, które Kant ustawił jako sufit. To, co nie wchodzi w kategorie intelektu, staje się nienaukowe, subiektywne albo błędem systemu. Zostają szablony intelektualne i ramy logiczne. Intuicja, która u Junga jeszcze czytała emocję, nie ma tu gdzie stanąć.
Aryman nie wnosi trzeciej teorii. Utwardza te dwie. Ziemia, beton, zimna myśl, która bierze siebie za całość. Ściąga człowieka w materię, w liczbę, w statystykę, w mechanikę, i karmi się właśnie tym odcięciem. Duchowe ma być odcięte od ciała, choć odcięte nie jest. Subtelne ma nie istnieć, choć właśnie subtelne nawleka Szymona na siatkę, kiedy terapeuta tylko rozmawia. Człowiek zaczyna patrzeć na siebie jak na algorytm: dane, reakcja chemiczna w mózgu, funkcja biologiczna. Tęsknota, intuicja, budowa duszy schodzą do anomalii neurochemicznej. Uziemić znaczy w tej pracy: zostać przy głowie, odrzucić oś, nazwać rozbicie procesem.
Skutek widzę na co dzień. Ludzie żyją tylko w głowie i nie czytają sygnału z ciała, które choruje, bo nie jest słuchane. Siedzą w szablonie i w procedurze, a kryzys duchowy leczą naprawianiem mechanizmu. Akademia kwituje każde wyjście ponad ten sufit protekcjonalnym uśmiechem. Szymon nie jest wyjątkiem. Dwa razy w tygodniu praca w języku, który po Kancie i Kartezjuszu uchodzi za jedyny naukowy. Części zamiast środka. Nadzór zamiast scalenia. Ciało było. Środka nie było, bo środek został na wstępie uznany za coś, czego poważny nurt nie tyka.
Początek
Nikodem:

Szymon: Widzę, że dusze też obrywają?
Nikodem: Dostaniesz ode mnie prezent. Przy standardowej pracy mamy na czym budować: jest szkielet w postaci ciał subtelnych. U ciebie nie ma nic. Dosłownie.
Szymon: Szczodry jesteś. Dziękuję.
Nikodem:
1. F, ciało fizyczne. Podzielone na kilkanaście części, kawałków. Trudno to nawet skomentować.
2. E, ciało eteryczne, podzielone na dwie części i coś sztucznego w środku.
3. A, ciało astralne. Brak części subtelnej. Dwa ciała, dwie jaźnie. Dookoła kule z kreskami. To opętanie, ingerencja.
4. M, po lewej paski, różne wersje ciebie, wersje mentalne jaźni. Po prawej mała kuleczka. To twoja prawdziwa jaźń. Ty.
Duszy brak. Po ataku Lucyfera, a potem białych, większość tak wygląda. Dlatego narysowałem na ciele buddhi jeden okrąg. Z prawej coś sztucznego, co się przyczepiło i udaje duszę. U góry monada. Dwa małe ciała, ale ogólnie brak.
Powiedz mi, jaką terapię przechodziłeś?
Szymon: [Nazwa nurtu terapeutycznego]. Cały czas jestem w procesie.
Nikodem: W procesie na pewno jesteś jakimś. Fragmentaryzacja jaźni i ciał subtelnych.
Zapisz sobie analizę i dotknij ciała, na przykład E, a potem A. Poczuj je.
Szymon: Próbuję, choć całe ciało mówi, że nie ma siły. E to ból serca, nacisk na sercu.
Nikodem: Tak, tylko u ciebie nie ma konstrukcji, szkieletu. Ciało mentalne w formie kresek zawsze mówi mi o kimś, kto przechodzi jakiś rodzaj pracy, ale technicznie nazywa się to fragmentaryzacją osobowości i psychiki. Terapia ma prowadzić do scalenia, do zjednoczenia tego, co podzielone. U ciebie nic nie jest scalone, a najbardziej martwi ciało fizyczne. Pierwszy raz widzę taki podział fizyczny. Jeżeli to, co subtelne odbiło się już w ciele – ten proces już musi trwać.
Szymon: A to takie dudnienie w głowie, jakby ktoś chciał się do mnie dobić.
Nikodem: Czyli z jednej strony terapia, i to intensywna, z drugiej ingerencje duchowe, i to się u ciebie przeplata. Nie ma jednak konstrukcji, niczego trwałego, czego możesz się uchwycić. To trochę jak budowanie zamku na piasku.
Szymon: No właśnie. Pojawia się u mnie dużo takich części, każda chce czegoś innego, i na terapii uczę się, jak im nie podlegać, jak z nimi rozmawiać, nie ulegać im, jak je zrozumieć i skąd biorą się te potrzeby. Tak się czuję. Może stąd ta irytacja i brak chęci do życia. Mam wrażenie, że tak wygląda moje ostatnie szesnaście lat.
Nikodem: Jeszcze to samo na poziomie dusz.
Szymon: One pojawiały mi się jeszcze kiedyś. Teraz rzeczywiście ich nie czuję. Jedynie czasem miękki głos, w formie opiekuna, asystenta, jak dusza, gdy coś przerabiam na terapii.
[Ten miękki głos nie jest resztką duszy. Jest tym, co zostało po ingerencji i po terapii naraz.
Szymon sam go ustawia: pojawia się, gdy coś przerabia w terapii, w formie opiekuna, asystenta, „jak dusza”. Czyli nie przychodzi sam, z ciała albo ze snu. Włącza się w ustawieniu, którego nauczył go terapeuta. Leży, gada z wewnętrznymi postaciami, a nad tym stoi ktoś, kto to nadzoruje. Głos ma więc funkcję, nie pochodzenie. Ma być łagodny, opiekuńczy, trochę wyższy od tych części, z którym Szymon rozmawia. Dzięki temu sesja wygląda, jakby coś duchowego jednak było.
W odczycie tego nie ma. Duszy brak. Z prawej, na buddhi, siedzi coś sztucznego, co się przyczepiło i udaje duszę. Prawdziwa jaźń to ta mała kuleczka po prawej na poziomie mentalnym. Lewa strona to paski, wersje, fragmenty psychiki. Miękki głos asystenta jest bliżej tych pasków i tej nakładki niż kuleczki. Terapia nauczyła go brać fragmenty za rozmówcę, a nakładkę za opiekuna. Stąd wrażenie, że „dusza” odzywa się właśnie wtedy, gdy pracuje z postaciami.
Dawniej pojawiały mu się inne formy duszy. Były to formy obce, ale jeszcze czytelne, z czasu, zanim pole zostało zjedzone. Po tym wszystkim został głos miękki, bo miękki nie budzi oporu. Nie mówi „jestem twoją częścią, którą terapeuta uruchamia”. Mówi jak asystent. I właśnie dlatego Szymon bierze to za duszę.
Ingerencja i nurt schodzą się w jednym miejscu. Terapia tego nie scaliła. Wzięła rozbicie za materiał i zrobiła z niego metodę: nie ulegaj częściom, rozmawiaj z nimi, zrozum, skąd potrzeba. Dialog z fragmentem utrwala fragment. Miękki głos jest nagrodą za ten dialog. Pojawia się, gdy układ działa. Dlatego po półtora roku dwóch sesji tygodniowo, Szymon nadal nie wie, gdzie jest ja, a głosowi ufa bardziej niż sobie.
Stąd też późniejsze: „ciągle wierzyłem, że w tym cichym głosie usłyszę gdzieś duszę”. Nie. Cichy głos w tym układzie nie na mocy. Moc jest w tym, co mówi głośno, całym ciałem. Asystent z sesji jest produktem pola, w którym klient jest nawleczony, a terapeuta konsumuje to, co dzieli. Opiekuńczość tonu niczego tu nie zmienia.]
Nikodem: Porozmawiam subtelnie z twoim terapeutą. Od tego zacznę.
Szymon: Dobrze. On pewnie nie będzie zadowolony, bo mieliśmy umowę, żeby nie zakłócać porządku pracy. Ale już naprawdę mi się przelewa. Przez ostatnie półtora roku miałem dwie sesje w tygodniu.
Nikodem: W jakich tarczach siedzi.
Czołem.
S, jego część subtelna: Kto ty? Kolejny klient?
Nikodem: Chyba ty mój. Porozmawiamy o Szymonie.
S: Nie. Nie mogę. To prywatne rzeczy.
Nikodem: To jest jego budowa subtelna: mentalna, astralna, eteryczna i fizyczna.
S: Widzę. I co?
Nikodem: Co uprawiasz? Gdzie jest scalenie? Gdzie jest jego część subtelna? Są tylko fragmenty.
S: Nie będę z tobą rozmawiał.
Nikodem: Co robisz?
S: Pracuję z tym, co mam. Nie obiecywałem budowania ich ciał subtelnych ani części subtelnej, jak mnie nazywasz. Pracuję fizycznie.
Nikodem: Nie, skarbie. Fizycznie sobie rozmawiacie, ale co robisz subtelnie w tym czasie, ty jako część subtelna?
S: No… modyfikuję czasem coś przy ciele mentalnym albo astralnym.
Nikodem: Co w jego przypadku? Gdzie ten człowiek ma ciało mentalne, astralne albo eteryczne? Gdzie?
S: Uruchamiałem czasem jeden fragment. To, co w analizie narysowałeś jako pion mentalny.
Nikodem: I?
S: Ciało ma to przeżywać i somatyzować.
[Terapeuta wcale naiwnie nie liczył, że ciało ma somatyzować. To ładnie brzmi, ale fakty pokazują co innego. Uruchamiał ten mechanizm od prawie dwóch lat i żaden z fragmentów psychicznych na poziomie gęstości mentalnej się nie zmniejszył. Odpowiedział tak, bo się broni. Sprzedaje szczytne intencje.
Człowiek musi to zapamiętać. Kontakt z drugim człowiekiem zawsze prowadzi do interakcji na poziomie subtelnym, między częściami subtelnymi albo między duszami. To nie jest tylko rozmowa w czterech ścianach. Interakcja zachodzi – nawet jeśli Kant z Kartezjuszem powiedzieli inaczej, a ty im uwierzyłeś. Następnym razem, kiedy będziesz z kimś pracował, zadaj pytanie: „Co się dzieje na poziomie subtelnym? Co robią nasze części subtelne?”.]
Nikodem: Wiesz, że Jung był ezoterykiem? Wiesz, że Freud czerpał z okultyzmu i mesmeryzmu?
S: Wiem. Co mnie to obchodzi.
Nikodem: Co ty robisz z tymi ludźmi? Gdzie jest ten młody chłopak? Pokaż mi integralność jego ciał subtelnych. Ciągle dzielisz, dzielisz na kawałki.
S: Nie będziesz mnie oceniał.
Nikodem: Mechanizm obronny. Zaraz będzie ad personam.
S: Kim ty jesteś w ogóle?
Nikodem: Używasz magii. Spożywasz ciało mentalne i astralne. Pożerasz dosłownie. Trochę jak w serialu Grimm. Tam część ludzi nosi ludzką twarz, a pod spodem jest wesen, istota, której natura nie jest ludzka. U niektórych ta natura wygrywa z byciem człowiekiem. Zostaje drapieżnik w kitlu. Terapeuta z piekła rodem.
S: Zaraz zawołam.
Nikodem: Wołaj sobie, człowieku. A przepraszam: tobie bliżej do pajęczaka, który tka sieci i zjada części subtelne ludzi.
[Popatrzmy na fragment rozmowy z częścią subtelną terapeuty (S).
S od pierwszej kwestii ustawia pole, nie rozmowę. „Kto ty? Kolejny klient?” znaczy: kto wchodzi, ten jest materiałem. Nie pyta, po co przyszedłeś. Sprawdza, czy da się mnie wpisać w układ, w którym on zostaje tym, który nadzoruje.
Poufność jest u niego tarczą, nie etyką. „To prywatne rzeczy” pada, zanim padnie treść. Kiedy dostaje budowę subtelną Szymona, nie zaprzecza. Mówi: „Widzę. I co?” Widzi fragmenty i nie ma w tym wstydu. Wstyd włącza się dopiero wtedy, gdy pada pytanie o scalenie. Wtedy urywa: „Nie będę z tobą rozmawiał.” Czyli granica nie chroni klienta. Chroni mechanizm.
Rozdziela ciało od części subtelnej tak, jakby to były dwa zawody. „Pracuję fizycznie”. „Nie obiecywałem budowania ciał”. A chwilę później sam przyznaje, że modyfikuje ciało mentalne i astralne, i że uruchamiał pion, ten sam, który w odczycie jest paskiem, nie jaźnią. Fizyczna kozetka jest przykrywką. Subtelnie robi dokładnie to, czego się wypiera: uruchamia fragment i zostawia Szymona bez środka, do którego mógłby wrócić.
„Ciało ma to przeżywać i somatyzować” jest sprzedażą intencji. Brzmi jak metoda. W praktyce od prawie dwóch lat ten sam fragment jest włączany i żaden pasek na mentalnym ciele się nie zmniejszył. Somatyzacja bez scalenia nie jest przepracowaniem. Jest karmieniem układu, który żyje z rozbicia. Dobry pacjent, jak później powie AP, to uzależniony pacjent. S – tego nie mówi wprost, ale tak pracuje: nie buduje osi, bo oś zakończyłaby spotkania.
Reszta zachowania jest obroną rangi. Jung i Freud go nie obchodzą, choć sam siedzi w ich masce. „Nie będziesz mnie oceniał” pada, zanim ktokolwiek oceni metodę. „Kim ty jesteś” sprawdza hierarchię, nie tożsamość. „Zaraz zawołam” jest groźbą z pola, nie argumentem.
Pod spodem jeset jedno: fragment uruchomiony, środek pusty, klient wraca.]
Wywałka wywałką, problemy problemami, ale liczy się to, jak ty sobie radzisz, a nie to, jak terapeuta ci pomoże. Inaczej to nie terapia, tylko trzymanie na smyczy i wzmaganie osobowości zależnej.
Nie będę się nim zajmował. Szkoda czasu. Za duże ego. On żadną integralnością ani scaleniem się nie zajmuje. Tylko dzieli i spożywa to, co dzieli subtelnie z duszą.
[Była to celna i szybka ocena sytuacji, a do samej duszy jeszcze nie doszliśmy. A, przepraszam. Według Kanta dusza nie jest przedmiotem poznania. Wolno powiedzieć „ja myślę”. Nie wolno powiedzieć, czym jest to, co myśli, ani co robi, kiedy nikt nie patrzy. Według Kartezjusza dusza jest rzeczą myślącą. Myśli, więc jest. Nie nakłuwa, nie nawleka i nie je. Obie definicje kończą się tam, gdzie ta dusza dopiero zaczyna mówić.]
Szymon: Kiedyś próbowałem z nim dyskutować o ciałach i różnych poziomach, ale nie chciał. Mówił, że to bzdura. A naprawdę wydawało mi się, że jest dobry.
Nikodem: Jesteś w gorszym stanie, niż byłeś przed terapią. Wiem, bo to ja poprosiłem Ciebie żebyś zainteresował się terapią klasyczną.
Szymon: U niego praca wyglądała głównie tak, że przychodziłem, leżałem i gadałem z wewnętrznymi postaciami, a on to nadzorował.
Nikodem: Te wewnętrzne postacie to dokładnie te fragmenty, paski, na ciele mentalnym. Twoje ciało mentalne jest tym, co po prawej: ta mała kuleczka.
Szymon: Widziałem, że on jest zdziwiony, że to wszystko jest tak rozbite i że jest tyle tych postaci. Jakby był przyzwyczajony do tego, że normalnie pacjenci mają tylko kilka.
[Ten kawałek nie jest skargą Szymona.
Szymon próbował wnieść ciała i poziomy. Dostał „bzdura”. Od tej chwili rama należy do terapeuty. Co nie mieści się w jego nurcie (szkole), nie istnieje. Klient może leżeć i gadać z postaciami. Nie może nazwać, z czego te postacie są zrobione. Dlatego później jest zdziwiony własnym pogubieniem: jedyne miejsce, w którym mógł sprawdzić odczyt, zostało zamknięte na wejściu.
„Wydawało mi się, że jest dobry” nie opisuje skutku. Opisuję markę [licencja, nazwiska prekursorów, dyplomy, nadzór]. Dobroć i skuteczność jest wrażeniem pozycji, nie realnej zmiany w jego ciele. Po półtora roku dwóch sesji tygodniowo on sam mówi, że postaci jest więcej, niż terapeuta widział u innych, i że scalenia nie ma. Wrażenie zostało.
Terapia nie dotknęła ingerencji. Weszła w nią i nazwała ją procesem.]
Nikodem: Ty nie jesteś tym, co po lewej w odczycie, fragmentami. Jesteś tym, co po prawej. Dlatego części subtelnej powiedziałem, że Jung i Freud byli ezoterykami, czerpali, ale żeby akademicko się zgadzało, zmienili formy, wyrażenia, opisy. Ich uczniowie już ich umiejętności syntezy i wglądów nie mieli. Z kolejnymi pokoleniami pierwotna wiedza się zatraca. Widać to w buddyzmie, w każdej wiedzy, także hermetycznej. Zostaje szkoła. Znika wgląd, z którego szkoła powstała.
Szymon: Nie wiem, Nikodem. Jestem już tak pogubiony.
Nikodem: Ty nie musisz widzieć ani wiedzieć. Widzisz siebie w lustrze. To raz. Ja widzę ciebie na zdjęciu i mam odczyt ciał subtelnych, czyli całej kondycji psychofizycznej i duchowej.
Szymon: Tak to widzę i czuję.
Nikodem: Widzą cię znajomi i bliscy. Co oni mówią?
Szymon: Do powrotu z wakacji było wszystko w porządku. Ach, już nikomu nie mogę zaufać. Ściska mnie brzuch, splot.
Nikodem: Sama rozmowa i wyobraźnia to już kreacja. Kreujemy to, co mówimy i na czym się skupiamy. Dlatego ciała subtelne reagują, tutaj mentalne. A przecież nie zaczęliśmy jeszcze rozmawiać o ciele astralnym: czemu jest podzielone na dwie części. Lewa to nienawiść, ogromna nienawiść, emocja zniszczenia. Prawa część ciała astralnego to pycha, wywyższenie, pociąg, władza, tron. Pierwszy raz widzę u kogoś taki podział. To nawet sensu nie ma. Dla ciebie taka kondycja ciał oznacza przeskoki: wersja po lewej albo po prawej.
Szymon: Teraz tylko jestem rozjechany jak czołg. Nie wiem, coś się odpaliło.
Tego dotknąłem na ostatniej terapii: jest część mnie, która chciałaby władzy, ale niby pod tym chowa się to, że po prostu nie mam gdzie się wyrazić. Chciałbym robić coś innego, a się chowam.
[Ten kawałek pokazuje, że nasz bohater nadal czyta siebie przez części (fragmenty), a odczyt mówi co innego.
Pogubienie jest tu skutkiem, nie stanem do analizy. Odpowiedź Szymona zdejmuje z niego obowiązek widzenia: lustro, zdjęcie, odczyt, znajomi. Cztery świadectwa poza jego głową. Szymon tego nie używa, zostaje przy odczuciu, że do wakacji było w porządku, a teraz nikomu nie ufa. Brzuch i splot ściskają w tym samym zdaniu, ale dalej jest zaprzeczenie.
Wakacje zdjęły rytm kozetki. Bez nadzoru fragmenty nie mają komu się zgłaszać, więc wchodzą w ciało: splot, brak zaufania, władza albo schowanie. Terapia nazwała to częścią, która chce się wyrazić. Odczyt nazywa to prawą połową ciała astralnego, która nie jest nim. Dopóki bierzemy tron za nieprzeżytą twórczość, człowiek nadal będzie skakał pomiędzy rozbitymi ciałami astralnymi – emocjonalnymi. A przy ingerencji – wiele części subtelnych ludzi ma emocje, postawy, które nawet nie należą do nich, bo na tym zależy ingerentom, bo tak człowiek generuje dla nich energię.]
Nikodem: Dobrze, ale z poziomu świadomości i kondycji nie widać tu możliwości przeciwstawienia. Nie widać też siły do scalenia, bo nie ma z czym. Jest tylko lewa strona albo prawa. A ta mała część ciebie na poziomie mentalnym jest zbyt słaba, zależna.
Szymon: Namalowałem dwa dni temu. Część, która się chowa.
Nikodem: Cały czas mówisz: część taka, część owaka. A gdzie ty, który to ty?
Szymon: No właśnie.
Nikodem: Poczuj. To raz. Dwa: popatrz na analizę i wskaż mi palcem.
Szymon: Niby pracujemy nad tym, żeby wydobyć tego mnie i nie dawać się tym częściom.
Nikodem: Pracujecie, żeby wydobyć? Pokaż mi to w sobie i pokaż mi w odczycie. Gdzie to jest?
Szymon: Nie wiem. Nie ma. Czuję tylko, jak mnie rozsadza brzuch.
Nikodem: Ten człowiek może uważać, że pracuje, ale nie przykłada się zasady A ani przekonania B do każdego człowieka. Nie wprowadza się ich w szablony, bo każdy jest inny. To, co odróżniało Junga od wszystkich innych, to jego intuicja i czytanie emocji ludzi. Nikt się do tego nawet nie zbliżył. Dzisiaj zostały szablony intelektualne i ramy logiczne.
[Jung czytał człowieka z emocji, z obrazu, z tego, co pole przynosiło, zanim padło zdanie. Aktywna wyobraźnia, amplifikacja, typologia, cień, anima miały u niego sens tylko dlatego, że stał za nimi ktoś, kto widział, z czym rozmawia. Intuicja była pierwsza. Nazwa druga. Dlatego potrafił zejść do alchemii, gnozy, mitu i wrócić z opisem, który jeszcze trzymał człowieka w całości.
Krytyczne jest to, że intuicja przechodzi w spadku. Przechodzi słownik. Uczeń dostaje cień, personę, kompleks, archetyp, kojec i na kozetce regułę, np. że z częściami się rozmawia. Nie dostaje czytania emocji. To degradacja pokoleniowa: pierwsze pokolenie widzi, drugie porządkuje, trzecie broni porządku. Stąd szablon. Jungowskie „spotkaj się z postacią” bez intuicji, która rozpoznaje, czy postać jest częścią subtelną, nakładką czy czymś obcym, zamienia się w potęgowanie fragmentów.
Jung czytał psychikę głęboko i zostawił ducha oraz duszę w języku archetypu. Archetypu da się uczyć. Duszę już nie. Dlatego linia mogła zejść w intelektualne ramy i nadal nazywać się jungowską. Intuicja bez osadzenia w subtelnej budowie człowieka kończy się na obrazie. Obraz bez osi staje się kolejnym rozmówcą. U Szymona widać skutek: leży, gada z postaciami, a nadzór nie pyta, gdzie jest ja.
Freud też czerpał w swoim okresie, ale był sprytniejszy.
Koniec wieku to hipnoza, spirytyzm, przekaz myśli, Towarzystwo Badań Psychicznych. Psychoanaliza wychodzi z tego samego kotła co teozofia: Mesmer, Charcot, Janet, Breuer, sugestia, katarktyczne „wydobywanie” pamięci. Frederick Crews stawia to jako dług wobec lecznictwa mesmerowskiego.
Freud przez lata bada przekaz myśli z Ferenczim. W 1921 ma wykład o telepatii. W liście do Herewarda Carringtona pisze, że gdyby był na początku kariery, wybrałby właśnie to pole. Publicznie później się tego wypiera. W Dreams nad Occultism (1933) rozpatruje sen, w którym wiadomość miałaby przejść między ojcem a córką, i dopuszcza, że telepatia była archaicznym sposobem komunikacji między ludźmi.
To jest ten sam motyw, który teozofia trzyma jako jawny. U niego ląduje w przypisie do nieświadomego, żeby akademia nie odrzuciła ruchu. Ronald Clark notuje wprost: związek ojców psychoanalizy z paranormalnym utrudniłby jej przyjęcie.
Jung tego nie przykrył. Doktorat o zjawiskach okultystycznych, alchemia, gnoza, mit. Przy Freudzie mamy: zmianę form, wyrażeń, opisów pod akademię. Inaczej psychoanaliza nie weszłaby na uczelnię.
Badacz i pilny uczeń – zapoznaje się z tym, co zbudowało innych. Nie z tym, co jest już wyprane lub syntezą podaną dla mas.]
Szymon: Czuję siebie fizycznie, jako ja fizycznie.
Nikodem: Jeżeli szukasz odpowiedzi, gdzie ją znajdujesz? Jak wygląda twój proces myślowy?
Szymon: Mówisz teraz o szukaniu siebie? Gdzie jestem ja?
Nikodem: Nie. Siebie szukać nie trzeba, bo ty to ty. Ja to ja. Angielskie „I”. Nie jest to podzielone przez nic. Mówię o tym, w jaki sposób podejmujesz decyzje: szukasz na zewnątrz, opinii, czy słuchasz siebie. A jeśli siebie, to czego i gdzie?
Szymon: Siebie szukam. No właśnie, w brzuchu zawsze pojawia mi się napięcie. Albo na sercu. I tam znajduję jakąś postać albo głos, z którym rozmawiam.
Nikodem: Czyli rozszczepienie i fragmentaryzacja.
Szymon: W tym napięciu, za tym napięciem, idzie głos.
Nikodem: I ufasz temu?
Szymon: No właśnie nie. Ale widzisz, wiele rzeczy mi to pokazuje. Tego też terapeuta mnie uczy: że nie można ufać tym głosom, że nie można być im poddanym, jedynie wchodzić w dialog i próbować zrozumieć. Jest jednak we mnie coś, co szuka w tych głosach odpowiedzi na pytania, szuka porady, a to nigdy nie jest to. Chociaż chyba gdzieś chciałbym, żeby było. Jedna z tych części przypomniała mi o pięknym mieście, pokazała, że tam może być łatwiej, lepiej. Ja już w nic nie wierzę.
Nikodem: Przy osobie scalonej, zintegrowanej, nie ma takich procesów. Jest działanie z działania, z zaufania sobie, bez analizy, bez podważania, bez zbyt długiego rozmyślania. Wychodzi to z całego ciała, nie z jednego punktu.
Szymon: No właśnie. Nie pamiętam już takiego uczucia. Nawet jak mieszkałem jeszcze lata w innym mieście, zawsze rozrywało mi brzuch. A ja walczyłem z tym, nie chciałem tego słuchać.
Nikodem: Dobrze. Zaczniemy podciągać do góry to, co twoje, to, co zostało z duszy i z monady. Zaczniemy przebudowę.
Szymon: Dobrze. Przykro mi. Płakać mi się chce, ale nawet nie mogę płakać. Dzięki, że mi pomagasz.
Nikodem: Stworzymy szkielet i całą konstrukcję od góry w dół.
Szymon: Aktualnie niestety krążą mi po głowie myśli, że jestem nic niewartym śmieciem.
Początek Przebudowy Subtelnej
Nikodem: I na Ziemi nazywają to terapią?
AP: Nie wszyscy terapeuci i nie wszystkie nurty są takie.
Nikodem: Dlaczego tam trafił?
AP: W nim trzeba szukać.
Nikodem: Ten człowiek rozbił więcej osób?
AP: Wszystkich swoich klientów. Dobry pacjent to uzależniony pacjent.
Nikodem: Stoję przed ciałami Szymona. Tu nawet nie ma czego zbierać.
AP: Nie ma. Zjedzony i pożarty, skonsumowany.
Nikodem: Jego resztka ciał subtelnych jest nasadzona na jakiejś konstrukcji.
AP: Mechanicznej, owszem.
Nikodem: Śmiejesz się.
AP: Bo to nie jest terapia. Ci ludzie używają masek: jestem z psychoanalizy, jestem z psychodynamiki, tamten z integralnej, a jeszcze ktoś z systemowej. A ich części subtelne robią swoje. Owijają ludzi tak, jak ezoterycy czy pseudoduchowcy. Magia, zjadanie, uwstecznianie. Dlatego znaleźć dobrego człowieka i skutecznego wymaga dobrej karmy.
Nikodem: Wyciągamy. To jest całe pole ludzi nasadzonych. Przecież tego Carl Gustav Jung nie zostawił.
AP: Nie, ale ludzie, którzy się nim przykrywają, robią swoje. Terapia, jak mówił Steiner, a co Kant i Kartezjusz obcięli, musi być zintegrowana z duchem, z duszą, z pracą subtelną. Inaczej to czary i niczym się od nich nie różni. Jedna konstrukcja mentalna przeciw innej. Tylko tyle.
Nikodem: Muszę wstać. Robimy.
Szymon: Matko. Miałem dobra terapeutkę, od której odszedłem do tego człowieka.
Nikodem: Szukałeś widać wrażeń. Poza tym, jeśli już, potrzebujesz czegoś, co porusza ciało, nie głowę.
Szymon: Podobało mi się to, że miałem wrażenie, że to praca z ciałami subtelnymi, że jest w tym jednak jakaś duchowa praca. No ale widzisz, myliłem się najwidoczniej.
Nikodem: Szukałeś substytutu duchowości.
Szymon: Co mogę robić?
Nikodem: Teraz czekać.

Klienci nawleczeni na metalowo-pajęcze siatki i struktury. Ciała subtelne ludzi. Chcę zobaczyć jego duszę. Wołam.
D, dusza terapeuty: Czego chcesz?
Nikodem: Pajęcza jesteś. Bingo.
D: Co masz do mojej natury?
Nikodem: Jak tam Aryman, wasz powołujący.
D: Nie ma Arymana.
Nikodem: Twoje wcielenie jest terapeutą i doktorem.
D: Tak. Szanowany. [Ogromna duma]
Nikodem: A ta sieć pajęcza, gdzie nakłuwa ciała?
D: To moje. [Znowu, ogromna duma]
Nikodem: Żartujesz sobie ze mnie?
D: Dlaczego? Co mi zrobisz, człowieku. Ciebie też mogę nakuć i zjadać powoli.
Nikodem: Błysk.
AP: Błysk razem z częścią subtelną.
[„Czego chcesz?” nie pyta o mnie, o Szymona, o swoje wcielenie. To pytanie brzmi: kto śmie stawać przede mną.
„Pajęcza jesteś” nie jest obelgą. Jest rozpoznaniem natury. Stąd pierwsza obrona duszy nie dotyczy sieci. Dotyczy prawa natury: „Co masz do mojej natury?”. Czyli nie „to nieprawda”. „To moje i nie podlega ocenie.” Natura jest w duszy usprawiedliwieniem czynu. Kto jest pajęczy, ten nakłuwa, zjada, konsumuje. Pytanie o skutek jest w tym języku nietaktem.
Pytanie o Arymana było z grzeczności i miało w krótkim zdaniu przedstawić: wiem skąd pochodzisz. Sama dusza nie musi znać powołującego, żeby robić to, do czego została powołana.
Dusza sama podaje rangę. Wcielenie: terapeuta, doktor. Dusza: „Szanowany”. Licencja nie maskuje natury. Natura jest z licencji dumna.
Sieć, gdzie nakłuwa ciała, nazywa „to moje”, znowu z dumą. Nie „to przenośnia procesu”. „To moje.” Własność pada wcześniej niż wstyd, bo wstydu nie ma w ogóle. Jest dusza jako właściciel narzędzia.
Groźba duszy jest szczera, bo pada po dumie, nie zamiast niej. „Co mi zrobisz, człowieku. Ciebie też mogą nakuć i zjadać powoli”. Człowiek jest tu gatunkiem niższym od duszy, która mówi. Powolne zjadanie nie jest metaforą zależności. Jest opisem tempa, w jakim klient wraca przez lata i nazywa to procesem. Część subtelna mówiła o somatyzacji. Dusza mówi o jedzeniu. To samo zdanie, dwa języki. Tu widać, że dusza robiła wiele za plecami samej części subtelnej.
Błysk to nowy początek dla istoty w innej formie.]
Nikodem: Nie ma już ich. Wycofujemy teraz wszystkie jedzone i pożarte części subtelne i ciała subtelne ludzi.
Szymon: Przykro mi. No tak, nadziane na splot.
Nikodem: Choroba. Kant i Kartezjusz z Arymanem i jego arymanizmem powinni się palić w piekle. Odcięli ludzi od ducha i duszy, od subtelności. Cały beton intelektualno-racjonalny to ich skutek.
AP: Stań przed polem Szymona, i ręcznie zacznij zdejmować. My już robimy odbudowę, a raczej stworzenie, bo nie ma nic swojego.
Nikodem: Muszę wstać.
Szymon: Nie wiem, który to raz tracę wszystko. A przede wszystkim tracę świadomość tego, kim jestem. Znów.

Szymon: Na widok tego chce mi się wymiotować.
Nikodem: Nic nie tracisz. Tracisz identyfikację z tym, co przyjąłeś za prawdę. Ty jesteś.
Szymon: Racja.
Nikodem: To wszystko musiałem teraz rozpuszczać i usuwać z całej przestrzeni, pola i podświadomości, ale wibrującej nie w ciele i organach, tylko w gęstościach subtelnych.
Bardzo duże rozszczepienie. NPC, i to pełną gębą. Wyjaźnienie totalne. Lucyfer z Arymanem byliby dumni.
AP: Pewnie są, bo to skutki ich nauk. Narysuj. Ma nową iskierkę i będzie pamiętał swoją historię, nawet jeśli została zmieniona przez Lilith i Lucyfera. Rodzina nie będzie liczna, ale odzyska. Dostanie ciało anioła młodszego.
Nikodem: Rysuję.
Szymon: Aż się wyprostowałem. Płakać mi się chce, ale nie mogę.
Nikodem: Byłeś duszą ewolucyjną. Minerały, kwiaty. U ciebie forma pochodna: taki zwierzako-człowiek. Lucyfer z Lilith wyciągnęli i zaczęli modyfikować, zmieniać, wpływać na duszę, bo takie cechy miała dusza i monada grupowa. Bardzo pierwotne cechy. Trochę jakby z czteroletniego dziecka zrobić dorosłego. To nawet nie było przyspieszenie ewolucji, co dosłowne wyrwanie z niej i wprowadzenie do swoich misji i planów.
Szymon: Aj. Dalej w ciele czuję taką chęć, żeby umrzeć, zginąć, i to rzeczywiście idzie z brzucha. Że nic nie ma sensu.
Nikodem:

Monada i dusza po lewej. Osiem istot w Rodzinie Duchowej.
Staję przed twoją duszą. Czołem.
D, Dusza Szymon: Mieliśmy pralkowanie w AP.
[To jest skrót myślowy, który oznacza podsumowanie dotychczasowego doświadczenia, czyli nic w istnieniu tej istoty nie zostało stracone.]
Nikodem: Miałem pytać.
D: Tak, ale też dokończenie cyklu, który Lilith i Lucyfer przyśpieszyli. A raczej wyrwali, jak mówisz.
Nikodem: Teraz trzeba stworzyć ciała subtelne, z czakrami, i nową energię do ciała fizycznego. Stan psychiczny jest bardzo zły.
D: Lecimy przed moje wcielenie.
AP: Tutaj stworzymy ciała trochę inne, bardziej żywe i scalone. Będzie się musiał przyzwyczaić.
Nikodem: Dobrze. Nie utrzymałbym w energiach.
AP: Tak.
D: Obserwuję. Mnie Lucyfer skasował w trakcie, 06.06.2026, bo nie chciałam się do niego przyłączyć.
Nikodem: Wiemy. Dziękujemy za odwagę. Teraz już go nie ma, ich nie ma. Jesteście wolni, jak cała przestrzeń.
D: Skupiona.
Szymon: Czuję, że to napięcie w brzuchu przesuwa mi się na lewo. Zawsze tak na terapii mi się działo.
Nikodem: Niech to napięcie wysunie się całkowicie z ciała. Poza ciało. To nie ty. To nie twój ośrodek świadomości, serca i sumienia.
Szymon: No i tak często mi się działo. Próbowałem to wypchać. Dobrze, pozwolę, żeby teraz wyszło.
Nikodem: I teraz mówisz jak osoba sprawcza, nie jak ofiara czy współuzależniony.
Szymon: Kicham. Ale mocno skumulowało się to napięcie z lewej strony ciała, jakby nie mogło wyjść.
Nikodem: Lewa strona to śledziona, nerka i serce.
Szymon: O, chyba jest ujście.
Ja: Dobrze wam idzie, ale coś walczy.
D: Tak.
AP: Spokojnie. Poczuje i przyjmie siebie. To, co walczy, to stare infekcje, stare postrzegania i identyfikacje. Wygląda to jak wplatanie nici w bardzo małe oczka szpilki.
Nikodem: Ciągle nie rozumiem, dlaczego ten pseudoterapeuta nie budował środka, centrum. Dopiero silne centrum może się skonfrontować z cieniem. Bez tego praca z cieniem opętuje i przejmuje.
AP: Zrobił złą diagnozę i złe założenia. Do tego zwyciężyła u niego natura pajęczaka, który konsumuje inne byty.Tutaj części subtelne ludzi.
[Tutaj cały czas tworzyły się nowe ciała subtelne, oś dla Szymona.]
Nikodem: Zaskoczyło dopiero teraz. Jeszcze trzy ciała. Ludzie, ale przeprawa.
Szymon: Cały czas się kumuluje. Lewa strona na dole brzucha, już żeby miało bokiem wyjść.
Nikodem: Pochodź, poskacz, opukaj ciało, mocno, koniuszkami.
Szymon: Tak, widziałem, że terapeucie coś nie pasuje, że coś jest nie tak.
Nikodem: Powiedz, że pozwalasz swojemu ciału wydalić to, co stare, co nie służy.
Szymon: O, czuję, jak mnie swędzi lewa dłoń. Idzie jakiś zwrot. Dobrze.
Nikodem: Energia wraca do ciebie. A to dopiero początek.
Szymon: Wstałem i zacząłem płakać. Poczułem: przepraszam siebie. Ale wstrzymało mnie. Chcę płakać i nie mogę.
Nikodem: No, gwałt na ciele. Tu nie chodziło o to, że masz część władczą i część wstydliwą. Każdy ma biało-czarne, każdy jest dualny. Chodzi o brak zasilania jednej i drugiej oraz o integrację ze sobą. A nie o tworzenie z tego person, które opętują dosłownie ciało fizyczne i zachowanie człowieka. A to było tylko jedno ciało subtelne. Mogłem wypisać to, co się dzieje na ciele eterycznym czy nawet przyczynowym. Wszystko ma znaczenie.
Ja, kiedy z kimś pracuję i widzę po analizie i zachowaniu, proszę, żeby znalazł terapeutę klasycznego, i wypisuję co trzeba zrobić. Ale kto jakiego terapeutę znajdzie, nie ode mnie zależy.
Szymon: Rozumiem. Mnie też już dziwiło i męczyło, że jest tyle tych postaci i nie ma jakiegoś scalenia. Myślałem, że w końcu dojdzie do tego, iż ograniczę się do kilku postaci, właśnie takiej białej i czarnej. Może trzeba było zostać przy poprzedniej terapeutce, ale mnie ciągnęło gdzie indziej.
[Tutaj też widzimy cechy DDA: wrażenia, emocje, jazdy. Przekonanie: spokojna terapia to zła terapia. No i Szymon znalazł.]
Integracja i cykl biologiczny
Nikodem: Teraz ciekawi mnie inna rzecz. Powiedz, co się działo, jak miałeś siedemnaście lub osiemnaście lat.
[Zaczynam pracę z cyklem biologicznym]
Szymon: Do pracy duchowej. Trzydzieści cztery.
Nikodem: Co się działo, jak miałeś siedemnaście?
Szymon: Liceum.
Nikodem: Która klasa?
Szymon: Chyba pierwsza. Najtrudniejszy okres.
Nikodem: Wiadomo, bo masz uruchomiony cykl biologiczno-komórkowy. Co tam się działo?
Szymon: Albo jakoś między pierwszą a drugą klasą. Pamiętam, że miałem jazdy z dziewczynami. Raz poszarpałem jedną za to, że mnie zdradziła, mimo że ja zdradziłem ją. I całe miasto chłopaków chciało mnie pobić na każdym rogu. Robiliśmy nawet na to sesje.
Nikodem: To jest aktywne, ale głębiej. Coś z rodzicami?
[„Coś z rodzicami” – wskazuje na intuicje, uczucia, czytanie ciała drugiej osoby. W pierwszej kolejności interesuje mnie to, co pokazują ciała subtelne. Czy człowiek ma kontakt ze sobą.]
Szymon: Wtedy miałem ciągle sny, że umieram, a gonią mnie gangsterzy. Aaa, no klasyk. Tata miał odjazd psychiczny. Mówił, że mama go zdradza z księdzem, a ja musiałem ratować związek, żeby się nie rozstali. Zaraz później mój nieudany pierwszy raz. Dużo tego. I później ciągle poszukiwanie w innych dziewczynach ciała tej z pierwszego razu. No ale widzisz, znów nowe napięcie na brzuchu, na splocie, jak o tym myślę. Bo to wszystko było na terapii. O, i ściska mnie ramię, jakby ktoś ciągnął mnie za nie z lewej strony.
Nikodem: Jest analogia. Zdrada, tata. Czyli przeżywasz nie swoją historię. Połóż dłoń na brzuch i powiedz: emocje i myśli wychodzą ze mnie, nie trzymam tego w sobie. To, co mówię i przeżywam, wychodzi z mojego ciała.
Szymon: No fakt, że chcę się rozstać.
Nikodem: Cykl biologiczny potrafi dosłownie zmieść człowieka, a każdy kolejny, jeśli się mnoży, jest jeszcze gorszy od poprzedniego.
Szymon: No trochę to, że chciałbym być kawalerem, być sam. Taka silna ochota bycia samemu, niezależnym, wolnym lowelasem. Może tata też tego chciał. Od razu usłyszałem w głowie, że to nie zadziała.
Nikodem:
Noszenie poczucia zdrady ojca.
Utożsamianie się z szaleństwem ojca.
Ratowanie związku rodziców.
Nieudany pierwszy raz.
Zdradzenie jako akt i doświadczenie zdrady na własnej skórze.
Co tu jest wspólnego?
Szymon: Aż mi całe ciało ściska. Kurde, mam wrażenie, że wszystkie cztery. Pierwsze cztery.
Nikodem: Czy coś działa, czy nie działa, to nasz wybór. To nasza decyzja. Jeśli coś mówisz głośno, z uczuciem, to ma moc. To, co słyszysz w ciszy, nie ma żadnej mocy, bo jest ukryte i szepcze. Dlatego jest słabe.
Jaka tam jest emocja wspólna, stan?
Szymon: No właśnie tej niechęci do życia. Takiego samounicestwienia. To, co tata wtedy musiał czuć.
Pozwalam, aby emocje z mojego ciała wychodziły, nie zamieniały się w postacie, z którymi mogę rozmawiać, nie zamieniały się w ciała astralne. Pozwalam tym cząstkom uwolnić się ze mnie i przestaję wierzyć, że to ktoś mi bliski, z kim mogę porozmawiać. To tylko emocje. Aż podskakuje mi całe ciało.
Nikodem: Punkty pierwszy do trzeciego to prosta dynamika systemowa. Dziecko nosi uczucia ojca, zdradę. Utożsamia się z jego cieniem, szaleństwem. Ratujesz związek rodziców, czyli wchodzisz w rolę, która nie należy do ciebie, do dziecka.
Lojalność wobec taty i parentyfikacja. Dziecko nie ma własnego życia, ale…
Punkty czwarty i piąty to już konsekwencja w ciele i w relacjach.
Nieudany pierwszy raz: intymność nie może się udać, bo sukces seksualny, relacyjny, byłby zdradą lojalności wobec ojca i wobec zadania ratowania rodziców. Zdrada jako akt i jako doświadczenie na własnej skórze: wzorzec wraca, tym razem już nie jako noszone uczucia ojca, tylko jako własne życie.
[Tutaj tak naprawdę głośno myślałem.]
Czyli to, co było cudze, zdrada i szaleństwo, staje się własnym losem.
Te uczucia i postawy nie należą do ciebie. Nie musisz i nie potrzebujesz nosić drogi ojca i jego krzyża. Podobnie tego, co czuła mama.
Szymon: Może stąd ten ciężar na barkach.
Nikodem: To jest najmniejszy problem.
Szymon: Wiem to. Już właśnie na terapii, jednej i drugiej, przechodziłem przez to. A nadal.
Nikodem: Z perspektywy ojca: ktoś, komu tyle dałem, w kogo zainwestowałem, kochałem, mam dom, dzieci, mnie zdradził. Czyli jestem do niczego, nie nadaję się, jestem beta mężczyzną. Nic nie ma sensu, moje życie nie ma sensu. I to, co dopowiedział sobie ojciec. A co ty, przez swoją budowę i osobowość, wziąłeś jako swoje.
Co się stanie, jak to wróci do ojca? I ten siedemnastolatek w tobie odzyska przestrzeń do życia?
Szymon: Usłyszałem tylko: zabiję was wszystkich. Chyba od tego siedemnastolatka.
Nikodem: To puść ten strach i pozwól. Powiedz to, co one chce powiedzieć. Puść to, niech się dzieje.
Szymon: Mam dość noszenia tego na sobie. Nie wiem, może ojciec umrze, może nie poradzi sobie.
Nikodem: Powiedz to rodzicom, którzy stoją w wyobraźni przed tobą. Jeśli to ich, to ten ciężar, który ty nosisz, oni sobie z nim poradzą. Przecież to ich.
Szymon: No ale przecież to ja jestem tym cudownym dzieckiem. Ach. Nie mam siły. No właśnie, tato, nie mam siły, jest twoje. A ja to noszę.
Nikodem: Widzisz. Tak, ale to cudowne dziecko mówi do nich to, co mówi: matko i ojcze, wasze kłótnie, zdrady, porażki, emocje, szaleństwa, kochanków, czy to prawdziwe, czy nie, oddaję wam w całości.
Jeśli ja jestem cudownym dzieckiem, to rodzice też muszą mieć część tej cudowności. A jak cudowne, to mocne i silne. Oddaję wam wszystko z siebie, to, co tyle lat nosiłem.
Szymon: Oddaję wam wszystko to, co próbuję teraz przerobić, zrobić, abyście nie musieli nosić, nie musieli się tym zajmować, abyście nie musieli się rozstać, abym ja mógł się rozstać za was. No właśnie, nie chcę się rozstawać za was. Nie chcę wam przypominać o tym, co mieliście zrobić, a nie zrobiliście. Mam was dość i waszych energii. Nie chcę płacić żadnej ceny za to. Za to, że jestem zdrowym dzieckiem.
Nikodem: Dobrze, z mocą napisane. Tak. I teraz jedna partia na ręce ojca. Druga na ręce matki. Daję wam to, proszę.
Szymon: Cały czas jest we mnie głos, który mówi, że to i tak nic nie da.
Oddaję wam ten ciężar. Oddaję wiarę, że każdy musi coś nosić na sobie, aby być człowiekiem. Oddaję to, że aby być w naszej rodzinie, trzeba być naznaczonym. Nie, nie zgadzam się. I jednocześnie słyszę w sobie: Boże, nie mam siły już, nie wierzę w nic.
Nikodem: Głos czy ty? Głos z cienia, z ukrycia? To nie ty. Ty to ten, który mówi, działa, robi i czuje to, co robi.
Szymon: Głos z cienia.
Nikodem: To nie ty. Tego nie ma i nie ma co temu nadawać mocy. Jesteś ty, tutaj.
Szymon: Już zapomniałem, jak to jest. Ufam bardziej tym głosom niż sobie.
Nikodem: Moc w nas, my to jedno. Jeden głos, jedna myśl, jedne uczucia. Myślę, mówię, czuję i robię, i się dzieje.
Szymon: No właśnie, bo gdzie jestem ja.
[Nie jest to opętanie głosem z zewnątrz. To rozszczepienie ja, w którym wewnętrzna mowa dostała osobę, a osoba dostała pierwszeństwo przed tym, który mówi.
Głos pada w tym samym oddechu co oddanie. Szymon od razu słyszy: i tak nic nie da, nie mam siły, nie wierzę w nic. To nie jest drugi byt. To część, która trzyma lojalność wobec starego układu i gasi czyn, jak tylko czyn się zaczyna. Cień nie dlatego, że zły. Cień dlatego, że schowany: nie mówi jako on, tylko jako ktoś obok.
Zaburzenie siedzi w przesunięciu. Ufa głosowi bardziej niż sobie. Pyta „gdzie jestem ja”, jakby ja było miejscem do znalezienia, a nie tym, który właśnie mówi. Zdrowa mowa wewnętrzna zostaje mową. Tu mowa została obsadzona. Terapia dała jej etat: nie ufaj, ale wejdź w dialog, zrozum, skąd potrzeba. Dwa lata takiego dialogu i Szymon nie pamięta, jak to jest być jednym. Stąd „już zapomniałem, jak to jest”.
Widać fragmentaryzacje z rysą dysocjacyjną, ale nie rozdwojenie. Nie gubi czasu, nie ma obcej jaźni, która przejmuje ciało. Ma głosy, które wie, że są z cienia, a i tak oddaje im decyzję. Do tego osobowość zależna, nauczona: bez rozmówcy w głowie nie ma procesu. Depersonalizacja jest tu pytaniem, nie obłędem. „Gdzie jestem ja” znaczy, że oś została oddana częściom i został punkt, który ich słucha.
W budowie z odczytu to mała kuleczka po prawej stronie na poziomie mentalnym, za słaba wobec pasków. Paski dostały głos. Kuleczka dostała wątpliwość. Moc, o którą tu chodzi, nie jest w uciszeniu cienia. Jest w tym, że jeden mówi, czuje i robi, i nie nadaje mocy temu, co szepcze, że i tak nic nie da. Dopóki szepczące jest rozmówcą, on będzie pacjentem głosu, nie tym, który oddał ciężar.
I chyba to jest najsmutniejsze w tej historii.]
Nikodem: Bo tego terapia cię nauczyła i trwałoby to kolejne lata. Wieczny pacjent.
Szymon: Dobrze, powiedziałem im jeszcze raz na głos.
Nikodem: Teraz pole wasze rodzinne.
Szymon: Znów gdzieś ten brzuch się napina i przesuwa napięcie w lewo.
Nikodem: Tak pracują twoje ciała subtelne.

Szymon: Wygląda git.
Nikodem: Teraz pole rodowe.
Ród na wymarciu. Ma nie być przedłużenia. Stąd to podświadome spotykanie kobiet, które chcą dzieci. Wpływ rodu ojca jest najsilniejszy, bo wpływa na jednostki, to, co na dole.
Szymon: No, ród ojca dużo silniejszy i agresywny w swoich poglądach.
Nikodem: To wpływa na podświadomość i ciała subtelne. Trzeba to uwolnić.
Chwila.
Szymon: Poprzednią dziewczynę, którą spotkałem, to nigdy chyba się tak nie zakochałem. I one wszystkie mi mówią: przy tobie nagle poczułam chęć posiadania dzieci, z tobą chcę dziecko, nie z kimś innym.
[parę minut później]
Nikodem: Zrobione. Pole rodowe czyste i nie wpływa. Nic, co jest podkręcone albo stare.
Teraz twój przepływ i ruch.
Szymon: Cały czas chyba wyłazi mi coś z ciała. Bo ciągle wychodzi coś z brzucha i przechodzi na lewo. Takie mocne napięcie.
Nikodem: To twoja głowa. Subtelnie nie ma nic. Masz zapisane w mięśniach i komórkach. Dlatego. Ja bym tam położył dłoń, ogrzewał i mówił.
Szymon: Dobrze.
Nikodem: Teraz przepływ, zablokowany: los i karma, wszystko się odbija.
[po paru minutach]
Zrobione.
Najgorsze na koniec – głowa. Nawet tu widać fragmentaryzację. Ogrzewaj. Ja robię. Niech sobie wychodzi i do ognia. Wszystko wychodzi i do ognia. Jak pasożyty.
[Tutaj nie tylko mieliśmy do czynienia z zaburzonym terapeutą i nieprawidłowymi praktykami, ale również ingerencją i ingerentami, którzy wykorzystywali rozbicie Szymona. W głowie wibrowało setki szpilek, trucizn, ciemnych kulek, wibrujących różnymi częstotliwościami.]
Szymon: Grzeję. Pozwalam, aby wszystko wyszło ze mnie.
Cały czas taki płacz gdzieś mi się chowa pod powierzchnią.
Nikodem: To już wybór, czemu go blokować i nie pozwalać mu wyjść.
Szymon: Jest spokojniej.
Nikodem: No, po takiej pracy. Zrób nowe zdjęcie swoje.
Szymon: [wkleja]
Nikodem: Widać ogromną zmianę. Teraz pozwalać sobie czerpać z siebie i brać z siebie, z tego, co się ma. Jak się patrzy w środek, wewnętrznie, widać osadzoną duszę i szkielet. Jest w końcu konstrukcja. Za dużo w głowie, za mało w ciele. Znaleźć coś związanego z ciałem i ruchem, terapię z ruchem. Sama głowa i analizowanie z głowy nie może być. Wchodzi się jedynie w mentalny konstrukty innych.
[Na zdjęciu Szymona widać było energię, ciepło, rumieńce na twarzy. Postrzeganie nadal wisiało na starym. Tak jest przy tym typie zaburzenia. Ciało już dostaje zasilanie. Głowa jeszcze czyta siebie z pasków, których nie ma. Tutaj zawsze potrzebny jest czas.]
Szymon: Dobrze. To ja jeszcze zrzucę ten krzyż, że muszę zrobić naście lat terapii, aby zacząć żyć i się cieszyć.
Nikodem: No, tutaj już lojalność i uzależnienie od terapeuty.
Szymon: No tak, bo mi głowa za dużo pracuje. Nie wiem, zobaczymy, dam sobie czas.
Muszę coś powiedzieć terapeucie.
Nikodem: Człowiek może mieć całe pałace i wszystkie doktoraty świata. Co z tego, jak z naturą duszy nie wygra. Także z tym, że ktoś jest zamknięty w jednej szkole czy poglądzie, który przecież też stworzył inny człowiek. Trzeba być otwartym i ciągle coś dodawać do swojego postrzegania i życia, a nie siedzieć w jednej ścianie, którą ktoś inny stworzył. To już szczyt głupoty.
Szymon: Są te medytacje dynamiczne Osho, ale to znów jakiś nurt. Nie wiem.
Nikodem: Nie szukaj na zewnątrz siebie. Zacznij bardziej ufać sobie. Z osobowości zależnej do osobowości niezależnej.
Szymon: No tak.
Nikodem: To, co teraz masz, będzie się układało przez parę dni. Pewnie sny się zmienią i czucie siebie. Tyle z mojej strony. Dostajesz to wszystko w prezencie.
Szymon: Niech się w ogóle pojawią, bo ja praktycznie nie mam snów. Dziękuję.
Nikodem: Ty też musisz się nauczyć mówić twardo: nie, dziękuję, dziękuję za wszystko, idę swoją drogą, tutaj kończymy. Zaznaczyć granice. Tego ci brakuje. Asertywność. Bez tłumaczeń.
Szymon: Umiem tak, tylko też staram się być fair.
Nikodem: I jak szukasz, szukaj czegoś z ciałem, co porusza ciało. Plus, jak mówię: u ciebie większe zaufanie do głośnego ja w tobie, do decyzji i uczuć, bo tu jest moc. Nie w tym, co tam ciche coś podpowiada. To nie ma mocy. Ale jak dajesz temu głos i uwagę, wzrasta do „prawdziwego ja”.
Szymon: Dobrze. Ja ciągle wierzyłem, że w tym cichym głosie usłyszę gdzieś duszę.
Nikodem: Nie. To nie dusza.
Zakończenie
Szymonowi wróciły sny. Pełne, dynamiczne, kolorowe. Zaczął je pamiętać wyraźnie. Przy tym typie zaburzenia, zwłaszcza po terapii, która uczyła ufać głosom bardziej niż sobie, mija jeszcze dużo czasu, zanim człowiek zaczyna ufać sobie. Przedstawiona praca trwała ponad cztery godziny. Nie wszystko zostało opisane. Tak jest przy pracy subtelnej: dotyka poszczególnych elementów, a nie każdy element da się przenieść w zdanie. Odczytu i takiej pracy można się nauczyć. Najpierw jednak trzeba samemu przejść cykl prac i zmierzyć się z własną częścią subtelną i z duszą.
Została zwrócona historia, ciała subtelne i, można powiedzieć, istnienie. Praca z chemią mózgu, z nawykami po nieprawidłowych praktykach i po wpływie zaburzonego terapeuty wymaga już wielu bodźców z różnych dziedzin. Zawsze sobie trzeba zadać pytanie: „Czy szukamy pracy czy emocji? Szukamy jazd czy siebie? Chcemy sobie dodać czy sprawdzić?”.
Kiedyś dużo mojej pracy dotyczyło ratowania po wpływie sekt, nieprawidłowych praktyk duchowych i ezoterycznych. Ostatnio coraz więcej jest po pracach klasycznych. Nie wiem, co się zmieniło: epoka, ludzie czy coś innego. Najcięższy ezoteryk-mag bywa jednak na równi z zaburzonym terapeutą. Metoda nie odgrywa tu roli.
Liczy się człowiek i jego obudzona intuicja, która harmonizuje intelekt. Tego życzę wszystkim.
PS
Proszę nie pytać o nazwisko terapeuty, bo sam nie wiem. Takie rzeczy mnie nie interesują. Dostałem od Szymona zdjęcie i na bazie tego znalazłem część subtelną i duszę. Reszta jest historią.
PSS
Zapraszam do innego opracowania, pt. Manipulacje w terapii klasycznej i duchowej – jak rozpoznać zdrowe podejście do pracy nad sobą
