Kontekst
Poniższe uwolnienie nie dotyczy Eckharta Tolle ani Osho. Również nie dotyka klasycznych systemów jogi pochodzących z Indii (hatha, radża, karma, bhakti itp.), które pracują z ciałem, oddechem i etyką. Dotyczy wyłącznie nurtów „umysłu oświeconego”, które uczą, że już jesteś doskonały, że jesteś Self (traktowanym tu jako konstrukt umysłu) i nic nie musisz robić, oraz struktury, która za tymi naukami stoi. Najczęstsze pytania kierowane do tego konstruktu to: „Kim jestem?”, „Kto pyta?”, „Kto myśli?”.
Rudolf Steiner mówi, że impuls religii i mądrości orientalnej na Wschodzie wyszedł od Lucyfera. Wykłady zebrane w Lucifer and Ahriman (GA 191), zwłaszcza wykład z 1 listopada 1919 r. zatytułowany „The Incarnation of Lucifer in Asia in the Third Millennium B.C.”. W tym wykładzie Steiner twierdzi, że:
– W trzecim tysiącleciu p.n.e. na Dalekim Wschodzie (Azja, konkretnie wskazuje na Chiny) miała miejsce inkarnacja Lucyfera w ludzkim ciele.
– Z tego wydarzenia wypłynęła inspiracja dla wielkiej części starożytnej kultury pogańskiej i orientalnej.
– Ta luciferska mądrość była źródłem wielu starożytnych tradycji Wschodu (w tym tego, co później przejęła gnoza i wczesne chrześcijaństwo).
– Analogicznie: inkarnacja Chrystusa na Golgocie i (przyszła) inkarnacja Arymana na Zachodzie.
Steiner nie mówi dosłownie „Lucyfer założył hinduizm czy buddyzm”, ale wskazuje, że impuls orientalny (mądrość Wschodu, zwrócenie się do wewnątrz, duchowość przedchrześcijańska) był w istotnej mierze inspirowany tą luciferską inkarnacją i jej wpływem.
Inne miejsca, gdzie to rozwija:
– GA 113 – The East in the Light of the West (wykłady z 1909) – tu szerzej porównuje Wschód i Zachód, „dzieci Lucyfera” i „braci Chrystusa”.
– GA 54 (wykład o Lucyferze, 1906) – mówi o tym, że w starożytnych religiach indyjskich mędrcy i oświeceni byli nazywani „wężami” i wiąże to z luciferską siłą światła.
Początek
Nikodem: Jak się czujesz? Bo ja już widzę po analizie.
Paulina: Kiepsko. Nawet bardzo.
Nikodem: To nie jest strach, lęk?

Ciało eteryczne i astralne rozdygotane. Dusza rozdygotana, energia rozszczepiająca, usypiająca, hipnotyzująca. Energia wibruje kolorem białym.
Może stań w gęstości astralnej, obok części subtelnej.
Paulina: Patrzę na nią i nie wiem, kto to jest. Jakbym jej nie poznawała.
Nikodem: Dotknij, wystaw rękę i poczuj jej wibracje, DNA.
Paulina: Ciekłe szkło. Może nawet rtęć.
Nikodem: To teraz na trzy stajesz przed duszą. Popatrz na duszę, poczuj ją.
Paulina: Nie widzę jej, schowała się? Metal, dużo igieł.
Nikodem: Twoje ciała i ciała subtelne duszy wibrują, są rozrzedzone.
Paulina: Płakać mi się chce, jak o niej myślę.
Nikodem: To chodź, stajemy przed monadą.
Paulina: Nie umiem określić, czy jej nie czuję, czy czuję ją taką chłodną, zimną.
[Ważna informacja o jakości energii ataku.]
Nikodem: Monada jest ciepła. Jest cała. Żyje. Zapytaj ją: kto ci zabrał siebie i duszę?
Paulina: Chwilka, bo jakoś mi trudno idzie. Takie poczucie, że część subtelna i dusza to już nie jest moje.
Nikodem: Boisz się śmierci, upadku, fałszu, utracenia wszystkiego. Taką masz informacje w ciałach subtelnych. Masz zwątpić w siebie, w duszę, w monadę. Masz nie wierzyć, że one są prawdziwe, że istnieją. Bardzo silna fala buddyjsko-wedyjska, ale najbardziej czuć tutaj linię indyjską (Upaniszady, Bhagawadgita, Gaudapada).
Paulina: Trudno mi ją poczuć. Jakby coś zagłuszało odbiór.
Nikodem: Wróćmy do podstaw. Stań przed ciałem eterycznym. To jest ciało, które masz najbliżej ciała fizycznego. Śmiało.
Paulina: Posypało się, zwęglone, popiół.
Nikodem: Tak masz myśleć, tak to działa. Zamknij oczy i poczuj wewnętrznie.
Paulina: Pokazują się dziury, ale dotykam siebie i mówię: jeszcze jestem, jestem ciepła.
[Bardzo niebezpieczny atak na percepcję. Paulina dobrze sobie radzi w pracy subtelnej, z czuciem, widzeniem i rozpoznaniem. Tutaj jest kompletnie wyłączona, nie wierzy swoim zmysłom.]
Nikodem: Teraz trudniejsza rzecz. Polecimy w dół, tam gdzie narysowałem to, co tak błyska.
Paulina: Wygląda jak jakaś elektryczna kula.
Nikodem: I co to robi?
Paulina: Poraża, ale w dziwny sposób. Jakby przekaz od kogoś wyżej, ktoś, kto nie jest widoczny.
Nikodem: To idziemy do źródła tego.
Paulina: Ciemno na razie, mam wrażenie, że to miejsce do wysyłania, wytwarzania odwróconych atomów. Jakby białe, sztuczne, zimne światło.
[Bingo. Brawo dla Pauliny. Zimne światło, białe światło – Lucyfer.]
Teraz pokażę Ci parę zdjęć nauczycieli z kilku linii przekazu ze Wschodu.
[wklejam]
Paulina: A to kto? Następni „wszyscy święci”.
Nikodem: Popatrz na nich i teraz popatrz na to, co jest dookoła nich.
Paulina: Mają takie armaty świetlne pobudowane, ale oni to zombi. Ściągają energię, bo im się skończyła?
[Ocena Pauliny jest rozbrajająca. Patrzy na największych „mistrzów” Wschodu i jedzie równo.]
Nikodem: Ktoś z nich lub ich uczniów Ciebie zaatakował. Pokażę Ci kilku.
Paulina: Jednego rozpoznaję.
Nikodem: Oni w każdym kraju mają przedstawiciela.
Paulina: Szukają sprzymierzeńców do ataku? Tacy są oświeceni?
Nikodem:

To jest struktura, w której są zamknięci i którą zasilają od dobrych pięciu tysięcy lat. Sorry, dłużej, bo to jeszcze jest sprzed Ziemi.
Paulina: O kur… nie ma jak uciec.
Nikodem: Dobre spostrzeżenie. Nie ma jak uciec, bo to jest obieg zamknięty. Raz wejdziesz na drogę umysłu oświeconego i jest po tobie. Latasz w takich strefach, gęstości w gęstościach.
Paulina: To globalnie?
Nikodem: To już trwa wieki, ale to jest dużo starsze niż Ziemia. Po prostu „podpięli” do gęstości Ziemi i obecnych struktur energetycznych.
Paulina: Te ściany wydają się jak taki bouncy castle – jak chcę uciec, to się odbiję i znowu do środka wpadam, dlatego nie ma jak uciec. Tylko dlaczego taki strach kreują.
[Znowu bardzo dobra uwaga Pauliny.]
Nikodem: Pomyśl.
Paulina: Lęki! Co im to daje? Energię?
Nikodem: Człowiek, który coś praktykuje, nie wie, że wchodzi również w astral danej szkoły, grupy, sekty. Tutaj mamy dużo więcej niż astral wibrujący w gęstości astralnej, bo struktura jest astronomicznie wielka, długa, rozciągnięta w gęstościach – bo to już trwa tysiąclecia. Steiner mówił o Lucyferze i jego inicjacji w nauki orientalne trzy tysiące lat przed Chrystusem. Teraz to po prostu zbiera owoce w pełni.
Wszystko, co związane z umysłem oświeconym, świadomością poza umysłem osobowym, czyli wszystko, co odrzuca duszę, monadę, nawet część subtelną – jest tu również przecież buddyzm, ale on to robi inaczej niż linia indyjska. Wszystko to są korzenie lucyferyczne.
Paulina: Dziwny czas sobie wybrali na atak, musiał im ktoś chyba źródełko odciąć, skoro się do pracy wzięli. Albo specjalnie przed świętami to robią.
Nikodem: Teraz do jednego z „mistrzów”. Nie żyje, ale ogrom zrobił.
Paulina: Na wymioty mnie pociągnęło. Jakiś mięsożerca, krwiopijca.
Nikodem: Czujesz go jako osobę jeszcze czy coś więcej?
Paulina: Tam nie ma człowieka.
Nikodem: Co zostało?
Paulina: Tylko stwór jakiś. Coś na zasadzie zombi, ale krwi chce, ciał.
[Tutaj Paulina dobrze odczytała i prosto. Rozbuduję, bo to, z czym mieliśmy tutaj do czynienia, to widok rozszczepionej świadomości (część subtelna) tego wcielenia, ale technika, jakiej użył, miała jedną wadę – został wyparty cień. On sobie mógł wibrować wysoko jako oświecony, ale cień robił swoje, stąd Pauliny „zombi”, „krwiopijca”. Zostanie to rozwinięte później.]
Nikodem: Wyjdź z tego punktu i teraz stań w najwyższym punkcie tej struktury. Ona wibruje już na poziomie gęstości Tworzenia, obok monad. Śmiało.
Paulina: Wybiło mnie bardzo wysoko, jakby chciało pokazać, że jest struktura w strukturze, ale tylko jedna widoczna. Kula w jaju.
Nikodem: Tak to wygląda. Bardzo precyzyjna, przeogromnie stara konstrukcja.
Zacznę pracować. Obserwuj i odpocznij.
Paulina: Dobry mind control mieli. Ogrom istot zaangażowanych do zbudowania tego.
Nikodem: Prastara struktura – jeszcze sprzed czasów na Ziemi.
AC (ArcyPrzedwieczna): Tak. Była tylko przenoszona i potem odbijana niżej.
Ja: Tacy oświeceni, a już szykują się do walki.
AC: Och, dużo mają, bo angażują całe Indie. Na całe szczęście pójdą za Gandhim (Tobą), nie za poszczególnymi inkarnacjami mistrzów oświeconych.
Ja: Wołamy Kaiōshin.
Mam im się pokazać?
AC: W kraju? Najlepiej.
[Pojawiło się miliardy części subtelnych i dusz, które żyły na całym Wschodzie. Nie tylko w Indiach!]
Ja: Kochani. Wasi mistrzowie, oświeceni każdej ścieżki i przesłania – chcą, aby cały naród, inne narody, ale nie tylko, bo wołają waszych przodków i ich przodków, całe linie genealogiczne, abyście walczyli dla nich. Co oni dla was zrobili, jeśli jesteście w tym samym miejscu, a może jeszcze nawet gorszym. Czemu się tu inkarnujecie, skoro miało być oświecenie i zbawienie?
Oni: Kim jesteś?
Ja: Na razie to zachowam dla siebie. Czemu chcecie umierać za tych mistrzów, którzy uczą iluzji – pięknie ubranej, ładne słowa, historie i metafory pierwsza klasa, krasomówcy, ale wszystko to przykrywa biała energia, która maskuje to, co dzieje się subtelnie i w poszczególnych gęstościach subtelnych.
Oni: Nie będziemy za nich umierać. My głodujemy, oni żyją w pałacach.
Ja: I to chciałem usłyszeć. Odejdźcie, ale tam dalej. Obserwujcie.
Wołam tych mistrzów, oświeconych ze wszystkich tych ścieżek i ziarna lucyferycznego.
AC: Muszą, pouciekali, ale idą. Ich monady trzymamy, dusze i części subtelne reagują na twoje wołanie.
M3 (mistrz numer trzy): Jestem. [Obecnie jeszcze żyje, bardzo popularny.]
Ja: Subtelnie dużo młodszy jesteś niż obecne twoje wcielenie. Ciekawe. Jak tam, twoja osobowość nadal wierzy, że Self / Brahman już jest doskonałe, pełne, niepodzielne – istnienie – świadomość – błogość.
M3: Co tobie do tego. Nikomu nie przeszkadzamy.
Ja: Nie. Jasne, a te armie, które wołaliście z istot i dusz? Przecież twoje wcielenie uczy, jak jego nauczyciele – że jesteś już doskonały i niepodzielny. A rozmawiam z tobą.
M3: Wypierdalaj.
Ja: Taki jesteś właśnie. Następny.
M2: Czołem druhu. Po co tu jestem. Do czego zostałem wezwany.
M3: [ukłonił się, bo to był jego nauczyciel, mistrz]
Ja: Chodzi o strukturę, w której są zamykani ludzie, ich części subtelne oraz dusze. Monady się przez to nie rozwijają. Ich iskierki się nie rozwijają!
M2: Och, New Agem mi tu jedziesz, złotko. Nie rób tego. Ja już jestem tym, kim jestem. Nie ma żadnej struktury, nie ma dusz do ratowania, żadnych monad do rozwijania. Przestań.
Ja: Tak. Widać to z twojej zajebistej aury. Zaprowadź mnie tam, gdzie jesteś. Trochę już nie żyjesz.
M2: Ty jeszcze na początku. Nie ma tam dla ciebie miejsca. Zostań. Już jesteś. Nie rób z tego podróży.
Ja: A jeśli jest i dam sobie radę tam, gdzie ty przebywasz jako oświecony, jako doskonała esencja. Co wtedy?
M2: Jasne. Spróbujmy.
[Tutaj przesuwamy się po „ich gęstościach w gęstościach”. Wcześniej na wykresach były to żółte linie i spirale.]
Ja: Czuję rozszczepiające energie. Sprytne.
M2: O. Wyżej, do samych tronów nirwany. Odważnie.
Ja: Znowu rozszczepiające energie, tylko mocniejsze. Czemu więc jestem?
M2: Nie wiem. Nie wiem. [jakby zaczęło coś do niego docierać]
Jestem w iluzji astralnej lub atmanicznej?
Ja: Nie. Jesteś w realnej konstrukcji duchowej w gęstości – teraz jesteśmy w gęstości anupadaka. Arcy, rozbij od góry strukturę. Pokaż mu się, bo dobry człowiek – kumaty.
[Tutaj cała góra struktury od poziomu anupadaka przez kolejne gęstości jak Adi, Tworzenia, Istnienia, Zaistnienia się otworzyła. Pamiętajmy, że pierwotna nazwa gęstości Adi pochodzi od teozoficznego Adi plane, a Bławatska wiązała najwyższy poziom z Parabrahmanem. W buddyzmie najbliższe pojęciowo (choć nie tożsame) jest parinirvana – ostateczne wyzwolenie po śmierci.]
M2: [klęknął]
Ja: Dobra. Idź do góry i inne Przedwieczne pokażą ci twoją monadę. Lecimy do kolejnego.
Krwiopijco, bo tak zostałeś nazwany. Najstarszy.
M1: [nieprzytomny, głodny]
Ja: Tu musimy scalić jego energie, bo ona jest rozbita w tej całej strukturze w gęstościach. Przez wibracje to robimy. Łatwo, bo póki mam jego zdjęcie, mam jego emanacje.
Ja: Czołem.
M1: Gdzie jestem? Nie ma „gdzie”. Nie było „mnie”, które by się stało Brahmanem. Jest tylko to, co zawsze było.
Ja: Czymś się stałeś. Jak teraz? Należało Lucyfera z ciebie zdjąć, bo miałeś jego cząstki.
M1: Kto ma cząstki? Self nie przyjmuje i nie zdejmuje. Jest tylko to, co jest.
[Tutaj M1 wprowadza swoje teologizmy i przekonania, w które wierzył. Dla kogoś niewprawionego są wciągające. Ja skupiam się na swojej pracy i traktuję go jak część subtelną, która zmaterializowała się ponownie.]
Ja: Popatrz na mnie i powiedz: cofam ten cały astral i strukturę, w której dezintegrują się części subtelne i dusze oraz następuję poświęcenie ich energii, bo może osiągną najwyższe miejsce w strukturze, ale był to tylko dla tych na szczycie piramidy. Reszta reinkarnowała i nas zasilała].
Wychodzimy?
M1: Nie ma tego, kto wychodzi. Nie ma „gdzie”.
Ja: Gościu, skup się. Jesteś jako część subtelna. Popatrz na ciało. Na siebie. Byłeś rozszczepiony w tych wyższych, sztucznych gęstościach. Na dole został cień. U góry co zostało?
M1: [jakby chciał poruszyć energią, uderzyć, skoncentrować, ale nie może.]
AC: Biorę go do siebie. Kasujemy całą strukturę. Kaio do pracy. ApeR – do pracy.
ApeR: Jestem, patrzyłem, jak młody z nimi jedzie, ale był delikatny. Aż dziwne. Dziwne. Niko?
Ja: A, szkoda ich i tyle, skutek lucyferyzmu.
ApeR: Szkoda? Wiesz, ile energii wyciągnęli? Wiesz, ile dusz i części subtelnych zabili przez techniki rozszczepienia? A ile inkarnowali do ciała specjalnie, bo dużo energii wytwarzali? Niko, kurwa. Za delikatny.
Ja: Ja jestem po siedmiu latach walki z najstarszymi w Uniwersum. Pół roku przecinania z Prajednią. Bogiem całego Prałoża. Daj mi odpocząć.
ApeR: Wiem, wiem, żartuję. Robię od dołu. Niko Wir Jedniowy od środka. Wy od góry – kruszynki. Jedziemy z tym.
[Kruszynki to zwrot do ArcyPrzedwiecznych i Przedwiecznych, które pracują „znad” Uniwersum.]
Ja: Nie dziwię się, że uczyli tego, w co wierzyli, bo przecież jak popatrzysz. Oni mieli swoje gęstości subtelne – gęstości w gęstościach. Im bardziej byłeś w ich naukach, tym wyżej i głębiej w tych przestrzeniach. To była prawda, ale wyizolowana od rzeczywistości subtelnej. Świat w świecie, ale o tym dekady mówił Steiner, a u nas Prokopiuk. Lucyfer zawsze chciał istoty – do własnych światów.
Zaczęła się łamać struktura.
Wiem, czemu M2 się nie rozszczepił do końca, nie zlał z całością, źródłem w ich przestrzeniach. Ne żyje już trochę, ale widać – błądzi po tych korytach w gęstościach. On również myślał, że musiałem przechodzić „ich/jego” drogę. A to nie była prawda, bo znałem tylko techniki Lucyfera i jego energie, z których konstruował.
[po paru minutach]
Cała struktura miała jeszcze fazy i przesunięcia w fazach?
ApeR: Chcesz zobaczyć jedną z faz?
Ja: Orgie.
ApeR: A jak. Tacy oświeceni, zajebiści, bez ego.
Ja: Chcę potem zobaczyć przedstawicieli na świat. Herolodów.
ApeR: Najgorsi…
Paulina: Co to jest faza?
Nikodem: Każda gęstość ma fazy, czyli przesunięcia w fazie, np. eter, eter 1, eter 2, eter 3.
Paulina: Po tym ataku uruchomił się nienaturalny popęd seksualny.
Nikodem: Tak wyciągają energię.
Zbadam osobę z Polski. Zapiszę jako „M4”.

F – ciało fizyczne. E – eteryczne. A – astralne. M – mentalne. Struktura całkowita przesunięta, wypchnięta z objęć duszy i monady. Cała budowa subtelna i świadomość jest skierowana do sztucznych przestrzeni i gęstości subtelnych (spiralne, na żółto). Dodatkowo „A” – ciało astralne / część subtelna faktycznie rozpuszczona. Ogrom energii inicjacyjnej dookoła, wiele całunów oświeceniowych, mistrzowskich.
Świadomość kieruje się głównie w przestrzenie „do góry”, czyli ścieżki „doskonałej esencji”. Świat w świecie, ale to iluzja lucyferyczna. Po lewej widzimy duszę tego wcielenia i monadę. Sama budowa subtelna wcielenia ma zupełnie inne wibracje niż dusza i monada.
Porozmawiam z duszą tego oświeconego wcielenia. A mogę to zrobić, bo mamy zdjęcia.
Czołem, duszo?
D (M4): Jesteś. Nawet podszedłeś. Myślałem, że będziecie czyścić i nas.
Ja: To nie twoja wina, nie do końca. Dlaczego?
D4: Wcielenie się stara, wierzy w to wszystko, samo jest mistrzem, ma wszystkie inicjacje i oznaczenia.
Ja: Czego ty tam szukasz?
D4: Nie wiem – te wiązki rozszczepiające, jak pokonywałeś je. Tak myślałem, że tam jest nirwana, cel ostateczny, zlanie ze źródłem rzeczywistości.
Ja: A teraz?
D4: Nie wiem.
Ja: Chodź, bo wcielenie masz, jakie masz, ale sama jesteś ciekawa. Chodź do monady.
D4: To nie razi?
[Tutaj pokonujemy odcięcie duszy od monady. To działa podobnie jak człowiek jest odcięty od duszy i nic o niej nie wie.]
Ja: Nie, to skutek inicjacji. Nic nie razi. To kłamstwo. Światło nie razi. Miłość nie razi. Nie ma czegoś takiego, że coś razi. Wejdź w siebie i zdejmij te kody.
D4: Robię. Wiem jak.
Ja: Teraz poczuj monadę, zawołaj ją. To ty. Z niej pochodzisz.
D4: Jest. Przytula mnie. [dusza płacze]
Ja: Płacz, bo tak uwolnisz. Ile wcieleń poświęciłaś tej drodze.
D4: Nie rozumiesz. Ja od czasów Buddy, potem linia indyjska. Wszystko, zawsze. To nie pierwszy raz.
Ja: Dziwnie, że i ciebie nie rozpuścili.
D4: Nie mogłam. Nie. Nie. Po prostu nie.
Ja: Chodź pod budowę swojego wcielenia i powiedz: błysk.
D4: Wiem, co błysk oznacza.
Ja: Mów. Trzeba złożyć od nowa.
D4: Błysk.
AC: Błysk.
P: Błysk.
Nikodem: ApeR?
ApeR: Widzę. Trochę tych mistrzów jest. Ty delikatny, to ja się z nimi zabawię. Oj. Ja ich przebuduję i zostawię jedno – koszmar. Każdemu podliczę tyle, ile zabrał, wyciągnął i zabił.
Ja: Rób, co potrzebujesz. Czekamy.
[parę minut później]
ApeR: Gotowi.
Ja: Zapraszam Mistrza 3. Dokładnie jego część subtelną.
M3: Nie chcę tu być. Nie ma nic. Nic. Na marne.
[To jest dosłownie absurdalne zachowanie. Osobowość uczy: „jesteś już tym”, „nie ma ciebie”, „nic nie musisz robić”. Osobowość uczy przekazu, który sama przyjęła za prawdziwy. Część subtelna tego wcielenia – i to nawet nie jest dusza – wie, widzi i czuje, co faktycznie dzieje się w gęstościach subtelnych, co jest żywym aktem kreacji.
Co gorsze, osobowość może mieć bardzo szczytne intencje, wierzyć w to i czuć to, co robi, jakie efekty dają te nauki. To jest największe niebezpieczeństwo lucyferyzmu. Jednocześnie cała linia rozszczepia i wyciąga energie z ludzi, części subtelnych i dusz, bo struktura potrzebuje zasilania.
A dlaczego ludzie tam idą? Szukają w tej drodze przebudzenia, oświecenia, zbawienia? Przede wszystkim cała linia indyjska wydaje się człowiekowi szybką pigułką na problemy. Na ból, odrzucenie, samotność i trudności życiowe. Przecież nauka uczy – wszystko w głowie, więc idą tam, gdzie o tej głowie mówią, ale inaczej. Szukają ukojenia dostają rozszczepienie.]
Ja: Zapraszam twoją duszę smoczą i monadę. Poczuj je.
M3: Nie chcę żadnej duszy. Ja już jestem doskonały. Ja już jestem doskonały. Nic nie muszę.
Ja: Duszo? Jesteś dla niego tylko myślą i obiektem.
D3: Przepraszam.
Ja: Musimy ciebie rozebrać, bo jesteś smokiem. Trochę się nachapałaś.
D3: Nie zgadzam się. [tutaj emanuję takimi uspokojonymi energiami]
ApeR: Niko, my patrzymy, kurwa. Nie widzisz, nie czujesz, co wali dusza?
[ApeRy są bardzo wymagające w pracy, ale nauczyłem się nie przekraczać swoich granic. One/Oni tacy mają być – to pierwsza Gwardia Prajedni. Oni byli pierwszymi Absolutami, z których wyrosło wszystko inne w tym Prałożu.]
Ja: Wchodzę w duszę.
Duszo, odczytujemy tobie glejt.
D3: Glejt? To ma być miłość?
Ja: Posłuchaj chwilę. To jest twoje 30. wcielenie jako mistrz. Cały czas tak samo. Tylko tutaj mamy liczbę: ponad sto milionów idzie za twoimi naukami. Z tego ponad 30 milionów rozpuszczonych przez wasze techniki rozszczepienia i dezintegracji ciał subtelnych.
D3: I chuj. Należało się, żeby góra mogła istnieć w oświeceniu, dół musisz poświęcać.
[Daję konkretne liczby. To nie jest abstrakcja ani piękne wskazanie. To jest skala. Dusza tego mistrza odpowiada brutalnie i szczerze. Nie ma tu już formuły „jesteś już doskonały” ani „nic nie musisz robić”. Jest bezpośrednie przyznanie, że struktura działa na zasadzie poświęcenia dołu, żeby góra mogła istnieć.
Straszliwy fragment, bo pokazuje różnicę między tym, co jest nauczane, a tym, jak struktura faktycznie funkcjonuje. Góra (oświecenie, mistrzowie, wysokie gęstości w tej linii) jest zasilana przez dezintegrację i poświęcenie tego, co niżej. Dusza nie zaprzecza – potwierdza.
Jeszcze raz trzeba zapytać: dlaczego ludzie wchodzą na tę ścieżkę? Czego tam szukają? Przede wszystkim ulgi. Szybkiej pigułki na ból, odrzucenie, samotność i codzienne trudności. Nauka mówi, że wszystko jest w głowie, więc idą tam, gdzie o tej głowie mówią inaczej – że już jesteś doskonały, że nic nie musisz robić, że cierpienie to tylko iluzja. Szukają przebudzenia, które ma zdjąć z nich ciężar życia. A w praktyce dostają głównie utożsamienie: z umysłem, z „ja”, z ideą Self, z przekonaniem, że „już są tym”. I właśnie to utożsamienie zamyka ich w strukturze, która potem wykorzystuje ich energię.
W naturalnym przepływie czujesz intuicję i głos duszy lub części subtelnej. To jest naturalne i zdrowe. Oczywiście im więcej traum, tym więcej energii podświadomej, więc odróżnienie podświadomości od duszy to inny rodzaj pracy. Tam tej pracy nie ma i nigdy nie będzie.]
Ja: Teraz mówisz to, co chciałem usłyszeć. Błysk.
M3 (część subtelna): Ha, wiedziałem. Głupia. Po co komu dusza.
Ja: Poczekaj, bo idziemy do twojej monady.
Czołem, monado. Też taka oświecona, widzę, jesteś, nażarta tych oświeceniowo-lucyferycznych energii.
M3: To jestem ja.
Ja: Twoje Ja jest z pewnością nażarte.
ApeR: Dalej, patrzymy.
Ja: Wnikam w monadę. Ona tęskni, tęskni za swoimi, pozostawienie, uczucia, szuka. To był narkotyk, cała to istnienie, żeby nie pamiętać o tym, co prawdziwe i co spowodowało ból. ApeR – on wraca do Rodziny Duchowej.
ApeR: Uczuciowy jesteś. Robię.
Ja: Chodź, mistrzu od mistrza.
M2: Jestem. Ten, który się nie rozszczepił. Mam podziw, bo dobrze rokujesz.
Ja: Ty jesteś inny. Mógłbym użyć twojego imienia, ale zostawimy to tak. Wołamy twoją duszę.
M2: Jak zwierzę, jak wilk. Taki duży. Często widziałem to w snach.
[Czyli miał kontakt z duszą, pokazywała mu się, ale traktował to jako sen, symbol albo coś zewnętrznego, a nie jako swoją własną duszę.]
Ja: Porozmawiaj. Ja wnikam w duszę.
Dużo wściekłości, dużo ciemności. Widać to w oczach tego człowieka. Robimy miks z białymi. Tu jest jakiś ciężar. Duszo?
D2: Grzebiesz we mnie, nie pozwoliłem.
Ja: Wszystko jest Jedno. Czyż nie?
D2: Tak. Przepraszam.
Ja: Ja pomagam tobie, ty pomożesz innym. Sama byłaś wściekła na to wszystko, co robiło wcielenie.
D2: Zyski czerpałam. Nie zaprzeczam.
Ja: Na ile, duszo, jesteś rozbita?
D2: Skąd to wiesz.
Ja: Masz kilka innych form.
D2: Skąd to wiesz, jesteś człowiekiem, z ciała rozmawiasz.
Ja: Twój słownik pojęciowy nie ma wyrazów i określeń. Nie porozmawiamy. Musiałbyś mnie poczytać.
Arcy do góry. Wszystkich. Pomogę, bo się ukrywają.
AC: Bierzemy ich.
Ja: Cząstki ma w innych. Też je podnosimy.
AC: Gotowe. Next.
Ja: M1. Czołem, chłopie. Taki goły chodziłeś.
M1: Taki luzak jesteś. Byłem olśnieniem. Geniuszem duchowym. Przypomniałem to, co było zapominane.
[Tutaj już skończył swoją gadkę o tym, że „stał się Brahmanem” i „jest wszędzie”. Teraz mówi jako część subtelna, która zaakceptowała, kim jest w tej chwili.]
Ja: Wyjaśnię ci coś, skarbie. Miałeś Lucyfera w sobie, bo on przygotowywał eksplozje duchowości, bo wiedział, że ludzie zaczną wychodzić z kościołów (uciekać od Białego i Arymana). Trochę później teozofowie zaczęli działać i Steiner z Besant. Przygotowali całą kosmologię pod Erę Wodnika. Dostałeś od niego „strzał inicjacyjny” i nawet, głupcze, nie wiesz. Byłeś narzędziem.
Zapraszamy twoją duszę.
O, jaka fajna. Poczuj ją.
M1: Jaka dusza…? Wiem, że gdzieś jest. Ale ja byłem kim byłem. Jak mam teraz być… tym?
[Tutaj część subtelna spędziła trochę czasu z ArcyPrzedwieczną, która pokazała tej istocie wiele. Niestety jako część subtelna był w stanie całkowitego wyparcia i zaprzeczenia wobec wszystkiego – całej rzeczywistości duszy czy sztucznych gęstości subtelnych w których przebywał i do których podpinał. Przeżarty Upaniszadami, Bhagawadgitą, Adi Śankarą.]
Ja: Na pewno byłeś wcieleniem swojej duszy. Jak ambicja, ego i pycha kroczy pierwsza, to zostaje tylko JA, które jest DOSKONAŁE i nic nie musi. Uświadom to sobie. A tutaj taka duszyczka, młoda, fajna, trochę ciemna.
M1: Nie. Nie chcę jej. Wiem, że jest, ale to nie jestem ja. Ja byłem czymś innym.
[Tutaj wewnętrznie go szarpało, rozrywało.]
Ja: Nie przełożę tego, co mówicie, bo neologizmami jedziecie.
Mam pomysł dla ciebie. Błysk.
AC: I to była dobra decyzja. Nie zawsze dusza i monada, czasem osobowość i potem jako część subtelna nie nadaje się do odzyskania. Kłamstwo na drodze życiowej, a szczególnie duchowej – potrafi doprowadzić część subtelną lub nawet duszę do takiego stanu wyparcia i zatrzymania. Przykre to jest.
Ja: Poczułem to w całym sobie. Zresztą on w formie rozpuszczonej faktycznie wibrował wysoko na anupadaka, ale w dolnej warstwie jego cień pożerał, pasożytował na uczniach – przez jego heroldów ścieżek pożerali nowych, uczniów, słuchaczy.
ApeR: No, teraz tak ma być. Sprzątamy i wszystko przebudowujemy. Cukierki w formie heroldów na końcu.
Nikodem: Jak się, duszo, czujesz, miałaś takie wcielenie, wynieśli je.
D1 (M1): Jak mam się czuć, jak mnie traktował i brał za śmiecia. Sama bym je unicestwiła, ale nie mogłam, bo to część mnie.
Ja: Przykro mi. Chodź teraz do monady. Tam czeka niespodzianka.
D1: Pierwszy raz tutaj będę. Ja nie jestem tak rozwinięta jak wy.
Ja: To jest ciekawe, że czasem pojawia się właśnie takie wcielenie. Wielkie osiągnięcia na Ziemi, ale duchowo – często dusza czy monada zbiorowa/grupowa. Pewnie dlatego was omijają i robią swoje ścieżki – bez dusz i monad.
D1: Wtulam się w monadę.
Ja: Tutaj ja to zrobię.
ApeR: A działaj.
Ja: Cała Rodzina Duchowa – zapraszamy. Stworzymy dla ciebie mistrza, ale w miłości, dostaniesz pewne wytyczne i twoja droga będzie przez duszę i monadę w Indiach. Taka twoja karma.
D1: Dziękuję.
M1: Dziękuję.
Ja: Przebudowę zaczynamy.
ApeR: Inaczej to robisz, zupełnie. Kruca fiks.
Ja: Nowe rdzenie dla monad i iskierki uświadomione od razu. Muszą mieć SA (Superaspekt w Klastrze), jeśli ma uczyć o duszy w takim kraju, gdzie łatwo mieć nie będzie.
Reszta wy.
AC: Robimy.
ApeR: Robimy. Ciekawa przygoda, Niko, z tobą jest zawsze jakaś przygoda.
Paulina: Czy ApeR jest dużo większy w masie niż ty?
Nikodem: Ja jestem kimś innym. ApeR to ApeR. Jak schodzi do Klastra i potem Uniwersum, to jest największy. Nie ma żadnych ograniczeń.
Paulina: Ciekawa relacja, z monadą tego nie miałeś.
Nikodem: Monada była wredna i tylko liczyła na kolejne wzrosty. Obecnie została dwoma Absolutami Panklastra i Wielką Jednią AP. Nie mam utożsamiania z monadą z którą pracowałem, bo w moim istnieniu nie o to chodziło. To opowiadam w Dotknąć Immensum.
Paulina: Twój układ nerwowy to dopiero miał wesoło przez te wszystkie lata…
AC: Wszyscy są gotowi i przebudowani. Mogą zejść do Uniwersum.
ApeR: Zbiorniki.
Ja: No właśnie. Kopie. Cząstki z zainicjowanych.
ApeR: Wir Jedniowy załączam. Chwila.
Ja: Dużo w Ziemi, dużo egregorów, myślokształtów, wyobrażeń. U Monroe to Fokus 24-26.
ApeR: Robimy razem.
Ja: Tak. Jestem. Przyciągam.
ApeR: Kasuję.
Ja: Jak klej. Duży szum dla ludzkości, ogromny. Takie roszczenie sobie prawa do nieomylności i jedynej słusznej drogi. I kod: że bez tego ludzkość upadnie i to jedyna droga. Tu czuję Lucyfera.
ApeR: Tak, rozkłada się jak pulsujące słońce. Sprytnie.
Ja: Teraz ciała Pauliny.
ApeR: Widzę. Właśnie stoję przed jej duszą. Bardzo oberwała.
Ja: Mocny atak, ale energią białą, biało-oświeceniową – podszytą nie sądem, lecz czystym wskazaniem: nie ma ciebie jako osobnego „ja”. Podważ osąd, myśl, jaźń, nawet przekonanie, że istniejesz jako ktoś. Wszystko to sen, pojawiający się w tobie. Jesteś już doskonały – nic nie musisz robić, oprócz rozpoznania, kim naprawdę jesteś.
[Ciekawy rodzaj ataku, ale z dodatkową informacją: to, co widzisz jako duszę, monadę, część subtelną, to iluzja, tego nie ma, ciebie nie ma. Twój umysł tworzy obiekty, myśli, szuka, ale to nie ty.
Idea iluzji jaźni jest tu kluczowa. Mówi się, że „ja” to tylko myśl, konstrukt, chwilowe pojawienie się w świadomości. Nie ma trwałej jaźni, nie ma duszy, nie ma monady – jest tylko strumień zjawisk, które umysł bierze za siebie. Im mocniej ktoś w to wchodzi, tym bardziej podważa własne istnienie jako kogoś, kto czuje, kto ma duszę, kto jest w relacji z czymś większym. Zostaje sama obserwacja bez obserwatora. I właśnie to otwiera furtkę: skoro „ciebie” nie ma, to nie ma też komu chronić swojej energii, swojej części subtelnej, swojej duszy. Struktura może wtedy spokojnie rozszczepiać i wyciągać, bo człowiek sam zgodził się na to, że nic z tego naprawdę nie istnieje.
Popaprańcy, których czytają i słuchają miliony na całym świecie.]
A dusza stoi i puka się w czoło, bo czym jest dusza, czym jest część subtelna, co to jest monada. Jak najdalej uciec od tego, jak najdalej, a kysz. Jest to plaga w wielu Uniwersach, w wielu Klastrach. Nie tylko tutaj.
ApeR: Zgadza się. Tutaj wzór tylko czytamy i idziemy potem dalej.
Ja: Tak czułem.

Budowa subtelna 'mistrzów’ po przebudowie.
M1. Mistrz nad mistrzami, tak go traktowali. Najmniejsza monada, trzy ciała do zindywidualizowania i najmniej rozwinięta dusza. Teraz się wcieli w Indiach i zacznie uczyć, ale o duszy i monadzie.
M2: Uczeń mistrza nad mistrzami. Monada dużo większa, jedno ciało do zindywidualizowania, podobnie jak dusza – jedno ciało. Dusza już nie jest rozszczepionym wilkiem. Ciało czerwonego anioła.
M3: Współczesny nauczyciel, była dusza smoka. Największy i najstarszy z nich wszystkich. Monada zindywidualizowane wszystkie ciała subtelne, dusza tylko jedno ciało – woli. Ładny wynik.
M4: Współczesny nauczyciel, bardziej z naszym krajem związany. Monada całkiem rozwinięta, dwa ciała tylko do zindywidualizowania, dusza jedno ciało. Interesuje mnie M3 i M4. Porozmawiam.
Ja: Czołem, M3.
M3: Powiem ci, że lepiej. Luz wrócił, ApeR mi pokazał, czym jest luz, bo miałem w dupie kołek – tak powiedział.
Ja: Taki jest ApeR. Albo giniesz przy nim, albo wzrastasz. Jak teraz?
M3: Czuję miłość, ale inaczej. Nie w sposób oświecony, biały, ale po prostu.
Ja: A co twoje wcielenie?
M3: Musimy z duszą kontrolować, musimy kasować te energie, którymi on się przykrywa podczas wykładów. Taka karma.
Ja: Idę do M4. Czołem.
M4: Zabrałeś mi całą linię przekazu.
Ja: Ktoś dał. Ktoś zabrał. Nie uczysz, żeby puszczać?
M4: Ha. No tak, wszystko wraca. Haa.
[Rozbroiłem humorem.]
Ja: Co czujesz?
M4: Nie mam mistrzów nad sobą. Błędna droga. Cała droga indyjska jest błędna, cofam. Nie wiedziałem, że tyle Lucyfera jest. ArcyPrzedwieczna podczas przebudowy pokazała.
Ja: No, myśmy lata stracili na to, żeby to rozróżniać. Wy się wtapialiście coraz głębiej w sztuczne przestrzenie. Taka jest różnica.
Idę do duszy.
D4: Jestem. Jestem. Więcej rozumiem. Rozumiem Klaster, Absolut, Matnia Życia, Prałoże.
Ja: Bardzo mnie to cieszy. Uczcie tego dalej.
D4: Takie nasze zadanie. Teraz wytwarzam część subtelną dla ciała. Ono tego potrzebuje.
Ja: Tak, ale już nie będzie rozpuszczania ciała astralnego / części subtelnej.
D4: Nie mogę, bo karma. Inaczej…
Ja: Błysk. Nie ma już zabawy. Nigdzie.
D4: Wytworzę część subtelną, staniesz przed nią. Proszę. Ono musi widzieć ciebie, nie że wróg, ale ktoś, kto zwrócił prawdę.
Ja: Jasne.
Czekam.
S4 (część subtelna): Gdzie ja jestem?
Ja: A co pamiętasz ostatnie?
S4: Światło jasne. Mistrza, który mnie dźwignął do siebie.
Ja: Tutaj się zatrzymamy, bo musisz coś zrozumieć. Twoje wcielenie nigdy się nie przyzna do błędu, bo za dużą karierę zrobiło. Za dużo zarobiło i sprzedało gówna. Musisz zobaczyć, co się stało w tym stanie szczytowym (przebudzenia, ekstazy, ciszy) dla ciebie.
D4: Tak. Tak. Pokaż.
Ja: Widzisz to i czujesz?
S4: Co, jedli mnie, moje energie, zasilałem / zasilałam tego, kogo podziwiałem / podziwiałam jako guru wszechczasów.
[Jedzenie polegało na rozpuszczaniu energii mentalnej i astralnej – tu części subtelnej. Całej witalności. Nie odbywało się to w bólu, ale w ciszy, ekstazie lub poczuciu pustki, niczego. Tak to działa. Praktykujący sam tego chce.]
Ja: Jak myślisz, czemu Bławatska wzięła to, co potrzebuje jeszcze z guru-jogi i poszła wpizdu stamtąd. Ty przynosisz to, co się nie sprawdza i sprzedajesz jak apostoł – jako prawdę objawioną. Ciężka karma dla wcielenia z tego wychodzi. Powiem szczerze – niemożliwe przez ego do uwolnienia w tym życiu. Następne wcielenie niestety będzie musiało naprawiać. Nie ma innej drogi.
S4: Co, kurwa. Co! Kogo mam wychłostać za to.
Ja: To zdrowa reakcja. Nikogo. Nikogo już nie ma. Każdy jest inny. Teraz ty i twoje wcielenie – łatwe to nie będzie.
S4: Sobie poradzę. Sobie poradzę. Spokojnie.
D4: Zdrowa reakcja. Dziękuję za amortyzację.
Ja: Zostawiam was. Jeśli znowu połączycie siły w starym…
D4: Wiemy. Wiemy.
Ja: Tak mówicie, ale wiesz. To był dar. Następnym razem Profundum Odwróconych.
D4: Co to jest.
Ja: Musisz się dużo nauczyć. Papa.
Aleksandra: „Luz wrócił, ApeR mi pokazał, czym jest luz, bo miałem w dupie kołek – tak powiedział.”
Ten błysk mało komfortowy, może jak się go robi setny raz, to już inaczej.
Nikodem: Nie. Zawsze jest tak samo. Jak robisz błysk i nic nie czujesz, to sorry, ale coś jest nie tak.
Aleksandra: Całe ścieżki umysłu oświeconego były dla mnie podszyte kłamstwem, fałszem, pięknie brzmi, ale nic tam nie ma. Dobrze, że duszę odkryłam i szybko zaczęłam z nią pracować. Wtedy wiesz, że wszystko to, czego uczą to gówno. A tam niestety miliony ludzi się kierują. Miliony. Lucyfer wygrał. Przejął tak wielką ilość istot. I sami idą na rzeź.
Nikodem: Nie wygrał. Nie ma go.
Podsumowanie
Tekst pokazuje, że pewne nurty „umysłu oświeconego” – te, które uczą, że już jesteś doskonały i nic nie musisz robić – nie są tylko wskazaniem na czystą świadomość. W praktyce tworzą zamkniętą, bardzo starą strukturę, która rozszczepia i wyciąga części subtelne oraz dusze, żeby zasilać swoje wyższe poziomy. Tekst jest konfrontacją z tym mechanizmem – nie z poziomu teorii, tylko z poziomu bezpośredniej pracy z duszami, częściami subtelnymi i monadami tych, którzy tę strukturę podtrzymywali.
Chciałbym napisać coś więcej, ale po prostu przestanę, bo musiałbym przekląć tysiące razy.
Zapraszam do przeczytania pracy pt. „Esencja i powrót do Źródła Miłości. Współczesny PsyOp duchowy”.
