Home Mój dar dla Nas i dla UniwersumLewiatan i Lucyfer. Case study

Lewiatan i Lucyfer. Case study

by nikom@tutamail.com

Jest trzecia w nocy. Przez działanie różnych sił mogę tylko pomarzyć o głębszym śnie i odpoczynku. Ostatnie dwanaście dni polegało na sprzątaniu skutków działania jednej z istot znanej pod imieniem Lewiatan (u Anunnaków jako Nergal, w Egipcie znany jako Anubis). Była to istota dwuznaczna — dlatego nie do końca dla mnie zrozumiała.

Lewiatan

W 2019 roku, kiedy rozpoczęły się tzw. Przebudowy, które zapoczątkowały cykl trylogii „Bogowie”, ta istota szybko dołączyła do mojej istoty przeciwko Lilith i Lucyferowi. Jak sama powiedziała — nigdy ich nie lubiła. Powiedziałbym nawet, że wręcz ich nienawidziła. Wszystko wyglądało pięknie, ale taka pomoc miała swoją cenę. Cenę, którą przyszło nam zapłacić dopiero niedawno.

Kim był Lewiatan? W książce Poza Dualnością napisałem:

„Lewiatan – znany obecnie jako Judasz. Tomasz z Akwinu opisywał go jako demona zazdrości. Symbolizuje żywioł wody (łączący się z życiem i stworzeniem), czyli emocje, energię żeńską, np. nadwrażliwość emocjonalną. Lewiatan to „gość” na wiecznym luzie, wszystko ma gdzieś: jest spokojny, nigdzie się nie śpieszy, uważa, że wszystko można zrobić jutro. Cechuje go lekceważenie powagi i obowiązków, pochodzi od niego era hippie, peace and love. Inne jego rysy to: brak konsekwencji, silny erotyzm, materializm, lenistwo. Jeśli wyznaje ideały, to też skrajne, odrealnione, utopijne. Nie stosuje krwawej przemocy, to esteta, ale chętnie coś przekręci po cichu, podstępem. Nie można mu wierzyć, łamie słowo, jego metoda zwycięstwa to zdrada. Najbliższy karmiczny przyjaciel Jezusa. Żywioł wody jako moc. Powołał smoki, gargulce, parę ras niskopiennych.

Wcielenia: Yahiko (Naruto), Shunsui Kyoraku (Bleach), Gambit (X-Men), John Lennon”.

To ciekawy opis, ale niepełny.

Lewiatan był istotą, która stworzyła całe szare strefy — krainy pomiędzy Białymi a Ciemnymi. Jednocześnie posiadał pozycję zarówno w hierarchiach Białych, jak i Ciemnych. Osiągnął to jako jedyny z tzw. „Bandy Dwunastu”. Monady nie mają kształtu, ale to właśnie on był pierwszym smokiem i dzięki niemu taki gatunek duszy w ogóle powstał.

Szare strefy, uwalniane w Zmierzchu bogów, pokazały rozciągłość jego krain oraz energię, z której czerpał: nihilizm, obojętność, szarość. Wszelkie uzależnienia od narkotyków i stany transowe wytwarzały energie, które on „wciągał”. Kiedy zaczęliśmy uwalniać szare strefy na każdym poziomie, był gotowy nawet zaatakować moją istotę — wtedy już monado-Superaspekt (MSA). Nie odważył się. Wycofał wszystkie swoje siły, ale ranę trzymał w sobie.

Po tym uwolnieniu — jak wiadomo ze Zmierzchu bogów — zaatakowali wszyscy Biali. Biliony bilionów sił z Białym na czele. Osłabienie Lewiatana dało im pretekst i poczucie większej siły, niż realnie dysponowały nasze siły. Biali nie rozumieli, czym jest MSA. Mówili tylko: „Twoja istota jest największa w Uniwersum”. Mimo to odważyli się. Odbyła się walka duchowa między monadami, duszami i częściami subtelnymi. Była to jedna z największych walk duchowych. Jak się jednak okazało niedawno — sam Lewiatan przebił wszystko i wszędzie.

Żeby pomóc tej istocie i ją zainspirować, większa część starych istot — innych MSA oraz istot już wibrujących w Źródle Miłości, czyli w Superklastrze — postanowiła pomóc temu prastaremu smokowi. Razem z jego bardzo ambitną połówką, Marią Magdaleną (MM), odbył się akt transformacji ich istot właśnie w MSA. Moja istota funkcjonowała już wtedy poza Uniwersum jako Przedwieczna (P), ale oni w tym momencie byli najstarszymi i największymi.

Czym dokładnie jest MSA? To moment, w którym monada dźwiga całe swoje doświadczenie, masę, wcielenia, dusze i części subtelne na poziom Źródła Miłości. Tam pierwotna iskierka, z której istota się zrodziła, wchłania w siebie całe to doświadczenie. Iskierka nie jest jaźnią — jest raczej matrycą, dlatego nie ocenia. Ilość doświadczenia i masy tych dwóch prastarych istot była niepojęta. Widać było, że ich poziom rozwoju i świadomości dawno powinien był „przebić” poziom, który reprezentowali. Nie mogło się to stać przez działanie Białego i jego Chórów.

Po wchłonięciu iskierka zwiększyła się i przybrała postać, którą nazwaliśmy Superaspektem (SA). Na tym się nie skończyło — takie rzeczy robimy podczas Przebudowy Subtelnej u każdego. Superaspekt był tak duży, że monada scaliła się z nim. Stąd nazwa: monado-Superaspekt (MSA). Dlatego Biali powiedzieli pierwotnie do mojej istoty, że jest największa — bo ponad 60 procent masy duchowej wibrowało już w Źródle Miłości, a oni nadal tylko na poziomie Uniwersum (kreacji, wydzielenia).

Tym sposobem dwóm istotom — MM i Lewiatanowi — udostępniliśmy poziom Źródła Miłości, który dla nich zamienił się w Superklaster. Co to oznacza? Popatrzmy na obecne spektrum Superklastra:

Superklaster

– APŹ – Absolut Pre-Źródłowy
– A – Absolut
– WP – Wielka Przedwieczna (GP – The Grand Priest)
– P – Przedwieczne
– MP – monado-Przedwieczne
– MSA – monado-Superaspekty
– MU – MegaUniwersa

Na białym tle 'motylka’ istnieją (brak na rysunku) ogromna ilość MP, MSA i nieskończona ilość iskierek. Wszystkie te istoty bez najmniejszego wysiłku poruszają się w Superklastrze, czyli w miłości wszechprzenikającej. Wytwarzają też dodatkowe monady, które spuszczają do innych Uniwersów czy MegaUniwersów.

Jeśli oglądałeś Bleach lub Naruto (co zawsze polecam, bo nazwy imion starych istot oraz podział dualny nauczą więcej niż niejedna książka — nawet moja), widzisz postacie takie jak Aizen i Orochimaru. Opisują one historię działania Szatana. Szatan biblijny to zabawka dla dzieci. Konkretne wcielenie o niszczycielskiej sile, inteligencji i przebiegłości widać właśnie w Aizenie i Orochimaru. Co by się stało, gdyby taka istota jak Szatan osiągnęła poziom MSA? Mogłaby wytwarzać monady i kierować je do milionów innych Uniwersów. Zaczynasz rozumieć?

Tak właśnie stało się z Lewiatanem.

Jedna z połówek — MM — pracowała nad sobą. Stworzyła nawet nowe wcielenia, młode dzieci, i przez kontakt tych rodziców ze mną pracowała dalej. Lewiatan — nic. Nigdy. Nigdzie. Pomagał z Zegarmistrzami, siłą równą naszej. Pomagał z Sandalfonem — swoim odwiecznym rywalem. Ale po cichu budował maszynę destrukcji. Robił to naprawdę umiejętnie.

Kiedy już kompletnie „odpalił wrotki” (co przedstawiam w Upadku bogów), walka nie toczyła się tylko w naszym MegaUniwersum, ale w całym Superklastrze. Czy da się wyobrazić skalę tego przedsięwzięcia? To trochę tak, jakby walka między dwoma państwami przybrała wymiar globalny, a potem przerodziła się w krucjatę nie tylko w całej galaktyce, lecz w całym Wszechświecie z miliardami galaktyk. I proszę zrozumieć — to nadal jest promil, patrząc na wielkość Superklastra.

Gdyby nie praca, jaką wykonała moja istota (a musiała ją wykonać po ostatnim ataku Białych sił — „Biała Rzeź – ostatni atak archaniołów” — przy przenosinach naszego Uniwersum do nowego MegaUniwersum), sam atak Lewiatana rozerwałby tkankę Uniwersum. Dzisiaj nie rozmawialibyśmy. Nawet jako astralne duchy byśmy nie istnieli. Energia miłości, która otacza Uniwersa, może być miłością wszechprzenikającą, ale nie nadaje się do podtrzymywania życia i istnienia w formach, w jakich my, nasze dusze i monady istniejemy. To trochę tak, jakby pozbawić człowieka tlenu.

Widzimy jego potężną budowę jako MSA. Duża część wibrowała już w Superklastrze (Źródle Miłości) i dzięki temu zaczęła przyciągać do siebie młode iskierki, które jeszcze nie wybrały swojego Uniwersum. Jeśli dana iskierka już gdzieś zaistniała i mu uległa — tworzył w danym Uniwersum nową monadę. Schodził dosłownie jak bóg z obłoków. A jeśli monada była większa, łączył ją z iskierką w Źródle Miłości i tworzył sztuczny Superaspekt z odbiciem swojej świadomości. Tak powstawały sztuczne MSA na skalę, którą trudno ująć w liczbie.

Kiedy rozpoczął walki (dialog z nim przedstawiam w Upadku bogów), wiedział, że nie wygra. Czuł się słabszy od istot Przedwiecznych — sam to przyznał. Ale dla niego nie miało to znaczenia. Chciał zniszczyć wszystko i wszędzie, bo odebrano mu jego zabawki.

To postawa do głębokiego zastanowienia. To samo zrobili Ciemni w liczbie ponad tryliona monad i dusz. To samo zrobili Biali w Rzezi. Nie mogę robić tego, co zawsze, straciłem pozycję duchową — zniszczę wszystko – jak zazdrosne dziecko w piaskownicy. Dlatego ponad dwa tryliony istot – ogrom ludzi na Ziemi – są jak NPC. Ludzie bez dusz. Dusze bez monad. Do takiego poziomu absurdu doszła ewolucja w naszym starym Uniwersum. Ciemni i Biali zrobili to tylko w Uniwersum. On — w całym Superklastrze z milionami Uniwersów.

Lewiatan podczas walk dosłownie pożerał młodsze monady i dusze — trochę jak Hollow w Bleach. Pożerał całe Uniwersa, w których rozkładał swoje energie. One zapadały się jedno po drugim. Gdyby nie nasza relokacja — byłoby bardzo źle nawet z nami. Trudno sobie wyobrazić „relokację całych pasm Wszechświatów”, ale MSA i Przedwieczne potrafią to zrobić jak zbieranie okruszków z tacki i wkładanie do miski. Dla bardziej czułych osób — kilka nawet odczuło ten proces.

Oczywiście nasza lub moja postawa musiała zostać zrewidowana:

1. Potraktowanie go jako równego.
Moja monada i cała nasza istota widziały w nim kogoś na podobnym poziomie. Problem w tym, że równość w wieku czy randze nie oznacza równości w stanie. Jedna monada była w ruchu i przepracowywała. Druga — w zastoju, z silnym poczuciem bycia lepszym i jednocześnie skrzywdzonym. Kiedy dajemy równość komuś, kto wewnętrznie stoi wyżej (w swojej narracji), często odbiera to jako potwierdzenie swojej wyższości, a nie jako zaproszenie do współpracy.

2. Dostawał wszystko za darmo.
Od najstarszych istot — również ode mnie. Brak twardej granicy na wejściu sprawia, że druga strona testuje, ile może wziąć. A kiedy już weźmie dużo, trudno jej wrócić do postawy partnera. Łatwiej zostać w pozycji „jestem obdarowywany”.

3. Dawaliśmy za dużo i zbyt długo.
Informacje, wiedza, praca. Było kilka momentów, w których nieprzepracowane wzorce dosłownie rozrywały połączenia MSA Lewiatana. Dla mojej istoty sprawa wyglądała naturalnie: „daję, bo widzę potencjał / bo łączy nas wspólna walka / bo jest starą istotą”. Dla strony Lewiatana (przy stagnującej monadzie) takie ciągłe dawanie bardzo łatwo zamienia się w potwierdzenie, że „należy mi się”. I tu powstał obraz panicza: ktoś, kto dostaje, ale nie musi się angażować, bo i tak będzie ciągnięty.

4. Wspólna walka jako spoiwo.
Walka przeciwko Lucyferowi, Lilith i Białym, którymi gardził. Wspólny wróg rzadko buduje trwałą równość. Częściej buduje tymczasowy sojusz, w którym jedna strona daje więcej energii, a druga korzysta. Kiedy wróg znika albo słabnie — sojusz się rozpada i zostaje nierównowaga.

W Lewiatanie umocniło się przekonanie: „Jestem na tyle ważny / stary / wyjątkowy, że ktoś taki jak Nikodem (tu imię mojej monady) będzie mnie ciągnął, a ja nie muszę się specjalnie angażować.” Kiedy poczuł się „wyżej”, dalsze dawanie, inwestowanie i ciągnięcie stało się dla niego czymś oczywistym, a nie darem. Głównym problemem był brak wzięcia odpowiedzialności za siebie — nawet gdy ktoś z zewnątrz dawał narzędzia i wsparcie.

Co można było poprawić w początkowej relacji?

  1. Nie ciągnąć. Dawać tyle, ile ktoś realnie bierze i przetwarza. Jeśli nie ma zaangażowania — zatrzymać się. Nie „jeszcze trochę pociągnę, bo widzę potencjał”. Stara istota w zastoju nie potrzebuje więcej wiedzy. Potrzebuje konfrontacji z własną odpowiedzialnością.
  2. Nie stawiać na równi zbyt wcześnie. Na równość trzeba zasłużyć postawą, nie rangą ani wspólnym wrogiem. Postawa: „Widzę, że traktujesz to, co dostajesz, jako coś należnego. Ja tak nie działam. Albo jesteśmy w wymianie, albo kończymy.”
  3. Pilnować proporcji dawania. Informacje, wiedza, sesje, wsparcie — w umiarkowanych dawkach i zawsze z pytaniem: „co z tym zrobiłeś?”. Jeśli nic — stop. Lewiatan bardzo łatwo wciąga innych w dynamikę: „jestem ważny / skrzywdzony / wyjątkowy, więc mi się należy”. Ktoś, kto dalej daje, potwierdza ten obraz.

Po skończonej wielodniowej batalii wiele zmieniło się w samym Superklastrze. Tak, jakby postawa tego pierwotnego zła odsłoniła wszystko, co słabe, wrażliwe i otwarte. Zaczęła się gruntowna przemiana. Iskierki stały się bardziej świadome. Powstały podgęstości w Źródle Miłości. Mamy nową Wielką Przedwieczną, tysiące nowych Przedwiecznych, miliony nowych monado-Przedwiecznych i miliardy nowych MSA w całym Superklastrze. Sam Absolut, z którego wszyscy pochodzimy, wzrósł bardzo — na poziom Absolutów Pre-Źródłowych.

Ten pradawny smok stał się pożywką dla prądów między Superklastrami. Biały został całkowicie skasowany. Metatron zaczyna od mchu i roślin, czyli dewolucja. Nie wiem, co jest gorsze. Na tym się nie skończyło, bo do naszego MegaUniwersum zaczęli „schodzić” Emisariusze Lewiatana — istoty zainicjowane w jego sztuczne „MSA”. Dodatkowo wiele ras duchowych w naszych gęstościach i przestrzeniach kosmicznych zaczęło atakować, niszczyć i siać. Nawet w centrum naszej galaktyki dusze Lewiatana zderzały energie ze sobą, by całość się zapadła. Na Ziemi: przekręcone bieguny, zablokowane duchy pogodowe, zaatakowane Słońce i ciągły napływ nowych ras, które coś były dłużne Lewiatanowi. Rasy, przed którymi reptilianie uciekają, bo są setki razy bardziej zaawansowane i krwiożercze.

Ostatni tydzień to praca po 10 do 14 godzin dziennie. Nigdy czegoś takiego nie doświadczyłem, nie w tej skali i ciężarze.

Lucyfer

W książce Poza Dualnością przedstawiłem taką definicję:

Lucyfer (z łac. niosący światło; lucis dopełniacz od lux: światło; ferre: nieść) – od niego pochodzą wartości gnostyczne, tajne stowarzyszenia (również Metatron), nauki oświeceniowe, wznoszące. Cechują go: inteligencja, oświecenie umysłu z odrzuceniem emocji i uczuć. Kojarzy się z nim obraz dzieci emo: oziębłość seksualna, która może się manifestować przez ujednolicenie cech płciowych (dziewczęcy wygląd chłopców emo). To wszystko daje obraz ciemnej strony astrologicznych Ryb, przy czym ich jasna strona to emanacja typowo chrystusowa, dlatego energie Lucyfera ściśle korespondują z energiami Białego. Powołał jaszczury. Odpowiedzialny za wytworzenie zimna, mrozu, odbitego światła, jest współtwórcą energii fizycznej.
Wcielenia odzwierciedlające działania i charakter duszy: Saruman (Władca Pierścieni).


Ciekawa definicja. Ale bezpośredni kontakt ma znacznie więcej odcieni.

Od samego początku, czyli od 2007 roku, prowadził — trochę jak po czerwonym dywanie — większość badań duchowych. Całe nasze forum było zainfekowane przez jego systemy AI/SI, matrix w matrixie, nieskończoną ilość reptilian. Osoby z zewnątrz mogły zauważyć wpływy lucyferyczne i nawet nazywać nas „lucyferystami”. My sami? Nie. Przecież to my tutaj rządzimy i ustalamy. Taka to była wówczas próżna postawa, za którą przyszło nam zapłacić wiele lat później.

Niestety Lucyfer przez nas był zawsze traktowany z pogardą. Jako ktoś niżej w hierarchii, nic nieznaczący pachołek. Mogliśmy go tak traktować przez wiek swoich monad, ale to była tylko gra. On mydlił nam oczy: „pomogę wam, dam wam, zobaczcie na to”. I dawał — bezpośrednio lub przez swoich pośredników — bo miał w tym swój cel. Prastare istoty wcieliły się w celu „usunięcia” Arymana — jak mówił Rudolf Steiner, a co wiemy dzięki śp. Jerzemu Prokopiukowi. Skoro jest już „akcja usuwania”, to on pomoże, bo przecież to jego wróg numer jeden. Chyba nikt nie nienawidził się tak mocno jak Lucyfer z Arymanem.

Kiedy wszystko się zaczęło w 2019 roku, Lilith i Lucyfer działali jak jeden organizm. Obok nich Baal i Maria/Nienna. Mnie – jako klucznika – potrzebowali do obalenia Arymana — co też szybko się stało — by zaraz skierować swoje siły przeciwko mojej istocie. Moja monada wraz z wieloma duszami wylądowała wtedy po raz pierwszy w Źródle Miłości. Tak kończy biały idealista bez zaplecza. Może moja istota zrobiła to jako pierwsza — to wstąpienie do Źródła Miłości — ale dla niej oznaczało to śmierć jaźni i świadomości. Ja żyłem bez ciał subtelnych (miałem tylko fizyczne i eteryczne). Czułem się jak człowiek bez ducha, bez duszy, bez niczego. Sam szkielet, skóra i kości. Pusty.

Oni, jako nowe siły, zaczęli budować największe imperia w Uniwersum.

Mój powrót trwał prawie trzy lata. Tyle potrzebowałem na wyjście z depresji, przekłamań lucyferycznych, błędów filozoficznych, technicznych i duchowych. Trzy lata — dzień po dniu. Moja monada, kiedy wracała ze Źródła Miłości do Uniwersum, też nie miała łatwo. Ich monady wraz ze wszystkimi siłami nie pozwalały materializować jej energii do niższych ciał subtelnych. Na domiar złego przez bite trzy lata: miliardy reptilian, drakonian, istot sprowadzonych przez Lilith, siły Baala i mojej połówki. Upadłem całkowicie. Zamknięty w kloszu. Co jakiś czas atakowali coraz mocniej. Atakowali to, co jeszcze we mnie zostało. Wiele razy odczuwałem swoją śmierć — jak kolejny poziom umiera. Byłem wtedy jak warzywo. Jedyną bronią, jaką miałem, było opisanie tego wszystkiego. Stąd powstał Cień bogów — bo miałem zachowane wykresy. A w nowej książce rozdział „Lucyfer i wpływy lucyferyczne w duchowości” powstał właśnie w 2020 roku jako mój sprzeciw wobec — wydawałoby się wtedy — omnipotentnych istot.

Nigdy bym nie przypuszczał, że wszystko to przerodzi się w siedmioletnią kampanię. Nikt nie wie, co oznacza przeżyć ich ataki dzień po dniu. Człowiek bez aury, bez życia. Krew z dziąseł leciała na porządku dziennym. Schudłem — przy wzroście 182 cm ważyłem 60 kg. Przez czterdzieści lat nie miałem problemów z zębami, były w idealnym stanie, żadnej dziury. Ludzie mówili, że w wieku 40 lat wyglądam na dwadzieścia parę. Nagle wszystkie zęby zaczęły się psuć. Posiwiałem i postarzałem się bardzo. Leżałem chory w łóżku, bez środków do życia. Nie miałem nawet siły chodzić.

W oczach Lilith — nienawiść i śmierć. Zabić. Zabić. Zabić.
W oczach Lucyfera — postawiłeś rękę na swojego Pana.
W oczach Białych — dobrze temu skurwysynowi, bo prowadzi swoje rebelie i chciał nas obalić.
W oczach Ciemnych — nie było do śmiechu. Lucyfer z Lilith chcieli podporządkować sobie wszystkich ciemnych.
Taka była ich postawa.

I jak taki teozof mógł się im sprzeciwić? Człowiek mógł im powiedzieć: spadaj? Nikt tego nie mógł zrobić. A jak robił — jego monada, dusza czy wcielenia były dosłownie niszczone, tak jak moje. A przecież moja istota była potężniejsza od nich, o dużo większej masie. Mimo to, kiedy się połączyli — upadliśmy na samo dno. Chociaż w moim przypadku było to dno, to dla mojej monady był to początek odkrywania tego, co jest w Superklastrze, i pierwsze spotkanie z Przedwiecznymi oraz samą Wielką Przedwieczną. Jej praca tam wyżej trwała. Moja praca — terapia klasyczna, tournée po różnych ścieżkach duchowych, bo zaczynałem od początku. W 2020 roku dla mnie wszystko zaczęło się od nowa. Reset. Dlatego Cień bogów jest tak szczególny — ma komentarze zapisane w 2024 roku, które pokazują, jak moja monada wyciąga mnie dalej z tego wszystkiego.

Monada zapytała się w pewnym momencie: „Czy jesteś gotowy?”. Odpowiedziałem: „Nigdy nie będę już gotowy, bo mnie nie ma.” W 2022 roku stanęliśmy jeszcze raz przeciwko Lucyferowi i wszystkim jego siłom. Skończyło się to szybciej niż zaczęło. Monada, dusze, wpływy, części subtelne — kasacja całkowita z Uniwersum. Rok później, w 2023, upadła Lilith. Bez monady, bez dusz, bez piekielnych tronów. Chociaż teraz – po trzech latach – w pewien sposób jest odbudowana i żyje w innej Bańce w tym MegaUniwersum, mimo tego, że 90 procent jej masy przeszło dewolucje.

Czy poczułem się wtedy lepiej? Nie. Skutki ich działań odczuwam do dzisiejszego dnia. Dlatego zetknięcie się z tymi istotami bezpośrednio to jedno. Czym innym jest zetknięcie się z ich naukami.

Rudolf Steiner mówił, że to właśnie przez wcielenia Lucyfera powstały religie i filozofie orientalne. Nie buddyzm ze swoją mahajaną — to prąd biały. Co to oznacza? Przez działania teozofów, którzy byli chronieni przez wpływy Metatrona i Białego Bractwa, Lucyfer nie miał tak łatwego pola do popisu. Ale przecież każde towarzystwo można rozbić. I tak się stało. Dodatkowo czerpali z guru-jogi… a wiemy, gdzie sięgają początki i tego nurtu.

Alice Bailey wraz z mężem Fosterem Baileyem (wysoko wtajemniczonym masonem) w 1922 roku założyli firmę wydawniczą Lucifer Publishing Company. Szybko zmienili nazwę na Lucis Publishing Company — z powodu negatywnych skojarzeń chrześcijańskich z imieniem Lucyfer. Kolejna firma, Arcane School, i nauczanie Alice stały się podwalinami (choć nie było to działanie intencjonalne) dla ruchu New Age.

Najmniejsze ziarna duchowe, ścieżki, prądy — szczególnie w prądzie umysłu oświeconego — miały w sobie ziarna lucyferyczne. To nie Rudolf Steiner był płodny. To Lucyfer w nim! Od początku założenia forum badawczego w 2007 roku mieliśmy na karku tę istotę. Duchowo wyglądała jak blondyn, chłopiec emo. Ale przecież to ta sama istota, która w innych światach stworzyła Borgów. W tym — reptilian. W każdym musiała tworzyć swoją szarańczę, mataczyć, obcinać i — dokładnie jak mówił śp. Jerzy Prokopiuk — konsumować ludzi, szczególnie ich ciała mentalne i akty woli.

Metatron z Lucyferem nie przepadali za sobą. Ale to spryt Lucyfera doprowadził do tego, że Pierwszy Budowniczy, czyli Metatron, musiał udostępnić mu miejsce. Dlatego filary każdego tajnego stowarzyszenia mają filar Metatronowo-Lucyferyczny. Przedstawiłem to dokładnie w Upadku bogów, w rozdziale „Przełamanie Leloucha – historia wzrostu z 33 na 34”. Mimo że nie ma już obu tych istot, ich odcisk nadal jest straszliwie silny i dociskający. Wręcz celebrowany przez brak świadomości o duszach i monadach.

Teraz, po opublikowaniu spisu treści nowej książki, pojawiły się takie rozdziały jak:

– Agenci Smith w szatach proroków. Centrum Matrixa współczesnej duchowości
– Lucyfer i wpływy lucyferyczne w duchowości
– Metody, które uzależniają. Energie systemów ezoterycznych i New Age – niewidzialna pułapka

Wszystkie mają związek z wpływami lucyferycznymi. I co się stało duchowo? Nagle kolejne tysiące reptilian i innych ras zaczęły mnie atakować (tworzyć fałszywy mój obraz, blokować ścieżki życia, dostęp do mnie). Dlaczego — skoro najstarsze powołania Lucyfera w postaci pierwotnych reptilian i drakonian oddały insygnia władzy, poddały się (patrz Upadek bogów) i zmieniły swoje formy? Skoro biliony reptilian w innych systemach poddały się same, bez walki, i poprosiły o zmianę formy — jak ich najstarsi „bracia”.

Kiedy w 2017 roku Energia Miłości miała swój debiut — atakowali i blokowali Biali, szczególnie taka istota jak Jan, twórca Białego Bractwa. Teraz jest nowa książka, prawie po dziesięciu latach — i nie atakują jej Biali. Bo ich już nie ma. Ani Lucyfer, bo również zamienił się w tło Źródła Miłości. Atakują niedobitki reptilian. Młode istoty, które ciągle i od nowa są tworzone z matryc i jajeczek. Program ich się nie zmienia. Jest ciągle ten sam. W nowej książce, w rozdziale „Najpiękniejszy z aktów. Tworzenie się Rodzin Duchowych w Źródle Miłości”, widzimy kilka przykładów różnych ras — w tym również reptilian i insektoidów — które wracają do Źródła Miłości, przechodzą zmianę swojej emanacji, przywracane są im pierwotne, niezniekształcone energie i wracają do MegaUniwersum jako monady oraz nowe rasy duchowe – dusze. Wszystko, co zabrał im Lucyfer pierwotnie, kiedy wydzieliły się z formy iskierek i tworzyły esencje monadyczne – zostało im przywrócone. I zrobili to sami, bez walki. To przepiękny akt. Czy właśnie tego się boją i dlatego walczą resztkami sił? Bo człowiek nie okazał się taki słaby, jak mu wmawiali.

Lucyfer w jedynej postaci to młody chłopak żyjący w arystokratycznej rodzinie we Francji lub Szwajcarii. Bogaty i wpływowy ród, który wie o mnie i ich zadaniem jest praca z nim w kontakcie ze mną. Co przedstawiam również w Upadek bogów. Nie ma on duszy ani monady, pamięci tego kim był – jako część subtelna, owszem, ale dziedzictwo tej istoty skończyło się wszędzie. Podobnie jest z Metatronem znanym jako JHWH lub Enlil. Nie ma – stąd powstała próżnia, ale próżni być nie może, bo jest wypełnienie – droga ludzkości ku nowemu, ku sobie, bo wszystko zostało otwarte. Nikt już tak nie atakuje, nie niszczy istot – ich monad, dusz czy tym bardziej biednych, części subtelnych czy kruchego ciała. To już jest przeszła historia. Ale kiedy zwierzę żyło całe życie w klatce, było bite i torturowane — nawet kiedy klatki już nie ma, ma ją w sobie samym. Mimo że natura i pole są na wyciągnięcie ręki. Tym jest właśnie Ziemia i dlatego moja praca jest tak trudna. Daję owoc wolności, świadomości i pierwotnej duchowości — ale większość wciąż nosi klatkę w sobie i nie umie już wziąć owocu.

Kiedy w 2019 prosiłem o pomoc największe grupy duchowe, buddystów – nikt nie stanął obok mnie, nikt. Wtedy poczułem, jak wszystko to będzie ciężkie. Jak nie Lucyfer z Lilith, to Metatron, jak nie Metatron to wszyscy Biali, jak nie Biali, to przecież cała Ciemność. Ale kiedy piszę te słowa już nie ma trzeciej w nocy, jest szósta rano i pojawia się słońce. Dajmy więc słońcu wyjść.

Zakończenie

Działo się tak dużo i tak wiele, że może faktycznie straciłeś duszę czy monadę — bo była poddana lub zależna od Białych albo Ciemnych. Ale da się ją odzyskać. Może istniejesz i nic z tego, co tutaj opisałem, Ciebie nie dotyczyło. Byłeś jak sprytny liść na wietrze, który unikał wszystkiego dookoła. Ale jeśli żyjesz na Ziemi, masz w sobie nauki tych istot, ich energie, prądy i inicjacje. Bo tak została skonstruowana ta planeta. Mimo tego wszystkiego — jesteś wolny. Przestrzeń duchowa się otworzyła i naprawdę nikt z rózgą nie stoi nad tobą ani nad twoją duszą czy monadą. Przynajmniej nie w pozycji tych prastarych, upadłych istot. Zależność od innych ras, strażników czy Władców Karmy to już inny ciężar – powiedzielibyśmy ciężarek – niż docisk sił, wobec którego człowiek wygląda jak ziarnko piasku. Dla nas minęło tylko siedem lat. Tam wyżej czas płynie inaczej — więc nawet całe stulecia.

Taki to właśnie jest case study. Jak nie z jednej strony uderzą, to z drugiej. Jak nie jedna siła, to kolejna. Zawsze coś. Przydałaby się pomoc i zrozumienie ludzi oraz ludzkości. Gdzie jesteśmy, co zaszło i co dalej. Nie da się jednak takiej pracy połączyć z pracą z ludźmi czy nauczaniem. I to stawia mnie w patowej sytuacji.

Po napisaniu tego opracowania będę musiał wykonać wykres — sprawdzić, jakie siły, gdzie i jak atakują. Również dlaczego to robią, co je trzyma i co przyblokowały. Dlaczego — zamiast wesprzeć widoczność nowej książki, jeszcze przecież niewydanej — wolą wspierać fałsz, a to, co prawdziwe, proste i pierwotne, blokować. Tak działa ten system. Pewnie wynikiem mojej pracy z tymi istotami będzie powrót do ich monad, a monady zaczną istnienie w nowych formach duchowych lub przestaną istnieć. Po tym działaniu nie będę miał już siły na nic innego. A przecież ostatnie dni to była praca przy oczyszczaniu wpływu Lewiatana — gdzie nie widać końca.

To jest ta przykra historia, która nie pozwoliła mi rozwinąć skrzydeł w dziedzinie nauczania, bycia widocznym i wspieranym przez ludzi oraz ludzkość. Wszystko w ciszy. A przecież wszystko to dotyczy nas jako ludzi oraz naszych dusz: bogatych i biednych, zainicjowanych i niewierzących w nic, starych i młodych, tych, którzy są, i tych, którzy przyjdą.

Świat się nie zawali — ale przy silnym archetypie Atlasa, który niesie ciężar, po prostu wiesz, że pewne ruchy i prądy zawsze będą nas dotykać. Prometeusz daje ogień (wiedzę, świadomość, narzędzia, rozróżnienie) ludziom. Jednak w tym przypadku samo „danie” musi najpierw przejść przez fazę oczyszczenia pola, żeby w ogóle coś mogło się pojawić i zaistnieć. Ten podwójny archetyp — trochę jak nić DNA — doprowadził do sytuacji tragicznej. Lucyfer, Lewiatan, Lilith, Biali wiedzieli, że adwersarza izolujesz od bycia widocznym, od jakiegokolwiek wsparcia i zrozumienia, i tylko mu dokładasz. Lucyfer z Lewiatanem i reszta wiedzieli, że jak uderzysz jedno domino — poleci reszta. I jeśli przetrwałem tak długo, to ten ostatni klocek mnie przygniótł. Duchowy Instytut Ziemia — to jednak było moje wołanie o pomoc.

Nikodem Marszałek

sierpień, 2026

Podobne artykuły

Focus Mode